fular1
20.05.07, 21:50
- Dwa tygodnie temu do mojej mamy zadzwonił jej doradca z funduszu
inwestycyjnego. Kazał jej wszystko sprzedać - mówi "Gazecie" menedżer
internetowego portalu David Huang.
Chińczycy wybierają oszczędności z kont i kupują za nie akcje. Niektórzy
zaciągają długi i liczą na to, że je spłacą z zysków. Nabywców akcji jest już
92 mln. Ekonomiści mają na to tylko jedno słowo - szaleństwo.
Szanghajski taksówkarz, do którego zadzwoniła chińska gazeta, opowiedział, że
jego główną pracą jest teraz "spekulacja giełdowa". Taksówka służy mu, by
"dorobić".
- Zaczęli grać ludzie, którzy nie mają pojęcia o inwestowaniu - mówi nam David
Huang. - To przeważnie ludzie starsi, którzy nie czują się w Chinach
zabezpieczeni na starość. Lokują więc wszystkie oszczędności w akcjach.
- Gospodarka chińska się przegrzewa. Inwestorzy chińscy dostaną wkrótce
bolesną lekcję, że kurs akcji nie rośnie w nieskończoność i nie każdy może być
bogaty - pisze znany analityk Andy Xie w Hongkongu. Nikt go jednak nie słucha.
więcej:
gospodarka.gazeta.pl/gielda/1,49583,4147474.html