nie mylić.....!

31.03.08, 15:36
...z innym facetem też politykiem i o tym samym nazwisku:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5073425.html
Zatem lewizna nie zna granic ale w tym przypadku mamy do czynienia z "lewym człowiekiem prawicy"!(oczywiście w nawiązaniu do Borowskiego, który szczyci się być "prawym człowiekiem lewicy")
    • jozefosmenda Re: nie mylić.....! 31.03.08, 23:03
      I co?
      Zatkało kakao!
    • grzegorz1948 Re: a kiedy "ptaszki" Peter Vogel/nomen omen/ ... 31.03.08, 23:04
      i Dochnal zaczna spiwac to Lewica bedzie w klatce.
      A tak z innej strony .Joziczku bedziesz sie musial teraz okreslic
      czy bedziesz za rodzinna Lewusem czy tez demokrata?Podoba mi sie ta
      zagrywka Olejniczaka bo odkryla zwiazki demokratow z lewusami
      zawarte w Magdalence.
    • grzegorz1948 Re: nie mylić.....! 01.04.08, 00:46
      Widzisz Jozek on musi zwrocic pieniadze a kiedy lewusy zwroca.
      Chodzi tu o pieniadze ze skladek PZPR i tzw "moskiewskiej pozyczki".
      Jakos dziwnym trafem po przemianach w Polsce 1989/90 lewizna polska
      (zreszta Nrd, Rumunia, itd) miala pieniadze zeby sie
      ukapitalizmic/fajny zwrot nie!)pokupic zaklady pracy,sklepy itd.Moze
      tez ktos w koncu pokaze liste jak zostaly podzielone pieniadze PZPR
      a moze ktos pojdzie jeszcze dalej i pokaze kto zwinal pieniadze
      SOLIDARNOSCI w czasie stanu wojennego bo co wiem to SB pierwsze co
      zrobili to ukradli pieniadze i potem one juz nie zostaly nigdzie
      wykazane.Ale wy przeciez macie wszyscy "biale westy" nie!!!!!!!
      • w336 Re: nie mylić.....! 01.04.08, 10:59
        Baron Karol Marks powiedział, że o pieniądzu napisano więcej książek
        niż o miłości. Nie sprawdzałem tego, ale problematyka jest
        rzeczywiście ogromna.

        Ja chciałem napisać o dużej forsie, dużych przekrętach i dużej
        korupcji w Polsce. Jest to zupełnie niewykonalne działanie. Tylko
        nędzarze, tacy jak ja, mają jedno konto w jednym banku, które wpływa
        ich emerytura i koniec! I szlus!

        Operacje dokonywane na dużej forsie są ogromnie skomplikowane, zaś
        operacje polegające na kantach przyrównać można tylko do krzywej
        peano, czyli teoretycznej krzywej przebiegającej przez każdy punkt
        kwadratu. W tej sytuacji mój artykuł będzie z konieczności stanowił
        zbiór oderwanych doniesień o tym, co nam wynaleźli Fenicjanie w
        formie pytań i (niepełnych) odpowiedzi.

        Za czyje pieniądze aparatczycy PZPR-u zbudowali swoje fortuny?
        Pytanie pozornie truistyczne! Przecież wiadomo, że nasze pieniądze
        wyprowadzane były na długo przed Magdalenką ze skarbu państwa na
        prywatne konta, głównie w Szwajcarii i częściowo w „rajach
        podatkowych". No ale żeby tak forsę Watykanu i USA, a dokładnie CIA?

        Nie wierzycie?

        No to posłuchajcie!

        Dawid Yallop pisze: "polski papież dał błogosławieństwo
        przedsięwzięciu, dzięki któremu polska Solidarność miała otrzymać
        tajnymi kanałami 200 milionów dolarów". Tak wyglądało doniesienie
        sprzed lat. Dzisiaj już wiadomo, że Watykan dał „tylko" 120 milionów
        a resztę CIA. W artykule redakcyjnym International Currency Review
        pan Krzyś Story nazywa tę sprawę "jedną z największych czarnych
        dziur".

        A dlaczego?

        A dlatego, że te pieniądze zostały wyasygnowane i znikły.
        Solidarność ich nigdy nie otrzymała. Ani w Watykanie, ani w
        Waszyngtonie nie można o tym porozmawiać, bo nikt o tym nie słyszał.

        Według "Wprost": CIA i bank watykański utworzyły tajny fundusz (tzw.
        Czarną Kasę — A.S.P) w wysokości 200 mln dolarów, mający wesprzeć
        Solidarność. W 1983 r. CIA dysponowała „czarną kasą" przeznaczoną na
        finansowanie „nielegalnych, tajnych operacji — bez zadawania pytań".
        Za tę działalność CIA odpowiadał Richard Brenneke. Przerzucał
        sekretne fundusze do szwajcarskich banków (na przykład Credit Suisse
        w Genewie) a potem wyciągał z nich pieniądze, by — przez
        skomplikowany system SZESNASTU TRANSFERÓW PO CAŁYM ŚWIECIE, ŁĄCZNIE
        Z AMERYKĄ POŁUDNIOWĄ — uniemożliwić odkrycie, skąd pochodzą. Mając
        poparcie szefa CIA Williama Caseya, Brenneke zaczął wykorzystywać
        bank watykański do prania pieniędzy. To Casey poznał Richarda
        Brenneke z szefem banku, biskupem Paulem Marcinkusem. — Bywały takie
        dni, że prało się nawet 400 mln dolarów — wspomina Brenneke.

