Dodaj do ulubionych

Do czego mogą się przydać Siedlce?

04.11.04, 16:08
Maciej Nowak 03-11-2004, ostatnia aktualizacja 03-11-2004 22:05
Wiecie dlaczego lubię jadać w restauracjach? Bo, paradoksalnie, można w nich
gadać nie tylko o jedzeniu. A mnie tematów gastronomicznych starczy raz na
tydzień w tym felietonie. Tymczasem domowy obiadek to najczęściej gotowa
lista dialogowa do kolejnego filmu Marka Koterskiego.
No, syneczku, co tam u ciebie...
Właśnie...
A próbowałeś buraczków? Nie za kwaśne? No mów, mów...
Wczoraj....
Ojej, zapomnieliśmy o fasolce. Jak wolisz z masełkiem czy bułeczką? No,
opowiadaj, nigdy nie można się od ciebie niczego dowiedzieć...
Byłem...
A pamiętasz te zrazy u babci? Te są zupełnie takie same, udały się doskonale.
Ale nie przerywaj sobie, to bardzo ciekawe...
Spotkałem...
Do deseru to chcesz kawę czy herbatę? No, wiadomo, przy twoim ciśnieniu to
tylko herbata. Ale dlaczego w ogóle nic nie mówisz, co u ciebie?
To ja już...
No i znowu to samo. Ciągle uciekasz. Nawet nie spróbowałeś szarlotki.

Tak, to prawda, uciekam. Najczęściej do knajpy, gdzie nikt nie wymaga ode
mnie ustawicznego komentowania posiłku, a czasami nawet uda się sformułować
(i dokończyć!) zdanie podrzędnie złożone. W dopiero co otwartym Gingerze na
Nowym Świecie udało się ostatnio porozmawiać o Kawafisie, starożytnej
mitologii Tadeusza Kubiaka, polskim przekładzie No logo Naomi Klein i
straszliwie pretensjonalnej autobiografii Janusza Głowackiego. Jakaż to
przyjemność grzebać widelcem w finezyjnej konstrukcji z puszystych placków
kukurydzianych, przekładanych potrawką z szyjek rakowych i maślaków,
jednocześnie ostrząc sobie język na tępych jako osełka starych anegdotach
pierwszego playboya PRL-u! Bo jedzenie daje radość przede wszystkim, gdy jest
medium ludzkich relacji i ludzkich myśli. A rewelacyjna kremowa zupa z
kawałkami kurczaka i warzywami zaprawiana śmietaną kokosową ma sens tylko
wtedy, gdy jedząc ją, będziemy umieli spojrzeć sobie głęboko w oczy.

Ginger sprzyja tego typu klimatom. Żółto-bambusowe wnętrze, nowoczesna
otwarta kuchnia, troszeczkę orientalnych motywów, krzesełka jak z filmów z
Bardotką z lat 60., a przede wszystkim - jedzenie. Inspirowane pastelowymi
przepisami środkowej Azji przypomina kolekcję wyrafinowanych afrodyzjaków.
Pogryzasz chrupkie listki świeżego szpinaku garnirowane bekonem i suszonymi
pomidorami, a w sercu robi się jaśniej. Zanurzasz łyżkę w serowej gęstej
zupce z krewetkami i ćwiartkami ziemniaków, a ten sam organ ssąco-tłoczący
zamienia się w puchowy jasiek. Niesiesz do ust jędrny kawałek suma podany na
sałatce z pomidorów i kiwi i już, co tam tylko serce - cała opłucna z
tętnicami, żyłą główną i przyległościami - krzyczą, że jest im dobrze.
Reakcji organizmu na marcepanowe w konsystencji kawałki kaczki w śliwkowym
sosie ułożone na plackach kukurydzianych oraz solidne, soczyste kotleciki
cielęce z kostką opisywać nie będę, bo za słabo się znam na anatomii
ludzkiego organizmu. W każdym powstało wrażenie, że cała konstytucja naszego
ciała, układy nerwowy, limfatyczny, krwionośny, kostny, oddechowy, no i
przede wszystkim - pokarmowy, cieszą się, że mogą z nami dzielić tę chwilę.
To wielkie odczucie. By go nie zaburzyć, omijajcie właściwie tylko dwie
miejscowe wpadki - wysuszone i zimne pierożki rybne oraz do bólu banalne
panierowane krążki kalmarów. Te ostatnie udekorowane były usmażonymi w
tempurze gałązkami zielonej pietruszki, co wydało mi się pomysłem odważnym i
kreatywnym. Niestety, od pewnego czasu dostępna w Polsce natka smakuje i
pachnie jak biurowy papier, więc z wdzięcznego pomysłu kulinarnego została
tylko jego wizualizacja. Unikając tych pojedynczych raf, na koniec dryfujcie
ku najmocniejszym pozycjom Gingera - deserom. Najpierw skubnijcie z porcji
siedzącego naprzeciw przyjaciela śliwki duszone z orzechami, potem nie
pozwalając już nikomu zbliżać się do waszego talerza, skupcie się na
grillowanych plastrach ananasa w sosie z dzikiej róży i czerwonego pieprzu.
Ostrzegam, niech nikt nie próbuje nawet pomyśleć o ewentualnej ingerencji w
nasz deser - to się może skończyć źle. Słodki ananas w powabnej mgiełce
różano-pieprzowej to naprawdę czysta perwersja, szaleństwo, które porywa bez
opamiętania.

