Oczko wodne zamiast Dotleniacza na pl. Grzybowskim

IP: *.acn.waw.pl 24.09.08, 02:04
Rajkowska, żywe wcielenie banalnych artystycznych eksperymentów za państwowe
pieniądze. Ale oczywiście zajawka przypadkowych mieszkańców jest
interpretowana jako artystyczny sukces artystki, a nie jako niewiedza
mieszkańców śródmieścia o tym, że 200m na wschód od placu mają galerię sztuki
współczesnej Zachęta.
    • Gość: Ania To wymysl cos lepszego IP: *.aster.pl 24.09.08, 09:29
      zabierz sie do roboty i chodz po urzedach i zbieraj pieniadze :) a
      po drugie o jakich pieniadzach mowisz?????? Miasto ma miliony wiec
      te pieniadze to kropla i kazdy je moze zdobyc jezeli ma JAJA a tutaj
      widze znawce i krytyka ktory siedzi w domu i nie robi NIC i potrafi
      tylko narzekac :-) Do roboty LENIU :-) wymysl jakis super
      projekt i dawaj z kapcia po urzedach po pieniadze i zobaczymy co z
      tego wyjdzie
      • Gość: chinique Folguj swe poszczekiwanie ... IP: *.acn.waw.pl 24.09.08, 22:38
        ... mam uczciwą pracę, która generuje podatki, z których karmi się ministerstwo
        i miasto, które podsponsorowywują Rajkowską i innych tego typu Guciów, którzy,
        nie przeczę, do perfekcji opanowali wyłudzanie i wyżebrywanie samorządowych i
        państwowych pieniędzy, bo te pieniądze są niejako publiczne, czyli niczyje i
        jakże łatwo się je wydaje. Poszczekaj sobie do Rajkowskiej - niech znajdzie do
        finansowania projektów prywatnych sponsorów (tylko nie jakieś organizacje, które
        też pieniądze również mają z nieba), zobaczymy jak jej pójdzie, czy osoby, które
        stać na sztukę, poprą finansowo jej pomysły.

        Niezdecydowanym forumowiczom proponuję poszukać sobie w sieci jaki był koszt
        tego TYMCZASOWEGO projektu sfinansowanego z ich pieniędzy, dziękuję.
    • Gość: Borys Przetarg pod Zydow IP: *.aster.pl 24.09.08, 09:36
      zostal ustalony. Jest stronniczy i ustawiony pod looby zydowskie a
      nie pod mieszkancow Warszawy aby miejsce bylo miejscem wypoczynku
      czy moze tylko chwila odpoczynku. Oczywiscie jest to moja opinia ale
      pierwsze to ten pomnik a po drugie to komu miejsce do jakis
      imprez???? Tylko Zydzi robia "imprezy" w tym miejscu wiec
      potrzebuja takiego miejsca w tej wlasnie lokalizacji. Przeciez jest
      cala okolica Palacu Kultury gdzie sa organizowane imprezy i tego
      nikt nie zaprzeczy. Po co drugie takie miejsca na tym placu jezeli
      jakiekolwiek imprezy w tej lokalizacji sa organizowane przez Zydow?
      Kto inny oprocz Zydow robi "imprezy" na Placu Grzybowskim????
      Widzimy znowu kolesiostwo i zupelny brak uwagi na oczekiwania
      mieszkancow a nie grup jaka jest grupa zydowska dosc wplywowa jak
      sami widzimi
    • Gość: m Oczko wodne zamiast Dotleniacza na pl. Grzybowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.08, 10:31
      Ten dotleniacz to nieporozumienie,ani ładny ani potrzebny.To miejsce
      okupowane przez okolicznych emerytów,a wieczorami przez meneli.Tak
      naprawdę,to nawet nie było gdzie usiąść,bo emerytki wszystkich
      przepędzały.
    • teodot Oczko wodne zamiast Dotleniacza na pl. Grzybowski 24.09.08, 11:10
      Rafał Korzeniewski

      Opinia do założeń konkursu na opracowanie koncepcji zagospodarowania skweru na
      Placu Grzybowskim

      Parę słów wyjaśnienia dlaczego to dla mnie ważne

      Przy placu Grzybowskim nie mieszkam ale na plac Grzybowski wychodzą okna mojego
      mieszkania. Codziennie też przez plac Grzybowski przechodzę w drodze z i do
      domu. W tym sensie ten plac jest mój mimo tych kilkudziesięciu metrów odległości
      powodujących, że w adresie mam tylko Grzybowską i jakiś złośliwiec może uznać,
      ze nie jestem w tej sprawie „stroną”.

