jak to jest z tymi babami:)

09.03.07, 10:09
zainspirowana blabinką, piszącą że jest jej troche głupio że wszyscy zwracają
uwagę na to że schudła i dobrze wygląda, chciałam się podzilić moimi
spostrzeżeniami. Rodzina i znajomi reagują bardzo pozytywnie - ze wygladam
super i mnie wspierają (oczywiscie wiekszosc nie wie ze to DC;))
Natomiast w pracy zauwazylam (mam niestety prawie same kobitki w pracy) ze
powoli wzbudzam zawisc i niechec. Jak bylam grubaska w workowatym swetrze i
jednych spodniach bylo ok. Jak wyszczuplalam, ubieram sie lepiej - spodnice,
dopasowane swetry to jakies dziwne komentarze. I jak czestuje czkoladkami od
klientow to uwagi - Ty oczywiscie nie jesz, tak sie glodzisz, po co Ci to
itp. Na razie po mnie to splywa - ale z drugiej strony troszkę wkurza - bo
kto im broni tez cos w sobie zmienic. Tylko troche silnej woli.
    • voluptas Re: jak to jest z tymi babami:) 09.03.07, 11:50
      Santa, to, co napisałaś jest mi tak dobrze znajome...
      Powody są dość proste, przynajmniej tak mi się wydaje. To, że ktoś, z kim mamy
      dość regularny kontakt, zmienił się i osiągnął sukces w pracy nad sobą, powinien
      być motywujący: jej się udało, to ja też mogę coś w sobie zmienić/poprawić.
      Ale... ludzie są z natury leniwi. Po co się ograniczać? Po co walczyć? Po co się
      mobilizować? Przecież to wymaga wysiłku, charakteru, samozaparcia, a to naprawdę
      nie jest w cenie. Dlatego łatwiej jest zazdrościć, niż wziąć się za siebie.
      Łatwiej jest wmawiać sobie, że osoba odchudzająca chodzi omdlewając z głodu i
      dostaje gwałtownego ślinotoku na widok każdej czekoladki czy batonika. Przecież
      skoro ona tak cierpi, to na pewno efekt nie jest tego warty...
      To jedna strona. A druga to ta, po której jesteśmy my: schudnięte, zadowolone z
      siebie, uśmiechnięte, eksponujące swój sukces i nową figurę. Na początku ludzie
      przyglądają nam się z zainteresowaniem. Potem pytają: co i jak robimy
      (obowiązkowo kończąc to wyrazami współczucia plus "ja bym tak nie mógł/nie
      mogła"). Kolejny etap to zdziwienie: przynajmniej kiedy się chudnie 10... 20...
      30... 40 kg, że ON/ONA JESZCZE CHUDNIE. Jak to możliwe, każdy by się już tym
      zmęczył. Dalszy, niezwykle zabawny etap, to pełne "troski" uwagi: ale nie
      chudnij już więcej, już ci wystarczy, po co ty się jeszcze odchudzasz - mimo, że
      nasza figura nie jest jeszcze idealna, ale co z tego, po prostu w pewnym
      momencie otoczenie dochodzi do wniosku, że schudłysmy ZA DUŻO i DLA NASZEGO
      DOBRA powinno nas od tego odchudzania powstrzymać. Wstawki o anoreksji
      obowiązkowe - bo a nuż my JUŻ jesteśmy chore? Zobaczycie, to są dopiero jazdy,
      ja od jakiegos pół roku to przerabiam i zdążyłam się przyzwyczaić, ale na
      poczatku miałam ochotę niejednemu "życzliwemu" oczy wydrapać, zwłaszcza kiedy
      takie uwagi były wygłaszane na forum publicznym. Wtedy niestety wymaga to
      wielkiej asertywności i żmijowatego języka :P
      W końcu kończymy dietę, bo osiągnęłyśmy już wyznaczony cel i ogłaszamy to albo i
      nie. Ale nawet jeśli nie, nie uchodzi to uwagi naszego otoczenia: każdy kęs
      przez nas spożywany jest bacznie obserwowany i skrupulatnie liczony: bo może ona
      znowu zaczęła się obżerać i zaliczy jojo... wtedy będzie zywym dowodem, że
      oczywiście NIE WARTO się odchudzać, bo w KAŻDE odchudzanie wkalkulowane jest
      jojo... A to tym bardziej zwalnia nasze szanowne otoczenie z chociażby
      pomyślenia o tym, żeby się za siebie zabrać ;)
      Reasumując - w nagrodę za schudnięcie dostajemy wymarzoną nową (lub nową-starą)
      sylwetkę, plus status dziwaka i może zawiści, w którym będziemy się taplać
      dłuuuugo, oj długo. Ale mimo wszystko uważam, że warto ;)
    • santamanana Re: jak to jest z tymi babami:) 09.03.07, 14:45
      voluptas - wydrukowałam to sobie:) dobre - mocne i prawdziwe.
      Trzeba mieć cięty język, masz rację. Ludzie jednak mali są. Nie wszyscy
      oczywiscie - wielu reaguje pozytywnie - ale nawet 1-2 żmijki potrafią
      człowiekowi odebrać całą radość. Eh...ale nic - summa summarum to ja zyskuję:)
      I tego się będę trzymać. Biedna, umartwiająca się niejedzeniem czekolady,
      marniejąca w oczach i zmierzająca szybkim krokiem w stronę anemii, anoreksji i
      innych chorób Magda;)
    • balbina_alexandra Re: jak to jest z tymi babami:) 09.03.07, 15:40
      Myślę, że mam jednak szczęście i nietypowe koleżanki, bo moje mi wszystkie
      szczerze gratulują :) nie wyczułam ani pół nuty zawiści. Ale chyba tak globalnie
      patrząc to macie rację... niestety, nad czym boleje moja feministyczna dusza :(
      Napisałabym dużo więcej ale robota goni :(
Pełna wersja