Dodaj do ulubionych

Znajomości i plecy, to po prostu "kapitał rodzi...

IP: *.dip.t-dialin.net 24.06.08, 11:47
znaczy sie - usprawiedliwiony nepotyzm...
Obserwuj wątek
      • Gość: Maniek To jest złe.. IP: *.sds.uw.edu.pl 24.06.08, 19:37
        > Nie ma w tym nic zlego o ile nie dotyczy
        > pionu publicznego a zatrudniana osoba nie nadaje
        > sie na stanowisko.

        To jest złe bo to de facto powrót feudalizmu i sredniowiecza gdzie szans wybicia
        się dla zdolnych ludzi z niższych klas było bardzo mało.

        I piszę to jako osoba bez pleców - gdy awansują przydupasów z plecami których
        muszę uczyć podstawowych rzeczy...
    • maruda.r Znajomości i plecy, to po prostu "kapitał rodzi... 24.06.08, 12:20

      "Należy go określić jako kapitał rodzinny. Naturalnie chodzi o wsparcie w
      ramach rodzinnego dorobku, czyli tam, gdzie dochodzi do akumulacji różnych
      form kapitału, np. ludzkiego (prawnicy, naukowcy, politycy, przedsiębiorcy
      etc.) czy materialnego (przedsiębiorcy) - pisze w swojej analizie Mirosław
      Gniewowski."

      ***********************************

      A urzędnicy? Też się akumulują rodzinnie?

    • olias Znajomości i plecy, to po prostu "kapitał rodzi... 24.06.08, 12:22
      facetowi się całkiem się popier...
      gnój nazywa kwiatkiem i wącha jak ślicznie pachnie. chcieliśta III
      RP?! No to ją qrwa macie! Dziś pojawia się ideolog
      usprawiedliwiający Rzeczpospolitą krewnych i znajomych królika,
      jutro wezną was za ryła i dadzą wam konstytucję z gwarancjami
      dla "szlachetnie urodzonych".
      • lucusia3 Re: Znajomości i plecy, to po prostu "kapitał rod 24.06.08, 13:17
        No ty nie dostałeś nic od rodziny jako "kapital rodzinny" a i pewnie nie jesteś swoim ewentualnym dzieciom też nic w stanie dać.
        Niech się same o siebie martwią, tak jak Ty się pewnie też martwiłeś.
        W rodzinie, która daje dzieciom wsparcie "plecy" jak to nazywasz dostaja naprawdę dużo. Nie chodzi tu o protekcję, choć ja też zatrudnię chętniej kogoś, za kogo ktoś mi znany poręczy, ale o cały bagaż - wiem jaką szkołę skończył i co to za szkoła, umie przyjąć klienta na poziomie - zna formy grzecznościowe, umie jeść nożem i widelcem, zna kody ubraniowe (na kawę czy koktajl nie ubierze się jak na wesele), rozróżnia Bacha od Mozarta i wie, że praca polega na ciągłym uczeniu się. Jest też mniejsza szansa, że nie będzie kradł. Oczywiście wymagania zależą od stanowiska (ale kulturalny i grzeczny hydraulik na pewno więcej zapewni klientów firmie niż opryskliwy bucek, nawet lepszy fachowiec).
        Zresztą są i inne czynniki - dziecko naukowców czy prawników widzi jak wygląda praca od wewnątrz, nie ma Bóg wie jakich wyobrażeń czy oczekiwań, zna pewne chwyty, których ktoś nowy musi się nauczyć na własnych plecach, umie zachowywać się i przyjmować sytuacje graniczne dużo bardziej obliczalnie, niż ktoś, kto je widzi po raz pierwszy. Zna też wymagania i obowiązujące standardy w branży. Jest mu po prostu łatwiej, bo go wielu rzeczy nauczyli rodzice, dziadkowie, wujkowie. Tak było,jest i będzie.
        Tak więc dzieci, ktore mają rodzicom "nie przeszkadzać" i szybko się wynieśc z domu, dzięki temu startują od razy gorzej, niż te zadbane i "przeszkadzające".

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka