Kac Moralny

04.03.07, 22:52
Tak, mam na myśli podłe uczucie, jakie nam (mi?!?) towarzyszy po zjedzeniu
czegoś absolutnie niedozwolonego podczas diety... ( co pawda mieszanej, ale
jakie to ma znaczenie...)Czy któraś z Was miała coś takiego? wpadki z
podżeraniem? i jak się czułyście? co dalej z dietowaniem?
zdenerwowałam się, bo to pierwsza moja poważna wpadka i jestem zła tak bardzo,
że od jutra, w ramach "kary" zamierzam ponownie zrobić ścisłą...mam do
schudnięcia góra pięć kilo...co Wy na to?
Bardzo proszę o sugestie;))
pozdrawiam
    • balbina_alexandra Re: Kac Moralny 05.03.07, 00:30
      Myślę, że każda z nas takie wpadki miewa, jedne częściej, inne rzadziej... Ja
      mam teraz już naprawdę rzadko - w porównaniu z tym co było kiedyś - i są to
      chyba nienajgorsze wpadki, zjadam nie slodycze, ale np. orzechy, migdały, na
      mieszanej skusiłam się na łososia, który jest rybą zdrową i pyszną ale jeszcze
      za tłustą na taki okres "pościsłowy". Myślę że popełniasz ten sam podstawowy
      błąd co ja - denerwujesz się i zadręczasz myślą że cały efekt dietowania na nic.
      Też tak mam, niestety. Ja wtedy w panice rozmawiam z Voluptas ktora uspokaja
      moją histerię :) Musisz zmienić nastawienie - ja sie staram, bardzo - jesteśmy
      ludźmi, każdy ma swoje słabości. To, że się skusimy czasem na coś
      niedozwolonego, nie oznacza końca świata. Dieta nie ma być udręką. Jeśli masz na
      coś ochotę - zjedz. To że zjesz ciastko nie oznacza że dalsza dieta nie ma
      sensu. Po prostu zjadasz to na co masz ochotę (w rozsądnych ilościach) i
      spokojnie dietujesz nadal. Od jednego ciastka nie przytyjesz, bez obaw, co
      najwyżej ostatnie kg zgubisz może nieco wolniej. Myślę że błędem jest własnie
      obwinianie się i denerwowanie odstępstem od diety - ja tak mam zawsze i mam
      wtedy ochotę pogrążyć się w rozpaczy i zjeść jeszcze więcej zakazanych rzeczy,
      nawet jeśli nie jestem głodna i nie chce mi się jeść, ot tak po prostu, dla
      zasady bo przecież i tak zaprzepaściłam efekty diety i wielu tygodni wyrzeczeń.
      Staram się od jakiegoś czasu zmienić te blędne koło - dzieki Voluptas powoli mi
      się udaje budować zdrowy stosunek do jedzenia. I chyba udaje mi sie, wpadek
      zaliczam mało (przed @...) i są coraz zdrowsze (owoce, orzechy, nabiał).

      Tak więc, uszy do góry! Nie możesz myśleć o ścisłej w ramach kary bo będzie Ci
      bardzo, bardzo cięzko! Ja też mam do zrzucenia już tylko 6-7 kg i od jutra (w
      zasadzie to od dziś ... :D) wracam na ścisłą. Ale z radością! Cieszę się że
      dołączę do dietujących i będziemy się wzajemnie dopingować :) poprzednią ścisłą
      przezyłam bez forum, bo nie wiedziałam o jego istnieniu i wyszło bardzo dobrze
      (3 tyg ścisłej i 3 mieszanej). Teraz musi być tylko lepiej :)

      Nie zadręczaj się tą wpadką. Zjadłaś i koniec, teraz spokojnie dietujesz dalej,
      a kg będą spadać. A ścisła wcale nie jest żadną karą, odpada stanie przy garach
      i taszczenie siat ze sklepu, hurrra!
      • naranykota Re: Kac Moralny 05.03.07, 06:43
        Mocne dzięki za tę dłuuugą, ze słowami otuchy, wypowiedz:)

        Pozdrawiam i miłego dnia:)
    • voluptas Re: Kac Moralny 05.03.07, 09:11
      A wiesz, co ja Ci powiem? Bez sensu. Nigdy w życiu, w moim nowym życiu które
      prowadzę od początku zeszłego roku z moim nowym stosunkiem do diety i do siebie,
      nie miałam kaca moralnego ani wyrzutów sumienia. Co nie znaczy, że jadłam
      idealnie, czasami zdarzały się wręcz popisy konsumpcyjne jak za starych
      "dobrych" lat. I NIE robiło to na mnie najmniejszego wrażenia. Dlaczego? Bo
      słowo "wpadka" nie figuruje w moim słowniku. Jeśli mam na coś ochotę, to jem. I
      koniec. Wyjątkiem jest tylko okres diety ścisłej, kiedy siłą rzeczy musi
      obowiązywać opcja zerowa. Poza tym z rozsądkiem, ale bez histerii. Jedzenie nie
      jest dla mnie pocieszaczem, substytutem, przyjacielem, wrogiem, mordęgą - jest
      ładniej lub mniej ładnie opakowanym i podanym zbiorem substancji, które muszę
      sobie dostarczyć, żeby funkcjonować i cześć pieśni.
      W kontekście Twojego posta powinnam przynajmniej odklęczeć tydzień na grochu za
      to, że zjadłam w zeszły wtorek 2 plastry mojego własnego keksa. Był słodki i
      dobry, smakował mi bardzo, zastąpiłam nim obiad, ale po następne kawałki już nie
      sięgęłam. Nasyciłam swój apetyt i... ciekawośc, bo imo często sięgamy po
      jedzenie, którego smak dobrze znamy, po to, żeby przekonać się, że ono smakuje
      tak, jak to sobie zapamiętaliśmy. No i keksik był w porządku. Smakował mi bardzo
      i W ŻYCIU do głowy by i nie przyszło, żeby siebie za to karać (?!?!??!!?).
      Zresztą na miłość boską, co to znaczy karać siebie? Ja siebie kocham, więc jak
      mogłabym ukarać kogoś, do kogo mam bezgranicznie czuły, pełen wyrozumiałości i
      cierpliwości stosunek? Ja nie zasługuje na karę, zreszta sama instytucja kary
      jest dla mnie obrzydliwa, nie uznaję czegoś takiego. Wiem, że napisałas to w
      czudzysłowiu, ale Naranykota, ja już tyle czasu spędziłam na forach dla
      odchudzających się babek, że ilekroć czytam "wpadka", "zaprzepaszczona dieta",
      "ukarzę się" - bo mi się flaki przewracają. Dlatego nie ma w moim słowniku pojęć
      typu wpadka - jeśli mam na coś ogromną ochotę, to jem. Trochę. Nie obżeram się,
      bo obżerając się nie czuję smaku; a przecież to o smak mi chodzi a nie o szybkie
      wypełnienie żołądka. Zaprzepaszczona dieta? Jak? Że po jednokrotnym daniu sobie
      przyzwolenia poczujesz sie zwolniona ze zobowiązania, jakie sobie złożyłaś i
      zaczniesz jeść ponad miarę? Nie masz do tego prawa. To tak, jakbyś upadłszy idąc
      chodnikiem uznała, że skoro raz upadłaś, to dalsza droga nie ma sensu, więc Ty
      teraz sobie spokojnie tam poleżysz. Nie na tym polega życie.
      Uważam też, że nie ma sensu robić ścisłej, jeśli masz normalny metabolizm i
      niecałe 5 kg do celu. To tak, jakby celować z armaty do komara. Schudniesz te 5
      kilo spokojnie, jednocześnie UCZĄC SIĘ WŁAŚCIWEGO STOSUNKU DO JEDZENIA, bo mam
      wrażenie, że to jest Ci teraz bardziej potrzebne, niż dieta ścisła, która w tej
      materii nie nauczy Cię niczego.
      Naranykota, pozbieraj się, proszę i choć chwilę pomyśl nad tym, co ja się tu
      naprodukowałam. Bo kiedyś tez byłam taka jak Ty. A teraz jestem zupełnie inna
      i... o wiele lepiej mi się z tym żyje.
      Ściskam mocno!
      • tanto1 Re: Kac Moralny 05.03.07, 17:24
        Voluptas, naprawdę jestem pod wrażeniem.Normalnie Ci zazdroszczę takiego
        podejścia do siebie i jedzenia. Ja w czasie diety jestem twardzielka,
        chocby się paliło waliło, ja wytrwam. Problem jest dopiero
        po.Podpowiedz, jak zrobic rewolucję w głowie, jak zmienic podejście do
        siebie samej. Raz jeszcze - jestem pełna podziwu. Też chcę tak!!!!
        Pozdrawiam cieplutko - Joanna
Pełna wersja