To, co piękne...

    • Gość: O Skoradzie Re: To, co piękne... IP: *.its.unimelb.edu.au 02.08.03, 06:25
      Co uklada towar na polkach. Wracalem z Monash University wieczorem i wstapilem
      do Chadstone Shopping Centre, bo tam jest sporo miejsca na parkingu i wiecej
      sklepow otwartych wieczorami. I co widze? Skorad ukladal mrozonki na polkach
      lodowek...
      Biedak trzasl sie caly, bo nie stac go na cieple ubranie i rekawice...
      Rodacy! Pomozcie! Wyslijcie mu stary kozuch barani i pare rekawic!
      Aussie
      • kolargol Re: To, co piękne... 03.08.03, 03:29
        Pogoda późnej już jesieni
        Słoneczny miód na ziemię zlewa.
        Liście się złocą w sto odcieni.
        Powiewa wiatr i szumią drzewa.

        Rozkosz najsłodsza i okrutna
        Upaja serce bezlitośnie.
        Nieba głąb blada jest i smutna,
        Jak w dniach starości myśl o wiośnie.

        A drzewa nie przestają szumieć:
        Nadziei pieśń czy wyrzeczenia?
        Serce daremnie chce zrozumieć,
        Gdzie nie ma nic do rozumienia

        Leopold Staff
      • kolargol Re: To, co piękne... 03.08.03, 03:30
        Nie wierzyłem
        Stojąc nad brzegiem rzeki,
        Która była szeroka i rwista,
        Że przejdę ten most,
        Spleciony z cienkiej, kruchej trzciny
        Powiązanej łykiem.
        Szedłem lekko jak motyl
        I ciężko jak słoń,
        Szedłem pewnie jak tancerz
        I chwiejnie jak ślepiec.
        Nie wierzyłem, że przejdę ten most,
        I gdy stoję już na drugim brzegu,
        Nie wierzę, że go przeszedłem.

        Leopold Staff
        • kolargol Re: To, co piękne... 03.08.03, 04:23
          Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina
          Boski promień spadający nagle, aż pękają te bańki
          mydlane, woda, bogactwo,
          Te gorliwe cele działania - książki, polityka, sztuka, amory,
          I nie zostaje zupełnie nic?

          Walt Whitman
          • elodia Re: To, co piękne... 03.08.03, 06:32
            Ale szok !!! Założyłam całkiem niedawno taki wątek (promienie piękna) na forum
            bydgoskim , kilka osób wpisało się , reszta wyśmiała , wyszydziła a dla trzech
            osób stałam się wrogiem nr jeden a tu wchodzę i tyyyle promieni piękna , że
            słów braknie :)


            GOŚCIE
            Jeden po drugim Goście wciąż nadchodzą z różnych stron,
            wielu z otwartym sercem, z pękniętym mało kto.

            I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
            i po cóż im płynie wino z kadzi.
            Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
            chcę kochać dziś.

            Ci, którzy tańczą nuże tańczyć, ci, którzy płaczą, łkać.
            - Witajcie wszyscy - woła Głos - do środka proszę was.

            I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
            i po cóż im płynie wino z kadzi.
            Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
            chcę kochać dziś.

            I wchodzą potykając się, samotni, pełni smutku
            i mówią: - Odsłoń wreszcie twarz !, lub: - Czemuś mnie opuścił ?

            I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
            i po cóż im płynie wino z kadzi.
            Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
            chcę kochać dziś.

            W blasku pochodni wielkie drzwi otwarły się na oścież
            jeden po drugim wchodzą więc, targani namiętnością.

            I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
            i po cóż im płynie wino z kadzi.
            Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
            chcę kochać dziś.

            I biesiadują śpiesząc się, bo pałac znika już,
            jeden po drugim wrócą przez ten ogrodowy mur.

            I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
            i po cóż im płynie wino z kadzi.
            Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
            chcę kochać dziś.

            Ci, którzy tańczą nuże tańczyć, ci, którzy płaczą, łkać,
            a ci, którzy zbłądzili, znów błądzą, jeszcze raz.

            I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
            i po cóż im płynie wino z kadzi.
            Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
            chcę kochać dziś.

            Jeden po drugim Goście wciąż nadchodzą z różnych stron,
            wielu z pękniętym sercem, z otwartym mało kto.

            I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
            i po cóż im płynie wino z kadzi.
            Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
            chcę kochać dziś.

            tłum. Maciej Zembaty
            • elodia Re: To, co piękne... 03.08.03, 06:34
              Lacrimosa


              ZATRZYMAJ MNIE

              Budząc się z bezsennej drzemki
              Padłem ofiarą tęsknoty
              Otrząsając się z dziecięcej ufności
              Widzę moje rany niczym ziejące otwory
              Póki istnieć będzie czas
              A wskazówki zegara będą się obracać
              Ja też wegetować będę
              Lecz radość życia opuściła mnie
              Życie wypala się w duszy mej
              A tęsknota dzielnie czyni swą powinność
              Trzymaj mnie życie
              Zatrzymaj mnie
              Zatrzymaj mnie tu

              FLAMME IN WIND

              Słaby blask świecy zapalonej w drzwiach walczy o ciepło i przepych
              Ty, światło mojego życia, płomyk na wietrze
              W lustrze moja uśmiechnięta twarz
              Obłok gorącego oddechu rozpływa się w mroku i w ciszy
              Zimową porą wylizuje rany mojej duszy
              Wołanie rozświetla noc, oczekiwanie pełne nadziei
              Lecz samotność idzie w ślad za ciszą
              Otrzeźwienie zamienia się w rezygnację i monotonię
              Nikt nie zawoła po raz drugi
              Ta świeca w śniegu musi zgasnąć
              A mój cień wtapia się w noc
              W obłoku oddechu pojawia się sylwetka
              Czyjeś oczy wypalają rany w moim ciele
              Moja tęsknota rośnie, nadzieja staje się coraz silniejsza w zamieci
              Lecz poza tym nie dzieje się nic
              Płatki śniegu tańczą wokół płomienia który już nie grzeje
              Lód skuł moje ciało, moje światło gaśnie
              Ten sen nie skończy się nigdy, pragnienie nigdy nie przeminie
              Ciało zamarznięte w śniegu czeka na słońce
              Ramiona rozwarte, a uśmiech na twarzy pozostanie na zawsze

              tłumaczone przez Tomka Beksińskiego
              • elodia Re: To, co piękne... 03.08.03, 06:42
                Lacrimosa


                MILCZENIE

                Obrzydzenie, które zamykasz w objęciach świat...
                Nienawiści, co płyniesz przez serca...
                Zepsucie, ciągnące przez szeregi;
                Szlachetne szeregi ludzi
                Gdzie równi stoją z równymi...
                A teraz - między szeregami rozwiera się otchłań
                Rozdzielająca rasy jak odległe generacje.
                Och, obrzydzenie, które wyznaje świat...
                Żaden człowiek cię nie widział,
                Żaden człowiek cię nie słyszał.
                Nikt się nie odezwie
                I nikt o nic później nie zapyta.
                A nad całą ulicą unosi się zapach krwi,
                Chociaż nic się nie wydarzyło...
                Te ręce złożone do modlitwy;
                Te ręce gotowe są zabijać.
                Te ręce błagające o pokój;
                Te ręce będą zakuwać w kajdany.
                Te usta proszące o łaskę;
                Te usta oskarżają.
                Ten człowiek złamany i konający;
                Ten człowiek nie umrze.
                A oczy, które to widziały;
                Te oczy zamykają się...
                I niepowstrzymanym strumieniem spływa krew...
                A milczenie krzyczy coraz głośniej...


                • elodia Re: To, co piękne... 03.08.03, 06:52
                  ULICA CZASU

                  I tym, co zobaczyłem, była ludzkość...

                  I tym, co zobaczyłem, była głupota
                  Odpowiadająca ludzkiemu upadkowi;
                  Zachowanie zwierząt...

                  Czekałem cały dzień
                  I widziałem ludzi przepychających się obok mnie.
                  Teraz jest wieczór i ulica opustoszała...
                  Jestem zmęczony - gdzie jeszcze powinienem pójść?

                  Na ulicy Czasu...

                  Samotny od wielu godzin
                  Teraz jestem już w drodze,
                  Która prowadzi mnie w przeszłość
                  Ulicą Czasu...

                  Wszędzie tutaj widziałem ludzi
                  Przyciśniętych do ziemi - niemych ze strachu,
                  Upokarzanych przez swoich braci
                  I bezwzględnie zdeptanych.
                  Widziałem ludzi
                  W głębi duszy wstydzących się swoich czynów;
                  Zdradzonych i rozczarowanych
                  I tak wcześnie w swoim życiu
                  Oddanych śmiertelnej walce.

                  Pokonany czy też zwycięski,
                  Wzmocniony czy zniszczony:
                  W końcu pozostaje tylko nienawiść
                  I wszyscy kończą na dnie.

                  Widziałem sławę wielkich ludzi,
                  Słuchałem ich słów:
                  Poruszyły mnie głęboko...
                  Ale przecież wcześniej widziałem ich koniec
                  I śmierć ich wizji.

                  Wędrowałem przez wojny.
                  Widziałem strach i zepsucie;
                  Tak samo w czasie wojny, jak i podczas pokoju.
                  Egoizm - ślepą nienawiść,
                  Chyba tkwiła tu zawsze...
                  Dalej biegłem poprzez noc
                  I widziałem tylko więcej, coraz więcej łez...
                  Biegłem coraz dalej
                  I tym, co widziałem, była głupota
                  Odpowiadająca ludzkiemu upadkowi,
                  Zwierzęce zachowanie.

                  A kiedy wstał ranek
                  I noc ustąpiła słońcu
                  Ukazały mi się, młode i niezwykłe
                  Wspaniałe czasy Grecji;
                  Nadzieja tamtych ludzi,
                  Ich odwaga i ich siła.
                  Pierwszy raz na mojej drodze
                  Poczułem radość...
                  I wyczerpany wędrówką przez czas
                  Położyłem się na ziemi
                  Pod ateńskimi murami.

                  I kiedy zamykam oczy
                  Widzę młody lud,
                  Dumny i pełen nadziei,
                  Wzrastający twarzą do słońca.



                  Lacrimosa
                  • sainbois Latarnia, Józef Kurylak 03.08.03, 13:40
                    W tym śnie przeobraziłem się w latarnię
                    Oprawioną w złoto i w czarne żelazo
                    I oświetlałem bramę wielkiego cmentarza

                    Później kołysałem się w kajucie okrętu
                    Gdzie zakonnicy tłumaczyli Księgę Świętą
                    Płynąc ku bezdennym samotnym odmętom

                    Żywiły się mym światłem piękne dzieci
                    Gnijący starcy i zwierzęta smutne
                    Lecz wewnątrz byłem ciemnością
                    Bezwzględną ostateczną i okrutną.
            • kolargol Re: To, co piękne... 04.08.03, 04:31
              elodia napisała:

              > Ale szok !!! Założyłam całkiem niedawno taki wątek
              (promienie piękna) na forum
              > bydgoskim , kilka osób wpisało się , reszta wyśmiała ,
              wyszydziła a dla trzech
              > osób stałam się wrogiem nr jeden a tu wchodzę i tyyyle
              promieni piękna , że
              > słów braknie :)
              >
              >
              > GOŚCIE
              > Jeden po drugim Goście wciąż nadchodzą z różnych stron,
              > wielu z otwartym sercem, z pękniętym mało kto.
              >
              > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
              > i po cóż im płynie wino z kadzi.
              > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
              > chcę kochać dziś.
              >
              > Ci, którzy tańczą nuże tańczyć, ci, którzy płaczą, łkać.
              > - Witajcie wszyscy - woła Głos - do środka proszę was.
              >
              > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
              > i po cóż im płynie wino z kadzi.
              > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
              > chcę kochać dziś.
              >
              > I wchodzą potykając się, samotni, pełni smutku
              > i mówią: - Odsłoń wreszcie twarz !, lub: - Czemuś
              mnie opuścił ?
              >
              > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
              > i po cóż im płynie wino z kadzi.
              > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
              > chcę kochać dziś.
              >
              > W blasku pochodni wielkie drzwi otwarły się na oścież
              > jeden po drugim wchodzą więc, targani namiętnością.
              >
              > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
              > i po cóż im płynie wino z kadzi.
              > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
              > chcę kochać dziś.
              >
              > I biesiadują śpiesząc się, bo pałac znika już,
              > jeden po drugim wrócą przez ten ogrodowy mur.
              >
              > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
              > i po cóż im płynie wino z kadzi.
              > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
              > chcę kochać dziś.
              >
              > Ci, którzy tańczą nuże tańczyć, ci, którzy płaczą, łkać,
              > a ci, którzy zbłądzili, znów błądzą, jeszcze raz.
              >
              > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
              > i po cóż im płynie wino z kadzi.
              > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
              > chcę kochać dziś.
              >
              > Jeden po drugim Goście wciąż nadchodzą z różnych stron,
              > wielu z pękniętym sercem, z otwartym mało kto.
              >
              > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi
              > i po cóż im płynie wino z kadzi.
              > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach,
              > chcę kochać dziś.
              >
              > tłum. Maciej Zembaty
              >
              >


              Witamy cie tu serdecznie !
      • Gość: Palnick Re: To, co piękne... IP: *.stenaline.com 03.08.03, 20:45
        Mantra Dalajlamy na trzecie tysiąclecie

        1. Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia wiążą się z wielkim
        ryzykiem.
        2. Gdy coś tracisz nie przegap tej wewnętrznej lekcji.
        3. Stosuj zasadę 3S: szacunek dla siebie, szacunek dla innych, stuprocentowa
        odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny.
        4. Pamiętaj, że nie otrzymanie tego, czego pragniesz jest czasami cudownym
        zrządzeniem losu.
        5. Naucz się zasad, tak abyś wiedział jak je mądrze łamać.
        6. Nie pozwól aby mała niezgoda zburzyła wielką przyjaźń.
        7. Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast poczyń kroki aby
        go naprawić.
        8. Codziennie spędź trochę czasu w samotności.
        9. Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości.
        10. Pamiętaj, że milczenie jest czasami najlepszą odpowiedzią.
        11. Prowadź dobre, godne życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je wspominał,
        będziesz mógł się nim cieszyć jeszcze raz.
        12. Atmosfera miłości we własnym domu jest podstawą twojego życia.
        13. Podczas sprzeczki z kochanymi osobami odnoś się tylko do aktualnej
        sytuacji, a nie przywołuj przeszłości.
        14. Dziel się swoją wiedzą. To droga do nieśmiertelności.
        15. Okaż przyjaźń Twojej planecie Ziemi.
        16. Raz w roku udaj się do miejsca w którym jeszcze nie byłeś.
        17. Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie w którym Wasza wzajemna miłość
        przewyższa Wasze wzajemne potrzeby.
        18. Oceniaj swój sukces poprzez pryzmat tego, z czego musiałeś zrezygnować aby
        go osiągnąć.
        19. Podchodź do miłości i gotowania z beztroskim oddaniem.
        „ Możemy odrzucić wszystko: religię, ideologię, nabytą mądrość. Niezbędne jest
        tylko jedno: miłość i współczucie. To jest właśnie moja prawdziwa religia, moja
        prosta wiara. Z jej punktu widzenia nie potrzebujemy świątyń, kościołów,
        meczetów, synagog ani wyrafinowanych filozofii, doktryn i dogmatów. Świątynią
        jest nasze własne serce i nasz własny umysł. Doktryną – współczucie. Wszystko
        czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności,
        niezależnie od tego kim , lub czym są. Dopóki praktykujemy tę miłość i szacunek
        w codziennym życiu, dopóki mieszka w nas współczucie wobec innych a powodowani
        poczuciem odpowiedzialności, postępujemy powściągliwie, to – wykształceni czy
        prości, wierzący w Buddę, Boga lub coś innego albo zgoła nic – bez wątpienia
        będziemy szczęśliwi.” - Dalajlama.
        • kolargol Re: To, co piękne... 04.08.03, 04:30
          Pytać zawsze - dokąd, dokąd?
          Gdzie jest prawda, ziemi sól,
          Pytać zawsze - jak zagubić,
          Smutek wszelki, płacz i ból

          Chwytać myśli nagłe, jasne,
          Szukać tam, gdzie światła biel,
          W Twoich oczach dwa ogniki,
          Już zwiastują, znaczą cel,

          W Twoich oczach dwa ogniki,
          Już zwiastują, znaczą cel.

          Świecie nasz, świecie nasz,
          Chcę być z Tobą w zmowie,
          Z blaskiem twym, siłą twą,
          Co mi dasz - odpowiedz!

          Świecie nasz - daj nam,
          Daj nam wreszcie zgodę,
          Spokój daj - zgubę weź,
          Zabierz ją, odprowadź.

          Szukaj dróg gdzie jasny dźwięk,
          Wśród ogni złych co budzą lęk,
          Nie prowadź nas, powstrzymaj nas,
          Powstrzymaj nas w pogoni...

          Świecie nasz -
          Daj nam wiele jasnych dni!
          Świecie nasz -
          Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
          Świecie nasz -
          Daj ugasić ogień zły!
          Świecie nasz -
          Daj nam radość, której tak szukamy!
          Świecie nasz -
          Daj nam płomień, stal i dźwięk!
          Świecie nasz -
          Daj otworzyć wszystkie ciężkie bramy!
          Świecie nasz -
          Daj pokonać każdy lęk!
          Świecie nasz -
          Daj nam radość blasku i odmiany!
          Świecie nasz -
          Daj nam cień wysokich traw!
          Świecie nasz -
          Daj zagubić się wśród drzew poszumu!
          Świecie nasz -
          Daj nam ciszy czarny staw!
          Świecie nasz -
          Daj nam siłę krzyku, śpiewu, tłumu!
          Świecie nasz -
          Daj nam wiele jasnych dni!
          Świecie nasz -
          Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
          Świecie nasz -
          Daj ugasić ogień zły!
          Świecie nasz...

          Świecie nasz, świecie nasz,
          Chcę być z Tobą w zmowie,
          Z blaskiem twym, siłą twą,
          Co mi dasz - odpowiedz!

          Marek Grechuta
          • kolargol Re: To, co piękne... 04.08.03, 04:35
            4. Cień polny

            I wyszedł ze mnie na rozmowę
            Przydrożny chrystus: kłos drewniany.
            Mówił językiem głuchoniemych,
            patrzył źrenicą ociemniałych
            przydrożny Chrystus: kłos drewniany.

            Działo się to w dwudziestym wieku
            tuż przy wyjętym sierpie z żniw.
            Ojciec nam przyniósł jabłecznika
            i weselnego placka koło.

            Przy jabłeczniku tym i placku,
            raczej najemni parobkowie
            niźli synowie gospodarza,
            pochwaliliśmy płodność ziemi
            podobnej do chutliwej samki
            i sierp na niebo odłożony
            i noc pod sierpem tym przytulną
            kapliczce i stogowi siana.

            Pole przed nami było w kwarcu
            do piórek trawy wypalone.
            Opócz kamienia i jaszczurki
            ten kamień listkiem żyłkującej
            nie było tu innego cienia.

            I również w nas scedzony cień
            wychłeptał pies dyszący przy nas.

            Tadeusz Nowak
            • kolargol Re: To, co piękne... 04.08.03, 04:42
              Wodne znaki

              I są na niebie wodne znaki
              zwierząt widzianych w zbożu w lesie
              Siano nad nami przeżuwają
              pławią się w stawie łajnią w zmierzch

              Nie ma wodnego znaku króla
              znaku biskupa nie ma nawet
              znaku żołnierza jedzącego
              po wielkiej bitwie chleb i czosnek

              O królu jeśli chcesz
              widzieć na niebie swoje berło
              zostaw owoc królowej
              pod wieżyczką z jedwabiu
              U komnaty wół stoi
              łeb podstawia pod miecz

              A ty biskupie jeśli pragniesz
              aby pastorał niosła jutrznia
              zasłoń psałterzem
              podwójny owoc gospodyni
              W korytarzyku jednorożec
              dobija się do włóczni

              Żołnierzu jeśli chcesz
              widzieć swój łuk z dębiny
              na polu zorzy stratowanej
              pod białe pole czosnku
              zostaw w stogu zaszytym igłą
              małe moździerze dworskiej służki
              U stogu świnia pochrząkuje
              liżąc twój bagnet

              Bo są na niebie wodne znaki
              rzeźnika hycla szczurołapa
              Pod ich rękami głowy zwierząt
              Obok narzędzie wyostrzone

              I są na niebie wodne znaki
              zwierząt widzianych w zbożu w lesie
              Siano nad nami przeżuwają
              pławią się w stawie łajnią w zmierzch

              Tadeusz Nowak
              • tagesstein Noc letnia 04.08.03, 09:25
                Gwiazdy zdwoiły pracę,
                szepcąc ziemi:
                Nie bój się, nie bój.....
                i ziemia się na wznak obraca
                kwiatami
                ku niebu.
                • veza Nokturnik II 04.08.03, 09:36
                  Te na niebie rozwiane atłasy,
                  długie szale malowane w pasy,
                  krwawe hafty, które w oczach gasną,
                  frędzla ciemna zmieniająca się w jasną,
                  te nietrwałe malowane szlaki,
                  te zygzaki zmieniające się w ptaki,
                  białe róże zmieniające się w sępy,
                  plusz golębi rozerwany na strzępy,
                  te blednące etole z szynszyli:
                  to są stroje dla ubrania chwili,
                  to ubranie dla szczęścia, uszyte
                  w magazynie nazywanym Błękitem.
                  Dla minuty tej radości, co będzie,
                  starczy suknia, którą obłok przędzie.
                  Ubierz w szale z obłoków nadzieję,
                  co się pierwej rozchwieje, rozwieje?
                  Gdzie ta szarfa różowa, złocona?
                  A gdzież ręka przed chwilą chwycona?

                  Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

        • d_nutka Re: To, co piękne... 04.08.03, 11:40
          Gość portalu: Palnick napisał(a):

          > Mantra Dalajlamy na trzecie tysiąclecie
          >
          > 1. Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia wiążą się z wielkim
          > ryzykiem.
          > 2. Gdy coś tracisz nie przegap tej wewnętrznej lekcji.
          > 3. Stosuj zasadę 3S: szacunek dla siebie, szacunek dla innych, stuprocentowa
          > odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny.
          > 4. Pamiętaj, że nie otrzymanie tego, czego pragniesz jest czasami cudownym
          > zrządzeniem losu.
          > 5. Naucz się zasad, tak abyś wiedział jak je mądrze łamać.
          > 6. Nie pozwól aby mała niezgoda zburzyła wielką przyjaźń.
          > 7. Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast poczyń kroki
          aby
          > go naprawić.
          > 8. Codziennie spędź trochę czasu w samotności.
          > 9. Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości.
          > 10. Pamiętaj, że milczenie jest czasami najlepszą odpowiedzią.
          > 11. Prowadź dobre, godne życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je
          wspominał,
          >
          > będziesz mógł się nim cieszyć jeszcze raz.
          > 12. Atmosfera miłości we własnym domu jest podstawą twojego życia.
          > 13. Podczas sprzeczki z kochanymi osobami odnoś się tylko do aktualnej
          > sytuacji, a nie przywołuj przeszłości.
          > 14. Dziel się swoją wiedzą. To droga do nieśmiertelności.
          > 15. Okaż przyjaźń Twojej planecie Ziemi.
          > 16. Raz w roku udaj się do miejsca w którym jeszcze nie byłeś.
          > 17. Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie w którym Wasza wzajemna
          miłość
          > przewyższa Wasze wzajemne potrzeby.
          > 18. Oceniaj swój sukces poprzez pryzmat tego, z czego musiałeś zrezygnować
          aby
          > go osiągnąć.
          > 19. Podchodź do miłości i gotowania z beztroskim oddaniem.
          > „ Możemy odrzucić wszystko: religię, ideologię, nabytą mądrość. Niezbędne
          > jest
          > tylko jedno: miłość i współczucie. To jest właśnie moja prawdziwa religia,
          moja
          >
          > prosta wiara. Z jej punktu widzenia nie potrzebujemy świątyń, kościołów,
          > meczetów, synagog ani wyrafinowanych filozofii, doktryn i dogmatów. Świątynią
          > jest nasze własne serce i nasz własny umysł. Doktryną – współczucie. Wszy
          > stko
          > czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności
          > ,
          > niezależnie od tego kim , lub czym są. Dopóki praktykujemy tę miłość i
          szacunek
          >
          > w codziennym życiu, dopóki mieszka w nas współczucie wobec innych a
          powodowani
          > poczuciem odpowiedzialności, postępujemy powściągliwie, to – wykształceni
          > czy
          > prości, wierzący w Buddę, Boga lub coś innego albo zgoła nic – bez wątpie
          > nia
          > będziemy szczęśliwi.” - Dalajlama.


