zaratustra20
05.04.13, 23:28
To jest moje podziękowanie dla wszystkich, którzy dzielą się na forum swoimi doświadczeniami. Dzięki jednemu wpisowi odzyskałem nadzieję na normalne życie po czterech latach cierpienia (równo 3 lata temu zdiagnozowałem przewlekłą boreliozę).
Zaczęło się jednak wcześniej. W 2006 podczas okresowych badań wyszły wysokie próby wątrobowe. Zbagatelizowałem je na początku, jednak w listopadzie zrobiłem dodatkowe badanie na zapalenie wątroby typu C. Przeciwciała - wynik dodatni, skierowanie na Wolską i niekończąca się kolejka do specjalisty. Zaczęło się nerwowe wertowanie internetu , szczególnie sąsiedniego forum poświęconego zapaleniu wątroby typu C. Pierwsze informacje nie były dobre. Czeka się na kurację latami (roczna kuracja interferon + rybawiryna kosztuje ok 150 tys). Długa diagnostyka, w tym pobranie wycinka wątroby, kilkudniowy pobyt w szpitalu i co najgorsze, statystyki - nawet jeśli doczekam w kolejce to procent wyleczenia około 30% - 40%. Powiem szczerze, każdy dzień rozmyślania o kolejce i procentach szansy powolutku mnie dobijały. Trudno było oddzielić w internecie emocje innych schorowanych (marskość wątroby i statystyczna zapadalność na raka 10%) od konkretnych wskazówek jak sobie radzić z tą sytuacją. USG - stłuszczona wątroba powiększona w obwodzie o dodatkowe 2 cm, wycinek wąroby zniszczenie 2/2, gdzie 4 to już marskość. Zaczęły się problemy z prostatą, skórą (wysypki) i napadowe bóle głowy. Na Wolskiej po pobycie w szpitalu zostałem skierowany do kolejki na kurację interferonem ( trzeba wiedzieć że 30%pacjentów przerywa kurację z bólu lub niewydolności (wyniki krwi). Jest to ciężka kuracja, która wyniszcza organizm, w tym demoluje system immunologiczny, zwykle ludzie są wyłączeni z życia zawodowego i rodzinnego.Telefon z Wolskiej i w listopadzie 2007 zaczynam terapię (jeden zastrzyk domięśniowy w tygodniu i codziennie chemia czyli rybawiryna). Ból , gorączka i tabletki przeciwbólowe - rekord to 6 ibupromów dziennie. Chodziłem do pracy (bo nie mogłem jej stracić) - nikt nie wiedział o chorobie. Zaczęło się wypadanie włosów, rozległe wysypki na rękach, chudnięcie (10 kilo) - ciekawe czy się domyślali. Byłem szczęśliwy mimo katuszy, wyniki krwi i spadek wirasa były obiecujące. Listopad 2008 koniec kuracji. Po 6 ciu m-cach zwycięstwo (maj 2009), wyniki potwierdzają wyleczenie z wirusa C. Pamiętam wizytę u Pani Doktor(która wcześniej skierowała na badania na C) - wyleczył się Pan z jednego ale serce panu szwankuje - arytmia. Zaczęły się też bóle w klatce i bóle żołądka. Czułem się coraz gorzej. Pięć wizyt u gastrologa nic nie dało. Wizyta u kardiologa (trzy raz robił EKG - nie mógł uwierzyć jak wieką mam arytmię). W grudniu 2009 zaczęło się najgorsze, poteżne skurcze żołądka od rana do wieczora, pocenie w nocy i arytmia, już wcześniej napady duszności, że nie mogłem zaczerpnąć oddechu. W styczniu dwa skierowania do szpitala , od kardiologa - ciężka arytmia, od gastrologa - refluks. Zapisałem się na Wołoską na oddział kardiologii inwazyjnej - abalcja jedyna moja szansa. Zrobiono mi wszystkie badania i stwierdzono że arytmia jest niespecyficzna i nie wiadomo jakie "nerwy" należy "przypalać". Po 8 dniach wypuszczono mnie bez diagnozy. Kardiolog widząc opis szpitalny spytał się jak spędzam wolny czas - działka , w sezonie każdy weekend. Zlecił badanie boreliozy - dodam tylko, że w tym czasie zacząłem tęsknić do czasu kuracji interferonowej, bo mój ból był już straszny. Szybko poszło - 9 kwietnia 2010 odebrałem wyniki boreliozy (200 IGG, 180 IGM) i w tym samym dniu zadzwoniłem do Doktora z Warszawy. 