jankolodziej
24.10.10, 10:12
Przecinająca Kochłowice autostrada A4 rozwiązała wiele problemów transportowych aglomeracji i kraju. Przylegające do niej tereny musiały przy okazji jej budowy zmienić swoje przeznaczenie. Pokaźnymi obszarowo stały się tzw. MOP-y, przy autostradzie zbudowano także kilka zbiorników retencyjnych, przyjmujących wody opadowe z autostradowych jezdni, z których powinna ona zwyczajnie odparowywać.
Później kochłowicki stary kościół podniesiono do rangi Sanktuarium. By dzielnicę przygotować do obsługi ewentualnych pielgrzymek, Urząd Miasta zdecydował o budowie kilku parkingów. Ciasnota zabudowy sprawiła, że dla autokarów parking urządzono przy zachodnim końcu ulicy Oświęcimskiej. Tyle o pracach budowlanych.
Nie wszystko jest jednak tak pięknym, jak się to na pierwszy rzut oka wydaje. Zawsze istnieje bowiem jakieś drugie dno. W tym przypadku cierpią na tym mieszkańcy. Wspomniany zbiornik retencyjny z trudem mieści takie ilości wody, jakie niebiosa zwykły nam dostarczać na naszej szerokości geograficznej. Jest betonowy, gumowego udawać nie ma zamiaru, naciągać zatem się nie chce. Woda swoim paskudnym zwyczajem, chyba na złość projektantom, za nic mając wezwania zarządcy tej arterii po prostu z niego się wylewa. Podąża kilkadziesiąt metrów przez dawne wysypisko śmieci, potem z gruntowej drogi wylewa się na asfaltową nawierzchnię ulicy Oświęcimskiej, ostatecznie wpada do piwnic stojących przy niej domów. Mury nasiąkają nią jak gąbka, mieszkańcy od tych paru lat non-stop, na własny koszt muszą ją wypompowywać. Dla urozmaicenia, po każdych gwałtowniejszych opadach, taczkami muszą wywozić ze swoich posesji wszelkie „dobra”, które woda raczyła im przynieść.
Przeświadczeni o przychylności Urzędu Miasta, zwracali się do niego już nieraz z prośbami o pomoc. Przysłano „fachowca” który orzekł: wilgoć w murach może pochodzić ze skorodowanej instalacji wodociągowej w domu! Zdesperowani ludzie dalej wiercili urzędnikom dziury w brzuchach. Ostatecznie otrzymali odpowiedź: to sprawa Zarządcy autostrady. Ten jednak, niczym wytrawny sportowiec, odbił piłeczkę z powrotem stwierdzając, że to sprawa UM w Rudzie Śląskiej. A pompy w piwnicach ciągle napędzają liczniki zużycia energii elektrycznej.
Mogłoby się zdawać, że winy nie ponosi ani jeden ani drugi adresat skarg. Przecież parking przy Oświęcimskiej jest „sanktuaryjny”, może zatem jest sprawą jakiegoś cudu przenikanie wody ze zbiornika retencyjnego do piwnic domów? Może żarliwa modlitwa w Sanktuarium sprawę w równie cudowny sposób rozwiąże, skoro Urząd pomóc nie potrafi, a radny jakoś nie chce?
By każdy mógł sobie wyrobić własny pogląd na te „niedogodności”, opiszę teraz stan sprzed budowy autostrady. Miejsce, zajmowane teraz przez autostradowy parking i zbiornik retencyjny było niegdyś stawem. Lustro wody połyskiwało w słońcu, bo grunt jest tam nieprzepuszczalny. Przez teren obecnego parkingu „sanktuaryjnego” przebiegał rów, którym woda z okolic stawu płynęła niżej, zasilając ostatecznie zlewnię rzeki Kłodnicy. Pomiędzy tymi dwoma parkingami zaś, już przed II wojną niewielkie, piaskowe wyrobiska ludzie zasypywali popiołami z pieców, ziemią z wykopów, gruzem itp.
Budowniczowie autostrady zasypali staw, nie martwiąc się o napływającą z okolicy wzgórza Artura wodę. Na podwyższonym terenie zbudowali staw betonowy, gromadzący wodę z jezdni, ale najpewniej zbyt mały. Woda przelewa się więc na działki sąsiednie.
Budowniczowie parkingu „sanktuaryjnego” zasypali rów, teren dawniej mogący wodę wchłaniać podnieśli i zalali asfaltem. Dla wody ze wzgórza i przelewającej się ze zbiornika autostradowego pozostała jedna droga: przez dawne śmietniki i chaszcze na ulicę Oświęcimską i do piwnic mieszkańców.
Każda inwestycja budowlana obwarowana jest warunkiem: panujące stosunki wodne nie mogą ulec zmianie. Kto zatem zawinił? Siły nadprzyrodzone czy konkretni ludzie ?