      Plac ma charakter lokalny…

      Przede wszystkim chce podkreślić, że wbrew głosom jakie padały w dyskusji ze
      strony niektórych urzędników ten plac ma przede wszystkim charakter lokalny. I
      nie jest to jego wadą, choć samo w sobie nie jest też jeszcze zaletą. Ważne jest
      jednak, abyśmy nie przypisywali placowi innej roli niż rzeczywiście pełni. To
      droga do urbanistycznej klęski.

      Przekształcenia układu urbanistycznego po drugiej wojnie światowej spowodowały,
      że znalazł się on całkowicie na uboczu. Nie oznacza to, że odgrywał on jakąś
      wielką role wcześniej ale miał on pewien potencjał, którego jest już pozbawiony
      dzisiaj. Dawała go bliskość położonego tuż obok i połączonego z nim ulicą
      Graniczną placu Żelaznej Bramy. Był nim „skrót” ulicy Bagno wiodący do
      Świętokrzyskiej. Po obu została dziś tylko nazwa. I początek ulicy Twardej,
      będącej dogodnym połączeniem z Ochotą, którego zresztą dziś bardzo brakuje. Ale
      to wszystko się dziś nie odstanie. Można dyskutować, czy dobrze się stało, ale
      się stało. Zupełnie zapyziały plac ożył nieco w latach 70’tych stając się
      lokalnym skrótem na ulicę Emilii Plater dając dalej nieco dziwaczne skrzyżowanie
      tej ulicy z Twardą ale sam plac stał się przez to tylko hałaśliwszy i tak
      naprawdę jeszcze bardziej martwy, bo od dawna wyznacznikiem sukcesu dla placu
      nie jest ożywiony ruch kołowy. Ruch pieszy na placu pozostał znikomy. Do tego
      przechodnie przemykali nim na ukos. Zima grzęznąc zwykle w śniegu, bo jeśli
      idzie o odśnieżanie to do odśnieżania samego placu, jego środkowej zamienionej
      na skwer części nikt się nie poczuwał. Po przełomie (stało się to jakoś mniej
      więcej w tym samym czasie, choć może nieco wcześniej) na plac przesunął się z
      pobliskiej Twardej postój taksówek bagażowych ale z czasem i on zamarł
      pozostawiając po sobie ostatni chyba w Warszawie telefon w zamykanej na kłódkę
      skrzynce. Były sławne pełniące rolę sklepów ciężarówki, współczesne wozy
      Drzymały handlu ale po długiej walce jakoś sobie z nimi poradzono i nawet
      zapomniano. Po pętli tramwajowej ostały się tylko miejscami już widoczne
      zatopione w asfalcie tory, choć przedziwna ozdobą placu pozostawała przez wiele
      lat sieć trakcyjna, która przetrwała likwidację wiodących nawet na plac
      Królewską torów. Ale w końcu i ona zniknęła. Nawet i wcześniej jednak tramwaje
      widziało się tu rzadko. Była to tylko pętla awaryjna, na którą ściągano zepsute
      tramwaje, by nie blokowały linii. Wystąpiła za to (z tego samego powodu) w wielu
      filmach. Ledwie też już pamiętam publiczną toaletę, która tu kiedyś była ale
      zniknęła już bardzo dawno temu. Przez lata pozostawał czymś w rodzaju
      poszerzonej ulicy Twardej.

      Nawet festiwal Singiera, choć ożywia na te kilka dni okolice w sam plac jakoś
      nie mógł i nie może tchnąć życia. Dzieje się za mało, by go wypełnić, tego
      wypełnienia starcza na Próżna ale nie na plac. I za dużo jednocześnie,
      poprzegradzany jest płotami i „upiększony” współczesną wersją sławojek stojących
      dokładnie na jego środku. Na samym placu jest ciasno i bez sensu.

      Jak plac odżył… jako plac lokalny właśnie. Głos za „dotleniaczem”.

      Po raz pierwszy od lat, pewnie od czasu, gdy dawno istniało na nim w XIX wieku
      targowisko, ożył on dzięki „dotleniaczowi”. Pomysł, gdy po raz pierwszy o nim
      usłyszałem, przyznaje, wydał mi się nieco dziwaczny. Dotąd przemykający przezeń
      szybkim krokiem ludzie zaczęli się nie tylko zatrzymywać na chwilę. Oni tu
      zaczęli przychodzić. Po to by posiedzieć, pogadać ze sobą. Miejsce doceniane
      dotąd tylko przez bezdomnych i rzednące szeregi kierowców taksówek bagażowych
      stało się tym „naszym” miejscem. Może to nie całkiem właściwe określenie ale
      ludzie „zagłosowali nogami”. I jestem za tym, by ten werdykt uszanować. Coś, co
      miało być na chwilę, stało się, chcielibyśmy (na ten moment pozwolę sobie na to
      „my”) czymś trwałym. Lub co chcielibyśmy, by takim się stało. Tak, jak palma z
      Ronda de Gaulle’a ale tamto jest niczym więcej jak ozdóbką, co najwyżej punktem
      orientacyjnym, a tu mamy coś znacznie, znacznie więcej. To, czego się szuka, aby
      wyróżnić miejsce. By zyskało ono swoją wyjątkowość. Tożsamość. Skoro
      znaleźliśmy, to nie szukajmy już dalej, bo możemy zgubić to, co znaleźliśmy.

      Przywrócenie „dotleniacza” nie kończy wszak dyskusji o placu. On wymaga jeszcze
      dość zasadniczej pracy. Ale element, który będzie plac wyróżniał już mamy. Niech
      to będzie nasz punkt wyjścia.

      Gdzie umiejscowić „dotleniacz”?

      Położenie dotleniacza zostało dobrane trafnie. Powinien on się znajdować w
      najszerszej części placu. Ewentualnie można go przesunąć trochę w stronę
      wschodniej pierzei placu, w kierunku obecnego głównego przecinającego plac chodnika.



      Pomnik?



      Można już Warszawie zauważyć zmęczenie wysypem pomników. Budzą one niezależnie
      od przesłania coraz większe znudzenie, a nawet niekiedy złość. Pod względem
      plastycznym zbyt często bowiem miast upiększać, wzbogacać miasto oszpecają je.
      Oszczędzę tu sobie i wszystkim przykładów. Do tego też zbyt często, staje się to
      wręcz zasadą, dominują one nad otoczeniem. Nie chcę się tu spierać o zasadność
      postawienia tego lub innego pomnika w ogóle, to temat na wręcz inną dyskusję ale
      mocno powinno być zaznaczone, że nie może on być w tym wypadku elementem
      dominującym, a powinien być „wpisany” w plac. Mieć albo formę drobnej rzeźby o
      skali nie przekraczającej skali człowieka lub co ośmieliłbym się zaproponować,
      jakąś całkiem nietypową, na przykład sadzawki czy fontanny. Nie powinien w
      żadnym, co jeszcze raz podkreślę, wypadku być na placu elementem dominującym.



      Osie do zaakcentowania.



      Plac nie ma obecnie wyraźnych osi i nie miał ich zresztą także w przeszłości.
      Nie da się także ich utworzyć, można jedynie pewne kierunki zaakcentować. Ważne
      jest przedłużenie ulicy Próżnej, bo z nią na pewno chcemy związać plac. Drugi
      ważny kierunek nie wiąże się wcale z kościołem, który jest na placu największym
      i najważniejszym obiektem ale nie wyznacza żadnego kierunku. Dlaczego tak się
      stało trudno wytłumaczyć ale jest to faktem. Tym drugim kierunkiem, który
      powinno się zaakcentować, jeszcze mocniej podkreślić, jest oś Pałacu Kultury.
      Zbiega się ona z osią arkad po wschodniej stronie kościoła. Nie ja to pierwszy
      zauważyłem ale ośmielam się przypomnieć. Ta druga oś z punktu uporządkowania
      palcu jest zresztą ważniejsza, bo z pierwszą tak naprawdę nie wiadomo co zrobić.
      Prosto przez plac wychodząc z Królewskiej nie pójdziemy, bo dokąd? I to w
      założeniach opisano trafnie.



      Nawierzchnia placu.



      Jeśli idzie o jezdnie, to pierwotnie, do lat 70’tych był to bruk taki, jak na
      placu Zamkowym. Podobno zresztą dosłownie. Jego przywrócenie może być o tyle
      kłopotliwe (pomijając kwestię kosztów), że jest to nawierzchnia hałaśliwa.
      Praktycznie wydaje się, że taką nawierzchnię powinna uzyskać ulica Próżna i te
      fragmenty placu, na których ruch będzie ograniczony ale doprawdy trudno mi je
      wyznaczyć, bo plac jest elementem dojazdu do rozbudowywanego obecnie kompleksu
      budynków przy ulicy Bagno. Natomiast chodniki powinny mieć gładką nawierzchnie,
      niezależnie od plastycznych zalet modnego obecnie drobnego bruku. Ich przebieg
      powinien być w tej części, w której służyć będą przechodniom do „przecinania”
      placu dostosowany d
    • teodot jako autor jednej z 18 nadesłanych opinii... 24.09.08, 11:49
      Na spotkaniu nie byłem, bo jakoś nie dotarła do mnie o nim informacja, a do Wyborczej rano zajrzeć po prostu nie zdążyłem. Zostałem z głosem do "protokołu". Nader obszernym, z którego część tylko poniżej wkleję, szanując tak cierpliwość ewentualnych czytelników, jak i szczupłość miejsca na serwerze.

      Opinia do założeń konkursu na opracowanie koncepcji zagospodarowania skweru na Placu Grzybowskim

      Parę słów wyjaśnienia dlaczego to dla mnie ważne

      Przy placu Grzybowskim nie mieszkam ale na plac Grzybowski wychodzą okna mojego mieszkania. Codziennie też przez plac Grzybowski przechodzę w drodze z i do domu. W tym sensie ten plac jest mój mimo tych kilkudziesięciu metrów odległości powodujących, że w adresie mam tylko Grzybowską i jakiś złośliwiec może uznać, ze nie jestem w tej sprawie „stroną”.

      Plac ma charakter lokalny…

      Przede wszystkim chce podkreślić, że wbrew głosom jakie padały w dyskusji ze strony niektórych urzędników ten plac ma przede wszystkim charakter lokalny. I nie jest to jego wadą, choć samo w sobie nie jest też jeszcze zaletą. Ważne jest jednak, abyśmy nie przypisywali placowi innej roli niż rzeczywiście pełni. To droga do urbanistycznej klęski.

      Przekształcenia układu urbanistycznego po drugiej wojnie światowej spowodowały, że znalazł się on całkowicie na uboczu. Nie oznacza to, że odgrywał on jakąś wielką rolę wcześniej ale miał on pewien potencjał, którego jest już pozbawiony dzisiaj. Dawała go bliskość położonego tuż obok i połączonego z nim ulicą Graniczną placu Żelaznej Bramy. Był nim „skrót” ulicy Bagno wiodący do Świętokrzyskiej. Po obu została dziś tylko nazwa. I początek ulicy Twardej, będącej dogodnym połączeniem z Ochotą, którego zresztą dziś bardzo brakuje. Ale to wszystko się dziś nie odstanie. Można dyskutować, czy dobrze się stało, ale się stało. Zupełnie zapyziały plac ożył nieco w latach 70’tych stając się lokalnym skrótem na ulicę Emilii Plater dając dalej nieco dziwaczne skrzyżowanie tej ulicy z Twardą ale sam plac stał się przez to tylko hałaśliwszy i tak naprawdę jeszcze bardziej martwy, bo od dawna wyznacznikiem sukcesu dla placu nie jest ożywiony ruch kołowy. Ruch pieszy na placu pozostał znikomy. Do tego przechodnie przemykali nim na ukos. Zima grzęznąc zwykle w śniegu, bo jeśli idzie o odśnieżanie to do odśnieżania samego placu, jego środkowej zamienionej na skwer części nikt się nie poczuwał. Po przełomie (stało się to jakoś mniej więcej w tym samym czasie, choć może nieco wcześniej) na plac przesunął się z pobliskiej Twardej postój taksówek bagażowych ale z czasem i on zamarł pozostawiając po sobie ostatni chyba w Warszawie telefon w zamykanej na kłódkę skrzynce. Były sławne pełniące rolę sklepów ciężarówki, współczesne wozy Drzymały handlu ale po długiej walce jakoś sobie z nimi poradzono i nawet zapomniano. Po pętli tramwajowej ostały się tylko miejscami już widoczne zatopione w asfalcie tory, choć przedziwna ozdobą placu pozostawała przez wiele lat sieć trakcyjna, która przetrwała likwidację wiodących nawet na plac Królewską torów. Ale w końcu i ona zniknęła. Nawet i wcześniej jednak tramwaje widziało się tu rzadko. Była to tylko pętla awaryjna, na którą ściągano zepsute tramwaje, by nie blokowały linii. Wystąpiła za to (z tego samego powodu) w wielu filmach. Ledwie też już pamiętam publiczną toaletę, która tu kiedyś była ale zniknęła już bardzo dawno temu. Przez lata plac pozostawał czymś w rodzaju poszerzonej ulicy Twardej.

      Nawet festiwal Singiera, choć ożywia na te kilka dni okolice w sam plac jakoś nie mógł i nie może tchnąć życia. Dzieje się za mało, by go wypełnić, tego wypełnienia starcza na Próżna ale nie na plac. I za dużo jednocześnie, poprzegradzany jest płotami i „upiększony” współczesną wersją sławojek stojących dokładnie na jego środku. Na samym placu jest ciasno i bez sensu.

      Jak plac odżył… jako plac lokalny właśnie. Głos za „dotleniaczem”.

      Po raz pierwszy od lat, pewnie od czasu, gdy dawno istniało na nim w XIX wieku targowisko, ożył on dzięki „dotleniaczowi”. Pomysł, gdy po raz pierwszy o nim usłyszałem, przyznaje, wydał mi się nieco dziwaczny. Dotąd przemykający przezeń szybkim krokiem ludzie zaczęli się nie tylko zatrzymywać na chwilę. Oni tu zaczęli przychodzić. Po to by posiedzieć, pogadać ze sobą. Miejsce doceniane dotąd tylko przez bezdomnych i rzednące szeregi kierowców taksówek bagażowych stało się tym „naszym” miejscem. Może to nie całkiem właściwe określenie ale ludzie „zagłosowali nogami”. I jestem za tym, by ten werdykt uszanować. Coś, co miało być na chwilę, stało się, chcielibyśmy (na ten moment pozwolę sobie na to „my”) czymś trwałym. Lub co chcielibyśmy, by takim się stało. Tak, jak palma z Ronda de Gaulle’a ale tamto jest niczym więcej jak ozdóbką, co najwyżej punktem orientacyjnym, a tu mamy coś znacznie, znacznie więcej. To, czego się szuka, aby wyróżnić miejsce. By zyskało ono swoją wyjątkowość. Tożsamość. Skoro znaleźliśmy, to nie szukajmy już dalej, bo możemy zgubić to, co znaleźliśmy.

      Przywrócenie „dotleniacza” nie kończy wszak dyskusji o placu. On wymaga jeszcze dość zasadniczej pracy. Ale element, który będzie plac wyróżniał już mamy. Niech to będzie nasz punkt wyjścia.

      Gdzie umiejscowić „dotleniacz”?

      Położenie dotleniacza zostało dobrane trafnie. Powinien on się znajdować w najszerszej części placu. Ewentualnie można go przesunąć trochę w stronę wschodniej pierzei placu, w kierunku obecnego głównego przecinającego plac chodnika.

      Pomnik?

      Można już Warszawie zauważyć zmęczenie wysypem pomników. Budzą one niezależnie od przesłania coraz większe znudzenie, a nawet niekiedy złość. Pod względem plastycznym zbyt często bowiem miast upiększać, wzbogacać miasto oszpecają je. Oszczędzę tu sobie i wszystkim przykładów. Do tego też zbyt często, staje się to wręcz zasadą, dominują one nad otoczeniem. Nie chcę się tu spierać o zasadność postawienia tego lub innego pomnika w ogóle, to temat na wręcz inną dyskusję ale mocno powinno być zaznaczone, że nie może on być w tym wypadku elementem dominującym, a powinien być „wpisany” w plac. Mieć albo formę drobnej rzeźby o skali nie przekraczającej skali człowieka lub co ośmieliłbym się zaproponować, jakąś całkiem nietypową, na przykład sadzawki czy fontanny. Nie powinien w żadnym, co jeszcze raz podkreślę, wypadku być na placu elementem dominującym.

      Miejsce na scenę czasową

      Obecne, gdzie jest ona ustawiana w czasie festiwalu Singera jest bardzo wręcz nieszczęśliwe. Sama scena nie byłaby oczywiście stała (tak, jak i obecnie) ale warto przewidzieć odpowiednie kanały kablowe, by nie pojawiały się problemy ich prowadzenia po powierzchni, pomiędzy stanowiskiem operatorów dźwięku i świateł a sceną. Właściwym miejscem jej umieszczenia byłaby południowa część placu na osi Pałacu Kultury, który stanowiłby jej dalekie tło. Zaplecze sceny znalazłoby się wtedy na ulicy Bagno bądź, jeśliby to udało się uzgodnić, na podwórzu kościoła. W jednym i drugim wypadku techniczne bebechy nie stanowiłyby elementu wystroju placu, przynajmniej w takim stopniu, co obecnie.

      Powiązanie z placem budynku mieszczącego teatr Żydowski.

      Nie powinno się to stać ale stało się i został on cofnięty względem reszty linii zabudowy. Najlepszym wyjściem byłaby jego rozbudowa bądź rozebranie i zbudowanie nowego budynku wzdłuż pierwotnej linii zabudowy, wyznaczonej przez sąsiedni zachowany budynek. Warto by to zapisać jako zalecenie. Prowizorycznie można rzecz rozwiązać wprowadzając zieleń i elementy małej architektury akcentujące dawną linię zabudowy. A przestrzeń pomiędzy nią a obecną potraktować jako miejsce na restauracyjne ogródki, jakieś plenerowe galerie czy po prostu zieleń.

      Tu gdzieś kończy się dostępne 8000 znaków i cierpliwość ewentualnych czytelników.

      Rafał Korzeniewski
    • Gość: Andrzej Rokiciński Oczko wodne zamiast Dotleniacza na pl. Grzybowskim IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.08, 16:13
      Szanowny Panie Redaktorze
      Mieszkańcy chcą dotleniacz to my im oczko wodne.Jak można jedno porównywać z
      drugim ? Władze miasta są chyba głuche i ślepe na głosy ludzi to po co te
      debaty i spotkania.Dotleniacz stwarza mikro klimat tak jak tężnie w
      Ciechocinku lub Konstancinie.Ja będąc decydentem zrobił bym to co chcą
      mieszkańcy bo to oni mnie wybrali tak jak u mnie w budynku gdzie jestem w
      Zarządzie Wspólnoty Mieszkaniowej.Ile trzeba zdrowia stracić żeby wytłumaczyć
      miastu co chcemy, że wodne oczko to nie to samo co dotleniacz ?
      Ja jestem za dotleniaczem reszty może nie być tylko wyremontujcie ulice i
      chodniki na placu Grzybowskim
      Pozdrawiam Andrzej Rokiciński
Pełna wersja