Cała prawda o "razem"

27.10.10, 21:27
Miałem szczęście być tym, który zauważył nadchodzącą „okrągłość” datowania pierwszej wzmianki pisanej o moich ukochanych Kochłowicach. Doszedłem do wniosku, że dwa lata powinny wystarczyć na przygotowanie 650-tych, kochłowickich urodzin. Poznałem już wcześniej kilku młodych ludzi, którzy powołali do życia Stowarzyszenie Genius Loci. Przemek Noparlik, Marcin Jarząbek, Marcin Śmierz, Małgosia i Andrzej Wrożyna, Madzia Hadała, Edyta Gliwicka, Krzysiek Rduch i kilku innych. Z entuzjazmem przyjęli rolę głównego organizatora obchodów. Taki był początek. Do organizacji jubileuszu zaprosiliśmy kilka innych stowarzyszeń, oraz liczne grono ludzi, po prostu Kochłowice kochających. Oczywiście nie dysponowaliśmy środkami, które pozwoliłyby urządzić uroczystości huczne i pamiętne, ale ze zbioru drobnych, ale chyba wartościowych pomysłów udało się wybrać te, które na pewno jakąś korzyść naszej miejscowości i jej mieszkańcom przyniosą.
Zaczęliśmy od spisania wszelkich pomysłów, nawet najdziwniejszych, oraz po prostu marzeń. Kolejne spotkania przynosiły już precyzowanie kolejnych punktów tworzonego programu, oraz ich realizację. Określiliśmy czas kulminacji działań na przełom września i października. Od samego początku mieliśmy przy tym świadomość tego, że ten termin może się zbiegać z kampanią wyborczą do samorządu, dlatego postanowiliśmy: będą to imprezy organizowane przez ludzi, dla ludzi, wolne od przedwyborczej propagandy.
Łatwo nie było. Ale na kolejne spotkania zespołu organizacyjnego przybywało coraz więcej wspaniałych ludzi, jak np. Pani Urbiczek, która nawet gościła nas pysznymi ciastkami własnego wypieku we własnym mieszkaniu.
Realizację zaczęliśmy w maju, od rozdania mieszkańcom Kochłowic kilkuset sadzonek drzew. Kilka posadziliśmy uroczyście. Wtedy pojawił się przy nas radny Kuba Wyciślik, co skrzętnie odnotowały „Wiadomości Rudzkie”.
Podczas tej akcji udało mi się uświadomić jemu właśnie jeszcze jedną, ważną sprawę. 14 maja mijało bowiem 120 lat od chwili, kiedy w Kochłowicach przyszedł na świat potomek rodu rycerskiego, znany w całej Europie poliglota i sinolog, Jan Wypler. Kuba sprawił, że za sprawą Związku Górnośląskiego w naszym kościele odprawiono w jego intencji mszę. Mszę koncelebrowali nasz proboszcz Jerzy Lisczyk, oraz mój przyjaciel, Ojciec Profesor Wilibald Wypler. Potem nad grobem wielkiego kochłowiczanina, pomimo płaczącego deszczem nieba, odbyła się mała, ale piękna uroczystość. Później za sprawą Ruchu Autonomii Śląska do kochłowickich szkół, oraz bibliotek Śląskiej i Miejskiej trafiła jeszcze broszura – tłumaczenie pracy Jana Wyplera o rycerskich korzeniach jego rodu, do której napisałem wstęp, opracowałem całość komputerowo i przy wsparciu Ruchu Autonomii Śląska sfinansowałem jej nakład.
Tragedia, jaka rozegrała się pod Smoleńskiem, w połączeniu ze sprawą organizacji uroczystości upamiętniającej Jana Wyplera, skłoniły mnie też do pozyskania Związku Górnośląskiego dla sprawy upamiętnienia Krystyny Bochenek. Związek naprawdę się postarał – na skwerku mamy poświęcone jej głaz i krzew rododendronu. Jego piękne kwiaty są dla jej nieodżałowanej pamięci hołdem mieszkańców Kochłowic.
W szkole numer 21, dzięki przychylności Pani dyrektor, Stowarzyszenie OSP „Remiza” zorganizowało konkurs modelarski, na którym mieszkańcy mogli zobaczyć na przykład modele kochłowickiego kościoła w kilku wykonaniach. Opracowałem go jako kartonową wycinankę specjalnie na nasz jubileusz, mam też sygnały z wydawnictwa o tym, że dotarła już nawet za ocean … Kochłowice będą jeszcze bardziej znane!
W ramach jubileuszu, w połączeniu z Górnośląskimi Dniami Dziedzictwa mieliśmy możliwość zwiedzenia wielu ciekawych miejsc w Kochłowicach. Oprowadzali chętnych właśnie młodzi historycy ze Stowarzyszenia Genius Loci. Pomimo pewnych trudności, jakie spotkały Marcina Jarząbka ze strony dyrekcji kopalni, frekwencja przekroczyła najśmielsze marzenia. A takie „Dni” organizowane były w całej UE. Na zwiedzanie odrestaurowanego schronu bojowego przyjeżdżały nawet całe wycieczki np. z Borowej Wsi. Każdy mógł napić się kawy, zjeść pączka czy sznita z tustym. Prezes Rodzinnych Ogrodów Działkowych urządził też wieczorne „Pożegnanie lata” przy smacznym poczęstunku i występach Mariana Makuli, który oczywiście zrobił to z serca. Jadzia i Lucjan Wodarzowie chętnie opowiadali o swoim odkryciu, „postarzającym” Kochłowice o jakieś 400 lat.
Nie brakowało chwil ogromnych wzruszeń. Dzięki broszurce o rodzie Wyplerów udało mi się np. doprowadzić do spotkania Karola Wyplera z kuzynem, a nie widzieli się 50 lat! Zyskaliśmy też przychylność wielu ludzi, czy cenne kontakty z mieszkańcami, pamiętającymi tragiczne wydarzenia ze stycznia 1945 roku.
Z pewnością dla mieszkańców radosnym był festyn na stadionie „Uranii”. Jego organizacja nie byłaby chyba możliwą bez Ani Nawrot ze Stowarzyszenia Pro Ethica. Pomogła zdobyć fundusze w ramach programu „Młodzież w działaniu”. O ile bowiem jako organizatorzy robiliśmy wszystko po prostu z serca, pewne rzeczy wymagały finansowania. Tuż przed festynem, dwaj radni poinformowali nas, że ufundowali rower. Chcieli, by został wręczony biednemu dziecku. Czy mieliśmy takie wskazać w tłumie za sceny? Dlatego rower stał się nagrodą w konkursie wiedzy o Kochłowicach. Fakt ufundowania roweru stał się potem „gwoździem programu” w artykule Wiadomości Rudzkich.
Szacunek do adresatów imprez, oraz do legalnie urzędującej władzy sprawiły, że o honorowy patronat zwróciliśmy się m.in. do Prezydenta naszego miasta. Długa jest też lista instytucji, które nam bardzo pomogły (przeczytajcie na www.kochlowice650.pl). Dużo zawdzięczamy sponsorom takim, jak np. Piekarnia Poloczek. Janek Baron pomógł zawiesić na swoim domu baner, informujący ludzi o zacnym jubileuszu Kochłowic, zakupiony z funduszy stowarzyszenia Genius Loci.
Całe obchody były sporym sukcesem. Nawet na tyle, że były w Internecie złośliwie komentowane przez ludzi zazdrosnych (np. „żarcie tylko dla VIP-ów”, „Orzegów jest starszy”). Osobiście wierzyłem w powodzenie przedsięwzięcia, bo mieszkańców Kochłowic, ich przywiązanie do chlubnej historii, zdolność do pracy dla dobra miejscowości dobrze znam, bo tutaj tkwią moje korzenie. Bo ludzie mają się na czym wzorować – przecież Ludwik Tunkel pokazał już sto lat temu, ile potrafią zdziałać razem, prowadzeni przez kogoś, kto Kochłowice po prostu kocha jak oni. Dlatego też podarowałem mieszkańcom cały nakład (1000 sztuk) mojej książeczki o jego życiu, dokonaniach i tragicznym wręcz zakończeniu działalności.
Godząc się z zakończeniem obchodów z pewnym żalem skonstatowaliśmy, że kolejnej „okrągłej” rocznicy w komplecie raczej już nie dożyjemy. Ale udało nam się chyba zasiać ziarno, które dobry plon przyniesie. Niestety, do zasiewu na siłę wpychają się chwasty. Jeden z nich wykiełkował, obficie podlany przez kogoś, kto chce zbić na deprecjonowaniu naszego działania polityczny kapitał przed wyborami. Oto na łamach „Prawdy o Rudzie Śląskiej” jakiś podobno autentyczny mietlorz KP, objawił nam „całą prawdę” o obchodach. Że niby te imprezy były wyklęczane przez Genius Loci przed prezydentem. A fe! Sugerowane dopalacze może sobie oczywiście kupić. Może wtedy zauważy, że Kochłowice to nie dziura, że z nich powstało pół Rudy Śląskiej. My swoje robimy dalej. Razem.
Pełna wersja