kapioh1
06.12.10, 20:17
Politikal Fikszon- Upadek by K.A. Piącha
Odleżyna patrzał otępiale na swoją ulubioną zabawkę. Malutki model odpustowej karuzeli pstrzył się obleśnymi kolorami chińskiego tworzywa. Andy używał karuzelki z lubością, sadzając na niej plastikowe ludziki. Potem kręcił tandetnym mechanizmem- wijuuuuu- u- u- u- u ! Piszczały niedopasowane, plastikowe elementy i mrugały fioletowe diody. Po pewnym czasie ludzik spadał. „Żesz kuu... jebana, ja pierdoolę, kuu...a !!”- cieszył się Odleżyna, niczym niezbyt rozgarnięty gimnazjalista ze strzelenia gola podczas lekcji wuefu, gdzie zazwyczaj grano o tzw. „złote badki”. Odleżyna kręcił zabawką podejmując rozliczne decyzje kadrowe, uzasadniane pseudo- teologicznymi bździnami o walce dobra ze złem. Wtedy plastikowy ludzik na chwilę zyskiwał prawdziwą osobowość. Raz przypominał Andiemu Dżordża Szczerbatka, a raz Penę Pawlik, dyrektorów od kultury. Był czas, gdy na karuzelce Odleżyna widział Majka Polubinasa z lokalnego muzeum. Kiedy ludzik szybował w zadymionej przestrzeni gabinetu Odleżyna walił „ku...mi” niczym ruska katiusza i rechotał. Na karuzelce kręcili się też polityczni wrogowie, dawniej przyjaciele, z którymi Odleżynę łączyły rozliczne porozumienia i umowy. Papiery te zdobiły hak, wystający z glazurowanej ściany osobistej toalety Odleżyny. Andy używał pism w celach intymnych, trąc zadek podpisami politycznych adwersarzy, a to Lwa Rasiny, a to Zbynka Dobrzedalskiego, który przez pewien czas wracał do łask, niczym kultowy bumerang, aby nagle wylecieć z orbity bezpowrotnie. Odleżyna, człowiek zabobonny, święcie wierzył we wszystkie te wschodnie pierdoły typu szeng- fuj i inne przesądy, dlatego prowadził dokładny rejestr tych, którzy spadli z karuzelki. Lista, jakiś czas temu zatrzymała się na pozycji nr 304. Odleżyna przypomniał sobie jak usadzony na zabawce ludzik stał na chwilę Bożeną Bredzic, nadworną specjalistką od kochania ludu i spełniania jego kiełbasiano- piwnych życzeń. Bredzic niczym Odleżyna kolekcjonowała plastikowe puchary i pstrokate dyplomy, wyplute przez tandetne kserokopiarki wazeliniarskich instytucji. Andy kibicował Bredzic dotąd, aż nie zdał sobie sprawy z tego, że jej kolekcja Dowodów Uwielbienia Gawiedzi (DUG) jest większa. Wtedy to właśnie Bredzic stała się numerem 304 usadzonym na plastikowej zabawce. Wijuuuuu- u- u- u- u- u- zapiszczała karuzelka a Odleżyna zaciągnął się smrodlawym papierochem. Wydmuchiwał dym na plastikową figurkę nr 304 i czekał aż spadnie. „I ch... !!!”- wrzasnął Odleżyna gdy ludzik symbolizujący Bożenę Bredzic walnął o bumerang zawieszony na ścianie. Odleżyna opadł na skórzany fotel i plasnął gustownie zadem o obicie. „SRASK”- rozległo się w gabinecie. „Widzisz Bobo, tak się ku..., ja pie..., rządzi !”- huknął Odleżyna do wiernego zastępcy. Czas zbliżających się wyborów przerwał zabawy Odleżyny, a karuzelka pokryła się warstwą kurzu. Do dnia, gdy w reanimację tracącego grunt pod nogami Andiego włączył się Profesor Luzak. Po powrocie z targu Odleżyna zapragnął osobiście podziękować Luzakowi poprzez wspólną konsumpcję kartoflanych placków. Gdy sekretarka wnosiła śmierdzące przechodzonym dieslem specjały a Andy wracał z kibla, gdzie powiesił kolejną polityczną umowę, Profesor Luzak zasiadł przy jego biurku. Zainteresowała go tandetna zabaweczka. Usadził na karuzeli ludzika i huknął do Odleżyny po przyjacielsku- „Fajnie by było, jakbyś mógł się tu pokręcić, co nie ?”. Andy zbladł. „Co, sraczka przed wyborami, he he ?”- zaśmiał się Luzak dobrodusznie. „No wyobraź sobie, że to TY się kręcisz”- nie ustępował Luzak i wprawił zabawkę w ruch. Wijuuuuu- u- u- u- u- u- u- u- u- u- piszczał mechanizm niczym wiertarka u dentysty, aż Odleżyna poczuł ból zębów. „Kurwaa- a- a- a”- Andy rzucił się z wrzaskiem na karuzelę lecz było za późno. Ludzik poszybował przez gabinet i wpadł do zapełnionej śmierdzącymi petami popielniczki- „Puch !!”. „No, Andy spadłeś, ale miękko wylądowałeś... ih... ih... ha ha !!”- rżał Profesor, nie pojmując powagi sytuacji. Andy spojrzał na listę. Kolejny był numer....... 3 0 5 !!.
Andiemu Odleżynie do upojnego sukcesu zabrakło niewiele, tylko khe, khe............. no właśnie, głosów.
Wszelkie podobieństwo osób i sytuacji do rzeczywistych jest absolutnie przypadkowe.