          Palnicku
          dawno tu nie zaglądałam i cieszę się, ze dziś znalazłam chwilę by tu zerknąć.
          pamięć ludzka jednak bywa zwodnicza.
          mnie zwiodla.
          przez ponad rok myślałam, że ten wątek byl na FA i że go założył AndrzejG.
          wczoraj, też przypadkiem, miałam w ręce książkę z wypisami myśli Dalajlamy na
          kazdy dzień roku. zdążylam doczytać tylko do połowy marca. cóż za uniwersalizm
          i humanizm.i pozostaje mi tylko jedno pytanie-dlaczego nie jestem szczęśliwa?
          czyż można być szczęśliwym widząc wokół siebie, i tu na forum, tylu
          nieszczęśliwych?
          nie, nie potrafię byś szczęśliwa widząc wokól tyle biedy i nieszczęścia
          i tu z Dalajlamą moje drogi się rozchodzą
          pozdrawiam
          d_nutka
          • elodia Re: To, co piękne... 05.08.03, 04:17




            In My Secret Life - W moim tajemnym życiu słowo mistrza
            W moim tajemnym życiu
            W moim tajemnym życiu

            Widziałem cię rano
            Poruszałaś się szybko
            Wygląda na to, że nie potrafię
            Uporać się z przeszłością
            Bardzo tęsknię za tobą
            I nie mam na oku nikogo innego
            Nadal kochamy się ze sobą
            W moim tajemnym życiu

            Maskuję gniew uśmiechem
            Nie cofam się przed zdradą i kłamstwem
            Robię wszystko co trzeba
            Żeby przetrwać
            Ale wiem, co jest dobre a co złe
            I oddałbym głowę za prawdę
            W moim tajemnym życiu


            Trzymaj się, mój bracie
            Trzymaj się mocno, siostro
            Nareszcie dostałem rozkazy
            I będę maszerować w dzień i w noc
            Aż przekroczę granice
            Tajemnego życia


            Rzut oka na gazetę
            I chce ci się płakać
            Nikogo nie obchodzi
            Czy ktoś umrze, czy nie
            Ten kto rozdaje karty
            Każe nam myśleć, że wszystko jest
            Czarne albo białe
            Dzięki Bogu to nie takie proste
            W moim tajemnym życiu

            Przygryzam wargę
            I kupuję, co mi każą
            Od najnowszego przeboju
            Po pradawne mądrości
            Ale zawsze jestem sam
            A serce mam jak z lodu
            W moim tajemnym życiu
            Jest tłoczno i zimno
            W moim tajemnym życiu


            tłum. Daniel Wyszogrodzki
            W mym tajemnym życiu.
            W mym tajemnym życiu.

            Widziałem cię dziś rano
            Tak szybką w ruchach,
            Więc ciągle chyba czegoś
            W przeszłości szukam.
            I tęsknię wciąż do ciebie,
            Choć dokoła ciemno,
            To nadal się kochamy
            W mym życiu tajemnym.

            Uśmiechem złość pokrywam
            I umiem się szczerzyć.
            Robię to, co potrzeba,
            By jakoś przeżyć.
            Ale wiem, czym jest zło,
            I dobro uchwycę,
            I umarłbym za prawdę
            W mym tajemnym życiu.

            Trzymaj się, mój bracie,
            I trzymaj się siostro,
            Dostałem rozkazy,
            Z rana ruszam ostro.
            A kiedy się ściemni,
            Przekroczę granice
            W mym życiu tajemnym.

            Wieści w gazecie
            Zmuszają do łez
            I każdy ma w nosie,
            Czy umrzesz, czy nie.
            Najlepiej, byś widział
            Świat w bieli i czerni,
            Na szczęście nie u mnie,
            W mym życiu tajemnym


            Więc z samozaparciem
            Przyjmuję ten świat,
            Nowości, a także,
            Co wiedział mój dziad.
            Alem zawsze samotny
            I w sercu zimnica.
            I tłoczno jest, i mroźno
            W mym tajemnym życiu.



            tłum. Wojciech Mann


            A Thousand kisses Deep - Na głębokości Tysiąca pocałunków słowo mistrza
            Kucyki biegają
            Dziewczęta są jeszcze młode
            Jest o co zawalczyć
            Na początku trochę wygrywasz
            A potem koniec - krótko trwa dobra passa
            Zostajesz wezwany, żeby stawić czoło
            Niepokonanej porażce
            I żyjesz tak, jakby twoje życie było realne
            Na głębokości tysiąca pocałunków

            Znam wiele sztuczek
            I nakręcam się czym popadnie
            Wróciłem na Ulicę Boogie
            Najpierw traci się pewność ręki
            Potem wchłania nas Arcydzieło
            Może miałem do przejechania wiele mil
            Może miałem dotrzymać wielu obietnic
            Rzucasz to wszystko, żeby tylko przeżyć
            Na głębokości tysiąca pocałunków

            A czasem kiedy noc się dłuży
            Podnosimy się na duchu - my nieszczęśni
            My bezwolni - i zanurzamy się
            Na głębokość tysiąca pocałunków

            Ograniczeni seksem
            Staramy się pokonać granice morza
            Ale dla takich padlinożerców jak ja
            Zabrakło już oceanów - przekonałem się
            Stanąłem na dziobie statku i pobłogosławiłem to
            Co jeszcze zostało z naszej floty
            Po czym pozwoliłem się pogrążyć
            Na głębokości tysiąca pocałunków

            Znam wiele sztuczek
            I nakręcam się czym popadnie
            Wróciłem na Ulicę Boogie
            Nie zechcą wymienić tu z nami podarków
            Skoro jesteśmy zobowiązani je zatrzymać
            Myśl o tobie ulotna
            Ale w twojej kartotece jest wszystko
            Oprócz tego, co zapomnieliśmy zrobić
            Na głębokości tysiąca pocałunków

            A czasem kiedy noc się dłuży
            Podnosimy się na duchu - my nieszczęśni
            My bezwolni - i zanurzamy się
            Na głębokość tysiąca pocałunków

            Kucyki biegają
            Dziewczęta są jeszcze młode
            Jest o co zawalczyć

            tłum. Daniel Wyszogrodzki

            That don't make it Junk - Nie Znaczy, że to śmieć
            Walczyłem z butelką
            Ale musiałem robić to po pijanemu
            Zaniosłem brylant do lombardu
            Co nie znaczy, że to śmieć

            Wiem, że będzie mi wybaczone
            Chociaż nie wiem, skąd to wiem
            Nie ufam mym wewnętrznym przekonaniom
            Wewnętrzne przekonania przychodzą i odchodzą

            Dlaczego tu do mnie zadzwoniłaś?
            Dlaczego zawracasz sobie głowę moim sercem?
            Najpierw unosisz mnie w akcie łaski
            A potem odstawiasz na miejsce
            Z którego na pewno spadnę

            Za późno na kolejnego drinka
            Światła dogasają
            Wsłucham się w śpiew ciemności
            Bo wiem, o czym śpiewa

            Próbowałem kochać cię po swojemu
            Ale nie potrafiłem tego utrzymać
            Więc zamknąłem Księgę Pragnienia
            I teraz robię to, co mi każesz

            Dlaczego tu do mnie zadzwoniłaś?
            Dlaczego zawracasz sobie głowę moim sercem?
            Najpierw unosisz mnie w akcie łaski
            A potem odstawiasz na miejsce
            Z którego na pewno spadnę

            Walczyłem z butelką
            Ale musiałem robić to po pijanemu
            Zaniosłem brylant do lombardu
            Co nie znaczy, że to śmieć
            Nie znaczy, że to śmieć


            tłum. Daniel Wyszogrodzki

            Here it is - Oto jest

            Posłuchaj...

            Oto jest twoja korona
            Twoja pieczęć i pierścienie
            A to twoja miłość
            Do wszelkiego stworzenia

            Oto twój wózek
            Twoja tektura i szczyny
            A to twoja miłość
            Do tego wszystkiego

            Niechaj wszyscy żyją
            I niechaj wszyscy umierają
            Witaj - moja ukochana
            I - moja ukochana -
            Żegnaj

            Oto twe wino
            I pijacki upadek
            A to twoja miłość
            Miłość do tego wszystkiego

            Oto twoja choroba
            Twoje łóżko i basen
            A to twoja miłość
            Do kobiety i mężczyzny

            Niechaj wszyscy żyją
            I niechaj wszyscy umierają
            Witaj - moja ukochana
            I - moja ukochana -
            Żegnaj

            Oto i noc
            Zaczęła się noc
            A to twoja śmierć
            W sercu syna

            Oto poranek
            (Nim śmierć nas rozdzieli)
            A to twoja śmierć
            W sercu córki

            Niechaj wszyscy żyją
            I niechaj wszyscy umierają
            Witaj - moja ukochana
            I - moja ukochana -
            Żegnaj

            Oto spieszysz się
            Oto giniesz
            A to znów miłość
            Na której zbudowano
            To wszystko

            Oto twój krzyż
            Gwoździe i wzgórze
            A oto i miłość
            Która wybiera wedle
            Własnej woli

            Niechaj wszyscy żyją
            I niechaj wszyscy umierają
            Witaj - moja ukochana
            I - moja ukochana -
            Żegnaj

            tłum. Daniel Wyszogrodzki
            Love Itself - Sama miłość
            Przez okno wpadło światło
            wprost od samego słońca
            Mój pokój wypełniły
            promienie miłości

            Dostrzegłem w nich wyraźnie
            Pył nieczęsto oglądany
            To z tego pyłu Bezimienny
            Tworzy Imię dla takiego
            Jak ja

            Powiem więcej:
            Miłość trwała i trwała
            Aż doszła do otwartych drzwi
            I nagle sama miłość
            Sama miłość
            Odeszła

            W świetle słonecznym
            Krzątały się pyłki - pływały i tańczyły
            Wciągnęły mnie pomiędzy siebie
            W bezkształtnej ceremonii

            Powiem więcej:
            Miłość trwała i trwała
            Aż doszła do otwartych drzwi
            I nagle sama miłość
            Sama miłość
            Odeszła

            Kiedy wróciłem stamtąd gdzie byłem
            Mój pokój wyglądał tak samo
            Ale niczego już nie było
            Pomiędzy Bezimiennym
            A Imieniem

            W świetle słonecznym
            Krzątały się pyłki - pływały i tańczyły
            Wciągnęły mnie pomiędzy siebie
            W bezkształtnej ceremonii

            Powiem więcej:
            Miłość trwała i trwała
            Aż doszła do otwartych drzwi
            I nagle sama miłość
            Sama miłość
            Odeszła

            I nagle sama miłość
            Sama miłość
            Odeszła

            tłum. Daniel Wyszogrodzki

            By The Rivers Dark - Nad Ciemnymi Rzekami słowo mistrza
            Błądziłem
            Nam ciemnymi rzekami
            Przeżyłem życie
            W Babilonie

            Zapomniałem słów
            Mojej świętej pieśni
            I opadłem z sił
            W Babilonie

            Nad ciemnymi rzekami
            Nie mogłem dostrzec
            Kto czeka tam na mnie
            Kto mnie prześladuje

            A on rozciął mi wargę i serce
            I nie mogłem napić się
            Z ciemnej rzeki

            I przesłonił mnie
            A wtedy zajrzałem do swego wnętrza
            I zobaczyłem rozwiązłe serce
            I ślubną obrączkę

            Nie wiedziałem
            I nie widziałem
            Kto czeka tam na mnie
            Kto mnie prześladuje

            I wpadłem w panikę
            Nad ciemnymi rzekami
            Nareszcie znalazłem swoje miejsce
            W Babilonie

            A wtedy ugodził mnie w serce
            Z zabójczą siłą i powiedział:
            To serce nie jest twoje

            I oddał w
            • Gość: elodia Re: To, co piękne... IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.03, 05:29
              I oddał wiatrowi
              Moją ślubną obrączkę
              I okrążył nas
              Ze wszystkich stron

              Nad ciemnymi rzekami
              O zbolałym poranku
              Spędzam życie
              W Babilonie

              Wycisnąłem pieśń
              Z uschniętej gałęzi
              Ale drzewo śpiewa
              Tę pieśń dla niego

              Niechaj nie padną słowa prawdy
              Niechaj umilknie błogosławieństwo
              Jeżeli zapomnę o mym Babilonie

              Nie wiedziałem
              I nie widziałem
              Kto czeka tam na mnie
              Kto mnie prześladuje

              Nad ciemnymi rzekami
              Gdzie dzieje się to wszystko
              Nad ciemnymi rzekami
              W Babilonie

              • d_nutka Re: To, co piękne...elodia... 05.08.03, 12:36
                zgubiłeś m... na początku?
                • elodia Re: To, co piękne...elodia... 07.08.03, 01:32
                  Nie zubiłam:)
                  Elodia
        • sainbois Mumonkan, koan 24 05.08.03, 18:50
          Odrzuć mowę i słowa

          Pewien mnich zapytał kiedyś mistrza Fuketsu:
          - Jak można wyrazić istotę rzeczy poza słowami i milczeniem?
          Fuketsu odrzekł:
          Z czułością wspominam marzec w Konan,
          Głosy przepiórek i pachnące kwiaty.

          Komentarz Mumona
          Zen Fuketsu jest jak błyskawica, która oświetla drogę, gdy pojawi się
          przeszkoda. Ale dlaczego ma w ustach wiersze starych poetów i nie wypluwa ich?
          Jeśli potraficie to zrozumieć, możecie stać się absolutnie wolni. Odrzućcie
          słowa oraz mowę i powiedzcie coś!

          Wiersz Mumona

          Fuketsu nie użył górnolotnych słów.
          Zanim usta się otworzą, "to" jest już powiedziane.
          Jeśli nie zaprzestaniesz bezmyślnej paplaniny,
          Nigdy "tego" nie osiągniesz.
    • Gość: Esteta Re: To, co piękne... IP: *.its.unimelb.edu.au 05.08.03, 13:19
      ... to kwestia indywidualnego gustu. Jeden woli grube, inny chude, sa tez tacy,
      co wola chlopakow... :(
      • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 21:38
        Westchnienie
        Ach nieraz chciałbym przywołać jak niegdyś
        skwarne południa i rude obłoki
        zachłanną zieleń i radość owoców
        alkohol spojrzeń rozdzierany jedwab
        świece kapiące na aksamit nocy
        blask kobiecego ramienia czerń węgla
        rtęć melancholii podmiejskiej wybuchy
        granatu śmiechi.1 motoru czy gniewu
        daremnie chciałbym czy mówię czy pisze
        nit' ma metafor jest tylko smak soli
        nic ma wspaniałych barw jest ciężka ziemia

        Adam Ważyk
    • andrzejg Re: To, co piękne... 06.08.03, 20:57
      I love You


      Nowocześni mężczyźni zakładają swoim kobietom
      tytanowe pasy cnoty
      elektroniczne karty odblokowują
      cyfrowe kody dostępu

      Nowoczesne kobiety wyszukują w Internecie
      komputerowych hakerów
      piją kawy w wirtualnych kafejkach

      Bez antywirusowej ochrony
      pochłaniają kilobajty danych

      Nieświadomym nowoczesnym mężczyznom
      wyznają zainfekowaną miłość w e-mailach zatytułowanych
      I love You.




      • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 21:40
        Wiersz o jesionach
        Wiersz się zarzyna od ciemnych jesionów
        a potem nie ma w nim już nic pewnego
        i zamiast płynąć szerokim potokiem
        rwie się przystaje i żąda milczenia
        I co mi po was o ciemne jesiony?
        Nie w moim stylu jesteście Nie w stylu
        mieści się prawda niepewnego wiersza
        Wiem co kryjecie przede mną i dla mnie
        i tylko dla mnie i tylko przede mną
        wiem że u kresu ostatniej podróży
        na samym krańcu wielkiego bezsensu
        będzie to samo co było z początku
        nie szelest liści lecz szeptanie matki

        Adam Ważyk
      • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 21:42
        Fotografia
        Dziecko stulecia, chmuro wspomnień,
        mój smutku niepodobny do mnie,
        twoje nieskromne oczy chłopca
        zapadną w serce nic wiem komu,
        ja z tobą mówić nie potrafił;,
        milcząc oglądam fotografia,
        która dziewczynka mi przyniosła
        spod gruzów warszawskiego domu.
        Oszczędź mi swojej opowieści
        czulej i wątlej bardzo treści,
        która za życia obumarła,
        to z rumowiska i wspomnienia
        przeszłość buduje nam więzienia.
        O latach nic mów mi serdecznych,
        o zimach prawie przeszłowiecznych,
        wiem, komu lekarz pustą łyżką,
        a komu zajrzał głód do gardła.
        Ty znasz niepokój, ja wiem wszystko,
        i uśmiech twój, jak skromną schedę
        po zmarłych, wkładam do portfelu,
        uśnij w zanadrzu, tyś był jeden...
        Wśród smutnych dzieci dwóch stuleci
        tyś był, mój chłopcze, jeden z wielu.

        Adam Ważyk
      • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 21:43
        Hotel
        Proszę mnie zbudzić o piątej trzydzieści
        Odjeżdżam rannym pociągiem
        Okno jest uchylone pokój jest przegrzany
        trzeba zamknąć kaloryfer ale nic ma klucza
        Zanim doszedłem do pokoju pamiętam skręcałem trzy razy
        stara kobieta w szlafroku kiwała na mnie palcem
        Czy byt pan kiedyś w Czorsztynie
        ran przypomina mi kogoś kogo tam poznałam
        i kto dawno nie żyje
        Nie ma klucza do słów staruszki
        Nic ma klucza od kaloryfera
        W ciemności widzę anonimowe oczy
        Może to moje oczy to na pewno moje
        1'rzcwracam się na prawy bok
        Przewracam się na lewy bok
        Przewracam się na trzeci bok

        Adam Ważyk
        • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:20
          O matce
          rano tęcza na ścianie odbita z lusterka
          falisty brzęk zegara wydobywa na jaw
          maj się sadem puszystym jak chmura rozćwierkał
          w oknie które granicą jest izby i maja

          powiewają tu matki ciemne ciche ręce
          przebywają tęczowy refleks czy wodospad
          nad obrusem ciemnieją ciszej i goręcej
          mimo zmarszczek szept smutny niemyślaną groźbą

          matko zbudzony patrzę spod rzęs trawy leżąc
          matko twe siwe oczy płaczą nade mną może wiatr
          jestem tu choć daleko na innym wybrzeżu
          twój ostatni kwiat

          tak mało wiesz o synu chodząca wśród gromnic
          tyle że spajam głazy rymów
          tyle że nie mogę zapomnieć
          płomienia dymu

          jak nikt inny jesteś pośród ludzi
          mówić cóż mówić drżeć z niemocy słów
          żebyś młoda i piękna w uśmiech mogła wrócić
          znów

          Józef Czechowicz
        • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:21
          jesienią
          w oknie chmur plamy deszczowa sieć
          ogród to rdzawość czerwień i śniedź
          w kroplach co ciężkie na brzoskwiń listkach
          niebo kultete błyska i pryska

          słucham szelestów jesienny gość
          mato wód szmeru szumu nie dość
          czujnie czatuję rankiem przy oknie
          gdy kwiat opada w kałużę ogniem

          może usłyszę któregoś dnia
          nutę człowieczą z samego dna
          nutę co dzwoni mocno i ostro
          a niebo całe dźwiga jak sosrąb

          Józef Czechowicz
        • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:23
          Miłość
          przedświt się czule czołgał
          przez mroczne puszcze l chaszcze
          noc przed nim płynęła wołgą
          górą krążyła jak jastrząb
          u dróg ciemnych z niebem twarzą w twarz
          chaty tłoczyły się w ciżbie
          miłość bez gwiazd
          miłość tlała po izbach
          usta spajają na usta młotem
          mocno ciemność sprzęga
          pierwsze uściski młocie
          nieskończona wstęgą
          ciało się ciałem nakrywa
          pachnącym świeżą śliwą
          ramiona w gorącei przestrzeni
          zamykają się ciemnym pierścieniem
          tapczan twardy zgrzany jak rola
          orzą chyże lemiesze kolan
          aż zamiast pszenic wschodzących i żyt
          zaszemrye srebrem świt
          zastuka do okien biało

          podnieść oczy spojrzeć z uśmiechem
          to kwitnącej czereśni gałąź
          zgięła się pod strzechę

          Józef Czechowicz
        • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:24
          moje zaduszki
          wyprowadzam królów szeregi
          mają szaty zorzanozłote
          ja nad falą ładogi oniegi
          zluite szaty fałduję młotem

          przeznaczenie to moje umarli
          wam krokami pożarów grać
          aiunie wzywać na grobów darni
          słów muzyką ku wam je gnać

          a w tym kraju inaczej świta
          łuski wodne u kryp się łamią
          gwiazdę bladą przez kraty widać
          glosy fabryk ramią i kłamią

          o piwiarnio w której się budzę
          obnażane konary lip
          ci pijani ubodzy ludzie
          dorożkarska szkapa u szyb

          wolno kładę na kartach rękę
          trudno śpiewać śpiewaniem pisać
          zziębli z torów zbierają węgiel
          węgiel brudzi listopad liszaj

          lepię tęcze na rudej darni
          królów gonię na złoty bieg
          to co stworzę wesprzyjcie zmarli
          może przetrwa i nas i brzeg

          Józef Czechowicz
          • Gość: AndrzejG Re: To, co piękne... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.08.03, 22:27


            Zaduszki


            Jak się zakończy ta historia?
            Pod piaskiem suchym czy pod gliną,
            Czy też się skończy w prosektorium
            Do żył wstrzykniętą formaliną?

            Tak czy inaczej, ten grunt grząski
            Jakimś pochłonie nas sposobem.
            Zawrzemy czułe, wieczne związki,
            Chemiczne związki z własnym grobem.


            Antoni Słonimski
        • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:25
          nic więcej
          niepokój z ognia
          siwobiały wodospad
          rozwiane włosy matki
          gdy je rzesze rozcięły na poi
          smutek wlatuje przez okna
          dośnić dospać
          dosięgnąć katedr ostatnim
          obrotem kół

          jak tło mozaiki spękana
          ręka na trzonie łopaty
          moja może być zbrodnia
          i dobry dar
          Janku Joanno anna
          szepcze jesienny badyl
          skądże to w oczach wilgotnych
          rudy żar

          tak naznaczyło mnie signum
          tonąc widzę w odmęcie
          widzę kto dni me ciosa
          z bólu i cyfr

          niczego nie rozstrzygną
          stupy płomienne w rzędzie
          kładą się
          jest kosa
          będzie wichr

          Józef Czechowicz
        • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:26
          daleko
          wiatraki kołyszą horyzont
          chaty pachną stepem
          chatom źle
          stoją na palcach o zachodzie ślepe
          wspinają się jak konie
          za chwilę się pogryzą

          nie step ucichłe morze
          rozlewa się wieczór bez szumu
          świecące szyby otoczyły kolejowy dworzac
          zachód mozolnie żuje gumę

          ostajcie zdrowo matuś
          z wojska napiszę list
          nad parowozom dym białe kwiaty
          gwizd

          w niedzielę pociąg odiechał
          w inną niedzielę przyjdzie
          pracują czerwone obłoki pchają się ku słońcu

          na stacji dzień jak codzlcń tydzień jak tydzień
          a szyny
          szyny się nigdzie nie kończą

          Józef Czechowicz
          • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:29
            dawniej
            szły lipy
            gubiły kwiat
            mały byłam żaglem łez nakryty
            ale to się chyba nie zmieści
            w rymami szytej
            opowieści

            szły liipy
            gubiły kwiat
            uśnij nuciły sprzętów skrzypy
            bębenek mój drewniany koń
            w globusie zaklęty świat

            nocą bezsenną naprzeciw łóżka
            poruszało się duże okno wędrowało
            zapadała się w otchłań poduszka
            wichr porywał leżące olało

            wszyscy spali nie spały lęhi
            z lustra wynurzały się suche jak patyk
            hyczały maleńki rnaleńfci
            będziesz jak ojciec w KiZputalu wariatów

            nic można było budzić mamy
            żeby powiedzieć to straszne
            dobre lipy chodzą pod domom
            sypia kwiatami
            jeśli zasypią przerażenie zasnę

            tak z głowa żaglem łez nakryta
            płynąłem ciężko do świtu
            a świt otwierał mi oczy

            kwitł świat
            cóż mi globus konik bębenek malowany
            oto słońce świeci na tapczany
            świeci matka siostra i brat

            Józef Czechowicz
          • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:30
            Na wsi
            Siano pachnie snem
            siano pachniało w dawnych snach
            popołudnia wiejskie grzeją żytem
            słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach
            życie - pola - złotolite

            Wieczorem przez niebo pomost
            wieczór i nieszpór
            mleczno krowy wracają do domostw
            przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu.

