troche z inwestycji kulturalnych :))

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.08.02, 13:42
Popartbar – klub z artystycznym duchem


Od 24 lipca w Centrum Handlowym "Land" przy ul. Wałbrzyskiej 11 funkcjonuje
nowy klub o artystycznych ambicjach – Popartbar. Lokal ten wraz z grupą
przyjaciół założyła i prowadzi Marianna Bauman, do niedawna właścicielka
Galerii Nova, którą przemianowano na Galerię Off .

Właścicielka zapowiada, że w Popartbarze non stop będzie się coś działo i
spragnionym kulturalnej uczty niczego nie zabraknie. Będą organizowane
promocje książek, pokazy filmowe, wystawy obrazów i prezentacje osobowości.
Wieczorami królować zaś będzie muzyka na żywo, przy czym dominować mają rytmy
awangardowe, jazz i funky.

Ambitne plany organizatorów na razie zderzają się z niełatwą rzeczywistością
ekonomiczną. - Muszę przyznać, że na razie jest bardzo trudno - mówi
właścicielka. - Mimo dużego nagłośnienia w mediach, pierwsze nasze imprezy
(koncert, na którym 25 lipca wystąpił Milo Kurtisz zespołem, wernisaż Joanny
Stańko) były bardzo udane, ale kameralne - dodaje.

Mniejsze natężenie ruchu jest jednak czymś zupełnie normalnym w okresie
wakacji. Potwierdza to wielu właścicieli klubów i restauracji w Warszawie.
Właściciele Popartbaru liczą jednak, że we wrześniu, gdy Warszawiacy wrócą z
wypoczynku, koniunktura się poprawi i zacznie przychodzić więcej ludzi.

Przy organizacji klubu przydało się doświadczenie z poprzedniego miejsca, ale
ponieważ Popartbar tworzony był w zupełnie nowych warunkach, potrzebne były
świeże pomysły. - Ich źródłem są osoby, które ze mną zaangażowały się w to
przedsięwzięcie - mówi Marianna Bauman. Choćby nazwa, która została wymyślona
w drodze burzy mózgów. - Potem tylko wyłoniliśmy nazwę najbardziej pasującą
do tego miejsca - wspomina nasza rozmówczyni. W odróżnieniu od Galerii Nova,
która funkcjonowała tylko wieczorami, Popartbar będzie działał też w dzień
jako luchownia, która dopiero wieczorami przeobraża się w klub artystyczno-
muzyczny. Kolejna różnica to lokalizacja. - Choć na pierwszy rzut punkt ten
może wydawać się trudnym, wierzę, okaże się dobry, ponieważ nie ma podobnych
klubów w tej części miasta - mówi Marianna Bauman. - Mam nadzieję, że właśnie
nasz klub ożywi tę okolicę - dodaje. W odróżnieniu od większości
początkujących warszawskich restauratorów, Maranna Bauman nie ma ambicji
posiadania sieci klubów w stolicy. - Nie marzę o sieci. Takim lokalem trzeba
się opiekować, zajmować non stop. Tu nie da się wszystkiego wymierzyć i
wystandaryzować, jak w McDonaldach - mówi.



Po Art Deco do galerii Deco Art.

Od 20 czerwca przy ul. Mokotowskiej 22 istnieje galeria Deco Art.,
specjalizuje się, jak sama nazwa wskazuje w przedmiotach w stylu Art Deco. -
W ofercie są europejskie meble, bibeloty oraz malarstwo z lat 20 i 30 XX
wieku - mówi Witold Orzechowski, właściciel galerii, znany producent
telewizyjny i poważny kolekcjoner sztuki.

To właśnie zamiłowanie do antycznych mebli było motywacją do otwarcia własnej
galerii. Część gromadzonej przez wiele lat kolekcji przekazana przez
Orzechowskiego stała się zaczątkiem galerii, którą w jego imieniu prowadzi
menadżer Anna Depta. Nakłady inwestycyjne związane z otwarciem galerii nasz
rozmówca szacuje na ok. 250 tys. zł. - Gdyby nie to, że miałem własną
kolekcję, musiałbym wyłożyć ok. 500 tys. - przyznaje Orzechowski. - Od
konkurencji odróżniamy się specjalizacją – podkreśla. Jest to pierwsza
galeria specjalizująca się w Art Deco w Warszawie. - W innych tego typu
placówkach jest wszystko i nic – pomieszane różne style - wyjaśnia.

Koniunktura na tego typu działalność nie jest obecnie w Polsce najlepsza.
Zdaniem Orzechowskiego utrzymujący się niski poziom optymizmu konsumentów
powoduje, że potencjalni klienci odkładają zakupy. Tendencja ta dotyczy
niemal wszystkiego, nie tylko dzieł sztuki, ale także samochodów, mieszkań,
biżuterii Itd. Wymarzona klientela galerii – pracownicy banków, funduszy,
innych instytucji finansowych, giełdy - choć nieźle zarabiają, boją się
wydawać, obawiając się utraty pracy, zwłaszcza po ostatniej serii zwolnień w
bankach.

Poza tym w polskim społeczeństwie nie ma zakorzenionej tradycji kupowania
antyków. Nasze społeczeństwo jest młode i wciąż zafascynowane
nowoczesnością. - Oni po zakupy nie udadzą się do galerii, tylko do Ikei,
albo do innych nowoczesnych sklepów meblowych – uważa właściciel galerii.
Tymczasem o rynku antyków decydują nie tylko pieniądze, ale wykształcenie,
przynależność klasowa i styl. Orzechowski twierdzi, że galerie sztuki w
Polsce odwołują się zaledwie do 5 proc. społeczeństwa, które posiada
pieniądze i interesuje się antykami. To mało w porównaniu np. z Francją,
gdzie rynek docelowy dla galerii sztuki ocenia się na ok. 25 proc.

Eksponaty oferowane w galerii pochodzą głównie z importu z Niemiec i Austrii,
ponieważ, jak wyjaśnia właściciel, w Polsce bardzo mało się zachowało
przedmiotów z tego okresu. W ofercie znajdziemy m.in. grafiki, wazony, stoły
i stoliki. Jak przyznaje właściciel, szczególnie poszukiwane są biurka – Art
Deco orzechowe oraz bogato rzeźbione z herbem z lat trzydziestych.

Poza meblami w nowej galerii zgromadzono także pochodzące z epoki ozdoby i
przedmioty codziennego użytku. Pomimo nie najlepszej koniunktury Witold
Orzechowski myśli o rozwoju swojego nowego biznesu. - Chcemy mieć jeszcze
drugą galerię z meblami malowanymi – meble rustykalne są teraz bardzo modne –
wyjaśnia właściciel.

Pełna wersja