magdalenkaaa78
09.02.12, 09:35
Przyzwyczaiłam się do tego, że w dużych sklepach sprawdzam przydatność do spożycia niemal każdego artykułu od pieczywa poczynając przez colę w puszkach ( bo raz trafiłam partię przeterminowaną o dwa miesiące ) na sosach kończąc.
Jako że mam postępującą skperozę do sklepu chodzę z karteczką, na której mam wypisaną listę zakupów. Ale wczoraj poszłam bez karteczki i zorientowałam się za późno, że nie kupiłam śmietany. Śmietana dodatek niezbędny do pierogów dla syna, więc kupić trzeba. Miałam 10 min do dzwonka kończącego lekcje, więc stwierdziłam, że do najbliższego sklepu zdążę. Na rogu 3-go Maja i Pisudskiego mały warzywniak + art spożywcze. Wchodzę, dwie panie, 0 ludzi. Śmietany nie widzę, więc pytam. Jest. Pani podchodzi do lodówki, jeszcze pyta, czy może być ta tańsza - osz, postanowiłam zaoszczędzić. W budkach jednak drożej niż w dużym sklepie i róznica całe 0,60 groszy ;). Ok, proszę tę tańszą. Pani podaje drugiej pani śmietanę, dostaję ją ładnie zapakowaną w torebeczkę.
I dopiero w domu zonk - śmietana przeterminowana. Normalnie rozpacz. Mój błąd, trzeba było sprawdzić przed zakupem. I tylko się zastanawiam, czy dostałabym ową śmietanę w torebce, gdyby miała jeszcze ważny ( śmietana, nie torebka ) termin przydatności....
Niestety nie wzięłam paragonu, śmietana wylądowała w koszu, mnie pozostał niesmak.