            Nocami spod krzyżów na rozdrogach
            sypie się gwiazd błękitne próchno
            chmurki siedzą przed progiem w murawie
            to kule białego puchu
            dmuchawiec

            Księżyc idzie srebrne chusty prać
            świerszczyki świergocą w stogach
            czegóż się bać

            Przecież siano pachnie snem
            a ukryta w nim melodia kantyczki
            tuli do mnie dziecięce policzki
            chroni przed złem

            Józef Czechowicz
          • kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:31
            o świerszczach
            paście się paście w chrzęście połonin
            włóczęgi świerszcze śpiewacze
            chmura za chmurą góra za górą
            za górą goni
            zwiastuje rzeczy podwójny urok
            tak nic inaczej

            deszcz w seledynach drobno zacina
            po niedalekimi stoiku
            szopa zwalana zgniłe nią krokwie
            o słońce z malin oświeć ją okwieć
            łuną dwoistych uroków

            z tamtego deszczu jeszcze w potoku
            pianą przepływa sam szum
            a cieniów szprychy za drzewami
            wieczór nierychły
            wiozą tu po ziół zamszu

            malenństwa świerszcze chwila upalna
            upalna ale jak ciało

            wieźcie ją w śpiewie po gniewnym niebie
            pieśń kto wie może czasem uwalnia
            Jedyność a tej tak mało

            Józef Czechowicz
            • sainbois Światu 07.08.03, 04:29
              Świat ten jest dla mnie i jam jest dla świata,
              który ciężarem serce mi rozgniata
              jak nieprzytomny kochanek.
              Daję mu wszystko nie trwożąc się o nic,
              choć grozi śmiercią, którą trzyma w dłoni,
              mnie, najwierniejszej z kochanek.
              Zabawki, skarby, umare motyle
              kładzie przede mną i leżą przez chwilę,
              aż znów je wicher rozmiecie.
              Całuję usta jego wieloustne:
              mów o miłości, nim na zawsze usnę
              w objęciach twoich, mój świecie.
            • kolargol Re: To, co piękne... 07.08.03, 04:42
              ta chwila
              ręko smagła otwórz okno dnia z podwórka utocz
              i nalało się jak w dzbanek soku godzina zimnych
              oddech gęstwin równomierny deszczu tupot
              przyspiew rynny

              to jest w kuchni dom na pradze niedaleko remiz
              tramwajami co za ozarwień ulice się dławią
              a zły odblask bije zorzą po kamieniach
              i doszoz i doazcz i doazoz i doszcz i deszcz

              oczy patrzcie senna topiflł szyby w siwym dreszczu
              tęczy szabla kropel magia chmur ciężkie delfiny
              upadają na twarz ziemi cieniem wieszczym
              srebrnym hymnem
              srebrnym hymnom doszcz i daszoz i doszcz i deszcz

              Józef Czechowicz
            • kolargol Re: To, co piękne... 07.08.03, 04:44
              Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
              Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu,
              Pewne, że się twym ustom do cna wytłumaczą -
              I nie wstydzą się swego mętu i pośpiechu.
              Bezładne się w tych słowach niecierpliwią wieści -
              A ja czekam, ciekawy ich poza mną trwania,
              Aż je sama powiążesz i ułożysz w zdania,
              I brzmieniem głosu dodasz znaczenia i treści...
              Skoro je swoją wargą wyszepczesz ku wiośnie -
              Stają mi się tak jasne, niby rozkwit wrzosu -
              I rozumiem je nagle, gdy giną radośnie
              W śpiewnych falach twojego, co mnie kocha, głosu.

              Bolesław Leśmian
              • sainbois * * * 07.08.03, 13:01
                Nigdy w oczy nie spojrzę kobiecie
                (w sto lat po mnie zakwitną krokusy)
                nigdy w oczy nie spojrzę kobiecie,
                w której dusza ma chodzi po świecie.

                Ja, co łzy jej zważyłam w mej piersi
                (w sto lat po mnie zakwitną fijołki),
                ja, co łzy jej zważyłam w mej piersi,
                jak nie czynią druhowie najszczersi -

                ja, co jedna słuchałam cierpliwie
                (w sto lat po mnie zakwitną jabłonie)
                ja, co jedna słuchałam cierpliwie
                o jej życia radości i dziwie -

                nigdy ust jej nie dotknę ustami
                (w sto lat po mnie zakwitną jaśminy),
                nigdy ust jej nie dotknę ustami
                ni jej włosów nie obleję łzami.

                Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:46
                A lubią jeszcze powikłaną zgrają
                Spłoszyć się nagle o samej północy
                Albo udawać, że tyk udają
                Uległość niebu i hołd swej niemocy...
                I lubią szukać wskroś nieba opary,
                I nie znajdować błękitnej przyczyny
                Narodzinm którym słoneczne zegary
                Nie dały jednej, śmiertelnej godziny.
                Lubią się jeszcze nie skarżyć, nie żalić
                Na kwiatów wonność, na słońca uduszność
                I na ten ogień, co nie chce ich spalić,
                I na istnienia całego niesłuszność!

                A potem na wznak kłaść się na niebiosy,
                Splatać ramiona i sozplatać włosy.

                Bolesław Leśmian
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:48
                A oni właśnie najtrwalej, najdzielniej
                Mogliby kochać - od nocy do świtu -
                Podobni mewom w zatokach błękitu.
                Tym się od nich różni, że tak nieśmiertelni
                Oni to właśnie zmyśliliby krocie
                Pieszczot zawiłych nie znanych na ziemi
                I niestrudzeni byliby w pieszczocie,
                I niestrudzeni - i wielcy - i niemi!
                Bo dla nich tylko, zaprawdę, że dla nich
                Przyjdzie ta miłość, co światy ogarnie!
                Jam śledził w niebie poloty ich sarnie
                I lęk błękitny w ich źrenicach łanich!

                Jam słyszał nieraz, że szemrzą jak płomień
                Skrzydłem utkanym z tęcz i oszołomień!

                Bolesław Leśmian
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:49
                Akteon
                Powieść o Akteonie: wiosna szumi w borze.
                Podpatrzył w blask boginię, skąpaną w jeziorze.
                Za karę go w jelenia przedzierzgnęła mściwie.
                Pokrwawiła się wieczność o leśne igliwie!...
                Psy go własne opadły, szarpiąc, jak zwierzynę!
                Wpośród godzin istnienia miał taką godzinę!
                Próżno gronił obcego, które boli, ciała!
                Śmierć go, psami poszczuwszy, z jeleniem zrównała....
                Próżno wzywał na pomoc dawnych towarzyszy,
                Nasłuchując ich kroków na pobrzeżach ciszy!
                Nikt nie poznał po głosie i po znoju rany,
                Że to człowiek
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:50
                Alcabon
                Był na świecie Alcabon. Był, na pewno był!
                O brzóz przyszłość wiódł z mgłami walki nieustanne.
                Próżnię życia na karku dźwigał z całych sił!
                "Tere - fere!" - tak śpiewał,
                Gdy się śmierci spodziewał,
                Aż pokochał osiadłą na strychu Kuriannę.

                Dur go pchał wzwyż po schodach. Dur, na pewno dur!
                We łbie miał złote mroczki i srebrne zamiecie,
                Gdy wspinając się ku niej, dawał baczny zór
                Na czar, co się po cichu
                Tak utrwala na strychu,
                Jakby miejsca zabrakło gdzie indziej na świecie.

                W drzwi uderzył oburącz. W drzwi, na pewno w drzwi!
                Ktokolwiek w drzwi kołacze - niech wejdzie i kocha!
                Kurianna, jak Kurianna... Śni raczej, niż drwi...
                Na barłogu - od środka
                Patrzy duża i słodka -
                Lgnie do niej ufna ciału koszula - ciasnocha.

                Znój mu wargi przynaglił! Znój, na pewno znój!
                Szedł do niej po ciemnościach, jak wicher po łanie!
                Kto ma oczy - niech widzi! Był ich cały trój:
                On i barłóg, i ona,
                I wyrychlił ramiona,
                By ją porwać na trwałe wbrew światu kochanie!

                Biel jej ciała przywłaszczał. Biel, na pewno biel!
                A chłonęła go w siebie ciszkiem, jak mogiła,
                Poznał, czym jest czar nocy, szept i chętna ściel,
                I tak skochał dziewczynę,
                Że wołała w mrok: "Ginę!" -
                Bo się pierwszej miłości niechcący broniła.

                Gil jej w uszach zadzwonił. Gil, na pewno gil!
                Tak tętniła krwią śpiewną, tak drżała w głąb chcenia...
                Zdzierż szczęście!... Nie zdzierżyła!... Ledwo kilka
                chwil!...
                Nienawykła do czary,
                Zmarła z westchnień nadmiaru,
                Umierając, nie miała nic do powiedzenia!

                Strych zawinił wszystkiemu! Strych, na pewno strych!
                Z jego wyżyn dał w nicość nura bezpowrotnie -
                Zaśmiał się w samo niebo, a przy ziemi ścichł,
                Pilnej śmierci cios tępy
                Duszę rozpruł na strzępy,
                Aż się z niej wysypały skarby dożywotnie!

                Piach się z duszy wysypał! Piach, na pewno piach!
                Ten, co w podróż się złoci do zorzy, gdy kona -
                Bochen chleba w gwiazd wieńcu - skrót pałacu w mgłach -
                Rzęsa Boża - dwie pszczoły -
                I trzy z wosku anioły.
                Czego tylko nie było w duszy Alcabona!

                Bolesław Leśmian
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:50
                Anioł
                Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch
                Sięgający piersiami skoszonego siana?
                Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch,
                A od kurzu miał ciemne jak Murzyn kolana...

                Włos jego - hartowana w niekochaniu miedź!
                Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem!
                Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć,
                Kiedy lecąc sam siebie przemilczał swym ciałem...

                Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt,
                Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi...
                I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt,
                Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi.

                Rosa jeszcze mu ziębła na wargach, a on
                Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbielił
                I ogarom ciała oddał bezmiarom na strwon,
                A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił...

                Odtąd, gdy wchodzę z tobą w umówiony park,
                Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą -
                W twych wargach szukam jego przemilczanych warg
                I nie wiem, co się dzieje z tą miłością naszą?...

                Bolesław Leśmian
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:52
                Ballada bezludna
                Niedostępna ludzkim oczom, że nikt się po niej nie błąka,
                W swym bezpieczu szmaragdowym rozkwitałą w bezmiar łąka,
                Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą,
                A gwoździki spoza trawy wykrapiały się wiśniato.
                Świerszcz, od rosy napęczniały, ciemnił pysk mnadmoiarem
                śliny
                I dmuchawec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny,
                A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał,
                I ne było tu nikogo, kto by widział, kto by słyszał.
                Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?
                Czemuż nie ma ust moich na łące?
                Rwać mi kwisty rękami obiema!
                Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma? Zabóstwiło się
                cudacznie pod blekotem na uboczu,
                A to jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu,
                I czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się
                wcielić,
                Raz warkoczem się zazłocić, raz piersiami się zabielić -
                I czuć było, jak się zmaga zdyszanego męką łona,
                Aż na wieki sił jej zbrakło - i spoczęła niezjawiona!
                Jeno miejsce, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szumiało,
                Próżne miejsce na tę duszę, wonne miejsce na to ciało.
                Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?
                Czemuż nie ma ust moich na łące?
                Rwać mi kwisty rękami obiema!
                Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma? Przywabione
                wszystkim szmerem, wszystkie zioła i owady
                Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe węsząc ślady,
                Pająk w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia,
                Bąk otrąbił uroczystość spełninego nieistnienia,
                Żuki wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne!
                Wszyscy byli w owym miejscu na słonecznym na obrzędzie,
                Prócz tej jednej, co być mogłą, a nie była i nie będzie!
                Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?
                Czemuż nie ma ust moich na łące?
                Rwać mi kwisty rękami obiema!
                Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

                Bolesław Leśmian
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:53
                Ballada dziadowska
                Postukiwał dziadyga o ziem kulą drewnianą,
                Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano.

                Szedł skądkolwiek gdziekolwiek - byle zażyć wywczasu,
                Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu.

                Stał i patrzał tym białkiem, co w nim pełno czerwieni,
                Oj da-dana, da-dana! - jak się strumień strumieni!

                Wychynęła z głębiny rusałczana dziewczyca,
                Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica.

                Nie wiedziała, jak pieścić - nie wiedziała, jak nęcić?
                Jakim śmiechem pośmieszyć, jakim smutkiem posmęcić?

                Wytrzeszczyła nań oczy - szmaragdowe płoszydła -
                I objęła za nogi - pokuśnica obrzydła.

                Całowała uczenie, i łechtliwie i czule,
                Oj da-dana, da-dana! - tę drewnianą, tę kulę!

                Parskał śmiechem dziadyga w kark poklękłej ułudy,
                Aż przysiadał na trawie, jakby tańczył przysiudy.

                Aż mu trzęsła się broda i dwie wargi u gęby,
                Aż się kulą obijał o perłowe jej zęby!

                "Czemuż jeno całujesz moją kłodę stroskaną?
                Czemuż dziada pomijasz aż po samo kolano?

                Za wysokie snadź progi dla czarciego nasienia,
                Ty, wymoczku rusalny - ty, chorobo strumienia !

                Pieszczotami to drewno chcesz pokusić do grzechu?
                Oj da-dana, da-dana ! - umrę chyba ze śmiechu !" -

                Spowiła go ramieniem, okręciła, jak frygą!
                "Pójdźże ze mną, dziadoku - dziaduleńku -dziadygo !

                Będę ciebie niańczyła na zapiecku z korali,
                Będę ciebie tuczyła kromką żwiru spod fali.

                Będziesz w moim pałacu miał wywczasy niedzielne,
                Będziesz pijał z mej wargi pocałunki śmiertelne!"

                Pociągnęła za brodę i za torbę żebraczą
                Do tych nurtów pochłonnych, co się w słońcu inaczą.

                Nim się zdążył obejrzeć - już miał falę na grzbiecie -
                Nim się zdołał przeżegnać - już nie było go w świecie!

                Zakłębiły się nurty - wyrównała się woda,
                Znikła torba dziadowska i łysina i broda !

                Jeno kloc ten chodziwy - owa kula drewniana
                Wypłynęła zwycięsko - oj da-dana, da-dana!

                Wypłynęła - niczyja, nie należna nikomu,
                Wyzwolona z kalectwa, wypłukana ze sromu!

                Brnęła tędy - owędy szukająca swej drogi,
                Niby szczątek okrętu, co się wyzbył załogi!

                Grzała gnaty na słońcu ku swobodzie, ku życiu,
                Zapląsała radośnie na swym własnym odbiciu!

                I we żwawych poskokach podyrdała przez fale.
                Oj da-dana. da-dana! - w te zaświaty - oddale!

                Bolesław Leśmian
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:54
                Ballada o dumnym rycerzu
                Śpi owo rycerz, śpi bezrozumnie
                I raz na zawsze - w dębowej trumnie.

                Leży wygodnie, bo się ułożył.
                Tak aby nigdy snu nie zatrwożył...

                Jego kochanka z różańcem w ręku
                Zawodzi pełna skargi i jęku:

                »Przyszłam ci wyznać moje niemoce,
                Że nie wiem, jak tam spędzasz swe noce?...

                Bo odkąd w ciemnym nocujesz grobie -
                Ani ty przy mnie - ni ja przy tobie!

                Kochałam oczy i usta twoje,
                Wczoraj kochałam, dzisiaj się boję!

                Boję się szatą w mrok zaszeleścić,
                Boję się w myśli ciebie popieścić!...

                Trzy dni się w myśli twój czar promienił,
                Dziś nie wiem, ile grób cię odmienił...

                Ani mi z tobą łoża podzielić,
                Ani urodą swoją weselić -

                Darmo przymuszam uparte ciało,
                By się twym oczom podobać chciało!

                Przy tobie martwym - ja nieszczęśliwa
                Wstydzę się jeno, żem jeszcze żywa!...«

                Rozważył rycerz, że w słowach - zdrada,
                I po dawnemu leżąc, powiada:

                »Choć mi robaki oczy wyżarły -
                Nie wstyd mi tego, żem już podziemny!...

                Taką mam sytość i przepych w próżni,
                Że mnie od króla Bóg nie odróżni!

                Taka noc błysła nad życia zbiegiem,
                Że mu świat cały - jednym noclegiem!

                Ani mi słońca, ani mi nieba,
                Ani miłości twojej potrzeba!

                Ani mi zemsty w onej ustroni,
                Gdzie krew nie szemrze i miecz nie dzwoni!

                Nie znasz ty dumy, nie znasz pogardy
                Tych, którzy w ziemi posnęli twardej...

                W piersi ich - wielka ciszy potęga
                I żaden zawód ich nie dosięga!

                I nawet z resztek zsiniałej wargi
                Nie wydobędziesz jęku ni skargi!

                Oto w pobliżu mam ja sąsiada,
                Co już od serca w proch się rozpada.

                Ten ci jest śmiercią ode mnie starszy -
                I śpi, na żmijach głowę oparłszy.

                Lecz co przecierpiał i co zobaczył -
                Nawet półszeptem wyrzec nie raczył!

                Nie ulżył jękiem niemej żałobie,
                Nie wyznał nigdy, co przeżył w grobie!...

                A wszak ci w trupach taka moc bywa,
                Że trup i w grobie wiele przeżywa!

                Lecz Bogu chyba w dzień zmartwychwstania
                W twarz rzuci wzgardę swego wyznania!«

                I zamilkł rycerz - dumnie i godnie -
                I po dawnemu leżał wygodnie.

                Jego kochanka z różańcem w ręku
                Odeszła, pełna wstydu i lęku...

                Bolesław Leśmian
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:55
                Bałwan ze śniegu
                Tam - u samego lasów brzegu,
                Gdzie kruk -jedyny pustki widz,
                Ktoś go ulepił z tego śniegu,
                Co mu na imię: biel i nic...

                Na głowę śmieszną wdział czapulę,
                A w bok żebraczy wraził kij -
                I w oczy spojrzał mu nieczule
                I rzekł na drwiny: "Chcesz - to żyj!"

                I żył niezgrabny, byle jaki,
                A gdym doń przyszedł śladem trwóg -
                Już weń wierzyły wszystkie ptaki,
                Więc zrozumiałem, że to - bóg...

                Czarował drzewa ócz błyskotem,
                Piersią, do której wichry lgną -
                I kusił mnie niewiedzą o tem,
                Co było we mnie - tylko mną...

                Pan ośnieżonej w dal przyczyny
                Poprzez ślepotę mroźnych cisz
                Patrzał w wądoły i w niziny,
                Co mu się śniły wzwyż i wzwyż!

                A kiedy poblask wziął od słońca
                I w nicość zalśnił - błędny wskaż -
                Pojąłem wszystko aż do końca
                I uwierzyłem jeszcze raz!

                Bolesław Leśmian
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:56
                Baśń
                Strzeliło srebrne słońce
                Nad siną gór korono,
                Obłokiem purpurowym
                Na dwoje przekreślone.
                U samych progów lasu
                Lśnią rzeki blade tonie,
                A wietrzyk po nich chodzi
                I.wodę czerpie w dłonie...
                Zanucił jakiś ptaszek
                I martwy w kwiaty spada...
                Na brzeg rusałek wiotkich
                Wybiega wnet gromada -
                A ciała ich - zielone,
                A warga się czerwieni,
                Jak właśnie o poranku
                Tęczowy liść jesieni!
                Zdradliwych oczeretów
                Twarde i ostre wstęgi
                Stopy im poraniły
                W ciemnozielone pręgi.
                Lecz piersi im rozpiera
                Śmiech pusty i uparty
                I błyska rząd szmaragdów
                Spod wargi wpółotwartej...
                Światełka złotych oczu
                Rzucają blask dokoła
                I tonie w złotym świetle
                Twarz cała - okrom czoła!...
                A z boru staruch leśny
                Wynurza kark otyły...
                "Witajcie, swawulnice!
                A coście dzisiaj śniły?"
                I piersi mchem porosić
                Łopuchem wciąż okrywa,
                A w brodzie jakaś pliszka
                Zastrzegła mu nieżywa.
                I w krąg go otoczyły
                Rusałek korowody...
                "A siadajże, dziaduniu,
                Na pniaku - wedle wody!
                Kończ bajkę rozpoczętą,
                Niech wątek się wyjaśni!
                Już setny maj się zbliża,
                A ty nie kończysz baśni!"

                Na pniaku staruch usiadł
                I gładzi włos zielony,
                Aż z brody martwą pliszkę
                Wyciągnął - zadziwiony...
                "Tfu! martwa pliszka w brodzie!
                Niedobra to oznaka:
                Ktoś znowu przerwie bajkę!
                Już dola moja taka!
                Cóż robić! Ciągnę dalej,
                Lecz, by nie popsuć wątku,
                Pieszczotki moje wodne,
                Zaczynam od początku:

                "Lat tysiąc chyba temu
                Królewna piękna żyła,
                Co serce miała złote,
                A w sercu smutków siła!
                Raz - z okien swego zamku
                Wyjrzała w świat daleki,
                Wyjrzała i zasnęła,
                Zasnęła jak na wieki!
                I przyszedł rycerz młody,
                A zbroja na nim szczera..."
                Tu - urwał nagle staruch
                I trwożnie się oziera:
                "Ktoś idzie... Słyszę kroki...
                Ha! martwa pliszka w brodzie...
                Ja schowam się na drzewie,
                A wy się skryjcie w wodzie!"

                Szmer kroków wciąż się zbliża,
                W całym go słychać lesie -
                To rycerz w swych objęciach
                Królewnę śpiącą niesie...
                I niesie ją, i tuli,
                I zrywa z lic zasłonę,
                I do ust jej przyciska
                Swe usta rozpalone...

                Skoczyły wnet rusałki
                Do rzeki - w samo słońce,
                Co w wodzie się odbiło
                Złociste, pałające!
                I widać jeno w dali
                Ich głowy rusałczane,
                Z główkami lilii wodnych
                Bezładnie przemieszane!

                A wietrzyk pląsający
                Słów ich odnosi echa
                Do dziada, co na drzewie
                Przez liście się uśmiecha:
                "Nieznośny, nudny dziadu!
                Któż bajkę nam wyjaśni?
                Już setny maj się zbliża,
                A ty nic kończysz baśni!"

                Bolesław Leśmian
                "Wędrowiec" 1901 nr 43
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:57
                * * *
                Żuraw skrzypi za furtą ogrodu,
                Słońce skrzy się w zadrach płotu tak nieznośnie,
                Z gęstwy płynie dech przyziemny chłodu,
                Wilga gwiżdże i dwugłośnie i trójgłośnie.
                Lubię dojrzeć ukradkiem
                Kłos, co w kwiatach przypadkiem
                Taki inny wzwyż rośnie.

                Z odrobiną słońca w rdzawej blasze
                Popod klombem polewaczka leży pusta.
                Zdaje mi się, że dmuchnięciem zgaszę
                Złotą muchę, co uderza w moje usta.
                Obłok, prosząc przez drzewa
                Skry ogniste, powiewa,
                Jak płonąca w dal chusta.

                Ta murawa, wychmarzona z rosy,
                Mym się oczom tak narzuca, jak dziwota,
                Skoro jabłko, zjedzone przez osy,
                Wskaże mi ją, dzwoniąc w ziemię, jak pięść złota.
                Wzrok zdziwiony nią pieszczę,
                Jakbym nie znał jej jeszcze
                Za dni mego żywota.

                Bolesław Leśmian
              • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:58
                Żołnierz
                Wrócił żołnierz na wiosnę z wojennej wyprawy,
                Ale bardzo niemrawy i bardzo koślawy.

                Kula tak go schłostała po nogach i bokach
                Że nie mógł iść inaczej jak tylko w poskokach.

                Stał się smutku wesołkiem skoczkiem swej niedoli,
                Śmieszył ludzi tym bólem co tak skacząc boli.

                Śmieszył skargi hołubcem i żalu wyrwasem,
                I żmudnego cierpienia nagłym wywijasem.

                Zwlókł się do swej chałupy. "Idź precz popod płoty,
                Niepotrzebny nam skoczek w polu do roboty.

                Pobiegł do swego kuma, co w kościele dzwonił,
                Lecz ten nie chciał go poznać i kijem postronił.

                Podreptał do kochanki a ta się zaśmiała
                Ramionami, biodrami wszystką mocą ciała!

                Z takim w łożu drygałą mam tańczyć do śmierci?
                Ciała ledwo ćwierć miary a skoków - trzy ćwierci!

                Ani myślę ci dotrwać w takin niedopląsie!
                Ani myślę wargami sypiać na twym wąsie!

                Zanadtoś mi wyskoczny do nieba na przełaj!
                Idźże sobie gdziekolwiek i nie klnij, i nie łaj!

                Więc poszedł do figury, co stała przy drodze.
                Chryste, na wskroś sosnowwy, a zamyśl się srodze!

                Nie wiem, czyja cię ręka ciosała wyśmiewna,
                Lecz to wiem, że skąpiła urody i drewna.

                Masz kalekie kolana i kalekie nogi.
                Pewno skaczesz, miast chodzić, unikając drogi?

