Dodaj do ulubionych

Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsparcia

14.08.08, 21:26
Otwieram nowy wątek
dla tych, którzy w tej nierównej i trudnej drodze ku utraconemu
zdrowiu, pokonują nie tylko codzienności choroby, jej fizyczne
objawy, ale i ból psychiczny, osamotnienie czy żal.
Jest to wątek dla rozważań, przemyśleń, dla radości i smutku. Tu
odnajdziemy wsparcie, które możemy sami sobie nawzajem zaoferować.
Choroba dała nam wiele cierpień, ale wielu z nas w tym cierpieniu
zjednoczyła.
Wątek ten jest również dla tych, którzy dzielą życie z chorymi,
którzy z nimi współpracują, przyjaźnią się, dla ich rodzin.
Dzielmy się tym co mamy - dzielmy się swoją wzajemną obecnością w
tej chorobie.

********************************************************************

Wybrane wątki i posty z zamkniętego forum "Borelioza-Grupa
Wsparcia" /zgromadzone w dwóch dokumentach/ :

1. tiny.pl/2s9p
2. tiny.pl/2s9l

*********************************************************************
Obserwuj wątek
        • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 19.08.08, 09:04
          ja się co jakis czas zbieram, bo co jakis czas sie rozsypuję...
          12-letnia choroba w rodzinie, w której dorastają dzieci czyni tę
          rodzinę dysfunkcyjną.
          Do moich problemów zwiazanych z chorobą Grzesia , jego leczeniem, do
          bardzo uciążliwych problemów materialnych doszły jeszcze bardzo
          poważne problemy z relacją z synami, którzy nie udźwignęli choroby
          taty, ta sytuacja ich przerosła.
          Grzegorz wycofywał się powoli z naszego życia rodzinnego już jako
          niespełna 30-letni człowiek, kiedy to choroba dawała juz o sobie
          znać w bardzo podstępny sposób (o czym oczywiście nie
          wiedzieliśmy...)
          Nasi chłopcy mieli wówczas po kilka lat. Diagnoza sm w 1996r była
          gwoździem do trumny naszego życia rodzinnego. Synom na dobre
          zabrakło faceta, mistrza w rodzinie, wzorca do nasladowania ( a
          takim ojcem zapowiadał się Grześ, generalnie świetny człowiek).
          Ja nie podołałam wszytkiemu , starałam się zastąpić ojca ,ale takie
          dwa w jednym nie wychodzi...
          Moi synowie mają teraz 27 i 23 lata , mieszkają z nami na zasadzie
          sublokatorów, prowadzą swoje życie (do którego mają jak najbardziej
          prawo) i nie ma w tym życiu ani kawałka miejsca na pomoc dla mnie
          (chodzi o wspólne dbanie o dom,ład, takie prozaiczne codzienne
          obowiązki, które są uciązliwe, ale które sprawiaja, że wszystko ma
          swoje miejsce i żyje się spokojniej , przyjemnie i po prostu
          ładniej...)...
          A ja już padam...Od ponad 10 lat nie byłam na żadnym urlopie,
          podczas tego czasu 3 lata zajęło mi prowadzenie własnej firmy,która
          zaliczyła plajtę, potem 3 następne szukanie pracy...Pracowałam
          oczywiście cały czas, ale często w warunkach urągających wszelkim
          normom (np. po 14 godzin na dobę, na zmany , również nocne,
          koszmar...).Oczywiscie cały czas starałam się być
          żoną,gospodynią,mamą otwartą na pomoc , poradę, taką mamą-
          przyjaciółką pozwalającą jednocześnie na samodzielne dorastanie
          swoim synom, na ich potknięcia życiowe (któż ich nie miał...)i
          stojąca zawsze murem za nimi w razie potrzeby.
          W tym wszystkim narastające problemy finansowe, zadłużenie , groźba
          utraty mieszkania( moja pensja i Grzesia renta nie wystarczała na
          godne życie), moja rezygnacja z zawodu wymagającego ciągłego
          dokształcania się z powodu sprawowania opieki nad coraz bardziej
          niesprawnym i nieobecnym Grzesiem...
          Wiele sytuacji zapętliło się tak bardzo, że w chwili obecnej
          przecięcie tylu wązłów gordyjskich wydaje się mało prawdopodobne...
          U mnie permanentne zmęczenie doprowadziło do niedomagań w postaci
          nadciśnienia (leczę od 3 lat), dziwnych bóli właściwie całego ciała
          (stres czy inna zaraza...?), coraz gorszej koncentracji i właściwie
          coraz gorszego radzeni sobie z problemami dnia codziennego...
          Tak, wiem, powinnam odpocząć, poprosić kogoś o opiekę nad Grzesiem i
          wyjechać choćby na tydzień. Tyle, że nie ma takich osób...Rodzeństwo
          Grzesia interesuje sie jego stanem dzwoniąc raz na parę miesięcy i
          pytając: co DOBREGO słychać i JESTEŚ DZIELNA. O dołach ,
          pogorszeniach nie chcą rozmawiać... Mieszkają w tym samym mieście i
          Grzegorz nie ma z nimi od dawna prawie żadnego kontaktu. Więc nawet,
          gdybym ich w jakiś sposób zmusiła do zaopiekowania się Grzesiem, to
          chyba zżarły mnie wyrzuty sumienia, że musi być na nich zdany...
          O synach juz pisałam i nie chcę do tego wracać...
          Mam równieć starych, chorych najcudowniejszych pod słońcem rodziców,
          którzy wspomagaja mnie jak potrafią, ale coraz bardziej wymagają
          również mojego wsparcia czy obecności ( mogą liczyć tylko na mnie,
          brat jest daleko..)
          Wiem, że nie ma sytuacji bez wyjścia, trzeba sobie pewne rzeczy
          odpuścić, to akurat wiem bardzo boleśnie, zrezygnowałam z siebie juz
          tak bardzo, że z dawnej Baśki pozostało już niewiele...A była
          całkiem fajną kobitką...
          Nataszko, sprowokowałaś te gorzkie żale, ale piszę je również po to,
          aby chorzy i dalsi bliżsi uświadomili sobie, że przy długotrwała
          postepująca choroba dotyczy nie tylko chorego, ale również
          współmałżonka i dzieci i w sposób bezpardonowy może zniszczyć nawet
          najwspanialsze uczucie...Bo trzeba niezwykłej siły i miłości, żeby w
          pojedynkę utrzymać ten tlący się ciągle płomyczek...
          Rety, przeczytałam to, co napisałam i się trochę
          przestraszyłam...Ale dobra, wysyłam, mam nadzieję, że nie wszyscy tu
          zaglądają, a Ci, którzy jednak zaglądną, juz mnie trochę przez ponad
          rok poznali i wiedzą, że znowu się pozbieram...smile))
          • zo_sia01 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 19.08.08, 09:34
            Basiu! Nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem - może rzeczywiście synom
            zabrakło ojca, może przyczyna była inna, ale wydaje mi się, że nie powinnaś
            kłaść na nich całkowicie kreski.
            Czy Ty rozmawiałaś z nimi? Czy powiedziałaś im to, co nam teraz napisałaś? Czy
            Ty od nich wymagasz pewnych rzeczy, których masz prawo wymagać?
            To są dorośli faceci i trochę chyba o życiu już wiedzą. Może daj im przeczytać
            to, co teraz napisałaś? A czy czytali Twój wątek o chorobie swego taty?
            Basiu, Ty potrzebujesz ich pomocy tak, jak oni na pewno cały czas potrzebują
            Ciebie!
            Walczysz o Grzesia wspaniale, powalcz jeszcze o nich. To Wasi synowie i na pewno
            w gruncie rzeczy dobre chłopaki. Musisz jeszcze w nich uwierzyć!

            Trzymam za Was kciuki smile
            • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 19.08.08, 09:52
              Tak, Zosia. Ja uważałam zawsze, że trzeba rozmawiać,rozmawiać i
              jeszcze raz rozmawiać.Ale moi synowie (oczywiście, że ja na nich nie
              postawiłam kreski, to są przecież MOJE DZIECI) nie chcą, nie
              potrafią rozmawiać.Wiesz, oni mają bardzo wiele cech Grzegorza i
              jego rodziny. Bagnowscy są niezwykle zamknięci, nie potrafią mówić o
              swoich emocjach, nie chcą podejmować żadnych zobowiązań, które w
              jakiś sposób wiąża się z emocjami.Zdecydowanie lepiej wychodzi im
              pomoc i kontakty z obcymi ludźmi, z którymi nie sa związani
              emocjonalnie.
              A ja nie płaczę nad rozlanym mlekiem, bo nauczyłam sie być twardą
              babą i chyba dla mnie byłoby lepiej, gdybym sobie od czasu do czasu
              poryczała... Po prostu, przełamując wielki opór wewnętrzny (nie
              lubię się aż tak wyzewnętrzniać) , opisałam bardzo pokrótce moje
              emocje i chyba tak naprawdę wsparcie mogę dać tylko sama sobie, bo
              jest to zbyt osobista, wręcz intymna sprawa, żeby oczekiwać, że ktoś
              to za mnie załatwi.Pozdrawiam ciepło
              • zo_sia01 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 19.08.08, 11:52
                bo nauczyłam sie być twardą
                > babą i chyba dla mnie byłoby lepiej, gdybym sobie od czasu do czasu
                > poryczała...

                Właśnie Basiu, tu chyba masz rację. Ja myślę, że choćby było się najtwardszym na
                świecie to nie da się przeżyć bez pomocy innych ludzi. Ja też zawsze byłam
                twarda, wszystko znosiłam nic nie mówiąc, nie żaląc się. Doprowadziło to do
                tego, że bardzo ciężko zachorowałam. Potem, w mojej chorobie nauczyłam się mówić
                o sobie. Okazało się, ze znaleźli się ludzie - obcy ludzie, którzy mi pomogli, a
                od których pomocy wcale bym się nie spodziewała.

                Dlatego Basiu ja się cieszę, ze to napisałaś. Mam wrażenie, że trochę źle mnie
                zrozumiałaś, ale to nic. Całym sercem chciałabym Ci pomóc. Znam takie
                charaktery, jakie opisałaś. Jeżeli ktoś nie chce mówić, nie chce rozmawiać - nie
                ma nic gorszego. Do takiej osoby nie jest się w stanie dotrzeć ani jej
                zrozumieć. No i te emocje. Mam nadzieję, że Twoi synowie jednak się obudzą. Geny
                genami, ale każdy nowy człowiek jest trochę inny, ma wiele swojego. Nie trać
                nadziei.
                Mam też nadzieję, że znajdzie się koło Was ktoś, kto Ci pomoże. Ale nie zamykaj
                się Basiu tak całkiem w sobie, może trzeba pokazać, że jest się słabym i
                pozwolić innym sobie pomóc?
                • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 19.08.08, 12:36
                  Dlatego jestem tu, na forum, gdzie znalazłam Was,którzy mnie
                  rozumiecie jak nikt inny. Wiele razy mi pomogliście stanąć na nogi.
                  Tak bywa, że, jak sama napisałaś, obcy ludzie potrafią więcej pomóc,
                  niż rodzina.
                  Ten wątek jest bardzo potrzebny, choćby dla mnie. Nie chciałam pisać
                  o takich rzeczach w tamtym wątku, to nie jest na to miejsce.
                  Zo_sia, może to ja nie tak napisałam, ale uwierz mi, Twoje intencje
                  odebrałam właściwie - odbieram Cię zawsze, jako bardzo życzliwą
                  osobę, bo jesteś zawsze, gdy potrzebuję rozumiejącego Człowieka.
                  Ściskam Cię ciepło i najserdeczniej - Basia
                  • rrrenifer Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 19.08.08, 14:27
                    Jak to nazwał flork na zlocie (a może zaraz ponim...) jesteśmy
                    rodzinką.
                    To czy piszemy duzo czy mało nie ma znaczenia. Chyba każdy z nas
                    przejmuje się historami innych, i oczywiście im dopinguje smile
                    A jak mi napisała kiedyś bardzo mądra pani, popłakać też czasem
                    trzeba, i wyżalić się też. Gdzieś trzeba emocje z siebie wylać, żeby
                    łatwiej i mocniej zebrać się potem do kupy. To zwyczajnie pomaga.
                    Pisz co tylko może Ci pomóc, nawet jak nikt nie opisze to na pewno i
                    tak się pomartwi razem z Tobą.
                  • katarinka.z Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 19.08.08, 16:18
                    Witaj Basiu,
                    Przyznam szczerze, że Cię nie znam. Na zjeździe w tym roku też nie byłam, bo nie
                    dałam rady wstać z łózka. Dotąd nie zostałam postawiona w życiu przed faktem
                    opiekowania się chorą, bliską osobą i nawet sobie nie potrafię wyobrazić jakie
                    to musi być momentami piekło. Wiem natomiast, że choroba potrafi wiele
                    zniszczyć, bo sama jestem chora. Mimo tego, że sobie "wmawiamy" siłę...
                    momentami po prostu jest tego
                    wszystkiego za dużo.
                    Mam teraz 25 lat. Wreszcie kończę studia z Analityki Medycznej.
                    Kilka lat temu przed "incydentem z boreliozą" wylądowałam na onkologii. W sumie
                    nie wyglądało to ciekawie, ale po 2 operacjach doszłam do siebie i jest dobrze.
                    Hmmm tzn było dobrze, dopóki nie pojawiła się borelioza i diagnoza (oczywiście
                    fałszywa) nieuleczalnej choroby. Ledwo otrząsnęłam się z jednego i wróciłam na
                    studia - stanęłam przed nowym dylematem. Nie mogłam chodzić, sama jeść, myć się,
                    uczyć. Wszystko na czym mi zależało od tak po prostu przepadło.
                    Kolejna przerwa w studiach, egzaminy do tyłu... Z racji, ze zawsze byłam ambitną
                    osobą - maksymalnie mnie to dobiło. Wydawało mi się, że przetrzymując "akcję
                    onkologiczną" już nic nie może stać się gorszego... może być tylko lepiej..
                    I co? Dziś kolejny raz w kółko sobie powtarzam, że dam radę, że mam na tyle
                    siły. A jak jest naprawdę?
                    Mam serdecznie dość wszystkiego. Widzę poprawę, w stosunku do poprzedniego roku
                    ale nie na tyle, żebym mogła funkcjonować jak dawniej. Nie poznaje samej siebie.
                    Nie potrafię się cieszyć tak jak kiedyś. Ciągle się boję, że jak już uda mi sie
                    wyleczyć z boreliozy znowu pojawi się coś innego. Każdego dnia wstaję rano i
                    robi mi się niedobrze na myśl o kolejnej porcji antybiotyków. A wiesz co jest
                    najgorsze? To, ze nie mam siły setny raz powtarzać wszystkim, iż fakt, że nie robie
                    pewnych rzeczy nie wynika z braku chęci - tylko z braku sił. W takich chwilach
                    po prostu siadam i beczę godzinami.
                    Twój wątek czytam od jakiegoś roku i naprawdę Cię podziwiam. Piszesz, ze nie ma
                    w Tobie Basi, którą wcześniej znałaś. To nieprawda. Ona ciągle tam jest, tylko
                    przytłoczona problemami i zagubiona w tym wszystkim. Rozumiem, że nie masz jak
                    wyjechać i odpocząć...tez bym bliskiej osoby bez pomocy nie potrafiła zostawić.
                    Nie wiem co Ci napisać. Pocieszanie nic nie daje, wiem z własnego doświadczenia.
                    Pamiętaj, że tu na forum są ludzie, którzy naprawdę Cię rozumieją. Do których
                    możesz się zwrócić z prośbą o pomoc - mimo tego, że mieszkają na drugim końcu
                    Polski lub dalej..
                    Chyba jedyny sposób, żeby zwyciężyć to trzymać się razem.
                    Wszystkie rozczarowania, porażki, zwątpienia, bezsilność i cierpienia na pewno
                    nas zmieniły. Ale tak jak stwierdził L.Tołstoj: "Kiedy ciało słabnie - silniej
                    czuje się duszę." I może coś w tym jest.. Może znajdując siły, żeby walczyć z
                    chorobą przy okazji odnajdziemy siebie?
                    A odnośnie synów. Wiem, że jestem trochę za młoda, żeby się wypowiadać - bo
                    doświadczenia w tym aspekcie nie mam żadnego. Myślę, że mając takich wspaniałych
                    Rodziców - też są takimi samymi ludźmi i w końcu zrozumieją. A może już
                    rozumieją, tylko ich to po prostu przerosło i nie wiedzą jak się zareagować.
                    Wydaje mi się, że powinni przeczytać to, co tutaj napisałaś...

