Afera na EURO?

10.03.06, 07:49
Wzrost gospodarczy, głupcze! To słynne powiedzenie b. prezydenta B. Clintona
weszło na trwałe do żargonu polityki gospodarczej na całym świecie. Również u
nas. Ukazuje zbawienny wpływ na poziom dobrobytu i zatrudnienia oraz
perspektywy rozwojowe. Wzrost buduje optymizm, zachęca do postaw
przedsiębiorczych i innowacyjnych. Odwrotnie jest z stagnacją, a gorzej z recesją.

W ostatnich latach tempo wzrostu PKB w Polsce wyniosło 5,3% w 2004 i 3,2% w
2005 r. Na tle starych członków UE to dużo. Mało w porównaniu z grupą krajów
wschodzących, np. Słowacją, czy Łotwą. Głównym czynnikiem tego wzrostu był
eksport. Jego wkład w latach 2003-2005 wyniósł przeciętnie 90%. Od drugiego
półrocza 2005 r. jego rola spada jednak dramatycznie, tak że już w 2006 r.
przewiduje się, że motorem wzrostu ma być popyt krajowy. Jednocześnie kurs
złotego podlegał silnej aprecjacji. Przy końcu 2005 r. w porównaniu ze
styczniem 2004 r. złoty zyskał wobec euro 22,2% a 14,9% w stosunku do dolara.

Wniosek jest dość oczywisty. Aprecjacji złotówki towarzyszy spadek tempa
wzrostu eksportu związany z głębokim obniżeniem jego opłacalności i istotnym
pogorszeniem sytuacji finansowej eksporterów w Polsce. Potwierdzają to dane
statystyczne. Na przestrzeni lat 2004-2005 na 18 działów przemysłu
przetwórczego rentowność brutto spadła w 16, a w 1 nie zmieniła się.
Największy spadek odnotowano wśród dużych i średnich eksporterów. Szacuje się,
że przy końcu 2005 r. rentowność brutto ogółu eksporterów była poniżej 3% a w
związku z dalszą aprecjacją złotego w 2006 r. tendencja ta ulegnie
pogłębieniu. Tym bardziej, że sektor eksporterów praktycznie wyczerpał już
możliwości restrukturyzacji i redukcji kosztów przy obecnych technologiach
wytwarzania. Wg ocen eksporterów przy kursie 3,90 zł/euro eksport przestaje
być opłacalny dla 36% firm, a przy 3,82 zł/euro już dla 50%. Kurs na poziomie
3, 8115 zł/euro uznaje za zadowalający tylko 2,2% eksporterów. Utrzymywanie
się trendu aprecjacyjnego złotego stanowi więc bardzo poważne zagrożenie dla
gospodarki. Obniża szanse na osiągnięcie 4% wzrostu PKB w 2006 r. i grozi
masowymi zwolnieniami, utratą nawet 250 tys. miejsc pracy. Zgodnie z opinią
eksporterów zapewnienie trwałej opłacalności eksportu wymagałoby utrzymania
przez najbliższe lata kursu na poziomie 4,26 zł/euro.

Obecny premier zaraz po objęciu funkcji publicznie oświadczył, że kurs w
przedziale 4,2-4,3 zł/euro jest optymalny. Zadeklarował działania zmierzające
w tym kierunku. Tymczasem złoty ciągle rośnie w siłę. Odwrócenie tego trendu
wymaga głębokich zmian w polityce fiskalnej i monetarnej. Potrzebne jest też
skoordynowanie obu tych polityk. Samo się to nie dokona.

Pozostaje odpowiedzieć sobie tylko na pytanie dlaczego rząd tak szybko
zapomniał o deklaracjach i obietnicach? Dlaczego deklarując zaangażowanie w
walkę z bezrobociem nie skorzysta z najpewniejszego rozwiązania – poprawy
opłacalności eksportu? Obserwując tą całą sytuację nasuwa się tylko jeden
wniosek – państwo polskie jest po raz kolejny okradane. Na potwierdzenie tej
stanowczej tezy wystarczy przytoczyć przykład zaciętych negocjacji o budżet
UE, a dokładnie o dodatkowe 3mld. Przy całości wypłacanych Polsce środków w
wysokości 63mld euro, zmiana kursu z 4,30 na 3,80 powoduje zmniejszenie
faktycznie przekazanych beneficjentom środków (które wypłacane są w
złotówkach) o ok. 7,5mld euro. Gdyby więc polityka naszego rządu opierała się
na faktycznej trosce o dobro kraju, to zamiast pozorowanej walki w Brukseli
skoncentrowałby się na doprowadzeniu kursu złotówki do poziomu, który jeszcze
niedawno sam uznawał za optymalny. Pozostaje sobie zadać pytanie czy ta
sytuacja jest tylko wynikiem braku dobrej woli i umiejętności, czy też mamy do
czynienia z aferą na skalę nieporównywalnie większą niż FOZZ. Afery w wyniku
której społeczeństwo polskie jest okradane przez bankowo-finansową grupę o
charakterze mafijnym a wybrany w demokratycznych wyborach rząd obawia się
dotrzymać swoich przedwyborczych deklaracji koncentrując się na sprawach
drugorzędnych i pozorowanych działaniach. Zastanawiające jest tylko dlaczego
prokuratury, służby specjalne i policja nie interesują się tym. Dlaczego nikt
nie powie głośno, że jesteśmy okradani?
Pełna wersja