                Taki z ciebie chudzina, takie nic z obłoków.,
                Że mi będziesz dobranym towarzyszem skoków.

                Chrystus słysząc te słowa zsunął się na ziemię.
                Ów, co Boga wyciosał, bity bywał w ciemię!

                Obie ręce miał lewe, obie nogi - prawe,
                Sosnowymi stopami podziurawił trawę.

                Marna ze mnie sośnina, lecz piechur niemarny.
                Przejdę wieczność piechtami, chociażem niezdarny.

                Pójdziemy nierozłącznie, bo wspólna nam droga.
                Będzie nieco człowieka, będzie nieco Boga.

                Podzielimy się męką - podzielnać jest męka!
                Wszak ta sama nas ludzka skoślawiła ręka.

                Tobie trocha śmieszności, mnie śmieszności trocha,
                Kto się pierwszy zaśmieje - ten pierwszy pokocha.

                Ty podeprzesz mię ciałem, ja ciebie sośniną,
                A co ma się nam zdarzyć, niech się zdarzy ino!

                I wzięli się za ręce, i poszli niezwłocznie.
                Wadząc nogą o nogę śmiesznie i poskocznie.

                I szli godzin wieczystych nie wiadomo ile,
                Gdzież bo owe zegary, co wybrzmią te chwile?

                Mijały dnie i noce, którym mijać chce się,
                I mijało bezpole, bezkrzewie, bezlesie.

                I nastała wichura, i ciemność bez końca.
                I straszna nieobecność wszelakiego słońca.

                Kto tam z nocy na północ w burzę i zawieję
                Tak bardzo człowieczeje i tak bożyścieje?

                To dwa Boże kulawce, dwa rzewne cudaki
                Kuleją byle jako w świat nie byle jaki!

                Jeden idzie w weselu, drugi w bezżałobie.
                A obydwaj nawzajem zakochani w sobie.

                Kulał Bóg, kulał człowiek, a żaden - za mało.
                Nikt się nigdy nie dowie, co w nich tak kulało?

                Skakali jako trzeba i jako nie trzeba,
                Aż wreszcie doskoczyli do samego nieba!


                Bolesław Leśmian
                • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 05:23
                  Zwiewność
                  Brzęk muchy w pustym dzbanie, co stoi na półce
                  Smuga w oczach po znikłej za oknem jaskółce
                  Cień ręki na murawie, a wszystko niczyje
                  Ledwo się zazieleni, już ufa że żyje

                  A jak dumnie się modrzy u ciszy podnóża
                  Jak buńczucznie do boju z mgłą się napurpurza
                  A jest go tak niewiele, że mniej niż niebiesko
                  Nic prócz tła, biały obłok z czerwoną przekreską

                  Dal świata w ślepiach wróbla spotkanie traw z ciałem
                  Szmery w studni, ja w lesie, byłeś mgłą - bywałem
                  Usta twoje w alei, świt pod groblą, w młynie
                  Słońce w bramie na oścież, zgon pszczół w koniczynie

                  Wstążka zmarłej dziewczyny na znajomej darni,
                  Słońce, co chwiejnie skacząc, źdźbli się w łzach deszczarni.
                  Wiara fali w istnienie za drugim nawrotem
                  I wołanie o wieczność w jaśminach za płotem.

                  Chód po ziemi człowieka, co na widnokresie
                  Malejąc mało zwiewną gęstwę ciała niesie
                  I w tej gęstwie się modli i gmatwa co chwila
                  I wyziera z gęstwy w świat i na motyla

                  Bolesław Leśmian
                • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 05:24
                  Zwierzyniec
                  Flamingo różowiejąc smukli się nad wodą
                  Skrzydlatego jedwabiu zaciszną urodą.
                  Sama dal tak w nim skupia swe znikliwe dzieje.
                  Że - czy leci, czy stoi - zawsze daleczeje.

                  Wielbłąd w słońcu zapłowiał stąd o kroków siedem
                  Jak sprzęt Boży, okryty poniszczonym pledem.
                  Świat, co szuka oparcia dla swego zamętu.
                  Korzysta z pogarbionej ciszy tego sprzętu.

                  Ślepia, z których się słońce nigdy dość nie wylśni.
                  Patrzą na mnie z plamiste rozwrzaskanej pilśni.
                  W której mrok się tygrysim gęstwi uścierwieniem -
                  Ten sam mrok, co w ogrodzie był tylko - brzóz cieniem.

                  Pies mój, kwiat oszczekując, łbem się tuli ku mnie -
                  By poistnieć w mym świecie trafnie i beztłumnie -
                  I oczami po prośbie w twarz mi się człowieczy,
                  A ja wchodzę - w Mgłę zwierząt i w Tuman wszechrzeczy

                  Bolesław Leśmian
                • kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 05:25
                  * * *
                  Znojni miłosnych zachęceń tajemicą,
                  Jednako zemdleć potrafią w pogoni
                  I za rycerzem, co się kocha w broni,
                  I za bezbronną na kwiatach dziewicą.
                  Zmarli i żywi, zbożni i występni
                  Niezwyciężeni - i ów, który ginie -
                  Są ich miłości zarówno dostępni
                  Jak szczyty górskie i kwiaty w dolinie!
                  Nie ujdzie motyl ni pszczoła, ni szerszeń
                  Ich oczomchciwym, gdzie błęlitna bzczność
                  Zmienia tęsknotę w bezbrzeż i cudaczność
                  Skąpiąc jej wszelkich granic i zawierszeń!

                  Bo nie zna granic ich żądzy przewina
                  Prócz tej, gdzie nagłe szczęście się zaczyna...

                  Bolesław Leśmian
                  • sainbois Z pierwszego dywanu, Rumi 08.08.03, 08:43
                    Kiedym ujrzał, żem jest cierń - wnet schroniłem się w gęstwinę róży;
                    kiedym ujrzał, żem jest kwas - wnet zmieszałem się z nektarem trzciny.
                    Kiedym ujrzał, żem jest jad - predko wlałem w czarę lek teriaku;
                    kiedym ujrzał na dnie męt - zaczerpnąłem źródeł nieśmiertelnych.
                    Kiedym ujrzał, żem jest mrok - na Jezusie gwiezdnym wsparem dłoń mą;
                    kiedym ujrzał, żem jest grób - otworzyłem bramy wiecznych sadów.

                    tłumaczył Tadeusz Miciński
                  • kolargol Re: To, co piękne... 09.08.03, 01:12
                    Znikomek
                    W cienistym istnień bezładzie Znikomek błąka się skocznie.
                    Jedno ma oko błękitne, a drugie - piwne, więc raczej
                    Nie widzi świata tak samo, lecz każdym okiem - inaczej -
                    I nie wie, który z tych światów jest rzeczywisty - zaocznie?

                    Dwie dusze tai w swej piersi: jedna po niebie się włóczy -
                    Druga - na ziemi marnieje. Dwie naraz kocha dziewczyny:
                    Ta czarna - snu wieczystego na pamięć barwnie się uczy -
                    Ta jasna - całun powiewny tka dla umarłej doliny.

                    Którąż z nich kocha naprawdę? Złe ścieżki! - Głębokie wody! -
                    Urwiska! - Nawoływania! - I znikąd żadnej pomocy! -
                    I powikłane od lęku, w mrok pierzchające ogrody! -
                    A w dłoniach - nadmiar istnienia, a w oczach - okruchy nocy!

                    I mgła na ustach dziewczyny, rumianych marzeń rozgrzewką -
                    A kwiaty wzajem się widzą - a zgony wzajem się tłumią! -
                    Znikomek spożył kęs nieba i miesza złotą mątewką
                    Cień własny z cieniem brzóz kilku. A brzozy śnią się i
                    szumią.

                    Bolesław Leśmian
                    • sainbois Budzę się, lecz nie w świetle dziennym 09.08.03, 11:30
                      Budzę się, lecz nie w świetle dziennym - w sierści ciemnej
                      Nocy. O, czerń tych godzin, które są za nami!
                      Jakie widma widziałaś, jakimi szlakami
                      Szłaś, duszo! A przed tobą dłuższe drogi dzienne.
                      Mam świadka na te słowa. Lecz godziny senne
                      Znaczą tyle, co lata, co życie. A lament
                      Mój to krzyk ciągły, listy słane w ślepą zamieć
                      Do Tego, który żyje gdzieś z dala ode mnie.

                      Gerard Manley Hopkins
                      • sainbois Drzewa w Binsey, ścięte w 1879 roku 09.08.03, 11:40
                        Osiki miłe, klatki przewiewne, zielone,
                        Co więziły, wiązały rozbrykane słońce,
                        Dziś zwalone, zwalone, wszystkie są zwalone;
                        Żadna z ich szerokiego, szarego szeregu
                        Nie została na łące,
                        By dygotać w migotach
                        I chłód cienia cichego
                        Kłaść na rzece, na wijącym się wietrze, wikłającym się w wiklinie brzegu.

                        Gdybyśmy to wiedzieli, co czynimy ziemi,
                        Gdy ją ryjemy i rwiemy,
                        Rżnąc, rąbiąc zieleń, aby wzrost w niej zamarł!
                        Albowiem nawet nasz dotyk
                        Niszczy świat sielski, wrażliwy i wiotki;
                        I - tak jak oka gładką gałkę
                        Wystarczy przekłuć, by stracić wzrok całkiem -
                        Ów świat, tam nawet, gdzie mamy go zamiar
                        Poprawić - pot krwawy
                        Leje w udrękach agonii:
                        Ci, co po nas przychodzą, widzą pustkę zamiast
                        Dawnej piękności. Dość jest ludzkiej dłoni
                        Zadać ciosów parę, by złamać
                        Szczególność tych słodkich błoni,
                        Tych wiejskich błoni, tych sielskich błoni,
                        Słodką szczególność tych sielskich błoni.

                        Gerard Manley Hopkins, w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka
                    • kolargol Re: To, co piękne... 12.08.03, 01:26
                      Zmory wiosenne
                      Biegnie dziewczyna lasem. Zieleni się jej czas...
                      Oto jej włos rozwiany, a oto - szum i las!

                      Od mrowisk słońce dymi we złotych kurzach - mgłach,
                      A piersi jej rozpiera majowy cudny strach!

                      Śnił się jej dzisiaj w nocy wilkołak w głębi kniej
                      I dwaj rycerze zbrojni, i aniołowie trzej!

                      Śnił się jej śpiew i pląsy, i wszelki prak, i zwierz!
                      I miecz, i krew, i ogień! Sen zbiegła wzdłuż i wszerz!...

                      A teraz biegnie w jawę przez las na lasu skraj -
                      A za nią - Maj drapieżny! Spójrz tylko - tygrys - amaj!...

                      Dziewczyna płonie gniewem... zaciska białą pięść...
                      A wkoło pachną kwiaty... Szczęść Boże, kwiatom, szczęść!

                      A wkoło pachną kwiaty, słońcem się dławi zdrój!
                      Purpura - zieleń - złoto! Rozkwitów szał i ból!

                      Grzmi wiosna! Tętnią żary! Krwawią się gardła róż!
                      O, szczęście, szczęście, szczęście! Dziś albo nigdy już!...
                      Dziewczyno, hej, dziewczyno! Zieleni się nam czas!...
                      Kochałem nieraz - ongi - i dzisiaj jeszcze raz...

                      Dziewczyno, byłem z tobą w snu jarach, w głębi kniej -
                      Jam - dwaj rycerze zbrojni i aniołowie trzej!...

                      Jam - śpiew i pląs zawrotny! Jam wszelki ptak i zwierz!
                      Jam miecz i krew, i ogień! Sen zbiegłem wzdłuż i wszerz...

                      Sen zbiegłem goniąc ciebie, twój wierny tygrys - maj!..
                      Ja jestem las ten cały - las cały aż po skraj!

                      Bolesław Leśmian
                      1912
                    • kolargol Re: To, co piękne... 12.08.03, 01:32
                      Zmierzchun
                      Póty w cieniu jałowca śniła rozłożyście,
                      Aż z lasu wybrnął Zmierzchun - i pomącił liście.

                      Złote żuki, wylęgłe z ciepłych snów dziewczyny,
                      Wnicestwiły się w bujnej piersi - kosmaciny.

                      Poznał żuki - po złudzie... l jednym spojrzakiem
                      Ogarnął - krzak - dziewczynę - i nicość za krzakiem.

                      Płodząc we łbie żądz nagłych jadowite męty,
                      Pełznął ku niej - w biel ramion zaborczo wśmiechnięty.

                      Tchem drapieżnym uderzył o senny brzeg ciała...
                      "Śmierć lub miłość!..." Pobladła - i miłość wybrała!

                      A w dalekim ogrodzie - za siódmą gęstwiną -
                      Tam widziano dwie dłonie, co z baśni w baśń płyną.

                      Żałowały się wzajem, zmarniałe przedwcześnie -
                      A dcszcz padał w ogrodzie - i padał dcszcz we śnie.

                      Obie mokre od deszczu, w nierównej z snem walce
                      Do modlitwy o szczęście splatały swe palce.

                      I w dalekim ogrodzie omdlewały czasem,
                      Gdy je Zmierzchun zbyt pieścił w swej norze - pod lasem.

                      Bolesław Leśmian
                      [prwdr. "Skamander" 1936 z. 74]
                    • kolargol Re: To, co piękne... 12.08.03, 01:33
                      Zmierzch majowy
                      Zmierzchu majowy, purpurą się ściel!
                      Z jabłonnych kwiatów - czar tobie i biel!...

                      W jedną się falę stapiają bez fal -
                      Ze światłem - smutek, a ze smutkiem - dal.

                      Ten Maj w niebiosach, zwieczornialy Maj!
                      Przypomnij wszystko - i - zrozum - i łkaj...

                      Wiem, ze ty teraz pochyliłeś skroń
                      W okno, rozwarte na światłość, na woń.

                      I wzrok wytężasz poza życia kres
                      Aż do utraty oddechu i łez -

                      Aż do wchłonięcia oddali i cisz,
                      Aż do niewiedzy, dla kogo tak śnisz?

                      Aż do pytania, dlaczego w ten znój
                      Świat zda się obcy, choć bliski, choć twój?

                      I czemu zorzy purpurowy czas
                      Do trwóg przynagla i ciebie, i nas?

                      I czemu trzeba ku zbłaganiu zórz
                      Poczwórnych dłoni i aż dwojga dusz?...

                      Bolesław Leśmian
                      "Bluszcz" 1912 nr 20
                    • kolargol Re: To, co piękne... 12.08.03, 01:34
                      Zmierzch bezpowrotny
                      Różowieje o zmierzchu twój spłowiały liścik...
                      Wóz turkocze za oknem. Może sen mój właśnie
                      Tak odjeżdża w złą ciemność - śpiewnie i kolaśnie...
                      W niebie - drobnych obłoków napuszysty wyścig!

                      Reszta Boga - w niebiosach! Zachód tlejąc zrudział.
                      0. uwierzyć w tę Resztę i potrwać w tym błędzie!
                      W dziejach gwiazdy najdalszej brać zawrotny udział
                      I zawczasu już srebrnieć tym, co kiedyś będzie...

                      Lub tam, gdzie żale świata na szczytach się śnieżą
                      W tym śniegu, w tym wzbielałym ku zaciszom zgonie
                      Znaleźć dwie załamane, dwie bez jutra dłonie
                      I całować nie wiedząc, do kogo należą...

                      Gdym twe dłonie w wiosennej całował zamroczy.
                      Cóżem wiedział o tobie? Nic - śnie mój nietrwały!
                      A kochałem twe dreszcze i duszę, i oczy.
                      I świat cały - i usta - i znowu świat cały!

                      Bolesław Leśmian
    • czerwony_zlodziejski_ryj To co Piękne zawsze jest różowe - jak UW 09.08.03, 12:39
      download.consumptionjunction.com/multimedia/cj_13558.swf
      • kolargol To co piekne 12.08.03, 01:53
        Zmierzch
        Pierwsza zmierzchu fala
        Spływa ponad dach
        W szybach - mrok, a z dala
        Słońce się dopala
        W nasturcjach i mgłach

        Mąci nam rozmowę
        Pustych murów biel...
        Dłonie swe różowe
        Ściel pod moją głowę -
        Nic nie mówiąc, ściel!

        Kto swe serce zbada
        W taki zmierzch jak ten?
        Łza śmiertelnie blada
        W snu głębinę spada,
        Choć nie wierzy w sen!...

        Bolesław Leśmian
        • kolargol Re: To co piekne 12.08.03, 01:54
          * * *
          Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona!
          Lecz jakiś kwiat z twych włosów zbiegł do stóp ołtarzy,
          A choć brak tego zbiega nie skalał twej twarzy,
          Serce me w tajemnicy przed twym sercem kona...

          Dusza twoja śmie marzyć, że w gwiezdne zamiecie
          Wdumana, będzie trwała raz jeszcze i jeszcze --
          Lecz ciało? Któż pomyśli o nim we wszechświecie,
          Prócz mnie, co tak w nie wierzę i kocham i pieszczę?

          I gdy ty, szepcząc słowa, w ust zrodzone znoju,
          Dajesz pieszczotom ujście w tym szepcie, co pała,
          Ja, zamilkły wargami u piersi twych zdroju,
          Modlę się o twojego nieśmiertelność ciała.

          Bolesław Leśmian
        • kolargol Re: To co piekne 12.08.03, 01:55
          Zły jar
          Łza, dawno zapomniana, śni się memu oku.
          Łza - snem!...
          A szczęście?... Obłok płynął... Toć wiem, że w obłoku!
          Toć wiem!

          Ów czar jeszcze pamiętam w wiosennym bezkresie -
          Ów czar!
          I las nagły po drodze - i w tym nagłym lesie
          Zły jar!

          W złym jarze człowiek blady krtań nożem przecina...
          Więc cóż?
          Sam przez się!... Własnoręcznie!... Mówią, że - Przyczyna!
          Że - Nóż!

          I mówią: "Chciał mrzeć, głupi! Słońce w twarz mu świeci...
          Chciał mrzeć!..."
          A on wie, że ból z ciała wymknął się i leci!...
          Leć - leć!...

          Bolesław Leśmian
          Iprdr. "Kurier Poranny" 1933 nr 15 pt. "Wspomnienie"]
        • kolargol Re: To co piekne 12.08.03, 01:56
          Zielony dzban
          To nie stu rycerzy, lecz sto trupów leży!
          Nie sto trupów leży, jeno stu rycerzy!
          A nie dla nich ruczaj dzwoni,
          A bór szumny od nich stroni,
          Jeno wicher we sto koni
          Znikąd ku nim bieży.

          Wybiła godzina - wiosna się zaczyna,
          Z chaty poprzez kwiaty wybiega dziewczyna,
          Dzban zielony, pełen wody,
          Niesie zmarłym dla ochłody
          W skwar śmiertelnej niepogody,
          Co w proch wargi ścina.

          Stopy moje - bose, skronie - złotowłose,
          Kochałam, płakałam, zmarłym wodę niosę,
          Oczerstwijcie ból wasz słony,
          Smakiem śmierci podraźniony,
          Cały ranek w dzban zielony
          Ciułałam tę rosę.

          Wypić - wypijemy, lecz nie ożyjemy,
          Na polu w kąkolu żal się chwieje niemy,
          A my leżym z ziemią w zmowie
          W tym tu rowie i parowie,
          Lecz nikt tego nie wypowie,
          Gdzie my teraz, gdzie my?

          Jedyny dobytek - ciszy w sobie zbytek
          I snu podziemnego żmudny bezpożytek.
          Nim sporządzisz dla nas sanie
          Na wieczyste zimowanie,
          Połóż wieniec na kurhanie
          Z kalinowych witek.

          W waszym zgromadzeniu, w natłoczonym cieniu,
          Jest taki, co maki kładł mi na ramieniu,
          Niech ze dzbana pije wodę,
          Niech przypomni lata młode,
          Gdy raz spojrzał w mą urodę
          W nagłym zachwyceniu !

          Płyną dni niezłomne, czasy nieprzytomne,
          Nie wierzę, że leżę trzy lata ogromne!
          Mak pamiętam purpurowy,
          Ale twojej, dziewczę, mowy
          I tej złotej w słońcu głowy
          Już dziś nie przypomnę!

          Chmurzą się błękity, płacze deszcz obfity,
          Na trawie w murawie leży dzban rozbity,
          Dzban rozbity leży, leży,
          A śpi pod nim stu rycerzy,
          A wiatr znikąd ku nim bieży,
          Kurzawą okryty!

          Bolesław Leśmian
        • kolargol Re: To co piekne 12.08.03, 01:58
          Zielona godzina
          I
          Rozechwiały się szumne gałęzi wahadła
          Snem trącone! Wybiła Zielona Godzina!
          Wynijdź, lesie, z swej głębi, ty - nasz i nie nasz!

          Czy jaz dusza w twe gąszcze znowu się zapadła?
          Czy jaz twarz się strumieniom twoim przypomina?
          Jeszcze moja przed chwilą - już niczyja twarz...

          Dziwno mi, że ją widzą wód prądy i drzewa,
          Tę samą - a już inną, i szepczą: "To - ona!
          Zbłąkaną poza nami - Bóg przywrócił nam!..."

          Mamże dziś po jej rysach poznać łaś, co śpiewa?
          Wszak mówiłem: gdy przyjdzie Godzina Zielona -
          Oddam lasom - co leśne, choćbym zginął sam!...

          Boleslaw Lesmian
          • kolargol Re: To co piekne 12.08.03, 02:24
            II
            I przyszła!... Czują mrowisk ruchliwe pagóry,
            Ze to ja po nich stąpam, rwąc pajęczyn gazę,
            Skrzącą się, jak sam poblask - znikąd i bez tła...

            Cisza, dławiąc się w kwiatach, brzmi echem w lazury,
            Jakby właśnie, do kwiatów mająca urazę,
            Niewidzialna dziewczyna, głośno płacząc, szła!

            Duchu mój, wrażę ciebie, niby dziób bociani,
            W mokradła, żab oddechem nabrzmiałe i wzdęte,
            Byś poznał woń pod ziemią zaczajonych wód!

            W tobie - znojny szmer wężów, śmierć zdybanej łani,
            Nagła czerwień wiewiórek i zbóż złoto święte,
            I skwary macierzanek i paproci chłód.

            Jakże las, wespół z tobą zieleniąc się, dyszy!
            Wzdłuż polany przed chwilą wędrowny cień kruka
            Przemknął, ledwo ukosem tykając mych brwi.

            Zdaje mi się, że teraz - w tym znoju, w tej ciszy,
            Kiedy dzięcioł do dębu pierwszego zapuka -
            Czyjejś chaty dalekiej rozewrą się drzwi!...

            Boleslaw Lesmian
            • sainbois XVII sonet do Orfeusza 12.08.03, 13:05
              Gdzie, w jakich błogo uzdrojonych ogrodach, na jakich cichych
              drzewach, z ich odlistnionych tkliwie kwietnych kielichów
              dojrzewają nieznane owoce pociechy, owe wybrane,
              wyborne, z których być może jeden na łące zdeptanej

              twego ubóstwa znajdujesz. Raz po raz zdumiewasz się innej
              wielkości owocu, błogosławionej świeżości
              bytu, łagodnej słodyczy łupiny,
              i że lekkomyślność ptaka nie zabrała ci jej i nie pozazdrościł

              robak na dole. Sąż drzewa przez anioły oskrzydlane,
              przez niewidzialnych ogrodników tak dziwnie hodowane,
              że nie należąc do nas, nami zaowocowały?

              Czy nie potrafiliśmy nigdy, cienie i mary,
              przez nasze za wcześnie dojrzałe i znów więdnące zamiary
              zamącić tych letnich miesięcy ciszy zobojętniałej?

              R. M. Rilke
              • kolargol To co piekne 13.08.03, 14:42
                Ze wspomnień dzieciństwa*
                ...Przyjemnie czasem zgnieść w sobie rozsądek.,
                Jak pasożyta, co niszczy marzenie,
                I z lądu życia uciec na przylądek
                Samotnych rojeń! jedno okamgnienie - I już tam jestem!...
                Znów sie czuję dzieckiem
                W krótkich spodenkach, jak niegdyś, przed laty,
                Kiedym u Boga siedział za przypieckiem,
                Goniąc motyle i zrywając kwiaty;
                Gdym, wierząc w czary i drżący ze strachu -
                Ciemnych pokojów badał tajemnice,
                Gdym po choinki poznawał zapachu,
                Ze Bóg się rodzi - i gdym swoje lice
                Tulił do kolan panien na wydaniu,
                A płeć rozróżniał tylko po ubraniu...