                    Ciepło pozdrawiam i trzymam za Was kciuki.
                    Kasia
                    • azagnese Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 06.09.08, 16:46
                      katarinka.z napisała:

                      " A wiesz co jest najgorsze? To, ze nie mam siły setny raz powtarzać
                      wszystkim, iż fakt, że nie robie pewnych rzeczy nie wynika z braku
                      chęci - tylko z braku sił. W takich chwilach po prostu siadam i
                      beczę godzinami."

                      To niesamowite, ze najpierw znalazlam cos podobnego u Basi a teraz u
                      Ciebie...
                      Znam to bardzo dobrze... nikt nie rozumie, ze nie masz sily... Moj
                      chlopak dopiero po roku zaczyna cos rozumiec, ale nadal czasami mnie
                      zaskakuje pytaniam, jakby pierwszy raz sie dowiedzial ze jestem
                      chora i nie mam sily... nikt nie rozumial, kiedy nie moglam za
                      bardzo chodzic rok temu, bo kolana mnie tak bolaly okropnie, wszyscy
                      patrzyli na mnie jak na lenia, ktory udaje, mysla ze wykorzystuje
                      swoja chorobe, zeby nic nie robic...
                      kiedy prosilam mojego chlopaka zeby wozil zakupy samochodem bo ja
                      nie mam sily, ciagle sie o to ze mna wyklocal, bo on w pracy caly
                      dzien, a ja nie pracowalam, no i ze do sklepu nie moge nawet pojsc
                      100metrow... wam nie musze mowic jaki to byl dla mnie problem...
                      on tego nie rozumie do dzis...
                      jak i tego ze czasami czuje sie lepiej, czasami gorzej...

                      no ale juz najgorsze....... ze nie mam ochoty na sex!!!!
                      o rany! u mnie nie wystepuje ta funkcja, po prostu zanikla!!!!!
                      pewnie wiecie o czym mowie....

                      tak....
                      ja tez studiuje... e-learning... latwiej, bez zbednych problemow, w
                      domu... to jedyna opcja dla mnie, bo inaczej to nie dalabym rady...

                      no coz...
                      lepiej mi sie robi, jak tu poczytam o waszych problemach i moge
                      napisac o swoich...
                      nie jestem juz taka sama z tym wszystkim, choc ogolnie raczej zawsze
                      bylam silna psychicznie, to przez ta chorobe...
                      mozna oszalec czasami...
                      z jednej strony ta choroba a z drugiej brak zrozumienia ze strony
                      bliskich, zdrowych ludzi...
                      mysla ze udajesz... nie rozumieja nic...
                      to straszne...
                      zwiazek??? taaak... ta choroba zniszczy chyba wczesniej czy pozniej
                      i moj zwiazek, bo caly czas to jest stapanie po krawedzi...
                      ile jeszcze moj chlopak wytrzyma??? ile ja wytrzymam?
                      czy bede potem sama?
                      czy znajde kogos?
                      chyba tylko kogos z taka sama choroba...
                      ale sie rozpisalam...
                      no nic, koncze, pozdrawiam wszystkich, i nie bojmy sie "pekac"
                      czasami
                      • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 08.09.08, 13:21
                        Witaj, azagnes! Widzę, że te dylematy mamy wszyscy (wszystkie?), bez
                        względu na wiek... Zdrowy chorego nie zrozumie nigdy do końca.Ja
                        towarzyszę od wielu lat mojemu kochanemu męzowi i często niemalże
                        identyfikuję się z jego samopoczuciem... NIe jestem ani zdrowa ani
                        chora... Tak się właśnie czuję... Dobrze, że mamy miejsce na
                        wywalenie z siebie swoich watpliwości i bolączek.Wiadomo, że nikt
                        nam nie da złotego rozwiązania , ale zrozumienie przez inne osoby
                        powoduje, że człowiek nie czuje sie taki osamotniony w tych,
                        nienajlepszych przecież stanach emocjonalnych.
                        POzdrawiam ciepło - Basia
                  • cukierasek11 cd.. 23.10.09, 21:03
                    Napisałam bo kto mnie lepiej nie zrozumie jak wy jak mi się uda to napiszę do
                    gazety o sobie i o tym jak mnie traktowali lekarze jakie męki przechodziłam
                    dawno bym zdrowa była szoksad
                    Moje mysli to ciągły lęk strach mysli o śmierci boję sie brac abx tego ze znow
                    sie bede zle czuła co mam jesc..tragedia młoda wesoła rozrywkowa dziewczyna a
                    teraz koszmar siedze w domu weekendy wieczory z łzami żalem bezzilnoscia..i
                    ciagle pytanie why ja?? kto to wie...brak mi sił jestem załamana tą chorobą

                    • franiolek1 Re: cd.. 24.10.09, 21:15
                      Slodziudka
                      To choroba takie mysli nieszczesliwe podsuwa. Przez taki stan
                      przechodzimy wszsyscy przed leczeniem lub na poczatku leczenia, gdy
                      przychodza herxy.
                      Przeplakalam i ja kilka miesiecy, az ktoregos dnia przestalam plakac
                      i teraz placze jedynie krojac cebule lub ogladajac filmy o milosci
                      nieszczesliwej....
                      Tutaj , wszsyscy zrozumieja Twoj stan i Twoj strach - przeszlismy
                      wszsyscy te sama droge.
                      Moge Ci obiecac, ze to minie i poczujesz sie lepiej, psychicznie.
                      Najwazniejsze, ze masz leczenie, ze wiesz co Ci dolega.
                      Trzymaj sie dzielnie, jedz warzywa, kasze, ciemny ryz, mieso,
                      chrupki roznego rodzaju i kwasne jablka. To juz jest duzo, mogloby
                      byc gorzej smile
                      Badz dzielna i pisz regularnie, pomozemy Ci zniesc ciezsze chwile.
                    • kleszczorak Re: cd.. 25.10.09, 14:25
                      Cukierasku

                      Rozumiem co czujesz.
                      Jeszcze niedawno sama bardzo przeżywałam swoją chorobę.
                      Byłam zagubiona i czułam się jakbym znalazła się w innym wymiarze.

                      Czytałam, czytałam i czytałam to forum.
                      Gdy nie wiedziałam czegoś pytałam ludzi z forum.
                      Znalazłam tutaj informacje co i jak jeść, jak sobie radzić.
                      Nie chodzę głodna.
                      Dzisiaj nawet upiekłam ciasto z żytniej mąki i bez cukru według przepisu z forum smile
                      W piekarniku piecze się schab i ziemniaki a w glinianym garnku kisi kapusta.
                      Leczenie abx znoszę dzielnie i widać efekty kuracji.
                      Wszystko da się wytrzymać. Początkowy szok przechodzi.

                      Trzymaj się dzielnie smile
              • azagnese Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 06.09.08, 16:10
                bagnowska napisała:

                > Tak, Zosia. Ja uważałam zawsze, że trzeba rozmawiać,rozmawiać i
                > jeszcze raz rozmawiać.Ale moi synowie (oczywiście, że ja na nich
                nie postawiłam kreski, to są przecież MOJE DZIECI) nie chcą, nie
                > potrafią rozmawiać.Wiesz, oni mają bardzo wiele cech Grzegorza i
                > jego rodziny. Bagnowscy są niezwykle zamknięci, nie potrafią mówić
                o swoich emocjach, nie chcą podejmować żadnych zobowiązań, które w
                > jakiś sposób wiąża się z emocjami.Zdecydowanie lepiej wychodzi im
                > pomoc i kontakty z obcymi ludźmi, z którymi nie sa związani
                > emocjonalnie."


                Basia, zupelnie jakbym o swoim chlopaku czytala, ale on nie moze byc
                twoim synem, bo ma inaczej na nazwiskosmile
                zupelnie to samo, jestem chora a on nie zwraca na to uwagi, jakby
                tego nie bylo... zamkniety w sobie jak dzban... od 1,5 roku
                mieszkamy razem i probuje z nim rozmawiac na rozne tematy, ale jest
                ciezko... on jest zdrowy... czasami zachowuje sie jakby byl
                zdziwiony ze np. zle sie czuje, jakby zapomnial, ze mam borelioze...
                jest cala masa problemow z takim czlowiekiem, gdy probujesz z nim
                zyc... nie da sie zbudowac takiej wiezi emocjonalnej jakiej
                poterzebuje nie rozmawiajac na tematy ktore sa moze czasami ciezkie,
                ale nas obojga dotycza... a ON nie chce, wije sie jak piskorz,
                walczy ze mna, udaje ze nie slyszy, nie widzi, czasem nawet
                krzyczy... dopiero jak placze to przeprasza, ze on nie umie okazywac
                emocji.....

                no nie wazne...
                w kazdym razie, chcialam ci powiedziec Basiu, ze wiem NIESTETY co to
                znaczy... kocham tego czlowieka, i musze sie z tym pogodzic...
                ale nie wiem, czy dam rade, to mlody zwiazek, czy przetrwa?
                zobaczymy...

                jedyne, co mozna zrobic w takiej sytuacji to chyba sie z tym
                pogodzic, wiem jak sie meczysz, bo ja tez sie mecze, najgorsze jest
                to, ze zdajesz sobie sprawe, ze wlasciwie nie ma sensu zamykac sie w
                sobie przed osoba ktora jest tak pozytywnie nastawiona ze serce by
                oddala (mowie o sobie... tobie) a ON zamyka sie jakbym byla wrogiem,
                zupelnie bez sensu...
                ale wez jemu to wytlumacz... hahaha... powodzenia!!!


