adam-warszawa
20.07.06, 12:44
Witam
Wspólnie z żoną od jakiegoś czasu staramy się o przydział mieszkania. Ja
jestem osobą niepełnosprawną z orzeczoną pierwszą grupą. Lokal, w którym
obecnie mieszkamy należy do mojej teściowej, a oprócz nas mieszka tam także
drugie małżeństwo - siostra żony wraz z mężem i dzieckiem. Aktualnie jest więc
nas sześcioro, ale wkrótce sytuacja ulegnie dalszemu pogorszeniu, gdyż siostra
żony spodziewa się drugiego dziecka. Mieszkamy na parterze w
sześćdziesięciometrowym mieszkaniu dzieląc między sobą wszystkie jego
pomieszczenia - kuchnię, łazienkę, WC a także "nasz" pokój, który już w
obecnej sytuacji służy nam w zasadzie tylko jako sypialnia (w dzień
nieustannie przewijają sie przez niego wszyscy domownicy), a nie potrafię
sobie wyobrazić warunków jakie będą panowały już niedługo... Idąc za radą
prawnika opisałem całą sytuację i złożyliśmy podanie w urzędzie dzielnicy
jednocześnie wysyłając egzemplarz podania do Prezydenta RP oraz Rzecznika Praw
Obywatelskich. Niestety do dnia dzisiejszego nie otrzymałem od tych ostatnich
żadnej odpowiedzi. W urzędzie dodatkowo dowiedziałem się, że mnie, jako osoby
niepełnosprawnej, nie obowiązuje kryterium metrażowe. Niestety po
kilkumiesięcznym rozpatrywaniu sprawy i każdorazowym pozytywnym orzekaniu
przez coraz to wyżej położone szczeble administracyjnej drabiny, wreszcie
otrzymaliśmy odpowiedź odmowną, która była argumentowana... zbyt dużym
metrażem przypadającym na jednego lokatora (czy tak właśnie "nie obowiązuje
mnie" owo kryterium ?!) oraz "zbyt dobrymi warunkami w poprzednim miejscu
zamieszkania". Poprzednio zameldowany byłem w Legnicy, na Dolnym Śląsku, gdzie
mieszkałem z rodzicami ma czwartym piętrze (co podkreślam) w mieszkaniu o
podobnym metrażu, jednak wyprowadziłem się i założyłem rodzinę tu, w
Warszawie, gdzie jestem na stałe zameldowany już od ponad trzech lat. Z tamtym
miejscem zamieszkania wiąże mnie jedynie fakt, iż nadal zamieszkuje tam moja
matka. Nie rozumiem więc związku z moim staraniem się o mieszkanie ? Nie
bardzo wiem, co w takiej sytuacji robić i gdzie szukać pomocy, skoro swoje
podanie oparłem o - wydawałoby się - żelazne argumenty i to nie odniosło
skutku, to nie wiem czym podeprzeć się podczas pisania odwołania, czy też
następnych pism ? Tutejszy Ośrodek Pomocy Społecznej także nie może mi pomóc,
gdyż to nie jest kwestia tegoż urzędu, a Wydziału Spraw Lokalowych. Bardzo
proszę o jakiekolwiek wskazówki w tej jakże trudnej dla mnie sprawie. Z góry
serdecznie za wszystkie dziękuję jednocześnie wyrażając nadzieję na pozytywne
rozwiązanie problemu.