Gość: mariusz
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
10.04.02, 17:22
Jeszcze w tym roku w Warszawie zostaną otwarte dwa kolejne sklepy z luksusowymi
wyrobami skórzanymi marki Wittchen. Mimo recesji na rynku galanterii skórzanej,
właściciel i założyciel firmy Jędrzej Wittchen zamierza rozwijać sieć własnych
sklepów. - Ty samym stawiam przysłowiową kropkę nad "i", bo firma od dawna
zajmuje się produkcją, sprzedażą hurtową do sklepów i instytucji oraz sprzedażą
na eksport. Teraz nadszedł czas na rozbudowę sieci detalicznej. Nasze sklepy
będą nie tylko podnosić wartość, ale też zwiększać przychody ze sprzedaży -
tłumaczy Jędrzej Wittchen. Ten przedsiębiorca zbudował jedną z najbardziej
znanych marek wyrobów skórzanych w Polsce.
Pierwszy sklep Wittchena ruszył w odrestaurowanej neogotyckiej kamienicy przy
ulicy Marszałkowskiej 72 w listopadzie ubiegłego roku. Kilka tygodni później w
Klifie. Według Danuty Sędek, menedżera d/s sprzedaży detalicznej w firmie,
salony będą powstawać w najlepszych lokalizacjach. - Mamy bardzo wysublimowany
gust, jeśli chodzi o lokalizacje naszych salonów - twierdzi Sędek. Od 1
października sprzedaż ruszy w dziś rozbudowywanej części Galerii Mokotów.
Jednak wcześniej, bo we wrześniu zostanie otwarte centrum handlowe (typu
factory outlet) przy fabryce w Ursusie. Tam też firma Wittchen planuje otworzyć
sklep, jednak musi jeszcze sfinalizować umowę o wynajem 60 mkw. powierzchni
handlowej - Tam też będą sprzedawane końcówki serii naszych produktów, taniej o
około 30 proc. niż w innycg sklepach - twierdzi Danuta Sędek. - Na dniach ma
być sfinalizowana transakcja. Nie sądzę, abyśmy się z tego wycofali. Sędek
przyznała, że firma otrzymała popozycję też z centrum handowego Arkadia, które
ma być otwarte w 2004 roku przy rondzie Babka. Decyzja nie została jeszcze
podjęta. Firma prowadzi zaawansowane rozmowy w sprawie wynajmu powierzchni przy
ulicy Karmelickiej w Krakowie, a lokal może też ruszyć w Poznaniu. -
Poszukujemy również lokalizacji we Wrocławiu i w Trójmieście - dodaje Danuta
Sędek.
Firma Wittchen oferuje luksusowe wyroby ze skóry, przeznaczone dla klientów o
dość grubych portfelach. Dziś w całej Polsce produkty tej marki sprzedaje około
600 sklepów, z czego 80 w Warszawie. Jędrzej Wittchen przyznaje, że poziom
sprzedaży jego galanterii w sklepach współpracujących nie był zadowalający. Na
rozwoju sieci sklepów własnych oczywiście najbardziej ucierpią mniej zaradni
sprzedawcy marki. Jednak salony Wittchena, których zadaniem oprócz sprzedaży,
jest budowa marki - wspomogą tych bardziej operatywnych, tłumaczy Wittchen. -
Wszyscy borykają się z kryzysem. Obroty jednych firm, spadają bardziej, innych
mniej. Moja firma z roku na rok odnotowuje wzrost przychodów ze sprzedaży -
tłumaczy. W ubiegłym roku przychody spółki wzrosły w porównaniu do ubiegłego
roku o 15 proc. i wyniosły 10 mln dolarów. W tym roku spółka planuje zwiększyć
obroty do 11, 5 mln dolarów. Prawie połowa, bo aż 45 proc. ma stanowić sprzedaż
hurtowa do sklepów, 30 proc. sprzedaż galanterii służącej jako gadżety
reklamowe robione na zamówienia współpracujących z nami firm, 15 proc.
przychody ze sprzedaży detalicznej w salonach, a 10 proc. obrotów wygeneruje
eksport, głównie do Rosji, ale też i do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii
i Austrii.
Trzeba przyznać, że asortyment Wittchena jest imponujący. Rocznie sprzedaje on
około 400 tys. sztuk galanterii tej marki, z czego około 50 tys. torebek.
Metalowe dodatki do galanterii pochodzą z Japonii i Niemiec, skąd również są
importowane wszystkie komponenty do jej produkcji. Natomiast skóra do wyrobu
galanterii jest sprowadzana z Włoch. - Włosi nie tylko oferują najlepszą skórę,
ale też są najlepszymi projektantami - tłumaczy Wittchen.
Wszystkie modele galanterii projektuje sam właściciel. 80 proc. produkcji
odbywa się w fabryce w Chinach. W Polsce nie ma produkcji. W Łomiankach, tam
gdzie firma ma siedzibę, trwa właśnie rozbudowa zakładu do produkcji opakowań i
konfekcjonowania. Właściciel przyznaje, że w tym roku inwestycje pochłoną około
8-10 mln zł. Ale to jeszcze nie koniec, bo w planach jest też rozbudowa sieci
franchisingowej sklepów pod szyldem Wittchen. - Budowa takiej sieci wymaga
dużego przygotowania. W tym momencie koncentrujemy się na otwieraniu własnych
sklepów, a na franchising przyjdzie czas pod koniec tego roku bądź w następnym -
twierdzi Jędrzej Wittchen.
Okazuje się, że otwieranie sklepów to niebagatelny wydatek. Pomijając wysoki
koszt wynajmu powierzchni handlowej, uruchomienie sklepu może pochłonąć nawet
400 tys. zł. Plus zatowarowanie. - Najkosztowniejsze jest dopracowanie detali.
Poza tym wyposażenie, klimatyzacja i, co równie ważne, oświetlenie - twierdzi
Danuta Sędek.
Na polskim rynku Wittchen nie ma bezpośredniej konkurencji - twierdzą
przedstawiciele firmy, ponieważ żaden z producentów galanterii nie oferuje tak
szerokiego asortymentu. Jednak sam Jędrzej Wittchen przyznaje, że firma
Batycki, która jest konkurentem, jeśli chodzi o produkcję torebek damskich,
świetnie zbudowała swoją markę. - Firma Batycki znakomicie się wypromowała.
Duża w tym zasługa pani właścicielki Bożeny Batyckiej - twierdzi.
Ta firma z siedzibą w Nowym Dworze Gdańskim, to niewątpliwie największy
konkurent Wittchena w sektorze torebek, jednak firma Batycki nie chce
komentować planów konkurencji. Dziś wyroby Batyckiego można kupić m.in. w
sklepie firmowym Batycki przy ulicy Zgody. Mimo optymistycznego nastawienia
właściciela firmy Wittchen, nastroje w branży związanej ze sprzedażą galanterii
skórzanej są smutne. - W handlu generalnie nie jest za wesoło. Obroty z
galanterii skórzanej są dużo mniejsze niż w latach ubiegłych a spadek może być
nawet na poziomie 40 proc. - tłumaczy Jolanta Dąbrowska-Piwowarek,
współwłaścicielka firmy J. i A. Piwowarek, produkująca galanterię skórzaną.
Produkty tej niewielkiej firmy galanteryjnej są sprzedawane w małym sklepie w
podwórku przy Alejach Jerozolimskich. - Produkty Wittchena są przeznaczone dla
ludzi bogatych i zwracających uwagę na markę. Kiedyś też braliśmy produkty tej
firmy, ale niestety w naszym sklepie nie sprzedawały się. Docieramy po prostu
do innego klienta, mniej zamożnego. Do dziś mamy portfele tej firmy, zamówione
jeszcze dwa lata temu - twierdzi. Natomiast Janina Gurtowska, kierownik sklepu
Jana przy Alejach Jerozolimskich narzeka na przedstawicieli handlowych
Wittchena. - Trochę nas zaniedbują, kiedyś bardziej się interesowali, aby
zawsze w naszym sklepie towaru nie brakowało. Nie martwi nas to, bo dysponujemy
włoskimi produktami w podobnym stylu, które dobrze się sprzedają - dodaje.