Dodaj do ulubionych

Uczciwość w relacji damsko - męskiej

01.08.18, 10:38
Na kanwie wątku "obok" - jest sobie pan, który od pół roku spotyka się z panią, m. in. spędzają weekendy w jego domu. Pan deklaruje, że chce się póki co cieszyć zyciem, domem i ogrodem. Pani jest prawie pewna, ze do końca roku pan sie jej oświadczy.
Wg niektórych pan jest nieuczciwym cwaniakiem, co to za friko ma fajną uległą dziewczynę do sypialni i miłego spedzania czasu.
Czy naprawdę? Przecież pan stawia sprawę jasno, a gdyby pani nie odpowiadało, to wszak nie musi z nim spotykać się wcale! Dlaczego pana plany sa nie fair wobec pani? Bo ona ma wobec niego inne?
Wg mnie szczerość w takich sytuacjach to podstawa i uwazam, iż tu pan jest szczery i uczciwy...A pani - wręcz przeciwnie
A Wy?
Obserwuj wątek
    • duckduckgo1 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 10:41
      Nie trzeba być człowiekiem honoru.
      Można sobie obracać panów i panie, przyjmować, goscic, pomieszkiwać, a potem ich rzucać dla nowych i lepszych.
      Tylko może, koleżanko, to nie jest w porządku. Może jednak nie tylko wprost wyrażone słowa i czyny mają znaczenie, tylko ogół sytuacji. Może jak się z kimś spotykasz, to godzisz się na przestrzeganie pewnego kodu kulturowego. Dorośli ludzie wiedzą o co chodzi, dojrzali nie mają z tym problemu.
      • kemstowicz Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 11:24
        Coraz zabawniej na tym forum. Kora (trudno mi to przyznać, ale muszę) bardzo dobrze opisała sytuację i wyciągnęła sensowne wnioski. Tymczasem Ty wznosisz się w niedostępne nam maluczkim rejony abstrakcji i piszesz o jakichś kodach. Ja niestety nie jestem zakodowany, chociaż wiem, że co niektórym KOD na mózg się rzucił i zdekodować ich jest naprawdę niełatwo. Także darujmy sobie takie igraszki słowne, bo te wszystkie "kody", "domyśl się", "powinien wiedzieć" są dla gówniarzy (nawet jeśli Ci mają 60+, jak to w KODzie), a nie dla dojrzałych, rozsądnych, jasno komunikujących się z otoczeniem ludzi.
        • duckduckgo1 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 11:32
          Jak moje zdanie ci nie odpowiada, kolego, to od razu uciekasz w obrażanie? No, to prawdziwa dojrzałość. Dzięki za demonstracje. wink

          A kody kulturowe są, czy tego chcesz czy nie. Na przykład, jak się z kimś spotykasz romantycznie, to domyślnie nie widujesz na tej samej płaszczyźnie innych osób.
            • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 12:47
              Maju, rzecz cała w tym, że czy Tobie czy komukolwiek innemu podoba się to czy nie, w obecnych czasach, poza naprawdę niszowymi środowiskami ultrareliginjnymi ludzie wchodzą w relacje intymne wczesniej niż mają zamiar wiązać się z kimś na stałe - statystycznie. I nie, niekoniecznie wynika to zaraz z cynizmu typu "a pozaliczam x babek/facetów nim się zdecyduję" - wynika to z normy społecznej. W dzisiejszych czasach - znów statystycznie - młodzi ludzie dłzuej sie kształcą i dłuzej pozostają na utrzymaniu rodziców niż - znów statystycznie ich dziadkowie. A trudno by ktoś z inicjacją seksualną czekał do powiedzmy 24 roku zycia, aż studia skończy. smile W zwiazku z tym nim się człowiek zdecyduje na tzw. zakładanie rodziny, na ogół - znów statystycznie smile - ma za sobą już przynajmniej kilka zwiazków. I to też niekoniecznie tak zakończonych, ze z cynizmem, tylko zwyczajnie - tak wyszło ...

              Mogę to powiedzieć na włąsnym przykładzie, bo taka norma byłą już wówczas, gdy ja byłam młodą osobą. Otóż no pewnie, ze miałam chłopaka w wieku powiedzmy 20 lat, chodziłam z nim 3 lata, byłam przekonana, ze go kocham smile No, ale ja mając 20 lat mature zdawałam i na studia, wiec logiczne chyba ze nie myslałam o zakładaniu rodziny. Nie zebym traktowała go przedmiotowo, ale jak sie oswiadczył, to się zwyczajnie zdziwłam ..za maz w wieku 20 lat??? AZle całkiem szxzerze zadeklarowałam, ze go kocham, a ślub to kiedyś, później, ewentualnie o ile...I tak, było, tylko, ze na studiach poznałam kogoś innego - no tak jest w zyciu...I znów, nie to, ze wykluczałąbym powazne bycie z tym kimś, ale na Baala, nie na 2 roku w wieku 21 lat, a do końca studiów jeszcze było ponad 3 lata, w tym wieku to kupa czasu smile w którym mozesz kogoś jeszcze poznać itd.
              • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 13:26
                Koro, nie klaruj mi rzeczy oczywistych, bo też mam swoje lata i obserwacjesmile A moje zdanie jest takie, że naprawdę nikt nie musi się tłumaczyć ze swoich zasad ani ich usprawiedliwiać "dzisiejszymi czasami". To ja decyduję i ja jestem odpowiedzialna za swoje postępowanie wobec kogoś.
                • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 13:40
                  No, ale włąsnie - ja też byłam odpowiedzialna wobec kogoś - trudno, zebym się zgodzila na ślub w wieku 20 lat mając w perspektywie dzienne studia i nie planując na razie zakladania rodziny, prawda?

                  O czasach wspomniałam nie na czyjekolwiek usprawiedliwienie Maju, bynajmniej...Po prostu za czasów młodosci moich dziadków dziewczyna 18- letnia wychodzaca za mąż to nie było nic dziwnego, raczej - standard. Ale już za czasów młodosaci mej mamy - owszem, no zdarzały sie sluby zaraz po maturze, ale już rzadziej, a potem to już jeszcze rzadziej, a teraz prawie wcale smile
                    • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 14:10
                      Maju, ale to taka sama motywacja jak u 80-90 proc. ludzi - w tym rzezc. Idac Twoim tropem myslenia nie powinniśmy sie z nikim spotykać randkowo do czasu, aż bedziemy gotowi na załozenie rodziny czy szerzej powazny zwiazek - a przecież już od bardzo dawna tak nie jest
                      • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 17:41
                        Ale czy to takie istotne, jaki procent ludzi zrobiłby tak czy inaczej, Korciu? Po co szukasz potwierdzenia? To Twoje życie i Twoje wybory. Śmiem twierdzić, że gdybyś była naprawdę pewna swojego uczucia i tego, że ten chłopak to jest właśnie to, to ucieszyłabyś się z tych oświadczyn i wyszła za niego, nie patrząc na statystykismile
                        • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 17:51
                          Maju, zważywszy na to, ze to było pkonad 25 lat temu, to pisanie iż to moje zycie i wybory heh tchnie no lekko absurdem ...

                          A całkiem już powaznie Maju, nie wydaje mi się byś miala rację - ja majac 20 lat wcale nie bralam pod uwagę wychodzenia za maż czy innnego powaznego zwiazku (w sensie wspólne mieszkanie itd), bo zwyczajnie naturalne dla mnie było, ze w takim wieku, to się idzie an studia, a nie za mąż smile
                          A zakładam tak Maju TAKZE dlatego, ze jestem z domu nauczona odpowiedzialności - w poazne zwiazki człowiek wchodzi, gdy jest samodzielny finansowo i mieszkaniowo - inaczej to jest "zabawa w dom" - o czym już pisałam kiedyś - na czyjś koszt, najczęściej rodziców. i nie, nie była tak romantyczna, zeby zafundowac taką przyjemnośc moim rodzicom i rodzicom tego chłopaka, skądinąd także sympatycznym ludkom.
                          Dla mnie takie coś to jest bezmyślnośc i owszem, za moich czasów takie coś robili tylko ci, którzy kolokwialnie mówiac "wpadli" i tyle smile
                          • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 18:20
                            kora3 napisała:

                            > Maju, zważywszy na to, ze to było pkonad 25 lat temu, to pisanie iż to moje zy
                            > cie i wybory heh tchnie no lekko absurdem ...
                            >

                            A to niby czemu? Przecież byłaś pełnoletnia i miałaś prawo decydować o sobie. I taką decyzję podjęłaś.

                            > A całkiem już powaznie Maju, nie wydaje mi się byś miala rację - ja majac 20 la
                            > t wcale nie bralam pod uwagę wychodzenia za maż czy innnego powaznego zwiazku (
                            > w sensie wspólne mieszkanie itd), bo zwyczajnie naturalne dla mnie było, ze w t
                            > akim wieku, to się idzie an studia, a nie za mąż smile

                            A ten chłopak o tym wiedział, jak się z nim spotykałaś?

                            > A zakładam tak Maju TAKZE dlatego, ze jestem z domu nauczona odpowiedzialności
                            > - w poazne zwiazki człowiek wchodzi, gdy jest samodzielny finansowo i mieszkani
                            > owo - inaczej to jest "zabawa w dom" - o czym już pisałam kiedyś - na czyjś kos
                            > zt, najczęściej rodziców. i nie, nie była tak romantyczna, zeby zafundowac taką
                            > przyjemnośc moim rodzicom i rodzicom tego chłopaka, skądinąd także sympatyczny
                            > m ludkom.

                            No tak by było najlepiej... ułożysz sobie scenariusz, rok po roku i potem go tylko realizujesz. Problem w tym, że życie lubi niespodzianki i nie zawsze uda się trzymać ustalonej kolejności.

                            > Dla mnie takie coś to jest bezmyślnośc i owszem, za moich czasów takie coś robi
                            > li tylko ci, którzy kolokwialnie mówiac "wpadli" i tyle smile
                            >

                            No co Ty powiesz? A za moich byli i tacy, którzy tworzyli związki, bo się po prostu kochali i stabilizację finansową chcieli osiągnąć będąc już razem. Wiesz, nie twierdzę, że w życiu nie trzeba planować i kalkulować, ale to wcale nie gwarantuje sukcesu, zwłaszcza w kwestiach uczuciowych.
                            • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 07:37
                              majaa napisała:

                              > A to niby czemu? Przecież byłaś pełnoletnia i miałaś prawo decydować o sobie. I
                              > taką decyzję podjęłaś.


                              Owszem, byłam PEŁNOLETNIA, ale zupełnie nie samodzielna Maju - jak większosc ludzi w tym wieku w tamtym czasie - zreszta smile

                              >
                              > A ten chłopak o tym wiedział, jak się z nim spotykałaś?


                              Nie pamiętam, byśmy rozmawiali o slubach i tego rodzaju rzeczach - nie ten etap w zyciu przexcież, ale owszem, wiedział ze wybieram się na dzienne studia - to było dośc oczywiste smile

                              >
                              > No tak by było najlepiej... ułożysz sobie scenariusz, rok po roku i potem go t
                              > ylko realizujesz. Problem w tym, że życie lubi niespodzianki i nie zawsze uda s
                              > ię trzymać ustalonej kolejności.


                              Uda? A co tu jest do udawania się, albo nie? Chyba, jak sama piszesz wyzej człowiek dedcyduje, nie?smile
                              >
                              > >
                              >
                              > No co Ty powiesz? A za moich byli i tacy, którzy tworzyli związki, bo się po pr
                              > ostu kochali i stabilizację finansową chcieli osiągnąć będąc już razem. Wiesz,
                              > nie twierdzę, że w życiu nie trzeba planować i kalkulować, ale to wcale nie gwa
                              > rantuje sukcesu, zwłaszcza w kwestiach uczuciowych.


                              Maju, no nie pogniewaj się, ale jesteś jednak troszkę ode mnie starsza jak mi sie zdaje ...Jakby to dziwnie nie zabrzmiało, ale zwyczajnie - inne były czasy ...Inna też byłą pewnie nieco sytuacja w kraju ...Wystarczy, byś była ode mnie 10 lat starsza, byś studia kończyła za PRL-u jeszcze, a tym bardziej maturę zdawała. Kiedy ja robiłam jedno i drugie nie było już tak, ze człowiek kończył i szedł do pracy - musiał jej poszukać, nie zawsze było to łatwe - to pewnie tez myslący ludzie z moich czasów młodosci brali pod uwagę - po prostu.
                              Rozumiem, ze ktoś jest bardzo romantyczny, ale takowym wg mnie należy byc na własny, a nie cudzy koszt ...
                              • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 11:29
                                kora3 napisała:

                                > Owszem, byłam PEŁNOLETNIA, ale zupełnie nie samodzielna Maju - jak większosc lu
                                > dzi w tym wieku w tamtym czasie - zreszta smile

                                Aha, czyli decyzję o pójściu z kimś do łóżka spokojnie można podjąć będąc niesamodzielnym, ale decyzji o ślubie już nie? Ciekawe...

                                > Nie pamiętam, byśmy rozmawiali o slubach i tego rodzaju rzeczach - nie ten etap
                                > w zyciu przexcież, ale owszem, wiedział ze wybieram się na dzienne studia - to
                                > było dośc oczywiste smile
                                >

                                A to studia i małżeństwo jakoś z zasady wykluczają się wzajemnie? Nie da się pogodzić jednego z drugim?



                                > Uda? A co tu jest do udawania się, albo nie? Chyba, jak sama piszesz wyzej czł
                                > owiek dedcyduje, nie?smile

                                Wiesz, Koro, jest takie powiedzenie „człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi”. Tobie absolutnie zawsze wszystkie plany udawało się realizować w stu procentach? Żadnych „zwrotów akcji”, niespodzianek, nietrafionych decyzji? Tak z ręką na sercu? Jeśli tak, to śmiało mogę powiedzieć, że jesteś ewenementem na skalę światową.


                                > Maju, no nie pogniewaj się, ale jesteś jednak troszkę ode mnie starsza jak mi s
                                > ie zdaje ...Jakby to dziwnie nie zabrzmiało, ale zwyczajnie - inne były czasy .
                                > ..Inna też byłą pewnie nieco sytuacja w kraju ...Wystarczy, byś była ode mnie
                                > 10 lat starsza, byś studia kończyła za PRL-u jeszcze, a tym bardziej maturę zd
                                > awała. Kiedy ja robiłam jedno i drugie nie było już tak, ze człowiek kończył i
                                > szedł do pracy - musiał jej poszukać, nie zawsze było to łatwe - to pewnie tez
                                > myslący ludzie z moich czasów młodosci brali pod uwagę - po prostu.
                                > Rozumiem, ze ktoś jest bardzo romantyczny, ale takowym wg mnie należy byc na w
                                > łasny, a nie cudzy koszt ...
                                >

                                Tu się nie ma o co gniewać, Korciu. Zwłaszcza że to o „moich czasach” napisałam troszkę ironicznie, bo, o ile się nie mylę, to jestem od Ciebie starsza raptem o trzy lata, więc to nie jest żadna „przepaść”smile
                                Ale w PRL-u też wcale nie było tak „różowo”, jak Ci się wydaje. Bo o pracę to może i było łatwiej, ale już o mieszkanie wcale nie i trudno było określić perspektywy w tej kwestii. W związku z tym, bardzo często młode małżeństwa mieszkały razem z rodzicami i nierzadko w tym samym mieszkaniu pojawiały się też ich dzieci, zanim doczekali się własnego lokum. I jakoś sobie ludzie radzili, rodzice pomagali i to było dla nich oczywiste.
                                • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 11:52
                                  majaa napisała:
                                  > Aha, czyli decyzję o pójściu z kimś do łóżka spokojnie można podjąć będąc niesa
                                  > modzielnym, ale decyzji o ślubie już nie? Ciekawe...


                                  No czy tak "spokojnie" to nie wiem, ja "poszłam" po 2 latach "chodzenia" i owszem, wówczas taką decyzję podjęła i nim wdrozyłam ze tak powiem temat rzecz jasna zabezpieczyłam sie na okolicznośc nieplanowanej ciąży - oczywiste. Pójście do łożka to jednak decyzja nie tak nomen omen brzemienna w skutkach (jesli sie myslismile) jak małzeństwo smile

                                  > A to studia i małżeństwo jakoś z zasady wykluczają się wzajemnie? Nie da się po
                                  > godzić jednego z drugim?


                                  Maju, odpowiem Ci tak: nie mam praktyki, ale pewnie się da - da się nawet pogodzić godzenie do gimnazjum z byciem mamą - pisałam kiedyś o takiej dziewczynie smile Ale nie każdy zaraz chce zeby mu szło gorzej, cięzej trudniej - zwyczajnie.
                                  Nie pamiętam NIKOGO z moich pierwszych studiów, kto rozpoczynałby je bedac żonaty/mezatką, a z 2 osób na ROKU, które wzięły śluby przed zakończeniem studiów i podjęciem pracy obie zaliczyły nieplanowaną ciąże - no taka prawda cała reszta z takimi decyzjami czekała jednak do usamodzielnienia się

                                  > Wiesz, Koro, jest takie powiedzenie „człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi”. Tob
                                  > ie absolutnie zawsze wszystkie plany udawało się realizować w stu procentach? Ż
                                  > adnych „zwrotów akcji”, niespodzianek, nietrafionych decyzji? Tak z ręką na ser
                                  > cu? Jeśli tak, to śmiało mogę powiedzieć, że jesteś ewenementem na skalę świato
                                  > wą.


                                  Maju, nietrafione decyzje - owszem, przecież wiesz - małzeństwo. ALE - owszem, miałam plany i je realizowałam - nie szłam na zywioł i "strzelanie" przez Pana Boga, ani kulami, ani np. plemnikami - nie oburzaj się, wiem ze rozumiesz aluzję dobrze. Nieprzewidziane rzeczy a jakże - moga sie zdarzyć - choroba, wypadek, tragedia jakaś - oczywiscie. Ale już takie rzeczy jak śluby, czy ciąże to wg mojej oceny powinny być planowane, tym bardziej w czasach, o jakich mówimy, gdzie antykoncepcja już była na takim poziomie, ze nie mozna było mówić, że coś tam coś smile
                                  >
                                  >
                                  > Tu się nie ma o co gniewać, Korciu. Zwłaszcza że to o „moich czasach” napisałam
                                  > troszkę ironicznie, bo, o ile się nie mylę, to jestem od Ciebie starsza raptem
                                  > o trzy lata, więc to nie jest żadna „przepaść”smile


                                  Ach, no to przepraszam smile

                                  > Ale w PRL-u też wcale nie było tak „różowo”, jak Ci się wydaje. Bo o pracę to m
                                  > oże i było łatwiej, ale już o mieszkanie wcale nie i trudno było określić persp
                                  > ektywy w tej kwestii. W związku z tym, bardzo często młode małżeństwa mieszkały
                                  > razem z rodzicami i nierzadko w tym samym mieszkaniu pojawiały się też ich dzi
                                  > eci, zanim doczekali się własnego lokum. I jakoś sobie ludzie radzili, rodzice
                                  > pomagali i to było dla nich oczywiste.



                                  Maju, ja wszak w czasach PRL-u zyła to i mam rozeznanie...Nie o pracę było moze i łatwiej, tylko BYŁA ta praca, dla kazdego kto chciał ja podjąć - mozna się oburzać na takie twierdzenie, ale to jest fakt. Lepsza, gorsza za tyle, za mniej - - ale była. Z mieszkaniami - owszem, gorzej było...i owszem, ludzie mieszkali "na kupie" - mało kto to raczej dobrze wspomina.
                                  Jak piszę wyżej nie kazdy jest skłonny do tego, by było mu mozliwie najcieżej i najtrudniej - pewnie są takie osoby, ale nie jest to standard
                                  • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 13:24
                                    kora3 napisała:

                                    >> No czy tak "spokojnie" to nie wiem, ja "poszłam" po 2 latach "chodzenia" i ows
                                    > zem, wówczas taką decyzję podjęła i nim wdrozyłam ze tak powiem temat rzecz jas
                                    > na zabezpieczyłam sie na okolicznośc nieplanowanej ciąży - oczywiste. Pójście d
                                    > o łożka to jednak decyzja nie tak nomen omen brzemienna w skutkach (jesli sie m
                                    > yslismile) jak małzeństwo smile

                                    Nie pytałam o takie szczegóły z Twojego życia, ale dzięki za otwartośćsmile

                                    A wracając do meritum... Też znam takich, co myśleli, a teraz… latorośl już na studiach, więc wiesz…wink
                                    A jak się naprawdę chce za kogoś wyjść czy ożenić, to ta perspektywa wcale nie wydaje się taka straszna. Znacznie trudniej wyobrazić sobie życie bez tej osoby, tak więc znowu – to zależy.

                                    > Maju, odpowiem Ci tak: nie mam praktyki, ale pewnie się da - da się nawet pogod
                                    > zić godzenie do gimnazjum z byciem mamą - pisałam kiedyś o takiej dziewczynie :
                                    > ) Ale nie każdy zaraz chce zeby mu szło gorzej, cięzej trudniej - zwyczajnie.
                                    > Nie pamiętam NIKOGO z moich pierwszych studiów, kto rozpoczynałby je bedac żona
                                    > ty/mezatką, a z 2 osób na ROKU, które wzięły śluby przed zakończeniem studiów i
                                    > podjęciem pracy obie zaliczyły nieplanowaną ciąże - no taka prawda cała reszta
                                    > z takimi decyzjami czekała jednak do usamodzielnienia się

                                    I znów – kwestia podejścia. Poza tym, jak sama napisałaś - jak się myśli…wink Nie trzeba mieć dzieci już, natychmiast, a niby cóż konkretnie miałoby tu utrudnić małżeństwo samo w sobie.

                                    > Ale już takie rzeczy jak śluby, czy ciąże to wg m
                                    > ojej oceny powinny być planowane, tym bardziej w czasach, o jakich mówimy, gdz
                                    > ie antykoncepcja już była na takim poziomie, ze nie mozna było mówić, że coś t
                                    > am coś smile
                                    > >

                                    No ale te śluby w okolicach 20-tki też mogą być planowane, nieprawdaż? Do tego cały czas zmierzam właśnie… nie wiadomo, komu kiedy po drodze…

                                    > Ach, no to przepraszam smile
                                    >

                                    Ależ naprawdę nie ma za cosmile

                                    > Maju, ja wszak w czasach PRL-u zyła to i mam rozeznanie...Nie o pracę było moze
                                    > i łatwiej, tylko BYŁA ta praca, dla kazdego kto chciał ja podjąć - mozna się
                                    > oburzać na takie twierdzenie, ale to jest fakt. Lepsza, gorsza za tyle, za mnie
                                    > j - - ale była. Z mieszkaniami - owszem, gorzej było...i owszem, ludzie mieszka
                                    > li "na kupie" - mało kto to raczej dobrze wspomina.
                                    > Jak piszę wyżej nie kazdy jest skłonny do tego, by było mu mozliwie najcieżej i
                                    > najtrudniej - pewnie są takie osoby, ale nie jest to standard

                                    A ja piszę, że kwestie "ciężkości" wyglądają różnie z różnej perspektywy, nie jednakowo dla każdego. Poza tym, czasem faktycznie jest trudniej, ale potem tym większa satysfakcja, że się dało radę. Ilu ludzi, tyle punktów widzeniasmile
                                    • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 13:51
                                      majaa napisała:
                                      >
                                      > Nie pytałam o takie szczegóły z Twojego życia, ale dzięki za otwartośćsmile


                                      No bez przesady, nie są to jakieś chyba mam nadzieję krepujące dla Ciebie "szczegóły" tym bardziej, ze de facto no pytalaś o podejmowanie zycie seksualnego smile
                                      >
                                      > A wracając do meritum... Też znam takich, co myśleli, a teraz… latorośl już na
                                      > studiach, więc wiesz…wink


                                      No wiesz, generalnie to moi koledzy ze studiów też mają niektórzy dzieci na studiach już, tylko ze na pierwszym, góra drugim roku

                                      > A jak się naprawdę chce za kogoś wyjść czy ożenić, to ta perspektywa wcale nie
                                      > wydaje się taka straszna. Znacznie trudniej wyobrazić sobie życie bez tej osoby
                                      > , tak więc znowu – to zależy.


                                      Przede wszystki Maju, to w wieku gdy planuje się inne rzezcy wydaje sie ona przede wszytskim - odległa smile
                                      Jesli ktoś nie wyobraza sobie zycia bez innej osoby - to ma problem - to całkiem serio napisałam

                                      >
                                      > I znów – kwestia podejścia. Poza tym, jak sama napisałaś - jak się myśli…wink Nie
                                      > trzeba mieć dzieci już, natychmiast, a niby cóż konkretnie miałoby tu utrudnić
                                      > małżeństwo samo w sobie.


                                      Wiesz, to pewnie zależy od studiów - są wymagajace mniejszego nakładu czasu, sa lajtowe ...Co wg mnie miałoby utrudniać - ano prowadzenie regularnego domu, utrzymywanie sie samodzielnie ...Na moim kierunku studiów nie było realne pogodzenie dziennych stuiów z regularną pracą - np.
                                      >
                                      > > >
                                      >
                                      > No ale te śluby w okolicach 20-tki też mogą być planowane, nieprawdaż? Do tego
                                      > cały czas zmierzam właśnie… nie wiadomo, komu kiedy po drodze…


                                      Pewnie mogą być Maju, a wiele znasz takich młodych ludzi obecnie planujacych w tym wieku? Bo ja - nie. Mam sporo znajomych mających dzieci w wieku od 20 wzwyż. Wszystkie skończyły studia, albo studiują, żadne nie brało slubu w wieku 20 lat, mało które bierze mając mniej niż 25.

                                      > Ależ naprawdę nie ma za cosmile


                                      To miło smile
                                      >
                                      >
                                      > A ja piszę, że kwestie "ciężkości" wyglądają różnie z różnej perspektywy, nie j
                                      > ednakowo dla każdego. Poza tym, czasem faktycznie jest trudniej, ale potem tym
                                      > większa satysfakcja, że się dało radę. Ilu ludzi, tyle punktów widzeniasmile


                                      No moze, może - ja np. nie brałabym wcale pod uwagę sytuacji , ze jestem mezatką, mieszkam z rodzicami/tesciami i jestem utzrymywana przez tychże - sorry - nie znajdowałabym w tym nijakiej satysfakcji, ale masz rację - zzalezy od punktu widzenia
                                      • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 03.08.18, 12:24
                                        Z tym „myśleniem” i dziećmi na studiach, Koro, to był taki niby-żarcik, bo chyba obie jesteśmy świadome, że nie ma stuprocentowej ochrony przed ciążą (oprócz wstrzemięźliwości oczywiście), a dzieci rodzą się niezależnie od tego, czy się ślub wzięło czy niesmile
                                        I naprawdę, dla młodych, zakochanych i chcących się pobrać ludzi statystyki ślubne zupełnie nie są istotne. Jestem przekonana, że związki i ewentualnie związane z tym trudności to dla każdego jest zupełnie indywidualna sprawa i nie ma sensu oglądać się na innych. Myślę, że ten temat już chyba wyczerpałyśmysmile
                                        • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 03.08.18, 12:42
                                          majaa napisała:

                                          > Z tym „myśleniem” i dziećmi na studiach, Koro, to był taki niby-żarcik, bo chyb
                                          > a obie jesteśmy świadome, że nie ma stuprocentowej ochrony przed ciążą (oprócz
                                          > wstrzemięźliwości oczywiście), a dzieci rodzą się niezależnie od tego, czy się
                                          > ślub wzięło czy niesmile


                                          smile Maju, powiem tak...Kiedyś sprawa wyglądała inaczej, dziś inaczej wygląda - po prostu. Kiedyś antykoncepcji zwyczajnie nie było, a gdy sie pojawiła była malo komfortowa, albo bardzo szkodliwa, albo dla odmiany - zawodna.
                                          Dziś - poza naprawdę wyjątkowymi sytuacjami, jesli ktoś chce unikać nieplanowanej ciąży i MYSLI przy tym smile, to owszem jest to na przynajmniej pograniczu pewności, że się uniknie.
                                          "ŚLub"to było uproszczenie jak sie domysalsz - mowa o powaznym zwiazku z załozenia na stałe, a nie czymś przelotnym, czy jest ślub czy nie to sprawa trzeciorzędna


                                          > I naprawdę, dla młodych, zakochanych i chcących się pobrać ludzi statystyki ślu
                                          > bne zupełnie nie są istotne. Jestem przekonana, że związki i ewentualnie związa
                                          > ne z tym trudności to dla każdego jest zupełnie indywidualna sprawa i nie ma se
                                          > nsu oglądać się na innych. Myślę, że ten temat już chyba wyczerpałyśmysmile


                                          A ja myslę, ze nie Maju, bo mam wrazenie, ze zrozumiałas opacznie - niestety. Nie chodzi bynajmniej o "ogladanie się" na statystyki czyli na innychsmile Chodzi zwyczajnie o pewne standardy, a te sie zmieniają z czasami ...Jak już Ci isałam - kiedyś standardem było zamązpójście 16 - letniej panienki, dziś - no zdarza się, ale nie jest to standard - bynajmniej. Później standardem było zamążpójście 18-20 lat - dziś zdarza się, ale - znów - nie jest standardem. Kiedyś standardem było, ze kobiety nie pracowały i zajmowały się domem - dziś już takiego standardu - nie ma...choć oczywiscie zdarzaja sie takie panie. Itd. itp. Maju - dziś też jesli para 18 - latka i 21 - latek chcą się pobierać - mogą w tym wieku już bez zgody sądu przexież. Ale jednak nie jest to obecnie standardem, takie sytuacje na pewno się zdarzają, ale rzadko. W większosci ludzie odkladają decyzję o współnym życiu na czas, kiedy bedą mieli gdzie mieszkać i z czego się utrzymać - logiczne. Nie dlatego, ze tak robią inni, tylko dlatego TAKZE, że tak sobie i też przyszłej rodzinie zapewniają lepszy byt.
                                          • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 03.08.18, 17:36
                                            kora3 napisała:


                                            > Dziś - poza naprawdę wyjątkowymi sytuacjami, jesli ktoś chce unikać nieplanowan
                                            > ej ciąży i MYSLI przy tym smile, to owszem jest to na przynajmniej pograniczu pewn
                                            > ości, że się uniknie.

                                            Eeee tam, Korciu, zalewasz, jak bym się urodziła wczoraj i życia nie znała... tak to tylko w idealnym świeciewink


                                            > A ja myslę, ze nie Maju, bo mam wrazenie, ze zrozumiałas opacznie - niestety. N
                                            > ie chodzi bynajmniej o "ogladanie się" na statystyki czyli na innychsmile Chodzi z
                                            > wyczajnie o pewne standardy,

                                            Statystyki, "większości", standardy... jak zwał, tak zwał, to bez znaczeniasmile Sedno w tym, że to ludzie określają standardy w swoim życiu, a nie standardy rządzą ludźmi.


                                        • magazynka Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 03.08.18, 22:42
                                          majaa:
                                          "I naprawdę, dla młodych, zakochanych i chcących się pobrać ludzi statystyki ślubne zupełnie nie są istotne. Jestem przekonana, że związki i ewentualnie związane z tym trudności to dla każdego jest zupełnie indywidualna sprawa i nie ma sensu oglądać się na innych."

                                          Masz rację. Jeśli zakochani, to gdzieś mają statystyki.

                                          Dawno, dawno temu na dziennych studiach (trudnych technicznych), wiele par pobrało się na 2-3 roku, a nawet miało dziecko.

                                          Po latach, na zjazdach absolwentów z okazji jubileuszu uczelni czy wydziału, te pary wciąż pojawiają się razem (jasne, że nie wszystkie, ale tak z 60-70% wg moich obserwacji). Oczywiście oboje skończyli studia, choć nierzadko mieszkali w akademiku.

                                          Znam też odwrotny przypadek:
                                          Para od początku liceum, przez studia i 32 lata później, a teraz separacja lub rozwód.

                                          Reguł nie ma, są ludzie.
                  • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 17:46
                    kora3 napisała:

                    > Maju, mam pytanie: wyszłąś za mąż za pierwszego chłopaka/mężczyznę z którym się
                    > spotykałaś?

                    Nie, ale co to ma do rzeczy?

                    > Chciałabyś by np. Twoje dziecko związało sie ztaką osobą - pierwszą z którą si
                    > ę zaczeło spotykać i np. majac 18 lat?
                    >

                    No czasem i tak bywa, akurat znam taki przypadek. Szczęśliwy, dodam. Jeśli trafisz na właściwego faceta już w tym wieku, to raczej chyba nie jest powód do zmartwienia, moim zdaniem.
                      • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 18:25
                        kora3 napisała:

                        > No ale jak to nie? No to spotykalaś sie zna randkach z kimś, z kim się potem ni
                        > e zwiazałaś, to traktowałaś go biedaka przedmiotowo?smile

                        Bynajmniej. Nie rozumiem, skąd taki wniosek.

                        >
                        > A ze tak się moze zdarzyć, ano moze, tylko rzadko sie zdarza, bo wiekszosc lud
                        > zi jednak robi inaczej ...
                        >

                        A Ty znowu z tą "większością", Korciu... Jak się komuś zdarzy, to jego szczęście, a reszta musi poczekać na swoją kolejwink
                        • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 07:41
                          No wniosek z tego co wczesniej pisałaś - ze jak ktoś nie zamierza sie zwiazywać - to traktuje przedmiotowo smile

                          A apropos tego szczescia ...Moja znacznie starsza serdeczna kolezanka przez całe lata ponad 40 pracowała w szpitalu na ginekologii i połoznictwie. Opowiadała takie zdarzenie sprzed lat...Przyszła kobieta z wioski do porodu już...Połozna ją ogląda, a kobieta cała posiniaczona - więc połozna pyta, skad to. A to mąż pobił, bo z pola wrócił a obiadu jeszcze nie było...Połozna w szoku - to panią mąż bije nawet w ciąży??? On jeszcze przed ślubem bił ...To po co pani za niego wyszła? A bo miałam szczeście! A te co nie miały, do tej pory czekają ...
                          No mozna i tak smile
                          • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 11:37
                            kora3 napisała:

                            > No wniosek z tego co wczesniej pisałaś - ze jak ktoś nie zamierza sie zwiazywać
                            > - to traktuje przedmiotowo smile
                            >

                            No niestety, Twój wniosek jest błędny, Koro. Sądzę, że doskonale wiesz, że nie o taką zależność tu chodzi i tylko się ze mną droczysz.

                            > A apropos tego szczescia ...Moja znacznie starsza serdeczna kolezanka przez ca
                            > łe lata ponad 40 pracowała w szpitalu na ginekologii i połoznictwie. Opowiadała
                            > takie zdarzenie sprzed lat...Przyszła kobieta z wioski do porodu już...Połozna
                            > ją ogląda, a kobieta cała posiniaczona - więc połozna pyta, skad to. A to mąż
                            > pobił, bo z pola wrócił a obiadu jeszcze nie było...Połozna w szoku - to panią
                            > mąż bije nawet w ciąży??? On jeszcze przed ślubem bił ...To po co pani za nieg
                            > o wyszła? A bo miałam szczeście! A te co nie miały, do tej pory czekają ...
                            > No mozna i tak smile
                            >

                            Koro, no proszę Cię, ręce opadywująwink… dlaczego próbujesz sprowadzać wszystko do absurdu? Bo nie chce mi się wierzyć, że mogłabyś na poważnie sądzić, że przed 30-tką to na bank nie można trafić na dobrego, wartościowego i kochającego człowieka i przeżyć z nim szczęśliwie życie.
                            • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 12:04
                              majaa napisała:

                              > No niestety, Twój wniosek jest błędny, Koro. Sądzę, że doskonale wiesz, że nie
                              > o taką zależność tu chodzi i tylko się ze mną droczysz.
                              >


                              No troszkę się droczę smile Fakt...ale na serio, no tak to jest, że naprawdę mało kto zaklada rodzinę/powazny zwiazek ze swoją pierwszą dziewczyną czy pierwszym chłopakiem ...

                              > Koro, no proszę Cię, ręce opadywująwink… dlaczego próbujesz sprowadzać wszystko d
                              > o absurdu? Bo nie chce mi się wierzyć, że mogłabyś na poważnie sądzić, że przed
                              > 30-tką to na bank nie można trafić na dobrego, wartościowego i kochającego czł
                              > owieka i przeżyć z nim szczęśliwie życie.


                              Ale Maju, no przecież ...mnie sie ta historyjka akurat przypomniała, tak a propos wspominania o szczesciu - weź nie traktuj tego powaznie ...

                              Przed 30 powiadasz ...No własnie jest róznica - dla mnie- czy się ma 16 -18 lat, a 26- 28 - chyba Cię to nie dziwi, a wszystkie takie osoby są przed 30.

                              Moze Ty osoba w zblizonym do mego wieku masz inne doświadczenia i obserwacje, wierzę, ale ja mam takie, ze nawet dziewczyny, które tylko zawodówki pokończyły też nie wychodziły za mąż mając 18 lat - poza tymi, które zaszły w nieplanowane ciąże oczywiscie. Najpierw "patrzyły" gdzieś do pracy iśc. Tak samo zresztą panowie. A osoby, które zamierzały sie dalej uczyć, to w ogóle o slubach nie myslały - i dla mnie to calkiem logiczne. Natomiast, tak owszem, w pewnym wieku już seks uprawialy - też normalne - zreszta smile
                              • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 13:32
                                kora3 napisała:

                                > No troszkę się droczę smile Fakt...ale na serio, no tak to jest, że naprawdę mało
                                > kto zaklada rodzinę/powazny zwiazek ze swoją pierwszą dziewczyną czy pierwszym
                                > chłopakiem …

                                Ale chyba też i mało kto zakłada już na początku znajomości, że nigdy tego z daną osobą nie zrobi, nieprawdaż? No a jak już do tego dojdzie, że nie, to fikcji ciągnąć nie powinien.

