kgr23
11.04.12, 13:05
Witam.
Mam pytanie dotyczace kontaktów ojca z dzieckiem,ale zacznę od początku, jesteśmy małżeństwem od września 2011 roku, ze sobą jesteśmy 4 lata, mamy 2,5 synka. Nie układa nam się za dobrze, nie umiem się już z mężem dogadać on na wszystko reaguje agresją i krzykiem. Przestałam do niego cokolwiek czuć tak jak i on do mnie. Chciałabym rozwodu albo chociaż separacji, ale on mi robi problemy. Straszy mnie, że zrobi wszystko żeby rozwód wypadł jak najkorzystniej dla niego, że wynajmie takiego adwokata żeby dostać jak najniższe alimenty. I tu zaczyna sie mój problem - kontakty z dzieckiem. Nie mam nic przeciwko aby on widywał się z naszym dzieckiem nawet w każdy weekend ale chce żeby to odbywało się pod moją obecnością, a już tłumacze dlaczego. Mąż ma 23 lata nie jest zbyt odpowiedzialnym człowiekiem, nasz synek miał już pare wypadków przez niego w wieku 5 miesięcy mąż upuścił go z nosidełka na schody(mam nawet kartę informacyjną ze szpitala), nie umie czegokolwiek przy nim zrobić, nie zwraca na niego uwagi i ciągle się na niego drze, daje mu nawet klapsy i mówi do niego takim tonem jakby go chciał zabić z okropną niepohamowaną złością. Generalnie nie widać żeby cokolwiek czuł do naszego syna zachowuję się tak jakby mu przeszkadzał. Gdybyśmy się rozwiedli mąż poszedłby mieszkać do swoich rodziców mieszkać oni tez za bardzo nie interesują się moim synkiem są dla niego zimni i oschli. nie są też przewrażliwieni na punkcie jakichkolwiek wypadków, są zdania że jak dziecko ma se coś zrobić to i tak to se zrobi czy się go będzie pilnować czy nie. Ja jestem jednak innego zdania, mój synek jest bardzo żywym dzieckiem trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo ma głupie pomysły. Stąd teraz moje pytanie: mąż na złość mi chce po rozwodzie zabierać syna do siebie bo wie ze to mnie najbardziej zaboli,wielokrotnie mówił mi ze zrobi wszystko zeby zbuntowac syna przeciwko mnie, ze bedzie go przekupywał i ze nasz syn pójdzie za jego pieniędzmi, bo ja ich nie mam. Nie wiem co robić, nie chce nawet mysleć o tym,ze synek bedzie tam zostawał na weekendy a tym bardziej na wakacje z nim i jego rodzicami,że cos mu się stanie, ze będzie go tam bił i krzyczał na niego ile będzie chciał bo ja mu nie zwróce uwagi,jego rodzice tez mu nie zwróca uwagi bo oni sami są za surowym wychowywaniem i sami tak wychowywali mojego męża, wielokrotnie odpychałam męża od synka gdy chciał go uderzyc. nie zniose tego, bo nie pozwolę żeby on tak traktował nasze dziecko ani on ani jego rodzice,a mój synek jeszcze nic nie mówi więc nawet mi nie powie co mu tam robią Jedynymi świadkami jak on traktuje nasze dziecko jest moja rodzina bo z moja rodzina mieszkamy ale nie wiem czy dla sądu to wiarygodni świadkowie. Chyba najlepszym świadkiem byłby mój brat bo on jest najbardziej obiektywny. Może powinnam zacząć nagrywać to jak on sie odzywa do naszego dziecka?Po prostu w skrócie chodzi mi o to czy sąd może przyznać mu widzenia, ale w mojej obecności? Nie wiem czemu o losie mojego dziecka mają decydowac obce osoby ale ja nie pozwole żeby moje dziecko zostawało tam samo, choćbym miała sie tułać po sądach kilka lat! Nie pozwolę mu robić krzywdy, bo nie ma dnia żeby mąż nie darł się na synka o byle co, nawet o to jak synek wyleje picie, nakruszy ciastkiem czy cos mu wyleci z rak. Synek i tak jest już zestresowanym dzieckiem gdy mąż na niego krzyczy to on się aż cały trzęsie, gdy synek zacznie mówić to wybiorę się z nim do psychologa dziecięcego aby sąd miał też opinie psychologa.