                Mieszkałem wówczas w starej kamienicy
                Razem z mym koniem drewnianym i batem,
                Przez okna w głębie patrzałem ulicy,
                Co mi się zdała niezbadanym światem,
                Nieskończonością!... Firanek perkale
                W słońcu się w błonę mieniły ze srebra,
                Żeś widział przez nic obłoków owale
                I ram okiennych ciemniejące żebra.
                W oknach - donice w koszulach z papieru:
                Mirt, niby lokiem pokryty i szklisty.
                Kaktus, jeż kwiatów, sterczący bez szmeru,
                I heliotropu wonne ametysty.
                Przy ścianie - szafa, zabawek skarbnica,
                I łóżko z kapą w rurczaste falbany.
                O gniazdko moje! Któż dziś cię zaszczyca
                Swą obecnością? A nuż staruch jaki
                Wtargnął tam dzisiaj między twoje ściany
                I dymem fajki lub prochem tabaki
                Płoszy sny moje, które dotąd może
                Drzemią po kątach w kurzu, jak rupiecie,
                I swojej własnej złorzeczą niedoli,
                Bo je stróż opój o zwyczajnej porze
                Stamtąd wymiata co dzień, aż powoli
                Wszystkie wymiecie!

                W tym to pokoju, wpośród zabaw zgiełku,
                Pod matczynego ramienia opieką
                Czułem się dobrze, jak lalka w pudełku...
                A kiedy indziej - jak motyl nad rzeką!

                I tylko czasem coś we mnie pobladło,
                Coś tam zadrżało w myśli pajęczynie...
                Wtedy lubiłem spoglądać w zwierciadło
                I ujrzeć w jego wymownej głębinie
                Własny mój pokój, odbity tak żywo,
                Choć ze zmienioną nieco perspektywą...
                Niby mój własny, ten sam, co na jawie -
                A jednak inny, tajemniczy, głuchy
                I niedostępny, i tak straszny prawie,
                Jakby w nim same przebywały duchy!
                Toć sprzęty, lustra oddane przezroczom,
                Jak sny się moim przedstawiały oczom!
                Sprawdzić - te same, a jednak odmienne,
                Rzekłbyś, bez wagi i zrobione z ciszy...
                Gdy tupnę nogą, to mego tupnięcia
                Wiem, że się w tamtym pokoju nie słyszy...
                Wszystko tam takie bezdenne i senne,
                I takie pełne czaru i zaklęcia,
                Tak niepodobne do jawy, tak cudne,
                Aż mię coś wlokło w te głębie bezludne,
                Jakieś zachwyty wlokły nieczlowieczc
                I nie wiedziałem, co mię tam tak wlecze?
                Co się w mej piersi tak tajemnie miota?
                I nie wiedziałem, że to jest tęsknota,
                Ta, która kiedyś ma utworzyć przedział
                Pomiędzy duszą mą a między życiem!
                Lecz anioł stróż mój coś tam o tym wiedział,
                Bo z skrzydeł szmerem i ze serca biciem
                Stawał nade mną, kiedym spoczął we śnie,
                I patrzał w oczy lękliwie, boleśnie,
                I coś mi szeptał z pochylonym czołem,
                Lecz ja słów jego wtedy nie pojąłem,
                Tyłkom do piersi przyciągał go blisko!
                Dopiero później - zrozumiałem wszystko...

                Bolesław Leśmian
                "Wędrowiec" 1901 nr 50
                • kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 14:43
                  Zamyślenie
                  Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność?
                  Nie wiem, co dziś pokocham - co jutro wyśpiewam?
                  I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność
                  Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam.

                  Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów,
                  I oswajam je z wolna, i uczę swej mowy,
                  Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów
                  Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy.

                  Gdzie jar ciemny, gdzie rozstaj - tam powiew mej duszy,
                  Gdzie szepty pocałunków - tam są usta moje.
                  Gdzie chata mrze od progu - tam mój kij pastuszy,
                  Gdzie plusk wioseł - tam serca wędrowne napoje.

                  Lubię szaty swe liche, gdy na wskroś przemokną
                  Deszczem jak łzami pieśni, co szumiąc zamiera,
                  A nie śpiewam, lecz jeno słowami przez okno
                  W świat wyglądam, choć nie wiem. kto okno otwiera.

                  Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą.
                  Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył!
                  A nie chcę im górować ni barwić się twarzą.
                  Jeno być niewidzialnym jak Ten, co mnie stworzył.

                  Bolesław Leśmian
                • kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 14:44
                  Zaloty
                  Nędzarz bez nóg, do wózka na żmudne rozpędy
                  Przytwierdzony, jak zielsko do ruchomej grzędy,
                  Zgroza bladych przechodniów i ulic zakała,
                  Obsługując starannie brzemię sweego ciała,
                  Kręci korbą, jak gdyby na lirze w czas słoty
                  Wygrywał swoje skoczne ku niebu turkoty -
                  I nad brzegiem urwistym tęczowych rynsztoków
                  Toczy się wraz z odbiciem zmydlonych obłoków,
                  Toczy się bałamutnie do dziewki z podwórza,
                  Do przystani stóp bosych - i ducha wynurza
                  Z łachmanów, i wciąga paździory swych dłoni
                  Ku jej zębom śnieżystym, i tak mówi da niej:
                  "Kocham strzęp twojej błotem zbryzganej spódnicy,
                  Kocham głośny twój oddech! Na całej ulicy
                  Ty jedynie mym ustom bywasz tak potrzebna!
                  Wiem, że moja tęsknota, niby szkapa źrebna,
                  Wlekąc mię, wyda na świat płód nowych udręczeń.
                  W tym mój tryumf, że jestem niestrudzony klęczeń
                  Twej krasy! Kochajże mnie! Nuże do pieszczoty!
                  Potwór błaga cię o nią! Przyjm moje zaloty!
                  Wnijdź naga i bezwstydna w mej nędzy bezdomność
                  I tak pieść, by wargami pożreć mą ułomność!"

                  Ona mu się broni,
                  A on mówi do niej:

                  "Wszak musi ktoś okochać to co juz się stało ~
                  I ten wózek męczeński, i korbę zbolałą,
                  I żądzę w resztkach cielska, jak w zgliszczach, poczętą
                  I ten ochłap człowieka, co chce być przynętą!
                  Odsłoń czar w mej brzydocie! Znijdź z wyżyn do karła
                  Bądź posłuszna mym dłoniom, jak slepa lub zmarła!
                  Zdołam być nieodparty jako grzech i zguba
                  I potrafię wysiłkiem zmyślnego kadłuba
                  Zdobyć się na pieszczoty słodkie, jak czereśnie"
                  Których dotąd nikt nigdy nie oglądał we śnie!"

                  Ona mu się broni,
                  A on mówi do niej:

                  "Małoż ci pół człowieka, by stał się twym skarbem?
                  Chcę być drogą ci raną, wiernym tobie garbem!
                  Czyż próżni, którą nóg mych nieobecność tworzy,
                  Nie zapełni ból, miłość ni jęk mych bezdroży?
                  Śmiech mię bierze! O, gdybym ziemię nieobjętą
                  Mógł uderzyć raz w życiu zdrową, silną piętą
                  I widzieć, jak zdeptana pod stopą wygląda?
                  Śpieszno mi w nieskończoność! Wiem, że mnie pożąda
                  I bez wstrętu spożyje me łachy i żale.
                  Są gdzieś dłonie mi chętne i usta - korale,
                  Co od głów się przesuną w pieszczocie ochoczej
                  Aż do stóp, których nie ma! Niech wóz się potoczy
                  Na przełaj - tam, gdzie właśnie ode mnie z daleka
                  Ktokolwiek, zwierz lub robak, na mą miłość czeka!"

                  Ona mu się broni,
                  A on w zaświat stroni,

                  Ona go swoim czarem do bólu zachęca,
                  A on patrzy, nie patrzxąc, i korbę podkręca,
                  I odjeżdża - odjeżdża - gdzxiekolwiek - pośpiesznie,
                  Turkocąc i furkocząc niezgrabnie i śmiesznia,
                  Odjeżdża, kalekując, w poszukiwań znoje,
                  W kraje przygód miłosnych, w wieczne niepokoje.

                  Bolesław Leśmian
                • kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 14:46
                  Zaklęcie
                  Ptaku nocny, coś bywał za świata rubieżą
                  I widziałeś uwarłych - mów, co czynią? "Leżą".
                  "A co jeszcze?" "Wciąż leżą bez przerw, bez wytchnienia,
                  Nie ma dla nich ni słońca, ni wiatru, ni cienia!
                  Nie modlą się, nie płaczą, nie śnią i nie wierzą -
                  I nic - tylko leżą! Nic - tylko tak leżą!"

                  Dziewczyna, co się mojej sprzeciwia przemocy,
                  Niechaj w łożu obłędnym polegnie tej nocy!
                  Bezoporna, bezsilna, bezbronna, bezwiedna,
                  Niechaj grzesząc pragnieniem leży sama jedna!
                  Niech nie modli się, nie śni, nie płacze, nie wierzy -
                  I niech tylko tak leży - niech dla mnie tak leży!

                  Bolesław Leśmian
                  • kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 21:40
                    Zachód
                    W błękicie - szkarłat zórz! Wniebowstąpienie róż!
                    Wieczność płonie tak samo, jak płonęła za młodu...
                    Ogród, gdzie w złotym mchu tkwi odrobina tchu
                    Niezbędnego dla ciebie, co śnisz wnętrze ogrodu.

                    By iść do tamtych stron, odzyskać trzeba zgon.
                    Zagubiony w tym bycie, co narzucił się światu.
                    Nic nie mów - tylko patrz! I nie patrz, ale płacz.
                    Bo już nie ma dla duszy wyjścia z tego szkarłatu!

                    Bolesław Leśmian
                    1933
                  • kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 21:41
                    Za grobem
                    Nad brzegami zagęstwionych nicości
                    Szumi wiara w wiekuiste sitowie.
                    Nikt już nie dba o swe ciało i kości!
                    Nikt nikomu nic już odtąd nie powie!

                    Z resztek życia śmierć swawolna po ciemku
                    Wydmuchuję bańkę trudną i złotą,
                    By przyświecać młodziuchnemu widemku.
                    Co się bawi skrzepłą w kukłę tęsknotą,

                    Z zaprószoną wspomnieniami źrenicą
                    Cień zmarłego, co drętwotę pokonał.
                    Mknie pośmiertnie urojoną ulicą,
                    Aby wśnić się w dom, gdzie mieszkał i skonał.

                    W rozwiewisku zagrobowej pokrzywy
                    Dziwaczeje pleśniejąca Niedziela...
                    Szukam brata, który nie był szczęśliwy!
                    Szukam siostry, co nie znała wesela!

                    Cienie, cienie! Darmo w mroku was gonię!
                    Pustkę tylko chwytam dłońmi obiema...
                    Więc nie wszyscy tu się znajdą po zgonie?
                    Więc są tacy, których nie ma, bo nie ma?

                    Nie ma mgły tej, co tak chciała być duszą,
                    By się snami do wieczności sposobić!
                    O, te bóle, które bolą, bo muszą!
                    O, ta rozpacz, która nie wie, co robić!

                    Już się gwiezdne poniszczyły zamiecie -
                    Cień się chwieje, poróżniony z mogiłą,
                    Coś innego stać się pragnie w zaświecie,
                    Coś innego niż to wszystko, co było!...

                    Bolesław Leśmian
                  • kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 21:42
                    Za górą
                    Za górą, za chmurą, za dalą
                    Promienie zagasły spalone,
                    Na niebie się gwiazdy krysztalą -
                    Błękitne - różowe - zielone!...
                    I chyli się niebios opona,

                    I zda się tam śpiewnie i gwarnie,
                    Świat cały wyciąga ramiona,
                    Świat cały ku niebu się garnie!...
                    A światło uderza swą falą

                    W obłoki jak w skały spiętrzone -
                    I gwiazdy się palą - krysztalą
                    Błękitne - różowe - zielone!...

                    Bolesław Leśmian
                    "Bluszcz" 1897 nr 24
                  • kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 21:44
                    Z wędką
                    Na sprężystej buja fali
                    Lotny spławik mojej wędki,
                    Elektrycznie błyszczą w dali
                    Złote, czarne, srebrne cętki...
                    Porzuciwszy dna głębinę,
                    Ni to żmijek korowody,
                    Krążą płotki srebrno-sine
                    Pod oszkleniem jasnej wody.
                    Kędzierzawych traw wilgocie
                    Miodowymi soki wonią,
                    Turkusowych ważek krocie,
                    Pełne słońca - lecą, dzwonią -
                    Jak stopionych spływ metali,
                    Nurt się rzeki sunie giętki,
                    Na sprężystej buja fali
                    Lotny spławek mojej wędki!
                    * * *
                    Oczeretów bór złocisty
                    Rozsypuje szumy śpiewnie,
                    Skrzydlatego pieśń lutnisty
                    W tysiąc dzwonków bije rzewnie -
                    Ha! to nasze w polu, w lesie
                    Dźwięczą śpiewki sierocińskie,
                    Wiatr po ziemi całej niesie
                    Szumki-dumki ukraińskie!
                    Jaskółczane i skowrończe,
                    Pełne smutku i wesela -
                    Aż po lniane chmur opończe
                    Dzwonków, dzwonków drży kapela!
                    * * *
                    Słońce w pełni swej na szczycie
                    Tak się w niebo, tając, wrzyna,
                    Że nie dojrzeć na błękicie,
                    Gdzie się jego krąg zaczyna!
                    Skrzą się chmurki, światło prószy
                    Złotym pyłem na sklepienie
                    I przez oko aż do duszy
                    Blade leją się odcienie!
                    Z tych odcieni upleciony,
                    Kwietny obraz z chmur wynika,
                    Tajemniczy, oskrzydlony -
                    Barw świetlana mozaika!
                    * * *
                    Wędko, wędko leszczynowa!
                    Zapomniałem już o tobie!
                    Kolorowa niebios mowa
                    O słonecznej prawi dobie!
                    Chciałbym upleść cię z promieni
                    I zarzucić cichą porą
                    Gdzieś - na błękit, co się mieni
                    Tęczą blasków, jak jezioro!
                    I wróciłabyś z zdobyczą,
                    Niosąc dla mnie gwiazdę nową,
                    Jakąś piosnkę tajemniczą
                    Lub nieznane jakieś słowo!

                    Bolesław Leśmian
                    "Wędrowiec" 1898 nr 32
                    • Gość: pierwszy sekretarz Re: To co piekne IP: *.acn.waw.pl 13.08.03, 21:45
                      ”Kubek”
                      Z jednego kubka ty i ja
                      Piliśmy onej chwili,
                      Lecz że nam w wodę padła łza,
                      Więc kubek my rozbili.

                      I poszli w świat i poszli w dal,
                      Osobną każde drogą,
                      Ani nam szczątków onych żal,
                      Co zrosnąć się nie mogą...

                      Dziś, kiedy w skwary znojnych susz
                      Samotne kroki niosę,
                      Gwiazdy mi jasne z złotych kruż*
                      Podają srebrną rosę.

                      Lecz wiem, że w żadnej z gwiezdnych czasz
                      Nie znajdzie się ochłoda,
                      Jaką miał prosty kubek nasz,
                      Gdzie były łzy - i woda.


                      Maria Konopnicka
                  • kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 21:44
                    Z sonetów ukraińskich
                    *
                    O stepie! płaskorzeźbo złocistozielona!
                    Gdy księżyc martwym srebrem na tobie rozkwita.
                    Burza smutków, płaszczami wichrów półokryta,
                    Leci - i do twojego przytula się łona.

                    Czarne widmo kozaka pędzi w dal i kona,
                    I grzmi tętent daleki trwożnego kopyta.
                    Chmura kształtów dziwacznych, w szafiry zaryta,
                    Śpi jak mumia tęsknoty, blaskiem nasycona;

                    A step ją balsamuje wonnej piersi tchnieniem
                    I nagle przywabiony dzikim jej spojrzeniem,
                    Rzekłbyś - zrywa się z ziemi od jej ócz potęgi,

                    Płynie w dal niezwichrzoną. patrzy w gwiazd ślepotę,
                    A szatany stepowe - wielkie, szczerozłote.
                    W dzikim tańcu przez sine pędzą widnokręgi!

                    Bolesław Leśmian
                    "Praca" 1909 nr 33
                    • sainbois IX sonet do Orfeusza 14.08.03, 08:53
                      Ten tylko, kto zdołał wznieść
                      lirę pomiędzy cienie,
                      może hołd zmienić w pieśń,
                      przeczuć jej brzmienie.

                      Kto z umarłymi mak
                      spożył, z ich plonu,
                      zachowa najlżejszy takt
                      i tchnienie tonu.

                      Choćby odbicie wodne
                      zmąciło kształty swoje,
                      nie trać obrazu.

                      Tylko w oboim żywiole
                      stają się głosy od razu
                      wieczne, łagodne.

                      R. M. Rilke
                      • sainbois XXII sonet do Orfeusza 14.08.03, 08:57
                        My, wciąż spieszący,
                        lecz czasu krok - tylko
                        maleńką chwilką
                        we wiecznie trwającym.

                        Wszystko spieszace
                        przeminie wczas,
                        tylko trwające
                        uświęca nas.

                        Niech nie porywa
                        was pęd i lot,
                        nie trwońcie młodych lat.

                        Wszystko spoczywa:
                        światło i mrok,
                        książka i kwiat.

                        R. M. Rilke
                        • sainbois VII sonet do Orfeusza 14.08.03, 09:14
                          Sławić! tak! Wyszedł, jak kruszec widocznie
                          z głazu milczenia - wybraniec. Jego
                          serce, o, efemeryczne tłocznie
                          wina, dla ludzi nie wyczerpanego.

                          I nawet proch mu nie odebrzmi tonem,
                          kiedy go boski przykład ogrzeje.
                          Wszystko winnicą będzie i gronem,
                          co w południowym słońcu dojrzeje.

                          Ani królowie w kryptach pochowani
                          nie będą przeczyć mu swym próchnem ani
                          cień bogów, kiedy upadnie nocą:

                          on z posłów, których śmierć się nie ima,
                          jeszcze w Drzwi Zmarłych wchodząc trzyma
                          misy pełne dorodnych owoców.

                          R. M. Rilke, z I części Sonetów
                          • kolargol To co piekne 14.08.03, 14:37
                            Z lat dziecięcych
                            Przypominam - wszystkiego przypomnieć nie zdołam:
                            Trawa... za trawą - wszechświat... A ja - kogoś wołam.
                            Podoba mi się własne w powietrzu wołanie
                            I pachnie macierzanka - i słońce śpi - w sianie.

                            A jeszcze? Co mi jeszcze z lat dawnych się marzy?
                            Ogród, gdzie dużo liści znajomych i twarzy -
                            Same liście i twarze!... Liściasto i ludno!
                            Śmiech mój - w końcu alei. Śmiech stłumić tak trudno!
                            Biegnę, głowę gmatwając w szumach, w podobłoczach!
                            Oddech nieba mam - w piersi! Drzew wierzchołki - w oczach!
                            Kroki moje już dudnią po grobli - nad rzeką.
                            Słychać je tak daleko! Tak cudnie daleko!
                            A teraz - bieg z powrotem do domu - przez trawę
                            I po schodach. co lubią biegnących stóp wrzawę...
                            I pokój przepełniony wiosną i upałem.
                            I tym moim po kątach rozwłóczonym ciałem
                            Dotyk szyby ustami... Podróż - w nic, w oszklenie -
                            I to czujne, bezbrzeżne z całych sił - istnienie!

                            Bolesław Leśmian
                            • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 14:39
                              * * *
                              Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,
                              W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,
                              Płaczesz przez sen i wstrząsem wylęklego ciała
                              Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.

                              Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę,
                              A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,
                              A ja płacz twój całuję, biodra i kolana
                              I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę.

                              Lecz karmiony ust twoich spłakanym oddechem,
                              Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania
                              Zadaję ciemną nocą tłumione pytania.
                              Odpowiadasz bezładnie - ja słucham z uśmiechem.

                              Bolesław Leśmian
                            • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 14:41
                              Z cyklu "Sny"
                              I
                              Wstępuję na snów życia marmurowe schody,
                              Ni tu we śnie Jakuba! W ręku ściskam promień
                              Zamiast lampy przewodniej! Szumią róż ogrody...
                              Z dymiących ziół się wznoszą wizje oszołomień!...
                              Oto pochód obłoków pod promieni zbroją
                              Śród grania trąb powietrznych i bębnów, i fletni!
                              Oto księżyc wypływa - wielki, tysiącletni!...
                              Wcielone czary ziemi - myśli serca poją...
                              Idę - lecę, na widzeń rozanielon szczycie,
                              Jeno wszystkie te cuda zmieścić w oczach żądam!
                              Czuję w sobie prawdziwe i jedyne życic,
                              Gdy przez okno mej duszy na ziemię poglądami...
                              Bo gdyby rzeczywistość stworzyła mi oczy -
                              Nie usłyszałbym piosnek śród wszechświata głosów,
                              Nie trysnęłyby farby z bezdennych pomroczy,
                              Nie zakwitła harmonia nad głębią chaosów!
                              II
                              Księga mych marzeń - to mój skarb jedyny!
                              Mam ją przy sobie i zawsze, i wszędzie...
                              Czerpię z niej wiosnę w jesienne godziny,
                              Com w niej wyczytał - było albo będzie!...

                              Przyszłość do oka wccchnęła mi duszę,
                              Latarnię widzeń składając w mej dłoni!
                              Dążąc do celu - przeczuwać go muszę...
                              Nie widząc kwiatka - poznam go po woni!...

                              W mej piersi płomień pięknych snów migota,
                              Biorąc mi serce za zwątpień narzędzie,
                              I sam już nic wiem, czy to jest tęsknota
                              Za tym, co było - czy za tym, co będzie!...
                              III
                              Miałem sen cherubinów! W mych oczach z szelestem
                              Z nasion pączki tryskały, z pączków rosły kwiaty!
                              I myślałem, że bogiem wszystkich kwiatów jestem
                              I wiosennych narodzin śledzę czas skrzydlaty!

                              Jako szkło, przezroczystą była ziemia cała!
                              Olbrzymia panorama ruchliwych widoków
                              Stubarwnymi kulami pączków mi strzelała,
                              Chroniąc śród czarnych pustyń - rzeki wonnych soków!

                              Zbudził mię kwiat z warowni, pierś zraniwszy wonią
                              Jak dzidą bezcielesną - i pytał spłakany,
                              Com ja widział pod ziemi skamieniałą skronią,
                              Kędy jego ojczyzny rozkwitają łany!...
                              IV
                              Z powierzchni wody blask się wysnuwa, jak para...
                              To - księżyc! Na jeziorze żaden cień nie mrugnie!
                              Niby płyta kamienna, lśni toń srebrno-szara...
                              Śmiało stąpaj po fali - fala się nic ugnie!

                              Stoję, wsparty o mostka chwiejnego krawędzie,
                              Czar mię wlecze do światów rusałczanych cienia!
                              Napój ciszy się rozlał w głowie, w żyłach - wszędzie!
                              Śmiało stąpaj po fali, co pije z promienia.

                              Tam znajdziesz długich tęsknot zaklęte krainy,
                              Tam ujrzysz treść piosenek, któreś słyszał w echu!
                              Śmiało rzuć się na fali krysztalnc równiny!
                              Ach! w takim samobójstwie nie byłoby grzechu!...

                              Bolesław Leśmian
                              "Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne" 1897 nr 5
                            • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 14:42
                              Wzlata nad ziemię
                              Wzlata nad ziemię, wzlata nad morze
                              Rozsokolony mój duch.
                              Jedno mu niebo szumi w przestworze,
                              A drugie - pod nim. w jezior odwzorze,
                              Zazdrosny - buja we dwóch!

                              Z niedoścignienia i z przedaleka
                              Przybył na ziemię w sam żar
                              I nie on na nią. lecz ona czeka,
                              By wił się po niej niby ptak-rzeka,
                              Wił i rozwijał swój czar!

                              Nieprzymuszony i mimowolny
                              Złotą zasępia się brwią,
                              On - wszechobecny i wszechokolny,
                              I ponadleśny, i ponadpolny,
                              Rozrzutny śpiewem i krwią!

                              Jesień i zima, wiosna i lato,
                              Zdwojone jeziora dnem.
                              Wszystkie się wspólnie złożyły na to,
                              By mu być łożem, sadem i chatą,
                              I wiecznym mieniem, i snem...

                              Ale nie jemu z piór swych bez skazy
                              Leniwe gniazdo wić!
                              On wie, słonecznej chciwy zarazy,
                              Ze mu nie wolno konać dwa razy.
                              Dwa razy życiem żyć!

                              Raz tylko z niebem w ziące-rozłące
                              Miłosnych spróbuje cisz -
                              Raz tylko skrzydła, już konające,
                              A jeszcze chętne, jeszcze gorące.
                              Bogom utoży w krzyż.

                              Raz tylko śmiechem zdepcze bezkarnie
                              Skończoność, zwłokę i czas -
                              Raz tylko w słońcu spłonie pożarnie.
                              Raz tylko światy cale ogarnie,
                              Raz tylko, jeden raz!...

                              Bolesław Leśmian
                              "Literatura i Sztuka" 1907 nr 4
                              • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:23
                                * * *
                                wzdłuż chat, ponad strzechami
                                południa żar zawzięty
                                widomie drga i mami
                                niepochwytnymi pręty...

