O pozytkach z kazań płynących

29.07.10, 15:40
Uczestnictwo w niedzielnej mszy jest dla wielu ludzi czymś niemal tak
naturalnym, jak oddychanie. Nawet pomimo tego, że spory odsetek uczestników w
czasie liturgii wręcz nerwowo spogląda na zegarek. Najbardziej jest to
widoczne podczas kazania. Wielu udaje jedynie zainteresowanie tematem, wielu
dopada nawet drzemka, niewielu natomiast zadaje sobie trud zrozumienia treści
i wyciągnięcia wniosków dla siebie.
Podobny sposób komunikacji ze stadem swoich owieczek wybrał prezydent Rudy
Śląskiej. Co jakiś czas znajdujemy w publikatorach właśnie jego „kazanie”.
Nie bywa ono żywo dyskutowanym, a powinno! Podobnie jak w przypadku tych
coniedzielnych, można bowiem w jego treści odnaleźć naprawdę cenne informacje,
trzeba się tylko zastanowić.
Ostatnio nasz pasterz skierował swe słowa do stada na kilka dni przed drugą
turą wyborów. Obwieścił nam, że jesteśmy społeczeństwem wrażliwym na społeczną
krzywdę, że powinniśmy dawać wszystkim równe szanse. Dodał, że nadszedł czas
na szansę dla Platformy Obywatelskiej, bo PiS „ile zrobili to wiemy”.
Ja jednak wiem i pamiętał będę o tym, że jak dotąd Ruda Śląska jest w Polsce,
a pierwsze skrzypce grała u nas od dawna właśnie Platforma, z naszym
prezydentem na czele. Wiem ile zrobiła. Bo ślepy i głuchy nie jestem, jak
zresztą pozostali mieszkańcy. Ze słów prezydenta można natomiast wywnioskować,
że jest gorącym przeciwnikiem demokracji. Jest za skupieniem władzy w jednym
ręku, za usunięciem opozycji w głęboki cień, jako przeszkody w realizacji
„jedynie słusznej” wizji. Jak się to kończy – pokazały ostatnie sesje Rady miasta.
Prezydent w tym kazaniu wyraźnie nawiązał do wystąpień kilku radnych słowami:
„żeby nie było kłótni na górze, które bulwersują nas wszystkich i psują
wizerunek Polski na świecie.” Transponując to na nasze podwórko można by
stwierdzić, że w odczuciu prezydenta to ci radni bulwersują, psując wizerunek
miasta. Jakby gigantyczne zadłużenie miasta było dla jego mieszkańców
demokratyczną nobilitacją.
Wystawił przy tym Bronisławowi Komorowskiemu wysoką ocenę za bycie ojcem
wielodzietnej rodziny, co stanowi legitymację do życia w chrześcijańskim
społeczeństwie. Gdybym miał się kierować przykładem osoby naszego pasterza, do
urny w ogóle bym nie poszedł. Bo w Rudzie Śląskiej równość szans zyskują
„wybitni” podobno fachowcy, których jedynymi referencjami są chyba tylko
koligacje rodzinne. Naturalnie dotyczy to tylko „wybranych” rodzin. Grono
światłych sióstr, braci, córek i synów, uzupełniono równie mądrymi ludźmi, ale
namaszczonymi przez tych pierwszych. Pozostałe „odrzuty” pracują teraz dla
dobra miast sąsiednich. Efekty? Zamiast np. remontu nawierzchni jednej ze
zrujnowanych ulic, zapłacono stołecznej firmie prawniczej 760 tysięcy złotych
za poprawienie tego, co zepsuli etatowi prawnicy UM.
Kandydaci na Prezydenta RP szermowali hasłem „razem”. Stawiali na gospodarkę,
na jej nowoczesny i rynkowy charakter. I to popiera także nasz prezydent
miasta, niestety tylko wybiórczo. Razem mają być górnicy kopalń, kiedy jedna
„dołuje” inne ją wspierają. Miasto dołuje wyraźnie, wspierać go nie ma kto.
Dlatego wielu pracowników po prostu traci pracę. Potężnym obciążeniem budżetu
są miejskie spółki, ale przecież zarządzającym nimi przyjaciołom krzywdy robić
nie można. Taka zwykła, chrześcijańska miłość bliźniego.
By jakoś przypodobać się elektoratowi z rudzkich kopalń, prezydent oświadcza
że jest przeciwnikiem ich zamykania. Bo węgiel jest bogactwem narodowym, jego
złoża nie wolno marnować. My też się tego boimy, bo to przecież nasz chleb. W
tym miejscu przytoczę jednak treść jednej z tysięcy przedplebiscytowych ulotek:
