potrzebuję silnego kopniaka od Was!

07.03.07, 12:45
jak w tytule..... Gdyby wszystko szło ok, to dzisiaj byłby już 9 dzień mojej
drugiej ścisłej. Niestety, jestem od tygodnia ni to na mieszanej, ni to na
żadnej. Jest mi duzo trudniej niz za pierwszym razem, zwłaszcza wieczorami
jest jakaś tragedia, nie mogę się opanować, tu skubnę,tam skubnę, zamiast
małego kawałeczka batona DC jem całego.... i ciagle łażę głodna. Przez
pierwsze 3 dni trzymałam się ścisłej, ale kiedy drugiego dnia prawie
zemdlałam w autobusie, podżarłam batonika (DC), dla wzmocnienia...
tak więc ani nie tyję, ani nie chudnę. Od 20 stycznia ubyło mnie o 11 kg, ale
ja chciałam więcej, szybciej, dlatego wydałam kasę na DC po raz drugi. Nie
mogę sobie poradzić z moją psychiką, od kilku dni jesetm rozdrażniona, czuję
jakiś niepokoj, może dlatego moja silna wola przestaje być silna? Ratunku.
    • lenona1 Re: potrzebuję silnego kopniaka od Was! 07.03.07, 13:57
      No widzisz Edziuch, ja rano wciągnełam pomidarka- ale to z głupoty- w siódmym
      dniu ścisłej. Ale i tak ominełam buły i chleb. Zobaczymy jutro co na to waga. A
      co do kopniaka to ponieważ jesteś z Warszawy to planujemy spotkanie za 2
      tygodnie. I już w tej chwali melduj ile ważysz, i bierz się do roboty- a jakieś
      tam odstępstwa to nie koniec świata, pomyśl - ja portafiłam zjeść ponad 4000kal
      dziennie, ta dieta jest bardezo rygorystyczna więc jak już nie wytrzymujesz to
      może jakieś warzywo? Najwyżej mniej się schudnie- ale to warzywo a nie
      czekolada czy chleb. Ja mam duże kłopoty z dyscypliną, nerwy zajadam, a na
      diecie jestem zła. tylko u mnie to już poważna waga. Pierwsza dieta przed
      świętami tylko 10 dni- ze 101 na 97, święta i 99. A teraz 7 dzień diety a u
      mnie na liczniku 95,6 i mam zamiar trzymać ścisłą jeszcze 2 tygodnie. Maże o
      89. Naprawde planujemy się spotkjać z Voluptas za 2 tygodnie i chce Ciebie tym
      razem poznać. A wiesz jakie to motywujące jak wiem że ktiś mnie widział i wie
      że się odcgudzam. Do boju dziiewczyno!!!!!!!!1
      • edziuch Re: potrzebuję silnego kopniaka od Was! 07.03.07, 14:24
        No to jestesmy na podobnym poziomie wagowym. Ja zaczęłam pierwszą ścisłą 20
        stycznia od 104,8 kg (przy 172 cm wzrostu), zjechałam na niej ok. 6 kg,
        przerwałam w 18 dniu ze względu na bóle żołądka, przeszłam na dwa tygodnie
        diety 1000 kcal, na której straciłam jakieś 4 kg. Do wczoraj - w sumie 11 kg
        (ważę 93,7 kg) więc niby nie jest źle, ale drugie podejście do ścisłej to
        koszmar - walczę ze sobą.
        A spotkać się z Wami chcę i muszę- za 2 tygodnie - a czy konkretna data już
        ustalona?
        • lenona1 Re: potrzebuję silnego kopniaka od Was! 08.03.07, 09:49
          Nie - nie ma jeszcze konkretnej daty- ale to ustanimy za tydzień. Ale musimy
          wytrwać- wiesz mnie troche wystraszyła lekarka bo stwierdziła ze będe miała
          problemy ze zdrowiem jak nie zrzuce 20 kilo. Ja dąże do wagi 78 - to jest mój
          cel, nie potrzebuje być szczuplejsza- bo lubie siebie jako seksowną, dużą
          kobiete. Raz w życiu byłam szczupła - waga 60 kilo przy 171 ale ani się sobie
          nie podobałam ani innym, ja po prostu wiem kiedy wygladam najlepiej. Musimy się
          spotkać- koniecznie, trzeba pogadać i się zmotywować do dalszego odchudzania.
          Ja planuje po ścisłej mieszaną 3 tygodnie a potem znowu ścisła- ąż do
          upragnionej wagi i rozmiaru 42.
