luveroz
01.05.07, 22:27
Majówka z rodziną....
Może troche stare, ale że tak powiem jare wydanie RN z 19 kwietnia br. A
dlaczego jary? Autor/ka/rzy gorąco poleca wypad do pobocznego województwa na
długo oczekiwaną majówkę na 99 wież i wierzyczek, czyli do wspaniałego
architektonicznie i malowniczo położonego, bajkowego postniemieckiego
komplexu pałacowo - parkowego w Mosznej między Krapkowicami, Prudnikiem a
Kędzierzynem-Koźlem, który obecnie służy jako lecznica dla nerwowych. Po
przeczytaniu zachęty podjęliśmy decyzję: wlewamy w bak w naszym VW do full'a
i jazda na wyprawę. Droga prosta, widoki bajkowe - jest super. Po po ominęciu
tablicy z napisem "Moszna" (84km) spotkaliśmy się z miejscem gdzie czas się
zatrzymał w około 1979 roku. Stara po PRLwska knajpa i kilka domów (w tym
kilka odwalonych na pic willi). Klimat jest. O! znalazł się i parking płatny
niestrzeżony - 4 zeta. Oki lepsze to niż potem ma mi jakiś bamber wybić szybę
w oknie za to że nie stanąłem na jego polu pod jego opieką. Nie ryzykujemy i
parkujemy. po godzinie zjeżdżają się inne śmietanki rodzinne z różnych
regionów dolnego śląska rządne przyjemnego spędzenia majówki i zaczyna dziać
się młyn. Po przejściu zapyziałej wiochy z rozlatującymi się płotami i
zarośniętego dzikiego lasu z asfaltem kłądzionym chyba za Gierka przed
naszymi oczami staje piękny zestaw pałacowo-parkowy. Przebijając się przez
tłumy turystów, pomiędzy polami widzenia obiektywów telefonów komórkowych i
aparatów cyfrowych dostajemy się na niewielkie skrzyżowanie. W lewo -
stadnina (5 zeta od osoby) w prawo pałac (5 zeta od osoby). Brama na oścież
otwarta - ludzie przełażą, mało kto zatrzymuje się koło pana z przenośnym
sejfem i plikiem karteczek. Nieco później bramę przymknięto aby ograniczyć
przepustowość spryciarzy. Uczciwie płacimy i idziemy zobaczyć pałac od
środka. Zwiedzanie z przewodnikiem - montować trza grupę 10 osób - 10 zeta od
osoby albo 20- w każdym razie tylko 0 widziałem dokładnie. Aż dziw że tylko
jedno tam było. Zastanowienie i rezygnacja. Po zwiedzeniu kawiarni (bo tylko
to jest do zwiedzania za free w pałacu, nie wliczając wyżywienia) przeszliśmy
tyłem zamku do parku. Naszym oczom pojawił się piękna panorwma zamku na tle
niebieskiego nieba, przed którym jak mróki przedzierali się inni gapie a
między nimi miotały się białe panny młode i ich fotografowie starający się
usilnie zagwarantować wspomnienie tego jednego dnia na tle zamku i tłumu
szamotającego się ludu.. no cóż, od ludu jest Photoshop. Dobra dalej. Idziemy
do parku. "Spacerując w zaciszu" tłumu ludzi po południowych alejkach a
raczej alejce jedynej zadbanej (bo przy pobocznych raczej lasek na zadbany
nie wyglądał) przeszliśmy do pomnika właściciela i architekta. Pomnika?
raczej tego co z niego zostało, gdyż postać architekta zrobioną z brązu
zamienili złomiarze na 40 litrów 40%wki - w latach 50tych. hehe. Skąś to
znam. Kupa śmiechu. W tył zwrot i powrót przez cały kilometr alejki spowrotem
w kierunku zamku - nadal przedzeirając się przez tłumy opolaków i
wrocławiaków. Po drugiej stronie zamku oranżeria- niedostępna i jak zaglądnąć
przez szyby - nie odwiedzana nawet przez obecnyhc administratoró przez około
20 lat. Obok oranżerii kawiarenka zewnętrzna, przyległa do tej samej, którą
zwiedzaliśmy we wnętrzu. Brakuje jej tylko szyldu "Kawiarnia Na Gównie
Kuracjuszy", a to z powodu ulokowania stolików. Za kawiarnią znajdowała się
znajoma lekko przymknięta brama wejściowa. O wejściu w stajnie a co dopiero
zakosztowaniu nauki jazdy konnej nawet nie przyszło mi na myśl ze strachu o
portfel (jako że powyższe ceny musieliśmy liczyć x4 z wyjątkiem paliwa).
Wracając do auta nietrudno było zauważyć w jakich warunkach chowane były
miejscowe piękne koniki. Sad pałacowy zadziczony, sławne rododendrony chylą
się ku starości i już się przerzedzają, słynnych azalii już tylko kilka
sztuk. Pałac oczywiście bajkowy i bardzo ciekawy aczkolwiek wymagający
renowacji. Ciekawe tylko czy za skorzystanie z WC trzeba także wnieść opłatę
w wysokości 5 - 10 zeta.