magdalenkaaa78
24.09.13, 19:19
Nie miała baba problemu, kupiła lodówkę. No dobra, mąż kupił, ale nie wchodźmy w szczegóły ;)
Lodówka z kostkarką i czymś na wodę - podobno całe życie o takiej marzyłam, a życie bez kostkarki jest więcej niż niepełne. Pomijam fakt, że jak panowie wnosili to ustrojstwo, to ścianę porysowali. Dobra, do prądu podłączywszy, działa. Ale wodę doprowadzić trzeba. Dzwonię do pana hydraulika, którego zacne nazwisko znajduję w necie i pytam o podłączenie lodówki. Owszem, pan o takich cudach słyszał, ale nie, na oczy to nie widział. Obdzwoniłam hydraulików, któych telefony znalazłam w necie. Część nie umie. Ok, nie umie, no to nie. Część pyta o typ przyłącza - na rany, a co ja, mam się znać na przyłaczach? Opisuję, jak umiem, jak to to wygląda. Nie opłaca się robić - szkoda, bo nawet nie zdążyłam zapytać o koszt. W innych miejscach: pod koniec przyszłego tygodnia; wcale, bo za daleko; za dwa tygodnie, za miesiąc.
Załamałam się, żyć bez kostkarki nie mogę, chciałam do końca tego tygodnia. Trzeba się było uczyć na hydraulika, widzę, że pracy mają dużo, zazdroszczę...