enklawa dyplomatyczna na Mokotowie

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.04.02, 11:57

Im bardziej rośnie handel i kontakty z Polską, tym większe i piękniejsze
ambasady budują w Warszawie poszczególne kraje. Najwięcej dyplomatycznych
inwestycji powstaje teraz na Jazdowie i przy Łazienkach.

Wiele krajów zbudowało, buduje lub planuje nowe gmachy ambasad w Warszawie.
Skąd taki boom w inwestycjach dla dyplomatów?

- Nie chcemy tego komentować - stwierdził polski MSZ (po kilkudniowym namyśle).

W prosty sposób wyjaśnił to chargé d'affaires Laurent Stokvis, kiedy wmurowywał
kamień węgielny pod ambasadę Niderlandów.

- Ta inwestycja pokazuje relacje między naszymi krajami. Holandia jest w Polsce
czwartym największym inwestorem zagranicznym. Rośnie wymiana handlowa,
personel, a więc i ambasada - mówił dyplomata.

Podobnie swoje inwestycje uzasadniają inne kraje. Poza tym zapewne już za dwa
lata Polska będzie przedmurzem Unii Europejskiej.

Dwie enklawy

Niedawno między ulicami Piękną a Matejki piękny i duży gmach otworzyła ambasada
Kanady. W pobliżu Francja gruntownie modernizuje i powiększa swoją placówkę o
elewacjach ze sczerniałego aluminium. Czasem w ogrodzie można tam zobaczyć
pracowników o wyglądzie kosmitów. Usuwają z budynku rakotwórczy azbest. Blisko -
na Jazdowie - powstanie też ambasada Niemiec. Trwa konkurs na projekt
architektoniczny.

- W planach zagospodarowania na potrzeby administracji, ambasad i placówek o
statusie dyplomatycznych mamy zarezerwowane jeszcze dwie enklawy - między
ulicami Szwoleżerów, Kawalerii i Myśliwiecką oraz w rejonie al. Witosa,
Sobieskiego i planowanej Beethovena - powiedział "Gazecie" Andrzej Kin,
wicedyrektor wydziału urbanistyki i architektury w gminie Centrum

i zapewnił, że wszystkie grunty stanowią własność gminy oraz mają uregulowany
status prawny.

Hiszpania, Japonia, Holandia...

Na początku lat 90. przy ul. Myśliwieckiej powstała najpierw chłodna niczym
bryła lodu ambasada Hiszpanii. Wszystkie elewacje zdobi biały marmur
kararyjski. Między ulicami Szwoleżerów i Kawalerii działa już ambasada Japonii -
budynek rozciągnięty horyzontalnie i powściągliwy niczym ogrody Kraju
Kwitnącej Wiśni. W głębi, za Japonią, z widokiem na kanał Piaseczyński powstaje
teraz kawałek Holandii na działce o powierzchni 5 tys. 350 m kw. Układ prostych
geometrycznych brył ozdobią duże przeszklenia i okładziny z zielonego i białego
marmuru. Oryginalne zapowiada się ogrodzenie w formie stylizowanych łodyg i
liści z metalu o secesyjnej miękkości.

- Ogrodzenie może mieć nawet 6 m wysokości. Będzie mocne, lecz zarazem miękkie
dzięki bardzo delikatnej formie. Nie chcemy, żeby ambasada przypominała
twierdzę - mówił mi architekt Erick van Egeraat.

Indie czekają

- W sąsiedztwie ambasady Japonii grunt kupił już MSZ Korei Południowej. O
pozostałe w tym rejonie dwie parcele starają się Iran i Arabia Saudyjska -
zdradził dyr. Kin.

Jednak, jak odkryliśmy, zapewne zwolni się działka tuż obok budowanej ambasady
Holandii (ok. 2,5 tys. m kw.), która była dotąd rezerwowana pod ambasadę Łotwy.

- Kupiliśmy piękny dom przy ul. Karwińskiej na Mokotowie. Nie mamy w planach
budowania nowej ambasady - usłyszałem w placówce Łotwy.

Wciąż nie wiadomo, kiedy zacznie się budowa ambasady Indii. Ten kraj jeszcze w
latach 80. kupił hektar ziemi w bardzo eksponowanym miejscu, bo na samym
narożniku - u zbiegu Myśliwieckiej i Szwoleżerów. Wystarczy przejść na drugą
stronę, aby znaleźć się na wprost bramy, która prowadzi do parku
Łazienkowskiego i Pałacu Myślewickiego. Na razie działka Indii doczekała się
tylko prowizorycznego ogrodzenia.

Porządek dyplomatyczny

W trójkącie Witosa-Sobieskiego-Beethovena budową ambasad interesują się już
trzy kraje. O działki pytają: Egipt, Libia i Tunezja.

Dla tego obszaru jest gotowy od trzech lat bardzo szczegółowy miejscowy plan
zagospodarowania przestrzennego. Ustalone są np. kierunki orientacji brył
budynków, minimalna i maksymalna wysokość kondygnacji dla każdej działki oraz
minimum terenów zielonych (20 proc. powierzchni). Obowiązuje
zakaz "jakichkolwiek obiektów (budynków, ogrodzeń i urządzeń) czasowych,
prowizorycznych lub substandardowych..." oraz zakaz "umieszczenia reklam i
znaków informacyjno-plastycznych" (z wyjątkiem symboli państwowych, godeł czy
flag). Gdyby tak restrykcyjny plan miała cała Warszawa jak enklawa
dyplomatyczna na Mokotowie, to stolica mogłaby być pięknym miastem.


Pełna wersja