Gość: Kibic
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
24.06.09, 17:41
Pare dni temu zamiescilem polemike z Panem Sarzalom. Dlaczego
zniknela? Czyzba zadzialala cenzura?
Moze teraz wejdzie?
Na co choruje J. Sarzało?
Na co choruje? Na to samo, co Jan T., (nie chcę wymieniać nazwiska
jeszcze-nie-skazanego za korupcję, do której się przyznał, bo
przecież – jak niedawno napisał z właściwym sobie
wdziękiem: „korupcja nie ulega przedawnieniu, jak ludobójstwo”).
Choruje na jedną najgłupszych przypadłości – patologiczną niechęć do
wybranego klubu sportowego, a konkretnie Widzewa Łódź.
Tym bardzie boli mnie, że teksty swoje publikuje w „GW”, którą od
lat niezmiennie cenię. Rozumiem, że taka jest specyfika zawodu
dziennikarza, że czasami – aby zwiększyć nakład – należy kogoś
wybrać sobie na cel i niszczyć systematycznie; metoda działa
najlepiej, jeśli wybierze się cel powszechnie znany. Wtedy i własne
ego pana redaktora może urosnąć, bo przecież, atakując firmę taką,
jak Widzew może poczuć się naprawdę ważny, więcej – jak ostatni
sprawiedliwy. Wiadomo: z jednej strony okropny Boniek i jego do cna
skorumpowany Widzew; z drugiej postaci szlachetne, walczące o
sprawiedliwość (m.in. red. Sarzało i Jan T.).
Mimo wszystko uważam, że publikując w „Wyborczej” wypadałoby zdobyć
się na odrobinę bezstronności i obiektywności. Całkowitym
zaprzeczeniem tych cech jest kuriozalny materiał :
www.sport.pl/sport/1,65026,4766329.html
Zastanawia mnie, że w każdym tekście red. Sarzało opluwa Widzew i
domaga się dla niego najsurowszych kar, a z drugiej strony,
zachowując „obiektywność” pisze tekst:
ligoblog.blox.pl/2008/12/Lech-nie-moze-byc-ukarany.html
Jest Pan takim orędownikiem walki z przekrętami, a tu co? Czy może
wspiera Pan korupcję, pod warunkiem, że dopuszczają się jej inni, a
nie Widzew? Gdy Jagielonia Białystok zamiast degradacji otrzymała
karę ujemnych punktów zachował Pan dziwny spokój, nie grzmiał pan,
nie oburzał się – czy podobnie zachowa się Pan, jeśli Widzew ukarany
zostanie podobnie?
Tego, że Widzewowi z klubów, przeciwko którym toczyło się
postępowanie „przysłużyła” się jedna osoba, (która jak na razie
nawet nie została postawiona w stan oskarżenia), zaś korzyści nie
odniósł żadnych, jakoś Pan nie zauważa. Nie może, ponieważ jest Pan
chory na tę samą chorobę, co Jan T. czy niejaki Tomczak,
pracownik „superuczciwej” firmy, PZPNu, który wznowił specjalnie
swoją karierę w Związku i który jeszcze na początku sprawy, przed
poznaniem dowodów oficjalnie zapowiedział, że zdegraduje Widzew.
Oczywiście, że korupcja była (jest?) złem, które totalnie zniszczyło
polską piłkę. Oczywiste jest też, że zamieszani byli w nią bez mała
WSZYSCY, (bo jednak mam nadzieję, że kilka osób grało fair). I w
końcu – oczywiste jest, że teraz owa korupcja wykorzystywana jest do
brudnej i brutalnej gry tocznej poza boiskiem, przy której walki
między szalikowcami – ze „świętym” oburzeniem opisywane w gazetach -
to niewinne igraszki. Dziwne, że Pan tego nie dostrzega, a walczy z
uporem maniaka z Widzewem, czyniąc z niego kozła ofiarnego. W jakim
celu? Dla prywatnej satysfakcji? Dla zniszczenia tego, co z uporem
buduje się w naszym klubie od dwóch lat? Co – jak wszyscy wierzymy –
przywróci Widzewowi należny mu przymiotnik – „Wielki”.
Pytam Pana, czy mam Pan coś sensownego do zaproponowania? Jak wyjść
z patowej sytuacji, w jakiej znalazła się polska piłka? Jak ukarać
winnych? Poza oczywiście „Lech nie może być ukarany”, ale Widzew jak
najbardziej... Czy nie widzi Pan, że waga win poszczególnych klubów
jest różna, a karanie w istocie sprowadza się do tego, na kogo
akurat znajdą się kwity? Czy mógłby Pan wskazać klub bez winy? Może
Legia? Wisła? Jest Pan dziennikarzem sportowym od dawna. Naprawdę
nic Pan nie słyszał?
Najśmieszniejsze jest to, że ponoć prywatnie kibicuje Pan właśnie...
Widzewowi, (jakoś nie chce mi się w to wierzyć). Odpowie Pan
zapewne, że właśnie dlatego zajmuje tak nieprzejednane stanowisko.
Chciałbym jednak przypomnieć Panu powiedzenie, że nagorliwość jest
gorsza od... Pan zaś w swojej „czystości” i „szlachetności” stał się
groteskowy i zbliżył się poziomem do Jana T.
Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek zawita Pan na nasz stadion to
usiądzie Pan w „klatce” dla gości, bo na nic innego Pan nie
zasługuje.