dziwna Ukraina

09.01.07, 10:11
Zastanawiam sie, czy my, Polska, tak wygladalismy 10-15 lat temu. Siegam
pamiecia i wydaje mi sie, ze oni sa bardziej do tylu.
Choc w panstwie kontrastow jest roznie...
Jestesmy tu spora druzyna, czesc w Kijowie, czesc we Lwowie, ja na przyklad
gdzies na wsi, a wieczorami w Lutsku.
Smutno, brudno, biednie. Generalnie maja bardzo gleboko w nosie obcokrajwcow.
Nawet nie probuja mowic wolniej po ukrainsku, a angielski w hotelu *** to
cos, za co mozna zostac niemile obkrzyczanym przez recepcje...
Ale w sumie, hotel cos jak nasz Hetman, moze i lepiej, bo w centrum miasta,
kosztuje za dobe z 50zl ze sniadaniem.
Minus taki, ze ogromny kaloryfer, bez mozliwosci regulacji, grzeje tak, ze
jest w pokoju 27 stopni. A jak otworzysz okno, to troche wieje i halasuje z
ulicy.
Za to kolacja z full wypasem to 20zl w hotelu, a na miescie lepiej nie pisac.
Papierosy ze 2zl, wodka kolo 7 za 0,7l


Z kolei kilkase km dalej, w Kijowie, mieszkania po 500 000EU, hotele z
klaustrofobicznymi pokojami za 150eu, piekne samochody itd. Taka pewnie ich
moskwa.

Z ciekawostek- w domu handlowym, cos jak nasz Atlas, praktycznie na jednym
stoisku mozna kupic kielbase i artykuly papiernicze.
A zaraz obok stoi Tavria w super ofercie kredytowej...


Bywalem juz w dziwnych miejscach. ale zawsze bylo cos pozytywnego (jak bieda,
to usmiechnieci ludzie, jak zacowanie, to wyksztalcona mlodziez). Tutaj tylko
sa ladne kobiety. Ale tylko te mlode, bo reszta jakos tak juz mniej zadbana

i sie nudze.
Ukraincy sa wyluzowani. Rano zapomnieli po mnie przyslac kierowcy, w fabryce
nie wiedzieli ze w ogole przyjezdzam i po co. Ludzie, ktorym mam pomagac,
dokads poszli. Nudy jak cholera. A najgorsze, ze slono za mnie tu placa i
jeszcze od poczatku tygodnia nie spedzilem 5 minut pracujac :) Widocznie sie
im przelewa z kasa.
gdyby tak bylo lozko, to bym sobie chociaz pospal
    • partyzant76 Re: dziwna Ukraina 09.01.07, 10:16
      Świetnie się to czyta. Pisz częściej!
      • ada_zie Re: dziwna Ukraina 09.01.07, 10:25
        Mój mąż był we Lwowie i równiez wspominał o pięknych, szczupłych i zadbanych
        Ukrainkach. Więc ciesz oczy tą urodą póki tam jesteś :)))
      • obserwator.ws Re: dziwna Ukraina 09.01.07, 10:26
        To prawda :)
        Niesamowicie lekko i z zaciekawieniem.

        Pozdrawiam.
      • izaza Re: dziwna Ukraina 09.01.07, 11:39
        Tak tam właśnie jest.
        Pamiętam jak kilka lat temu przeżyłam wielki szok, jądąc z Włoch (San Remo) na
        Ukrainę...
        Nie wiedziałam, że aż tak może być... Młodsze dzieci myślały, że jest wojna i
        płakały. Panie, wyciągające ręce po kasę zamiast biletów w "autobusach" czy
        trolejbusach, dziwnego koloru "Fanta"...
        Jakieś 2 lata temu byłam również w Kijowie i widziałam wielki zgrzyt świata
        bogatego z biedą. Stare, śmierdzące bazary i ludzie, jak nie z tej epoki i
        piękne eleganckie kobiety...
        Pamiętam też sprzedających z kieliszkami jednorazowymi (nie plastikowymi -
        takimi z grubego szkła) z wódką do wypicia "po drodze"...
        Ponoć piękną przygodą jest tzw. bania. Ni to sauna, ni terma, ale mężczyźni to
        ponoć uwielbiają.
        Ale komunikacja metrem jest rewelacyjna, nie to co w Wawie...

