bachula_gr 23.02.10, 10:16 czuj czuj czuwaj! Poszukuje rodzicow greckich skautow Mam na skladzie dwie takie i mnostow pytan w kontekscie obozow, po dzisiejszym telefonie od druhny naszej. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
bachula_gr Re: Ma ktos greckiego SKAUTA w domu? 24.02.10, 07:14 Nikt nie ma? To moze z pokrewnej beczki: wysylacie dzieci na obozy, kolonie, inne formy wypoczynku zorganizowanego? W Grecji? W Polsce? W jakim wieku debiutuja? Odpowiedz Link
jojer Re: Ma ktos greckiego SKAUTA w domu? 24.02.10, 08:45 moje dziecie jeszcze za male, ale opowiem z doswiadczenia wlasnego. co roku wyjezdzalam na co najmniej 1 oboz, rekordowy rok to 4. Pierwszy raz pojechalam, zaraz po skonczeniu 6 lat, ale to bylo razem z bratem i oboz byl organizowany dla dzieciakow rodzicow z pracy, wiec rodzice mniej sie bali, bo to wielka "rodzina" byla. Wczesniej co roku wyjezdzalismy na kempingi czy do lasu na cale wakacje. Mielismy zgrana grupe - ciocia, sasiedzi i my. Kazdy mial swoj dyzur nad nami. Jak jedni rodzice pracowali, pozostali opiekowali sie nami. Wspaniale czasy! Moj brat (5 lat starszy) wyjazdy na obozy mocno przezywal i mial traume, wiec swoje dzieci wyslal po raz pierwszy gdy mialy ok 12-13 lat. Nie spodobalo sie, wiec wiecej nie pojechaly. Wolaly siedziec w domu, przed telewizorem. Ja natomiast wspominam tamte czasy jako cos wspanialego. Nowe znajomosci, nowe doswiadczenia. To byl moj swiat. Jedyne na co moi rodzice sie nie zgodzili to obozy zeglarskie, na ktore pojechalam dopiero jak stalam sie pelnoletnia. No i wtedy sie zaczelo... Wszystkie pieniadze wydawalam na rejsy i co tam zimno, i co tam choroby morskie, niebezpieczenstwo. Wazniejsze byly podroze i zmaganie sie z wlasnymi slabosciami. Do czego zmierzam. Nic na sile. Jesli dziecko jest gotowe przejac odpowiedzialnosc za siebie i tego chce, trzeba mu dac taka mozliwosc. I nie wazne czy ma lat 6 czy 16. Jesli nie chce, nie wykazuje zainteresowan, to lepiej nie. Mozna raz puscic, gdzies blisko domu, najlepiej z grupa znajomych dzieci i sprawdzic jak sie spisuje. Ja swoja juz przygotowuje do wyjazdow zorganizowanych. Opowiadam o swoich przygodach w lesie, pokazuje ksiazki i filmy, na spacerach pokazuje co mozna zrobic z galezi czy innych znalezionych rzeczy. Mysle, ze mloda lyka bakcyla, bo bardzo jej sie to podoba i zaczyna sie dopytywac, kiedy pojedziemy pod namiot Odpowiedz Link
kalanitka Re: Ma ktos greckiego SKAUTA w domu? 24.02.10, 11:00 jojer napisała: > Do czego zmierzam. > > Nic na sile. Jesli dziecko jest gotowe przejac odpowiedzialnosc za > siebie i tego chce, trzeba mu dac taka mozliwosć. I nie wazne czy ma > lat 6 czy 16. Jesli nie chce, nie wykazuje zainteresowan, to lepiej > nie. Mozna raz puscic, gdzies blisko domu, najlepiej z grupa > znajomych dzieci i sprawdzic jak sie spisuje. Zgadzam się w 100%. Jeśli dziecko samo chce pojechać to czemu nie - wysłać tylko zaopatrzyć wcześniej w wiedzę "przetrwania" haha (odporność emocjonalna, samodzielność,odpowiedzialność, podporządkowanie się wychowawcy, reakcje w sytuacjach zagrożenia, ograniczone zaufanie do pomysłów kolegów itp) Nasi Chłopcy nie wykazywali chęci i teraz też nie chcą jeździć na obozy kolonie itp. Ja jeździłam sporo. Zaczęłam w wieku 8 lat bardzo to lubiłam. Czułam sie taka dorosła Jednak nie dziwię się dzieciom które nie lubią. Byłam wychowawcą na kolonii i wiem że niektóre dzieciaki nie powinny się tam znaleźć (były niesamodzielne, tęskniły). Po części była to też wina rodziców, najpierw pełni obaw wysłali dzieciaka na kolonię (jak ci będzie źle pisz, dzwoń) a potem wydzwaniali, odwiedzali aż w końcu zabierali z kolonii. Nie jest też dobrze wysłać "niegotowe" dziecko pod hasłem "a niech się usamodzielni". Jak do tej pory tego nie zrobiło to kolonia, obóz mu w tym nie pomoże. A czasem jest tak że dziecko po prostu nie chce i tyle. Ja radziłabym też "sprawdzić" o ile to możliwe kadrę opiekującą się dziećmi. Oddajemy w ich ręce nasze skarby przecież Rówieśnicy też są ważni, jak pisała jojer, dobrze mieć kilku znajomych. Brat opowiadał mi kiedyś jak był wychowawcą na 2 turnusach obozu wedrownego. Na pierwszym była fantastyczna młodzież chętna do wszystkiego. Drugi turnus dla kadry był koszmarem "obozem przetrwania". Paru delikwentów odesłano do domu. To był ostatni obóz mojego brata jako wychowawcy. Zawsze są jakieś plusy i minusy takich wyjazdów jednak jak dzieciaki chcą niech jadą (sama bym pojechała Odpowiedz Link
margarita6 Re: Ma ktos greckiego SKAUTA w domu? 24.02.10, 15:09 Ja jezdzilam na kolonie i obozy od 7 roku zycia i bardzo mi sie podobalo.Na koloniach mniej ale obozy to bylo to,bylam tez pare druzynowa zuchow. Moja mloda w tym roku konczy 7 lat i jakos jej nie widze,zeby sie nadawala na taki samodzielny wypad i chyba jeszcze poczekamy troche,ba sama nawet nie chce,wiec nic na sile. A wracajac do tematu ,to uwazam tak jak dziewczyny,ze gotowosc na "samodzielne wakacje"nie zalezy od wieku a od dziecka. Najgorzej jak rodzice wysylaja dzieci,zeby wlasnie staly sie bardziej samodzielne,odwazne itp.Moim zdaniem skutek odwrotny to przynosi. A Sofijke wydaje mi sie ,ze jezeli tylko chce to powinnas ja puscic,bardzo usamodzielnila sie w tym roku i powinna dac sobie rade Odpowiedz Link
bachula_gr Re: Ma ktos greckiego SKAUTA w domu? 24.02.10, 20:13 > A Sofijke wydaje mi sie ,ze jezeli tylko chce to powinnas ja > puscic,bardzo usamodzielnila sie w tym roku i powinna dac sobie > rade Ale tu chodzi o Christinke )))))))))))) Odpowiedz Link
margarita6 Re: Ma ktos greckiego SKAUTA w domu? 24.02.10, 20:21 NIe zartuj...Christinka to chyba z Toba,bo bez mamy to jak Odpowiedz Link
bachula_gr Re: Ma ktos greckiego SKAUTA w domu? 24.02.10, 20:33 No nie zartuje. Christinka jeszcze nic nie wie Druhna zadzwonila z otwarta propozycja weekendowego "obozu" w wlk miescie. Skaut z niej pierwsza klasa ale czy akurat oboz? Pania zna bo to nasza domowa fryzjera przy okazji a i towarzystwo potencjalne ma. Aktualnie dumam ja a starsza siostra obrazona, ze jej grupa nie ma nic podobnego w planach bo ona chocby i jutro! Zgadzam sie z tym co napisalyscie, ja z tych ktorzy caly rok czekali na kolonie w lecie a potem obozy jezykowe, wedrowne i jakie tylko. Zato moja siosra- tragedia. Jezdzila bo nie miala wyjscia, na dodatek ja bylam lokomotywa. Aczkolwiek trauma jej zostala chyba do dzis bo nawet nie chce poruszac teoretycznie tematu w kontekscie swoich dzieci i jestem pewna, ze swoich chlopakow nie pusci chocby i 5km od domu. Zato ja bym raczej chetnie.... A przy okazji...kalanitka: nie organizujesz jakiegos obozu/kolonii/szkoly przetrwania? Pod Twoje skrzydla oddalabym chocby jutro. Odpowiedz Link
kalanitka Re: Ma ktos greckiego SKAUTA w domu? 25.02.10, 10:42 Dzięki za zaufanie. Przyłączyłabym się jako opiekun do tych skautków ach zwłaszcza w Grecji A jeśli chodzi o szkołę przetrwania hahaha to miałam ostatnią w Sylwestra (6 nastolatków) z noclegiem. Młodzież spisała się świetnie (zakupy przygotowywanie menu, sprzątanie po imprezie, brak napojów wyskokowych i nie przeszkadzało im że "starzy" są obok . Ich rodzice trzymali rękę na pulsie : były oczywiście telefony typu czy aby na pewno będzie ktoś dorosły, czy nie bedzie kłopotu itp itd. Ach wychowanie dzieci to ciężka praca Ty np chcesz aby pojechało ono nie chce, ono bardzo chce a tu rodzic ma wątpliwości- chciałabym a boję się. I jak tu znaleźć złoty środek. Wasza Christinka jeszcze nie wie i nie wiadomo czy ona zechce pojechać, a ty "biedna" dumasz Odpowiedz Link
bebiak Re: Ma ktos greckiego SKAUTA w domu? 24.02.10, 17:52 Ja zaczęłam jeździć od skończenia I klasy podstawówki i czułam się jak ryba wodzie, choć rodzice na pierwsze kolonie wysłali mnie raptem 40 km od Warszawy - tak na wszelki wypadek choć ponoć od zawsze przejawiałam chęć do przebywania wśród obcych (mama zawsze mówiła o mnie: cygańskie dziecko, nie wiedzieć czemu). Kiedy mój 2 lata młodszy brat skończył I klasę podstawówki - wysłali nas na kolonie razem (60 km od Warszawy). Brat ryczał a ja widząc go ryczącego, mimo, że miałam za sobą już dwukrotne fantastyczne kolonie gdzie czułam sie super - ryczałam też. Rodzice przyjechali i zaczął się cyrk kompletny, bośmy wleźli do samochodu i mowy nie było byśmy na koloniach zostali (wiecie, w dwójce siła potężniejsza: nakręcaliśmy się wzajemnie). Zabrali nas do domu. W następne lato wysłali nas znowu - asekuracyjnie do Zielonki co to z 5 km (słownie: pięć) od Warszawy jest - i było bosko!!! Byliśmy ważni, bo jedyni z Warszawy (reszta znad morza i okolic), wycieczki do NASZEGO w końcu miasta co drugi dzień, przewodziliśmy stadu he he... Cudowne kolonie!!! A potem już norma: góry, morze... zawsze fantastycznie, potem obozy - też odlotowo a czasem (na obozach) warunki były spartańskie hehe Doświadczenia z moim dzieckiem - jedynakiem: najpierw dość długo nie umiałam się z mężem dogadać co do kolonii bo chłopię miało jakieś opory a Młody tak jakoś niechętnie... Jak skończył III klasę kupiliśmy takie prywatne, wypasione, sprawdzone wielokrotnie kolonie 2-tygodniowe, tak z 50 km od Warszawy, gdzie miał jechać z kolegą z klasy. Pojechał nawet z zapałem. Dzwoniliśmy do wychowaczyni celem podpytywania codziennie (cichaczem), bo Młody jakoś do nas nie dzwonił mimo, że prosiliśmy. Było mu świetnie: nie miał nawet czasu na myślenie o rodzicach - przecież miał ważniejsze sprawy !!! Po tygodniu zrobiliśmy największy błąd jaki zrobić mogliśmy: mimo próśb wychowaczyni aby tego nie robić pojechaliśmy na te kolonie... Wszystko szlag trafił: Młody spędził z nami niedzielę i popołudniem rwał się z rykiem tak do domu, że lepiej nie pytajcie... Nigdy już więcej na kolonie jechać nie chciał a my nie naciskaliśmy. Jestem przekonana, że gdybyśmy nie pojechali w odwiedziny - wszystko wyglądałoby inaczej no ale cóż - skoro wiedzieliśmy lepiej niż pedagog ... Mój mąż - jedynak na koloniach nigdy nie był bo po prostu nie czuł takich potrzeb: wolał z rodzicami wyjeżdżać, podobnie jak mój Młody. Odpowiedz Link