„I oto Polska powrócić może do dawnej swej potęgi i wspaniałości, zapewnić
swym obywatelom taki dobrobyt, o jakim nawet marzyć się Niemcom nie może! Bo
gdzież w Niemczech te nasze wielkie lasy? Gdzie w Niemczech ta wspaniała nasza
gleba? Gdzie ta sól Wieliczkowska, gdzie srebro Olkuskie, gdzie Kieleckie
pokłady marmuru, miedzi i siarki, gdzie Małopolskie źródła nafciane? Trzeba to
wszystko tylko uprawiać i wydobywać! Niech się tylko połączy przemysł Śląski z
temi nieprzebranemi bogactwami Polskiej ziemi, a powstanie potęga państwa i
dobrobyt pracującego ludu, który świat zadziwi!”
Zechciejcie zauważyć, że śląski węgiel wtedy nie był uważany za bogactwo
polskiej ziemi. A teraz zastanówcie się: gdzie się podziała ta potęga? Co
otrzymaliśmy za to, że Śląski węgiel stał się polskim skarbem narodowym? Czy
walące się domy są wynagrodzeniem wystarczającym? Prezydent i na takie pytanie
odpowiedź znalazł, ta zaś obnaża jego prawdziwe intencje:
„Byłem i jestem górnikiem. Myślę jak górnik (...) węgiel kamienny musi być
porządnie wybrany (…)byłoby niedorzeczne dzisiaj wymagać od górnictwa, żeby
budowali bardzo kosztowne instalacje do podsadzki hydraulicznej, które kiedyś
były, a z których potem żeśmy zrezygnowali.”
Wybrać porządnie, do cna! Ochronę domów rudzian przed szkodami uważa za
niedorzeczność, przecież lepiej je wyburzyć, a place sprzedać pod markety.
Byle taniej dla Polski, która czasem łaskawie obdarza nas subwencjami.
Prezydent przyznaje, że zyski z tej taniej eksploatacji na zawał winny w
połowie zasilać kasę gminy. Widać najbardziej boli go brak środków na tak
wspaniałe inwestycje, jak baseny OTI, jak górująca nad wireckim targowiskiem
wieża czy marmurowy ryneczek. Samochodem też nie sposób wzgardzić, jest
przecież lepszy niż plac zabaw dla dzieci. Według niego te liczne wyburzenia,
podtopienia, supermarkety i stacje benzynowe to elementy „logicznej odbudowy”
naszego miasta. Za taką logikę to ja z całego serca dziękuję, bo nie ma w niej
miejsca dla zwykłych ludzi. Wiem przy tym, że nie jestem w swoich
podziękowaniu osamotniony, a wybrany nieopatrznie przez nas niegdyś prezydent
miasta, ustami namaszczonego przez siebie zastępcy, nazwał zbiorowość
opozycyjną „impotentami umysłowymi”. Uprawnienie do obciążenia go
odpowiedzialnością za taki wybryk, dają mi dwa fakty: jak sam prezydent mówi,
on odpowiada za wszystkie działania Urzędu i jego pracowników, w stosunku do
autora zaś żadnych konsekwencji nie wyciągnął, wyrażając tym samym swoją
aprobatę. Zdumiało mnie początkowo to określenie, którego na pewno sam autor w
głębi duszy się wstydzi, ale zaraz przypomniałem sobie pewien Ukaz rosyjskiego
cara, Piotra I z 1 grudnia 1708 roku:
„Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty
tak, by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszyć przełożonego”
Jak mniemam, takie i podobne cytaty stanowić musiały element owego dogłębnego
wykształcenia, stanowiącego przepustkę na sam szczyt grona pracowników Urzędu
Miasta w Rudzie Śląskiej. A kredyt zaufania, jakim obdarzyliśmy naszego
Prezydenta miasta, już wkrótce zaczniemy spłacać. Ale autentycznymi pieniędzmi
z naszych podatków, jako wielomilionowe raty kredytu na budowę OTI, których
spłatę w imieniu nawet naszych dzieci Prezydent poręczył.
Gdyby natomiast, co nie daj Boże, rzeczywiście zlikwidowano kopalnię i
elektrownię „Halemba”, „Carbo-Energię”, a niektórzy mieszkańcy opuścili swe
zrujnowane domy na zawsze, przez miejską kasę przetoczy się niezła wichura.
Wtedy naprawdę będziemy mieli wygląd lichy i durnowaty, jakiego wymagano od
obywateli państwa, które sięgało niegdyś aż po oddzielającą nas od niego Brynicę.


Amen.


Pełna wersja