        No, ale nas interesuje tylko tych marne dwieście milionów. Wiadomo,
        że w kwietniową noc 1983 r. Nuncjusz Nadzwyczajny (czytaj: facet do
        tajnych poleceń) Arcybiskup Luigi Poggi przyjechał do Pałacu
        Apostolskiego na spotkanie z osobistym sekretarzem papieża prałatem
        Stanisławem Dziwiszem oraz biskupem Paulem Marcinkusem. Poggi
        powiedział im, że kończący misję w Polsce ambasador USA Francis J.
        Meehan zapoznał go z planami przekazania przez administrację Reagana
        200 mln dolarów na rzecz Solidarności. O planach Reagana wiedział
        też Mossad a skąd — to osobna, ale też sensacyjna historia — o tym
        za chwilę. Wracając do rzeczy, teraz już nie wiemy czy w sumie to
        było dwieście, czy trzysta dwadzieścia milionów, ale co tam się
        kłócić o te kilkadziesiąt milionów. Ważne, że ta suma gdzieś
        wyparowała.

        No więc jeśli ani w Watykanie, ani w Waszyngtonie nikt nie wie gdzie
        się podziały ICH WŁASNE pieniądze, to szukajmy dalej. Na pewno
        mógłby o tym poinformować pan Robert Maxwell, gdyby żył, no ale się
        utopił i już nic nie powie, jednak my w dalszym tekście coś o nim
        powiemy, oczywiście same dobre rzeczy, bo o topielcu inaczej nie
        można. Drugim człowiekiem, który też mógłby coś powiedzieć jest
        absolwent szkoły oficerskiej w Riazaniu pan Wojciech J. mieszkający
        ciągle jeszcze w Warszawie.

        Dawno, dawno temu, w roku 1923 r. urodził się Jan Ludwik Hoch. To
        miłe wydarzenie miało miejsce w typowo ortodoksyjnej, hasydzkiej
        rodzinie zamieszkałej w Czechosłowacji. W 1939 r., kiedy to Hitler
        zajmował Czechosłowację, w rodzinie Żydów Hoch doszło do rozłamu
        religijnego. Cała rodzina, z wyjątkiem Jasia, uważała, że naziści
        nic złego im zrobić nie mogą, no bo jeśli nawet ich zakatrupią, to
        przecież, to oznacza szybką drogę do nieba, gdzie Jahwe już na nich
        z utęsknieniem czeka. W wyniku tego rozumowania cała rodzina
        pozostała na miejscu i w niedługim czasie udała się do Jahwe przez
        komin niemieckiego krematorium. Jasio, jako jedyny niedowiarek,
        uciekł z Czechosłowacji i osiadł w Wielkiej Brytanii. Po wojnie i
        zmianie nazwiska na Robert Maxwell, przejął, za pieniądze gminy
        wyznaniowej żydowskiej Londynu, kontrolny pakiet wydawnictwa
        Pergamon Press, które zaczęło się specjalizować w magazynach i
        książkach poświęconych nauce i technice. W latach 1964-1970 był
        członkiem parlamentu z ramienia Partii Pracy. Swoje imperium
        medialne zbudował, przejmując Mirror Newspaper Group, amerykańskie
        wydawnictwo Macmillana oraz „The New York Daily News". Cała jego
        kariera przebiegała w cieniu kolejnych skandali, głównie związanych
        z finansowymi malwersacjami. W 1969 r. został zmuszony do sprzedaży
        wydawnictwa Pergamon po wykryciu oszustw finansowych. Po kolejnej
        aferze musiał sprzedać w publicznej ofercie część akcji Mirror
        Group. W lecie 1991 roku postanowił odwiedzić Wyspy Kanaryjskie.
        Popłynął swoim luksusowym jachtem „The Lady Ghislaine". Był trzeźwy,
        był zdrowy i nagle, w nocy postanowił się wykąpać. Jakoś nie
        zauważył, że jego jacht pruje całą parą i wskoczył do oceanu. Czy
        można się dziwić, że nie nadążył za płynącym pełną parą jachtem?

        Polska — Pryszcz na tyłku
        Cofnijmy się do lat apogeum kariery finansowej naszego bohatera, to
        jest do roku 1985. Pan Robert Maxwell przylatuje do Polski swoim
        prywatnym odrzutowcem o nazwie Gulfstream. W Warszawie na lotnisku
        wielka gala! Na śniegu leży czerwony dywan. Wita go Wojciech
        Jaruzelski w towarzystwie kompanii honorowej, funkcjonariuszy SB
        oraz specjalistów od elektroniki. Dokładnie od podsłuchu
        elektronicznego.

        A skąd oni się tam wzięli?

        A stąd, że pan Robert Maxwell sobie tego zażyczył.

        A skąd my o tym wiemy?

        Ano wiemy to od Ari Ben-Menashe, byłego doradcy do spraw
        bezpieczeństwa narodowego w rządzie izraelskiego premiera Icchaka
        Szamira, który był równocześnie (Ari a nie Icchak) prawą ręką
        Maxwella. A więc Maxwell już wiedział po co odwiedza nasz piękny
        kraj — moja uwaga A.S.P, ale o tym na razie cicho, zaś głośno o
        broni. Otóż Maxwell, na całym świecie znany jako potentat prasowy,
        tutaj u nas zajmuje się handlem bronią. Dokładne ilości są znane.
        Mniej znane jest to, że ówczesny rząd polski nie chce we własnym
        imieniu posyłać broni do Iranu, więc się fałszuje sprzedawcę jako
        jugosłowiańskiego, zaś faktycznymi kontrahentami jest Cenzin i MON.
        Dodatkowo, w odniesieniu do rakiet typu „Katiusza" Polacy nie mogąc
        dostarczyć całej zamówionej ilości, „załatwiają" resztę w Korei
        Północnej.

        W sumie jest to trzykrotne złamanie prawa międzynarodowego i
        dwukrotne złamanie prawa polskiego.

        Włączenie Polski do tych procederów pan Robert Maxwell określił, w
        rozmowie z Jeffowi Highfieldowi, jako „następny pryszcz na tyłku
        swego imperium".

        Żeby zbytnio nie nudzić Czytelnika wymieniam tylko kontrahentów
        Roberta Maxwella w krajach na wschód od nas według akt śledztwa
        Brytyjskiej Rady ds. Handlu:
        Władimir Kriuczkow — KGB
        Andrej Łukanow — członek KC
        Siemion Mogilewicz — szef rosyjskiej mafii
        Tiny Rowland — londyński finansista i multimilioner, spec od prania
        pieniędzy (angielskich w Rosji — A.S.P.)

        Eksperci finansowi, m.in. Christopher Story, wątpią
        • w336 Re: nie mylić.....! 01.04.08, 11:01
          by można było udowodnić proceder prania przez Maxwella pieniędzy
          przy wykorzystaniu Mogilewicza i polskich banków, mimo, że fakt ten
          jest jasny dla specjalistów od finansów. John Belton, kanadyjski
          makler giełdowy, który prześledził operacje finansowe Maxwella,
          uważa, że mógł on prać pieniądze w polskich bankach tylko za zgodą
          najwyższych władz polskich, lecz zrobiły one wszystko, by zatuszować
          ślady tych operacji, i to jeszcze przed upadkiem komunistycznego
          reżimu. Belton nie mówi, że jeśli polskie władze akceptują
          kryminalny proceder, to raczej nie dla pięknych oczu gangstera.

          Podarunki, czyli nowoczesne zabawki
          Na długo przed rokiem osiemdziesiątym piątym Maxwell zakłada w
          Izraelu firmę-słup o nazwie GeoMiliTech (GMT), zarejestrowaną w Tel
          Awiwie jako oficjalnego kontrahenta dla Cenzinu. Te dokumenty
          przywozi Maxwell w lewej kieszeni marynarki a w prawej program
          komputerowy Promis. To dziecię nowoczesnej informatyki narodziło się
          w amerykańskiej firmie Inslaw, której szefem przypadkowo był W.
          Hamilton najlepszy ekspert komputerowy NSA czyli Narodowej Agencji
          Ochrony. Promis był programem do elektronicznego podsłuchu bardzo
          cenionym przez CIA i FBI. Ten program ukradł w USA niemiecki dr B.
          Orr, który po powrocie do Izraela okazał się dyrektorem operacji
          specjalnych Mosadu — Rafi Etanem. Teraz już rozumiemy, dlaczego na
          tym czerwonym dywanie generał Jaruzelski witał Maxwella w
          towarzystwie elektroników.

          Podarunki czyli kukułcze jajo
          Program Promis był udostępniony nam prawie za darmo a innym krajom
          sprzedawany za pół darmo, a to dlatego, że Żydzi poprosili
          amerykańską firmę żeby dorobiła do tego programu taką bramkę, która
          umożliwiała Mosadowi pobieranie z tych sprzedanych lub darowanych
          programów wszystkie podsłuchane wiadomości. Jak po pewnym czasie
          Maxwell zmęczył się tym handlem, to zlecił sprzedaż firmie Degem
          Computers, która sprzedała program Promis do około trzydziestu
          krajów. Za dodatkowe wyposażenie w bramkę nie brali nawet złamanego
          grosza — tacy uczciwi. No, ale dlaczego Mosadowi tak zależało na
          wyposażeniu Polski Ludowej w ten szpiegowski program? Ano dlatego,
          ze w Układzie Warszawskim każde państwo członkowskie miało
          wyznaczone państwo „wrogie" czyli kapitalistyczne jako teren
          szpiegowskiej penetracji. Polska miała przydzielony Izrael,
          ponieważ, oprócz Polski i Litwy Izrael był jedynym krajem na
          świecie, w którym można było się porozumieć, a i gazetkę poczytać,
          po polsku. Dzięki temu „rozbudowanemu" programowi Mosad miał pełne
          informacje o polskich wywiadowcach wysyłanych do Izraela.

          Maxwell uważał generała Jaruzelskiego za „kukiełkę Moskwy" z którą
          łatwo mu będzie robić dobre interesy. I rzeczywiście! Dokładne
          informacje mamy od pana Ben-Menashe, cytuję za "Wprost":
          - Byłem przy tym, jak Maxwell powiedział generałowi Jaruzelskiemu,
          że Promis pozwoli jego służbie bezpieczeństwa śledzić Lecha Wałęsę i
          innych przywódców Solidarności — wspomina Ben-Menashe. — Po krótkiej
          dyskusji Jaruzelski zamówił kopię oprogramowania dla SB — za 20
          MILIONÓW DOLARÓW. Przekaz telegraficzny na taką sumę wyszedł z
          polskiego banku do Narodowego Banku Bułgarii, gdzie Maxwell miał
          specjalne konto do obsługi transakcji dotyczących Promisu. Koniec
          cytatu.

        • w336 Re: nie mylić.....! 01.04.08, 11:02
          W ciągu całego tekstu pomijam kolejne operacje przerzutu pieniędzy,
          ponieważ byłoby to zbyt nudne. Na przykład we wspomnianych
          operacjach sprzedaży broni dla Iranu system działał następująco:
          irański bank Melli wystawiał list kredytowy (akredytywę) i prosił
          departament transferów zagranicznych National Westminster Bank w
          Londynie o gwarancję. Gwarancję tę składali kontrahenci w jednym z
          zachodnioeuropejskich banków, gdzie pozostawała do dnia wypłaty, a
          następnie pieniądze były przesyłane do konkretnego kraju bloku
          wschodniego. W wypadku Polski do Pragi czeskiej. Pieniądze za
          pośrednictwem Credit Suisse w Zurychu wpływają do banków w Pradze.
          Następnie są przekazywane do banku centralnego Polski — za każdym
          razem, gdy przyjdzie potwierdzenie, że broń jest gotowa do wysyłki
          do Izraela. Izrael zajmuje się tranzytem broni do Iranu. Zaś
          dostępność wypłaty z banku w Pradze gwarantuje ZSRR.

          Jak widać z tych dość wyrywkowych informacji, operacje bankowe są
          tak skomplikowane, zaś z reguły, między płatnikiem a odbiorcą jest
          kilka lub kilkanaście pośredników (banków) usytuowanych w różnych
          państwach mających różne szczegółowe postanowienia w ich wewnętrznym
          prawie bankowym (nie kolidujących oczywiście z międzynarodowym
          prawem, ale jednak obowiązujące na terenie tych państw).

          No a co z tą Czarną Kasą i tymi dwustu, lub trzystu dwudziestoma
          milionami dolarów dla Solidarności które znikły?

          Czarna Kasa i perfekcyjny szantaż
          Na wstępie kilka niezależnych informacji.

          Obóz Socjalistyczny, jak każda dyktatura, miał dobre służby
          wywiadowcze, ale fakt istnienia dobrych, skutecznych służb
          wywiadowczych w KAŻDYM kraju tego obozu i koncentrowanie zdobytych
          informacji w Moskwie stwarzało niezwykle skuteczną strukturę
          informacyjną o fantastycznej możliwości eliminacji informacji
          fałszywych. Eliminacja informacji fałszywych jest bardzo ważna w
          każdej pracy wywiadowczej.

          Breżniew zezwolił na emigrację z ZSRR obywateli narodowości
          żydowskiej. W tym państwie kilkakrotnie były realizowane akcje
          antysemickie przez najwyższe władze państwowe. Z tego powodu nikt
          nie deklarował narodowości żydowskiej. Dlatego z ZSRR wyjeżdżali nie
          tyle Żydzi, lecz ci, którzy potrafili udowodnić swoje żydowskie
          pochodzenie w tym mnóstwo „błatnych" czyli ludzi o kryminalnej
          przyszłości. Takie były początki mafii rosyjskiej naprzód w Izraelu
          a następnie w Polsce i USA.

          Pierwsze doniesienia o tym, że komuniści mają kreta (szczura) w
          Watykanie ukazały się w prasie amerykańskiej w 1980 roku. W dwa lata
          później pisały o tym gazety w USA, Anglii i Francji. Od tych czasów
          jest to sprawą oczywistą. Dla mnie jest to oczywiste, nie ze względu
          na opinie fachowców, lecz ze względu na prostą logikę: Watykan jest
          zbyt ważnym ośrodkiem politycznym, żeby tam nie umieścić kilku
          swoich agentów.

          Władze PRL-u potrafiły robić różne rzeczy nie stroniąc od
          organizowania kryminalnych afer zarówno tu w kraju, jak i w krajach
          zachodnioeuropejskich. Oto hasło Afera „Żelazo" z encyklopedii WIEM:
          W latach PRL nielegalne kontakty polskiego Ministerstwa Spraw
          Wewnętrznych ze światem przestępczym na Zachodzie polegające na
          zdobywaniu środków materialnych do realizacji niejasnych celów
          (także prywatnych) oficerów wywiadu drogą działań przestępczych w
          Europie Zachodniej. W ramach tych działań podejmowano również napady
          rabunkowe i morderstwa.

        • w336 Re: nie mylić.....! 01.04.08, 11:03
          Teraz do rzeczy. Do rzeczy bardzo trudnej, bo zarówno ludzie
          Solidarności jak i ci inni podają bardzo skromne informacje, co
          prawda zupełnie ze sobą zgodne, bo i jedni i drudzy mówią: Mowa jest
          srebrem, ale milczenie złotem. Szczątkowe informacje pochodzą od
          tych, którzy się:
          - nie załapali na ten smalec,
          - nie pozostali w kraju,
          - mają całodobową prywatną ochronę.