        A...wspominam jeszcze Ukraine sprzed kliku lat, kiedy latem wyłączali prąd w
        mieszkaniach - dla oszczędności.
    • etea Re: dziwna Ukraina 09.01.07, 10:38
      bardzo mi się podoba ta relacja - nie tylko dlatego, że zahacza o moje
      noworoczne postanowienie - nic dodać nic ująć; krótko pisząc: proszę o
      jeszcze :)
      pozdrawiam
      ps a długo będziesz na Ukrainie?
      • raks5 Re: dziwna Ukraina 09.01.07, 13:20
        hej
        dzieki za te fajne slowa.
        w takim razie teraz opisze przezycia samolotowe (Warszawa-Lwow)- jesli zdaze, a
        jak nie, to dopisze wieczorem :)

        jakbym wiedzial, ze to sie milo czyta, to bym czesciej pisal z roznych zakatkow
        swiata. Teraz bede mial rok przerwy, ale od 2008 do 2010 mozecie liczyc na
        relacje mniej wiecej 15 panstw rocznie. :)

        co do Ukrainy. Wracam oficjalnie w sobote. Ale juz zaczalem starania, zeby
        przebukowac bilet na piatek lub czwartek, bo naprawde nuda jest najgorsza.

        Samolot LOTu, wiec powinno byc w miare ok. Generalnie jest lepiej niz w
        samolotach do Anglii, Irlandii badz Skandynawii. Ale tam problem jest inny-
        polscy robotnicy robiacy z samolotu PKS Hajnowka (nie obrazajac Hajnowki).
        Juz przy bramce bylo niezle zamieszanie, bo Ukraincy nie maja zwyczaju
        normalnie stac w kolejce, poddawac sie prodedurom itd. Kazdemu celnicy musieli
        tlumaczyc oddzielnie. Ale jakos dostalismy sie do samolotu. Na szczescie byl
        wpol wypelniony, a ze to ATR72 (taki ze smiglami), to Ukraincow bylo moze z 20.
        Ale wystarczylo :)
        Nie mowie o mlodych, bo oni sie zachowywali po europejsku.
        Starzy mieli bardzo ciekawy bagaz podreczny (ze tez jednak z czyms takim mozna
        przejsc). I skrzypce zabawkowe w wielkim pudelku nie byly najdziwniejsze.
        Nie dalo sie ich przekonac, zeby siadali na swoich miejscach z biletow. Ale to
        moze lepiej, bo dzieki temu usiadlem obok kolezanki, a nie obok smierdzacego
        pijaka. Nie zdejmowali tez kurtek i kozuchow. Nie umieli zapiac pasow.
        Wlasciwie niczym to sie nie roznilo od autobusu (tyle ze inaczej od lotow na
        wyspy- nie byli chamscy specjalnie, tylko chyba tak po prostu, bez zlej woli).
        Interesujaco bylo gdy podjechal Lot Catering. Kazdy, ale to kazdy facet mniej
        wiecej o 12 w dzien, poprosil wodke. I pili to na czysto, mimo ze stewy
        proponowaly sok. (z drugiej strony pili i byli spokojni, a nie jak Polacy :()
        Po 20 minutach w samolocie juz niezle smierdzialo. Myc sie w zwyczaju nie maja
        podrozujacy na tej trasie.
        Samolot wyladowal (traumatyczne to bylo przezycie). Standardowa akcja-
        swiatelka sie pala, stewy przypominaja, a polowa ludzi juz odpieta stoi i
        wyciaga cos ze schowkow (samolot jeszcze jedzie).
        I tak wszyscy czekali.
        Lotnisko bardzo ladne (oprocz samej powierzchni). Budynki jakies takie zadbane,
        architektora sprzed wojny.
        Wnetrze tez takie malo komercyjne. Dywany, fotele, wszystko w komunistycznym
        stylu (ale takim lepszym- i jakosciowo i w ogole).
        Za to przejscie jest bardziej skomplikowane. Trzeba wypelnic dwie deklaracje.
        Potem stac w dlugiej kolejce (cudzoziemcow bylo z 15, a kolejka zajela z pol
        godziny). Najpierw pani sprawdza deklaracje, potem dwa okienka do sprawdzania
        paszportow (2-5 minut kazdy). Potem odbior bagazy. Nie jakies tam tasmy, tylko
        po prostu stoja sobie.
        Potem samemu sie bierze bagaz i podchodzi do przeswietlenia. Dokladnie
        tlumaczac co sie ma. Trzeba tez wyspowiadac sie z calej waluty, z celu podrozy
        i miejsca (a ja za cholere nie wiedzialem). Odbior bagazu to nie koniec, bo
        przed samym wyjsciem obowiazkowe sprawdzanie ubezpieczenia. No i znow oplata
        paredziesiat zlotych.

        W kolejce rozmawialem z kolezanka o hotelu. Zdziwilem sie, ze niektorych z nas
        hotele kosztuja 150eu, a moj kolo 50pln. Powiedzialem, ze na wszelki wypadek
        wzialem swoj recznik. Jakis pan z kolejki skwitowal, ze niepotrzebnie, bo
        pewnie za te cene nie bedzie wody. Byla.

        Przy wyjsciu pelno natretnych taksowkarzy poobijanymi samarami, ktorzy od
        swoich biora 30hr do centrum a od cudzoziemcow 100.
        Na szczescie na mnie czekal samochodzik ladny. A ze nie byl to kijow, gdzie
        ladnych aut dostatek, to wygladalem jak mafia (hehe, kierowca byl w czarnych
        okularach).
        200km bylo dla mnie strasznie meczace. Kierowca nawet nie jechal strasznie
        szybko (100-120), ale na tamte drogi to za duzo. Zero poszanowania przepisow,
        dziury, dziwne pojazdy. Aha -caly czas cos do mnie gadal i myslal, ze rozumiem.
        Troche sie da zrozumiec. Ale troche. Nie zrozumialem albo on zapomnial jak sie
        umawial- ala rano przed hotelem nie czekal na mnie nikt. A do fabryki 30km.
        Przyjechal inny kierowca. Jescze bardziej mafijny, bo wazyl z 200kg.
        Co ciekawe, wszystkim tym kierowcom trzeba podpisywac zlecenie przewozu. Ale
        zaden mi jeszcze nie dal wypelnionego, tylko trzeba podpisywac in blanco.

        To tyle o podrozowaniu.
        jak sie dalej podoba, to w wolnej chwili bedzie o hotelu i restauracji
        • raks5 Hotel 09.01.07, 14:24
          pomyslicie, ze sie strasznie nudze i pisze. Ale to prawda.

