Dodaj do ulubionych

Piątek, 18 lutego: sesję giełdy komentuje Andrz...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 17:34
Wg serwisu bluerat.pl gielda bedzie szla do gory, chyba ze pojdzie w dol...
Obserwuj wątek
      • Gość: ttw Re: może też wyjść bokiem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 23:52
        Jednym slowem jak to mawiają "górole":
        "abo bydzie słóńce, abo bydzie dyszcz;
        może tyż być przelotnie,
        jak nie sypnie gradem hej".

        A oto co ma na ten temat do powiedzenia
        nie kto inny tylko Sun Tzu
        - sławny chiński teoretyk wojskowości:

        "Zwycięskie wojsko nie rusza do bitwy,
        dopóki nie ma zapewnionych warunków do zwycięstwa".

        I dalej:

        "Sprawdzaj położenie wroga, wysyłając niewielkie siły (...)
        obowiązek ich nie polega na tym, żeby wygrały bitwę,
        lecz na tym, aby poniosły niewielką porażkę."

        Czytając te słowa mam przed oczyma indeks WIG 20
        który wzrósł od ostatniego dołka
        w ciągu kilku tygodni
        o bez mała trzysta punktów
        bez większej korekty;
        widze silnie wyprzedane oscylatory;
        i zly obraz dziennych swiec.

        Czy przeciwnik dojrzał już do tego
        aby wydać mu bitwę;
        czy jest już dostatecznie osłabiony
        aby się z nim zmierzyć?
        Tego nie jestem do konca pewien
        ale gotów jestem stwierdzić
        że jesteśmy blisko tego momentu
        kiedy wszystkie warunki beda sprzyjac ku temu.

        Czas więc zgodnie z naukami mistrza Sun
        i zgodnie z przewidywanym ruchem
        ostroznie i z namyslem wyszukiwac dogodne pozycje
        stosujac w tym celu lokalne linie trendu, wsparcia badz opory.
        Niektore z nich wyznaczyc jako progi
        ktore wyznaczamy dla dwoch/trzech kolejno wysylanych
        rozpoznawczych oddzialkow "wydzielonych"
        naszej papierowej armii
        w których przypadku z gory godzimy sie
        z ewentualna niewielka strata
        a ktore jesli przewidywania sie potwierdza
        zablysna w naszej armii niczym najwspanialsze brylanty
        z racji bycia forpoczta w zwycieskiej kampanii;
        gdy stanie sie inaczej coz strata bedzie niewielka
        - co poniektorzy stwierdza kwintesencja
        angielskiego pragmatyzmu:-).

        A co do przewidywanego ruchu:
        moim zdaniem prawdopodobnie kamyk
        ktory wzbudzi lawine juz zostal kopniety i sie toczy
        a swiadczy o tym dzisiejsza sesja
        ktorą doprawdy uważam za jedną z najpiękniejszych
        jaką widziałem - od hura optymizmu do hura rejterady
        slowem ulanska fantazja inwestorow
        ktora musiala wzburzyc krew kazdego "Polaka małego"
        - potomka huzarow i szwolezerow.

        Tak wiec moja prywatna opinia jest taka
        ze rynek dojrzal tymczasem do korekty
        i zgodnie z tym duchem nalezy dzialac.

        Dluzszej prognozy nie daje bo w tej sytuacji
        byloby to jak stawianie prognoz pogody w gorach.
        Nawet jesli wszystko wskazuje na to
        ze bedzie slonecznie
        - nawet slonce swieci:-) -
        w tym trudnym terenie wystarczy minuta
        zeby pojawila sie z nikad chmura
        ktora wszystkim "ceprom" kaze czym predzej
        brac nogi zapas jesli nie chca doswiadczyc
        na wlasnej skorze co to znaczy burza w gorach:-)

        Mysle wiec ze nie pomyle sie jesli
        na najblizsze dni oglosze pogode
        dla ostroznie otwieranych pozycji krotkich
        na kontraktach terminowych.

        Nawiasem wg mnie ich zwolennicy sa szczytem
        lancucha pokarmowego na rynku kapitalowym
        i ktorych podziwiam i mam nadzieje
        kiedys dolaczyc do tego grona.

        A co bedzie czas pokaze.
        Zycze wielu udanych inwestycji.
          • Gość: ttw Re: może też wyjść bokiem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 18:51
            "Inwestycje to przedłużenie wojny
            prowadzonej innymi środkami (kapitalem),
            a ta moze byc (lub jest), przedluzeniem polityki" - Ja.

            Wczoraj musialem juz spac nad wykresami
            bowiem w tekscie jest oczywisty blad -
            oscylatory sa rzecz jasna wykupione
            a nie wyprzedane.

            Zwyciestwo absolutne jest slodkie
            (kto z nas nie marzyl zostac drugim Napoleonem),
            ale nie radzilbym szukac go na rynku kapitalowym
            w jednej bitwie przy uzyciu wszystkich dostepnych srodkow
            abyscie kiedys nie musieli dla opisu swej sytuacji
            cytowac trafnego spostrzezenia Pyrrusa
            ktory po wielkim zwyciestwie
            pod Ausculum w 279 pne mial rzec:
            "Jeszcze jedno takie zwyciestwo
            a nie bede mial komu wydawac rozkazow".

            Clausewitz obok tego co zostalo zacytowane
            uczy takze aby osiagac maksimum korzysci
            przy zaangazowaniu minimum srodkow.

            Co w praktyce dla inwestora oznacza tyle
            ze powinien on uznac sie w obliczu potegi rynku
            za trwale niezdolnego do stawienia mu czola
            caloscia sil w walnej bitwie -
            jak uczy Sun Tzu: "jesli jestes slabszy, unikaj go,
            podchodz, nekaj, kasaj, ale nie stawaj z nim twarza w twarz
            bowiem slabsi sa tylko lupem silnieszego".

            Zamiast do wielkiej bitwy
            prowadzic nalezy armie WYLACZNIE
            do wielkiego triumfu.

            Zda sie ze to, to samo, ale tylko do czasu
            gdy na wlasnej skorze przekonamy sie
            co to znaczy przegrac bitwe
            a co "oddac pole"
            w jednej z dziesiatek potyczek.

            Od pieciu lat nie stoczylem ani jednej wielkiej bitwy
            wiec choc ponioslem w tym czasie liczne male porazki
            moja armia nie tylko nie zmalala od tego czasu
            ale wciaz rosnie w sile bowiem
            nie narazilem mej armii nawet na ryzyko wielkiej kleski.

            Zle zapowiadajaca sie potyczke
            mozna zawsze zakonczyc bez szkody dla armii
            i w kazdej chwili rozwinac do rangi wielkiej bitwy
            ktorej efektem moze byc wspaniale zwyciestwo.

            Zle przebiegajaca bitwa daje tylko mozliwosc ucieczki
            a kleska odbija sie wyraznie na calej armii
            trudno wtedy znalezc dostateczna ilosc sil
            by w krotkim czasie moc odrobic te straty
            bez ponownego narazania calosci sil.

            Wielka bitwa powinna byc ostatecznscia.

            To chyba Napoleon stwierdzil ze dowodcy
            ktorego wojska rusza do boju w wielkiej bitwie
            nie maja od tego momentu
            praktycznie zadnego wplywu na jej przebeg
            oraz zadnego pola manewru;
            pozostaje mu z godnoscia ja obserwowac
            i albo przyjac chwale zwyciezcy albo hanbe pokonanego.

            Osobiscie wiec wyznaje teorie wg ktorej
            inwestycje nalezy prowadzic jak wojne
            o charakterze podjazdowym - szarpanym;
            malych sil realizujacych ograniczone cele.

            Ciezkie straty amerykanskiego kolosa w Wietnamie
            to nie efekt bitwy z rownym sobie
            a wspanialy tryumf nieuchwytnych,
            bedacych wszedzie i nigdzie
            - atakujacych i znikajacych -
            obszarpancow z wietkongu.

            Feldmarszalek Schorner jeden z generalow Hitlera
            nazywany przez niektorych jego "dowodca ostatniej szansy"
            stwierdzil pod koniec wojny
            ze idea "blitzkrieg'u" wyczerpala sie
            a przyszloscia sa - unikajac wroga -
            blyskawiczne uderzenia punktowe o charakterze manewrowym
            ktore maja go oslabiac poprzez szybkie
            i mordercze ataki na wybranym odcinku
            po ktorych nastepuje rownie szybki odwrot
            ktory nie daje szans przeciwnikowi
            na wykonanie miazdzacego kontrataku;
            i atak znow w zupelnie innym miejscu.

