Dodaj do ulubionych

Nie chcę siać paniki.

02.11.05, 12:31
Nie chcę siać paniki i jak chcecie to to wykasujcie, ale czy ktoś może zna
szczegóły?

"Eugeniusz Priwiezieńcew
1946 - 2005

Szok, Jego śmierć nas poraziła!

Eugeniusz Priwieziencew zmarł na boreliozę. Śmierć przyszła nagle. A
wszystkiemu winne kleszcze.

Żenia nie żyje. Tak nazwali go wszyscy. Bliscy, przyjaciele, znajomi.
Nazywał się Eugeniusz Priwieziencew. Miał 59 lat, żonę i czwórkę dzieci.

- Za młody był jeszcze, by umierać. Wielka szkoda - mówi Jan Purzycki,
scenarzysta serialu "Złotopolscy". To spod jego pióra wyszła postać organisty
i grabarza ze Złotopolic, Antoniego Pereszczaki. Tej postaci aktor, Żenia
Priwieziencew, dał całego siebie. Pokochali go telewidzowie. Gdy pojawiał się
jako Antoni, w za małym kapeluszu i przyciasnym paletku, pełen pasji,
nierzadko furii, był niepowtarzalny.

- Często przerywaliśmy ujęcie, bo pękaliśmy ze śmiechu. To była genialna
zabawa - mówi Bartłomiej Topa, grający Zenka Pereszczakę, bratanka
Antoniego. - Myślę, że wymiar mojej postaci zawdzięczam właśnie jemu - dodaje
skromnie.

"Syberyjski" kleszcz

Żeńka od lat walczył z boreliozą. Nie poddawał się. Gdy pytano
Priwieziencewa, co mu się w życiu udało, jeszcze pół roku temu odpowiadał, że
wszystko, a "także to, że po ''zaliczeniu'' syberyjskiego kleszcza nadal
żyję". Zaraził się nim kilka lat temu, w czasie kręcenia jednego z
odcinków "Złotopolskich".

Był świadom zagrożeń, jakie niesie ta choroba. Co trzy miesiące jeździł do
kliniki rehabilitacyjnej w Radzyniu, gdzie poddawał się zamrażaniu. Miał
kłopoty z chodzeniem. Borelioza zaatakowała nogi.

- Wiedzieliśmy, że jest chory - mówi Topa. - Nie ukrywał choroby, ale nie
lekceważył jej.

- Nie poddawał się - wspomina Mariusz Pujszo, aktor, reżyser. - Przychodził
do mnie na imprezy. Planowaliśmy napisanie książki "Ja też byłem statystą".

Życie na film

Całe życie Eugeniusza Priwieziencewa nadaje się na scenariusz. Z ojcem,
porucznikiem NKWD, który namiętność do Polki przypłacił radzieckim łagrem, i
matką, która po aresztowaniu męża popadła w obłęd. A 4-letni Żeńka trafił do
sierocińca, ale był uparty i został aktorem. Grał często role popaprańców,
narwańców, wariatów.

- Był świetnym aktorem charakterystycznym - wspomina Marta Klubowicz,
aktorka, która grała w jego sztuce "Prostytutki". Bo grał, pisał, reżyserował.

- To był wspaniały kolega - wspomina Paweł Wawrzecki. - Razem żeglowaliśmy,
razem pracowaliśmy do ostatnich dni. To był wspaniały człowiek, wspaniały
aktor.

- Był zawsze sobą - stwierdza Radosław Piwowarski, reżyser. - Zawsze uroczy,
do rany przyłóż, potrzebującemu oddałby ostatnią koszulę. Zawsze rwał się do
płacenia rachunków, gdy tylko miał pieniądze. Choć nie zawsze wiodło mu się
dobrze.

- Nauczył mnie niezwykłego szacunku do pracy - stwierdza Bartek Topa. - Tego,
że każda chwila przed kamerą jest najważniejszą chwilą w życiu.

Ostatnia nagroda

Śmierć Żeńki przyszła nagle. Poczuł się gorzej. Znalazł się w szpitalu.

- Nikt się tego nie spodziewał - mówi Radosław Piwowarski, zaprzyjaźniony z
Żeńką od 30 lat. - Umarł niespodziewanie - dodaje. - Jeszcze 1,5 tygodnia
przed śmiercią na VI Festiwalu Dobrego Humoru dostał nagrodę. Przyjechał do
Gdańska w dosyć dobrej formie. Mnie jest tak ciężko i przykro, że on umarł,
bo takich ludzi już nie ma.

- Nie sądziłem, że to choroba, która tak szybko zakończy jego życie - dodaje
Wawrzecki.

- Nie potrafię zebrać myśli - mówi Jan Purzycki,
scenarzysta "Złotopolskich". - To ogromna strata. Bardzo lubiłem Żeńkę. Co
zrobimy w serialu? Jeszcze się nad tym nie zastanawiałem.

Grażyna Korzeniowska
Super Express on-line
10 lipca 2005"


Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka