kapioh1
30.12.10, 21:35
Politikal Fikszon- Bajeczna Delyra Śnieżka by K.A. Piącha
Andy Odleżyna pierwszy raz od lat upoił się klęską tak totalnie, że widok przed oczyma falował mu i drgał. Siedział wbity w fotel pośrodku wielkiej sali i czuł się jak zwykły bezRadny. „Co- o- o ro- o- bią ku... tam, ku... tamci na moim TRONIE !”- wrzasnął Odleżyna, aż siedzący obok Mirosław Łania przywalił mu tzw. łosia w czoło. „Plask”- rozległo się klaśnięcie Łani o front Odleżyny i wszyscy nagle zaczęli klaskać. Tron i fotele obok zaczęły Andiemu falować i się wyginać, wyginać... teraz Andy widział przed sobą gigantyczne zwierciadło, utrzymane w Disneyowskiej konwencji kontrolowanego kiczu. Andy patrząc w lustro zapytał głupawo- „O żesz ku..., powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy i najważniejszy w ku... mieście, khrrrrrr, uh uh ?” Nagle w zwierciadle zamajaczyła twarz przypominająca wyborczego komisarza, cedzącego przez zęby „Bożena Brrredzic, patałachu !”. „Przecież ją ku... wyrzuciłem !”- wrzasnął Odleżyna, przypominając sobie jak Bobo Sałatka niczym bajkowy gajowy, ubrany w przykrótkie bawarskie porcięta wyprowadzał Bredzic przed jego zamczysko, przypominające kloca otulonego styropianem w kolorze uryny. Wkrótce Bobo rzucił mu na biurko jakiś kawał mięcha. „Chyba ku... śnię”- Odleżynę zalał zimny pot. Spojrzał w zwierciadło i wymamrotał, że Bredzic nie żyje, śmierć polityczna i inne takie. Zwierciadło odezwało się kwestią zerżniętą z Disneyowskiego klasyka- „Bredzic żyje, piękna jak bogini, a ty w gabinecie trzymasz serce świni, ua ha ha....”. Przed oczyma Odleżyny zamajaczyły dziwnie znajome krasnale, odprawiające wokół niego jakiś taneczny rytuał. Wśród gałązek kwitnącego bzu wyraźnie widział twarz Zefla Otmęta w kretyńskiej czapeczce, obok pląsał szczerząc zębiska Zbynek Dobrzedalski i ten, którego twarz od zawsze kojarzyła się Odleżynie z facjatą krasnala- Greg Dobbieszofski. Czapki znajomych krasnali wirowały coraz szybciej i szybciej a oni rośli i rośli. Gdzieś wśród nich pląsał niezgrabnie, wywracając się co chwilę Gapcio o twarzy nadwornego architekta Mateusza Kosztownego. Kosztowny wlepiał w Odleżynę zagubione, błagalne spojrzenie zbitego psa i coś wykrzykiwał. Andy składał z trudem jego słowa- „Przecież ..e.. opodatkowałem.. e.. się.. leśnym runeeem, na to byś był, o najpiękniejszy, królem.. e.. miasta !! To nie ta bajkaaaaa !!” Lecz oprócz Andiego nikt go nie słuchał. Nagle Gapciowi- Kosztownemu ktoś podstawił nogę i ten pierdyknął o glancowane płytki rodem z drogich sraczy, tratowany przez rozradowane towarzycho. „A gdzie ta wasza Śnieżka, ja pie..., ku...”- zarechotał Odleżyna. Śmiech jednak zamarł mu na ustach. Tak, w środku stała Bredzic w jakimś dziwnym stroju a obok blondyn ze złotym łańcuchem na szyi. „Żesz ku... Prync jego mać”- wysapał Andy. Blondyn miał twarz Yara Wesołka i spoglądał na Odleżynę tak, jakby Disneyowska baja dobiegała końca. Już tylko grzmot i lot w przepaść. „Prrrut- bum- bum”- huknęło obok, lecz to nie grzmot a wspomnienie grochówki. Sąsiad Odleżyny uśmiechnął się głupawo, taki bezRadny. Tego było już za wiele. Andy zdjął ekstremalnie drogiego buta i cisnął nim z całej siły celując w falującą taflę lustra. But leciał a Odleżyna wyczekiwał przebudzenia, tego znajomego odgłosu tłuczonego szkła. Niestety Wesołek nie chciał zniknąć. Jego twarz wyrażała wyczekiwane od lat spełnienie. Twarz Yara przybliżyła się do Odleżyny, który usłyszał cedzone przez zęby słowa „HEPI NJU JER życzy ŚNIEŻKA”......
Wszelkie podobieństwo osób i sytuacji do rzeczywistych jest absolutnie przypadkowe. Krasnoludki w rzeczywistości nie istnieją. Ani gadające zwierciadła.