            Tak wg niego i hitlerowskich generalow
            wygladac miala nowoczesniejsza - rozwinieta forma
            wojny blyskawicznej - uderzyc i zniknac
            uderzyc i zniknac az do skutku.

            Cale szczescie nie mieli juz szansy
            aby wpelni zrealizowac jej zalozenia
            w koncu do tego tez trzeba miec armie
            zdolna do dzialan zaczepnych.

            Za to z doswiadczen tych
            moga dzis korzystac wspolczesni inwestorzy
            bo gielda to takie samo pole bitwy
            tylko zamiast przelewu krwi
            przelewa sie... kapital.
            • Gość: georgew Re: może też wyjść bokiem... IP: *.pl / *.zlo.cxt.pl 20.02.05, 11:40
              Ja bym tak całkiem do końca nie porównywał giełdy do wojny - np. na wojnie z
              reguły mamy dwie strony, a tu każdy walczy z każdym, ale nie da się nie
              zauważyć wielu analogi. Taktyka małych 'bitew' - tak, choć w Wietnamie nic by
              to nie dało, gdyby Amerykanie utrzymali poparcie swojego społeczeństwa dla
              interwencji, a wietnamskich chłopów dla polityki Sajgonu. Militarnie USA nie
              przegrało w Wietnamie ( podobnie Francuzi ), bo nie mogło - mieli zbyt dużą
              przewagę. Amerykanie przegrali politycznie, bo chociaż bojowników Vietkongu
              ginęło jakieś 10 razy więcej, to mogli sobie na to pozwolić ( Ho Chi Minh ), a
              Amerykanie nie. Ich wola walki się skończyła, gdy nie wiedzieli już po co są w
              Wietnamie.
              I jeszcze jedna różnica - "w dobie wojny nuklearnej największym wrogiem (
              można nawet dodać jedynym ) jest sama wojna". Nie wiem kto to powiedział
              pierwszy, ale potórzył Danzel Washington.
              Wogóle to powinieneś wykładać stategię i taktykę gdzieś na uniwerku lub
              jakiejś wojskowej. Pozdrawiam.
              • Gość: ttw Re: może też wyjść bokiem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.05, 01:50
                Calkowicie sie z toba zgadzam w Wietnamie
                USA tak naprawde zwyciezyla choc przegrala;
                i Napoleon i hitlerowcy nawet Pyrrus
                ostatecznie poniesli kleske.

                Lecz tu nie chodzi o "przedstawienie"
                ("widzisz przedstawienie a nie widzisz rzeczy"
                - powiedzial Wielki Szu)
                ale o "istote rzeczy" - mechanizmy,
                pewne prawdy - Einstein nazwalby je stalymi
                w oparciu o stosowanie ktorych mozna odniesc
                - w zyciu, na rynku, gdziekolwiek - sukces.

                Ja staram sie wlasnie dociec istoty rzeczy.
                Niewazne sa wiec postaci czy zdarzenia,
                czy USA przegrala czy wygrala;
                Napoleon sczezl w zapomnieniu czy nie;
                wazne sa przyczyn oraz skutków mechanizmy
                i wnioski z tego plynace dla nas - zyjacych tu i teraz.

                Adam Smith nakazywal wszystko podporzadkowywac pracy
                ktorej sie wykonuje jesli chcemy ja zrobic dobrze i szybko.
                Ja to rozumiem tak ze czytajac np o Napoleonie
                kazde zdanie mimowolnie rozpatruje pod katem mojej pracy
                - co dla mnie plynie z jego doswiadczen zyciowych
                jak one sie maja do mnie; czy moga mi sie przydac w zyciu
                abym lepiej mogl wykonywac swoje obowiazki.
                Czytam swiadomie tak jak to opisalem
                bo moze w jednym zdaniu np do oficera
                pouczajacym go jak strzelac
                jest zawarta wskazowka dla mnie ciebie wszystkich:
                "jak zyc, dobrze pracowac, kochac itd".