                                > Ale Maju, no przecież ...mnie sie ta historyjka akurat przypomniała, tak a pro
                                > pos wspominania o szczesciu - weź nie traktuj tego powaznie …

                                No to spuśćmy już na to zasłonęwink


                                Natomiast, tak owszem, w pewnym wieku j
                                > uż seks uprawialy - też normalne - zreszta smile
                                >

                                Wszystko jest „normalne”, pod warunkiem, że wiedzą o tym i akceptują obie strony. Jeśli ktoś kogoś mami, zwodzi, manipuluje, wykorzystuje w jakikolwiek sposób, to już „normalne” nie jest.
                                • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 14:22
                                  majaa napisała:
                                  >
                                  > Ale chyba też i mało kto zakłada już na początku znajomości, że nigdy te
                                  > go z daną osobą nie zrobi, nieprawdaż? No a jak już do tego dojdzie, że
                                  > nie, to fikcji ciągnąć nie powinien.


                                  Ale Maju, ja przecież własnie o TYM wyżej z Tobą pisałam - że tak sie dzieje nie dlatego, ze młodzi ludzie cynicznie podchodzą typu "pozaliczam x babek/facetów i dopiero" tylko zazwyczaj tak sie dzieje, bo tak wychodzi - ze się z t,ą osobą nie wiąże będac bardzo młodym człowiekiem, poznaje inne itd.

                                  > Wszystko jest „normalne”, pod warunkiem, że wiedzą o tym i akceptują obie stron
                                  > y. Jeśli ktoś kogoś mami, zwodzi, manipuluje, wykorzystuje w jakikolwiek sposób
                                  > , to już „normalne” nie jest.


                                  Maju, rozgraniczmy dwie sprawy - wyżej pytasz mnie jak to mozliwe, że do slubu nie byłam wg swej oceny przygotowana (z braku lepszego słowa), a do seksu - owszem. Odpowiedziałam Ci ...
                                  W naszym klimacie statystycznie dziewczynki są gotowe do rozr9odu w wieku ok 13- 15 lat, ale MIMO to w naszej kulturze nie uznajemy takiego wieku za włąsciwy na zamążpójscie i rozmnażanie, prawda? W naszych czasach i kulturze taka dziewczynka w tum wieku zdolna jest do rozrodu, ale to jest dziecko, no moze 15 latka, wczesna młodzież smile
                                  A parę wieków temu 15 latka to była już panna na wydaniu - w chrześcijańskiej kulturze dodam, pomińmy muzułmańską teraz. Julia miała 14 lat będąc wielce zakochana w Romeo, o ile dobrze pamiętam smile - kto dziś traktowałby powaznie "wielką miłość" 14 - latki? No moze wśród Romów, ale pozostańmy przy naszej kulturze jednak ...

                                  Zatem zdolnośc do rozrodu, dojrzałosc fizyczną do tego osiągamy znacznie wczesniej - statystycznie oczywiscie - niż dojrzałośc nominalną czyli pełnoletnośc w rozumieniu prawa. 18- latek w rozumieniu tegoż jest dorosły, ale w obecnych czasach i naszej kulturze zazwyczaj jet to osoba jeszcze się uczaca i pozostająca na utrzymaniu rodziców - takie są fakty. Jest to tzw. dorosłośc na papierze, bo taka osoba nie jest dorosła w sensie społecznym - nie jest przde wszystkim samodzielna i na ogół nie jest też emocjonalnie gotowa na wchodzenie w powazny zwiazek z jego konsekwencjami. Tę dojrzalośc - znow - statystycznie osiągamy później...Później - statystycznie- niż nasi rodzice, a tym bardziej dziadkowie, czy pradziadkowie - tak to wygląda.

                                  Dlatego też calkiem własnie normalne jest, że "wielkie miłosci" bardzo młodych ludzi szybko obu stronom mogą minąć i nie jest to podyktowane jakimś - przypomne - cynizmem tylko właśnie ową niedojrzaloscią.
                                  • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 03.08.18, 12:35
                                    kora3 napisała:


                                    > Ale Maju, ja przecież własnie o TYM wyżej z Tobą pisałam - że tak sie dzieje ni
                                    > e dlatego, ze młodzi ludzie cynicznie podchodzą typu "pozaliczam x babek/facetó
                                    > w i dopiero" tylko zazwyczaj tak sie dzieje, bo tak wychodzi - ze się z t,ą os
                                    > obą nie wiąże będac bardzo młodym człowiekiem, poznaje inne itd.

                                    No ale chwila, Koro, bo ja tu widzę pewną niekonsekwencję... „tak wychodzi” to tylko w przypadku, kiedy po prostu w pewnym momencie uświadamiasz sobie, że to nie to i pora się rozstać. Ale jak można mówić „tak wychodzi” w sytuacji, gdy z góry zakładasz, że poważny, formalny związek to dopiero po studiach? Wszak wiadomo już, że wcześniej nic wyjść nie może. I ja nie twierdzę, że to musi być zawsze cynicznie i "sobie pozaliczam lajtowo”, no ale jednakowoż tak do końca uczciwe to nie jest, moim zdaniem. No, chyba że ta druga osoba wie, że nie ma na co liczyć przez przynajmniej kilka kolejnych lat i albo się z tym godzi, albo też jej to odpowiada. I nie pisz, proszę, że "statystycznie...", "bo wielu innych...", bo to są kwestie absolutnie indywidualne.


                                    > Maju, rozgraniczmy dwie sprawy - wyżej pytasz mnie jak to mozliwe, że do slubu
                                    > nie byłam wg swej oceny przygotowana (z braku lepszego słowa), a do seksu - ow
                                    > szem. Odpowiedziałam Ci ...

                                    Sorki, Koro, ale nie sądziłam, że potraktujesz to tak dosłownie i osobiście. Prawda jest taka, że napisałam to trochę z przekąsem, bo wszystko jest dla mnie jasne. Wcześniej już mówiłam przecież, że każdy ma takie zasady i podejmuje takie decyzje, jakie chce i nie ma obowiązku ani szukać poparcia, ani się tłumaczyć. Dlatego też Twój wykład o dojrzewaniu był zwyczajnie zbędny, zarówno pod tym względem, jak i - a może zwłaszcza pod względem informacyjnym, bo chyba nie sądzisz, że o takich podstawowych rzeczach nie wiem. Wszyscy funkcjonujemy podobnie, ale dla jednych biologia jest kwestią przeważającą, a dla innych niekoniecznie. To nie jest ocena, tak po prostu jest. Mnie natomiast chodziło o to, że to wcale nie takie oczywiste, że decyzja o seksie nie jest brzemienna w skutki i na mój gust to do podjęcia obu decyzji dobrze byłoby być nie tylko pełnoletnim, ale i w miarę choć dojrzałym – i to nie w sensie fizycznym tylko.


                                    • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 03.08.18, 13:16
                                      majaa napisała:
                                      >
                                      > No ale chwila, Koro, bo ja tu widzę pewną niekonsekwencję... „tak wychodzi” to
                                      > tylko w przypadku, kiedy po prostu w pewnym momencie uświadamiasz sobie, że to
                                      > nie to i pora się rozstać.


                                      Dokladnie


                                      Ale jak można mówić „tak wychodzi” w sytuacji, gdy z
                                      > góry zakładasz, że poważny, formalny związek to dopiero po studiach?
                                      Wszak wia
                                      > domo już, że wcześniej nic wyjść nie może. I ja nie twierdzę, że to musi być za
                                      > wsze cynicznie i "sobie pozaliczam lajtowo”, no ale jednakowoż tak do końca ucz
                                      > ciwe to nie jest, moim zdaniem. No, chyba że ta druga osoba wie, że nie ma na c
                                      > o liczyć przez przynajmniej kilka kolejnych lat i albo się z tym godzi, albo te
                                      > ż jej to odpowiada. I nie pisz, proszę, że "statystycznie...", "bo wielu innych
                                      > ...", bo to są kwestie absolutnie indywidualne.


                                      Maju, mam wrazenie, ze krecimy się w kółko, bo się nie rozumiemy, to znaczy - ja nie ejstem przez Ciebie rozumianasad
                                      Ok, spróbuję inaczej...Na swoim przykładzie: z moim eksmęzem znałam się od poczatku studiów, ale "chodzić z sobą" zaczęliśmy coś na IV roku. I owszem, od poczatku było mu wiadomo, że ja nie biorę pod uwagę wspólnego mieszkania/ewentualnego slubu (bo jemu na slubach zalezało) NIM nie skończymy studiów i nie zaczniemy pracować. Nie, ze miałam czy mielismy załozenie, że do końca studiów zwiazek jest "niepwoazny" tylko mielismy załozenie, że WSPÓLNE życie na serio zaczniemy będac po studiach i pracujący. Czy TERAZ Maju rozumiesz o co mi chodzi?
                                      Tak myslacych par, nierzadko długoletnich złozonych z moich kolegów z roku+ ich dziewczyn było wiele..
                                      Ale znam też inne przykłady: pewna moja znajoma poznała swego przyszłego meza Maju, gdy miała lat 14smile Na wakacjach. on miał tych latek 16. Wakacyjna miłośc malolatówsmile Nie sądzę, by jej rodzice, albo rodzice jej meza WÓWCZAS brali pod uwagę, że oto własnie latorośle poznały już przyszłego meza i zonęsmile A jednak - wakacyjna miłośc małolatów przetrwała MIMO odległości ich dzielącej, rzadkości spotkań, poznawania innych ludzi itd. Pochodzili z róznuch regionów Polski, bliżej z sobą w sensie wspólnego pomieszkiwania w akademiku mogli być dopiero na studiach - bo oczywiscie wybrali studia w tym samym miescie smile I wyobraź sobie, ze TEZ z decyzja o ślubie poczekali do skończenia przez panią studiów (pan ma się rozumieć, skończył je wczesniej), choć mieszkali już z sobą "na legalu" -poza akademikiem 2 lata. Po prosyu tak cjhcieli - pobrać się na luzie, bez ciśnienia jakiegoś, a związkek ich był bagatela - 10 letni - spor jak na ludzi 24 i 26 lat - przyznaszsmile
                                      >
                                      >
                                      > Sorki, Koro, ale nie sądziłam, że potraktujesz to tak dosłownie i osobiście. Pr
                                      > awda jest taka, że napisałam to trochę z przekąsem, bo wszystko jest dla mnie j
                                      > asne.