                                wpośród zielonych muraw
                                schną rosy ciemne ślady,
                                samotnej studni żuraw
                                patrzy w dalekie sady

                                na przeciwlegle wzgórze
                                głóg wpełza i berberys
                                poprzez słoneczne kurze
                                gałęzi rzuca przerys

                                południe samo siebie
                                roztrwania w omam senny...
                                niebem prześwieca w niebie
                                przeźroczy księżyc dzienny

                                znienacka w drzew głębinie
                                wiśnia się płoni smagle -
                                o, teraz, w tej godzinie
                                pokochać - kogoś - nagle

                                ten znój z błękitem w zmowie
                                dech piersiom tak utrudnia!
                                zachciało się mej głowie
                                śnić miłość wśród południa!

                                Bolesław Leśmian
                              • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:24
                                Wyznanie spóźnione
                                Lubię twoim weselem rozniecony gwar -
                                I twoimi oczami upatrzona drogę -
                                I czar w śmiechu zjawiony - ten sam zawsze czar!...
                                Żem cię dotąd nie kochał - zrozumieć nie mogę!

                                Dziś, gdy ogród zaszumi lub zaskrzypią drzwi,
                                Zrywam się, aby stwierdzić pustkę beznadziejną,
                                I przypomnieć twe kroki - i głos twój i brwi -
                                I o ustach, i dłoniach pomarzyć kolejno.

                                Słyszę płacz przewezbrany obłoków i zórz!
                                Wszystko - klęczy i błaga!...A ty - coraz dalej!
                                O, nie wracaj, nie wracaj - tylko dłonie złóż
                                Do modlitwy za wszystkich, co Cię nie kochali.

                                Bolesław Leśmian
                              • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:25
                                Rwanie bzu
                                Narwali bzu, naszarpali,
                                Nadarli go, natargali,
                                Nanieśli świeżego, mokrego,
                                Białego i tego bzowego.

                                Liści tam - rwetes, olśnienie,
                                Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,
                                Pachnie kropliste po uszy
                                I ptak sie wśrod zawieruszył.

                                Jak rwali zacietrzewieni
                                W rozgardiaszu zieleni,
                                To sie narwany więzień
                                Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.

                                Śmiechem się bez zanosi:
                                A kto cię tutaj prosił?
                                A on, zieleń śpiewając,
                                Zarośla ćwierkiem zrosił.

                                Głowę w bzy - na stracenie,
                                W szalejące więzienie,
                                W zapach, w perły i dreszcze!
                                Rwijcie, nieście mi jeszcze!

                                Julian Tuwim
                                (Treść gorejąca 1936)
                              • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:26
                                Żegnając się z matką
                                Jak do Ciebie będę pisał
                                pochylony nad sobą w żalu.
                                Serce chłodne świeci jak kryształ
                                i choć wczoraj się z Tobą rozstałem,
                                jak Ci słowo do dłoni podam
                                badający uparcie ciemność,
                                skoro mówisz: lekka jest młodość
                                chociaż ognia bukiet nad ziemia,
                                skoro mówisz: ciąłem człowieczym
                                trzeba schodzić nisko, najniżej,
                                bo radosna w locie tym wieczność
                                jest kołyska zrodzona na krzyżu.
                                Jak Ci sercem odpowiem jak źródłem
                                wykuty głosem śpiewnym,
                                kiedy tłum przerażonych jaskółek
                                niosą po ręce lewej,
                                jak mych ust niewyczutych graniem
                                mam zawołać bohaterski i bliski,
                                gdy po mej ręce prawej
                                drży ojczyzny pogięta kołyska
                                i piosenka wieczorna leży
                                jak owocu zniszczone grono,
                                dalej niebo, dom mój i księżyc
                                opuszczony jak Ty i młodość.

                                Tadeusz Gajcy
                              • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:27
                                Wyznanie
                                Nie rań pogardą tej obcej dziewczyny,
                                Jej czar jest inny niżeli twój czar.
                                Tyś memu ciału dreszcz w świecie jedyny,
                                A ona ust mi chce oddać maliny -
                                Czyja dłoń zdoła odtrącić ten dar?

                                Wszak tobie pierwszej tę miłość wyznaję -
                                Ona nic nie wie, choć czeka i śni.
                                Szedłbym tak do niej, jak w lasy i gaje,
                                A odkąd znam ją, wciąż mi się wydaje,
                                Że policzone są wiosny mej dni!

                                Wargi ma falą w uśmiechu ozdobne,
                                Jaśnistym włosem olśniona skroń,
                                Spojrzenia - pilne i z lekka żałobne,
                                Dłonie do twoich niechcący podobne -
                                Pieszcząc pomyśle, że pieszczę twa dłoń...

                                Jej zaklęć szepty nie zmienią mnie wcale,
                                Jej pocałunek nie rozłączy nas!
                                Pozwól mi odejść w ust tamtych korale,
                                Bym łkał przez chwile, bym kochał niestale
                                Raz jeszcze jeden, ach, tylko ten raz!

                                Bolesław Leśmian
                                Ha
                              • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:28
                                Droga tajemnic
                                Błękitniejący umarłych proch
                                rośnie w ziemi mocny jak żywioł
                                i na oczach pisze co noc
                                kręte znaki jak mróz na szybie.

                                Białą czaszką kołysze księżyc
                                stosy planet utkanych z kości,
                                zagubisz się, pomylisz - w tym tokowisku zwierząt
                                szklistym włosem porosłych.

                                Łasi się grom i ciemność
                                do twych stóp: skuś się tylko i poddaj,
                                a zarośniesz jak liściem - ziemią
                                i zaleje cię ogień i woda.

                                Usta z lęku zwiotczałe jak gąbka
                                schylisz, poznasz: misterny znak
                                pisza w oczach ręką jak lotka,
                                który kości umarłych zna.

                                Będzie syczeć wapno i fosfor,
                                każdy ślad twój pokryje węgiel,
                                aż gwiazdy w kopule nocy
                                wzejdą bliskie i jakże piękne.

                                I wywiedzie cię z trwogi gęstej,
                                w zimnej skórze zamkniętego jak w łusce,
                                który ognia lub kwiatu szlestem
                                sen odmyka - jakże obcy i pusty.

                                Tadeusz Gajcy
                                Widma, 1943
                              • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:30
                                * * *
                                Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze,
                                Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie.
                                Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze
                                I węszy świat, którego nie zna, nie rozumie.

                                Swym cielskiem kostropatym kąpie się w kałuzy,
                                Co nęci, jak ożywczych jadow pełna misa,
                                Czołgliwymi mackami krew z kwiatów wysysa
                                I ciekliną swych mętow po ziemi się smuży.

                                Zwierzę, co trwać nie zdoła zbyt długo na świecie,
                                Bo wszystko wokół tchnieniem zatruwa i gasi,
                                Lecz gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie,
                                Ono, mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi.

                                Bolesław Leśmian
                              • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:31
                                Zamyślenie
                                Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność?
                                Nie wiem, co dziś pokocham - co jutro wyśpiewam?
                                I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność
                                Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam.

                                Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów,
                                I oswajam je z wolna, i uczę swej mowy,
                                Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów
                                Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy.

                                Gdzie jar ciemny, gdzie rozstaj - tam powiew mej duszy,
                                Gdzie szepty pocałunków - tam są usta moje.
                                Gdzie chata mrze od progu - tam mój kij pastuszy,
                                Gdzie plusk wioseł - tam serca wędrowne napoje.

                                Lubię szaty swe liche, gdy na wskroś przemokną
                                Deszczem jak łzami pieśni, co szumiąc zamiera,
                                A nie śpiewam, lecz jeno słowami przez okno
                                W świat wyglądam, choć nie wiem. kto okno otwiera.

                                Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą.
                                Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył!
                                A nie chcę im górować ni barwić się twarzą.
                                Jeno być niewidzialnym jak Ten, co mnie stworzył.

                                Bolesław Leśmian
                                • rozkosznybobasek Re: To co piekne 14.08.03, 15:45
                                  Uwazam ze pipcia jest piekna - smierdzi ale swoj smak ma!
                                  • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 16:42
                                    [Wyruszyła dusza w drogę...
                                    Dzwonią we dzwony...]
                                    Wyruszyła dusza w drogę... Dzwonią we dzwony
                                    "Gdzie są teraz moje sady? udzie moje schrony?!

                                    Zawołały wszystkie lasy, pełne motyli
                                    "Spocznij, duszo, w naszym cieniu - me zwlekaj chwili!"

                                    "Jakże mogę w waszym cieniu spocząć niezwłocznie,
                                    Kiedy sama jestem cieniem, gdzie nikt nic spocznie!"

                                    Zawołała wonna łąka, zaisniona rosą
                                    "Kos mnie sobie na użytek złocistą kosą!"

                                    "Jakże mogę ciebie kosie, łąko mielona -
                                    Kiedy sama kosą śmierci jestem skoszona!"

                                    I zawołał Bóg zjawiony "Miłuj mnie w niebie,
                                    Gdzie radością niecierpliwy czekam na ciebie!"

                                    "Jakże mogę cię miłować w szczęścia pobliżu,
                                    Gdym smutnego pokochała niegdyś na krzyżu?!

                                    "Pozbawiłem ciebie świata i sosen z boru,
                                    Byś nie miała, oprócz Boga, nic do wyboru!"

                                    "Zagnałeś mnie z krasnych maków w ciemność mogiły -
                                    Gdzieżeś ukrył owe miecze, co mnie zabiły?!

                                    "Nic ukryłem owych mieczy, mam je przy boku,
                                    Jeno zechciej - nieszczęśliwa - spocząć w obłoku!"

                                    "Jakże spocznę w twym obłoku - z ziemią w rozłące,
                                    Kiedym lasom odmówiła i mojej łące!"

                                    "Otrzyj oczy zapłakane szat moich bielą,
                                    A rozkażę mym aniołom - niech cię weselą!"

                                    "Jakże mogę się weselić z tobą w przestworze,
                                    Kiedy śmierci twej pożądam - Boże, mój Boże!"

                                    I zamilkli, i patrzyli nawzajem w oczy -
                                    A ponad nim i ponad nią wieczność się toczy.

                                    Bolesław Leśmian
                                  • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 16:43
                                    Wśród georginij
                                    Wśród georginij - brzęczenie os.
                                    Twojeż to kroki? Twójże to głos?
                                    To - koniec lata, jeden z tych dni,
                                    Gdy słońce blednie, a ogród lśni.

                                    To chory półsen znużonych drzew.
                                    Odwróć swe oczy, ucisz swój śpiew!
                                    To - spija rosę ostatni znój -
                                    To - w cieniu twoim cień spoczął mój.

                                    Bolesław Leśmian
                                  • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 16:44
                                    Wspomnienie
                                    Te ścieżyny, których stopą dziecięcą
                                    Dotykałem... Co z nimi? Gdzie one?
                                    Tak się kręcą. jak łzy się kręcą,
                                    Z oczu w nicość strącone!

                                    Budziła mnie poranku wilgoć świeża,
                                    A słońce malowało mi na ścianie
                                    Złote psy - złote wybrzeża,
                                    Złote skrzypce - złote otchłanie...

                                    Kto dość zaklinająco spogląda
                                    W światło nawidocznione milczeniem,
                                    Musi w końcu zobaczyć słonecznego wielbłąda
                                    I zbójcę słonecznego ze skrzystym spojrzeniem...

                                    Przy śniadaniu patrzyłem w stół jak w pustynię.
                                    Śniąc, że na wielbłądzie jadę... Zbójcą jestem...
                                    A ojciec, jakby wiedząc, że wielbłąd go wyminie,
                                    Czytał dziennik ze spokojem i szelestem...

                                    Karafka naświetlała haftem troistej tęczy
                                    Wąs ojca - i gzyms szafy - i róg serwety białej.
                                    Osa w firankach pogmatwanie brzęczy,
                                    Jakby same firanki nićmi w słońcu brzęczały...

                                    Podłoga zwiercedliła, lśniąc sennym nabytkiem,
                                    Palmy liść z jaśniejszym nieco spodem
                                    Ale tak, że mętniał w rozcieńczeniu płytkiem.
                                    Jakby zieleń ktoś rozlał mimochodem...

                                    Fotel, trawiąc ciszę aksamitną,
                                    Ociężale wygodniał i płowiał...
                                    Cukier igrał skrą błękitną,
                                    Bochen chleba - różowiał...

                                    Zegar wytrząsał ze sprężynowych zwojów
                                    Dłużącą się nutę w głąb sali.
                                    W umeblowanym półśnie słonecznych pokojów
                                    Wszyscy trwa1i i nie umierali.

                                    A potem coś się stało... Źle, że coś się stało...
                                    Ten sam zegar w innych miastach bił nieśmielej...
                                    I dusza się potknęła o nieoględne ciało
                                    I kolejno umierać zaczęli...

                                    Bolesław Leśmian
                                  • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 16:46
                                    Wrogowie
                                    Tam na zielonym dąb szumi dolińcu.
                                    A pod tym dębem - półskrzyniec ze złota.
                                    A łabędź biały śpi w złotym półskrzyńcu.
                                    A w jego dziobie - igła się migota.
                                    A na jej ostrzu - wroga mego życie.
                                    Leżę pod dębem. Dąb szumi obficie.

                                    Dość mi przyłamać ostrze od niechcenia.
                                    A śmierć swym wichrem w proch nędzny go utrze!
                                    Wśród dębowego namyślam się cienia.
                                    Czy dziś - czy jutro - czy może pojutrze?
                                    Lecz on coś przeczuł i nagle się zbliża.
                                    I dąb pośpiesznie żegna znakiem krzyża...

                                    A ja udaję, żem spoczął na rosach.
                                    O niczym nie wiem i sny mam dziecięce.
                                    Chrabąszcz się w moich zawieruszył włosach.
                                    Twarz mi zdrętwiała i ścierpły mi ręce.
                                    Bom ich nie zdążył usunąć z pokrzywy.
                                    Wróg mój jest chytry, zły i podejrzliwy

                                    I z nożem w dłoni w twarz mi się pochyla,
                                    Zagląda pilnie i bada. i waży...
                                    Jedna, w swymi locie nieostrożna chwila,
                                    Nikły wstrząs powiek, nie ten wyraz twarzy!...
                                    W głąb snu się wtulam, aż mi w oczach ciemno.
                                    Dech zataiłem. Dąb szumi nade mną...

                                    Bolesław Leśmian
                                    • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 17:16
                                      * * *
                                      Wracam, wracam po długiej rozłące,-
                                      Dłonie twoje, niecierpliwe, lgnące.

                                      Wszystko - dawne, a niby na nowo-
                                      Drogi oddech-znajomy ruch głową...

                                      Znów prowadzisz przez wszystkie pokoje,
                                      I idziemy, idziemy oboje...

                                      Nowej sukni nie postrzegłem wcale-
                                      Śmiech Twój dzwoni, że patrzę niedbale.

                                      Pokazujesz dłonią niespodzianie
                                      Nowe w kwiaty obicia na ścianie

                                      I list do mnie zaczęty na stole-
                                      "Pełen żalu...Niech leży...Tak wolę".

                                      Okno nagle otwierasz w głąb nieba-
                                      Niepotrzebnie, a właśnie tak trzeba.

                                      Dłoń ma tulisz do serca, więc słyszę,
                                      Jak uderza,- choć w ustach masz ciszę...

                                      I w tej ciszy, w straszliwym milczeniu
                                      Skroń mi, płacząc, składasz na ramieniu.

                                      Bolesław Leśmian
                                      • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:08
                                        Wół wiosnowaty
                                        Pierwszy upał wiosenny, skrząc się po murawach,
                                        Ślepi szyby w chałupach i wodę we stawach.
                                        Muchy ruchem celowym - a bez celu krążą.
                                        W jeden powój miłosny dwie łątki się wiążą.
                                        Świerszcz wzniósł nogę - na baczność, a drugą - w sen
                                        dłuży...
                                        Gardziel kwiatu drobnego zachłysnął bąk duży -
                                        Tylko wół, co tej wiosny czad chłonie morderczy -
                                        Jak rogata mogiła, w pustkowiu pól sterczy!

                                        Źle mu! Przemęczył żebra, przepracował płuca!
                                        Pole w ślepiach kołuje... Mrok do łba się rzuca...
                                        Nigdy dotąd nie tracił ziemi pod kopytem...
                                        Stracił teraz i runął!... Runął - całym bytem!
                                        Za duży - dla litości, dla snu - zbyt brzuchaty...
                                        A że zemdlał na wiosnę - zwie się Wiosnowaty.

                                        Toć go znałem! Miał w pysku - woń mlecznej ciepłoty,
                                        W której tchu źródłowieją ziół słodkie wypoty.
                                        Lubił słuchać, jak woda, wargą ssana czujnie,
                                        Na dno brzucha mu spada - dźwięcznie i niechlujnie...
                                        Lubił wgniatać kurzliwie w piach, lśnistszy od złota,
                                        Dreptające kopyta z przytwierdkami błota.
                                        Nie wiem, jak się to działo - ale już o świcie
                                        Wchodził z widnokręgami w obłędne współżycie...
                                        Gdzie się zjawił - tam zawsze tkwił w snów bezokolu,
                                        I bezdomniał w oborze - i daleczał w polu...

                                        Oczami, co się martwią, choć światu nie przeczą,
                                        Patrzył we mnie, jak w oddal - w mgłę ledwo człowieczą.-
                                        Wierzył w Boga, nie wiedząc, że to - Bóg... Na miedzy
                                        Przystawał, by ciąg dalszy snuć owej niewiedzy.
                                        A nie bratał się z ciałem, co marło w niedoli -
                                        Żył sam w sobie - poza nim... A ono - niech boli...
                                        I zadrwiły zeń nagle niegodziwe kości:

                                        Nie zniósł wiosny - bez szczęścia, czaru - bez radości...
                                        Poraziło go słońce. Przyśniły się zgony...
                                        Skroń chylę i całuję łeb, snem pomącony,
                                        Twardy, jak głaz, co cierpi z trudem - nie od razu...
                                        Kocham upór męczeński - hej! - takiego głazu...

                                        A on leży i leży... Muchy grzbiet obsiadły.
                                        Brzuchem w nicość się tłoczy, a wargi pobladły -
                                        Jęzor z nich się w świat wywarł i na bok zwichnięty
                                        Śmierć liże, niby cukier, dany dla przynęty...

                                        Dzień przystanął opodal... Czas luzem się tuła...
                                        Jar pobliski brzmi osą, jak pusta szkatuła.
                                        Cisza stoi nad polem - żywa i gorąca,
                                        Lecz nad tą ciszą, z istnień utkaną tysiąca,
                                        Góruje tajemnicą drętwego mozołu
                                        Cisza - wezbrana w ciele zemdlonego wołu.

                                        Bolesław Leśmian
                                      • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:09
                                        Wobec morza
                                        Rybacy, którym połów nie udał się złoty,
                                        Z dala od mórz zdradliwych i brzegów ponętnych,
                                        Wszelkiej głębi na przekór - z sieci obojętnych
                                        Rozpinają na puszczy błękitne namioty.

                                        "Mamy ten, co przypływów chłonąc niewyśpiewność,
                                        Wierzy, iż sieć jest siecią, a połów - połowem!...
                                        My, zbadawszy istnienia dwuznaczność i zwiewność,
                                        Z sieci namiot uczynim pod niebem jałowem!

                                        Namiot - bezużyteczny! Lecz w rozwianej grzywie
                                        Jego fałd, zbytkowniejszych nad wszelkie istnienie,
                                        Przepych nudy rozzłoci swe czary i cienie!" -
                                        Tak się owi na puszczy chełpią niechełpliwie!...

                                        Oddaleńcy! Raz jeden zbłąkani wśród szlaków,
                                        Już się nigdy nie zbliżą do własnej oddali!
                                        Nikt w nich teraz nie pozna wesołych rybaków,
                                        Zwinnych nurków, rabusiów pereł i korali!

                                        Jak pieszczochy przeznaczeń, których nic nie cieszy,
                                        Drwią z gwiazd morskich purpury, z mew bielszych od mleka,
                                        Żagiel, burzą wydęty, tylko ich rozśmieszy,
                                        A szum fali przypomni, że czas się przewleka.

                                        Przewleka się zabawnie, dziwacznie, misternie
                                        Po najwiotszej gałęzi, po najcieńszym cieniu...
                                        Zbliż się do nich, zawołaj tylko po imieniu,
                                        A jak ślimak swe rogi, pokażą swe ciernie!

                                        Lecz nocą sen, płonący każdemu ku chwale,
                                        Da im pić z tego źródła, skąd nie pili z rana...
                                        Wtedy warga ich "blada, snem ucałowana,
                                        Wyrzuca szepty-perły i jęki-korale!

                                        Jadowita a szczera tego snu ułuda
                                        Tak im duszę przez usta dobywa boleśnie!
                                        Roniąc iperły, korale - śnią, jak morskie cuda,
                                        Którym dano być sobą na chwilę i we śnie...

                                        Bolesław Leśmian
                                      • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:10
                                        Wiśnia
                                        Rosła wiśnia w królewskim ogrodzie,
                                        I obłąkał swe zmysły jej czarem.
                                        Król ją ujrzał o słońca zachodzie,
                                        Ujrzał tajnym zapłonioną żarem

                                        Ach, nie po to się czerwienię,
                                        Żeby gasić twe pragnienie!

                                        "Jedni wierzą w śpiewające ptaki,
                                        Inni w gwiezdne na błękicie znaki,
                                        A ja ciebie będę czcił w twej krasie,
                                        Wiśnio, wiśnio! Już ku zmierzchom ma się!"

                                        Ach, nie po to się czerwieni,
                                        Zęby gasić twe pragnienie!

                                        "Uśmierz obłęd, ty - zorzo zorzysta!
                                        Przejrzyj duszę do dna, bo zbyt mglista...
                                        W tym ogrodzie dwoje nas, jak dwoje..."
                                        I wyciągnął ku niej usta swoje.

                                        Ach, nie po to się czerwienię,
                                        Żeby gasić twe pragnienie!

                                        I wyciągnął usta w żal zaklęty
                                        I skamieniał, szałem ogarnięty,
                                        I nie wiedział, że nie dni samotne,
                                        Jeno wieki mijają stokrotne.

                                        Ach, nie po to się czerwienię,
                                        Żeby gasić twe pragnienie!

                                        Ona z dawna przez jego kochanie
                                        Nieśmiertelne pozyskała trwanie
                                        I wtulona w nieuwiędłe liście
                                        Płomieniała odtąd wiekuiście.

                                        Ach, nie po to się czerwienię,
                                        Żeby gasić twe pragnienie!

                                        A on w mgłę się rozcieńczył obladłą,
                                        Ciało jego już w nic się rozpadło,
                                        Jeno ustom, by mogły całować,
                                        Wolno było w ogrodzie wiekować.

                                        Ach, nie po to się czerwienię,
                                        Żeby gasić twe pragnienie!

                                        I śpiewały te usta do wiśni:
                                        "Brak nam oczu. Cóż ślepcom się przyśni?
                                        Lecz cokolwiek nam sądzono w niebie,
                                        Nie przestaniem należeć do ciebie!"

                                        Ach, nie po to się czerwienię,
                                        Żeby gasić twe pragnienie!

                                        redy właśnie szły dziewczęta młode,
                                        Podziwiały ust wiernych urodę:
                                        Usta, usta rozwarte do picia,
                                        Jaki smutek stał się warn za życia?"

                                        Ach, nie po to się czerwienię,
                                        Zęby gasić twe pragnienie!

                                        Mogłybyście niejednej dziewczynie
                                        Dać to szczęście, bez którego ginie!
                                        takaż niemoc tak strasznie was więzi
                                        Do tej wiśni, co trwa na gałęzi?"

                                        Ach, nie po to się czerwienię,
                                        Żeby gasić twe pragnienie!

                                        Bolesław Leśmian
                                      • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:11
                                        Wiosna
                                        Takiej wiosny rzetelnej, jaką w swym powiecie
                                        Widział Jędrek Wysmółek - nikt nie widział w świecie!

                                        Poprzez okno karczemne łeb w bezmiar wyraził
                                        I o mało się w durną mgłę nie przeobraził!

                                        Lecz umocnił się w karku i nieco przybladłszy,
                                        Łem pochwiał dla otuchy i splunął, i patrzy...

                                        Jego własna chałupa wraz z babą i sadem
                                        Odwróciła się nagle nieproszonym zadem.

                                        Wieprz znajomek, nie większy na pozór od snopa,
                                        Biegnie w skradzianych portkach Magdzinego chłopa.

                                        Ryj mu lilią zakwita! Czar bije od przodu!
                                        I z wołaniem: "Gdzie Magda?" - pcha się do ogrodu~

                                        Wóz drabiasty, jaskółczej doznając uciechy,
                                        Z okrzykiem: "Co ja robię" - frunął ponad strzechy.

