Twierdze w miastach - warto przeczytać

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.06.02, 12:59

Na początku jest światło. Jakby odbite w lustrze. Słońce nie wychyla się powoli
zza horyzontu, tylko nagle rozbłyska w potężnej iluminacji. Kiedy wschodzi, w
32-piętrowym wieżowcu pierwsi pracownicy Warszawskiego Centrum Finansowego
rozjeżdżają się windami do swoich biur. W ciągu dnia promienie odbijają się w
marmurowych podłogach, stalowych poręczach i przenikają przez szklane dachy
zawieszone nad wielkimi atriami.
Tutaj nie dociera hałas ulicy, skwar ani mróz. Pojedyncze odgłosy dzwonków wind
i faksów zagłusza delikatny szum klimatyzacji. Szpalery zielonych drzew,
kawiarnie, restauracje, bary, siłownie, banki, a nawet ścieżki rowerowe
otaczają strzeliste szklane ściany.
We wszystkich takich biurowcach już od wczesnego ranka tętni życie. Thomas
Hattig, członek zarządu Teamvorksu, firmy zajmującej się realizacją projektów
budowlanych, "mieszka" w warszawskim Focusie od kilku miesięcy. Kiedy idzie do
swojego biura, mija rzędy szklanych ścian, przez które widać, jak zaczyna się
praca w innych firmach. Daje to miłe złudzenie wędrówki po znanym mieście,
gdzie spotyka się tych samych ludzi. Kilka minut przed godz. 8 Hattig kupuje
gazetę i wypija w atrium filiżankę kawy. - Lubię ten poranny rytuał, znajomą
krzątaninę, rozpoczynającą dzień pracy - tłumaczy. O godz. 8 w drzwiach windy
mija zwykle Beatę Koller, która sprzątanie biur zaczyna o północy i po nocnej
zmianie jedzie do domu. - Zawsze się cieszę, kiedy go widzę, bo to znaczy, że
nie zostałam po godzinach - mówi Koller.
W Polsce w ciągu ostatnich 10 lat wybudowano ponad 140 takich biurowców. - W
samej Warszawie ponad 100 - oblicza prof. Bohdan Jałowiecki, socjolog z
Uniwersytetu Warszawskiego, autor książki "Społeczna przestrzeń metropolii".
Według zebranych przez niego danych na głowę mieszkańca stolicy przypada 1,1
mkw. powierzchni biurowej. To ciągle znacznie mniej niż w Berlinie (3,5 mkw.)
czy Londynie (2,3 mkw.), ale niemal tyle samo co w Madrycie (1,3 mkw.) i o
ponad pół metra więcej niż w Warszawie 10 lat temu. Choć recesja przytępiła
nieco apetyty developerów, to na przyszły rok planowane jest oddanie do użytku
dwóch kolejnych biurowców w Warszawie i Katowicach.
Biurowce XXI wieku niczym wielkie zamczyska wyrastają przy skrzyżowaniach
głównych ulic. Mają własne nazwy - warszawskie Focus, Reform Plaza, Mars,
Syriusz, katowickie UNI Centrum, wrocławski Poltegor, szczeciński PAZIM, i
własne fan cluby, których członkowie nazywają siebie lokalnymi patriotami.
Jeszcze w latach 80. największą ambicją projektantów były jak najwyższe,
strzeliste drapacze chmur. Obecnie architekci bardziej są zainteresowani
kreowaniem stylu życia miejskich społeczności. - Budynek zaprojektowałem jak
łatwą do obrony fortecę, której wejście przypomina bramę do miasta - mówi
Stefan Kuryłowicz, twórca Focusa. Serce bryły stanowi atrium, przeszklony
dziedziniec, skąd, jak z rynku głównego, odchodzą szlaki na cztery strony
świata do lepszych i gorszych dzielnic.
W nowoczesnych biurowcach pracują ludzie kształtujący nowy wizerunek młodego
profesjonalisty, który pod maską wyluzowanego kumpla ukrywa zawodowy stres.
Toteż miejsce pracy, gdzie spędzają całe dnie, nie jest bezosobową halą
fabryczną. To przestrzeń przyjazna, będąca namiastką przestrzeni prywatnej.
- Ma dawać poczucie bezpieczeństwa, a nie zagrożenia - mówi socjolog Wojciech
Łukowski. Dariusz Lipowski, dyrektor banku Inteligo, mieszczącego się na
czwartym piętrze Focusa, mówi, że przyjeżdża tu jak do drugiego domu. Zanim
wjedzie windą do swego biura, na parterze zjada śniadanie w restauracji. - I
przy okazji pytam zaprzyjaźnionego kucharza Piotra Tarapatę, o której godzinie
przyjść na łososia z makaronem - zwierza się. Bo menu w tej restauracji zmienia
się co kilka godzin. Wieczorem, tuż przed wyjściem, Lipowski wstępuje do
kwiaciarni, by kupić żonie róże.
Właścicielka kwiaciarni Elżbieta Boretti chce, żeby dzięki niej ludzie czuli
się w biurowcu jeszcze bardziej swojsko. Wie, kiedy jej stali klienci mają
ważne uroczystości rodzinne. - Staram się komponować im romantyczne bukiety
przetykane zbożami i trawami, pachnącymi łąką. Takich nie znajdą na mieście -
opowiada Boretti.
Biurowce to drugie domy, ale ludzie spędzają w nich więcej czasu niż w swoich
mieszkaniach. Konrad Konarski, jeden z szefów firmy prawniczej Bauer &
Mackenzie, który wcześniej pracował w pałacyku blisko Starego Miasta, nie
chciał przenosić firmy do Focusa. - Bałem się, że wkroczę do jakiegoś
sztucznego świata, odizolowanego od normalnego. Ale ten świat go wessał. - Tu
pracuję, tu jem, płacę rachunki i spotykam się ze znajomymi. Nie muszę nigdzie
wychodzić, by wszystko załatwić - mówi Konarski. Nawet jego 5-letnia córka Ania
polubiła Focusa, bo "tyle w nim atrakcji".
- Tutaj nie ma atmosfery typowego biura, z którego po pracy się wychodzi - mówi
Thomas Hattig. Z klientami spotyka się na parterze, w restauracji albo
kawiarni. W czasie luźnej rozmowy przy kawie czy pizzy, komponowanej według
wskazówek klienta, można załatwić o wiele więcej spraw niż zza biurka. Biurowce
są do tego doskonale przystosowane. Kucharze japońscy, włoscy, chińscy i polscy
uwijają się od rana, żeby zapachem potraw zwabić jak największą liczbę gości. A
dekoratorzy, jak w Reform Plaza, kuszą gigantycznymi akwariami z różnymi
rodzajami ryb i rafą koralową.
Nowy styl pracy wprowadzają głównie cudzoziemcy pracujący w polskich oddziałach
światowych korporacji. Gregory Geris z Minnesoty jest szefem Millennium, firmy
zajmującej się okablowaniem telefonicznym, ulokowanej na 39. piętrze biurowca
Daewoo. W jego gabinecie obok XVI-wiecznego sekretarzyka stoi gadżet z
amerykańskiego supermarketu: duża plastikowa ryba, która po naciśnięciu
rozchyla pysk i śpiewa "Don't worry, be happy". - Przez ostatnie 12 lat zmienił
się nie tylko widok za moim oknem, ale także ludzie, z którymi pracuję. Teraz
wszyscy jesteśmy partnerami - mówi. Zdaniem Gerisa jego polscy współpracownicy
stali się pewniejsi siebie i swobodniejsi. Coraz częściej się zdarza, że
rozmawiają z klientami przy drinku. Są opaleni, wypoczęci, tryskają humorem.
Michał Chlebowski, specjalista do spraw szkoleń z agencji reklamowej Ernst &
Young, otwartej niedawno na pierwszym piętrze Focusa, mówi, że w wieżowcu, w
którym pracował poprzednio, rano wjeżdżał windą do biura, a wieczorem zjeżdżał
i szedł do domu. - A tutaj kwitnie życie towarzyskie. Przy okazji lunchu
poznałem mnóstwo fajnych ludzi z innych firm - opowiada. Michał Chlebowski,
specjalista do spraw szkoleń z agencji reklamowej Ernst & Young, otwartej
niedawno na pierwszym piętrze Focusa, mówi, że w wieżowcu, w którym pracował
poprzednio, rano wjeżdżał windą do biura, a wieczorem zjeżdżał i szedł do
domu. - A tutaj kwitnie życie towarzyskie. Przy okazji lunchu poznałem mnóstwo
fajnych ludzi z innych firm - opowiada.
Na korytarzu prowadzącym do jego agencji można natknąć się na Jolantę
Fajkowską, nagrywającą swój program telewizyjny. Biurowce to także ulubiona
sceneria realizatorów wielu reklam, na przykład Poczty Polskiej. W "lepszej"
części budynku wysokość pomieszczeń sięga pięciu metrów.
Awansuje się piętrami. Im wyżej, tym lepiej. Większy prestiż. Nowoczesny
biurowiec przypomina feudalne księstwo z jego kastowością. Pracownicy
biurowców - dwa tysiące osób w Focusie, cztery tysiące w Warszawskim Centrum
Finansowym - tworzą zamknięte mikrospołeczności rządzące się własnymi,
precyzyjnie określanymi prawami.

reszta tekstu w Newsweeku, nr 23





Pełna wersja