          Była wiosna roku 1983. W majowy poranek bocznym wejściem od strony
          ulicy Pięknej wyszło z ambasady dwóch jej pracowników. Byli to
          Polacy. Jeden był zatrudniony jako tłumacz i pracował w wydziale
          prasowym, a drugi, też tłumacz, pracował w wydziale analiz
          ekonomicznych. Ten drugi, nazwijmy go Janek, powiedział:
          - Szykuje się zmiana na stołku ambasadora i mówią, że nasz Pagórek
          ma duże szanse.
          - A guzik mnie to obchodzi. Mieli wypłacać nagrody już tydzień temu
          i nic.
          - No właśnie Franio Meehan był u naszego Pagórka, a następnie
          Pagórek pytał o zaufanych Polaków, którym można by przekazywać dużą
          forsę, ale dyskretnie.
          Ten Janek w miesiąc później został zwolniony z pracy w ambasadzie.

          Rok wcześniej wybył z ZSRR Sasza Dłutow. Był on takim Żydem jak ja
          Chińczykiem, ale wyjechał jako rodowity Żyd. Poprzednio Sasza był
          fałszerzem dokumentów i handlarzem diamentami. Dostał za to dziesięć
          lat, ale po roku wyszedł i został wysłany do Bułgarii, gdzie
          pracował w radzieckiej ambasadzie. Po opuszczeniu Związku
          Radzieckiego pojechał do Izraela i zaraz zgłosił chęć wyjazdu do
          USA. Niestety nie dostał wizy, więc przyjechał do Polski.

          W tamtych odległych czasach nie było ani kamer telewizyjnych, ani
          telefonów komórkowych, no, ale weneckie lustra to już były od dawna.
          W podwarszawskiej willi jednego z komunistycznych bonzów odbywało
          się dziwne zebranie. Duża bawialnia zajmująca cały parter,
          przegrodzona była drewnianą ścianą, która na modłę kolonialnego
          banglow, nie sięgała sufitu. Dzięki temu, mimo że drzwi przesuwne w
          tej ścianie, zaopatrzone w duże lustro, były zamknięte, uczestnicy
          zebrania po obu stronach ściany dobrze się słyszeli. Tych
          uczestników było na pewno wielu, ale do dzisiaj ujawniło się
          zaledwie kilku. Mimo że od tamtych czasów minęło już tyle lat,
          przebieg zebrania można odtworzyć tylko częściowo:

          - Szanowni Towarzysze — zagaił właściciel willi — działania o
          których tutaj będziemy mówić, są zupełnie legalne a skierowane
          przeciwko wrogom naszej ludowej ojczyzny. Jednak ze względu na
          charakter sprawy wymagana jest zupełna dyskrecja. Jeśli ktoś z was
          pisnąłby chociażby jedno słowo, to obejmie się go śledztwem. Długim
          śledztwem. Niektórzy z tu obecnych już wiedzą o co chodzi, inni nie,
          więc opowiem od początku.

          Amerykańscy imperialiści wspólnie z księżmi mają zamiar podarować
          tym mętom z Solidarności setki milionów dolarów. Wiemy, że
          organizuje to amerykańska ambasada w Warszawie, ale sami się w to
          nie mieszają. Naszym zadaniem jest przeciwdziałać tym wrogim
          działaniom. Teraz niech każdy powie wszystko co na ten temat wie, a
          następnie naradzimy się jak postąpić.

          Wyrzucony z ambasady Janek pierwszy zabrał głos i powiedział:

          - Tak całkiem to ci z ambasady od tego nie stronią. Mój były szef
          mr. Pagórek jest ożeniony z babką, która jest nauczycielką w szkole
          dla dzieci anglojęzycznych a mieszają ci moi byli szefowie w domku
          przy ul. Filtrowej nr 1. Odkąd Amerykanie zaczęli szukać
          odpowiednich Polaków, to do tego domku co i raz ktoś wchodzi z
          dzieckiem w wieku szkolnym.

          - No to się im przyjrzymy — powiedział właściciel willi.

          - Dajcie to mnie — powiedział Sasza — to ja szybko z nich wyduszę
          forsę.

          Na te słowa głos zabrał uczestnik siedzący za przepierzeniem.

          - Szanowni towarzysze! Miło nam, że wykazujecie zaangażowanie w
          słusznej sprawie, ale tutaj problem jest inny, jest delikatny, tu
          nic na siłę. Te pieniądze są do Polski przekazywane przez cały
          łańcuszek kolejnych banków, żeby nie było można odkryć, kto jest
          rzeczywistym sponsorem. Pieniądze faktycznie pochodzą od Raegana i z
          Watykanu. Takie dotacja w USA są legalne, jeśli mają placet
          Kongresu. Gdy to robi prezydent i po cichu — jest to łamanie prawa.
          Drugi sponsor, czyli Watykan, nie może się przyznać do wspierania
          ruchów politycznych, bo oni oficjalnie się tym zajmować nie mogą i
          byłaby z tego ogromna kompromitacja. Ot i to trzeba wykorzystać!