    • voluptas Edziuszka, 08.03.07, 10:27
      czytałam Twojego posta wczoraj, czytam dzisiaj i tak się zastanawiam, co mam Ci
      odpisać. Nie znam Cię niestety za dobrze, więc moge to wszystko odnieść li
      jedynie do siebie... powiem Ci tak: Zdarzało mi się już w życiu, że niby
      chciałam zacząć ścisłą, bo bardzo, strasznie okrutnie zależało mi, żeby
      schudnąć, ale na "chceniu" się kończyło. Brakowało silnej woli, samozaparcia,
      mobilizacji, robiłam dokładnie to, co Ty: snułam się rozdrażniona, myślałam
      tylko, co i kiedy mogę/będę mogła zjeść, przeważnie kończyło się to klapą, którą
      sama przed sobą usprawiedliwiałam (a to PMS, a to kłótnia z narzeczonym, a to
      wstałam lewą nogą - zawsze był jakiś powód). Jaki z tego wniosek? Że na wszystko
      musi przyjść w życiu TEN moment. Ja w taki sposób w II połowie 2005 roku
      próbowałam zacząć ścisłą sama nie pamiętam, ile razy: 3? 4? może nawet 5? Raz
      zdarzyło mi się, że przerwałam ja bodajże po 7. dniu. Bez sensu, prawda? Ale jednak.
      Dlatego właściwie jedyne, co mogłabym Ci poradzić, to rzecz następująca: spróbuj
      NAJPIERW dojść do ładu ze sobą: uspokój nerwy, rozładuj emocje, rozwiąż
      problemy, wycisz się, a dopiero potem - dieta. Bo wydaje mi się, że coś bardzo
      Ci przeszkadza, nie wiem, w Tobie, czy poza Tobą, ale to coś jest jak zadra pod
      paznokciem - męczy i nie daje o sobie zapomnieć. Może nie mam racji, może za
      bardzo to odnoszę do siebie, ale właściwie to mój jedyny "materiał porównawczy".
      Bo niestety, dieta niczego w życiu nie rozwiąże ani nie ułoży, nie da spokoju,
      stabilizacji, nic się nie zmieni poza tym, że będziemy szczuplejsze. I o tym
      przede wszystkim odchudzając się należy pamiętać...
      Ściskam Cię mocno i mam nadzieję, ze na następnym spotkaniu będę miała okazję
      Cię poznać ;))
      • edziuch Re: Edziuszka, 14.03.07, 12:55
        Witaj,
        Przede wszystkim przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam. 7 marca wyjechałam z
        Warszawy, poza zasiegiem internetu byłam do poniedziałku, a potem praca, nawet
        nie miałam czasu tu zajrzec.
        A odpowiedziec muszę, bo tak ładujesz w swoje słowa emocje, tak sie wczuwasz,
        że to mnie autentycznie wzrusza, że ktoś przejmuje sie moim losem, że mnie
        rozumie w kwestii stosowania diet. Niby mój ukochany i moja mama też wykazują
        super zrozumienie, cierpliwość i wspierają mnie, ale oni... nigdy nie
        odchudzali sie, a na pewno nie w tak radykalny sposób.
        Wiesz, jestem cały czas na czymś w rodzaju mieszanej, zrezygnowałam na razie ze
        ścisłej - bo jednak trochę wystraszyłam sie tego "prawie omdlenia" w autobusie,
        które opisywałam i które nastapiło drugiego dnia ścisłej. Niespecjalnie mam
        teraz wyrzuty sumienia - uważam, że tak bedzie lepiej dla mojego organizmu - a
        jak skończą mi się saszetki DC, przejdę na moje 1000 kcal(przez 14 dni 1000
        kcal też schudłam sporo-4 kg). W tej chwili waga raczej stoi w miejscu, ale ja
        cieszę sie, że nie tyję - a z tym chudnięciem? Może po prostu te 11-12 kg w
        ciagu ok. 5 tygodni to było za szybkie tempo? Już i tak lepiej się czuję, nie
        mam zadyszki, kiedy wbiegam na 5 pietro (a tak, jak tylko mogę, rezygnuję z
        windy), a wczoraj zrobiłam 40 brzuszkow bez specjalnego wysiłku. Zaczynam
        rozpaczać z powodu garderoby, mało co już na mnie pasuje, wszystko za duże, a w
        sobote kupiłam sobie takie wiosenne kozaczki .... i dopięłam się w nich, co
        jest sukcesem, bo zawsze zamek zatrzymywał się trochę ponad kostką.
        A chwile załamania miałam, bo skusiłam się raz czy dwa na jakieś węglowodany,
        no po prostu chce mi się slodyczy, mimo, że po pierwszej ścisłej w ogóle mnie
        do nich nie ciągnęło - muszę to jakoś opanować.
        Reasumując: - nie chudnę, ale i nie tyję. W sumie jakieś 10 kg powinnam jeszcze
        zrzucić, czyli dojść do 82 - 83 kg (wzrost 172)i już będę się czuła ok, muszę
        tylko już raz na zawsze zmienić nawyki i jeść tak, jak teraz.
        - jedyne, co mnie dręczy, to ten diablik pojawiający się w mózgu, który
        podpowiada, że jedno rafaello, albo jeden wafelek nie zaszkodzi... :-)
        - wiosna - rowerek już czeka, może jakiś basen - na sćisłej wkurzalo mnie, że
        nic nie mogę robic
        - ja również chcę się spotkać - choś nie obiecuję, że za tydzień, czy dwa,
        kiedy dojdzie do spotkania, będę lżejsza o następne 5 kg
        - przesyłam Ci wiosenne pozdrowienia!!!
Pełna wersja