jankolodziej
07.11.10, 21:56
Gadanie o dworcu jest już nudne. Chcąc tamto rozmydlić, rzucam taki tekst:
Kiedy w amerykańskich filmach oglądamy ślub, w pamięć zapada szczególnie sens pewnej formułki, brzmiącej jakoś tak: „Jeżeli komuś wiadomo o czymś, co zawarcie tego związku uniemożliwia – niech wyjawi to teraz lub zamilknie na zawsze”. Nadchodzące wybory mają w efekcie przynieść związek mieszkańców z wybranymi, w dużym stopniu przypominającym ślub. Dlatego uważam, że teraz jest dobra pora na wyjaśnienie wielu wątpliwości, żeby później „nie było zdziwienia”.
Zaznaczam że moje uwagi, siłą rzeczy będą nacechowane odczuciami subiektywnymi. Po obejrzeniu kilku stron kandydatów odniosłem bowiem nieodparte wrażenie, że jestem w supermarkecie znanej wszystkim sieci. Reklamy produktów różnych dostawców w każdym ze sklepów są te same, czasem wydają się być pisanymi jakby przez kalkę.
Na wyborczą stronę SLD spuszczę zasłonę milczenia, jako że niektórzy kandydaci (konkretnego z litości nie wymienię) przypisują sobie nawet cudze zasługi, dla potrzeb kampanii zresztą nawet wyolbrzymione. Nawiasem mówiąc, często pozują do zdjęć z obecnym prezydentem, wychwalają go, a na forum GW pod pseudonimami wieszają na nim psy. Dlaczego przyssali się teraz do SLD?
Program Pani „skrzywdzonej” to jakieś takie wodolejstwo. Jest za nowymi miejscami pracy, oświatą, placami zabaw, tanim budownictwem i współpracą z dużymi zakładami dla rozwoju miasta, cokolwiek to oznacza. Nie chce likwidować kopalń, zaciągać długów i niszczyć zabytków. Proponuje działania dla ochrony rzek, ziemi, zieleni i powietrza, wybudować spalarnię. Dotychczasową współpracę z górnictwem uważa chyba za głupią, skoro teraz proponuje mądrą (?). Brakuje jedynie opieki nad inwalidami, wdowami i sierotami, bo na tym się „przejechała”. Pytanie brzmi: z czego zamierza swoje wizje sfinansować? Czy owo tanie budownictwo oznacza jakieś nowoczesne szałasy? Czy jej słynna już „współpraca” z Państwem Piaseckimi wystawia jej certyfikat mądrości?
Najbardziej zdziwił mnie jednak kandydat od esemesowej erekcji. Program pominę, bo niewiele różni się od programu obecnego prezydenta, PiS takie „medialne” rzeczy chętnie podłapuje, nie precyzując źródeł ich finansowania. Ale w tym wypadku doszło pewne „ubarwienie”: kandydat, bazując na negatywnym odbiorze lichych konsultacji WR, prowadzonych w sprawie budowy basenów, obiecuje utworzenie przy prezydencie „Rady Konsultacyjnej”. Co to oznacza? Oficjalnie ma to zapewnić wpływ szarego mieszkańca na prezydenckie decyzje. Nieodparcie nachodzi mnie refleksja, że to jednak chęć zapewnienia sobie alibi w przypadku decyzji niepopularnych, które jednak prezydent podejmować czasem musi. Załóżmy, że chodzi przykładowo o spalarnię. Mieszkańcy „Karmańskiego” będą przeciwni, reszta miasta będzie popierała (to założenie, ilustracja przykładu). Z kogo będzie się składała owa Rada w tym przypadku? Z tych „za” czy z tych „przeciw”? Jak ją wyłoni? Rozpisze wybory? To sprzeczne ze Statutem miasta, który przewiduje w tak ważnych sprawach referendum. Odpowiedzialność też jest jednoosobowa, spoczywa właśnie na prezydencie. Żadna, nieformalna rada błędnej decyzji nie usprawiedliwi. A wybrani w wyborach radni, którym prawo nadaje rangę nie tylko doradców prezydenta, przedstawicieli społeczeństwa, to kto? Maszynka do zaklepywania decyzji, rodzaj kasownika biletowego? Jeżeli kandydat nie czuje się na tyle mocnym, by stanąć oko w oko z trudnymi decyzjami, to dlaczego do wyborów startuje?
Ruch Autonomii Śląska od początku głosi konieczność pełnego obniżenia stopnia decyzyjnego do poziomu regionów. Nie inaczej jest w przypadku naszego miasta. Kiedy łączono w nie dawne miejscowości obiecano, że zachowają jako dzielnice równe prawa. Teraz miejski Statut mówi, ze są to dzielnice jedynie „zwyczajowe”. Obowiązujący porządek prawny zakłada, że to radni ze wszystkich dzielnic stanowią szczebel władzy. Każdy z nich może sobie jednak utworzyć w dzielnicy kolegialne ciało doradcze – tak chcą uczynić kandydaci RAŚ. Jest to zgodne z prawem, częściowo wzorowane na ustawie „warszawskiej”, gdzie dzielnice i ich rady mają osobowość prawną. To bliższe istocie demokracji, niż powoływanie konkurencyjnej dla RM, dziwnej „Rady Konsultacyjnej”, której zdanie w świetle aktualnego prawa znaczyć raczej nic nie może.
Lider Pis-u (i nie tylko on zresztą), obserwując działania RAŚ i podobnych, ostatnio chętnie mówi o oddawaniu władzy regionom. Oczywiście mowa o oddawaniu bez dochodów budżetowych, co potwierdził dziś, dalej bajdurząc o rozwoju „zrównoważonym”, w którym Śląsk w dalszym ciągu będzie dawcą, dopóki tylko będzie co dawać.
Niektórym na forum nie w smak idee autonomistów, zarzucają zatem jedynie chęć dorwania się do koryta. To oczywiście spojrzenie wręcz rozpaczliwe. Bo RAŚ za główny cel stawia sobie to, by koryto z zawartością pozostało własnością mieszkańców regionu. Potem mogą sobie tworzyć partie i frakcje. Dla zasiadania w prawdziwym, Śląskim Sejmie, a nie w szpyrkowym kabarecie z biało-czerwonymi krzesełkami.