            • zwy_cienstwo1 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 24.07.11, 14:13
              Droga pierwszy raz zaglądnęłam w wątki tyczące wsparcia-powiem tak że przez taką mylną diagnoze SM a to Boleria nie ułożyłam sobie życia z osobą która była i w dalszym ciągu jest moją miłością. To jest ból psychiczny i dlatego podziwiam że są tacy ludzie że wybierają miłość na dobre i na złe. Jesteś dla mnie ideałem. Cierpienia typu niezrozumienie dzieci to jest wpisane w życie każdego kto je ma. Uważam że jako człowiek jesteś bardzo w porządku,
            • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 20.08.08, 18:04
              A ja i tak Wam dziękuję! I tobie ,stachenko, również, fajna z ciebie
              kobieta, lubię czytać Twoje często "soczyste" posty... jesteś "baba
              z jajami" (nie obraź się, wcale nie uważam, że baba bez jaj jest
              gorsza...ale takie się ukuło powiedzenie, nie wiem zresztą,
              dlaczego? testosteron...?)
                  • franiolek1 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 22.08.08, 23:04
                    Basiu, przetrzymacie, bedzie lepiej, Grzes wroci, bo wiesz, ze juz
                    tak bylo....
                    Sa momenty i dni , ze to cale bagienko boreliozowe boli bardziej,
                    cierpienie bardziej dokucza. Ale przeciez Ty wiesz jak jest w tej
                    chorobie, Ty ja juz dobrze znasz - po tych ciezkich chwilach
                    przychodzi sloneczko i u Was tez ono zaswieci.
                    Caluje Cie mocno i czekam na dobre wiadomosci od was
                    Joasia
                    • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 22.08.08, 23:11
                      dzięki, Joasiu, ale tak źle jeszcze nie było , zarówno przed jak i w
                      trakcie leczenia...Jest tak wielkie pogorszenie, że Grześ prawie nie
                      podnosi się z łóżka. Nie dziw się, Kochana, że tracę grunt,
                      potrzebuję tak bardzo lekarza w takich chwilach, ale go nie mam...
                      Dr Beata jest bardzo zajęta i nieuchwytna, a wierz mi, nie narzucam
                      się...
                      Pozdrawiam Cię, Dobry Duchu tego forum i obiecuję, że jak tylko coś
                      drgnie ku polepszeniu, natychmiast to rozgłoszę - basia
                        • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 23.08.08, 11:23
                          katarinka, doceniam dobre mysli, tyle,ze tak zle jeszcze nie było...
                          Grzegorz zupełnie klapnął , i fizycznie i psychicznie i
                          emocjonalnie...Wyobrażasz sobie nie odezwać się nawet do mnie cały
                          dzień? A ja mam teraz w domu takie straszne milczenie i emocjonalną
                          pustkę...Bardzo trudno mi zaakceptować taki stan...
                          • fionka21 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 23.08.08, 18:03
                            Basieńko,

                            Trzymaj się, Kochana, i głęboko wierz, że będzie lepiej.

                            Mało znam się na medycynie, ale jak dla mnie to stan Grzegorza to przedłużający
                            się herx. Biotraxon nie dawał takich reakcji, ale robiło się lepiej. No a teraz
                            dół, który oznacza, że będzie i górka. Czy stosujecie Chlorellę? Trzymam
                            kciuki, żeby Grześ szybko wrócił smile)

                            Ściskam Cię mocno, Anka

                            P. S. Wiem, że dr Beata dziś odpowiadała na pocztę natychmiast.
                            • zo_sia01 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 23.08.08, 21:35
                              Basiu, każdy chciałby Cię pocieszyć, ale jak? Pamiętam jak się leczyłam, jak
                              bardzo było źle to wcale nie wierzyłam, ze przez to przejdę, że się poprawię, że
                              będzie lepiej. Łatwo jest mówić człowiekowi już zdrowemu, ze w tej chorobie musi
                              być gorzej żeby było lepiej, ale tak naprawdę ten chory przyjmie to do
                              wiadomości dopiero wtedy, kiedy wyzdrowieje i nic tego nie zmieni. Taka ludzka
                              natura, a im bardziej jest się chorym tym trudniej uwierzyć, ze będzie lepiej.

                              Ale będzie Basiu, wierz mi smile) Słoneczko dla Was ! smile))
                              • swigonka Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 24.08.08, 14:29
                                Kochana Basiu. serce mi pęka czytając Twoje obecne posty.nie
                                potrafię sobie wyobrazić tego, co czujesz. ale powiem Ci jedno- oj
                                pogadałabym sobie z tymi Twoimi synami! szczególnie z tym starszym!
                                żyją z Wami pod jednym dachem, a nie czują sie zobowiązani do
                                pomocy. tak być nie powinno! Twój starszy syn to już dorosły facet i
                                nie powinien swojej osoby i życia "obwarowywać", a wygląda na to, ze
                                schował sie za jakims muram i udaje, że sprawa chorego ojca go nie
                                dotyczy. ucieka. ja wiem, że faceci są mniej odporni na stres i
                                trudne sytuacje-te rodzinne szczególnie, ale Basiu Ty jako matka,
                                masz prawo wymagac od nich pomocy. powinni pomysleć o Twoim zdrowiu
                                i samopoczuciu. zadeklarowć wsparcie, opieke nad tata i wysłac Cię
                                chociaż na kilka dni na odpoczynek. Basiu Ty musisz zregenerować
                                siły. nie jesteś maszyną. nikt nie mówi,ze masz uciekać 600 km od
                                domu,ale zwyczajnie kilka dni dać odpocząć duszy i ciału.
                                wychowaliście dzieci, pomagaliście-teraz ich pora! nie "chroń" ich
                                przed własnym tatą. przepraszm, jeśli byłam jakoś za ostra, ale Ty
                                już swoją rolę spełniłaś- oni sa dorośli! powinni pomogać! ściskam
                                Cię mocno! i modlę się za poprawę u Grzegorza.
                      • gosia_g13 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 15.12.08, 10:46
                        Witam wszystkich, czytając forum muszę stwierdzić że mam szczęście w
                        tej mojej chorobie.Leczę się od niedawna -3 miesiące- u dr. Tomasza
                        i widzę efekty leczenia(nadmienię ,iż od 3 lat miałam objawy BB
                        tylko nikt mnie wcześniej nie zdiagnozował, byłam leczona na
                        wszystko inne tylko nie na BB).Najpierw podleczyłam yersinię, teraz
                        wzieliśmy się za leczenie boreliozy.Obrzęki stawów minęły, bóle
                        jeszcze są i objawy neurologiczne też.Mój stan psychiczny poprawił
                        sie o 80%, mineło załamanie i bezradność.A co najważniejsze mam
                        przypływ energii, zniknęło ciągłe zmęczenie i mój organizm mimo obaw
                        dobrze toleruje leki.Moja słowa kieruję głównie do nowych
                        forumowiczów, zeby dać im nadzieję.
    • rehabazyl Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 28.08.08, 17:52
      Kochani. Chcę powiedzieć że jestem z Wami i w miarę możliwości mogę
      pomóc. Jak wspaniale było spotkać tylu ,,wariatów,, jak ja!!! Jestem
      mgr fizjoterapii, w dodatku z zamiłowania. Mam też to
      paskudztwo...niestety i trochę problemów z tym związanych.
      Pozdrówka. Będę odpisywać po 5-ym września, bo właśnie wyjeżdżam.
      Ania
      • katarinka.z Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 29.08.08, 14:28
        A ja jestem analitykiem medycznym... tzn będę w przyszłym roku, o ile mi
        borelioza nie pokrzyżuje planów i nie przeszkodzi w egzaminachindifferent Bo na dzień
        dzisiejszy po prostu nie widzę praktyk w szpitalu...a zaczynają się od
        poniedziałku...nie mówiąc, że przełożona sesja się zbliża. Przekładając miałam
        nadzieję, że może się coś poprawi, ale wszystko bez zmian.
        Nie mam siły biegać po szpitalu 7godzin na praktykach a jak powiem, ze jestem
        chora to już widzę reakcję i przerażenie w oczach pracowników. Masakra..
        • akdar Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 31.08.08, 12:26
          Witam wszystkich.

          Nie wiem, czy będzie to dla Was pociechą, ale żywię taką nadzieję.
          Miałam szczęście, bo zaczęłam tępić nasze ukochane krętki trzy miesiące po
          ukąszeniu. Borelioza była więc świeża, ale dawała mi niemiłosiernie w kość.
          Większość paskudnych objawów: ból kolan uniemożliwiał chodzenie, ogólnie bóle
          większości stawów, bóle serca, trudności z oddychaniem, zero koncentracji,
          depresja, bóle serca, sami wiecie... Lekarka z małopolski, wszystkim znana,
          sugerowała trzy miesiące leczenia, niestety minął rok, a ja ciągle na
          antybiotykach, ale... twierdzę uparcie, że na 95% jestem już zdrowa. Większość
          objawów ustąpiła, oceniam to na jakieś 98%. Teraz już tylko dobijam je dla
          pewności, że wszystkie się otworzyły i zginęły okrutną śmiercią.
          Było ciężko... nawet bardzo. Wszyscy znamy "milusie" objawy uboczne towarzyszące
          antybiotykom. Ale warto! Może jeszcze za wcześnie na radość, ale nie mam już
          powodów do narzekań. Chcę, żebyście uwierzyli, uwierzyły, że można to świństwo
          pokonać.
          Zrobiłam test w Poznaniu, niestety na szybko, ale chciałam wykorzystać chwilę
          bez antybiotyków(przerwa, bo jelita nie dawały rady)i wyszedł negatywny. Wiem,
          wiem, że powinnam dłużej czekać, aby był wiarygodny, ale czułam się wtedy
          fatalnie, więc pomyślałam, że na pewno żyją sobie dalej. A tu niespodzianka!
          Zawsze to jakiś powód do radości.
          Miałam też szczęście, bo było mnie stać na wydatek 700, 800 zł
          miesięcznie(pracuję za granicą). Mam na myśli koszta antybiotyków i suplementów.
          Ale najważniejsze, że ta droga prowadzi do celu.
          Życzę Wam tego samego. Małymi krokami, poprzez herxy-czy tak to się pisze?,
          biegunki, depresje, zwątpienie, szukajcie światełka w tunelu. Bo ono jest, tli
          się słabo i potrzebuje Waszej siły i wiary, aby rozpalić się na dobre. Wtedy to
          ono będzie Waszą pochodnią w tej krainie ciemności. Musicie wierzyć!!!
          Pozdrawiam wszystkich noszących krętki). I mam nadzieję, że mój optymizm nie
          będzie tu nie na miejscu).
          • bozena-123 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 09.09.08, 09:27
            Witam wszystkich serdecznie.
            Oto krótka historia mojej choroby.
            W marcu 2006 roku zaczęłam bardzo żle się czuc:dreszcze,silne bóle
            głowy i palpitacje serca a do tego bezsennośc nie pozwalały
            normalnie życ.Coś mnie wtedy tknęło i zrobiłam badanie Elisa na Bb -
            IgM i IgG dodatnie, Western Blot również.Zgłosiłam się do lekarza
            rejonowego który stwierdził dosłownie Ze"tego nie trzeba leczyc" ale
            skoro już przyszłam do wypisał doxy na 10 dni i powiedział że będzie
            wszystko dobrze.Drążąc dalej moją ciekawośc w zakresie boreliozy
            trafiłam do Raciborza na oddział zakazny gdzie podawano mi
            Tarcefoksym dożylnie przez 10 dni i dalej Ceclor doustnie 3
            tygodnie.Takie leczenie powtarza się cyklicznie co 3,4 miesiące nie
            dając rezultatów.Dlatego zaczęłam szuka i natrafiłam na Wasze
            forum.To cudowna rzecz.Od kilku tygodni nic innego nie robię tylko
            czytam forum.Dzięki Wam zdecydowałam się na leczenie u Dr.Beaty w
            Bielsku.Obecnie czekam na wyniki badania koinfekcji i jadę na
            pierwszą wizytę.Podziwiam Was wszystkich za wytrwałośc w leczeniu,
            boję się, że ja sobie nie poradzę i nie wytrzymam.Potrzebuję Was i
            Waszego wsparcia.Mam nadzieję że mi pomożecie.Chętnie posłucham
            Waszych rad i wskazówek.
            Pozdrawiam wszystkich
    • katarinka.z Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 22.09.08, 00:26
      Wiecie co...
      Oglądnęłam dziś w końcu w całości film "Under our skin". Poryczałam się..
      Nie wiedziałam, że tak to wszystko wygląda z zewnątrz. Wiem, że jestem chora i
      jakoś sobie muszę z tym dać radę. Ale do tej pory codziennie starałam się sobie
      wmawiać, że to nie jest takie straszne. Po oglądnięciu filmu - dotarło do mnie
      na co tak naprawdę jestem chora i jak to wszystko może się skończyć.
      Każde słowo wypowiadane przez tych ludzi było dla mnie tak bardzo
      znajome...Jakby ktoś nakręcił film o mnie.. Jakbym widziała siebie z zewnątrz. I
      w końcu upewniłam się, że naprawdę jest ktoś, kto mnie rozumie.. Że nie zwariowałam.
      Chciałam Wam wszystkim bardzo podziękować - za to, że jesteście.
      Dzięki Wam nie jestem sama i doszłam do tego etapu na jakim jestem teraz...
      Jesteście naprawdę fantastycznymi ludźmi i mocno trzymam kciuki, żeby każdy z
      Was wygrał walkę z tą chorobą.
      Ciepło pozdrawiam
      kasia
      • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 23.09.08, 16:28
        My też oglądaliśmy film wstrząsnięci...Ja wycierała łzy, a Grzegorz
        miał kamienną twarz... Tak, my wiemy, co czują ci wszyscy chorzy. To
        o nas, o naszych bólach, lękach, bezradności i strachu przed
        przyszłością. Jak dobrze, że jesteśmy RAZEM.
        Serdeczności dla Ciebie, Kasieńko i dla Wszystkich Forumowiczów -
        Basia
        • aqarel Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 25.09.08, 19:10
          "Teraz już wiem, że słowo-klucz to „wybrani”. Wybrani po to, aby pomagać, aby
          zmienić coś w swoim życiu by było lepsze, pełniejsze. Wybrani po to, aby
          dowiedzieć się, co jest tak naprawdę ważne, co znaczy miłość i cierpienie i jaki
          ma sens. Co znaczy bliskość. I że można cieszyć się ze zwykłych rzeczy, których
          na co dzień się nie doceniało." - Sanara
                  • reni_x Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 12.10.08, 14:25
                    i znowu sie troche pozbieralam,po ostatnim wylewie.nie pisze
                    tutaj.tylko czytam was..jestem bardzo zmeczona,nie mam sil juz
                    walczyc o leczenie,,pozatym moja bb jest jakas nie
                    typowa,,wylewy,zawal i amputacja..nawet tutaj nie mam
                    wsparcia..chyba musze sobie sama pomoc i wreszcie sie odwazyc,bo juz
                    nie widze nadzieji na leczenie,,a tak zyc nie chce.
                    • fionka21 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 13.10.08, 23:32
                      Wiesz, Reni, ja też raczej czytam, niż piszę. Bardzo często myślę o ludziach,
                      których historie znam z forum. Również o Tobie, tym bardziej, że należymy do
                      tego samego pokolenia. Twoją historię przeczytałam po tym, gdy Katowiczanka
                      napisała o Twoim kolejnym wylewie.

