czytodobrze
30.11.10, 22:56
Już wybory rozpoczęte - Któż zostanie prezydentem?
Lis spryciarzem był bezsprzecznie, więc o głos poprosił grzecznie,
Wszedł na pień i w słowach kilku, tak powiedział:
- Zacny wilku, i wy, wszyscy tu zebrani, tak przeze mnie szanowani,
Albo mówiąc wprost - zwierzęta! Macie wybrać prezydenta.
Czyż jest ktoś, kto nie pamięta zasług lisa Witalisa? W pięciu tomach ich nie spisać!
Jestem waszym dobrodziejem, a sam nie śpię, a sam nie jem,
Tylko myślę dniem i nocą, jak zwierzętom przyjść z pomocą...
Mruknął niedźwiedź do sąsiada: - Co tu gadać - dobrze gada!
Szepnął borsuk: - Jaka swada, jaka dykcja i wymowa, to przynajmniej tęga głowa!
A tymczasem lis po chwili ciągnął dalej: - Moi mili, nie namawiam, ale radzę:
Jeśli dziś otrzymam władzę, daję słowo, że zasadzę w ciągu pięciu dni na piasku
drzewa mego wynalazku. już nie szyszki, nie żołędzie, ale rosnąć na nich będzie
Schab wędzony i pieczony, boczki, szynki, salcesony, mortadela i serdelki,
Mięs przeróżnych wybór wielki, nawet prosię w galarecie, jeśli tylko zapragniecie.
Wszystkim oczy aż zabłysły: - Lis niezgorsze ma pomysły, Niech zostanie prezydentem!
- Czy przyjęte? - Tak! Przyjęte! Niedźwiedź objął go za szyję i zawołał: - Niech nam żyje!
Po wyborach zgodnie z prawem Lis od wilka wziął buławę
I do domu cztery kozły z wielką pompą go zawiozły.
Już nazajutrz na polanie zaczął lis urzędowanie, kazał podać sobie korę,
Wziął do garści pióro spore i ustawę za ustawą jął wydawać z wielką wprawą:
Zarządzamy, by zwierzęta do użytku prezydenta
Oddawały, prócz okupu, czwartą część swojego łupu.
Żeby każdy ptak od maja aż do maja wszystkie jaja
Niósł dla lisa Witalisa, który żółtka z nich wysysa.
Żeby kury i kurczęta same szły do prezydenta
I prosiły, by na rożnie raczył upiec je ostrożnie.
Nie pamiętam już, niestety, jakie prawa i dekrety
Wydał jeszcze lis ponadto, lecz zwierzęcy cały świat to,
Pełen lęku i poddania, wykonywał bez szemrania.
Upływały dni, tygodnie... Lis Witalis żył wygodnie, łupił wszystkich, jak się dało,
I korzyści miał niemało. Przed siedzibą jego zawsze dwa niedźwiedzie co najżwawsze
Stały sprawnie i wzorowo pełniąc wartę honorową.
Stały też jelenie cztery, by go wozić na spacery.
Nikt spokoju nie miał w lesie: ten usłuży, tamten poda, ten przyniesie, ten odniesie,
Nawet borsuk - wojewoda, choć to bardzo dumna sztuka, był u lisa za hajduka,
Więc złościło to borsuka.
Jadł Witalis za dwudziestu i zwierzęta bez protestu
Napychały mu spiżarnię, chociaż same jadły marnie.
Nigdy nie chciał z nikim gadać, ani nawet odpowiadać
Na pytania, na podania i nie dawał posłuchania.
Siedział dumny niczym basza, jadł i mówił: - Sprawa wasza dobrze dbać o mój żołądek.
Taki musi być porządek! Jam prezydent, czyli władza, a jak komu nie dogadza,
Niech zabiera się i zmiata, jeśli nie chce wąchać bata!
Gdy już wreszcie lisi nierząd klęską spadł na życie zwierząt, Wilk cichaczem, bez hałasu,
Zwołał wielki wiec do lasu I gdy wszyscy się zebrali, rzekł: - Nie może być tak dalej!
Padły słowa: Racja! Brawo! Lis Witalis gwałci prawo! Zniszczył wszystkich nas ze szczętem!
Precz! Precz z takim prezydentem! I uchwalił wiec zwierzęcy, że nie ścierpi tego więcej,
że lis broił co niemiara, więc go musi spotkać kara.
Wszelkie podobieństwo do zdarzeń i osób nieprzypadkowe.