tiresias
20.10.03, 14:25
pewnego jesiennego dnia niemłody już mężczyzna w szarej jesionce siedział nad
brzegiem piastowskiej rzeki, palił cygaro i spluwał w czarny nurt spienionej
wody. na drugim brzegu watahy bezrobotnych relaksowały się zbierając grzypki,
jarając blanty a grupka desperatów zażywała nawet kąpieli w zdradzieckich
nurtach, ale oni byli pijani już od rana.
w oddali widać było opustoszałe zakłady pracy, rozbite rodziny leżące w
kawałkach wzdłuż rozkopanej od trzech lat trasy szybkiego ruchu imienia
Dzieci 2 Pułku Lotnictwa Sił Zbrojnych na Zachodzie, dawniej Marusi i Janka.
nagły impuls wstrząsnął wątłym ciałem szczupłego mężczyzny. głos wewnętrzny,
którego nie mógł zignorować, odezwał się z charakterystycznym zabużańskim
zaśpiewem i lekkim jąkaniem: ‘kuuurna.., zróbżesz coś! jak nie ty to kto?”.
Retoryczne pytanie zawisło w ciszy przerywanej jedynie wesołymi okrzykami
pluskających się desperatów.
Leon, bo tak nazwali go rodzice, wstał, otrzepał płaszczyk i szybkim truchtem
podążył w stronę domu, gnany nadrzędnym imperatywem.
Otworzył drzwi i krzyknął do żony, - Mariolka, mamy misję od Boga!
Przestraszona kobieta z krzykiem upuściła patelnię z podgrzewaną kaszanką na
obiad...
-------
heja norge