Ustroj sobie a brud sobie...

IP: 158.166.10.* 15.03.02, 13:01
Warszawą nikt nie rządzi! Bo przecież gdyby było inaczej, żylibyśmy w czystym i
zadbanym mieście, jakie zwykle oglądamy nie tylko podczas wycieczek za
granicę, ale i w inne regiony Polski.
Czekając w ostatnią sobotę na autobus, z przerażeniem przyglądałam się pracy
pracowników firmy Asmabel (usługi komunalne) sprzątających trawniki przy ulicy
Paryskiej. Czterech (!) panów uzbrojonych w grabie i widły przemierzało w iście
ekspresowym tempie zaśmiecone trawniki, ale, ku mojemu zdziwieniu, nie robili
żadnego użytku z powierzonych im narzędzi. Tylko jeden z nich z rzadka
podbierał widłami zeschniętą kupę trawy, wrzucając ją do sunącej ulicą
ciężarówki (piąty pracownik!). Efekt pracy żaden, ale zamówione zlecenie
zostało „wykonane” i suto opłacone z kieszeni podatnika.
I nikomu z urzędników nie przyjdze do głowy skontrolować, czy aby stan naszych
ulic nie jest efektem takich właśnie pozorowanych działań, a tym bardziej
podjąć skuteczne kroki w przypadku zgłaszanych interwencji. To warszawska norma.
Przejście pod trasą Łazienkowską łączące ulice Wandy i Rapperswilską. To po
prostu śmietnik. Tuż obok zatkana szlamem studzienka ściekowa. Probuję
interweniować w ZDM-e na ul. Marsa, który odpowiada za Pragę Południe. Słyszę,
że „przejście wydzierżawili” i to nie ich sprawa.
Ulica Wandy : zapadnięty chodnik, zawalone śmieciami i butelkami po piwie
trawniki. Dzwonię do Wydzialu Gospodarki Komunalnej : obiecują natychmiast
posprzątać. I na obietnicy się kończy.
Skrzyżowanie ulicy Paryskiej ze Zwycięzców : ktoś miesiąc temu, naprawiając
latarnię, rozbebeszył chodnik i zostawił po sobie stertę kostki : ZDM
odpowiada, że „to chyba nikt od nich”. Od miesiąca chodnik straszy dziurą.
Rondo Waszyngtona : lepiące się od brudu schody przejścia podziemnego. Dzwonię
do MPO, by się dowiedzieć kto jest odpowiedzialny za schody przejść
podziemnych. Otrzymuje szczerą odpowiedź : „Nikt”. Obok na wysepce tramwajowej,
wokół słupów trakcyjnych sterta niesprzątanych od miesięcy śmieci. Kiedy
rozmawiam z panią z ZTM-u odpowiedzialną za czystość na przystankach , ta
odpowiada, że śmieci zapewne nie leżą przy samej wiacie i odpowiedzialne są za
nie inne słuzby (jakie ? Nie wiadomo). Na tym się kończy.
Wreszcie ścisłe centrum Warszawy. Aleje Jerozolimskie: wokół oblepionych grubą
warstwą „dzikich” ogłoszeń latarni i słupów trakcyjnych kupki niesprzątanych od
lat pokruszonych płyt chodnikowych i rozbitego szkła. Co na to ZDM ? Nie widzi
problemu. Porastająca brudem niedawno wyremontowana ul. Nowy Świat przyprawia o
ból głowy.
Skrzyżowanie Jerozolimskich i Marszałkowskiej. Serce miasta. Na mieszczącej się
naprzeciwko hotelu Forum wysepce tramwajowej przy schodach do przejścia
podziemnego od paru miesięcy można podziwiać wielką hałdę śmieci. Probuję
interweniować u straży miejskiej. Ta tłumaczy to trudnościami finansowymi służb
oczyszczania (nie ma pieniędzy, by usunąć kupę śmieci z centralnego punktu
miasta!). Na środku ronda, tysiące przejeżdzających tam codziennie warszawiaków
czy turystów może kontemplować zsunięty ze słupa plakat wyborczy pana Eysmonta.
I wreszcie jeszcze jeden, wydawałoby się nierozwiązalny dla służb miejskich i
przybierający coraz większe rozmiary z powodu braku jakiejkolwiek reakcji
proceder: brudne, oblepione do granic możliwości „dzikimi” ogłoszeniami wiaty
przystankowe (problem ten dotyczy także wszystkich latarni, słupów itd.).
Probuję zainteresować tym straż miejską: odpowiadają, że nie mogą złapać
winnych, bo ci ostatni „pracują” w nocy. Tymczasem, widzę codziennie w drodze
do pracy niepokojonych przez nikogo ekipy plakatujących. I oczywiście, nikt
tego nie uprząta, choc wpływy z legalnej reklamy na wiatach muszą być znaczne.
Przykładów tych można mnożyć bez liku (choćby dewastacja świeżo wyremontowancyh
chodników na Marszałkowskiej przez parkujące tam nielegalnie samochody: gdzie
jest straż miejska ?).
Wiele zadano sobie ostatnio trudu dla poprawienia ustroju Warszawy. Rozgorzala
wielka kampania w obronie warszawskiej samorządności. Tyle padło wielkich słów
i pomysłów na to, by ludziom tutaj żyło się lepiej. A na ulicach nadal króluje
potworny brud, bałagan i niechlujstwo.
    • Gość: misza Re: Ustroj sobie a brud sobie... IP: *.pultusk.sdi.tpnet.pl 15.03.02, 14:54
      Droga Joanno,

      Nie trać czasu i energii. To na nic. Żyje w tym mieście już dość długo i
      stwierdzam, że jest coraz gorzej. Nie dziwię się gościom z "prowincji", którzy
      twierdzą, że Warszawa to miasto powszechnej bylejakości, brudu i chamstwa.
      Cokolwiek by się tu nie robiło, to robi się to byle jak. Przykładem są nowe
      inwestycje drogowe. Niby wszystko zrobione, przyjęte, a nie ma takiej siły,
      żeby studzienki kanalizacyjne były na poziomie jezdni. TEGO SIĘ NIE DA ZROBIĆ!
      Redaktor Weiss kilkakrotnie tym się zajmował. I co? I nic! Jeśli on tego nie
      załatwił, to znaczy, że się po prostu nie da! Ci, kórzy budują drogi, nie mają
      poczucia i potrzeby zrobienia ich porządnie. Ci, co odbierają tę robotę, też
      nie. Zresztą to nie tylko studzienki, ale i sama jakość nawierzchni,
      i "porządek" po zakończeniu i przyjęciu tych robót. Eee, szkoda gadać.
      Pozdrawiam.
      • Gość: joanna Re: Ustroj sobie a brud sobie... IP: 158.166.10.* 19.03.02, 11:39
        Dzieki Misza za rade, choc wszystko to malo krzepiace. To miasto rzeczywiscie
        wydaje sie niereformowalne, a przeciez tak duzo zalezy od jego mieszkancow. :
        Czyzbysmy naprawde byli tak znikoma mniejszoscia ?!!!!!!!!!!!
        • Gość: misza Re: Ustroj sobie a brud sobie... IP: *.pultusk.sdi.tpnet.pl 20.03.02, 14:00
          Totalny brak zainteresowania tematem świadczy o tym, że bylejakość jest
          charakterystyczna dla mentalności większości mieszkańców tego miasta. Nikt nie
          podjął tematu! To znaczy, że bylejakość jest stanem akceptowanym przez
          wszystkich. A jak się oburzamy, gdy Niemcy wygłaszają prawdy o "Polnische
          Wirtschaft".
          • Gość: Joanna Re: Ustroj sobie a brud sobie... IP: 158.166.10.* 11.04.02, 10:38
            Zgadzam sie calkowicie. Znakomita wiekszosc Warszawiakow (lacznie z wladzami
            miejskimi) biernie akceptuje istniejacy stan rzeczy, a wiec zasluguje na
            warunki w jakich zyja.Problem moze by nie byl tak palacy, gdyby byla to jakas
            zapadla miescina na glebokiej prowincji, a nie stolica panstwa w srodku Europy.
            I tak powiela sie stereotyp o "polnische wirtshaft" : obserwujac to co sie
            dzieje w Warszawie, sama w to uwierzylam...
Pełna wersja