                      Bardzo Ci współczuję, że tak choroba Cię kąsa. Jesteś w tym wszystkim bardzo
                      dzielna, choć wiem, że to musi być trudne. Życzę Ci z całego serca, żebyś nidgy
                      nie zdobyła się na odwagę, o której myślisz. To nie odwaga, Kochana. To ucieczka!

                      Wiesz, ja byłam jedynaczką, bardzo mocno związaną z rodzicami. Mój mąż uważa
                      nawet, że to było patologiczne. Przeżyłam ich odejście. Pierwszy odszedł tato.
                      Nie wrócił z zakupów - na ulicy dostał wylewu typu tsunami. Po dwóch dniach już
                      go nie było. Mama w tym czasie była już bardzo schorowana i słaba. To co się z
                      nią zdrowotnie działo przez półtora roku, czyli do końca, wystarczyło by na
                      książkę typu dreszczowiec. Też, w chwilach zwątpienia i zmęczenia, mówiła, że
                      chce, aby TO się już skończyło. Pamiętam, że bałam się, że jej nie upilnuję, tym
                      bardziej, że miała bardzo niezależne usposobienie i była skłonna do ryzyka. Nie
                      zrobiła tego jednak. Poddała się czasowi i może to mój egoizm, ale jestem jej za
                      to wdzięczna. Byłam z nią razem do końca.

                      Mam natomiast znajomą, której mama odważyła się. Być może liczyła na to, że
                      ktoś przyjdzie i ją odratuje, ale nie przyszedł. Nie zazdroszczę tej znajomej.
                      Dla nie, córki, to nie gojąca się rana i pewnie tak już zostanie.

                      Nie jestem osobą religijną, niestety, (a może stety?), ale po przeżyciach
                      związanych ze śmiercią rodziców, a potem rozwinięciu się u mnie boreliozy, z
                      którą wciąż walczę, wiem już na pewno, że w życiu najważniejszą wartością jest
                      właśnie życie. Bycie i czucie, nawet jak boli i jak jest się bezradnym i
                      zagubionym w cierpieniu.

                      Ściskam Cię ciepło i bardzo serdecznie, Anka
                        • anyx27 Kochana Renatko... 15.10.08, 01:09
                          Ja tez nie mam juz sil, choc nie jestem tak doswiadczona okrutnie
                          jak ty... mam dwie nogi, ale juz bardzo malo sprawne. i tez ogromne
                          problemy z zylami. bedac w ciazy nie wiedzialam, ze mam borelioze.
                          bardzo bolaly mnie nogi, zrobiono badania zyl. ledwo zdazylam
                          uratowac sie przed zakrzepica. mam bardzo slabe miesnie, problemy z
                          oddychaniem, ale wiem, ze musze zyc. mam powod - corcie, ktora
                          zarazilam w ciazy i o ktorej zdrowie bede musiala pewnie kiedys
                          walczyc. mam rodzine, meza. i jakas czesc mnie ciagle chce zyc. musi
                          zyc. na pewno ty tez masz bliskie osoby. jesli w tym momencie nie
                          chcesz zyc dla siebie, pomysl o nich. moze nie powinnam tego pisac,
                          ale ja wychodze z zalozenia, ze zabic sie to zawsze zdaze, ale
                          dopoki jest choc iskierka nadziei, to nie warto tego robic. przeciez
                          wtedy szansa przepadnie na zawsze. a dopoki zyjemy, to ona jest.
                          Reni, ja wiem, ze chorujesz dlugo, ze dlugo sie leczysz, ze
                          przeszlas wiele, ale zyjesz! prosze cie, daj sobie jeszcze troche
                          czasu. daj sobie szanse. Bardzo chcialabym z toba porozmawiac. jesli
                          tylko chcesz, napisz na maila a_olszewska_wroclaw@o2.pl , podaj nr
                          telefonu, zadzwonie. sciskam mocno, Aneta
                        • gosia_g13 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 15.10.08, 11:00
                          Renatko od kilku dni zbieram się ,żeby napisać Ci słowa
                          pocieszenia.Nie potrafię ubrać w słowa tego co czuję i chciałabym Ci
                          przekazać...Jesteś w bardzo trudnym położeniu i masz prawo mieć
                          chwile zwątpienia,masz prawo wołać o pomoc.Ja dopiero jestem na
                          samym początku tej drogi i moje zdrowie nie jest w takim stanie jak
                          Twoje, a też mam chwile załamania.Reni pamiętaj, po każdej
                          niepogodzie świeci słoneczko i ono dla Ciebie też zaświeci.Pamiętaj
                          nie jesteś sama, masz nas.
                          Trzymaj się, Gosia.
                            • gosia_g13 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 15.10.08, 17:09
                              Renatko słoneczko dla Ciebie jeszcze zaświeci, przeczytaj jakie
                              piękne słowa ktoś napisał.
                              Słowa, które podnoszą na duchu.
                              Słowa, które dają nadzieję na lepsze jutro.
                              Słowa, dzięki którym wiemy ,że nie jesteśmy sami w naszej walce.
                              Słowa te cytuję poniżej:
                              ,,Otwieram nowy wątek
                              dla tych, którzy w tej nierównej i trudnej drodze ku utraconemu
                              zdrowiu, pokonują nie tylko codzienności choroby, jej fizyczne
                              objawy, ale i ból psychiczny, osamotnienie czy żal.
                              Jest to wątek dla rozważań, przemyśleń, dla radości i smutku. Tu
                              odnajdziemy wsparcie, które możemy sami sobie nawzajem zaoferować.
                              Choroba dała nam wiele cierpień, ale wielu z nas w tym cierpieniu
                              zjednoczyła.
                              Wątek ten jest również dla tych, którzy dzielą życie z chorymi,
                              którzy z nimi współpracują, przyjaźnią się, dla ich rodzin.
                              Dzielmy się tym co mamy - dzielmy się swoją wzajemną obecnością w
                              tej chorobie,,

                            • katarinka.z Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 15.10.08, 20:58
                              Reni... Twoje słowa sprzed roku: "Dokad bede miala mozliwosc leczenia..tak latwo
                              nie zrezygnuje...nie popuszcze
                              tej francy!!!!!!!!!!!"

                              Nie piszę słów pociechy, bo najpiękniejsze słowa nic nie pomogą.

                              Kiedyś na rekolekcjach ksiądz przyprowadził do kościoła dziewczynę. Była
                              niepełnosprawna. Siedziała na wózku, całkowicie sparaliżowana. Nie
                              mówiła..wydawała z siebie tylko bełkot. Patrząc na nią miałam wrażenie, że to
                              wrak człowieka pod każdym względem. Całkowicie uzależniona od innych.
                              Ksiądz powiedział, że dziewczyna chce nam coś powiedzieć. Podstawił jej mikrofon
                              (bo nawet ręki samodzielnie nie podniosła) a ona wydała z siebie jakieś dziwne
                              dźwięki - nie zrozumiałam ani słowa.
                              W kościele dało się słyszeć szmer głosów...I nagle dziewczyna wykrzyczała (widać
                              było, że jej to sprawiło dużą trudność) dwa słowa.. "TRZEBA WALCZYĆ"
                              Nastała przerażająca cisza. Do dziś się zastanawiam jaką siłę zawarła w tych
                              słowach...całe swoje życie. Ona miała siłę walczyć - my też powinniśmy ją
                              znaleźć. Ty w szczególności..
                              Wiem, że wszystko jest łatwo mówić. Wiem, że bardzo cierpisz - ale nie możesz
                              się poddać!
                              Reni..jesteś dla wszystkich tu przykładem, że trzeba walczyć. Mimo wszystko..
                              Jesteś przykładem, że się da.
                              Pomimo bólu i braku nadziei. Tak jak ta dziewczyna kiedyś...
                              Może cierpisz tak dlatego, że ktoś inny by tego cierpienia nie potrafił znieść.
                              Nie wiem..nie potrafię tego wytłumaczyć w żaden sensowny sposób.
                              Mogę Ci tylko powiedzieć, że jestem z Tobą myślami i wspieram.
                              Nie mogę Cię potrzymać za rękę, ale wiedz, że nie jesteś sama w tym wszystkim.
                              Walcz Reni o siebie...
                              "Człowieka można zniszczyć, ale nie można go pokonać"... Ciebie też nic nie
                              pokona.. Mocno w to wierzę.

                              Trzymam kciuki i ciepło ściskam
                              Kasia
    • zanka.2 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 06.10.08, 15:22
      jesteśmy w jakiś sposób wybrani ,bo jak to nazwać,że moją
      koleżankę ugryzło juz ze 100 kleszczy i nie jest chora ,a ja swojego
      ugryzienia nie pamiętam i mam 20 letnia borelioze i jeszcze 4
      koinfekcje.przecież gdyby nie to moje życie całkiem inaczej
      wyglądałoby .Każdy z nas zanim zdiagnozował to -był niepowaznie
      traktowany przez lekarzy, swich bliskich- sugerowali ,ze odpowiednim
      lekarzem jest psychiatra.Nie uczestniczyliśmy w wielu
      sytuacjach ,nie zdobyliśmy wielu rzeczy z powodu dziwnych
      dolegliwości, chwilami czułam się upokorzona przez innych .
      próbuje to rozpatrywać w kategoriach ,że jestem lepszym
      człowiekiem,że jestem wrażliwa na krzywdeludzką,że potrafie pomóc
      innym mimo własnego bólu ,ale mam momenty buntu jak patrze na moje
      obolałe życie. Na prawde chciałabym z tego wyjść i móc chociaz ten
      dojrzały okres mego życia przeżyć lepiej bez bólu,chciałabym znów
      chodzic po górach, tańczyć,kąpać się w morzu i nadal pomagać innym .
      I w takim momencie jakim jestem teraz na rifame.. cała sztywna i
      obolała wpadam w strach ,że to może nie nastąpić i wtedy nie
      wyobrażam sobie dalszego życia.Wtedy dociera do mnie bardziej,że
      mimo,iż się buntuje może pomóc mi tylko Bóg - to on może dać
      cierpliwość do znoszenia bólu i choroby, to on może dac siłe
      organizmowi do walki ,to on może pomóc wybić kretki i inne
      paskudztwa.Wcześniej postanawiałam sobie codzienną modlitwę ,ale jak
      tylko luzowały dolegliwości to jakoś powoli to upadało,az do
      następnego dołka.Muszę to zmienić . Też jak wielu z Was buntuje sie
      na to naznaczenie i wybranie mnie ,ale nie ma innego wyjścia jak
      zaakceptowanie tego ,czy sie chce ,czy nie. moznaby stworzyć dla
      tych którzy chcą oczywiście łanćuch modlitewny za nas wszyskich tu
      na forum o powrót do zdrowia,moglibyśmy wszyscy codziennie modlić
      się w wybrany przez nas sposób wzajemnie za siebie.Ma to
      sens ,pozdrawiam wszystkich serdecznie .
    • aqarel Renatko 15.10.08, 21:28
      zawsze gdy spada deszcz
      zamykam oczy i słucham
      mogę usłyszeć samotne dźwięki
      na plączącym niebie

      słuchaj deszczu
      znów nadchodzi
      wsłuchaj się w deszcz

      poczuć dotyk spadających łez
      które nie chcą spadać wiecznie
      po drodze płynie deszcz
      wszystko przychodzi i odchodzi

      słuchaj deszczu.....deszczu
      znów nadchodzi...znów
      wsłuchaj się w deszcz...deszcz

      późną nocą odpływam daleko
      słyszę twoje dzwonienie
      moje imię jest w deszczu
      pozostawione na drzewach szeptane
      głębokie niebieskie niebo, ogrom

      nawet jeśli ta chwila się skończy
      nie porzucę tego uczucia
      wszystko znowu przyjdzie
      w spadających dźwiękach
      z plączącego nieba
      usłysz moje imię w deszczu

      pl.youtube.com/watch?v=zoWcpafo1Zs
      • aqarel piękna nuta 15.10.08, 22:29
        Wiesz kiedy oddajesz swoja miłość na zawsze
        to otwiera twoje serce
        wszystko jest wtedy nowe
        i wiesz ze czas zawsze odnajdzie drogę
        zęby twoje serce uwierzyło że to prawda

        wiesz że miłość to wszystkie słowa, które wypowiadasz
        szept,słowo,
        obietnica którą dajesz
        czujesz to w uderzeniach serca
        wiesz że to na tej ścieżce jest miłość

        amarantine...
        to jest miłość

        wiesz że miłość możne doprowadzić do płaczu
        wiec pozwól płynąc łzom
        one popłyną na zawsze
        dla ciebie łzy pozwalają latać
        tak daleko jak potrafi serce

        amarantine...
        to jest miłość

        wiesz kiedy to miłość
        blask w twych oczach
        możne to gwiazdy
        przelatujące nad nami
        i wiesz ze miłość
        jest kiedy wznosisz się
        dla przemijających dni i nocy dla miłości

        pl.youtube.com/watch?v=R3FxJANoTOM
        • aqarel Ześlij Anioła ...gdy brakuje nam sił 16.10.08, 19:54
          Mędrcy powiadali: po prostu podążaj tą drogą
          Do blasku światła
          Wiatr będzie dął w Twą twarz
          Tak jak lata Ci mijają
          Usłysz ten głos z głębi
          To zew Twego serca
          Zamknij oczy i odnajdź
          Wyjście z tej ciemności