          Przyjechalem do hotelu. Centru miasta, Boze Narodzenie (ich- ale wszystkie
          sklepy czynne). Hotel ladny, stary, ale odnowiony, czysty, zadbany.
          Na recepcji nie ma nikogo. Nie ma tez dzwonka ani nic. Po trzech minutach
          przychodzi pani. Wkurzona na swiat. Probuje zagaic po angielsku, ale totalnie
          mnie ignoruje. Po polsku- reaguje, ze nie rozumie. Po rosyjsko-ukrainsku z
          kolei ja nie bardzo, ale bardzo sie staram. Za to ona snie nie stara mowic
          powoli i wyraznie. Zabiera mi paszport i mowi, ze przyniesie do pokoju. Jak
          wyrazam swoje zdziwienie, ona jest niegrzecznie niezadowolona, ze chce, zeby
          wypelniala sobie papiery przy mnie.
          Za to nie ma zadnej akcji w stylu blokowania zabezpieczenia na karcie
          kredytowej.
          W koncu ide do pokoju. (przypominam, ze hotel mega tani). Wszedzie wykladzina
          troche grubsza i ladniejsza niz Mariotach ***, czy nawet niektorych ****.
          Ogromne halle na kazdym pietrze, z wyjsciem na balkony, tarasy.
          wszystko w niezlym guscie. No moze nie guscie, ale pasuje do siebie i nigdzie
          nei ma tandety.
          Na moim pietrze, w hallu siedza sprzataczki, moze pokojowki (swieta, pusty
          hotel), pala papierosy i gadaja.
          Po drodze pootwierane pokoje, gdzie sobie ogladaja tv.
          Po chwili jak wracam, rozmawiaja przez telefon. Z tego co rozumialem, nie byla
          to sluzbowa rozmowa, a z tego co slyszalem idac dlugim korytarzem i znow
          wracajac (chodzilem tu i tam- bankomat), nie trwala ona krotko.
          Sam pokoj duzy jak na 3*. Czysto, schludnie, ale juz bez przelewek. Lozko takie
          sobie, jakies biurowe krzesla, tandetny tv, bardzo tandetna kabina prysznicowa
          (obok ladnej umywalki i WC)- tak sie troche gryzlo.
          W lazience malutki kaloryfer i zimno. W pokoju super goraco, ogromny kaloryfer
          bez regulacji.
          W TV tylko ukrainskie i rosyjskie programy. Na 12 na 10 cos spiewaja albo
          opowiadaja kawaly. Potem bylo wiecej filmow. Na rosyjskich napisy, na
          zachodnich, dubbing.
          Widze na suficie czujnik dymu. Na recepcji pytam, czy mozna w pokoju palic (z
          ciekawosci, bo nie pytali, czy chce pokoj taki czy taki). Mozna! To po co
          czujnik?
          • no_login Re: Hotel 09.01.07, 14:37
            > Na recepcji pytam, czy mozna w pokoju palic
            jednak palisz...
            • raks5 Re: Hotel 09.01.07, 14:41
              tylko pytam, zaintrygowany czujnikiem dymu.
              LM tutaj 1.5 pln
        • raks5 restauracja 09.01.07, 14:38
          Restauracja hotelowa powinna byc droga...

          Ide sobie do restauracji, a tam pusto. To znaczy sporo jest obslugi. Trzy
          kelnerki sie kreca, jakis facet. Aha- nawet jakby byla pelna, to wielkosc tej
          restauracji nie wskazywala na potrzebe takiej obslugi.
          Kelnerki naprawde sliczniutkie, z pieknym usmiechem, seksownie ubrane, mowiace
          (starajace sie mowic) po angielsku. Jak to inaczej niz obok, w recepcji!

          Ladne, grube obrusy, sztucce Bergoffa, srebrne z pozloceniami, ciezkie.
          Wybor dan naprawde duzy. Ceny podejrzanie male.
          Grillowane miesko (calkiem sporo), do tego obowiazkowy (ale przepyszny)
          chlebek, ziemniaczki, surowka, piwo- 30hr z napiwkiem (czyli jakies 16-17pln).
          Ale jak podane? Nie znam slow do opisania tego, ale do tej pory, tego typu
          dodatki widzialem tylko na filmach. (wiecie- te takie srebrne przykrywki na
          talerze, sposob noszenia itd).
          Tylko skupic sie nie mozna, bo kelnerki na zlosc sie przechadzaly ciagle.
          Bardzo kobieco i ponetnie. (chyba to jednak kelnerki byly).
          I tak przez pol godziny bylem jednynym gosciem.
          A z obslugi naliczylem z 10 osob.
          3 kelnerki. facet (szatniarz, ochroniarz, cinkciarz- nie wiem, jakis serwis
          sprzatajacy tez sie krecil)
          ale te kelnerki... :)
    • raks5 kijow 09.01.07, 13:26
      a to fragmenty maila od kolegi, ktory jest w Kijowie:

      "Nie powiedzialem ze mi się nie podoba - po prostu nic fajnego tu jeszcze się
      nie wydarzylo. Kijów dość brudny i ciemny. Latarnia dziala co 100m - nie
      wiadomo czy można spokojnie chodzić czy lepiej siedzieć w hotelu."
      (...)
      "Wlasnie wyjrzalem sobie przez okno a tam ktos zaparkowal samochod tak ze
      jednym kolem stoi na torach tramwajowych - tak wiec 2 babcie stoja i kopia w
      kola żeby wlaczyc alarm - CO ZA KRAJ"
      • emti1 Re: kijow 09.01.07, 14:56
        Raks - mistrz suspensu;).Fajnie sie to czyta.