                                      No skoro jasne, to nie rozumiem po co pytalaś, a teraz swiecie się "oburzasz", ze ktoś napisał iż stosował antykoncepcję - chyba logiczne, jak się nie planuje ciązy, nie?

                                      Mnie natomiast chodziło o to, że to
                                      > wcale nie takie oczywiste, że decyzja o seksie nie jest brzemienna w skutki i n
                                      > a mój gust to do podjęcia obu decyzji dobrze byłoby być nie tylko pełnoletnim,
                                      > ale i w miarę choć dojrzałym – i to nie w sensie fizycznym tylko.


                                      Hmmm Maju, ale własnie - ponieważ zwiększa się wiek w którym czlowiek staje się w pełni SAMODZIELNY i gotowy na powazne zwiazki, to gdyby chciec czekać z inicjacją seksualną na tenze musielibyśmy ją przezywać w wieku 25-30 lat smile Mało realne powiem Cismile

                                      Jednak, zwróc uwagę na pewien heh szczegół - podałam Ci wiek mojej inicjacji, co tak Cię zszokowało mam wrazenie, ale nie bez powodu Maju smile Mając 20 lat byłam w MATURALNEJ klasie (chodziłam do technikum) - ostatniej, V. Więc GDYBYM mimo antykoncepcji jednak zaszła wówczas w ciażę, to ze szkoły by mnie nie wyrzucono (wówczas nie usuwano w takiej sytuacji uczennic ostatnich klas - III ZSZ IV LO i V technikum) - zatem szkołę bym skończyla i pewnie rok , dwa lata później poszła na studia. Chłopak był ode mnie 2 lata starszy, był na swoim II roku, no pewnie musiałby przejśc na studia wieczorowe, albo zaoczne i iśc do pracy, ale było to wszak możliwe, miał już maturę i zawód przecież. Wiec choc perspektywa "wpadki" mnie bynajmniej nie nęciła, a "wpadka" byla malo prawdopodobna, jednak jakoś tam bralam taką ewentualnośc pod uwagę i stąd życie seksualne podjęłam wtedy, gdy taka "wpadka" nie byłaby rujnacją życia w ogóle - typu parka 16 i 18 lat i wylocik ze szkoł obojga oraz pozostanie na garnuszku rodziców smile
                                      • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 03.08.18, 17:45
                                        kora3 napisała:


                                        > Maju, mam wrazenie, ze krecimy się w kółko, bo się nie rozumiemy, to znaczy - j
                                        > a nie ejstem przez Ciebie rozumianasad


                                        Owszem, kręcimy się w kółko, ale nie dlatego, że ja Cię nie rozumiem, tylko dlatego, że sprawa jest prosta, a próbujesz ją na siłę skomplikować, Korosmile



                                        > No skoro jasne, to nie rozumiem po co pytalaś, a teraz swiecie się "oburzasz",
                                        > ze ktoś napisał iż stosował antykoncepcję - chyba logiczne, jak się nie planuje
                                        > ciązy, nie?
                                        >

                                        Oj, Korciu, Korciu, już cuda-niewidy wymyślasz i obracasz kota ogonem, żeby wyszło „na Twoje”... Gdzie ja się niby oburzam na stosowanie antykoncepcji??? Wyraźnie napisałam, o co mi chodzi i co sama tu zacytowałaś nawet. Insynuując mi później zresztą, przy okazji odpowiedzi, jakobym była zszokowana wiekiem Twojej inicjacji. Naprawdę byłoby prościej się porozumieć, gdybyś nie wkładała mi w usta słów, których nie powiedziałam. Bo efekt jest taki, że polemizujesz bardziej sama ze sobą niż ze mną, a to się niestety robi męczące i zwyczajnie bez sensu.
                                        Jeśli o mnie chodzi, to wyłuszczyłam swoje zdanie dość klarownie, a Twoje podejście też z grubsza przynajmniej ogarniam, jak sądzę, i chyba nie są tu już potrzebne tony dodatkowych wyjaśnień i przykładów, które tylko zamydlają obrazsmile

                                              • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 05.08.18, 17:44
                                                Ależ wcale tak nie uważam i nie próbuj, z łaski swojej, robić z tata wariata, Koro. Cały czas o tym piszę i próbuję Ci to uzmysłowić, ponieważ odniosłam wrażenie, że to właśnie Ty tak myślisz. A odniosłam takie wrażenie po tym, jak zaczęłaś się tłumaczyć ze swoich decyzji, pisząc o statystykach i standardach. Mam nadzieję, że się wreszcie wyjaśniło.
                                                • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 06.08.18, 11:19
                                                  Maju, ja sie nigdy nikomu z zadnych swoich cdecyzji nie musiałam tłumaczyć smile Usiłowałam Xi zwyczajnie uzmysłowić, ze istniają - wcale nie tak mało ich jest - osoby, które myśla powaznie o przyszłosci - chcą skońc yć szkołę, studia, mieć dobrą pracę i mieszkanie oraz jakiś poziom życia _ NIM to zycie zaczną z kimś dzielić, a tym, bardziej nim powołają na swiat innych ludzi, za których przez niekrótki czas bedą CAŁKOWICIE odpowiedzialni ...,Po prostu...
                                                  • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 06.08.18, 13:34
                                                    Doskonale wiem, że są takie osoby. Są też osoby, które łączą te kilka rzeczy (tj. dla jasności - zdobywają wykształcenie, potem podejmują pracę i dorabiają się mieszkania, zakładając lub będąc już w związku) i one też myślą poważnie o przyszłości, wyobraź sobiesmile
                                                  • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 06.08.18, 13:40
                                                    Być może Maju, nie neguję, tylko nie pojmuję dlaczego Ci bardziej ze tak powiem zapobiegliwi są np. przez Ciebie oceniani gorzej, że kalkulują itd. Każdy myslący człowiek poza uczuciami ma jeszcze rozum - zastanawia się np. z czego utrzyma rodzinę którą tak ochoczo chce zakładać - nie sądzisz?
                                                  • majaa Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 09.08.18, 11:12
                                                    Koro, no naprawdę nie wiem, skąd wniosek, że zapobiegliwych oceniam gorzej??? Jest akurat dokładnie przeciwnie. Mówię tylko, że nie zawsze planowanie i kalkulowanie przynosi oczekiwany efekt - to zdecydowana różnica. Czytaj, proszę, to, co napisałam, bez niepotrzebnych domysłów i nadinterpretacji.
                                                  • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 09.08.18, 11:45
                                                    Maju, oparłam sie Twoim zdaniu, że zacytuję z pamięci - gdybym na serio kochała swego ówczesnego chłopaka, to bym za niego wówczas gdy się oświadczył - wyszła. smile
                                                    Nie wyszłam, bo kalkulowałam, ergo - nie kochałam ...Pewnie kochałam Maju, ale miłoscią własciwą memu ówczesnemu wiekowi i położeniu...Owszem, chyba wózcas zakładałam, że bedziemy razem, po moich studiach razem zamieszkamy itd. Ale zniechęciła mnie do tego postawa goscia, który miał gdzieś moje marzenia i plany - po prostu smile

                                                    Nie zawsze kalkulowanie przynosi efekt powiadasz... No pewnie, ze nie zawsze... Ale tzw. chodzenie na żywioł znacznie czesciej przynosi opłakany efekt Maju, choć - nie zawsze...

                                                    Jesli pozwolisz opowiem Ci coś ...
                                                    Otóż kilkanaście lat temu, tak dokładnie to 13 poznałam pewną panią, która była w moim wieku. Wówczas 33 lata. Pani owa piastowała relatywnie dośc wysokie stanowisko, była mezatką miała 3 dzieci. Nic nadzwyczajnego wszak ...Byłam mocno zdziwiona, gdy dowiedziałam się od owej pani, że jej najstarsze dziecko ma 18 lat. Łatwo sobie policzyć, że pani rodzac je miała lat 15 (no z haczykiem, ale rocznikowo - owszem) ...Z czasem poznałyśmy się lepiej i pani opowiedziała więcej o sobie. Zaszła w ciążę mając trochę ponad 14 lat, ze swoim chłopakiem, który miał wówczas 15 lat. Obije pochodzili ze znanych tu i dobrze tzw. ustawionych rodzin, ona z lekarskiej, on z prawniczej. Na swiat przyszło dziecko, dziewczyna szkołę kontynuowała gdzie indziej, chłopak też, dzieckiem opiekowała się ciotka młodej mamy z pomocą nanii. Gdy chłopak skończył 18 lat pobrali sie za zgodą sądu i kontynuowali naukę - oboje. Oboje też pokończyli studia, poszli do prac, po czym zafundowali sobie ejszcze dwoje dzieci w odstępach. Bardzo budująca historia rzec by mozna, szcególnie ze miała miejsce w czasach, gdy do rodzicielstwa uczennic i uczniów nie podchodzono tak, jak teraz. No, może całkiem rózowo to nie jest czy było, bo państwo obecnie juz są kilka lat po rozwodzie, ale nie jakimś dramatycznym, zdarza się ...
                                                    Tak czy owak ta historia pokazuje, ze nawet zostając mamą w wieku 15 lat można skończyć szkołę, studia, mieć dobrą pracę, osiągnąć sporo zawodowo i materialnie itd.

                                                    Tymczasem Maju jakieś dwa lata temu zwróciła sie do mnie o pomoc pani młodsza ode mnie jakieś 10 lat. Pani miała 34 lata i właśnie została babcią. Niestety jej wnuk urodził isę i już pozostanie niepełnosprawnym człowiekiem, no tak bywa. Pani owa poza córka 15- letnią mamą ma jeszcze dwojke młodszych dzieci - w tej chwili jedno 12 letnie i jedno 7 letnie. Mąż pani pracuje za granicą, ale jakichś kokosów nie zarabia, ona pracuje w sklepie. Z oczywistych przyczyn Maju tych państwa nie stać na to, by pani nie pracowała i zajęła się wnukiem, by córka mogła skończyć szkołę, ani na nianię. Jej córka w tej chwili 17- letnia ma ukończoną szkołę podstawowa dawnego sytemu - 6 - letniego. Na to, że będzie kontynuować naukę sa słabe widoki, bo i jak z niepełnosprawnym dzieckiem 2- letnim. Ojciec tego dzieciątka dziś ma 19 lat, pracuje dorywczo, jego rodzice są degeneratami, więc nie ma co na nich liczyć. RACZEJ Maju nie należy spodziewać się, ze córka tej pani powieli los mojej kolezanki, choć OBIE zostały bardzo młodo mamami...Po prostu jedna miała taką sytuację rodzinno - materialną, a druga ma zupełnie inną ...
                                                    Takie jest życie Maju i obie historie sa jak najbardziej prawidziwe, tylko ze zadna z nich nie ejst jakimś wzorcem dla reszty swiata - wszystko zależy od tego patetycznie mówiac pod jaką gwiazdą się ktoś rodzi, mniej patetycznie - w jakiej rodzinie na przykład.

                                                    Moja kolezanka nie tak nie kalkulowała, tylko poszli z chłopakiem na zywioł i stało się. Było cięzko, niefajnie, ale nie tragicznie - per saldo dziewczyna ma życie jak setki innych osób, które nie zaszły w ciąże mając lat 14. Tyle, ze teściową i babcią młodo została smile
                                                    Córka tej pani o której pisałam postąpiła tak samo i pozornie to samo zaszło, ale tylko pozornie, sama wiesz dlaczego ...
                                                  • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 09.08.18, 13:54
                                                    Nie zauważyłam być to powtarzała Maju, ale nawet jesli to nadal mnie chyba nie rozumiesz - ja nie uważam, że człowiek który pochodzi z dobrze sytuowanej i wpływowej rodziny moze sobie pozwolić na większą dozę braku rozsądku, niż taki co pochodzi z przecietnej, czy wręcz ubogiej. Taki którey ma lepszy ze tak powiem start też nie ma zadnych praw do tego, by swoimi wybrykami obarczac potem rodzinę - rodziców, czy rodzeńśtwo.
      • bo_ob Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 13:48
        duckduckgo1 napisał:

        > Nie trzeba być człowiekiem honoru.
        > Można sobie obracać panów i panie, przyjmować, goscic, pomieszkiwać, a potem ic
        > h rzucać dla nowych i lepszych.
        > Tylko może, koleżanko, to nie jest w porządku.

        Może i nie jest w porządku, ale ani Don Juan, ani femme fatale to nie wynalazek dzisiejszych czasów, dziwnym trafem oboje byli bardzo pożądani przez płeć przeciwną. Ciekawe dlaczego.

    • znana.jako.ggigus Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 10:48
      Ta kobieta tez jest szczera, bo mowi wprost, czego chce.
      Sa ludzie, ktorych ujmie, ze ktos sie stara, remotnuje, gotuje i zwija sie sam i kladzie przed stopami wybranka/wybranki. Sa ludzie, ktorzy tego nie lubia i nie oczekuja.

      Jak mowil S. znany mi bog seksu i flirtu - kiedy sie ktos kims interesuje, powinien sie zorientowac, czego potrzebuje druga osoba i grac na te nute.
      Tyle ze wiekszosc lufzi ma jakas strategie zdobywania i leca sztanca, nie patrzac, jak to dziala na druga strone.
      • bo_ob Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 11:39
        reinadelafiesta napisała:

        > I na podstawie czego konkretnie pani takie wnioski wyciąga?

        Zdziwiłabyś się, gdybyś wiedziała, jak często kobiety wyciągają wnioski tylko na podstawie swoich wyobrażeń o czymś smile
        A psycholodzy mówią: kobieto, artykułuj wobec mężczyzny jasno i wyraźnie swoje oczekiwania, bo męski mózg jest inaczej zbudowany, niż Twój i nie odgadnie co masz na myśli.

          • bo_ob Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 11:49
            reinadelafiesta napisała:

            > Bo ob
            > To wiem. Ja pytam konkretnie o ten przypadek, żeby nie było nieporozumień. Skor
            > o Kora stworzyla ten wątek, to niech teraz jasno nakreśli sytuację, bo według m
            > nie to bardzo ważne.
            >

            No to czekamy na Korę smile


          • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 11:50
            Całkiem niewykluczone, ze z kapelusza Reino, z obserwacji świata widzialam to nie raz i nie dwa. sad
            Pan się zdeklarował klarownie - chce się cieszyć zyciem domem ogrodem - nawet bez "póki co" - to ja niejako dodałam smile I nie ma w tym krzty niczego złego, ze chce, a chwalebne jest ze jasno to mówi.
            Ale skoro mnie pytasz - to powiedże mi - skąd pani wzięła te prawie pewnośc, ze pan do końca roku się oświadczy?smile Ze swej głowuy Reino sad - tak by sobie marzyła
            • reinadelafiesta Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 14:45
              Kora
              No właśnie ja nie wiem, z czego to wzięła i dlatego pytam. Bo - pisałam to w tamtym wątku - może być i tak, że pan owszem, deklaruje się i mówi: " jesteś dla mnie ważna, chcę się z tobą w przyszłości ożenić, mieć dzieci, stworzyć rodzinę, ale jeszcze nie teraz. Teraz póki co chcę jeszcze cieszyć się swobodą, młodością, brakiem obowiązków związanych z dziećmi, domem, ogrodem i basenem". A pani tylko to " póki co" źle interpretuje. Dlatego uważam, że skoro założyłaś taki wątek, to powinnaś to dookreślić. Bo bez tego nie można odpowiedzialnie wypowiedzieć się na temat uczciwości postępowania pana i zdrowego rozsądku pani.
                • reinadelafiesta Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 16:16
                  Kora
                  Ale ja nie piszę na tamtym wątku, tylko na tym. Ty założyłaś nowy, osobny wątek, dlatego od Ciebie chcę się dowiedzieć jakie konkretnie stanowisko wyraził pan z Twojego wątku, co dokładnie powiedział itd. No skoro chcesz porozmawiać o uczciwości w relacji damsko- męskiej to bez tych informacji się nie obejdzie. Bo na razie to wyglada tak, że powtarzasz cudzą historyjkę, nie do konca wiesz co i jak się odbywało, szczegołów nie znasz, a chcesz żebyśmy stanowisko zajęli, no jak?
                  • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 16:24
                    Reino, moim zdaniem teraz manipulujesz - sorry. Wiemy co pan powiedział? Wiemysmile Wiemy, ze pani jest prawie pewna, ze oświadczy się do końca roku? Też wiemy...a żeby pan mówił, ze chce się zenić/mieć dzieci/razem zamieszkać - nie wiemy nic takiego, więc przyjmujemy, ze tego nie mówił - proste chyba?
                    Pogdybać sobie mozna, ale sensu to nie ma moim zdaniem - równie dobrze mozemy zastanawiać się,z e może pan już dzieciom przyszłym imiona wybrał, a pani suknię zamówila do ślubu - ale o tym też nic nie ma smile
                    • reinadelafiesta Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 16:58
                      No to Koro,
                      nie zgadzamy się co do założeń. Bo ja uważam, że nie znamy całości obrazu, a skoro tak, to jak mamy się wypowiadać? Owszem, wiemy co powiedział pan. Ale czy wiemy wszystko? Bo sądząc po reakcji pani, to niekoniecznie. Czy moja wersja zdarzeń jest taka niemożliwa? Nie sądzę. Więc niby dlaczego mam zakładać, że to pani sobie dodaje, fantazjuje, jest desperatką, a nie pan nią manipuluje? Żeby do założeń pasowało?
                      • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 17:10
                        Nie, Twoja wersja nie ejst niemozliwa - skądże - tak samo, ze nie mozemy wykluczyć iż pan już z panią omówili jaki pierscionek chętnie widziałaby jako zareczynowy i ów własnie "się robi" u jubilera - na przykład i stąd pani ma przekonanie, ze do końca roku się złotnik, z tym wyrobi - na przykład znów.
                        Na forum w zasadzie NIGDY nie znamy całości sprawy, chyba, ze ktoś opisuje własne sprawy, ale i tu nierzadko pada "zarzut", że znamy sprawę ale tylko z jednej strony - jest to dośc oczywiste, ale i tak podnoszone smile
                        Dlatego ja np. siła rzeczy opieram się na tym, co poda wątkodawca, ewentualnie na dopytaniach wink go o ile były i tyle. Inaczej nie dałoby sie omówić zadnego problemu na poziomie nawet ogólnym w oparciu o jakaś historyjkę, bo "no nie wiemy dokładnie jak tam było" - ano nie wiemy - opieramy sie wiec na tym, co wiemy z drugiej ręki, albo z jednej strony - ja to tak widzę.

                        Abstrahując zatem od kolezanki Ewy z innego wątku - zadałam pytanie: czy w takiej sytuacji, zakładając ze pan nic wiecej nie mówił o dzieciach/ślubach/rybkach akwariowych wspólnych itd. smile pan jest wobec pani uczciwy przedstawiając jej swe stanowisko, czy - nie?
                          • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 17:33
                            Reino, pod spodem Bo zacytowała pełnię tego, co na temat napisała Ewa...
                            ale ja pytałam o coś innego - czy takie postawienie sprawy przez pana, nie tego, dowolnego w podobnym "ukladzie" (staz zwiazku, wspólne weekendy itd.) jest wg Was uczciwe wobec pani czy nie. Zakladając, że pan mówił tylko to co wiemy, ze mówił smile
                            • reinadelafiesta Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 17:59
                              @Kora
                              Przychodzi mi na myśl pewien znany aktor, który z jedną panią nawet dwójkę dzieci ma, ale żenić się nie chciał, mieszkać razem też nie, za to wprost deklarował, że ciagle poszukuje czegoś lepszego i chce z życia korzystać. No i korzystał. Pół Polski współczuło pani, drugie pół dziwiło się, że się kobieta tak daje traktować. Aż po latach pani pana kopnęła czego pan się chyba nie spodziewał.
                              Czy to było uczciwe ze strony pana? Cóż, mówił wprost, nie oszukiwał, nadziei nie robił - cała Polska słyszała. A pani dorosła, godziła się przecież, siłą nikt jej nie trzymał. To dlaczego ludzie jej współczuli, na panu psy wieszali a i niesmak jakiś pozostał?
                              • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 18:06
                                Dlaczego? Ano dlatego Reino, ze w naszym spoleczeństwie pokutuje cosik takiego, że jak pan z panią sypia a wiazać się nie chce, to jest glupek, d...k, g,...jek i co tam chcesz jeszcze smile - wyłączajc przypadki, gdy pan za seks płaci - oczywiscie.
                                Powtórzę za K. Kowalska smile - Wszystkim nam brakuje szczescia, MASZ to na co GODZISZ się - wyłączając - znów - przypadki., gdy się jest realnie od kogoś zależnym ...W pozostałych jak to mówiac "Jak se dasz, tak se masz..." - skoro ktoś ma tak postawę, a ty sie na nią godzisz, znaczy, ze Ci ona odpowiada - nie piszę teraz o tobie, tylko ogólnie, zeby jasne było. Panie też miewają taką postawę, szczególnie zaś panie w pewnym wieku, spełnione już np. rodzicielsko (te które spełniac się chciały - rzecz jasna). Chcą mieć z kim miło spedzić czas, ale niekoniecznie zaraz razem mieszkać, brać śluby itd.
                                • reinadelafiesta Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 01.08.18, 18:54
                                  @Kora
                                  Ja odnoszę wrażenie, że nie do końca o to chodziło. Gdyby to był układ, że dwie strony się umawiają, uzgadniają, mają wspólną wizję, to ok.Dorośli są. Ale tutaj pani chyba była zaangażowana, miała nadzieję, na coś jednak liczyła. Może głupio, niesłusznie, bez sensu. Ale nie zmienia to faktu, że to ona była emocjonalnie zaangażowana, więc pan, widząc co się dzieje, powinien był załatwić sprawę po męsku- albo spełnić jej nadzieje, albo zerwać. A nie podtrzymywać jej nadzieje dalszym związkiem, kolejnym dzieckiem. On wykorzystał jej zaangażowanie, słabość emocjonalną, bo tak mu było wygodnie. I myślę, że stąd te epitety, a nie dlatego, ze ślubu brać nie chciał. Choć przecież szczery i uczciwy był, ma kilka milionów świadków.
                                  • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 07:55
                                    ie wiem o kogo chodzi, bo mnie takie rzeczy nie interesują - serio, ale powiem tak: kobieta miała co chciała - volenti non fit iniuria - chcącemu nie dzieje się krzywda Reino. Uzaleznienie emocjonalne też mozna leczyć, przewalczyć ...To nie obiekt zaangazowania odpowiada za uzaleznienie od niego i nie ma co nań winy zrzucać...
                                    Tak, pan uczciwie powiedział jak jest - pani mogła wybrać, czy chce takiego układu, czy nie - dla mnie sprawa prosta. To tak samo, jak pewna znajoma mi pani związała się z "artystą", którego utrzymuje, bo "talent" pana nie przynosi zadnych profitów, a pracy normalnej pan szukać nie zamierza smile - teraz się zali do wszystkich i nadal go utrzymuje...A to przepraszam nie wiedziala, ze on do pracy niechętny? WIEDZIAŁA, sam to mówił, że on się do pracy jako takiej - nie nadaje...To było sie z nim nie wiązać, a;bo spotykac na zasadzie "kazde sobie" i miło spedzać czas, a nie brać sobie do domu i na kar i potem narzekac ...
                                    • annthonka Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 08:40
                                      kora3 napisała:

                                      > ie wiem o kogo chodzi, bo mnie takie rzeczy nie interesują - serio, ale powiem
                                      > tak: kobieta miała co chciała - volenti non fit iniuria - chcącemu nie dzieje s
                                      > ię krzywda

                                      Koro, to jest jedno z bardziej nieprawdziwych i krzywdzących powiedzeń, jakie istnieją. Wiem, że to nie jest sytuacja tej akurat pani, ale porozmawiaj sobie chociażby z ofiarami przemocy czy mobbingu.


                                      >Uzaleznienie emocjonalne też mozna leczyć, przewalczyć ...

                                      Można, ale to się nie dzieje na pstryk. Potrafi trwać nawet latami.


                                      > To nie obiekt zaangazowania odpowiada za uzaleznienie od niego i nie ma co nań winy
                                      > zrzucać...

                                      Kolejne nieprawdziwe i krzywdzące stwierdzenie. Porozmawiaj sobie chociażby z partnerkami psychopatów.
                                      • kora3 Re: Uczciwość w relacji damsko - męskiej 02.08.18, 09:04
                                        annthonka napisała:
                                        >
                                        > Koro, to jest jedno z bardziej nieprawdziwych i krzywdzących powiedzeń, jakie i
                                        > stnieją. Wiem, że to nie jest sytuacja tej akurat pani, ale porozmawiaj sobie c
                                        > hociażby z ofiarami przemocy czy mobbingu.


                                        To nie jest TYLKO powiedzeniee Anthonko, to jest jedna z zasad prawa rzymskiego, na którym to opiera się system prawodawczy sporej czesci Europy...

                                        Natomiast to co Ty napisałąś, to jest manipulacja niestety i to już taka nie grubymi nićmi, a okrętową liną szyta. sad
                                        Wiadomo bowiem, a przynajmniej powinno być wiadomo, że ta zasada nie zdiała tam, gdzie niby chcący, czyli nie protestujący nie ma mozliwości zaprotestować bez narazania siebie. Jest to najzwyczajniej w swiecie - oczywiste.

                                        Mobbing w pracy podlega karze, a wykluczenie z towarzystwa prywatnego - nie, prawda? Widzisz róznicę?
                                        >
                                        >
                                        > Można, ale to się nie dzieje na pstryk. Potrafi trwać nawet latami.

                                        No i? Obsesja na czymś punkcie też, nałog - tudzież...Jesli chce sie takiej osobie pomóc, to zamiast głupio jej "współczuć" i nawalać na obiekt uzaleznienia nalezałoby jej najpierw uswiadomić, ze jest uzalezniona! I pomóc z tego wyjśc - np. namawiając na terapię. Owszem, uzalezniony sam musi CHCIEC się uwolnić, ale potakiwanie mu i współczucie źle pojmowane tylko pogłębiaja jego stan sad

                                        >
                                        > Kolejne nieprawdziwe i krzywdzące stwierdzenie. Porozmawiaj sobie chociażby z p
                                        > artnerkami psychopatów.


                                        Nie ejstem psychiatrą, ani psychologiem Anthonko, ale spotkałam w życiu osoby uzaleznione emocjonalnie od obiuektywnie złych partnerów, czesciej zdecydowanie były to panie. I owszem, czesc z nich dała się namówić na wizytę u specjalisty i każdy z nich mówił to samo: musi pani zrozumieć, że jest pani UZALEZNIONA od tej osoby, tak samo, jak inni od narkotyków, nikotyny, alkoholu, czy hazardu. To jest pierwszy stopień "wtajemniczenia". A po nim musi pani zechcieć się uniezależnić, zaczać wyobrazać sobie zycie BEZ tego człowieka. Innej drogi, niestety, nie ma ...
                                        Niektóre z tych pań liczył naiwnie na to, ze specjalista podpowie im jak postępować z obiektem uzależnienia, by się zmienił - nie, nie tędy droga - droga TYLKO w kolokwialnie mówiac odczepieniu sie od takiej osoby emocjonalnie. Tak, trudne bywa, ale to JEDYNE wyjście i wymaga chęci ze strony osoby uzaleznionej...