                                        A wójt w ślad mu się jarzy to modry, to złoty
                                        I zębami przedrzeźnia znikłych kół turkoty.

                                        Wywróconą na opak do rowu ulicą
                                        Mknie Kachna i płonącą powiewa spódnicą.

                                        Wichrzy się i pokłębia, i upałem bucha,
                                        Całą w ogniu i szumie? Pożar - nie dziewucha?

                                        Skry miota wedle woli - nie szuka powodu,
                                        I z szeptem: "Moja wina?" - dymi się od spodu!

                                        A Maciej - ten z przeciwka, co to brak mu klepki,
                                        Konno dybie w niebiosy wesoły i krzepki!

                                        Cały w różach i malwach, coraz nieznajomszy
                                        Pyskiem w niebie wydziwia, jakby służył do mszy.

                                        Tuż obok, jak to bywa między błękitami,
                                        Przelatuje siedząco Pan Bóg z aniołami.

                                        A ten wrzeszczy od rzeczy i na koniu pstroku
                                        To skoczy, to zje malwę, to ginie w obłoku?

                                        Bolesław Leśmian
                                      • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:12
                                        * * *
                                        Więc ją chwyciłem w szalone objęcia,
                                        Więc spróbowałem warg jej swymi wargi,
                                        Więc jej szeptałem tęsknoty i skargi,
                                        I wszystkie serca mojego zaklęcia!

                                        Jak ten, co czuje dreszcze wniebowzięcia,
                                        Tak jam wyczuwał tych pieszczot zatargi,
                                        Gdy od warg moich odrywała wargi,
                                        By znów je oddać przez włosów opięcia!

                                        Aż wpółomdlała, rozkoszą zatruta,
                                        Znieruchomiona, bo uściskiem skuta,
                                        Piersi mi boskim paliła oddechem!
                                        "Mój ty - śmiertelny!" szeptała z uśmiechem
                                        I tak pieściła, aż mi piersi zbroja
                                        Pękła, i wołam: "Nieśmiertelna moja!"

                                        Adam Asnyk
                                      • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:13
                                        Wierzba
                                        Ponad jeziorem smętna i cicha
                                        Tkwi wierzba - żal się. Boże!
                                        Jedna jej tylko gałązka licha
                                        Odbija się w jeziorze...

                                        Na tej gałązce - najbielsze rosy,
                                        Najcięższych łez kaskada!
                                        Słowik, gdy w locie mija niebiosy,
                                        Na niej zazwyczaj siada...

                                        Księżyc królewicz z błękitów baśni
                                        Gdy wyjdzie, strojny złotem,
                                        To wpierw gałązkę ona rozjaśni,
                                        A resztę drzewa potem...

                                        I wiem: jezioro, gdzie gwiazdy górą
                                        I chmur odbicia bledną,
                                        Umiłowało tę wierzbę chorą
                                        Za tę gałązkę jedną.

                                        Bolesław Leśmian
                                        "Tygodnik Polski" 1902 nr l
                                      • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:14
                                        Wiersz Księżycowy
                                        W księżycowy wniknąć chłód,
                                        Wejść w to srebro na wskroś złote,
                                        W niezawiły śmierci cud
                                        I w zawiłą beztęsknotę!

                                        Był tam niegdyś czar i śmiech,
                                        Tłumy bogów w snów obłędzie -
                                        Było dwóch i byóo trzech -
                                        Lecz żadnego już nie będzie!

                                        Został po nich - rozpęd wzwyż,
                                        I ta oddal bez przyczyny,
                                        I ten złoty nadmiar cisz -
                                        I te srebrne szumowiny...

                                        Tam bym ciebie spotkać chciał!
                                        Tam się przyjrzeć twemu licu!
                                        Właśnie dwojga naszych ciał
                                        Brak mi teraz na księżycu!

                                        Noc oddycha naszą krwią,
                                        Krew podziemną płynie miedzą...
                                        Nasze ciała teraz spią -
                                        Nasze ciała nic nie wiedzą...

                                        Bolesław Leśmian
                                      • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:15
                                        Wiersz konny
                                        Pochylony ku światu - patrzę w cień mój konny,
                                        jak się obco przewija - skośny i postronny -
                                        Wybojem dróg.
                                        Mój cisawy, któremu i głaz nie zacięży -
                                        Zaświat w słońcu zwęszywszy - kark zagrzany tezy
                                        W uparty łuk!

                                        Woniejące od pola, z traw wywiane losy
                                        Złączyły nas na wspólny bieg w tamte niebiosy
                                        I w tamten las...
                                        I kazały jednakim zespolić się ruchem
                                        Na sny różne, co - jawy związane łańcuchem -
                                        Śnią się raz w raz.

                                        Dąb, migając za dębem, wstecz luźnie odlata -
                                        W przerwach między dębami zaskoczona chata
                                        Cofa się w jar!...
                                        Ruczaj, słońcu na ukos jarząc się samopas,
                                        Z oczu nagle nam znika, jak wylękły topaz,
                                        Mara wśród mar...

                                        Stogi siana z bocianem lub wroną na czubie
                                        Olbrzymieją do czasu, aż giną w przegubie
                                        Minionych miedzi
                                        I dobrze nam, i barwno, gdy skrajem źrenicy
                                        Pochwycimy mak w życic lub kąkol w pszenicy,
                                        By dalej biec!

                                        I dobrze nam, i skrzyścic, gdy wpobok cmentarza
                                        Chata szybą od blasku oślepią przeraża
                                        Daleki step -
                                        Lub gdy srebrem oparty o wierzchołek drzewa
                                        Obłok - snem rozwidniony - na słońcu wygrzewa
                                        Kudłaty łeb!

                                        Bezmiar nozdrza nam szarpie i wre w naszym pocie,
                                        A my piersią zdyszaną na własnej tęsknocie
                                        Kładzicm się wzdłuż!
                                        W jeden tętent dwa nasze stapiając milczenia,
                                        Sprzepaszczamy się w zamęt bystrego istnienia
                                        Obojgiem dusz!

                                        Czy to śmierć się tak dymi w zdybanym bezkresie?
                                        Tak, to - ona! To - ona! Bo tak właśnie zwie się
                                        Tchu w piersi brak!...
                                        Trzeba przemknąć pomiędzy śmiercią a pokrzywą...
                                        Cisak w nicość się gęstwi pogmatwaną grzywą,
                                        Jak lotny krzak!

                                        Jeszcze chwila - a niebo skończy się! Lecz niech no
                                        Próżnie zowąd wybłysłe ku nam się uśmiechną
                                        Zza mgieł i wzgórz,
                                        A my, łamiąc przeszkody, groźniej i pochmurniej
                                        Pośpieszymy w tę otchłań na wieczysty turnicj
                                        Tamtejszych burz!

                                        Jakiś blady mieszkaniec chmur - z niebios wybrzeża
                                        Widzi, że wicher w locie o pierś nam uderza
                                        Jak stal o stal -
                                        I nie może rozeznać poprzez kurzaw zwoje,
                                        Co się stało na ziemi, że tych kształtów dwoje
                                        Mknie w jedną dal?

                                        I nie może zrozumieć w swoim wniebowzięciu,
                                        Czemu z wyżyn drapieżnych spadł na kark zwierzęciu
                                        Człowieczy stwór?
                                        I dlaczego dwie zmory różnego obłędu
                                        Zbiegły się, aby zdwoić czar swego rozpędu
                                        Do innych zmór?

                                        Bolesław Leśmian
                                        [prwdr. "Kurier Warszawski" 1936 nr 272]
                                      • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:17
                                        Wiedza
                                        Byłem przed chwilą w bezkresie
                                        Dzień się potykał z mym ciałem
                                        To ja tak złocę się w lesie
                                        Wiedziałem o czymś, wiedziałem

                                        Lecz motyl zniknął szkarłatnie, szkarłatnie
                                        Pomiędzy mną a modrzewiem
                                        Sny moje, sny przedostatnie
                                        Znów byłem, znowu nic nie wiem

                                        Pobiegnę w chabry, chabry niezdane
                                        W kąkolu całą dal zmieszczę
                                        I przyjdę i zmartwychwstanę
                                        I będę wiedział raz jeszcze

                                        Bolesław Leśmian
                                      • kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:18
                                        Wieczór
                                        Drobne okno otwórz niespodzianie.
                                        Niech zobaczę twe łóżko przy ścianie!
                                        Taka cisza, że nie poznać świata
                                        Jeden tylko na dębie liść lata.

                                        Koral zorzy, po podpłociu biega
                                        I sam siebie na sękach postrzega.
                                        Motyl w zmierzchu biało nam się ziścił.
                                        Gdy się skrzydłem do malwy - przyliścił.
                                        Ciche grabie z najcichszą łopatą
                                        Tkwią we dwoje i do snu pod chatą,
                                        Kto w nie spojrzy - zrachuje dwie cisze.
                                        Dal się w oczach umyślnie kołysze.
                                        Wieczór różnie niszczeje po krzakach.
                                        Cień do rowu włazi na czworakach.
                                        Za miedzami, za ustroniem młyna,
                                        Bóg się kończy - trawa się zaczyna.
                                        Kurz świetlejąc dogasa nad drogą
                                        I jest wszystko, choć nie ma nikogo!

                                        Tylko brzoza, kwitnąc w światów mnóstwo,
                                        Całe swoje w snach odmilkłe brzóstwo
                                        Z nagłym szeptem wcudnia do stłumienia,
                                        Gdzie raz jeszcze w brzozę się zamienia.

                                        Bolesław Leśmian
    • rozkosznybobasek Re: To, co piękne... 14.08.03, 22:17
      pojebalo cie z tym lesmianem?!
      Pizda jest piekna i juz!
    • kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:10
      Wieczory
      Wieczory moje. minione wieczory,
      Widmem pierścieni złotych i bransolet
      Zdobiące sosen pordzewiałe kory
      I brzóz biel nikłą!
      Szkarłat i fijolet
      Snem powikłanym znoją się na chmurach,
      Nim się chmur brzegi mgłą zieleni omszą
      I w dym zszarzeją w spalonych lazurach.
      Głębina parku staje się znajomszą
      Nozdrzom. co węszą całe gniazda woni
      W zagąszczach krzewów. bo nabrzmiałe zmierzchem
      Kwiaty rozpustniej swych pyłów rozpierzchem
      Drażnią powietrze przypadłe do skroni
      Ziemi podziemnym opętanej szałem
      I czyhającej na zejście niebiosów
      Do jezior głębi...
      W uciszeniu białem
      Na strzech jedwabiu, co w bociani klekot
      Oparów, w nic się złocących powoli.
      Włóczy się mrowie snów, przysiąg i losów
      Niczyich. własnej zostawionych doli.
      Nieprzynałeżnych prócz siebie nikomu!
      Dusza w tym mrowiu szuka po kryjomu
      Wróżb na dzień zeszły... Zaś dłonie obiedwie.
      Choć nieruchome zadumy drzemotą.
      Czują się - niby wyciągnięte w złotą
      Dal - w taką złotą, że widną zaledwie
      Oczom - że aż się w oczach dzieją zmory!
      Wieczory moje. minione wieczory!
      Gdziem was nie widział? Na łąkach, obłokiem
      Kwiecia zbryzganych! I w lasu przestrzałach,
      To tu - to ówdzie wyszperanych okiem
      Wśród pni zestawnych w dowolne szpalery...
      Na kołach wozu, które senny wałach
      Słońcu na pokaz wlecze - wszystkie cztery
      W ruchliwy koral mieniąc pracowicie...
      Na stepach, kędy niespodziane drzewo
      Tak się przestrzeni narzuca obficie.
      Że się niebiosom czarna staje wnęka!...
      W stodół szczelinie zaprószonej plewą -
      W szparach opłotów. gdzie przez wybój sęka
      Błękit przecieka potajemną strugą
      Kropla po kropli - pokrzywom na liście...
      Na stogach siana. co parząc za długo
      Zieleń na słońcu. błękitnieje mgliście...
      Wśród wierzb pokłonnych swych gałęzi zwisem
      Nurtom ruczajów... I na wzgórzu łysem.
      Rudym od szczawiu rdzy i dziennych spiekot...
      Wsłuchane, w gnuśnej grzybieją tęsknocie...
      Na zgromadzonym w skrzętny wieniec złocie
      Splotów dziewczęcych - i na srebrze starczem
      Jakowejś brody wędrownego dziada!...
      W zielonych szybach rozszalałych karczem.
      Skąd wrzask pijany wybuchając wpada
      W pobliski cmentarz. co przekrwawia w pąsy
      Krzyże przejrzałe i brzóz nagłe wstrząsy.
      I swych jarzębin ogniste paciory!...
      Wieczory moje. minione wieczory,
      Pełne zarazy urojonych sprzyjań
      Duszy, na żmudny sen o szczęściu chorej
      zasłuchanej w szmer waszych przemijań
      Obłoków skrajem!... Gdziekolwiek zwidziane Wszystkie was
      wlokę w ślad mojego cienia,
      Co źdźbłem błękitu kołacze we ścianę
      Chaty wyśnionej stopom w dniu zmęczenia...
      Żadnego nie brak! Wszystkie pamięć złocą
      Jako dłoń skąpca wszystek skarb sygnetów
      Bom zawiekował duszą w fijoletów
      Waszych mgławicy zapodzianej w sobie!
      Śmierć mi nie będzie wiekuistą Nocą.
      Lecz wiekuistym Wieczorem!... Gdy w grobie
      Zdziwię się nagle - bezniebny, beztęczny.
      Szparom i trafom byle jakim wdzięczny
      Za przypomnienie bylejakich rzeczur.
      Kałużysk brudnych lub żabich poziewań -
      Zlećcie się ku mnie - złotsze i zaklętsze -
      Na ten ostatni wiekuisty Wieczór.
      Na tę ostatnią dolę zanieśpiewań!
      Niech mej mogiły zamieszkałe wnętrze
      Rozwidnią wasze purpurowe zorze!
      Niech widny Bogu do snu się ułożę
      Na wznak - a skronią ugrzęznę w tym błędzie.
      Że śmierci nie ma, nie było, nie będzie!
      Są tylko zajścia zórz za ciemne bory...

      Wieczory moje, minione wieczory!...

      Bolesław Leśmian
      • kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:15
        Wiatrak
        Piętrząc się nad ugorów chętną mu równiną,
        Wiatrak, na wszystkie wokół odsłonięty światy,
        Poskrzypuje drewnianą w tańcu krynoliną,
        A na trawę jak diabeł miota cień rogaty.

        Wędrowcze, w jednym miejscu zatkwiony kosturem,
        Co znaczą twoje wstrząsy i nagłe podrygi?
        Komu kłaniasz się wokół dębowym kapturem?
        Z kim tak trafnie rozmawiasz na migi i śmigi?

        W co wierzysz? Kogo widzisz nad sobą w lazurze?
        Gdybyś się uczłowieczył - jakie miałbyś lica?
        Co za stwór się zataił w twej sękatej skórze?
        Czym jesteś, oglądany przez duchy z księżyca?

        Bolesław Leśmian
      • kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:16
        We śnie
        Śnisz mi się obco. Dal bez tła,
        Wieczność się w chmurach błyska.
        Lecimy razem. Mgła i mgła!
        Bóg, ciemność i urwiska.

        Do mgły i mroku naglisz mnie
        I szepczesz, zgrzana lotem:
        "Toć ja się tobie tylko śnię".
        Nie zapominaj o tem..."

        Nie zapominam. Mkniemy wzwyż
        Do niewiadomej mety.
        O, jak ty trudno mi się śnisz!
        O, jawo moja, gdzie Ty?

        Bolesław Leśmian
      • kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:17
        Wczesnym rankiem
        Gdy ulice stopami ludzkimi nie tknięte
        W słońcu porannym stoją dla nieba otworem,
        Nie poznaję drzew dawnych - takie są zaklęte,
        Tak trafnie olbrzymieją i tak pachną - borem.

        Zda się, że po raz pierwszy owiane szelestem
        Jawią się moim oczom w cudnym niepoznaniu.
        Jakbym zastał je nagle na ich skrytym trwaniu
        W świecie zgoła odmiennym niż ten, gdzie ja jestem.

        Lecz pierwszy zgiełk ulicy, wrzask życia ułudy
        Płoszy je, że - malejąc - tłumią czary swoje
        I cofają się właśnie w ten świat, gdzie ja stoję
        I podglądam ich pilnych przeistoczeń trudy.

        Bolesław Leśmian
        • kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:39
          Warkocz
          Znowu nędza du ucha nam śpiewa,
          I tej śpiewki słuchamy bezradnie.
          W piecu reszta dopala się drzewa -
          A co jutro uczynić wypadnie?

          Mówię do cię z koślawym uśmiechem:
          "Mam ja trąby, fujary, organy,
          Śpiewak ze mnie, co kupczy swym echem -
          Gdzież mam echu ustawić stragany?"

          Z bezmyślnego wyrazem skupienia
          Dzieci nasze w nas patrzą ciekawie.
          Ty mi ruchem wskazujesz ramienia
          Bose nogi, zwieszone na ławie.

          Ról się skrzętny w twych wargach trzepocze,
          Aż myśl zbawcza w tym bólu urasta:
          "Wiem, co zrobię! Obetnę warkocze
          I na sprzedaż poniosę do miasta!

          Głód je co dzień przepala zarzewiem,
          Co dzień wiotsze i wartość już tracą.
          Tak mi smutno i straszno, bo nie wiem,
          Ile ludzie za warkocz zapłacą?"

          Bolesław Leśmian
        • kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:40
          W zakątku cmentarza
          Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot,
          Że w obczyźnie cmentarza czują się - bezdomnie -
          A lubią noc tę spędzać popod mgłą lub popod
          Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie.

          Maria z Bzówka - wygody wspomina izdebne.
          Słońce - w łóżku, wiatr - w sieni - i ogród macierzyn,
          Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn.
          A wszystkie takie - trafne i drzewom - potrzebne!...

          Żebrak, co się zadławił na śmierć krztyną chleba
          Kijem niegdyś wędrownym obłędnie się babrze
          W nieodgadle błękitnym - pełnym Boga - chabrze.
          By zeń dla snu wiecznego wydłubać - źdźbło nieba.

          Mnich, co po to byt ziemski tłumił bez szemrania.
          By pędzić żywot wieczny w sposób nienaganny
          Kreśli palcem na próchnie list do panny Anny
          Z życzeniami rychłego w kwiatach - zmartwychwstania.

          Panna Anna udaje, że jest - w bezżałobie
          I biorąc na kolana młodą mgłę-pieszczochę
          Ukradkiem z pajęczyny tka zwiewną pończochę
          Dla brzozy, co tkwi boso na kochanka grobie.

          A opodal - mniej więcej naprzeciw rozstaju,
          We fraku bezrozumnie skąsanym przez szczura,
          Na czele kilku cieni żeńskiego rodzaju
          Nieboszczyk Madaleński - prowadzi mazura.

          Bolesław Leśmian
          • sainbois V sonet do Orfeusza 15.08.03, 12:39
            Pomnika nie stawiajcie. Niech różana
            gałązka kwitnie dlań w corocznej chwale.
            Bo to Orfeusz jest. Jego przemiana
            w tym albo owym. Nie trudźmy się wcale

            o innych imion dźwięk. Bo jeden tylko
            śpiewa Orfeusz. Przychodzi, odchodzi.
            Czy to nie dosyć, kiedy o dni kilka
            przeżyje różę, kiedy z pąka wschodzi?

            O, znikać musi, abyście pojęli!
            I choć mu ciężko samemu, że znika,
            gdy jego słowo śmierci nie podzieli,

            on jest tam, dokąd wasz krok już nie zbacza.
            Rąk jego krata liry nie zamyka.
            Idzie za głosem, wtedy, gdy przekracza.

            R. M. Rilke

            • sainbois VI sonet do Orfeusza 15.08.03, 12:44
              Jestże tutejszy? Nie, w obu krainach
              jego szeroka wzrosła istota.
              Gałęzie wierzby zręczniej zgina,
              kto do korzeni wierzby dotarł.

              Gdy spać idziecie, na waszych stołach
              niech nie zostanie chleb ani mleko;
              zwabiają zmarłych. - Lecz niech przywoła
              guślarz ich zjawy i pod powieką

              miesza je z wszystkim widzialnym, dopóty -
              aż dlań będzie czar dymnicy i ruty
              jasny jak związek przyczyn i zmian.

              Nic mu nie zmąci kształtów zestroju,
              czy będą z grobu czy też z pokoju,
              niech sławi pierścień, klamrę i dzban.

              R. M. Rilke
              • sainbois IV sonet do Orfeusza 15.08.03, 12:51
                O, to jest zwierzę, co nigdzie nie żyje.
                Nie wiedząc o tym, cokolwiek się stanie,
                kochali jego chód, postawę, szyję -
                aż po cichego wzroku migotanie.

                Nie było. Lecz że je kochali, było
                przeczyste. Przestrzeń oddali mu stałą.
                I w tej przestrzeni głowę podnosiło
                lekko, tak, że już prawie nie musiało

                być. Nie karmili go ziarnem pszenicy
                ni innym, tylko bytu możliwością.
                I ta darzyła je tak wielką siłą,

                że róg zrodziło. Nad czołową kością
                wzbił się. I białe przyszło do dziewicy -
                i było w srebrnym lustrze i w niej było.

                R. M. Rilke, z II części Sonetów
                • kolargol To co piekne 16.08.03, 02:35
                  W trwodze
                  Idź w mrok po senną strawę, zgłodniały tułaczu!.
                  Cień każdy i mgła każda mogą ci się przydać....
                  Lecz co znaczy łza w oku, gdy nie słychać płaczu?.
                  I co znaczy ten wszechświat, gdy Boga nie widać?.
                  .
                  O, wszyscy, wszyscy przyjdźcie w trwodze i bezładzie!.
                  Niech was będzie tak dużo, tak nieprzeliczenie,.
                  Bym się duchem zagubił w waszych snów gromadzie.
                  I bym nie mógł rozróżnić, gdzie wy, a gdzie cienie?.
                  .
                  Twarzy, zewsząd zjawionych jak najwięcej twarzy!.
                  I dłoni - i tej widnej na przestrzał ulicy!....
                  Wszystko dzisiaj się skończy, nic się już nie zdarzy -.
                  I nie ma już od dawna żadnej tajemnicy!....
                  .
                  Trzeba zejść się gromadnie, byle nie odwlekać....
                  I pomówić o wszystkim... I przedsięwziąć kroki....
                  I odtąd nic już nie mieć i na nic nie czekać -.
                  I co prędzej - na oślep iść w smutek głęboki....

                  Bolesław Leśmian
                  • kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 02:36
                    W śniegu
                    Już nie ma dawnej łąki! Nieznanej krainie
                    Upodobnił ją śnieg ten, co ciszkiem się stoży.
                    Czasem lśniwo nalodku, oślepłe od zorzy
                    Na ukos mignie oczom, a naprzeciw - zginie...

                    Różowe od poblasku i oprawne w śniegi
                    Gałęzie gniazd gruzłami przeświecają w słońce
                    I kruków nieruchome tkwią na nich szeregi.
                    W jedną stronę swych dziobów nasrożywszy końce.

                    Można teraz się zbłąkać wśród białego czaru,
                    Świat w nim bezimiennieje gubiąc swe granice.
                    Można teraz nie poznać parowu i jaru
                    I nie trafić na drogę, i złudzić źrenice...

                    Co za światy przelotne i wędrowne kraje
                    Spadły razem ze śniegiem na te ścieżki strome?
                    I czemu tak radośnie oko nie poznaje
                    Tego, co tak niedawno było mu znajome?...

                    Bolesław Leśmian
                  • kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 02:37
                    Kalina
                    Rosła kalina z liściem szerokiem,
                    Nad modrym w gaju rosła potokiem,
                    Drobny deszcz piła, rosę zbierała,
                    W majowym słońcu liście kąpała.
                    W lipcu korale miała czerwone,
                    W cienkie z gałązek włosy wplecione
                    Tak się stroiła jak dziewczę młode
                    I jak w lusterko patrzała w wodę.
                    Wiatr co dnia czesał jej długie włosy,
                    A oczy myła kroplami rosy.
                    U tej krynicy, u tej kaliny
                    Jasio fujarki kręcił z wierzbiny
                    I grywał sobie długo, żałośnie,
                    Gdzie nad krynicą kalina rośnie,
                    I śpiewał sobie: Dana! oj dana!
                    A głos po rosie leciał co rana.
                    Kalina liście zielone miała
                    I jak dziewczyna w gaju czekała.
                    A gdy jesienią w skrzynkę zieloną
                    Pod czarny krzyżyk Jasia złożono,
                    Biedna kalina znać go kochała,
                    Bo wszystkie swoje liście rozwiała,
                    Żywe korale wrzuciła w wodę,
                    Z żalu straciła swoją urodę.

