Gość: anonim póki co
IP: *.dynamic.chello.pl
29.05.12, 12:28
fakty:
- marzec: decyzja o założeniu firmy - w urzędzie pracy informacja, że owszem jest kasa na start: wystarczy poprawnie wypełnić wniosek, złożyć do końca marca i po dwóch tygodniach cieszyć się /bądź nie/ dotacją.
- szkolenia, kursy /jak wypełnić/, oraz kilka innych, złożenie wniosku pod koniec marca i 2 tyg w plecy: nic nie można zacząć, łącznie z rejestracją firmy
- po 2 tygodniach informacja, że urząd... ma dużo wniosków i zapewne wszystko przeciągnie się do końca kwietnia
- przełom kwietnia / maja i przychodzi informacja pocztą... że wniosek złożony został poprawnie i zostaje przekazany do dalszego rozpatrzenia merytorycznego (sic!)
- cały maj to telefony i informacje, że oni mają czas do końca maja!
- 28 maj informacja, że "już" rozsyłają informacje czy przyznali, czy nie...
pytania:
- czy ludzie wiedzą jak miasto "walczy" z bezrobociem?
- na co idą moje podatki /to nie ja zakładam, a żona/?
- czy może należy udać się z koniakiem, bądź innym gratisem, by łaskawie poinformowali co jest grane?
- czy ktoś w tym mieście zajmie się w końcu świętymi krowami, które zamiast pomagać serwują 2 miesiące zwłoki w działalności, absolutną niemożnością organizacji działalności i co za tym idzie miejsc pracy?
- kto zwróci pieniądze za ponoszenie kosztów w tym czasie, które by nie powstały, gdyby jasno od początku powiedziano prawdę jak sprawnie pracują? /wynajem lokalu, opłaty za media, faktury, których już nie będzie można odliczyć/
- na koniec:
...jest 29 maja nadal nie wiemy, czy to tylko czas stracony, bo w dobie internetu, telefonów urząd wysłał /ponoć.../ informacje jak zwykle drogą pocztową, która /o ile/ będzie pozytywna, to i tak nie pozwoli na rejestrację firmy i start działalności... bo trzeba później czekać na przelew i cholera wie co jeszcze, żeby móc przestać być bezrobotnym
P.S. chodzi o kwotę 20 tys PLN więc to pozwoli jedynie w niewielkim stopniu pokryć koszty inwestycji: gdybyśmy wiedzieli jak sprawy wyglądają, chyba nie zdecydowalibyśmy się czekać
/ jeśli jakiś władny w mieście zainteresuje się sprawą mogę mu podać namiary... ale dopiero po zakończeniu całej batalii, bo urząd pracy zapewne niezbyt przychylnym okiem zerka na niepokornych.../
bezrobocie w naszym mieście jest tradycyjnie rzecz jasna większe od średniej w województwie: żona niestety bywała /stosunkowo krótko/ zarejestrowana i raczej jej nie pomogli w znalezieniu pracy /co nieco kwalifikacji i doświadczenia ma/ - znajdowała sama pracę
potrzebny komuś ten urząd, który kasę unijną dzieli w taki sposób?
(identyczny wątek na www.forum.sosnowiec.pl/ - by ludzi przestrzec, aby trzymali się z daleka od tego urzędu...)