Pod koniec obiadku zaczepia mnie szef kuchni. Wypytuje, czy smakowało (Boże,
z tego przekleństwa nigdy się nie wyzwolę), zdradza, że tajemnica jego potraw
tkwi w ziołach, które specjalnie hoduje babcia. Babcia z Siedlec. Tutaj
wielkie uniesienia gastronomiczne, wielkie porywy duszy, a tam Siedlce,
siedem hektarów i starsza pani dbająca z miłością o grządki oryginalnego
curry. I już cały Kawafis, Naomi Klein i wszystkie moje małostkowe złości na
domowe klimaty stają się nieważne. Bo to przecież babcia rules!
Ginger, ul. Nowy Świat 54/56, można płacić kartami

serwisy.gazeta.pl/cjg/1,33251,2374029.html
Obserwuj wątek
      • razowiec Re: Do czego mogą się przydać Siedlce? 18.11.04, 00:59
        Księżna Maria Anna Czartoryska urodziła się w Warszawie, 15 marca 1768 roku.
        W Puławach, rodowej posiadłości książąt Czartoryskich, spędziła swą młodość.
        Pierwszą nauczycielką była Francuzka panna Petit, która wcześniej czuwała nad
        edukacją Izabeli Fleminżanki, matki Marii Anny. Muzyki uczył Francuz Patoire.
        Lekcji literatury i języka polskiego udzielał poeta serc" Franciszek Karpiński.
        Nad edukacją zarówno Marii, jak i jej rodzeństwa czuwał ojciec, książę Adam
        Czartoryski, wspierany w tych wysiłkach przez żonę.

        Księżniczka rosła na pełną uroku, niezwykle uzdolnioną osobę. Była przy tym ła-
        godnego usposobienia i bardzo uczuciowa. Nazywano ją cichym wonnym fiołkiem".
        Czas dorastania to wielka fascynacja poezją, której rozumienia" uczył ją sekre-
        tarz ojca Franciszek Dionizy Kniaźnin - piewca Puław i całej rodziny Czartorys-
        kich. Sentymentalna i rozmarzona Maria przeżywała wówczas swe najszczęśliwsze,
        beztroskie lata. Wkrótce księstwo Czartoryscy wybrali dla swej córki kandydata
        na męża - o awanturniczej wręcz przeszłości, tonącego w długach, skłóconego z
        rodzicami - młodego księcia Fryderyka Ludwika von Wurttemberg; doskonale jednak
        skoligaconego. Jego ród władał udzielnym Księstwem Wirtembergii, natomiast wu-
        jem był Fryderyk - król pruski. To przede wszystkim księżna Izabela dążyła do
        tego związku, znęcona wysokością rodu. Szesnastoletnia Maria miała nadzieję, że
        małżeństwo jej będzie szczęśliwe. Tym bardziej, iż Ludwik potrafił okazywać swe
        uczucia. W salonie wypełnionym gośćmi rzucił się do stóp księżniczki i klęcząc
        przed jej rodzicami, zapewniał o swej miłości. Uroczystość zaślubin miała
        miejsce w Siedlcach, u hetmanowej Aleksandry z Czartoryskich Ogińskiej w 1784
        roku. Z tej okazji król Stanisław August Poniatowski przyznał nowożeńcom Order
        Orła Białego, a Franciszek Dionizy Kniaźnin uczcił ceremonię poematem
        Rozmaryn".