                Ktos napisal oddzielcie ziarno od plew -
                ziarno zachowajcie plewy spalcie.
                W tym kontekscie nie chodzi wiec o to
                czy Napoleon przegral ale gdzie popelnil blad;
                nie chodzi o to co sie stalo z wietkongiem ale
                o metody dzieki ktorym tak sie dal we znaki jankesom itd;
                odrobienie lekcji historii w ten sposob
                pozwoli nam - mysle - budowac lepsza przyszlosc.

                Przekuwac kazde doswiadczenie nawet najgorsze
                (ktore bylo tak naprawde lekcja dla ludzkosci),
                przekuwac je z pozytkiem dla niej.

                Tak np ja - wyobrazasz sobie - w oparciu o zapiski gen Frunzego
                wspoltworcy Armii Czerwonej stworzylem spojny system
                zarzadzania kapitalem ktory stosuje z powodzeniem na wlasny uzytek
                - czerwonoarmista przewraca sie zapewne teraz w grobie
                kiedy jego nauki dzis wykorzystuje jakis polski "bialy" leszcz
                do budowania wlasnego sukcesu a co za tym idzie potegi ustroju
                kapitalistycznego w ktorym zyje a ktory on z taka zaciekloscia zwalczal.

                Co do samego slowa wojna masz racje to straszna rzecz
                nie miej tu zlych skojarzen zwyczajnie uzywam
                adekwatnego porownania i chyba bardzo trafnego
                dzieki ktoremu mozna opisac np rynek papierow wartosciowych
                - tu kazdego dnia trwa wojna kazdego z kazdym
                kazdy inwestor to wodz jego kapital to jego armia
                a skoro tak, skoro rynek tak bardzo przypomina pole bitwy
                to moze wartoby zasiegnac do klasykow wojny
                i sprobowac wykorzystac elementy strategii
                pola walki z pozytkiem dla nas to zauwazylem
                i to staram sie czynic.

                Na kopniec - dlaczego ciagle mowa jest o historii?
                Oto slowa guru rynku kapitalowego W. D. Ganna:
                "Przyszlosc jest jedynie powtorka przeszlosci" -
                swiete slowa do ksiazek wiec.
                • Gość: georgew Re: może też wyjść bokiem... IP: *.pl / *.zlo.cxt.pl 24.02.05, 21:35
                  Ttw ! - powiem krótko, też jestem zwolennikiem eklektyzmu, jeśli zgodziłbyś
                  się na generalne ujęcie Twoich przemyśleń w ten sposób. Ja uważam, że w każdej
                  ideologii jest coś mądrego i wartego do wykorzystania, czy to będzie nawet
                  komunizm czy faszyzm. Stosowanie pewnych zasad militarnych w ekonomii/giełdzie-
                  oczywiście!, do tego dodałbym nawet zasady kulinarne i obróbki metali - jedz
                  posiłek póki gorący czy kuj żelazo póki gorące.
                  Jeśli chodzi o zachowania pragmatyczne, to kto wygra w meczu piłki nożnej
                  jest tylko końcowym rezultatem, mnie bardziej interesuje, jak do tego doszło, a
                  stąd wynika, że czasem miałbym więcej pochwał dla przegranych niż tych , którzy
                  wygrali - czyż nie tak ?
                  To , co kto wie, nie ma tak naprawdę znaczenia, dopóki nie potrafi tego
                  wykorzystać praktycznie w życiu codziennym.
        • a54 Re: może też wyjść bokiem... 19.02.05, 20:20
          Gość portalu: ttw napisał(a):

          .....
          > Mysle wiec ze nie pomyle sie jesli
          > na najblizsze dni oglosze pogode
          > dla ostroznie otwieranych pozycji krotkich
          > na kontraktach terminowych.
          ......

          Niby tez mysle podobnie, szykuje sie na otwarcie ktotkich pozycji ale...
          Rynek pokazal dosc duza sile...
          No i ta duza ujemna baza na FW20. Nie robilem statystyk bo praktycznie nie gram na kontraktach na wig 20, ale przy duzej ujemnej bazie kojarzy mi sie, ze rynek raczej szedl do gory. No i dosc duzo osob oczekuje korekty. Ja rowniez mocno zmniejszylem zaangazowanie w akcje.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka