Gość: Rafal
IP: *.telia.com
17.12.01, 13:14
Ostatni rok w Warszawie to rok inwestycyjnych przegranych. W niebo miało
wystrzelić wiele budynków, wiele spraw miało zostać rozstrzygniętych, stolica
miała zmienić swoje oblicze. Niestety, rok 2001 r. rozczarowuje. Pod koniec
2000 r. "Życie Warszawy" zabawiło się w jasnowidza i przygotowało kalendarium
inwestycji na następne 12 miesięcy. Zapowiadaliśmy wiele dużych przedsięwzięć,
które miały odmienić nasze miasto, a życie w nim uczynić bardziej znośnym. Po
upływie tego czasu okazuje się, że właściwie żaden z projektów nie został
zrealizowany. Na inwestycyjnym froncie stolicy trzeba odnotować kompletną
klęskę. I samorząd nie pomaga Sztandarową inwestycją, w której swój udział ma
samorząd lokalny, miały być Złote Tarasy - centrum handlowo-biurowo-rozrywkowe
z kinami i fontannami w środku miasta. Ulubione przedsięwzięcie obecnych władz
miasta rodzi się jednak w ogromnym bólu. Według zapowiedzi, budowa przy ul.
Emilii Plater miała ruszyć wiosną tego roku, a zakończyć się w 2003 r. - No
cóż, nie przewidzieliśmy, że przygotowania do rozpoczęcia inwestycji tak się
przeciągną - przyznaje Jerzy Hańczewski, dyrektor projektu z firmy Ing Real
Estate. - Nie ma w tym niczyjej winy, po prostu przełożenie niezwykle
skomplikowanego układu podziemnej infrastruktury zajęło więcej czasu niż
myśleliśmy - tłumaczy. Jego zdaniem, pierwsze koparki wjadą na plac budowy
między Dworcem Centralnym a hotelem Holiday Inn na przełomie marca i kwietnia
przyszłego roku. O ile Złote Tarasy zapewne za trzy lata powstaną, o tyle
płonna wydaje się nadzieja na szybkie odrestaurowanie pałacu Brühla i pałacu
Saskiego na pl. Piłsudskiego. Odbudowa tych obiektów miała być wydarzeniem na
skalę kraju; grunty pod inwestycję dawała Warszawa, pieniądze pochodzić miały z
kasy państwa - Narodowego Banku Polskiego i Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Upadek tego szczytnego przedsięwzięcia przyszedł wraz z klęską narodowego
budżetu. Co więcej, nie wiadomo, czy uda się kiedykolwiek zbudować na pl.
Piłsudskiego obiecane pałace. Bo mimo wszystko władze miasta upierają się, by
ich partnerem w tej inwestycji zostały instytucje publiczne. Równie niepewna
jest przyszłość największego w Polsce placu - Defilad. Prezydent Piskorski
zapowiadał, że miasto w tym roku upora się z problemami planistycznymi i
zacznie tworzyć konsorcjum, które miałoby przygotować ogromne przedsięwzięcie.
Tymczasem radni cofnęli się w dyskusjach nad koncepcją zagospodarowania terenów
wokół Pałacu Kultury i Nauki praktycznie do początku świata i znowu spierają
się, czy zasłaniać Pałac Kultury czy nie. Koncepcyjny skandal Do skutku nie
dochodzą nie tylko inwestycje, w których palce macza stołeczny samorząd -
wielki skandal towarzyszy przecież budowie Świątyni Opatrzności Bożej. Wszystko
było praktycznie gotowe, czekano na pierwsze uderzenie łopaty na Polach
Wilanowskich, gdy nagle wszystko się posypało. Prymas Józef Glemp ogłosił
bowiem, że wybrany wcześniej przez niego projekt świątyni, autorstwa prof.
Marka Budzyńskiego, nie nadaje się realizacji. Jego decyzję poprzedziła
półroczna dyskusja o pracy Budzyńskiego na łamach prasy. W atmosferze skandalu
trzeba było rozpocząć wybór koncepcji Świątyni Opatrzności Bożej jeszcze raz.
Rozstrzygające, drugie wskazanie prymasa nie jest znane do dziś; arcybiskup
woli zastanowić się nieco dłużej by ponownie nie popełnić faux pas. Problemy
przetargowe Warszawiacy ucieszyli się z zapowiedzi, że przebudowane zostaną
Dworzec Centralny oraz terminal na Okęciu, bo dla nich oznaczało to wyższy
komfort obsługi i podróży. Polskie Koleje Państwowe oraz Państwowe
Przedsiębiorstwo Porty Lotnicze ogłosiły przetargi, zaprosiły do współpracy
poważne firmy polskie i zagraniczne, zebrały oferty i... wszystko odwołały.
PKP - bez podania przyczyny, PPL - uznając skargę jednego z przegranych. -
Trudno mi powiedzieć, kiedy ogłosimy nowy przetarg, może na początku przyszłego
roku - waha się Rafał Moskwa, dyrektor z centrali PKP. Lotnicy zaś zarzekają
się, że rozstrzygną swój konkurs w styczniu 2002 r. Wielką niewiadomą stanowi
Port Praski. Spółka Elektrim, które miała zabudować nadwiślańskie tereny według
koncepcji przygotowanej przez miasto, niespodziewanie dla wszystkich
zdecydowała się sprzedać te grunty innemu koncernowi - Pol-Mot Holdingowi. Ale
tylko się zdecydowała, do dziś bowiem nie zostały zakończone negocjacje między
firmami i sprawa Portu Praskiego wisi w kołku. Nieudane warszawskie inwestycje
można by opisywać jeszcze długo. Wystarczy wspomnieć o nie rozpoczętej
zabudowie Portu Żerańskiego, odwołanym przez gminę Centrum projekcie Millenium
Plaza, zawieszonej w niebycie modernizacji Stadionu Dziesięciolecia itp., itd.
Pozostaje nam się jedynie pocieszyć, że w mieście udało się zakończyć kilka
ważnych inwestycji drogowych, nadal trwają też i można je traktować jako
przykład - prace przy moście Siekierkowskim. Jeśli jednak pójdzie tak dalej, to
będziemy mieli w Warszawie po czym jeździć, jednak nie będzie wiadomo
dokąd. [Powrót...]