          Oto jestem
          Ześlij mi anioła
          Oto jestem
          W krainie porannej gwiazdy

          Mędrcy powiadali: znajdź swe miejsce
          W oku burzy
          Poszukuj róż po drodze
          Lecz wystrzegaj się kolców

          Oto jestem
          Ześlij mi anioła
          Oto jestem
          W krainie porannej gwiazdy

          Mędrcy powiadali: po prostu podnieś rękę
          i wyjdź naprzeciw urokowi
          Odnajdziesz wrota ziemi obiecanej
          Musisz tylko uwierzyć w siebie
          Usłysz ten głos z głębi siebie
          To zew twego serca
          Zamknij oczy i odnajdź
          Wyjście z tej ciemności

          Oto jestem
          Czy wyślesz mi anioła?
          Oto jestem
          W krainie porannej gwiazdy

          pl.youtube.com/watch?v=aR_cLF6_cDM
    • swigonka wątek gosi13 przeniesiony 17.10.08, 17:27
      gosia napisała:

      Witam,przekazuję informację,iż w Rakowie-dzielnica Częstochowy w
      kościele p.w.Św.Józefa Rzemieślnika są odprawiane Msze Św. o
      uzdrowienia.Podaję najbliższe terminy:18.X.08r, 08.XI.08r,
      13.XII.08r zawsze o godz.18.00.Trzeba zabrać ze sobą krzesełko, jest
      pełny kościół. Bliższe informacje: mamre.pl
      • anyx27 Re: my wygraliśmy 26.10.08, 22:45
        kawelczyk, czy mozesz napisac cos wiecej, bo z tego co pisales w
        jakims watku, to stwierdziles to po tym jak lekarz powiedzial ci, ze
        jestes zdrowy. czy to troche nie za malo?
        • kawelczyk Re: my wygraliśmy 28.10.08, 16:30
          choroba dotknęła synka (teraz skończy 4 latka),leczymy się u dwóch
          niezależnych lekarzy, a wyniki mówią za siebie: IgM 1,28, Blott
          wątpliwy. Mam świadomość że choroba może wrócić i musimy być pod
          stałą kontrolą lekarską
          • stachenka Re: my wygraliśmy 28.10.08, 17:20
            Kowalczyk, można być ciężko chorym i testy mieć całkowicie ujemne, a nie tylko
            wątpliwe. Wiesz o tym? Mam nadzieję, że Twój synek jest przede wszystkim
            bezobjawowy.
              • kawelczyk Re: my wygraliśmy 28.10.08, 19:38
                wiem że to nie koniec z boreliozą, ale po tym co przeszłam walcząc z
                tą chorobą takie wyniki to dla mnie ogromna radość. Tym bardziej po
                tym jak musiałam patrzeć jak cierpi moje dziecko...Ale ty chyba tego
                nie rozumieszsad
                • anyx27 Re: my wygraliśmy 28.10.08, 20:06
                  Moze Stachenka nie rozumie, ale ja mam dziecko (prawdopodobnie z
                  borelioza wrodzona) i NIGDY nie sugerowalabym sie samymi wynikami.
                  Takie wyniki wcale by mnie nie uspokoily. tym bardziej, ze nie bylo
                  nic na cysty sad
                • stachenka Re: my wygraliśmy 28.10.08, 20:36
                  Obawiam się, że Ty nie rozumiesz z czym masz do czynienia i jeżeli tego nie
                  zrozumiesz, to Twoje dziecko może się jeszcze bardzo dużo nacierpieć, czego mu -
                  rzecz jasna - nie życzę, tym bardziej, że wiem, jak się rośnie mając boreliozę.
                  • arrakis74 Re: my wygraliśmy 28.10.08, 22:34
                    Jest nie wiele osób które są w stanie zrozumieć, jeżeli tego same
                    nie doświadczyły. W wieku kilkunastu lat miałem pierwszy objaw,
                    prawdopodobnie wkrótce po zakażeniu, który do dzisiaj pamiętam i
                    dopiero teraz jak wiem że mam bb skojarzyłem to z nią. Później
                    wszystko stało się inne i nie potrafiłem sobie tego wyjaśnić.
    • anyx27 kawelczyk 04.11.08, 19:02
      To , co piszemy wynika z naszej wiedzy. Nie wiem, czy czytalas
      mojego maila, ktorego napisalam do ciebie. jesli nie, to przeczytaj
      i ratuj swoje dziecko, bo im dluzej bedzie chore, tym wiecej
      cierpienia je czeka w przyszlosci. zle leczenie jest gorsze, niz
      brak leczenia.
        • anyx27 Re: kawelczyk 08.11.08, 19:51
          szkoda... wiesz, ja mam takie wrazenie, ze myslisz, iz jesli wmowisz
          sobie, ze twoje dziecko jest zdrowe, to tak bedzie. to byloby super,
          ale niestety tak sie nie da sad negujesz wszystkie rady od osob,
          ktore chca ci pomoc. nie rozumiesz, ze w ten sposob skazujesz swoje
          dziecko na cierpienie? ja tego nie rozumiem. twoje dziecko bylo zle
          leczone i choroba nie zostala wyleczona. to tylko kwestia czasu,
          kiedy znow sie obudzi. pamietaj tez, ze zle leczenie jest gorsze,
          niz jego brak.
          • mangurr123 pogorszemie :( 10.11.08, 21:17
            Witam , nie wiem czy pisze w dobrym miejscu , jesli w złym to
            przepraszam .Miałem szereg objawów głównie neurologicznych przez
            około rok, Mam dodatni WB i elise . PCR i konifekcje w Poznaniu
            ujemne, ciągle sie zastanawiam czy mam bb czy tez cos innegosad.Po
            miesiącu miesi acu amoksycyliny 3x1 g była znaczna poprawa przeszło
            mi po czym przerwali abx i po 3 tyg objawy wróciły , brałem potem
            unidox 2x100 po czym zwiększyłem do 2x 200 i były herxy np dusznosc
            uciski głowy , ból w sercu , silne zmęczenie , lęki poty- był czasem
            sie tym podpieram ze to oznacza ze "mam " bb i nie musze szukac
            dalej.Teraz juz 2 miesiące sie lecze u Pani Doktor w Krakowie jutro
            zacznie sie trzeci ,miesiąc a ja wciaz nie widze poprawy. Mam bóle
            serca i takie dziwne mocne bicie , uciski głowy przy wstawaniu z
            pozycji siedzącej lub leżącej taki nagły dopływ jakby krwi do mózgu
            (takie cisnienie) ze ide przed siebie i mysle ze sie wywróce,
            pulsuje mi wszystko przed oczami,cofa mi język mam cos dziwnego w
            czyji. mam wrazenie ze cos mi siedzi w tchawicy tzn cos mnie tam
            łaskocze , a jak mocno wydmucham powietrze to konca to czasem,
            słychac taki odgłos jak przy mokrym kaszlu( nie kaszle), i czasem po
            tym pojedynczo mi sie odbija.Swego czasu wkręcałem sobie ze mam
            grzyba na płucach, ale juz tak nie mysle bo to nie ma sęsu, skaczą
            mi mięsnia , niedobrze mi, i pierw kłuje a potem piecze ciało ,
            powiedzcie mi prosze czy wy tez tak macie , czy tak ma byc ?? bo ja
            juz sam nie wiem czy sie lecze na to na co jestem chory:/Nigdy nie
            miałem(nie widziałem) kleszcza ani rumienia.Ale objawy miałem juz
            wczesniej takie ze sie ciągnoł jeden przez np 2-4 tyg a po jakims
            czasie był silny atak tego objawu...
            • bagnowska Re: pogorszemie :( 12.11.08, 09:08
              Witaj. U mojego męża testy nie wykazały borelii, ani koinfekcji ,
              wyszły tylko wątpliwe myko i cpn.KLeszcze były b. dawno temu , na
              przełomie lat 70/80-tych.
              Leczymy się już 16 miesięcy.Na początku po biotraksonie
              spektakularna wręcz poprawa. Potem , niestety, pogorszenie, totalna
              zniżka formy, zatrucie biotoksynami.Przerwa w abx ok 2-óch miesięcy,
              na odtrucie.No i decyzja Pani Doktor: leczenie bardziej w kierunku
              chlamydii ale działające również na bb, z tym, że bardzo niskimi
              dawkami.Grzesiek jest tak bardzo znoszczony przez chorobę, że jego
              osłabiony organizm nie toleruje agresywnego leczenia.
              Nadal jest b. słaby, szwankuje mowa, zwieracze, dławi się. Pomagam
              mu przy ubieraniu (pół roku temu ubierał się sam...). Wieczorem jest
              tak słaby, że nie ma siły sam położyć się do łóżka...
              Ale walczymy nadal! Nie rezygnujemy, bo innej drogi po prostu nie
              ma. Zdajemy sobie sprawe, że to leczenie będzie DŁUGOLETNIE w
              przypadku Grzesia, a efekt nie do przewidzenia. Wdrażamy obecnie
              więcej rehabilitacji, żeby likwidować wzrastającą spastykę i
              poprawić krążenie i i siłę mięśni.
              Grzesiek jest ciągle jakby nieobecny , odrealniony, tylko krótkie
              okresy ma przytomne. Tak więc , jak widzisz , jest nas więcej,
              takich opornych, trudnych do leczenia.To bardzo cięzki czas, ale
              trzeba trwać, chociaz zwątpienia przychodzą częściej, niż nadzieja.
              Trzymaj się ciepło, wielu z nas Cię rozumie.POzdrawiam serdecznie-
              Basia
              • zanka.2 Re: pogorszemie :( 15.11.08, 08:37
                Też mam pogorszenie,mam za sobą rok leczenia i żadnej poprawy nadal
                sztywności,nadal bóle,szyja tak sztywna ,że nie do wytrzymania.Z
                trudnością to wszystko wytrzymuje rodzina zniecierpliwiona bo chcą
                zebym była zdrowa,w pracy nie rozumieja schorzenia i czuje sie
                samota jak pies w tym wszystkim, chwilami udaje przed bliskimi ,że
                radze sobie z wszystkim bo chce byc akceptowana , przeżywam koszmar
                na chwile obecną,prysła moja siła i walka o siebie.
                • dobbiaco Re: pogorszemie :(i dla mangurr 123 19.11.08, 21:05
                  Mam objawy identyczne..Dosłownie takie same;z
                  mrowieniami,bólami;świstami w tchawicy..W czasie herxów nawet zakrawa
                  to na astmę..Potem się uspokaja..Biorę gripex i mam euphylinę w
                  odwodzie..Też pobolewa mnie serce..Za każdym razem..zastanawiam
                  się,czy..wytrzyma ten kolejny herx..Jestem coraz słabsza i moja
                  nadzieja niknie..Nawet nie usiłuję być zrozumiana;ludzie nie mają
                  pojęcia,co to za zmora-borelioza..Prócz fizycznego spadku-jak po
                  równi pochyłej-są jeszcze..lęki i depresje..A mieszkam i jestem
                  samotna..Synowi mówię niewiele-nie chcę siać stresu w jego
                  zapracowanym,pełnym obowiązków życiu..Tak więc..znając zadziwiające
                  priorytety,rządzące dziś lecznictwem;gdzie ludzkie życie straciło
                  wartość..nie mam złudnych nadziei na przyszłość..Dużo w zyciu
                  walczyłąm;o wychowanie syna;o życie i każdy dzień dla chorej
                  Matki..Dla siebie..nie starczy mi już sił..Nie widzę w sobie sił...
                  • bagnowska Re: pogorszemie :(i dla mangurr 123 19.11.08, 23:14
                    A mnie przeraża jedna myśl: że padnę gdzieś w drodze między
                    opiekowaniem się Grzesiem, jedną pracą, drugą pracą, zdobywaniem,
                    wydzieraniem spod ziemi pieniędzy na leczenie...i Grześ zostanie
                    sam... to przeraża mnie najbardziej...Nie mam po prostu czasu na
                    zaopiekowanie się sobą, brak mi na to również sił...ze zdziwieniem
                    stwierdzam, że to u mnie coraz częściej towar deficytowy...
                  • katarinka.z Re: pogorszemie :(i dla mangurr 123 23.11.08, 10:56
                    U mnie też niestety gorzejsad
                    Zarówno samopoczucie, jak i cała reszta. Jedyna rzecz, która dawała mi się do
                    walki też legła w gruzach.
                    Życie prywatne już całkowicie się sypie. Całkowity brak zrozumienia i straszna
                    samotność. Nie mam siły tłumaczyć i nie mam siły prosić. Zarówno o zrozumienie,
                    jak i wsparciesad
                    Już nawet na forum nie mam siły pisać..
                    Całą noc przepłakałam - już sama nie daję rady z tym wszystkimsad
                    Nie wiem, co mam dalej robić. Czuję się jakbym była na skraju przepaści i jedyne
                    co mam ochotę i siłę zrobić to do niej wskoczyć..


