elamigo1
02.11.06, 22:01
Chodzi o amerykańców i recesję.
Uwaga - forumowicze mający kłopoty z czytaniem i rozumieniem postów dłuższych
niż jedno zdanie, typu " kooooooorba fiuty jutro" - nie muszą cierpieć przy
czytaniu tego tekstu - (krzyżyk w górnym prawym rogu służy do zamykania
przeglądarki).
1.Dostaliśmy dzisiaj kolenejną porcję danych ze stanów ale najpierw trzeba
sobie uświadomić, że dzięki wypowiedzi tricheta euro dostało kolejny powód by
się umacniać względem dolara (stabilizować), tym samym aktywa denominowane w
eur mogą być atrakcyjne dla inwestorów zagranicznych. W euro - nie w złotówkach;-)
Gospodarka eurolandu (nie mylić z Polską) ma się całkiem nieźle - jak na
"starą gospodarkę". W przeciwieństwie do usa idzie w kierunku rozwoju a nie
recesji. Inflacja jest nieznaczna - choć jest dość blisko granicy przy której
ECB może mieć chęć podnosić stopy. Właśnie deklaracja Tricheta utwierdziła
rynki w przekonaniu, że ECB jest gotów podnieść stopy nawet na najbliższym
posiedzeniu - co niewątpliwie ma umacniający wpływ na euro - stabilizując kurs
względem dolara. (To ma tez wpływ na hossę e europie.) Dla rynków
rozwijających się to oznacza - choć korelacja nie jest ostatnimi czasy zbyt
silna - że umacniający się dolar nie będzie wspomagał notowań giełd emerging
markets. Tak na przykład nasz eksport miedzi - kontraktowany zwykle w dolarach
- będzie miał niższą wartość rzeczywistą względem euro więc i złotówki. No,
ale to tylko drobny element z wielu składników potrzebnych do upieczenia
ciasteczka giełdowego. Zbyt silne postrzeganie nas jako emerging market staje
się coraz bardziej nadużyciem. Proponuje zacząć używać nazwy EMERGED market -
w końcu jesteśmy już członkiem EU. - no członeczkiem, powiedzmy.
2. Same dane ze stanów: planowanych zwolnień WIĘCEJ; zamówien MNIEJ; wydajność
pracy BezZmian co przy wyższych kosztach zatrudnienia oznacza kolejny punkt
dla jastębi w obozie FOMC. To już "ten co musi odejść" tłumaczył nam w 90tym
roku że wydajność pracy musi rosnąć szybciej niż płace bo inaczej mamy inflację.
Wszystko to razem coraz bardziej przypomina sytuację która prostą drogą
prowadzi do STAGFLACJI w usa. Której zresztą jeszcze nie ma:-) To dopiero
ewentualna przyszłość - no ale rynki podobno tą przyszłość mają dyskontować...
No i od początku notować rynki w stanach, właśnie taką przyszłość
dyskontowały. Jenak wiara i nadzieja były dzisiaj silniejsze niż strach i fakty.
Znów narażę się Zaw4 pisząc że odbicia do góry na indeksach były troszkę
zbieżne ze spadkiem cen ropy... Jestem uparty jak ośdzwiedź;-) No dobra - nie
wszystkie...
-----------------------------
na naszym rynku przez pierwszą część dnia leczyliśmy kaca po wczorajszych
spadkach w usa i ich niezbyt miłym przyjęciu przez giełdy europejskie. Po
południu, wykorzystując minimalnie lepszy nastrój na zachodzie, przez krótko
próbowano rozruszać rynek by odrobił troszkę strat. Nie za bardzo to szło
-więc trzeba było na chama podciągać w ostatnich minutach sesji i na fiksingu.
- Co też nie za bardzo wyszło jeśli sobie przypomnimy, że nawet 1% czasem
potrafili zrobić w 10 minut:-) , czasem więcej. Cały region się dziś zwalał -
no ale my odrobiliśmy połowę strat:-) wnów Polska-inne giełdzy rejonu 5:0.
Najlepsi, dzięki fiksingowi i naszemu coachowi. No i region wczoraj
pracował-rosnąc.
Przez całą sesję baza zachowywała bezpieczną odległość - co dla mnie świadczy
wyraźnie że misie nie mają ochoty minusować na siłę bazy by zmusić arbitraż do
zamykania pozycji, co niewątpliwie doprowadzało by niedźwiedzice do
wielokrotnego orgazmu. Misie zresztą też, co jest częstę jeśli się im Łechta
stopę. Zwrotu. No ale GTI dbała by 10punktowa prezerwatywa prezerwowała przed
wpadką. Bardziej boją się wpadki niż córka biskupa.
. Na dzień dzisiejszy jestem skłonny domniemywać, że dopóki indywidualni
inwestorzy nie stracą wiary we wzrosty i nie zaczną grać na spadki - będziemy
się męczyć z nawisem lopu i bez znaczących spadków indeksu. Wzrostów
oczywiście też nie. Ogólny kierunek jest jak na razie znany - powolutku na
południe. Z małymi przerwami (bo na przykład jakieś dobre wyniki lub dobra
sesja w stanach lub niemczech, etc). Tyle by wynikało z ostaniego sygnału
sprzedaży, który jest konsekwentnie realizowany. Zobaczymy co będzie po
wyborach w usa - to naprawdę już niedługo. Na razie sytuacja jest
nieroztrzygnięta ale misie mają wyraźna przewagę strategiczną(cykl
koniuntkury) i operacyjną(dane bierzące). Byki bronią się taktycznie (poziom
indeksów).
Po takiej sesji w usa jutro GPW będzie bardziej niż zwykle pod władzą GTI -
rynkom ktoś musi wskazać kierunek, no i oni to zrobią. Oczywiście mogą być
niespodzianki - ale rynek się już bardzo na nie uopornił trzeba trzęsienia
ziemi by go ruszyć - to samo tyczy usa. Nastrój mają przedni a złe dane czy
sygnały traktują jak gadanie teściowej.
Poczytałem sobie trochę analiz takichjak ta (dzięki soros za linka)
www.northerntrust.com/pws/jsp/display2.jsp?XML=pages/nt/0601/1138283678319_6.xml&TYPE=interior
a że sytuacja nie jest prosta niech świadczy to:
www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601087&sid=aAKYwjpN8FhI&refer=home
ja się skłaniam ku teorii, że cykl gospodarczy właśnie dokunuje zwrotu - i że
będzie o tym wiadomo jeszcze w tym roku.
Amigo
ps. znów pisałem w pośpiechu - wybacznie bałagan słowny.