kapioh1
03.06.10, 20:14
Andrzej Stania słynie z bombastycznych kazań, wysiadywania
pierwszych ławek w kościołach i ewangelicznych odniesień. Jego
nabożne usta oprócz upajania się sukcesem mielą na wszystkie sposoby
słowo "życzliwość". Jest to domena działaczy Związku Górnośląskiego,
co niczego nie zrobią, nawet festynu z piwskiem, bez mszy z fanami,
kadzideł i najlepiej Arcybiskupa za ołtorzym. Mój zaprzyjaźniony
Ksiądz Doktor, który otwarcie brzydzi się tą organizacją, mówi, że
to dewocja nie mająca nic wspólnego z pobożnością i jarmarczny sznyt
wciśnięty w kościelne mury. I zawsze dodaje "Ja ich poznaję po
owocach". Jak wiemy jabłoń może urodzić dorodne jabłka lub kwaśne
psiary. Najbardziej "dorodnym" owocem pracy Andrzeja Stani jest
Bartosz Satała. Jego najbardziej zaufany, Pierwszy Zastępca. Stania
bez przymusu, sam dokonał takiego wyboru. Satała odezwał się
ostatnio chamsko przez telewizor. Eksponując niedogoloną świecącą
buźkę, nazwał ludzi zatroskanych o losy miasta "IMPOTENTAMI
UMYSŁOWYMI". I cóż na to POBOŻNY STANIA ZE ZWIĄZKU GÓRNOŚLĄSKIEGO?
NIC. CISZA. Przeszukuję strony internetowe od rana, albowiem pewien
byłem, że Wódz przeprosi za inwektywy wydalone przez Satałę. Że
pobożność i miłość bliźniego każą mu zrugać Satałę, zwrócić mu uwagę
po ojcowsku. NIC. Na stronie Związku Górnośląskiego też NIC. Czyli
mój znajomy Ksiądz Doktor mówił prawdę. Owoce wydawane przez pobożny
Związek Górnośląski to kwaśne psiary. A twarzami tej organizacji są
facjaty Stani (upojonego sukcesem) i Satały.