mtm.3
17.07.10, 09:26
Ze smutkiem i ogromnym zażenowaniem przyglądam się temu, co się
ostatnio na tym forum dzieje. I przyznam się, że gdyby tak było, jak
zaczęłam tu zaglądać, to czułabym się jeszcze bardziej zagubiona w
tej chorobie... Myślę, że wszystko da się sprowadzić do jednego -
kazdy myśli o sobie, a inni i ich sprawy kompletnie go nie
interesują. O podstawowym braku kultury nie wspomnę.
Kilka uwag, którymi chciałabym się podzielić:
1. Każdy kult jednostki jest zły (i dla tej osoby, którą się wielbi
i dla wielbiącego). A to, co się daje zauważyć u niektórych w
stosunku do lekarzy, to niekiedy bezwarunkowe uwielbienie. To
starsznie niebezpieczne, bo (jak powiada mój znajomy), ci co
uwielbiają i krzyczą "Hosanna", w krótkim czasie (wystarczy malutkie
odbiegnięcie od naszych wyobrażeń naszego idealu) z tą samą
łatwoscią krzyczą "Ukrzyżuj go". To tez powoduje, że wchodzi sie w
kazde dyskusje "broniące" nasze ideały. A to przeciez dorośli
ludzie, po cóż im adwokaci? O jakim autorytecie lub utracie tu mowa?
Niech sobie dyskutują do woli bez pośredników.
Rzecz jednak w tym, że jakoś burzy to światek niektórych. Po prostu
bardzo wygodnie zrzucić na kogoś odpowiedzialność ze nasze zdrowie,
za myślenie i jak się udaje, to ok, to lekarz bohater, jak idzie coś
nie tak, to daaawaj wylewać pomyje... Toż to ludzie, z krwi i kości -
omylni, z emocjami, w jednym się sprawdzający, w innym nie. Nie
jest tak, że zawsze we wszystkim ma sie rację. Jeden ma w tym, inny
w czym innym. Co więcej, jak sa tak wielbieni, to po czasie sami
myślą, że są tacy wspaniali i nieomylni, a to bardzo niebezpieczne
dla pacjentów (o zgubnym wpływie na ich charakter nie wspominając),
bo jak mawiał Napoleon - chroń mnie Boże przed przyjaciółmi, przed
wrogami sam się obronię.
Zatem nikt i nic nie zwalnia nas z odpowiedzialności za SAMODZIELNE
podejmowanie decyzji dotyczących naszego zdrowia. Lekarz to tylko
pomoc i w wielu sprawach może się mylić, wielu może nie wiedzieć.
To, co poskutkowało u jednego, niekoniecznie poskutkuje u drugiego,
a tylko ja znam swój organizm i jego reakcje na leczenie i tylko ja
musze za to wziąć pełna odpowiedzialność. Lekarz moze mi
podpowiedzieć drogę, ale ja i tak sama musze ją przejść.
2. Stowarzyszenie Chorych na Boreliozę. Wiele osób, choć sami sa
chorzy, sądzi (o naiwności!), że lepiej działać wspólnie, bo więcej
można osiągnąć. Choroba mobilizuje ich do pomagania innym chorym. Do
bezinteresownego (bez wynagrodzenia) poswięcania temu swojego czasu
i sił. Oczywiście znowu bez idealizowania. To też są ludzie z krwi i
kości, z wadami i zaletami, z emocjami, popełniający błędy, raz
czujący się lepiej, raz gorzej... Ale w tym wszystkim starający się
robić coś dla innych. Można stanąć z boku i oceniać każde posunięcie
(na ogół krytykujac), można mówić mnie to niepotrzebne, a można
samemu zacząć coś robić. Dominuje natomiast postawa krytykanctwa,
wytykania błedów, oceniania... samemu za to nie angażowania się. Ten
się nie myli, kto nic nie robi. Skąd Stowarzyszenie ma wiedzieć, jak
działać, jak funkconować w wielu sytuacjach, jeśli dopiero się tego
uczy i to pod ostrzałem osób nieżyczliwych (dla których interesu
nota bene działa). No nie jest to fajne! A jesli wiecie lepiej, jak
coś zrobić - po prostu to zróbcie, zamiast o tym mówić. I k'woli
ścisłości - nie jestem ze Stowarzyszenia, ale redaguję książkę
Buhnera, do której prawa wykupiło właśnie Stowarzyszenie i bez
którego nie dostalibyście jej do rąk.
3. Od miesięcy redaguję książkę Buhnera (za darmo!), bylabym
szczęśliwa gdyby ktoś zajął się też wydaniem innych materiałów na
temat choroby. Nie pytałabym po co, bo tylko ja chce to robić, ale
byłabym szczęśliwa, ze jeszcze ktoś chce się angażować. Ale kiedy ze
znajoinym napisaliśmy kilka interpelacji poselskich o leczeniu
ILADS, natychmiast ktoś zareagował urażony, że taka interpelacja już
poszła, więc po co następna powielająca... Nie potrafimy
współpracować, stwierdzenie banalne, ale mam wrażenie, że absolutnie
trafne.
Forum powstało mam wrażenie jako wsparcie dla chorych. Ja juz nie
odnajduję w nim wsparcia, życzliwości, pomocy... Za to zawiść,
złośliwość, a wybaczcie tego na co dzień mam pod dostatkiem.
Wszyscy jesteśmy chorzy, nie dokladajmy sobie. Traktujmy siebie z
szacunkiem, prosta zasada nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe, jak
najbardziej ma też tutaj zastosowanie. Wiem, wiem utopia i idealizm.
Ale ta choroba nas zżera i potrzebujemy siebie na wzajem, żeby
przetrwać.
A wierzcie mi, ja już nie czuję tu wsparcia, za to wiem, że w każdej
chwili mogę być zaatakowana, więc kończę książkę (z trudem i bez
motywacji, bo robiłam ją dla Was, czując więź z innymi chorymi, ale
trochę się to sypnęło...) i znikam stad, bo po co tkwić w miejscu
kłótni, gdzie mozna dostawać po głowie, ot tak, bo ktoś miał gorszy
dzień...
4. I ostatnia uwaga. Wykasowanie wątków i niektórych wpisów uważam
za skandal! Ja nie jestem dzieckiem i nie życzę sobie, żeby mnie tak
traktować! Cenzura była i się skończyla, a czasy, kiedy ktoś
wiedział, co jest dla mnie lepsze (co powinnam wiedzieć i czytać a
co nie) skończyły się wraz z moim odejściem z domu rodziców. A
tłumaczenie adminów bylo dokładnie takie, jak ja tłumaczę coś moim
córkom. Tyle tylko, że to nie ten rodzaj zależności tutaj i
protekcjonalne traktowanie dorosłych ludzi zawsze budzi niesmak i
rodzi podejrzenia o nadużycia "władzy"...