jankolodziej
07.12.09, 19:59
W temacie basenowym przywołano definicję "chwytu" drzwiami w twarz.
Tutaj przedstawiam przykład na to, że sposób działa:
Obecnie koszty naszego utrzymania do najniższych nie należą. Niemal codziennie
w gazetach znajdujemy dramatyczne apele o pomoc, codziennie też możemy
poczytać o różnych firmach, starających się wyciągać z naszych kieszeni coś
dla siebie. Przeglądając oferty pracy zamieszczane w Internecie dochodzimy do
przerażającego wniosku: zaledwie kilka procent z nich dotyczy pracy,
skutkującej wytworzeniem jakiegoś dobra. W pozostałych „pracodawcy” obiecują
pracę w domu, w dogodnych godzinach, w dodatku nieskomplikowaną. Takie
stanowiska, nazywane szumnie „doradca klienta”, „telemarketer”, „specjalista
do spraw sprzedaży” czy „konsultant telefoniczny”. Wielu zdesperowanych ludzi
taką pracę podejmuje. Jakie są jej efekty? Wszyscy mamy z nimi do czynienia,
odbierając codziennie nawet po kilka telefonów. Sympatyczny głos proponuje nam
zaproszenie na spotkanie w restauracji, promowanie zdrowego trybu życia, albo
namawia nas do zakupu przedmiotów o cudownych wręcz dla nas właściwościach.
Dziś opiszę jeden z takich przypadków.
Ciało człowieka w ogromnym procencie składa się z wody. Woda jest zatem dla
naszych organizmów niezbędna do życia. Kiedy górnicze szyby przebiły warstwy
mioceńskie, na Śląsku powysychały przydomowe studnie. Wodę zaczęto dostarczać
wodociągami. Jest ona w specjalnych procesach uzdatniana, ale zawsze zawiera w
sobie ślady wtrąceń niepożądanych. Oczywiście istnieją rozwiązania,
pozwalające w domowych warunkach wodę oczyścić jeszcze bardziej. Na nich
właśnie postanowiło zarobić kilka firm. Należy do nich mikołowska spółka
„Dialog”.
Pewnego dnia w Waszym domu zadzwoni telefon. Damski głos oznajmi, że
przeprowadzają właśnie w mieście badania jakości wody w celu stworzenia mapy
zanieczyszczeń. Poprosi o wpuszczenie do domu w ustalonym terminie
„konsultanta”, w celu pobrania z Waszego kranu jednej szklanki tego
życiodajnego płynu. Postawi jedynie jeden mały warunek: muszą być obecni
obydwoje małżonkowie. Nieco to dziwne, ale za chwilę przekonamy się jaki jest
cel tego warunku.
Konsultant odwiedzi Was o ustalonej godzinie, czasem będzie ich dwóch.
Napełnioną szklankę przebada, przeprowadzi elektrolizę. Wtedy dowiecie się, że
woda w waszym kranie jest śmiertelną trucizną. Zawarte w niej minerały i
chemikalia będą się powoli odkładały w Waszych ciałach, aż spowodują Wasz
przedwczesny zgon. Przedstawi Wam opinie naukowych znakomitości, druzgocące
dostawców wody. Podczas przyjacielskiej rozmowy sami powiecie mu o swoich
schorzeniach – wtedy przekona Was, że oczyszczona lepiej woda właśnie te
schorzenia potrafi wyeliminować! Zaproponuje rozwiązanie: domowe urządzenie
filtrujące. Zapalicie się do tego, bo któż nie chciałby żyć długo i w zdrowiu?
Dalej scenariusz spotkania przewiduje podanie ceny urządzenia: ponad siedem
tysięcy złotych. Wasze przerażenie ceną zostanie jednak zamienione w uczucie
zadowolenia prostym zabiegiem: zostaniecie poinformowani, że dotykające Was
schorzenia stanowią podstawę obniżenia ceny o połowę! Trzeba tylko
wylegitymować się jakimiś dokumentami, wystawionymi przez lekarza, a
potwierdzających istnienie choroby. To oczywiście zwykłe wyłudzenie dostępu do
Waszej dokumentacji, stanowiącej przecież gwarantowaną w konstytucji
tajemnicę. Następnie konsultant dzwoni do rzekomo ważnego dyrektora, czy ten
na taką obniżkę wyrazi zgodę. Po kilku minutach „dyrektor” oddzwania – jest
zgoda! Dołączycie do grona szczęściarzy, którzy będą posiadaczami urządzenia
za śmieszne 3 i pół tysiąca. Oczywiście nie trzeba płacić od razu – konsultant
zaproponuje trzyletni kredyt. Żeby podpisać umowę, wymagany jest podpis obojga
małżonków. To dlatego musieli być obecni. Po kilkunastu minutach do Waszego
domu dotrze specjalista z urządzeniem, które błyskawicznie zamontuje.
Gwarancja jest dość długa – wynosi aż dziesięć lat. Oczywiście urządzenie
należy regularnie serwisować przez przedstawiciela firmy „Dialog”.
Badanie szklanki wody przeobraziło się w ten sposób w pranie. Ale w pranie
mózgu. Co dalej? Ano wydatki. Około 150 złotych wynosi rata kredytu. Co trzy
miesiące zawita do Was serwisant, by wymienić wkłady filtrów – cena 115
złotych za wizytę. Razem 190 złotych miesięcznie, czyli 6,30 złotego dziennie
(do czasu spłacenia kredytu, potem 5 zł „oszczędzacie”, płacąc dziennie tylko
1,30zł) !
Przed każdą wizytą konsultanta firma „Dialog” uprzedzi Was, by nie dać się
„wyrolować” rzekomym oszustom z Bytomia, którzy mogą też Wam zaproponować tę
usługę. Zapytacie: a skąd ci „oszuści” mogą o tym wiedzieć? Podpowiem: Wasze
dane osobowe, które ma odtąd „Dialog” są też niezłym towarem.
Żeby obraz tego procederu był pełny, przedstawię teraz obraz „oszustów”, przed
którym „Dialog” konsekwentnie ostrzega. Otóż bez trudu można ich znaleźć w
internecie. Jest to sklep, sprzedający różne urządzenia filtrujące i elementy
do nich. Oferta jest dość obszerna, ale skupmy się na urządzeniu „Grandwater”,
dostarczanym przez „Dialog”. Składa się ono z obudowy, mieszczącej wkłady
filtrujące, zbiornika wody przefiltrowanej i kranu. W bytomskim sklepie ta
obudowa kosztuje około 200 złotych, wymienne wkłady około 150 złotych
(serwisant wymienia zazwyczaj dwa – ich łączna cena w sklepie to 30 złotych),
zbiornik także około 120 złotych i kran za niecałe 40 złotych. Razem 510
złotych za całość. A mieliście zapłacić siedem i pół tysiąca, gdyby litościwy
dyrektor nie zgodził się na obniżkę o 50 procent …
W istocie rzeczy całe to „filtrujące” przedsięwzięcie ma jeden cel: drenaż
Waszej kieszeni, zapewnienie firmie „Dialog” regularnych przychodów,
nieadekwatnych swoją wysokością do wkładanej w usługę pracy. Cena urządzenia
jest wzięta z przysłowiowego sufitu, cena zaś usługi będzie niezależną od
koniunktury gospodarczej czy sytuacji na rynku pracy. Marzenie wielu
przedsiębiorców i producentów …
Jeżeli już ulegliście pokusie i urządzenie posiadacie, przemyślcie dalsze
postępowanie. Uważacie, że 10-cio letnia gwarancja obliguje Was do
serwisowania w firmie „Dialog”. Znając prawdziwe ceny elementów urządzenia
możecie jednak się od tego śmiało uwolnić. Wymiana wkładów filtrujących jest
prosta. Czterokrotna w ciągu roku, przy własnej pracy będzie kosztowała 120
złotych, zamiast 460 płaconych serwisantowi. W ciągu tych 10 lat odzyskacie
3400 złotych – czyli to, co przepłacając wydaliście na urządzenie (finansując
firmie zakup ośmiu urządzeń w cenach hurtowych!). Jednocześnie zyskacie cenną,
bo bardzo zdrową świadomość tego, że Wasze skromne środki finansowe nie służą
już utrzymaniu np. Audi A8 szefa jakiejś firmy.
p.s. Ostatnio sprzedawcy takich filtrów znaleźli nowy sposób dowiadywania się,
czy macie je już założone . Dzwoni Wasz telefon – odbieracie, i słyszycie
nagrany komunikat, informujący o rzekomo zakwestionowanych przez Sanepid
całych partiach wkładów filtrujących. Dalej krótka instrukcja: „Jeżeli
posiadasz zamontowane urządzenie filtrujące, a wkłady wymienia serwisant –
naciśnij 5”. Naciskacie i … nic. Tymczasem automat firmy już wie, że nie musi
się ona fatygować do Was z ofertą, bo filtry już macie. Za to po paru dniach
zadzwoni telefon – tym razem miła pani zaproponuje Wam wymianę wkładów
filtrujących. Bo to konkurencja dla firmy z Mikołowa.