        Tak z ciekawosci czym sie zajmujesz?Oczywiscie nie odpowiadaj jak nie masz ochoty.
        • raks5 Re: kijow 09.01.07, 15:17
          dzieki
          Nie jest to tajemnica na tym forum (szczegolnie, jakbys poszukal mnie, jako
          dawnego gaziarza) pracuje w wielkim koncernie FMCG.
          Do polowy stycznia zajmuje sie planowaniem (produkcji i strategicznym) w Supply
          Chain, a od poniedzialku wracam do optymalizacji (szeroko pojetej) procesow
          produkcji, zakladow produkcyjnych itd.
          • no_login Re: kijow 09.01.07, 18:04
            a jakie batony teraz wozisz w bagażniku?
            • raks5 bagaznik 10.01.07, 11:03
              no_login
              nie woze batonow odkad mam CB :)
              • no_login Re: bagaznik 11.01.07, 10:30
                :-)
                no to inaczej...
                Jakich batonów nie wozisz teraz w bagażniku?
                • raks5 Re: bagaznik 11.01.07, 10:47
                  od poniedzialku nie bede wozil lodow :)
                  • no_login Re: bagaznik 11.01.07, 10:48
                    znowu zmiana?
    • westwind2 Korespondencja z Ukrainy 09.01.07, 21:14
      Gratulacje Raks! Masz żyłkę reportera. Nie mógłbyś z tych licznie odwiedzanych
      miejsc przysyłać takie właśnie korespondencje? Może stała kolumna w TS, ŻS albo
      dźwiękowy felieton w KRP? Bo tu na forum - obowiązkowo.
      Czekam na kolejny kawałek.
      • raks5 Re: Korespondencja z Ukrainy 10.01.07, 07:41
        :)
        moze poszukam w wysylanych mailach tego typu reportazy.
        A jesli nie znajde, to obiecuje pisac z roznych miejsc swiata. Tylko nie wiem,
        czy jeszcze mi sie trafi projekt, gdzie bede sie tak nudzil :) wiec mogl
        siedziec i pisac :)
        • kaizenkaizen Re: Korespondencja z Ukrainy 10.01.07, 12:59
          Czy ta twoja firma to M... ?
          • raks5 Re: Korespondencja z Ukrainy 10.01.07, 13:21
            nie. Pisalem, ze bardzo duza.
            M jest taka sobie
    • raks5 kolejne maile miedzy nami, na ukrainie 10.01.07, 14:05
      Wklejam jeszcze troche naszego dziwowania sie tutaj
      "Ja jak pytam dlaczego jakis proces jest tak a nie inaczej stworzony to wówczas
      gosć mi odpowiada że BECAUSE. I tyle.
      Można poczuc się prawie jak w MISiu."

      albo kolezanki:
      "Zdrastwuj Marcin!

      Stosuję mix języków : polski i rosyjski i jeszcze po drodze angielski.

      Uff to odetchnęłam bo myslalam ze tylko ja tutaj robię swoją pracę, uzupełniam
      raporty, przez DMC sprawdzam zamówienia (...), czyli standardowa praca jak w
      Polsce. Pytałam jak mam pomóc, uslyszalam ze jak będą potrzebowac pomocy to się
      zwrócą z pytaniami itp."

      i moj kawalek:
      "Dzieciaki
      A ja tutaj rozmawiam albo po angielsku, albo po polski. Prawie kazdy gada po
      polsku.
      Przyjechali specjalisci z Kijowa I mieli mi zadawac milion pytan. Ale jakos tak
      wyszlo, ze cos tam im opowiedzialem o najprostszych rzeczach. Pokazalem pare
      trickow I juz sa ok. Ja im sie nie dziwie. Oni na razie skupiaja sie na
      przezyciu po prostu, a nie wymyslaniu skomplikowanych rozwiazan. A nawet jakbym
      im chcial wymyslic cos skomplikowanego, to sie nie da"

      i kolezanki:
      "...oo np. przede mna siedzi kobieta która od 8 rano podpiera się reka pod
      brodą i patrzy w ekran, miala mala przerwe godzinna gdy szla na obiad i teraz
      siedzi i patrzy się dalej w ekran jak wol na malowane wrota "

      Czasami ktos o coś pyta, ale bariera językowa niektórych powstrzymuje. Pomagam
      raczej w prostych rzeczach, ponieważ o skomplikowanych nie chca nawet slyszeć
      • kaizenkaizen Re: kolejne maile miedzy nami, na ukrainie 10.01.07, 15:16
        Myslalem ze M .. jest duza a ta jeszcze wieksza? jaki kierunek studiow konczyles?
        • raks5 Re: kolejne maile miedzy nami, na ukrainie 10.01.07, 16:40
          M jest szosty na swiecie, jesli chodzi o Food Industry w wartosci sprzedazy.
          5 jest Coca Cola a 7 Danone
          Ale to nie jest watek o biznesie, tylko turystyczny.
          Jak chcesz, to pisz na maila
          • klemens.klemens Re: kolejne maile miedzy nami, na ukrainie 10.01.07, 19:24
            Najbardziej zaskakują nas za granicą ludzie. Ich stosunek do pracy, do innych
            ludzi, ich poglądy i styl życia. Nasze przyzwyczajenia lub standardy
            obowiązujące w naszym świecie okazują się nagle nie aż tak bardzo uniwersalne.
            To powoduje, że mamy wrażenie obcości. Nie pojmujemy tuziemców mentalnie,
            a często nie chce nam się albo nie potrafimy dotrzeć do przyczyn takiego stanu
            rzeczy.
            A najciekawsze jest znalezienie odpowiedzi na pytanie:
            dlaczego oni działają inaczej niż my i z czego to wynika?
            • zdjeciarozne ukrainska granica. 11.01.07, 09:18
              to moja mala wypowiedz z "wrazen" na ukrainskiej granicy,
              kopiuje z innego forum, kraj jako taki
              mi sie podoba, jest fajnie, ale ta granica...
              to dzialo na przejsciu zosin-uslilog w polowie grudnia przechodzi
              ludzkie pojecie.
              pozdrawiam

              co do Ukrainy prawdopodbonie byla to moja ostatnia wycieczka
              w ciagu najblizszych lat przynajmniej samochodem.

              postoj na granicy trwal 6,5 godziny, w tym ok. 40 minut
              szarpania z tymi durnymi ukrainskimi celnikami.
              NIgdy nie byli zbyt mili itd... ale teraz to juz przesli samych
              siebie - kazali wypelniac kilkakrotnie pieprzone karteczki imigracyjne,
              czepiali sie o byle, biegali z paszportami, byli chamscy, wymusili lapowke,
              grzebali po samochodzie jakby niewiedomo co tam mialo byc,
              kilkakrotnie sie dopytywali Ojca czy nie pracuje na ukrainie (nie wiem
              tylko w jakim charakterze mialby tam pracowac),
              poprostu paranoja. wizytowka kraju, ku.. mac.
              iles nerwow nam zjedli. a jedyne co chcielismy
              to wydac swoje pieniadze i odwiedzic na kawe ukrainskich przyjaciol.
              bez sensu. no, ale coz, jesli kraj za bogaty, to wcale nie musze
              tam jechac i chetnie wydam moje dolary/euro gdzie indziej.
              bez laski. a jesli za 100 lat dam sie namowic na wycieczke tam to
              na granice biore flaszke/8 piw. tak na rozluznienie,
              zeby przetrwac ta nerwowke.
              pozdrawiam Michal
              • szaman.morski Re: ukrainska granica. 11.01.07, 09:49
                O tak, przekroczenie granicy polsko-ukraińskiej to niezapomniane przezycie.
                Nigdy więcej.
              • raks5 Re: ukrainska granica. 11.01.07, 10:05
                a korcilo mnie, zeby jechac samochodem, bo myslalem, ze bedzie lepiej, niz
                samolotem. Dobrze, ze polecialem :)
                • westwind2 Re: ukrainska granica. 11.01.07, 23:14
                  A jak ludzie, tak poza pracą? Przy kawie, w stołówce, wieczorem przy piwie, o
                  czym chętnie rozmawiają, co śmieszy czy smuci. Wiedzą, że jesteś Polakiem?
                  Jesteś dla nich "panem", kolegą czy "wszystkowiedzącym" expatem?
                  • raks5 ludzie na codzien 12.01.07, 08:51
                    ludzie wygladaja na szczesliwych i zadowolonych z zycia. Przypuszczam, ze ci
                    pracujacy w mojej firmie, sa po prostu niezlymi szczesciarzami i sa niezle
                    ustawieni w porownaniu do reszty.
                    Tak poza praca mam male doswiadczenie, ale postaram sie potem opisac prace w
                    biurze- dla mnie jest totalnie inna niz w PL, chociaz wydaja mi sie, ze oni tu
                    pracuja troche jak w polskich urzedach.
                    Poza praca jednak glownie sie spotykamy w miedzynarodowym towarzystwie, bo oni
                    nie mieszkaja w hotelach.
                    Pare razy mi sie udalo z nimi pogadac tak gdzies po drodze. Generalnie
                    twierdza, ze pomaranczowa rewolucja nic nie zmienila, bo sie obaj panowie
                    dogadali i juz. Ceny rosna, zarobki nie. Starsi ludzie (podobno) wciaz zyja
                    poprzednimi czasami, wspominaja potege.

                    Po drodze miedzy miastami widac straszna biede- lepianki, budki itd. W miastach
                    jest lepiej.

                    Ale tak jak juz gdzies pisalem, wygladaja na szczesliwych i zadowolonych. No i
                    sa bardzo goscinni.

                    Napsize cos potem, bo chyba wreszcie jakis problem mam do rozwiazania
              • emektb Re: ukrainska granica. 12.01.07, 12:10
                masz szczęście, że nie wjeżdżałeś na ukrainę w latach 80-tych :)) ludzie
                modlili się, żeby postać tylko kilka godzin:)
    • raks5 Lwow i jego hotele 12.01.07, 09:49
      To nie odkrycie, ze Lwow jest bardzo ladny, choc bardzo potrzebuje inwestycji,
      odnowienia. Ale jest piekny I ten przepych widac nawet na tych starych
      zniszczonych budynkach. Ludzie wydaja sie szczesliwi, wieczorem (wyszlismy z
      hotelu po 21) pelno ludzi. Faceci wygladaja tak, jak opryszki z Pragi, ale jest
      bezpiecznie, nic sie nie dzieje, nikt nie ma oporow, zeby w nocy isc przez
      ciemny park.
      Ulice pieknie ozdobione (to u nich jeszcze swiateczny okres). Ruch jak w
      Warszawie I to o wczesniejszej porze. Nie ma co wspominac, jak oni tu jezdza,
      bo nie ma chyba zadnych zasad, a bycie pieszym to niezle wyzwanie.
      Poszlismy do tradycyjnego bufetu na kolacje. Oczywiscie nic on nie mial
      wspolnego z bufetami, jakie nam sie przypominaja z dawnych czasow. No moze
      tylko zasada dzialania. Wielki lokal w centrum, w zabytkowym budynku. I potrawy
      typowo ukrainskie, wszystko jakby domowe, bardzo smaczne I bardzo, bardzo
      tanie. (za bardzo syta obiadokolacje z piwem zaplacilem 11zl).
      Widzielismy rynek starego miasta- tez bardzo piekny I wymagajacy odnowienia.
      Znalezlismy pub irlandzki, calkiem ok.
      I pozno wieczorem wrocilismy do hotelu. Znow ciemno, ale bezpiecznie.

      Hotel, czterogwiazkowy, nosi slady dawnej swietnosci. Lobby iscie europejskie,
      kilka restauracji, rowniez takie z widokiem na panorame miasta (hotel jest na
      gorce). Obsluga w jezyku polskim. Cena 5 razy wyzsza niz w Lutsku, ale wciaz
      calkiem ok. (w Kijowie jest jeszcze dwa razy drozej). Windy, korytarze, wejscie
      do pokojow- wszystko bardzo europejscie I robiace dobre wrazenie. Pokoj tez
      calkiem calkiem, choc odbiega raczej od polskich ****, raczej tak **/***. Ale
      widac, ze kiedys byl bardzo elegancki. Meble drewniane, bardzo drogie, tylko
      stare. Lozko wygodne, posciel tez taka lepsza. Klimatyzacja jest, tv z
      zagranicznymi kanalami rowniez. Wiec jest ok.
      Troche dziwna sprawa z mini barem. Jest lacznie z lodowka. Ale pusty :) Moze
      ludzie uciekali I nie placili rachunkow za mini bar.
      Wielkie rozczarowanie po wejsciu do lazienki. Szkoda gadac. Stare kafelki,
      stara wanna, wszystko moze I czyste, ale stare I beznadziejnej jakosci (to
      znaczy standardy jak czyste reczniki, szlafrok, jednorazowe kapcie itd,
      oczywiscie ok). Potem sie jeszcze okazalo, ze prysznic raczej kapie niz leci z
      niego woda.
      Dzis poszlismy na piechote do biura. Pol godzinki spacerkiem- calkiem
      przyjemnie. Chociaz chodniki krzywe. Jakbym byl kobieta, to kilka raazy
      polamalbym sobie nogi. Oczywiscie rano jest jeszcze gorzej niz wieczorem, bo
      nikt nie zwraca uwagi na przechodniow, tylko po prostu jada sobie. Gorzej jak
      nie zdazy wyhamowac autobus, bo zwykle osobowki trabia jesli wejdziesz na
      przejscie dla pieszych, ale potem sie I tak zatrzymuja.

      Po drodze babcie sprzedaja gazety z foliowych straganow, papierosy na sztuki,
      pestki slonecznika w tutkach gazetowych.
      Sporo tez bezdomnych psow, ale zaden mnie na szczescie nie pogryzl.
      • raks5 powrot 14.01.07, 04:41
        Zakonczyla sie moja przygoda z Ukraina, ale nawet powrot byl ciekawy (dziwny)
        1. Taksowkarz nie mial dlugopisu, zeby wypisac rachunek. Pobiegl pozyczac.
        Wyszedl i po chwili wrocil, zeby zabrac kluczyki (ze stacyjki)
        2. Nie ma na lotnisku sklepow. Za to w okolicy znalazlem malutka kafejke.
        Okazala sie tez sklepem z artykulami eksportowymi. Sklepik malutki (nie kojarze
        tak malego w Siedlcach). Obsluguja cztery panie. Wodka drozsza 50% niz w
        miescie, papierosy 100%. Pilem sobie kawe, przyszedl pan, porosil setke wodki (z
        plastikowego kubeczka) i poszedl dalej :)
        3. Przy odprawie, odwrotnie jak przy przy locie. Obcokrajowcy sa ok, a tubylcy
        be. W samolocie bylem ja, jeszcze jeden Polak i dwóch Niemców oraz Ukraińcy. Nic
        to, ze karta pokladowa i odcinek na bagaz zostaly wypisane recznie. Bagaz sie
        niesie caly czas samemu, przechodzi przez kolejne przeswietlenie i od razu
        kladzie w miejsce, gdzie panowia laduja na wozek. Potem bagaz sobie czeka na
        deszczu. Odprawa cudzoziemcow byla nawet mniej formalna niz w UE. Za to pierwsi
        Urkaińcy zaczeli wchodzic po dwudziestu minutach. Odprawa ok. 60 osobowego
        samolotu trwala godzine.
        4. W samolocie znow wiekszosc w kozuchach i czapkach caly lot
        5. Po wyladowaniu okazalo sie, ze tylko Polacy docelowo lecieli do PL. Drugi
        Polak mial bagaz podreczny, wiec przy pasie czekalem sam. W efekcie zamiast na
        pasie z Lwowa, walizke znalazlem na pasie z Kaliningradu. Odin ciort :)

        ale dobrze byc w kraju
        • klemens.klemens Z perspektywy kraju, firmy i domu ... 15.01.07, 15:28
          Ciekawe te Twoje uwagi. Niby tak blisko, a pod niektórymi względami daleko nam
          do siebie.
          Czym ci ludzie różnią się od nas na + i na -?
          Gdyby z kimś z nich wspólnie zamieszkać? Byłoby jak z polskim kolegą?
          Gdyby oni przyjechali do naszej firmy w takim charakterze jak Ty do nich,
          odbieralibyśmy ich tak samo, jak oni Ciebie?
          Czy jest w nich coś specyficznie "ukraińskieg" różniącego się od
          specyficznie "polskiego"?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja