hynio59
06.02.13, 22:19
Stoję sobie na przystanku obok UM i widzę jak podjechał gościu lejmuzyną. Załadował do tasieczki kilka buteleczek winka i poszedł... no gdzie? Tak jest, macie rację, do UM. Sprzedał (bo przyszedł z pustą tasieczką, do UM szedł przegięty, bo jabole ważą) ów towar i przyszedł z ochroniarzem (napis na ubiorze) pokopał w bagarzniczku, załadował torbę w asyście strażnika i znów poniósł tasieczkę z buteleczkami. Zastanawiam się nad kilkoma sprawami? Czy to nie melina na kółkach? Czy może to pijaństwo w pracy, co na to kodeks? A może to tylko początek handelku, bo w bagażniczku były i inne torebeczki. Zastanawiam się nad tymi wynalazkami zwanymi dopalaczami, czy to nie to? No nie wiem co o tym myśleć!? A wy co na to?
Rozważam tylko, nie oskarżam.