sloggi
30.11.05, 01:43
Coraz więcej mieszkań powstaje w podwarszawskich miejscowościach. I znajdują
coraz więcej chętnych. To dlatego, że w miarę jak w stolicy drożeją grunty,
deweloperzy podnoszą ceny i budują coraz ciaśniej i wyżej. A wszyscy marzą o
tanim mieszkaniu w niskim bloku na zielonym osiedlu.
W tym i przyszłym roku przybędzie tu ponad tysiąc mieszkań. Kolejne ponad
półtora tysiąca - w Ząbkach, Markach, Pruszkowie i Otwocku. W ostatnich
miesiącach w tych miastach zaroiło się od dźwigów. Do niedawna budowano tu
głównie wille i szeregowce, a teraz powstaje dużo kameralnych bloków.
Niżej, luźniej i taniej
Pod Warszawą ceny mieszkań zaczynają się już od 2,5 tys. zł za m kw.,
większość mieści się w przedziale 3-3,5 tys. W stolicy nie ma co o tym marzyć.
- Mam żonę. Czekamy na narodziny dziecka. Potrzebujemy większego mieszkania. W
Warszawie trudno znaleźć coś za 3,4 tys. zł za m kw. - mówi Maciej Kulesza,
który tyle zapłaci za nowe mieszkanie w Pruszkowie w "fajnym budynku nad
jeziorem".
W stolicy deweloperzy często maksymalnie zabudowują działki. Muszą to robić,
żeby wyjść na swoje. W Warszawie grunty są bardzo drogie. - Bloki stawiają tak
blisko, że sąsiedzi mogą ze sobą rozmawiać przez otwarte okna. Brakuje
przestrzeni, wszędzie tylko budynki, chodniki i parkingi. A zieleni jak na
lekarstwo - narzeka Krzysztof Stanisz, który z narzeczoną Marzeną wkrótce
wprowadzi się do nowego bloku w Piasecznie. - Za mieszkanie takie, jak
kupiliśmy w Piasecznie, w Warszawie musielibyśmy zapłacić kilkadziesiąt
tysięcy złotych więcej.
Dojazd? Przeboleję
Inwestorzy również chwalą podwarszawskie lokalizacje.
- Wybraliśmy Piaseczno, bo tutaj są plany zagospodarowania, a w Warszawie -
nie. Tu można uzyskać pozwolenie na budowę szybciej i nie jest się zależnym od
decyzji urzędników - tłumaczy Piotr Puchała, prezes firmy Prestige, która do
2008 r. postawi w Piasecznie składające się z 800 mieszkań Osiedle Róż. -
Budujemy je na osi rozwoju stolicy, Warszawa ucieka na południe. Zabudowa
dawno już rozciąga się poza Kabaty.
Krzysztof Stanisz oblicza, że do pracy na Ursynowie z nowego mieszkania w
Piasecznie będzie mieć 12,5 km. - Rano samochodem dojadę w 20-30 minut.
Gdybyśmy kupili mieszkanie w Ursusie, miałbym do pracy 14 km, z Tarchomina -
28 km i dojazd trwałby dłużej - uważa.
- Do Warszawy z Pruszkowa można się dostać w 40 minut. Mam znajomych, którzy
mieszkają na Zaciszu i jadą do centrum dwie godziny! - mówi Maciej Kulesza.
- Ludzie trochę chętniej niż parę lat temu myślą o przeprowadzce pod Warszawę,
bo poprawiła się jakość komunikacji: do Piaseczna zaczęły kursować prywatne
linie autobusowe, kolejkę WKD przejęły lokalne samorządy - wylicza Artur
Pietraszewski z analizującej rynek mieszkaniowy firmy REAS Konsulting. Ale
zaraz zastrzega: - Szkoda tylko, że nie poprawia się infrastruktura drogowa.
Kwestia priorytetów
Według Roberta Chojnackiego z internetowego serwisu mieszkaniowego
www.tabelaofert.pl dziś w podwarszawskich miejscowościach powstaje prawie co
dziesiąte mieszkanie w aglomeracji warszawskiej. - Popyt jest większy: z
badań, które przeprowadziliśmy podczas targów mieszkaniowych, wynika, że nawet
co piąta osoba szukająca własnego M była zainteresowana lokalizacją
podwarszawską. W najbliższych latach nawet 14-15 proc. wszystkich mieszkań
może powstawać pod Warszawą - uważa.
Dodaje, że wyprowadzić się ze stolicy bardziej skłonne są rodziny. Osoby
samotne nie biorą tego pod uwagę. To dlatego, że w Warszawie łatwiej jest
prowadzić życie towarzyskie - więcej tu restauracji czy kin, a z wieczornej
imprezy można wrócić nocnym autobusem. Większość podwarszawskich miejscowości
po północy jest odciętych od świata, zostają tylko taksówki.
- To jest minus - przyznaje Maciej Kulesza. - Ale 26 lat mieszkałem w
Warszawie i swoje się już naimprezowałem. Teraz mam już w głowie co innego.
Czy kupilibyście mieszkanie pod Warszawą? A może odradzilibyście to tym,
którzy się nad tym zastanawiają?
/GW/