10 kwietnia (sobota i katastrofa S) wizyta u Doktora i pierwsza recepta unidox. PCR na Brzeskiej - borelioza i bartonella. Następna wizyta i Doktor - dodał rifampicynę. Zobaczyłem wtedy jego cierpienie i mimo to pełen profesjonalizm. On stał się moją ostatnią (ale jak się później okazało) przedostatnią deską ratunku. Nie będę opisywał szczegółow w jakich dawkach brałem azitrox, thinidazol, rif, unidox - trwało to z dwiema niewielkimi przerwami do października 2012 (czyli 2,5 roku). Podczas kolejnej wizyty Doktor powiedział - trzeba wyleczyć grzybicę i zastanowić się czy jest sens leczyć się dalej w ten sposób. Rzecz najważniejsza, po półtora roku przeszła arytmia (kardiolog zdumiony i zachwycony), o dusznościach zapomniałem. To co zostało, to potworny ból żołądka, bóle mięśni, stawów. Myślałem, każdy ból zniosę byle nie żołądek. Zaczęła się przygoda z Buchnerem. Codziennie 3X16 kapsułek ziół sprowadzanych z USA (TAK JAK W KSIĄŻCE). Ból się zmienił, straciłem smak i węch, niestety bóle mięśni się nasilały, wieczorem coraz większe palenie stóp,ud,krocza. Wszystko zaczęło mi się jawić jak niewidzialna klatka bólu, której nie widzą zdrowi szczęśliwi ludzie (dobrze wyglądasz). Gdzie jest granica chęci i niechęci do życia. Trzy razy byłem bliski żeby powiedzieć że wychodzę z gry - mam na myśli rezygnację z pracy (codziennie podnosiłem się z łóżka z coraz mniejszą nadzieją, że ktoś mi pomoże). Tak przed Świętami 2012 - Mama zadzwoniła i powiedziała że przeczytała wpis o tym, że neurolog przepisał zastrzyki i ból boreliozowy znacznie się zmniejszył. 5 stycznia 2013 podczas wizyty Pani Doktor neurolog powiedziała, że ma podobny przypadek i jej pacjent "powrócił już do żywych". Powiedziała też, że powinienem mieć jednak potwierdzenie "oficjalnej medycyny" że nie ma aktywnej boreliozy. Już wcześniej w badaniu elisa wyszło że IGG JEST WYSOKIE 65 a IGM W OKOLICACH 6. Doktor od boreliozy w oficjalnej placówce (świetny) powiedział wprost, że uznaje oficjalny standard i zlecił jakościowe WB. Było dodatnie, dopytał się o wyniki ilościowe na Wolskiej - wyszły astronomiczne 200 - 400 IGG. Myślę, że tu kończy się wiedza medyczna. Pani Doktor neurolog przepisała mi Amitryptilinum (lek antydepresyjny o nieznanym do końca działaniu). Na mnie podziałało od pierwszego dnia. W 60% zmniejszył się ból żołądka, w 30% ból mięśni i stawów. Nie wiem jak dalej będzie, ale czuję że już jedną nogą jestem poza klatką. Od trzech miesięcy czuję ulgę po 6-ciu latach męki. Chodzę do pracy (nigdy jej nieprzerwałem). Co prawda nie jestem ten sam dla moich ukochanych, najbliższych (coś tam zawsze dolega).
Tę historię opisuję dla wszystkich, którzy już stracili nadzieję. Ja ją straciłem, ale teraz znowu jąmam. Trzymajta się.
Zaratustra20
PS Aniu, Mamo, Krzysiu, Jasiu, wszyscy moi Doktorzy (Puławska,Domaniewska,Wołoska,Jerozolimskie,Bryły,Domaniewska,Wolska)