komanchu
16.05.13, 18:40
Kilka moich refleksji na temat rodzin wielodzietnych, zwłaszcza z warstw uboższych społeczeństwa. Gnieżdżących się w mojej głowie już od dawna, jako iż obserwuję trochę z boku życie ludzi zaliczanych do tejże kategorii. A teraz dodatkowo na forum pojawił się wątek o nagrodzie Prezydenta RP dla programu „3+ Siedlecka Duża Rodzina”. Nie chcę przy tym krytykować samego projektu, lecz bardziej ideę posiadania licznego potomstwa. Zwłaszcza przez osoby nie będące w stanie o własnych siłach utrzymać tak dużej rodziny. Aczkolwiek nie tylko.
Pierwszy i najważniejszy powód. Myślę o ludziach, którzy będą żyli na naszej planecie, gdy my już umrzemy. Ziemia już jest przeludniona i będzie jeszcze gorzej. Bo ja obserwując rozwój demograficzny na świecie oraz towarzyszące mu efekty odnoszę wrażenie, że zamiast propagować rodziny wielodzietne i stwarzać zachęty do rodzenia dzieci przez młode matki, należy raczej zastanowić się nad akcjami, które będą sprzyjały ograniczeniu przyrostu liczby ludności. W przeciwnym wypadku nasza planeta tego nie wytrzyma. Udusimy sie, że tak powiem, w górze wyprodukowanych śmieci, odpadkach i skażonym powietrzu. Standardy życia ulegną drastycznemu obniżeniu. Produkcja co raz większej ilości pożywienia fatalnie wpłynie na jego jakość - nafaszerowane chemią, środkami stymulującymi wzrost, pestycydami, genetyczne modyfikacje. Na zdrową, nieskażoną żywność pozwolą sobie jedynie elity. Zabraknie wody. Świeżego powietrza. Znikną lasy i tereny zielone. Zwierzęta. Świat stanie na progu katastrofy ekologicznej. Czy o takiej marnej egzystencji dla kolejnych pokoleń ludzi myślicie?
I straszenie upadkiem systemu emerytalnego przy ujemnym przyroście naturalnym jest odwracaniem kota ogonem. Skoro system szwankuje, to trzeba zmienić system. A nie dążyć do dalszej zagłady cywilizacji w imię krótkokresowych korzyści i własnej wygody polityków, których bardziej obchodzi aktualne poparcie społeczeństwa niż daleka przyszłość. Chowamy głowę w piasek, a dostajemy po dupie (aczkolwiek w tym wypadku nasze dzieci i wnuki dostaną po dupie).
Druga moja myśl odnośnie rodzin wielodzietnych i generalnie planowania rodziny - na potomstwo decydujemy się tylko wtedy, gdy mamy stabilną sytuację finansową i jesteśmy w stanie sami ponieść ciężar finansowy ich wychowania, bez koniecznośći korzystania z pomocy innych. Gdy nie mamy pieniędzy, nie sprowadzamy na świat kolejnych latorośli. Są pigułki antykoncepcyjne. Jak również inne metody zapobiegania ciąży - spirala, podwiązanie jajników, jąder. Pomoc oferowana rodzinom wielodzietnym, zwłaszcza ta w formie finansowej jeszcze bardziej zachęca osoby z niższych warstw społecznych do rodzenia dzieci, które potem lądują na garnuszku państwa.
No i wylałam swoją czarę goryczy. Przepraszam, gdy kogoś uraziłam. Przychylacie się do moich poglądów, czy też jesteście kategorycznie przeciw takiemu ujmowaniu sprawy?