bulkosia
22.12.07, 22:56
Cześć wszystkim! Czytam wasz forum od bardzo bardzo dawna i czasami nie mogę
uwierzyć, że tak dużo Polek wychodzi za mąż za Greków, ale sama powoli
znajduję sie w podobnej sytuacji. Wszystko zaczęło się u nas bardzo niewinnie.
Pojechałam jako studentka 4 roku na Sokratesa do malutkiej miejscowości-
Preveza i On też tam był i kończył studia. Szybko przypadliśmy sobie do
"gustu" Spędziliśmy wspólnie 9 miesięcy z czego było 2 miesiące przerwy bo ja
byłam w Polsce i tak naprawdę w trakcie tej przerwy zaczęło się rodzić
uczucie.. narastało, narastało.. oboje byliśmy bardzo szczęśliwi. Od marca On
mieszkał razem z nami (4Polkami) mieliśmy swój pokój. Non stop spędzaliśmy ze
sobą czas, kiedy oboje uczyliśmy sie, pracowaliśmy albo chodziliśmy na imprezy
i tak naprawdę wciąż bylismy razem. On zmienił się troche podczas tych
wspólnych dni, ale tak w dobrym kierunku. Ja naprawdę wiedziała, że jemu
zależy na mnie, że jest po prostu zakochany. On do dziś twierdzi, że jestem
dla Niego najwspanialszym prezentem jaki kiedykolwiek mógł dostać i będąc ze
mną w związku zrozumiał czym jest miłość, i na czym to wszystko polega. Pod
koniec czerwca wydawać by się mogło, że nadszedł czas rozstania. Tak naprawdę
nie wiedziliśmy jak ułoży się nasze życie i wiedzieliśmy, że NA PEWNO
pozostają wspaniałe wspomnienia, których nikt nam nie zabierze. Szybko się
jednak okazało, że my ani myślimy się rozstawać. On NIESTETY jest marynarzem
(jakby mało jeszcze było, że nie Polak

)i własnie w lato miał 2 miesięczny
rejs, ale w obrębie Grecji i wszystkich wysp. Jak tylko był w porcie to od
razu biegł do telefonu, żeby do mnie zadzwonić. To było coś przepięknego i nie
do opisania. Tak naprawdę najwspanialsze chwile mojego życia. On po pewnym
czasie zaczął co raz poważniej mówić o naszym związku. Powiedział mi któregoś
dnia, że dla niego jestem "żoną", że jestem właśnie tą jedną i jedyną.
Przepiekna to chwila była... We wrześniu poleciałam do Grecji. Odwiedziliśmy
wspólnie starych znajomych, poznałam Jego mame, kolegów, bylismy na ślubie
Jego znajomych i jak się okazało polubili mnie wszyscy i do dziś czekają kiedy
wpadne w odwiedziny. Ja niestety jestem teraz zatrzymana w Polsce ponieważ
jestem na 5 roku studiów i chce zostać Panią mgr. Kiedy zaczął się rok
szkolny, znajomi, wszędzie w okół mnie pary a ja zaczęłam się czuć czasami
taka samotna, ale zawsze wtedy myślałam o tym, że On może i w Grecji, ale
kocha i ze wcale nie musi być na miejscu. Zaczęły się małe spięcia, ale jak to
w życiu. W listopadzie mój ukochany odwiedził po raz pierwszy Polskę.
Spędziliśmy tutaj razem 2 tygodnie. Zaczęłam odczuwać pewien dyskomfort, że
muszę się Nim całkowicie zająć, bo on nie zna ani słowa po polsku i czasami
czułam się jak z małym dzieckiem i gdzieś powoli zaczął się niepokój rodzić w
moim sercu, jak sobie radzić na dłuższą metę. Ostatnio mieliśmy parę
nieporozumień, ale tłumaczę sobie że one zawsze bywają...Oboje tak naprawdę
bardzo się kochamy i chcemy być razem, ale ja zaczynam się po prostu bać tego
co może mnie czekać. Ponieważ On jest marynarzem, jak wspomniałam, to czekać
mnie będą długie i samotne wieczory i najpewniej w Grecji, bo to ja raczej do
Niego się przeprowadzę. Jednak obawiam się tego, podobnie jak tego iż jestem
katoliczką tzw "praktykująca" On jest ortodoksem, aczkolwiek tak naprawdę dla
Niego religia to tylko na papierku i już widzę sporo różnić które moga własnie
z tego wynikać. Chciałabym podejść poważnie do takich decyzji i zobaczyłam, że
boje się takiego związku. Wiadomo, że każdy związek niesie za sobą ryzyko, ale
mam wrażenie że tu jest dużo większe. Natrafiłam na wspaniałego człowieka i
nie powiem o Nim złego słowa (oczywiście święty to nie jest

ale..)chciałabym spędzić z Nim całe moje życie... a jednak boję się,boje się
że ta otoczka, te wszelkie sprawy sporne, to wszystko co jest w okół zabije
moją milość przed tym jak się zdecyduje na bycie z Nim.. Teraz mija 14 miesiąc
kiedy jesteśmy razem.. Niestety mamy w perspektywie jeszcze to, że On musi od
czerwca odsłużyć wojsko i chyba będzie trwało ono rok.. to dość długo.. a ja
czuje się coraz bardziej niepewna przez te wszystkie "czynniki zewnętrzne"
boje się kolejnego roku niepewności kiedy On będzie w wojsku, boje się co
będzie po.. Powiedzcie mi Kochane, czy Wy też miałyście sporo obaw przed
decyzjami o byciu z obcokrajowcem-Grekiem? przed wyjazdem z Polski? co zrobić
z kochającą, chorą mamą której pęknie serce jak zechce wyjechać? Nie bardzo
wiem co tak naprawdę o tym wszystkim myśleć...