        Wkrótce małżeństwo okazało się smutne i upokarzające. Przesadne deklaracje mi-
        łości, były obliczonym na efekt swoistym szantażem. Księstwo Wirtemberscy za-
        mieszkali w Trzebiatowie, gdzie stacjonował pułk Fryderyka Ludwika. Maria wypeł-
        niała sobie czas wieloma zajęciami. Pisała do matki: Rysuję, czytam bardzo wie-
        le, zresztą jestem tak zajęta, że dzień wydaje mi się bardzo krótki". W Trzebia-
        towie powstało wiele wierszy pisanych przez Marię oraz przekłady z literatury
        obcej. Młodzi małżonkowie postanowili odnowić swoją pałacową rezydencję. Bogaty
        wystrój wnętrz uzupełniały malowidła Jana Rustema, greka z pochodzenia, nadwor-
        nego malarza Czartoryskich. Przy pałacu utrzymywano piękny park w stylu francus-
        kim. Kwitło życie dworskie. Ludwik, po otrzymaniu funkcji w polskim wojsku do-
        puścił się zdrady. Maria wystąpiła o rozwód, ceną którego była utrata jedynego
        syna. Księżna zamieszkała w Puławach, w rezydencji Marynki", która miała być
        wspólnym domem młodych Wirtemberskich. Oddała się tam pisarstwu i działalności
        charytatywnej. W 1808 roku powstały Opowiadania o dwóch księżniczkach Hermine",
        Phebe" i literackie szkice w języku francuskim. W swojej warszawskiej rezyden-
        cji prowadziła salon literacki. Jego stałymi bywalcami byli: Niemcewicz, Lipiń-
        ski, Morawski, Fredro. Największym dziełem literackim Marii, którym się zapisa-
        ła złotymi zgłoskami w literaturze ojczystej była pierwsza polska powieść senty-
        mentalna Malwina czyli domyślność serca". W 1810 roku założyła izbę edukacyjną
        patronującą szkołom i pensjom.

        Brała udział w licznych dobroczynnych kwestiach na rzecz najbardziej potrzebu-
        jących. Organizowała bale, koncerty, loterie i przedstawienia. Była też człon-
        kiem Towarzystwa Dobroczynności. Ufundowała szkołę dla dziewcząt oraz szkołę
        dla pacholąt. Po śmierci ojca, księcia Adama Czartoryskiego, Maria zamieszkała
        z matką w Puławach, które były w owym czasie mekką dla spragnionych ojczyzny
        patriotów. Ze wszytkich miłości jakich w życiu zaznała, najbardziej spełniona
        była miłość do matki. Nie opuściła jej do dnia, kiedy to księżna Izabela zmarła
        na rękach córki. Ostatnie osiem lat swego życia spędziła u brata w Hotelu Lam-
        bert, w Paryżu. Pomimo sędziwego wieku Maria zachowała sprawność umysłu. Nadal
        była pełna ciepła i serdeczności dla innych. Rozpoczynała zawsze bale wydawane
        w Hotelu. Adam Mickiewicz wspominał jak prowadził do tańca księżną Wirtember-
        ską. Fryderyk Chopin, wiele lat później, dedykował jej skomponowane przez sie-
        bie cztery mazurki: c-moll, h-moll, d-dur i cis-moll. Zmarła w 1854 roku, w
        obecności brata Adama Jerzego. Kilka lat po śmierci prochy Marii spoczęły w
        rodowym mauzoleum książąt Czartoryskich, w kościele w Sieniawie.

        ********************

        --
        Zespół Szkół Muzycznych w Siedlcach
        zsmsiedlce.webpark.pl/#

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka