s.o.s.edukatorski
27.10.09, 20:17
Czegoś tu naprawdę nie rozumiem. Matusz jest niezłym poetą, może najlepszym z mieszkających w Sosnowcu. Muszę jednak przypomnieć: Miłosz pracował. Barańczak pracował. Zagajewski pracuje. Wbrew temu, co sądzimy, Rej, Kochanowski czy potocki (Wacław) też ciężko pracowali, a "później" dopiero pisali. Mickiewicz (Adam) to cały dramat pracy, pracy nielubianej - czy jednak bez tego dramatu powstałyby liryki lozańskie? Barański Paweł to też całkiem niezły (chociaż trochę zakompleksiony wróg turniejów poetyckich, sądząc po wywiadzie cytowanym w "E-Sosnowiec") poeta i ...pracuje. Czy społeczeństwo jest winne faktowi, że poeta Matusz np. nie posiada matury, studiów? Pracy wbrew pozorom jest sporo; fakt, że czasem oferty mogą kolidować z ambicjami i pretensjami. Co innego, jeśli poeta Matusz jest np. obłożnie chory i z tego powodu niezdolny do pracy... Przypomnę niedawną smutną sprawę wybitnego wrocławskiego (związanego z Zagłębiem) "konkrecisty" Dróżdża, któremu niestety się zmarło. Czy sytuacja twórcy Matusza jest adekwatna do Dróżdżowej? O ile, to owszem, trzeba szukać pomocy, udzielić tej pomocy. Tego nie wiem. Może "Wyborcza", kreując poetę Matusza na przymierającego głodem pozaobiegowego twórcę sanacyjnego (a la Uniłowski i jego proza) lub XIX-wiecznego chudego literata, trochę szczegółowiej kwestię naświetli? Bez pozostawiania czytelnika w sytuacji dysonansu poznawczego. Kłosińską kocham i cenię, lecz cytat z Kłosińskiej w tym kontekście jest jak z kosmosu. A co ma Kuczkowski do piernika? Fakt, nie znam człowieka. Może jeszcze jedna podpowiedź: Słomczyński, żeby móc przekładać ("tylko" przekładać) pisał dla zarobku i ...słowników świetne kryminały. Reymont pracował na kolei. Leśmian był notariuszem (tu trzeba pewnego wykształcenia). Poeta Marian Kisiel pracuje na uniwersytecie, nie wstydzi się tego i też niezłe wiersze pisze.