Dodaj do ulubionych

Biznes franczyzowy - czy ktoś z Was w to wszedł?

IP: 212.160.145.* 07.03.07, 13:53
Mam pare złotych i zastanawiam się jak je zainwestować. Interesuje mnie
głównie gastronomia, ale niestety nie mam tyle kasy aby samodzielnie wszystko
otworzyć, dlatego pomyślałem o franczyzie.
Zainteresowany jestem Sfinksem - czy któs z Was ma jakiekolwiek doświadczenia
w tego typu przedsięwzięciach, a najlepiej z firmą Sfinks?

Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
        • Gość: sfinks Re: Biznes franczyzowy - czy ktoś z Was w to wsze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.07, 00:55
          Przede wszystkim rzeczywistość pracy franczyzobiorcy znacznie różni się od tego
          co mu się obiecuje a obiecuje się pieniądze których franczyzobiorca nie będzie
          w stanie wydać bo nie będzie miał na to czasu i szerokie uprawnienia w kwestii
          decydowania o doborze dostawców, etc. Tymczasem prawdą okazuje się tylko brak
          czasu a reszta już nie za bardzo. Praca to rzeczywiście 13 do 16 godzin na dobę
          przez 360 dni w roku bo restauracje są czynne prawie przez cały rok z wyjątkiem
          kilku dni: Boże Narodzenie, etc. Natomiast pieniądze tzn wynagrodzenie dla
          franczyzobiorców to nawet nie średnia krajowa, dwie osoby bo z reguły są to
          małżeństwa otrzymują kilka tysięcy złotych i po podzieleniu tego na dwie osoby
          i przeliczeniu na godziny pracy wychodzi najwyżej 5,50zł na godzinę na rękę.
          Decydować w rzeczywistości nie można prawie o niczym, nie można wybrać tańszego
          dostawcy keczupu, ani win, ani wielu innych asortymentów bo firma ma podpisane
          umowy z konkretnymi dostawcami i nie ważne że np. wino od tych dostawców
          kosztuje kilka razy więcej niż porównywalne które franczyzobiorca mógłby sam
          kupić, nieważne...musi kupować od tego dostawcy od którego mu się nakazuje. Co
          do zarobków to owszem franczyzobiorca jest pocieszany że kiedy restauracja się
          spłaci to będzie otrzymywał wnygrodzenie procentowe od wypracowanego zysku ale
          już na etapie inwestycji restauracje są budowane i wyposażane za ogromne
          pieniądze, i nie można np, wybrać tańszego nagłośnienia tylko nagłośnienie
          firmy BOSE które kosztuje klikadziesiąt tysięcy złotych, zamiast wydać na to
          klika tysięcy złotych. Nieważne że w restauracji i tak tego potem nie słychać
          bo to tylko restauracja a nie sala dla Audiofila, ktoś tak postanowił i koniec.
          W końcu koszt inwestycji jest tak ogromny że restauracja w dużych miastach
          spłaca się latami a w mniejszych prawdopodobnie nie spłaci się nigdy. W dodatku
          firma jak może unika przekazywania franczyzobiorcy informacji na temat jaki był
          rzeczywisty koszt inwestycji, ile się z niej spłaciło..etc, franczyzobiorca
          jest zbywany ogólnikowymi informacjami, lub wcale nie otrzymuje odpowiedzi na
          zadawane pytania. Podczas tzw procesu inwestycyjnego franczyzobiorca
          praktycznie sam załatwia wszystkie zezwolenia i nadzoruje adaptację lokalu
          (budowę), trwa to kilka miesięcy za co otrzymuje jednorazowe wynagrodzenie za
          cały ten okres i niby wszystko jest OK ale np. w przypadku kiedy otwiera
          jeszcze później jeszcze inne lokale np. sezonowe tak jak to ma miejsce w
          miejscowościach nadmorskich czyli np. otwiera kolejne 3 lokale i nadzoruje całą
          inwestycję oraz załatwia dla tych lokali zezwolenia i całą masę innych rzeczy,
          okazuje się że firma nie jest już skłonna za to zapłacić chociaż przysłowiową
          złotówkę. Kiedy się upomina, jest zbywany historyjkami typu..pogadamy o tym
          poźniej, coś ustalimy, etc, a w końcu mijają miesiące i sprawa wynagrodzenia za
          miesiące ciężkiej pracy się rozmywa. Natomiast firma bardzo chętnie wytyka
          wszystkie niedociągnięcia, zbyt małe obroty, etc... co jakiś czas wpada Pan w
          garniturku z laptopem i przedstawia słupki, wykresy jak to nam spadła sprzedaż
          i że jak tak dalej będzie to firma nam zaproponuje jeszcze niższe wynagrodzenie
          za wykonywaną pracę. Zaczynają się nerwowe rozmowy na temat co zrobić aby
          zwiększyć sprzedaż, może jakaś promocja? Może reklama w miejscowej prasie???
          Potem jednak kiedy franczyzobiorca już coś w tym kierunku zrobi, okazuje się że
          na maile w tej sprawie o przysłanie na to pieniędzy nikt nie odpowiada, i to
          też się rozmywa jak mgła. Tylko niezadowolenie kierownictwa się nie rozmywa że
          obroty nie są takie jak sobie założyli. A założenia są z reguły wyższe niż
          rzeczywistość. Najciekawsza jest umowa frenczajzingu z której wynika że
          franczyzobiorca nic nie może i nie ma żadnych praw a franczyzodawca może
          praktycznie wszystko a nawet więcej. Tajemnicą jest że dla każdego miasta w
          którym jest lokal tej firmy, kierownictwo firmy ma przygotowanych tzw . nazwę
          ich dublerów czyli drugą parę która w każdej chwili może wejść na miejsce
          dotychczasowych franczyzobiorców. Kiedy firma ma zamiar wymienić sobie
          franczyzobiorców na nowych wygodniejszych. Po co na przykład płacić
          franczyzobiorcy za otwarcie kilku lokali, można go zbyć, żeby jeszcze poczekał,
          później się to ustali,później się rozliczymy. A po cichu można przygotować się
          do wykopania franczyzobiorcy. Z reguły firma czeka do odpowiedniego momentu,np.
          aż franczyzobiorca zamknie miesiąc lub zamknie restauracje sezonowe jeśli ma
          kilka restauracji. I wtedy siłą następuje przejęcie lokalu. Nieszkodzi że w
          umowie jest zapis że obie strony obowiązuje okres wypowiedzenia. Firma nic
          sobie z tego nie robi, wpadają ludzie, zmieniają zamki, wypraszają klientów,
          wieszają kartkę że jest jakaś awaria, i koniec. Pokazjują wypowiedzenie z
          reguły bardzo ogólnikowe z którego nic nie wynika co, i dlaczego tylko że np.
          niedopełniliśmy swoich obowiązków jako franczyzobiorcy ale jakich konkretnie,
          tego się już raczej nie dowiemy. Po kilku dniach wpada jakaś ekipa i otwiera
          restaurację ponownie, a po kilku dniach restaurację przejmuje nowy
          franczyzobiorca. Tak właśnie wygląda cała prawda o frenczajzingu z firmą
          Sfinks, podobnych przapadków było już sporo. Jeżeli chce Pan w to się pakować
          to życzę powodzenia. Streszczę to słowami: mordercza praca, ogromna
          odpowiedzialność, symboliczne pieniądze. Nie piszę tego bo się czuję
          zgorzkniały, przeciwnie, cieszę się ogromnie że już mam to za sobą. Teraz mam
          własny interes nie żaden frenczajzing, mam masę czasu, 4 razy w roku leżę na
          plaży w ciepłych krajach, nie ciąży na mnie taka odpowiedzialność i patrzę
          tylko jak mi....niedokończę. W Sfinksie to niemożliwe, chyba że się prowadzi
          lokal w Warszawie, bo tam są zupełnie inne obroty niż w mniejszych miastach.
          Może kiedyś napiszę książkę na ten temat bo doświadczenie było... ale tylko
          doświadczenie...proszę zresztą spytać innych którzy już dla tej szacownej firmy
          nie pracują.
          • 1yavor Re: Biznes franczyzowy - czy ktoś z Was w to wsze 22.03.07, 15:51
            Ciekawe spostrzeżenia. Niesty musze sie zgodzić, gdyż potrafię sobie wyobrazić
            na czym to wszystko polega, w jaki sposób franczyzodawcy potrafią wykorzystywać
            czlowieka. Nie wiadomo tylko czy w ten sposób działa wiekszość firm
            franczizingowych, czy tylko niektóre. Osobiście mam do czynienia z firmą
            Kolporter, ale to z kolei jest system partnerski. Nie są może to i mega dochody,
            ale nie zdażało mi się, abym musiał poświecać 16h/na dobę przez 360 dni w roku.
            Ot, praca jak praca. Więcej na głowie tylko w kwestiach księgowych itp.
            Interesują mnie powyższe systemy, ale nie chciałbym trafić na firmę, którą
            opisał mój przedmówca. Jeśli ktoś ma doświadczenia z innymi firmami
            franczyzowymi lub systemami partnerskimi chętni poczytam.
      • zbigniew1000 Re: Biznes franczyzowy - czy ktoś z Was w to wsze 27.03.07, 21:45
        Swego czasu pracowałem w tzw. autoryzowanym punkcie PLUSGSM,dla zwykłego
        zjadacza chleba poza mniejszą powierzchnią, w stosunku do salonu firmowego,
        niewiele się różnił.
        W czasach gdy Polkomtel nie miał wybudowanej sieci dystrybucji, biznes był
        super.
        Wraz ze wzrostem nasycenia rynku oraz rozwojem giganta zaczęły się sytuacje:
        - obcięcie prowizji,
        - zwiększenie partycypacji w kosztach,
        - obowiązek udziału w promocjach itd.
        - opóźnienia w wypłatach prowizji,

        Koniec, końców Polkomtel wyciął autoryzowane punkty, zostali nieliczni.

        Poza tym obserwując sieci handlowe czy inne firmy, twierdzę, że

        franczyza opłaci się przy silnej marce oraz trafieniu w niszę.

        Minus pracujesz dla kogoś nie budujesz marki, po kilku latach będziesz miał żal
        do siebie, że zmarnowałeś ten czas...

        Powodzenia.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka