bachula_gr
12.05.09, 10:32
Spedzilam dzis uroczy pracowity poranek produkujac z tesciowa
pokazny zapas pit (chortopites i avgopites). Tak sobie we dwie
pracujemy w oparach maki w hotelowej kuchni a rownolegle, w jadalni
bardzo mili panstwo racza sie tradycyjnym gorskim sniadaniem. Racza
sie i rozmawiaja raz po grecku a raz po angielsku. Jak sie okazuje
pani jest stad a pan nie ale od 36 lat sa malzenstwem i zasadniczo
mieszkaja w Grecji.
Pani po sniadaniu wyraza zyczenie odwiedzenia kuchni i zobaczenia
jak sie robi pity, walkujac ciasto kijem od miotly.
Przyszla wiec mila pani na inspekcje, tesciowa pokazuje jak sie
walkuja, ja zwijam w pocie czola zgrabne slimaczki ze szpinakiem,
feta i innymi pokrzywami. Pani dopytuje, komplementuje, zaluje, ze
nie ma aparatu ze soba etc.
Na koniec stwierdza: jak to dobrze, ze tradycjna w narodzie nie
ginie, w dobie tych wszystkich fast food'ow i mrozonek, no i ze ta
mlodziez (to o mnie!) tak pomaga aczkolwiek to dzisiejsze pokolenie
Epiriotek (patrzac na mnie!) nadal takie piekne i zgrabne jak na
goralki przystalo ALE juz znacznie wyzsze niz ich matki i babki.
Jasne, bo ja Epiriotisa z dziada pradziada, z krwi i
kosci...slowianskiej jestem

))))
Swego czasu sie dowiedzialam, ze akcent mam z Trikala a teraz, ze
taka goralica full wypas jestem. Grecja krajem niespodzianek jest.