                    • bagnowska Re: pogorszemie :katarinka 23.11.08, 11:29
                      Czytam Twoje wpisy, i tak bardzo Cię rozumiem...Grześ również w
                      gorszym stanie, spastyka w ciągu 2 dni tak bardzo wzrosła, mimowolne
                      drżenia nóg nasiliły się również...Grzegorz ma ogromne problemy z
                      siadaniem (jakaś wewnętrzna siła wręcz nim "rzuca" i usztywania), w
                      ciągu 1,5 rocznego leczenia właściwie powolne podtępne pogarszanie...
                      No i najgorsza ta samotność, masz rację.Ty piszesz, że jesteś sama,
                      my we dwoje tak naprawdę również jesteśmy samotni, i to każde z
                      osobna. Grzegorz coraz bardziej zamknięty, ja coraz bardziej smutna,
                      patrząca bezsilnie, jak choroba zabiera mi powoli ukochanego
                      człowieka...Jutro mam go zostawić na 8 długich godzin i iść do
                      pracy...Jak mam to zrobić, jeśli widzę, że nie radzi sobie z
                      najprostszymi czynnościami? Z pracy zwolnić się nie mogę, pieniądze
                      są niezbędne. Zasiłki żadne nie przysługują żonom opiekującym się
                      niepełnosprawnymi mężami...Uczucie osamotnienia i bezsilności jest
                      straszne...Na naszego lekarza w takich momentach pogorszenia nie mam
                      co liczyć, a innego nie ma...
                      Mimo to nie myslę o przepaści, Katarinko kochana, musi być jakieś
                      Jutro, gdzie nie będzie skraju przepaści, a droga, którą wędrujemy z
                      takim mozołem , stanie się mniej kręta i wyboista.
                      I pamiętaj o Baśce, kiedy pomyślisz znowu o przepaści.Moja ręka
                      będzie Cię trzymać mocno smile i nie pozwoli na zrobienie tego kroku.
                      Mój mail: bagnowska@gmail.com
                      Może Ci się przyda. Skrzynkę mam cały czas na podglądzie.
                      trzymajmy się, Kochanie -Basia
              • jasna_ja Re: pogorszemie :( 20.11.08, 14:21
                Serdecznie witam!
                Jestem tu nowa. Ogladalam rozne watki i mam ogromne zamieszanie w glowie. Gdzie najlepiej sie leczyc? Zrozumialam, ze Krakow... Czy tak faktycznie jest? Dr Beata, tak? mozna prosic o namiary? ile trzeba czekac na wizyte? przyjmuje tez w soboty? mam dosyc niedouczonych lekarzy!!! zalamka
    • katarinka.z Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 03.12.08, 13:53
      Ręce załamałam..
      Muszę to napisać, bo ludzkie niedouczenie już chyba sięgnęło zenituuncertain
      Wiecie, co mojej koleżance zalecił lekarz kiedy niedawno przyszła z fragmentem
      kleszcza w nodze i rumieniem na pół uda?
      Wyciągnęli kleszcza i zlali rumień wodą utlenioną. Powiedzieli, że do tygodnia
      powinno przejść.
      Na jakim świecie my żyjemy?uncertain
        • tintirinka Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 03.12.08, 23:37
          Witam! Ja tez jestem chora i moja corka rowniez. Lecze sie od marca i mam
          nadzieje ze bedzie ok. Corka nie miala zadych objawów, wlasnie zakonczyla
          antybiotykoterapie - za 1,5 miesiaca badania i zobaczymy co dalej. Ja jeszcze
          miesiac leczenia i potem znowu badania. Nie mam takich strasznych objawow jak
          piszecie na forum, tylko rozne bóle do wytrzymania, zmeczenie prawie ciagle. Da
          się to wytrzymać. I nigdy nie wiem czy to jest spowodowane borelką, czy
          antybiotykami czy tak po prostu. Oczywiscie mąż patrzy na mnie z powątpieniem -
          że udaję, albo wykorzystuję chorobę albo jeszcze coś. Czy można się źle czuć po
          antybiotykach? W dniach w których jem Tinidazol jest koszmarnie. Da się
          funkcjonować, ale jest trudno. Czasami myslę, że boreliozy we mnie wogole nie
          ma, tylko tak się źle czuję tylko przez antybiotyki. Dociągnę do końca i koniec.
          Pozdrawiam wszytkich.
            • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 06.12.08, 23:50
              WItaj... Dopiero teraz uruchomiłam mój uparty laptop. cały dzień
              próbowałam , ale nie maiałam mozności usiąść i wziąć się za
              odzyskanie połączenia internetowego.Grześ pochłania mnie
              całkowicie... Jest bardzo słaby... muszę go prawie nosić... jest mi
              bardzo ciężko...Nie chcę tego opisywać w swoim wątku, to nie jest
              optymistyczne. jasna-ja, muszę uruchomić gadu-gadu, Nie korzystałam
              z tego komunikatora, Tak się jakoś złożyło,,, Ale zrobię to zaraz i
              odezwę się. Juz się ściąga. Potraciłam wszystkie dane, bo siadł mi
              cały system. Pewnie dopiero jutro pogadamy...Mój czas, to noc. dzień
              jest Grzegorza.Teraz moje szczęście spokojnie śpi, ja włączam
              słuchawki i cudowną muzykę mojej młodości i mogę pobyć ze sobą albo
              z kimś, kto o tej porze nie śpi...
              Do zobaczenia na gadu gadu , masz ładny nick, taki promienny- Basia
            • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 07.12.08, 23:54
              Witaj. Nie założyłam jeszcze gadu gadu...Przepraszam, wczoraj
              zaczęłam instalować , ale znowu wystapił u mnie problem z łączem
              internetowym i wywaliło mi instalację programu.Ale znajdę moment i
              założę.A teraz może podam maila? bagnowska@gmail.com
              Pocztę mam otwartą cały czas i staram się natychmiast odpowiadać.Mam
              taką możliwość również w pracy.
              Pisz, jasna ja, jeśli masz problem (a tutaj mamy je wszyscy...),
              zawsze odpowiem.
              POzdrawiam ciepło i czekam - Basia
            • jwoda22 Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 15.12.13, 16:16
              Witam! Wykonane tydzień temu badanie ELISA, potwierdziło u mnie pojawienie się boreliozy. Kilka tygodni temu zauważyłam u siebie rumień, który bardzo szybko się zmieniał. Do tego skoki ciśnienia, drętwienie kończyn, szum i pisk w głowie. Również objawy grypopodobne.
              Do niedawna bardzo lubiłam chodzić na grzyby, a ten rok był wyjątkowy pod tym kątem i cóż, jak widać nie tylko pod tym... Żadnego kleszcza jednak nie zauważyłam, możliwe, że ugryzła mnie nimfa, bo zawsze bardzo dokładnie sprawdzam ubranie po powrocie ze spaceru.

              Mój lekarz niestety nie ma doświadczenia z tą chorobą, sam poradził, bym zajrzała do internetu (liczyłam, że może poda mi namiary na jakiegoś znajomego lekarza ale się myliłam). Od razu przepisał mi antybiotyk Duomox, który przyjmuję od ok. 13. dni, co 12 godzin. Czytałam różne historie choroby i wiem, że to dopiero początek walki z tym paskudztwem.

              Czy jest coś jeszcze co można zrobić w domu by móc wspomóc organizm w walce z chorobą? Słyszałam o specjalnej diecie antybiotykowej ale czy rzeczywiście jest konieczna jeśli oprócz antybiotyku biorę również Biotyk? Zastanawiam się, czy ten biotyk powinnam brać od razu z antybiotykiem, czy odczekać jakiś czas? Żadnych wskazówek na ten temat nie dostałam.
            • maciusq Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 05.08.15, 13:01
              Mam nadzieję ,że forum dalej funkcjonuje i od czasu do czasu ktoś zagląda wink

              Choruję od 2 lat nie na boreliozę, ale zestaw bartonella, mycomplasma pn i chlamydia pn. Przez ten czas bardzo długo szukałem osoby z którą mógłbym porozmawiać i się zwierzyć ,ale po wszystkich tych doświadczeniach wiem ,że po prostu nie może to być ktoś inny niz osoba która sama tego nie przeszła. Dlatego też bardzo miło byłoby mi gdyby ktoś zechciał ze mną porozmawiać i podzielić się ze mną swoim doświadczeniem dotyczącym chorób odkleszczowych. Jako ,że odbyłem już kilka takich rozmów wiem ,że to właśnie te chwile potrafią przynieść ze sobą wiele otuchy. Byłbym bardzo wdzięczny za choćby kilka minut poświęconych na osobistą rozmowę za pośrednictwem internetu wink

              Pozdrawiam forumowiczów smile
    • bagnowska Re: Grupa wsparcia - wątek dla potrzebujących wsp 09.12.08, 00:18
      No i nie tak to miało być... Nie mam siły instalować cokolwiek...
      Totalna klapa...Dzisiaj po rozmowie z moim Kochaniem coś we mnie
      pękło... Grześ przyznał, że zaczyna go to wszystko męczyć, zaczyna w
      to wszystko wątpić, jest już bardzo zmęczony, coraz bardziej
      niesprawny, nie panuje nad swoim ciałem... Patrzę jak zasnął,
      głaszczę go po tej fajnej, gęstej czuprynie i wiem, że w tym Jego
      śnie już nie ma dla mnie miejsca...Jest złowróżbna , wykradająca mi
      Go ukradkiem choroba...nawet nie wiem, jaka...To jest chwilami ponad
      moje siły...nawet bagnowska ...
    • zanka.2 czy to sie kiedyś zakończy 14.12.08, 12:37
      przyznam sie ,że wchodze na forum kiedy czuje sie żle, kiedy tylko
      ciut sie poprawia staram sie w miare normalnie żyć /w miare bo od 2o
      lat właściwie nie ma normalnego dnia/Chciałam przed swietami sobie
      polepszyc i poszłam na masaz i gimnastyke i teraz wyje z bólu,
      sztywny i bolący każdy staw kregosłupa,i widze całe swoje życie na
      czarno,a to znów mi nie pomaga. nawet moja lekarka jest zasmucona,że
      po roku leczenia nie ma poprawy.jestem na rifambicynie drugi miesiąc
      i xitrocinie, boje sie ,że znów bede musiała przerwać prace,)))- to
      tylko jedna z czarnych moich myśli i wtedy za co sie leczyć.do tej
      pory staralam sie być we wszystkim dzielna,ale chyba zmeczenie
      materiału.brakuje mi trochę wpisów joannybiernat zwłaszcza tych
      dających nadzieję,że ta choroba może sie wycofac.
      • bagnowska Re: czy to sie kiedyś zakończy 14.12.08, 15:08
        zanka, Grześkowi też się pogorszyło , i to znacznie , po masażach.Po
        przeanalizowaniu problemu z masażystą, doszliśmy do wniosku, że
        masaże niejako udrożniły system nerwowy i dały pole do popisu nie
        tyle bakteriom (choć pewnie też), ale przede wszystkim toksynom. U
        Grzeska wystąpiły tak silne napady spastyki , że nagłe rzuty
        sztywnienia wyrzucały go z wózka na podłogę. To był horror!
        Zadecydowałam przerwę w abx i porządny detox. Grzesiek już na drugi
        dzień był w lepszej formie, a na trzeci, do tej pory sztywnienie
        minęło (oprócz delikatnej spastyki ale to już konsekwencja
        długoletniego chorowania i siedzenia na wózku), forma Grzesia jest
        zdecydowanie lepsza.
        Niestety, wiem, że przerwy w abx wydłużają kurację, ale nie wszyscy
        mogą znosić tak agresywną terapię.Ci najciężej chorzy na pewno nie!
        To nawet mówił w swoim wystąpieniu bodajże dr Harris. Może Tobie też
        potrzebny jest taki przyjazny czas, który podarujesz sobie na
        regenerację sił i wówczas ruszysz do walki? To tylko moje nieśmiałe
        spostrzeżenia, oczywiście lekarz prowadzący zadecyduje.
        POzdrawiam Cię serdecznie i bardzo rozumiem... Basia
        • bagnowska Re: czy to sie kiedyś zakończy 27.05.09, 20:07
          Tak bardzo boję się, że to się kiedyś skończy, ale nie tak , jak
          oczekuję...
          Grześ jest tak bardzo słaby...Nie mogę go udźwignąć, żeby mu pomóc
          przemieścić się do toalety, do łazienki...Wściekła jestem za to sama
          na siebie.
          I jeszcze troski dni powszedniego...Muszę sprzedać mieszkanie, bo
          nie mogę spłacać kredytu hipotecznego.Bank właśnie po raz drugi
          odmówił mi zawieszenia lub zmniejszenia rat, uzasadniając brakiem
          powodów do takich poczynań... Jednocześnie muszę jakimś cudem
          kupić "coś", w czym da się mieszkać z moim cięzko chorym i
          niepełnosprawnym Kochaniem...
          Nie moge znaleźć niedrogiego rehabilitanta, który zająłby się
          Grzesiem, próbuję sama, ale "kudy" mi do fachowca...
          W nocy dzwoniła Kasia-katowiczanka...Boję się...
          Przepraszam, ale gdzieś to musiałam wywalić z siebie, nie mam jednej
          drogiej i bliskiej osoby, która umiałaby ze mną pomilczeć na ten
          temat...
          Dobrze, że Wy istniejecie, pomilczcie ze mną, dobrze...?
          Wasza Basia (smutna coś ostatnio...)
            • bagnowska Re: czy to sie kiedyś zakończy 01.06.09, 00:15
              I jeszcze coś pięknego...
              www.youtube.com/watch?v=cjsbQtrDvvQ&feature=related
              Z pozdrowieniami dla wszystkich milczących...
              I na koniec dla mojego Słońca...które już zasnęło...
              www.youtube.com/watch?v=w_ZVEMvfZ7c
              www.youtube.com/watch?v=XIRlKZj7DHI
              Basia
              • mscislaw.zawiedziony Re: czy to sie kiedyś zakończy 01.06.09, 08:35
                bagnowska napisała:

                > I jeszcze coś pięknego...

                www.youtube.com/watch?v=vnRqYMTpXHc

                Jaki piękny jest ten świat


                Widzę drzewa zieleni i róże czerwieni
                Widzę jak kwitną dla mnie i dla Ciebie
                I myślę "jaki piękny jest ten świat"
                Widzę niebo błękitu, chmury bieli
                Jasny błogosławiony dzień, ciemną świętą noc
                I myślę "jaki piękny jest ten świat"
                Kolory tęczy tak piękne na niebie
                Są również na twarzach ludzi
                Widzę przyjaciół podających sobie dłonie, pytających "co słychać?"
                Oni naprawdę mówią "kocham cię"
                Słyszę, jak dzieci płaczą, widzę, jak dorastają
                Nauczą się więcej, niż ja kiedykolwiek będę wiedział
                I myślę "jaki piękny jest ten świat"
                Tak, myślę "jaki piękny jest ten świat"
                            • bagnowska Re: czy to sie kiedyś zakończy 10.06.09, 21:31
                              Oj, chyba zdobyłam monopol na ten wątek...
                              Nie ma koło mnie nikogo, kto zrozumiałby mój stan, ten bezsilny lęk,
                              kiedy patrzę na śpiącego , coraz częściej sennego i
                              jakby "zobojętniałego" Grzegorza... Ostatnio późnym wieczorem, kiedy
                              spadł z wózka, nie mogłam Go podnieść i rozryczałam się przy Nim z
                              wściekłości na swoją słabość, niemoc, popatrzył na mnie i
                              powiedział, że nie chce widzieć, że się boję...Obiecałam Mu to...
                              Nie okażę już przy Nim strachu, wypłaczę go w nocy, kiedy nie będzie
                              widział...
                              Przepraszam za te łzawe słowa, ale ostatnio coś nie mogę się
                              pozbierać...Staram się tego nie okazywać na zewnątrz i na codzień,
                              sąsiedzi i znajomi mówią, że mnie podziwiaja, że jestem taka pogodna
                              i uśmiechnięta...Taaak, tylko, że oni nie słyszą tego płaczu...
                              Do niedawna był Ktoś, z kim korespondowałam. Była mi bardzo bliska,
                              tak się wydawało...aż do czasu, w którym wykrzyczała w kolejnym
                              mailu, że Grzegorz nie potrzebuje TAKIEJ opieki i pomocy, że jest
                              ona do dupy, bo ja włażę w jego wnętrze z kaloszami i nie pozwalam
                              mu na... no własnie, na co? Że uświadamiam Mu jego kalectwo, że
                              powinnam podjąć jakąś grę, teatr...że Ona ze swoim mężczyzną tak
                              właśnie czynią i ta gra i jej pomaga (to Ona jest chora...).
                              Może ma rację... Ale ja nie potrafię grać... Rodzice mnie chyba
                              głupio wychowali i przekazali jakieś dziwne niedzisiejsze wartości,
                              które bardziej uwierają niż pomagają...
                              • franiolek1 Re: czy to sie kiedyś zakończy 11.06.09, 16:11
                                Basiu, ja czesto milcze przy Tobie i nigdy, nigdy nie trace nadzieji
                                na to , ze Grzegorz zwyciezy chorobe.

                                Niestety , leczenie boreliozy tak wlasnie strasznie wyglada, przez
                                zatrucia toksynami. Juz wiesz , ze przechodzicie przez fazy
                                zatrucia, ciezkie i bolesne. A potem przychodza momenty radosci, gdy
                                poziom toksyn sie zmienia i przychodzi entuzjazm.

                                Basiu, to co robisz, instyktownie, to jest wlasnie dobra droga.
                                Grzegorz nie potrzebuje aktorki, rozesmianej modelki/zony. On Ciebie
                                zna wlasnie taka, rozdygotana, przerazona, dbajaca o jego zdrowie i
                                jego dobro i tak Cie kocha. Zycie, to nie jest teatr.

                                Ja tez musialam sie nad tym zastanawiac, bo chcialam chronic moje
                                dzieci przed skutkami mojej choroby.
                                Doradzano mi mowienie "pozytywne" o chorobie, usmiech i ukrywanie
                                prawdy o moim stanie. Ja nigdy nie chcialam sie na takie
                                cos "skusic".
                                To byloby oszukanstwo, rozowa piana. Ja moim dzieciom mowie, ze
                                jestem chora ( bylam ciezko chora, teraz jest przeciez lepiej).
                                Nie ukrywam leczenia, nie ukrywam rozterek. Jest jak jest...mowie
                                dzieciom, ze kazdy w zyciu musi sie z czyms uporac.
                                Ja walcze z choroba, oni z choroba mamy.

                                To nie jest latwa sytuacja, wcale jej nikomu nie zycze, naprawde,
                                ale nie mamy wyboru. Choroba sa czescia ludzkiego zycia, jak
                                rozwody, kalectwo, rozstania, przeprowadzki itp
                                Lek moich dzieci jest tez wyzwaniem dla mnie - musze im pomoc.

                                Oczywiscie nie roztrzasam cierpien, uzywam forteli by ukryc czesc
                                cierpienia. Ale jednoczesnie wiem, ze dzieci maja radary i te
                                moje "oszukanstwa" i tak wyluskaja smile)

                                Mowie wiec im, ze jest to ciezkie doswiadczenie w naszym zyciu, ze
                                musimy przez nie przejsc i najwazniejszym jest nie-poddawanie sie,
                                nie zalmywanie rak.

                                Ja wierze swiecie w swoje wyzdrowienie. Bede sie leczyc do skutku, i
                                moja rodzina przezyje to ze mna.
                                Wiem , ze jest to cierpienie i dla mnie i dla nich...ale takie jest
                                nasze zycie.

                                Basiu, znajdz w sobie jeszcze energie i sile na dalsza walke.
                                Leczenie jest dlugodystansowym wysilkiem, wiec zrob tak jak
                                maratonczyk: trzeba sie oszczedzac, isc spokojnie i regularnie do
                                celu.
                                Mocno Cie caluje i prosze , zebys przytulila Kasie-katowiczanke ode
                                mnie. Bede z Wami myslami.
                                • bagnowska Re: czy to sie kiedyś zakończy 13.06.09, 02:22
                                  franiolek1 napisała:

                                  > Basiu, ja czesto milcze przy Tobie i nigdy, nigdy nie trace
                                  nadzieji
                                  > na to , ze Grzegorz zwyciezy chorobe.

                                  Dzięki, Kochana !

                                  > A potem przychodza momenty radosci, gdy
                                  > poziom toksyn sie zmienia i przychodzi entuzjazm.

                                  Entuzjazmu nie czuję już od dawna... Czuję niepewność, strach i
                                  brak lekarza...

                                  > Basiu, znajdz w sobie jeszcze energie i sile na dalsza walke.
                                  > Leczenie jest dlugodystansowym wysilkiem, wiec zrob tak jak
                                  > maratonczyk: trzeba sie oszczedzac, isc spokojnie i regularnie do
                                  > celu.

                                  -Staram się, ale Grzesia stan jest , jak na razie coraz gorszy...a
                                  Franka już nie ma...

                                  > Mocno Cie caluje i prosze , zebys przytulila Kasie-katowiczanke
                                  ode
                                  > mnie. Bede z Wami myslami.

                                  Dzięki w Jej imieniu, Kasia jest bardzo dzielna...
                                  Caluję Cię serdecznie i dzięki,że przy nas jesteś - Basia
                                    • mscislaw.zawiedziony Żyłem bez żadnego żalu, aż do dziś... 15.06.09, 10:40
                                      www.youtube.com/watch?vshockJcrFfE5QMI
                                      Nie będzie dziś żadnych przemówień, zegarki będą tykać
                                      Nikt nie zostawi kwiatów w parku, ludzie będą pracować
                                      Nie będziemy odświętnie ubrani, dzieci będą się rodzić
                                      Żadne flagi nie będą powiewać, słońce będzie się wznosić
                                      Ale my wiemy, że odszedłeś

                                      Ty, który uwielbiałeś kochać i wierzyłeś, że nigdy nie damy wystarczająco dużo

                                      To sprawia, że budzę się każdej nocy, analizując dzień
                                      Czy zatrzymałeś się kiedyś, czy miałeś kiedykolwiek jakieś wątpliwości ?
                                      Byłeś spokojny, odrętwiały, czy szczęśliwy, że to zrobiłeś ?
                                      Żyłam bez żadnego żalu, aż do dzisiaj

                                      Ty, który uwielbiałeś kochać i wierzyłeś, że nigdy nie damy wystarczająco dużo

                                      Nie pożegnałam się z Tobą w tym dniu
                                      Starałam się dotrzeć do pracy na czas, dlatego się odwróciłam
                                      I przegapiłam najważniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek chciałeś powiedzieć
                                      Żyłam bez żadnego żalu, aż do dzisiaj

                                      Ty, który uwielbiałeś kochać i wierzyłeś, że nigdy nie damy wystarczająco dużo
                                      Ty, który miałeś nadzieję, że w głębi wszyscy czuliśmy to samo
                                      To było do czasu, gdy nadszedł ten dzień
                                      • bagnowska Re: Żyłem bez żadnego żalu, aż do dziś... 15.06.09, 17:32
                                        Piękne...pożegnanie...
                                        Będę tam z Kasią. Przeżyłyśmy bardzo blisko, mimo odległości, 2
                                        lata... Niejedną nocną godzinę przegadałyśmy, przepłakałyśmy,
                                        podnosząc się na duchu, jak nasi Mężczyźni , utuleni przez nas,
                                        spali już...
                                        Umawialiśmy się z Frankiem na piwo na wrocławskim rynku...Już nie
                                        wypijemy go razem...
                                        Dzięki, mścisław, dzięki serdeczne w imieniu Kasi i swoim...
                                        Basia
                                          • bagnowska Chyba bezradność... 28.09.09, 23:18
                                            Grześ nie bierze żadnych pigułek...Ani abx ani witamin czy
                                            minerałów...Jest bardzo słaby i mocno odrealniony. Koliduje to ze
                                            zdaniem nowego rehabilitanta, przed którym Grzegorz zachowuje się
                                            zupełnie inaczej (gra...?), a który uważa, że potencjał sił u
                                            Grzegorza jest tak duży, że musiał zweryfikować swoje pierwsze
                                            nastawienie i plany. Tomasz stwierdził, że nie spotkał jeszcze
                                            nikogo o tak długim stażu choroby i wózka,u którego byłoby tyle
                                            niewykorzystanego potencjału...Nie rozumiem...
                                            Przeprowadzka i mieszkanie w wynajętym mieszkanku chyba nas mocno
                                            rąbnęło... Grześ milczy, a jeśli się odzywa, to tak jakoś
                                            nieprzyjemnie i obco... Tracę powoli grunt, jestem nieludzko
                                            zmęczona... i jestem sama... ale chyba nie mam nikogo blisko, kto
                                            rozumiałby moje milczenie i kogo nie chciałabym obarczać ciężarem
                                            moich kłopotów. Ta emocjonalna huśtawka jest coraz bardziej nie do
                                            zniesienia...Nie bardzo wiem, co dalej...
                                            Przepraszam nowych za taki minorowy wpis, "starzy" zrozumieją i nie
                                            będą pytać...
                                            Basia - zmęczona,zdezorientowana i chyba zagubiona w tym
                                            galimatiasie...
                                            • reni5553 Re: Chyba bezradność... 29.09.09, 07:58
                                              Basiu-przypominasz mi czołg
                                              idziesz do przodu jak czołg
                                              naturą ludzką jest czasem opadać z sił
                                              powiem Ci kochana, choć ja też w sobie czasem znajduję pokłady sił,
                                              o które wcześniej nie podejrzewałabym się
                                              to Ty jesteś dla mnie przykładem kobiety "siłaczki"
                                              idziesz do przodu, walczysz o swojego męża, wierzysz
                                              godne naśladowania
                                              i podziwu
                                              trzymaj się, to tylko taki słabszy dzień
                                              w końcu cel masz specyzowany
                                              • bagnowska Re: Stan zawieszenia... 30.12.09, 14:52
                                                Grzesiek od świąt w złej formie,totalny zwis, jest mu absolutnie
                                                wszysto jedno, potrafi nie odzywać się cały dzień. Ja , gdyby nie
                                                to, że ktoś nieraz zadzwoni, zapomniałabym języka w gębie... POza
                                                tym jego brak sił , coraz większy i coraz większa spastyka
                                                przerażają mnie...Nikt, kto tego nie przeżywa na własnej skórze nie
                                                wyobraża sobie, jak to jest, gdy ktoś, kto miał by RAZEM z tobą
                                                przez całe życie, jest ciągle tylko OBOK... I teraz wiem, że to nie
                                                wpływ leków, grzyba, pogody i innych "usprawiedliwiaczy", to ta
                                                cholerna choroba ciągle jest górą, ciągle wygrywa...
                                                Nie jestem w stanie zmobilizować Grześka do jakiejkolwiek
                                                aktywności, zapada się w swój kokon, jakby tylko tam czuł się
                                                bezpiecznie... Nie informuje mnie o swoich potrzebach (prosi tylko
                                                o "kaczkę"), mam wrażenie, że moja rola ograniczyła się tylko do
                                                roli już nawet nie opiekunki, ale wręcz salowej...
                                                Jutro żegnamy stary rok. Jak zwykle o północy dźwignę mojego męża i
                                                będę go przez ten graniczny moment trzymała z całych sił, żeby
                                                wszedł w Nowy Rok na własnych nogach, zaklinając, jak co roku los,
                                                żeby Mu pozwolił następnego Sylwestra stanąć o własnych siłach.
                                                A zaraz po powitaniu nowej nadziei w Nowym Roku muszę złożyć wniosek
                                                o nowy wózek inwalidzkim który "należy się" takim chorym co 5 lat...
                                                Ten sprzed 5 laty miał być pierwszy i ostatni... Teraz już wiem, że
                                                wózek będzie nam już towarzyszył zawsze...
                                                Ot, takie niewiesołe przemyślenia na koniec roku ...
                                                Ci, którzy dzwonią nieraz do nas i słyszą mnie przez telefon, będą
                                                mocno zdziwieni, ale ja tego wszystkiego nie mogę mówić przy
                                                Grzegorzu, dlatego trochę koloryzuję i gram taką rolę jaką
                                                chciałabym grać i jaką chce mnie widzieć Grzegorz, który powiedział
                                                mi kiedyś, że nie chce mnie widzieć , jak płaczę. Nestety, los
                                                przydzielił mi rolę o wiele trudniejszą...
                                                Basia (coraz bardziej sama)
                                                  • aqarel Re: Stan zawieszenia... 17.01.10, 13:32
                                                    Mrok na schodach. Pustka w domu
                                                    Nie pomoże nikt nikomu.
                                                    Ślady twoje śnieg zaprószył,
                                                    Żal się w śniegu zawieruszył.

                                                    Trzeba teraz w śnieg uwierzyć
                                                    I tym śniegiem się ośnieżyć -
                                                    I ocienić się tym cieniem
                                                    I pomilczeć tym milczeniem.

                                                  • bagnowska Re: Stan zawieszenia... 27.01.10, 17:22
                                                    Staram się, tak bardzo staram wierzyć w to, co piszę i mówię...że własnie jest poprawa, że kokon pękł,że mój Grzegorz do mnie wraca... Tak bardzo chcę zaczarować te słowa, żeby się ziściły, żeby taki stan był rzeczywisty, prawdziwy i stały...
                                                    Ale tak nie jest...
                                                    Jaka szkoda, że dom nie jest pełen ludzi, dzieci, którymi musiałabym się także zająć... Może byłoby normalniej... Jestem sama... za oknem straszna zima, która nas uwięziła i nie pozwala na choćby wyjscie na spacer. Mój Grześ znowu zapadł w sen zimowy... zamknął się przed światem i przede mną. Istnieje tylko telewizor i ta potworna sieczka sypiąca się z ekranu...
                                                    No... to sobie napisałam, a co tam! niech mi będzie wolno poszaleć... tyle mojego...
                                                  • adomi6319 Re: Stan zawieszenia... 28.01.10, 11:29
                                                    Basiu, ten stan minie na pewno, i kolejne zamknięcie się w sobie Grzesia i Twoje
                                                    poczucie, że nie wiesz czy cel, do którego dążycie jest osiągalny.
                                                    Wierzę, że za jakiś czas znów przeczytam Twój wpis o kolejnym zdobytym przyczółku.

                                                    Ja w takich chwilach zawsze przywołuję Szymborską:
                                                    "Czemu ty sie, zła godzino,
                                                    Z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
                                                    Jesteś - a więc musisz minąć.
                                                    Miniesz - a więc to jest piękne".

                                                    w789.wrzuta.pl/audio/2O52dYF08DD/gosciniec_-_nic_dwa_razy_sie_nie_zdarza
                                                  • bagnowska Re: Stan zawieszenia... 29.01.10, 13:03
                                                    Niepokonani

                                                    Gdy emocje już opadną
                                                    Jak po wielkiej bitwie kurz
                                                    Gdy nie można mocą żadną
                                                    Wykrzyczanych cofnąć słów
                                                    Czy w milczeniu białych haniebnych flag
                                                    Zejść z barykady
                                                    Czy podobnym być do skały
                                                    Posypując solą ból
                                                    Jak posąg pychy samotnie stać

                                                    Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
                                                    Gaśnie nagle w biały dzień
                                                    Gdy na drodze za zakrętem
                                                    Przeznaczenie spotka mnie
                                                    Czy w bezsilnej złości łykając żal
                                                    Dać się powalić
                                                    Czy się każdą chwilą bawić
                                                    Aż do końca wierząc że
                                                    Los inny mi pisany jest

                                                    Płyniemy przez wielki Babilon
                                                    Dopóki miłość nie złowi nas
                                                    W korowodzie zmysłów możemy trwać
                                                    niepokonani
                                                    Nim się ogień w nas wypali
                                                    Nim ocean naszych snów
                                                    Łyżeczką się odmierzyć da

                                                    Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
                                                    Niepokonanym
                                                    Wśród tandety lśniąc jak diament
                                                    Być zagadką, której nikt
                                                    Nie zdąży zgadnąć nim minie czas Gdy emocje już opadną
                                                    Jak po wielkiej bitwie kurz
                                                    Gdy nie można mocą żadną
                                                    Wykrzyczanych cofnąć słów
                                                    Czy w milczeniu białych haniebnych flag
                                                    Zejść z barykady
                                                    Czy podobnym być do skały
                                                    Posypując solą ból
                                                    Jak posąg pychy samotnie stać

                                                    Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
                                                    Gaśnie nagle w biały dzień
                                                    Gdy na drodze za zakrętem
                                                    Przeznaczenie spotka mnie
                                                    Czy w bezsilnej złości łykając żal
                                                    Dać się powalić
                                                    Czy się każdą chwilą bawić
                                                    Aż do końca wierząc że
                                                    Los inny mi pisany jest

                                                    Płyniemy przez wielki Babilon
                                                    Dopóki miłość nie złowi nas
                                                    W korowodzie zmysłów możemy trwać
                                                    niepokonani
                                                    Nim się ogień w nas wypali
                                                    Nim ocean naszych snów
                                                    Łyżeczką się odmierzyć da

                                                    Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
                                                    Niepokonanym
                                                    Wśród tandety lśniąc jak diament
                                                    Być zagadką, której nikt
                                                    Nie zdąży zgadnąć nim minie czas

                                                    www.youtube.com/watch?v=pBG4RsGtguM&NR=1
                                                  • aqarel Re: Koniec pewnego etapu... 04.02.10, 13:30
                                                    bagnowska napisała:

                                                    > Sorry, tekst wkleił się 2 razy, ale może tak miało być... Nabrał
                                                    > większej mocy wink
                                                    > Do kiedyś, może...
                                                    > Ten wątek bardzo był mi potrzebny również smile
                                                    > Dzięki, Basia

                                                    Masz rację wątek bardzo potrzebny. smile

                                                    Spalany beztroską dzisiejszego życia
                                                    Oślepiony ciemnością, która mnie pochłania
                                                    Prowadzony za rękę nic nie rozumiem
                                                    Idę tam gdzie ciebie nie będzie

                                                    Marzę by spróbować, marzę by skosztować
                                                    by odnaleźć to co nieosiągalne
                                                    Szukam sposobu, by otworzyć twój umysł
                                                    poszukując lekarstwa dla nas

                                                    Pomóżcie nam, toniemy tak zamknięci w sobie

                                                    Dlaczego deszcz, deszcz, deszcz zalewa Utopię?
                                                    Dlaczego musi zabić ideały naszego bytu?
                                                    Dlaczego deszcz, deszcz, deszcz zalewa Utopię?
                                                    A ciemność ukazuje nam kim jesteśmy

                                                    Poszukujesz odpowiedzi nie danych za darmo
                                                    Rozdarty w środku i tylko żywy
                                                    Prowadzony za rękę nic nie rozumiesz
                                                    Tak naprawdę idziesz zupełnie sam

                                                    Barwne marzenia, marzę bez ograniczeń
                                                    Marzę i śnię, i śpiewam by się nimi dzielić
                                                    Szukam sposobu, by otworzyć twój umysł
                                                    poszukując lekarstwa dla nas

                                                    Pomóżcie nam, toniemy tak zamknięci w sobie

                                                    Dlaczego deszcz, deszcz, deszcz zalewa Utopię?
                                                    Dlaczego musi zabić ideały naszego bytu?
                                                    Dlaczego deszcz, deszcz, deszcz zalewa Utopię?
                                                    A ciemność ukazuje nam kim jesteśmy
                                                    Dlaczego deszcz...
                                                    www.youtube.com/watch?v=596FK9LwjEg
                                                  • bagnowska Re: Koniec pewnego etapu... 05.02.10, 15:51
                                                    Dzięki wielkie, aqarel, dzięki za towarzyszenie mi w tej cholernie
                                                    samotnej drodze... Utwory od Ciebie trafiają w samo sedno mojego
                                                    odczuwania...
                                                    Pozdrawiam z mojej bezludnej (?) wyspy...
                                                    Basia (pokora włazi mi na kark coraz bardziej...)
                                                  • bagnowska Koniec...? 25.02.10, 22:50
                                                    Nie widzę już szansy a nadzieja nas opuściła... Ta choroba zabrała
                                                    mi wszystko, co było mi najdroższe... MOje kochanie jest zupełnie
                                                    obojętne na wszystko, co się dzieje... Jestem zupełnie sama, nie mam
                                                    odwagi ani prawa obarczać moją rozpaczą (tak, tak, rozpaczą!!!)
                                                    nikogo... Dlatego piszę tutaj, do wszystkich i do nikogo...
                                                    Grzegorz wycofuje się, coraz bardziej obojętnieje.... Patrzy na
                                                    mnie, jak bezradne, skrzywdzone dziecko, a w oczach ma smiertelne
                                                    zmęczenie i rezygnację...
                                                    SKĄD MAM BRAĆ SIŁĘ ?!
                                                  • adomi6319 Re: Koniec...? 26.02.10, 19:34
                                                    Basiu, wiesz, że to stan przejściowy. Tak było już wiele razy, więc teraz też
                                                    minie, na pewno. Trzeba przeczekać. Za każdym razem po takim trudnym okresie
                                                    mogłaś napisac coś optymistycznego, wierzę, że teraz też tak będzie.
                                                    Margolcia ma rację, potrzebujesz wsparcia. Skoro nie ma sprawnych sąsiadów pod
                                                    ręką, to może jacyś wolontariusze? Może pomyśl też o pomocy psychologa, także
                                                    dla Siebie. Jesteś bardzo silną kobietą, ale tak wiele dźwigasz na swoich
                                                    barkach, nic dziwnego, że czasem Cię to przerasta.

                                                    Świta mi pewien pomysł, jeśli coś z tego wyjdzie, to odezwę się jeszcze na maila
                                                    gazetowego.

                                                    Trzymaj się mocno, Najwspanialsza Żono!
                                                  • bagnowska Re: Koniec...? 06.03.10, 07:20
                                                    W moje życie wkradł się lęk.... Taki obezwładniający, paraliżujący
                                                    lęk o życie ukochanego człowieka...Tak bardzo chciałabym móc rano
                                                    usłyszeć od kogoś: Będzie dobrze! Samotne mieszkanie z tak chorym
                                                    bliskim jest bardzo trudne...I nie chodzi mi tu o opiekę stricte
                                                    pielęgniarską, z tym sobie jakoś radzę. Mam tylko straszną potrzebę
                                                    porozmawiania o swoich lękach z optymistycznym kimś... Czasem nie
                                                    rozmawiam z nikim, dopóki ktoś nie zadzwoni, Grzegorz jest taki
                                                    milczący....Próby wciągania go w jakiekolwiek rozmowy kończą się
                                                    fiaskiem...
                                                    Czy to ma wszystko sens...dokąd my idziemy...?
                                                    Przepraszam za te jęki, ale chociaż w ten sposób zwerbalizuję i
                                                    oswoję swój strach...