          - Ale jak? — zapytał gospodarz.

          - Nasi specjaliści od bankowości znaleźli sposób, który wynika z
          międzynarodowego prawa bankowego a umożliwia skuteczne żądanie
          wyjawienia źródła przelewu bankowego.

          - No to problem z głowy!

          - No nie zupełnie, bo my o tej całej sprawie oficjalnie nie wiemy.
          Ujawnienie dowodu z danych operacyjnych to żaden dowód w sądzie, za
          to takie ujawnienie od razu zdekonspiruje wielu naszych ludzi i w
          Watykanie, i Waszyngtonie.

          - No to, co robić?

          - Trzeba wykryć do kogo w Polsce trafią pierwsze porcje tego smalcu
          i nakryć faceta z tą forsą. Następnie trzeba znaleźć kogoś poza
          naszym obozem, kto potwierdzi łączną sumę tego majątku i to w sposób
          prawdziwy, co do jednego dolara, żeby się zgadzało z saldem tego
          konta, z którego to wypływa. Resztą zajmą się dyplomaci.

          Zebranie to na pewno trwało jeszcze długo i na pewno zawierało
          przydział konkretnych zadań konkretnym wykonawcom, ale o tym niczego
          dowiedzieć się nie można. O zapowiedzianych działaniach
          dyplomatycznych też nic odszukać mi się nie udało, a szukać to ja
          potrafię.

          Na pewno wiadomo, że:
          - na fundusz Czarnej Kasy dla Solidarności wyasygnowano co najmniej
          200 milionów dolarów;
          - żadnego napadu stulecia na Czarną Kasę nie było, zresztą nie można
          zrabować pieniędzy przekazywanych w rozrachunku bezgotówkowym;
          - ostatni z łańcuszka szesnastu banków miał wypłacać gotówkę
          kurierom z Polski;
          - Solidarność tych pieniędzy nie otrzymała;
          - a jednak pieniądze wypłacono.

        • grzegorz1948 Re:No Adasiu! 01.04.08, 17:15
          Ladna bajke nam opowiedziales i to tak dokladnie jakbys byl przy tym.
          To tlumaczy dlaczego na tak dlugo zmyles sie z forum.Normalnie jest
          w zwyczaju ze przy takich "sensacjach" podaje sie link do tego
          tematu lub zrodla z ktorych ta wiedze czerpales.Ty jako
          Adas"polprawnik?!" musisz o tym wiedziec tak samo jak o tajemnicy
          korenspondencji/tej elektronicznej tez/.A wiec???????????!
          • jozefosmenda Re:No Adasiu! 01.04.08, 20:15
            Gregor,jaki Adaś? Co to za Adaś i który rocznik?
            Przecież fajnie nam to przedstawił niczym redaktor Jachowicz.
            Ale pomyśleć że ty się nie załapałeś nawet na jednego dolca a ja nawet na jednego centa?
            Ale ty i tak jesteś bardziej podejrzany bo za darmo na zachód nie pitnąłeś tylko za swoim kontem? Dewizowym na dodatek. Tak,że jeden kierunek wypływu już namierzony?
            • grzegorz1948 Re:Jozek. 01.04.08, 22:29
              Gregor,jaki Adaś?
              Znowu grasz tylko durnia? Czy moze.......?
              Jest to nasz polprawnik ktory mnie chcial namierzyc,a potem
              znikl .Ma dziwne nazwisko............
              Ale pomyśleć że ty się nie załapałeś nawet na jednego dolca a ja
              nawet na jedn
              > ego centa?
              > Ale ty i tak jesteś bardziej podejrzany bo za darmo na zachód nie
              pitnąłeś tyl
              > ko za swoim kontem? Dewizowym na dodatek. Tak,że jeden kierunek
              wypływu już nam
              > ierzony?
              Kotku raz ze ja na Zachod nie pitnalem jak twoja rodzina a konta w
              zlotowkach na zachodzie nie sa uznawane.Ty lepiej uwazaj na swojego
              synalka zeby predzej niz ty nie byl przy korycie i nie wyzarl by ci
              calej zawartosci.Jak ci pojdzie zarobek w spoldzielni mieszkaniowej
              pod nosem a na bezradnego sie nie zalapiesz to ci pozostanie tylko z
              Henkiem po ogrodkach lazic i o pare jablek zebrac.


              • w336 Re:Jozek. 02.04.08, 08:38
                www.aferyprawa.com/index2.php?p=teksty/show&dzial=artykuly&id=1215
          • w336 Re:No Adasiu! 02.04.08, 08:35
            www.obywatel.org.pl/solidarnosc/apel.htm
          • w336 Re:No Adasiu! 02.04.08, 08:42
            CIA i Solidarność
            Czytelnik CIA, Pią, 2006-09-01 09:45 Publicystyka
            Ujawnienie przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę akt z
            tzw. moskiewskiej pożyczki KPZR dla PZPR wywołało burzę. Politycy
            PiS chcą, by sprawą zajęła się projektowana przez nich superkomisja
            Prawdy i Sprawiedliwości. Może warto byłoby w ramach tak popularnej
            obecnie polityki historycznej zbadać także finansowanie
            NSZZ „Solidarność”, m.in. przez CIA, na przełomie lat 80. i 90,
            które dokonywało się w ramach tajnej dyrektywy nr 32.

            O ile sprawa „moskiewskiej pożyczki” wraca jak bumerang i jest
            wykorzystywana co kilka lat przez prawicę do rozprawienia się z
            lewicą, to już nad finansowaniem „S” panuje zmowa milczenia.
            Poprawność polityczna nakazywała argumentować, że pomoc dla związku
            była moralnie uzasadniona, pozwoliła zbudować demokrację, odzyskać
            niepodległość etc. Nawet politycy SLD rzadko podnosili ten drażliwy
            temat.

            W 1993 r., kiedy prokuratura umorzyła sprawę moskiewskich pieniędzy,
            Leszek Miller wystąpił do organów ścigania, by zbadały nielegalne,
            jego zdaniem, finansowanie „Solidarności”.

            – Dysponowałem dokumentem, który był rozliczeniem amerykańskiego
            Funduszu na rzecz Demokracji. Przesłałem, zdaje się, ten dokument do
            prokuratury. Oczywiście, zostało to okrzyknięte jako rewanż i wydaje
            mi się, że śledztwo w tej sprawie zostało umorzone – powiedział nam
            Miller. W 2000 r. Sojusz przygotował projekt sejmowej uchwały ws.
            powołania komisji śledczej, która zbadałaby finansowanie „S”, ale
            szybko się z tego wycofał. Potem do sprawy już nie wracano.

            Przypomnijmy, że w 1992 r. Carl Bernstein, jeden z najbardziej
            znanych amerykańskich dziennikarzy, który w 1974 r. wraz z Bobem
            Woodwardem ujawnił aferę Watergate, opublikował w amerykańskim
            tygodniku „Time” artykuł pt. „Święte przymierze” o relacjach między
            USA a Watykanem w sprawach Polski i w ogóle walki z blokiem
            wschodnim. Wyjawił, że 7 czerwca 1982 r. ówczesny prezydent USA
            Ronald Reagan i papież Jan Paweł II zawarli porozumienie, którego
            celem było udzielenie maksymalnej pomocy zdelegalizowanej
            wówczas „S”.

            „(...) Zanim w 1989 roku przywrócono »Solidarności« status legalnej
            organizacji, przeżywała ona rozkwit w podziemiu zaopatrywana i
            karmiona w dużej mierze przez sieć utworzoną pod auspicjami Ronalda
            Reagana i Jana Pawła II oraz korzystając z porad udzielanych za
            pośrednictwem tej sieci” – pisał m.in. Bernstein (cytujemy
            za „Forum” z 1 marca 1992 r. – przyp. red). Według niego, do Polski
            przemycano tony sprzętu – telefaksy, maszyny drukarskie, nadajniki
            radiowe, aparaty telefoniczne, krótkofalówki, kamery wideo,
            fotokopiarki, komputery. „Pieniądze dla zdelegalizowanego związku
            pochodziły z funduszy CIA, Narodowej Fundacji na rzecz Demokracji
            oraz tajnych kont Watykanu i zachodnich związków zawodowych” –
            twierdził Bernstein.

            18 lutego 1992 r. Janusz Pałubicki, ówczesny wiceszef „S” i p.o.
            skarbnika związku, pytany na konferencji prasowej o kwoty, które
            związek dostał z Zachodu, wyjawił, że „zaczęło się od 110 tys.
            dolarów w 1982 roku, a skończyło na 1,5 mln dolarów w 1989 roku”.
            Konkretną kwotę wymienił też Jerzy Milewski, były szef biura „S” w
            Brukseli. Przyznał, że w ciągu 7 lat „S” otrzymała ok. 7 mln
            dolarów.

            We wrześniu 2004 r. Adam Grzesiak, drukarz podziemnego wydawnictwa
            Nowa i współautor książki „Bujajcie się!”, mówił m.in. w wywiadzie
            dla „TRYBUNY”: – Prawdą jest, że żyliśmy za pieniądze Reagana. Nie
            jest zresztą żadną tajemnicą, że pieniądze i sprzęt płynęły z
            różnych ośrodków na świecie. Prawdą jest, że dużo zarabialiśmy, ale
            też dużo pracowaliśmy.
            O Reaganie, CIA i pieniądzach „Solidarności” w książce „Victory,
            czyli zwycięstwo” pisał też Peter Schweizer.

            Wiele wskazuje na to, że byli liderzy „S” nigdy nie rozliczyli się
            ze środków, które otrzymywali z Zachodu.
            Na II zjeździe związku na początku lat 90. padł nawet wniosek, by
            związek rozliczył się z tych pieniędzy. Wystąpił jednak wówczas ks.
            prałat Henryk Jankowski, który dał delegatom słowo honoru, że
            wszystko jest w porządku i na tym się skończyło. – Rzeczywiście to
            rozliczenie było operetkowe, ale słabo to pamiętam – wspomina
            Zbigniew Marcin Kowalewski, działacz pierwszej „S”, który
            uczestniczył w tym zjeździe jako gość.

            Jeden z wątków całej sprawy ujrzał światło dzienne przy okazji afery
            z finansowaniem niemieckiej CDU. Były kanclerz Helmut Kohl
            publicznie oświadczył, że tajne konta jego partii wykorzystywane
            były przez zachodnioniemiecki wywiad BND do finansowania opozycji w
            Polsce w okresie stanu wojennego i później.

            W lipcu 2000 r. pod koniec rządów AWS i Mariana Krzaklewskiego Akcja
            chciała powołać komisję śledczą, która zbadałaby procesy
            rozporządzania m.in. majątkiem PZPR i sprawę tzw. moskiewskiej
            pożyczki. Sojusz w odpowiedzi zgłosił wówczas projekt uchwały w
            sprawie powołania komisji do zbadania procesów rozporządzania
            majątkiem „Solidarności”. W projekcie zapisano m.in., że do
            szczególnych zadań komisji należałoby wyjaśnienie okoliczności
            przekazania majątku 10-milionowego NSZZ „S” z 13 grudnia 1981 r.
            milionowemu NSZZ „S” z 31 grudnia 1999; rozliczeniem środków
            przekazanych związkowi ze źródeł CIA w latach osiemdziesiątych; z
            nielegalnych kont niemieckiej CDU pochodzących z wywiadu BND; z
            rozliczeniem środków finansowych i nieruchomości uzyskanych
            przez „S” od Komisji Likwidacyjnej RSW i następnie zbytych na rzecz
            zagranicznych koncernów prasowych.

            Do powstania komisji nie doszło. Sojusz wycofał wniosek pod wpływem
            polityków ówczesnej Unii Wolności, którzy apelowali o
            nierozdrapywanie historycznych ran i budowę politycznego konsensusu
            w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Wątpliwości
            jednak zostały.
            Kowalewski pisał w ub. roku w „TRYBUNIE”, że „niewiele jest
            precedensów takiego załgania historii »pierwszej Solidarności«,
            jakiego jesteśmy świadkami”. Stan wojenny zastał go w Paryżu, gdzie
            współtworzył Komitet Koordynacyjny NSZZ „Solidarność”.

            „Do naszego komitetu codziennie przychodziły pocztą dosłownie stosy
            czeków od zwykłych ludzi i ogniw związkowych na pomoc
            dla »Solidarności« i rodzin internowanych. Te czeki opiewały na
            niewielkie sumy, ale było ich tyle, że robił się z tego poważny
            fundusz.
            Wiosną 1982 r. było to 7 mln franków (ok. 1 mln dolarów)” –
            relacjonował Kowalewski na łamach Trybuny. – To był okres, w
            którym „S” otrzymywała pomoc finansową z organizacji związkowych.
            Potem została ona zastąpiona pomocą z innych źródeł, o których można
            poczytać w książce Bernsteina – mówi Kowalewski. – Szybko zostałem
            usunięty z władz „S”, ale do tej pory nie wiem, czy choćby te
            pierwsze pieniądze zostały rozliczone.
            Jedną z niewielu osób, które rozliczyły się z pieniędzy
            otrzymywanych z Zachodu, był Józef Pinior, obecny eurodeputowany
            SdPl. – Rzecz polegała na tym, że jako skarbnik zarządu
            dolnośląskiej „S” przed stanem wojennym dokonał operacji
            wyprowadzenia kasy z banku, bo przewidywał jakiś niedobry rozwój
            sytuacji. Operacja się udała. To był jedyny wypadek w Polsce, że
            któryś z zarządów regionalnych związku wycofał pieniądze i na
            pierwszym po 1989 r. regionalnym zjeździe związku rozliczył się z
            nich – opowiada Kowalewski. – To był zresztą jedyny region, który
            podziękował za pomoc zachodnim związkom zawodowym – podkreśla.

            Jarosław Karpiński

            • grzegorz1948 Re:No Adasiu! 02.04.08, 09:39
              No Adasiu linki i tresc jest dawno mi znana a jak bedzie powstawala
              druga solidarnosc to wiedzialem juz w 1982/poprostu dawali to do
              zrozumienia ludzie SB w czasie przesluchan/Jezeli o rozliczenia
              Solidarnosci z czasow stanu wojennego?! No coz widac twoja
              niedojrzalosc zwiazana z mlodym wiekiem.Jak ty sobie np.wyobrazasz
              ze na wieszaku w zakladzie wisi pewien plaszcz i tam co miesiac byly
              dyrektor wyciaga pieniadze na zycie/autentycznie/i co ofiarodawcy
              czy organizatorzy tej skladki maja dostac pokwitowanie?Badz synek
              troche rozsadny!Czy ktos kto mojej zonie ze strachem w bramie
              wcisnal w reke pieniadze zazada kwitka.Moze czasami te pieniadze nie
              byly potrzebne do zycia ale sie czulo ze ktos o ciebie pamieta.
              ksiazke ktora podales/mozesz mi wkleic okladke co pomoze mi szybciej
              ja znalez`?/ to jest tylko publicystyka a nie dokument.A tak na
              marginesie nie wiem czy widziales filmy amerykanskie o Papiezu i
              Ks.Popieluszce?Naprawde maja amerykanie poprzewracane w glowie.
              Ale jak interesujesz sie sprawami SOLIDARNOSCI to moze poszperasz na
              tym linku
              members.iinet.net.au/~miroslaw/
              Tam mozesz cos sie dowiedziec o sprawach SOLIDARNOSCI w kontekscie
              stanu wojennego i powojennego.
Pełna wersja