                    Teofil Lenartowicz
                  • kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 02:38
                    Kain
                    Wyszła mi z boru
                  • kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 02:40
                    * * *
                    W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych,
                    Co kształty w miarę biegu odmieniają stale,
                    Światła chodzą po łące w odstępach nierównych,
                    Jakby wzajem o sobie nie wiedziały wcale.

                    Nie wiadomo, co łąkę tak szerzy w bezmiary,
                    Czy ich zwiewność, czy cichość, czy ruch, czy jasnota?
                    Czy raczej nieustanna tych cieniów pierzchota.
                    Co się kryją - spłoszone w parowy i jary?

                    Czekam, aż jedno z świateł, skupionych na jaskrze,
                    Dotrze do mnie wraz z przerwą obłoków na niebie
                    I w pierś moją uderzy - i cały się zaskrzę.
                    I łące nagle drogę rozwidnię do siebie.

                    Bolesław Leśmian
                    • kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 03:14
                      W słońcu
                      Jastrzębi śledząc lot,
                      Jezioro ciszę wdycha.
                      Zwiesza się poza płot
                      Spylona rozwalicha.

                      W kałuży, śladem kół
                      Porysowanej w żłoby,
                      Tkwi obłok, brzozy pół
                      I gęsi rdzawe dzioby.

                      Od sztachet, snując kurz
                      Na trawy i na chwasty,
                      Słońcem pocięty wzdłuż
                      Upada cień pasiasty...

                      Trzeba mi grodzić sad,
                      Trzeba mi zboże młócić!
                      Przyszedłem na ten świat -
                      I nie chcę go porzucić!...

                      Bolesław Leśmian
                    • kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 03:14
                      Wielkanoc
                      Droga, wierzba sadzona wśród zielonej łąki,
                      Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze.
                      Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze,
                      A pod niebem wysoko śpiewają skowronki.

                      Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
                      Droga, ktorą co święto szli ludzie ze śpiewką,
                      Idzie sobie Pan Jezus, wpółnagi i bosy
                      Z wielkanocną w przebitej dłoni choragiewką.

                      Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste,
                      Łowicka jej spódniczka i piękna zapaska.
                      Poznała Zbawiciela z świętego obrazka,
                      Upadła na kolana i krzyknęła: "Chryste!".

                      Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą,
                      A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem
                      I rzeknie: "Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą,
                      Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem."

                      Jan Lechoń
                    • kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 03:15
                      Deszcz
                      I niebo ma swą miłość i swe całowanie -
                      W srebrnych kulkach, perełkach jest nieba kochanie.

                      Wiosną ciepłe są usta, jesienią wilgotne,
                      Dnie na wiosnę pogodne, a na jesień słotne.

                      I w płynące koronki i hafty wsłuchany,
                      Jak ziemia w pocałunki, wiem, żem jest kochany.

                      I jak deszczu muszelka co kołysze listkiem,
                      Twe serce moje trąca i dla mnie jest wszystkiem.

                      Jerzy Liebert
                    • kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 03:17
                      W południe
                      Wzdłuż chat ponad strzechami
                      Południa żar zawzięty
                      Widomie drga i mami
                      Niepochwytnymi pręty...

                      Wpośród zielonych muraw
                      Schą rosy ciemne ślady,
                      Samotnej studni żuraw
                      Patrzy w dalekie sady.

                      Na przeciwległe wzgórze
                      Głóg wpełzły i berberys
                      Poprzez słoneczne kurze
                      Gałęzi rzuca przerys.

                      Południe samo siebie
                      Roztrwania w omam senny...
                      Niebem prześwieca w niebie
                      Przezroczy księżyc dzienny.

                      Znienacka w drzew gęstwinie
                      Wiśnia się płoni smagle -
                      O, teraz, w tej godzinie,
                      Pokochać - kogoś - nagle!...

                      Ten znój z błękitem w zmowie
                      Dech piersiom tak utrudnia!
                      Zachciało się mej głowie
                      Śnić miłość wśród południa!

                      Bolesław Leśmian
                      1912
                      • sainbois Że przyroda jest heraklitejskim ogniem 16.08.03, 11:04
                        Że przyroda jest heraklitejskim ogniem
                        i o pociesze zmartwychwstania

                        Chmur purchawki, puch darty, poduchy
                        porwane przez paradny huragan
                        gonią górnym gościńcem; hulaszcza
                        zgraja tłoczy się, w pogoń się puszcza.
                        Pod ich bielą oślepiająco wapienną
                        na ziemi, na drzew pióropuszach
                        pasy światła, płaty cienia podłużne
                        chcą się zmieszać wśród zmagań i smagań.
                        Bystry wiatr się boryka porywczo
                        z ziemią, chłoszcze ją, czyści do naga
                        ze zmarszczek po burzy wczorajszej;
                        w koleinach, w kałużach wysusza
                        grząską maź w gęste ciasto, skorupę,
                        proch; krochmali i kruszy
                        muł, mozół śladów, co świadczą,
                        że tędy stóp ludzkich gromada
                        szła. Wciąż płonie ognisko przyrody,
                        podsycane milionem istnień.
                        Lecz zgaś jej najmilszą, najdroższą,
                        najjaśniej samoistną iskierkę,
                        człowieka - jak prędko zniknie,
                        znak pamiętny, piętno ogniste!
                        Wszystko w mrok się pogrąża ogromny,
                        w głębinie bezdennie wielkiej
                        tonie. Och, żal i zgroza! Zaledwie kształt ludzki błyśnie
                        odległą, oddzielną gwiazdą,
                        śmierć skreśla go czernią; i wszelkie
                        ślady po nim za mgiełkę
                        skrywa dal, czas zaciera.
                        Lecz dosyć już! Zmartwychwstanie
                        brzmi pobudką dla serca! Precz smutek,
                        szarych dni strudzenie stroskane.
                        Znów światło przewodnie, czyste
                        i wieczne, omiotło mój pokład
                        tonący. Niech śmierć śmieciem ciała
                        karmi robaki, niech w popiół
                        obróci się zienia cała:
                        blask zapałał, trąba zagrzmiała
                        i staję się tym, czym jest Chrystus,
                        bo On tym, czym ja był; i wiem: ten
                        Głupi Jaś, pośmiewisko, śmieć niski,
                        strzęp, nic - jest diamentem,
                        jest nieśmiertelnym diamentem.

                        Gerard Manley Hopkins
                        • kolargol To co piekne 17.08.03, 01:05
                          Idy marca
                          Na niebo, dotąd czyste, nagle płyną chmury,
                          Ponad tłumu oklaski głos się wznosi starca.
                          Oto rękę wróżącą podnosi do góry,
                          Woła: "Wielki Cezarze! Strzeż się Idów Marca!".

                          Nad ogród, który marzy w jesiennej tęsknocie,
                          Ptak jakiś rozpiął skrzydła, gotów do podróży.
                          Ach! nie spuszczaj go z wzroku! Może w jego locie
                          Dostrzeżesz jakieś znaki, odczytasz co wróży.

                          Już złota kula słońca za ogród upadła,
                          I niebo nabijają gwiazd srebrzyste ćwieki,
                          Nie wracaj do pokoju, nie patrz do zwierciadła
                          I rąk nie składaj w trwodze, wzywając opieki.

                          To może twoje gwiazdy na niebie rozbłysły
                          I twoje jutro słońce nareszcie zadnieje,
                          Jeżeli wosk, co teraz na wodę się leje,
                          Na niwecz nie obróci twe wszystkie zamysły.

                          Jan Lechoń
                          • kolargol Re: To co piekne 17.08.03, 01:06
                            Czerwone wino
                            Bardzo wcześnie jest jesień. Coraz wcześniej słońce
                            Za jezioro z ołowiu w drżące spada trzciny.
                            Dzień jest po to, by sennie płynęły godziny,
                            A wieczór, by oglądać gwiazdy spadajace.

                            Renoir chyba w sadzie pomalował śliwy,
                            Tak ich skórka zielona, a brzegiem liliowa,
                            I wszystko tu coś znaczy, tylko brak na słowa.
                            Ach! jak tu odpowiedziec, czy jestem szczęśliwy?

                            Jak nurek schodzi w mroki tajemniczych głębin,
                            Gdzie się przepych koralu bogato rozpina,
                            Tak ja wypijam wzrokiem czerwoność jarzębin,
                            Lub próbuję wargami czerwonego wina.

                            Jan Lechoń
                          • kolargol Re: To co piekne 17.08.03, 01:08
                            Ostatnia miłość
                            Dawno zmarli mych marzeń wierni towarzysze:
                            Poeci romantyczni, zapatrzeni w ciemnie,
                            Egerie w czarnych lokach - teraz nocą słyszę,
                            Bez zbytecznych pożegnań odchodzą ode mnie.

                            Już wczoraj mnie opuścił Wajdelota stary,
                            Ostatnim dyliżansem odjechał Fantazy,
                            Na dziedzińcu ułani zwijają sztandary,
                            Xiążę Józef już wydał odmarszu rozkazy,

                            Księżycowa poezji niech Was noc pochłania!
                            Za wszystko wam dziękuję, lecz na nic tu płacze,
                            Choć z nowa mą Marylą nie będzie spotkania,
                            Bo teraz kocham przyszłość, której nie zobaczę.

                            Jan Lechoń
                            "Wiadomości" 1955 nr 46
                          • kolargol Re: To co piekne 17.08.03, 01:10
                            W polu
                            Dwoje nas w ciszy polnego zakątka.
                            Srtumień na oślep ku słońcu się pali,
                            W liściu, co trafił na krzywy prąd fali,
                            Wirując, płynie szafirowa łątka.

                            Nadbrzeżna trawa, zwisając, potrąca
                            O swe odbicie zsiwiałą kończyną,
                            Do której ślimak, pęczniejąc z gorąca,
                            Przysklepił muszlę swym ciałem i śliną.

                            W przerzutnym pląsie znikliwsza od strzały
                            Płotka się czasem zasrebrzy na mgnienie.
                            Pod wodą - spojrzyj! - prześwieca piach biały
                            I mchem ruchliwym brodate kamienie.

                            Czemu ci głowa na dłonie opadła?
                            To - pachnie trawa i ten piach pod wodą -
                            To - wód, polśnione smugami, zwierciadła
                            Parują ciszą, blaskiem i ochłodą.

                            Tych kilka dębów ponad brzegiem liście,
                            Podziurawione i przeżarte chciwie
                            Przez gąsienice, trwają tak przejrzyście
                            Nad własnym cieniem, co tkwił w pokrzywie.

                            Z tej tu pokrzywy czar dębowych cieni
                            Zgarnę ku piersiom, co na słońce dyszą,
                            Ustami dotknę bezmiernej zieleni,
                            Stęsknionej do mnie swym sokiem i ciszą.

                            Do kwiatów przywrę rozpalone czoło,
                            Wsłucham się w bąki grające i brzmiki,
                            I będę patrzał, jak lepkie gwoździki
                            Wśród jaskrów lśniącą ociekają smołą.

                            I będę patrzał, jak maki i szczawie
                            Mdleją, ciał naszych odurzone wonią.
                            I będę wodził twoją białą dłonią
                            Po wielkiej trawie, nie znanej nam trawie.

                            Bolesław Leśmian
                          • kolargol Re: To co piekne 17.08.03, 01:10
                            Róża
                            Czym purpurą maki
                            Na ciemną rzucał drogę?
                            Sen miałem, ale - jaki?
                            Przpomniec już nie mogę.

                            Twojeż to były usta?
                            Mojeż to były dłonie?
                            Głąb sadu mego - pusta.
                            We wrotach - księżyc płonie.

                            Dni się za dniami dłużą,
                            Noce - w jeziorach witam...
                            Kiedy ty kwitniesz, różo?
                            "Ja nigdy nie zakwitam."

                            "Ja nigdy nie zakwitam".
                            Twójże to głos, różo?
                            Słowo po słowie chwytam,
                            Dni się za dniami dłużą.

                            Bolesław Leśmian
                          • kolargol Re: To co piekne 17.08.03, 01:11
                            Sad
                            Rozmajaczył się dzisiaj mój sad czereśniowy,
                            Ku księżycowi ścieżką wytężony krętą.
                            Noc go czyni podobnym do mrocznej alkowy,
                            W której drzewa uśpione wraz z ich snem zamknięto!

                            Rozmajaczył się dzisiaj mój sad... wszak w południe
                            Dziewczęta rwały tutaj dojrzałe czereśnie.
                            Wyszły potem. Owoce iskrzące się złudnie
                            Skryły się w mroku nocy niby oczy we śnie

                            Skryły się w mroku nocy - ale idąc sadem
                            Czuję wpośród ciemności ich ciężkie zwisanie -
                            Czuję czyjeś spojrzenie na mym czole bladem:
                            Jest ktoś w sadzie, co patrzy i co ma swe trwanie...

                            Rozmajaczył się dzisiaj mój sad, jakby we sobie
                            Nie jedną, ale tysiąc nagromadził nocy!
                            Z czereśni pod przymusem niewiadomych mocy
                            Tryska świało czerwone ku głębin ozdobie!

                            I sad mój w purpurowym tonie oświetleniu,
                            W którym staje się wszystko, co się staje we śnie...
                            W południe tu dziewczęta zrywały czereśnie,
                            Wyszły potem... Lecz teraz w szkarłatnym omdleniu

                            Widzę tu inne dziewki - cudowne, olbrzymie -
                            Żądze moje! Ta - spekłe rozchyliła usta.
                            Inna własnym warkoczem słodkim jak rozpusta
                            Chłoszce piersi - a inna chce szepnąć me imię.

                            Lecz darmo - obłąkana - szuka go w pamięci:
                            Zginąłem tam jak w wonnej ponętnej mogile!
                            Dobrze mi tam - o! lepiej niźli żyć przez chwilę
                            Z dziewką, co w głupim tańcu nadziei się kręci!

                            Sad szumi. Dziewki moje rojnie i gromadnie
                            W zachwyceniu na wielkie wspinają się drzewa
                            I rwą krasne owoce tryskające zdradnie
                            Ogniem, który tej nocy tak sennie dojrzewa!

                            Rwą i karmią się chciwie przesłodkim płomieniem
                            Wpływającym do piersi jak do oczu - zmora,
                            Bo ten płomień, choć znika, jeszcze przed zniknieniem
                            Daje im przedsmak jutra, co przyjść miało wczora...

                            Ale ja czuję ciągle czyjś wzrok przez otchłanie
                            I słyszę wciąż śmiech cichy, szyderczo - żałobny.
                            Jest ktoś w sadzie, co patrzy i co ma swe trwanie,
                            Ktoś, co drwi z moich dziewek... ktoś do mnie podobny!...

                            Bolesław Leśmian
                            • sainbois Palmy 17.08.03, 16:32
                              Widzę w Twych oczach ciemne morza tonie
                              i szafir nieba, co się w nich przegląda -
                              rozkosz otchłani, która śmiercią zionie -
                              ciszę bezmiarów - których się pożąda.

                              Lub mi się zdaje, że to leśne głusze
                              w podzwrotnikowym słońcu gorejące -
                              a w głębi zimne; strojne w pióropusze
                              tęczowych kwiatów, a od lian ginące.

                              Tak się w mej duszy mienią Twoje oczy,
                              że nic trwałego w nich, prócz tajemnicy.
                              I próżno pytam, czy mnie do świątnicy
                              ten sfinks prowadzi, czy pustych roztoczy,
                              gdzie palmy więdną na słonecznym skwarze
                              i tak do rajów podobne - miraże.

                              Tadeusz Miciński
                              • sainbois Re: Palmy 17.08.03, 16:55
                                Łez! łez mej piersi - bo skona od męki!
                                wy nawałnice! i wy Oceany
                                łez mi użyczcie - niechaj puste dźwięki
                                jak bez napoju poszczerbione dzbany
                                umilkną.
                                Gdzie mędrcy? którzy pojęli zawiłość przeznaczeń...
                                Gdzie duchy groźne? co się starły z mocą demonów...
                                Gdzie bohaterski dzwon? tryumfująca miłość za grobem...
                                Jeśli to jest? niech gwiaździstą nocą gra hejnał sercu.
                                • kolargol To co piekne 18.08.03, 23:40
                                  W pobliżu cmentarza
                                  W mrok pokoju przez okno woń z cmentarza załata,
                                  Woń z cmentarza - i z lasu - i z sioła.
                                  Czemuż z trojga tych woni z jedną dziwnie się brata
                                  Trwoga nozdrzy, węszących dokoła?
                                  To - ta właśnie!... A zresztą - tyle tylko tu świata,
                                  Ile okno zagarnąć podoła.

                                  Tyle tylko tu świata i przestworu, i nieba,
                                  Ile oknu zaczerpnąć się zdarzy -
                                  A nie więcej zapewne i dla tamtych potrzeba,
                                  I dla tamtych - w podziemiach cmentarzy!
                                  Leżą straszni - bez strachu, leżą syci - bez chleba,
                                  Twarzą na wznak, a właśnie - bez twarzy...

                                  Przyjmowali śmierć w domu i mówili półgłosem -
                                  Z nią mówili, wpatrzeni w jej dziwy,
                                  I przerwali rozmowę, by się ukryć wraz z losem
                                  W mech cmentarny, w liszaje, w pokrzywy...
                                  Więc mi straszno na cmentarz tak popatrzeć ukosem
                                  I pomyśleć, żem - inny i żywy...

                                  Wiem, co znaczy rozłąka z ciałem własnym na wieki
                                  I ta ciemność ostatniej niedoli -
                                  Wiem, co trumna, gdy słyszy, jak wbijane brzmią ćwieki!
                                  To - nie boli, nie boli, nie boli!...
                                  Jeno trzeba raz jeden mocno zamknąć powieki
                                  I ułożyć się na wznak powoli...

                                  Tyle nieba, co w oknie... A mnie śnią się i śnią się
                                  Wspólne duchów ze słońcem zachody
                                  I śmierć jakaś pijana, cała - w śpiewie i pląsie,
                                  Pląsem życia łamiąca przegrody!
                                  Księżyc wschodzi czerwony. W księżycowym gdzieś pąsie
                                  Róż aleje, róż widzę ogrody...

                                  Bolesław Leśmian
                                  "Literatura i Sztuka" 1910 nr 23
                                  • kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:41
                                    W państwie zmierzchów
                                    W państwie zmierzchów, snów i czarów
                                    (Ach! to państwo jest podziemne!),
                                    Wśród zdyszanych śmiercią jarów,
                                    Gdzie wszystko jest blade, ciemne -
                                    Stoi zamek w mgły ozdobny,
                                    Co mu okna przesłoniły,
                                    Taki dziwny i żałobny,
                                    I podobny do mogiły!

                                    Wszak to sny piekielnej mocy,
                                    W niezgłębionych toniach nocy
                                    Ognistymi szumiąc wiosły,
                                    W otchłań zamku mię zaniosły!

                                    Tam - w ostatnim już pokoju,
                                    Za drzwiami ostatniemi -
                                    Stoi pełen niepokoju
                                    Czarnozłoty tron podziemi!

                                    Na tym tronie w niemych skargach,
                                    W niemych skargach trwa na tronie
                                    Ta, co miłość ma na wargach,
                                    A śmierć w łonie, w cudnym łonie!
                                    Szaty na niej w czar zasobne,
                                    Ze złotego dziane runa,
                                    Takie dziwne i żałobne,
                                    I podobne do całuna...

                                    I widziałem na swe oczy,
                                    Co już dzisiaj są zamknięte -
                                    Jak zmierzch jadem swoim toczy
                                    Ciało, ciało jej zaklęte!
                                    I widziałem, jak jej dusza
                                    Niespokojnie się porusza,
                                    I chwiejąca się i blada
                                    Z wolna, z wolna się rozkłada
                                    Na sny jakieś nieskończone.
                                    Na westchnienia rozemglone,
                                    Na wieczności tkanki złote,
                                    Na cierpienie, na tęsknotę,
                                    Na purpury i błękity,
                                    I na tęcze, i na świty,
                                    Tak rozkłada się powoli,
                                    Że mię każda chwila boli,
                                    Nad rozpaczą tego świata:
                                    I chwyciłem jaw ramiona,
                                    I pytałem ją, a ona
                                    Całowana - odpowiada,
                                    I pieszczona - odpowiada:
                                    "Tak mi dobrze, smutny bracie,
                                    Gdy mię warga twoja pieści!
                                    Słyszysz, słyszysz, jak w mej szacie
                                    Zaczajona śmierć szeleści?
                                    Tak mi dobrze, gdy mi łono
                                    Szarpią słodkie śmierci dreszcze!
                                    Spróbuj warg mych, które płoną!
                                    Spróbuj jeszcze, spróbuj jeszcze?
                                    Moje szepty i dotknięcia,
                                    I pieszczoty, i zaklęcia,
                                    Zadżumioną tchnące rosą -
                                    Piorun śmierci tobie niosą!
                                    Wszyscy, którzy z ziemskiej dali
                                    Przyszli marzyć na mym łonie -
                                    Wszyscy, wszyscy już skonali,
                                    Nic nie wiedząc o swym skonie!
                                    Dam ci wargi, piersi dam ci,
                                    Gdzie życia ślady starły?
                                    Ach! ty także, jak i tamci,
                                    Nie wiesz o tym, żeś umarły!"

                                    Całowana - tak mi gada,
                                    I pieszczona - tak mi gada,
                                    I w objęciach mych wpółżywa
                                    Z wolna, z wolna się rozpływa
                                    W jakieś kształty napowietrzne,
                                    W jakieś widma snów odwieczne,
                                    W jakieś jęki i rozjęki,
                                    W jakieś cienie i promienie -
                                    I tak wlecze w mgłę podziemną,
                                    Tak mię wlecze moja Blada,
                                    Aż ten zamek razem ze mną
                                    Jeszcze głębiej się zapada!

                                    Bolesław Leśmian
                                    "Wędrowiec" 1905 nr 1
                                  • kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:43
                                    "Bzy w Pensylwanii"
                                    Przed domem uschły biały bez,
                                    Ulica szarą zaszła mgłą.
                                    Smutek bez sensu i bez łez.
                                    ...You know, you know...

                                    Lokomotywy nocą gwizd
                                    Gdy się w tej mgle powoli szło.
                                    I szary dzień i smutny list.
                                    ...You know, you know...

                                    Potem pod ziemią węgiel wierć
                                    I sennie w barze patrz we szkło.
                                    Co dzień to samo. I już śmierć.
                                    ...You know, you know...

                                    Jan Lechoń
                                    "Wiadomości" 1956 nr 27
                                  • kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:44
                                    Podróż
                                    Nęcą mię, wabią znów malowidła.
                                    Czas mi się dłuży:
                                    Złocistym biczem chłoszcze me skrzydła
                                    Żądza podróży!
                                    Wszystko mi jedno, po jakiej fali
                                    Wlec brzemię nędzy,
                                    Byle odjechać, byle najdalej,
                                    Byle - najprędzej!...
                                    Dajcie mi okręt - ja nadmę żagle
                                    Duszą mą własną!
                                    Bez pożegnania odlecę nagle,
                                    Gdy wszyscy zasną...
                                    Gdy wszyscy zasną - ja sen udegnam.
                                    Rzucę się w tonie -
                                    Nawet kochanki swej nie pożegnam.
                                    Łzy nie uronię!

                                    Szumi bandera, rwie burza sroga
                                    Herb mej tęsknoty:
                                    Orła, co dziobem wskazuje Boga,
                                    A dziób ma złoty!
                                    Sam nie wiem. dokąd okręt mój zmierzy
                                    Z piersią wydętą -
                                    Do sycylijskich może wybrzeży
                                    Lub do Sorrento?
                                    Może na fiordy, gdzie fal kaskada
                                    Snem srebrnym kipi.
                                    Może do lasów, których szum wpada
                                    W głąb Missisipi?
                                    Może nad Ganges, gdzie lotusową
                                    Wymarzę chatę -
                                    Tam - w Himalajach wysnuję nową
                                    Mahabharatę...
                                    A może, wlokąc po fal bezbrzeży
                                    Mdłych sterów bóle,
                                    Okręt mój z jękiem nagle uderzy
                                    W Ultiima Thule!...

                                    Wszystko mi jedno, po jakiej fali
                                    Wlec brzemię nędzy,
                                    Byle odjechać, byle najdalej,
                                    Byle najprędzej!
                                    Bo wiem, że dojrzę wylądy raju
                                    Przez szkła lunety
                                    I znajdę szczęście w wieczystym maju,
                                    Na brzegach Lety!
                                    Wiem, że jaśniejszej doli rozświty
                                    Gdzieś dla mnie górą.
                                    Że mnie na wyspie nowo odkrytej
                                    Królem obiorą!
                                    Dadzą mi zamki, w mgłach pogrążone
                                    Nad jezior wodą -
                                    Szkarłatne szaty, złotą koronę,
                                    Królewnę młodą...

                                    W borach tej wyspy na bezkrólewie
                                    Ludność narzeka...
                                    Królewna smutek zamyka w śpiewie,
                                    Królewna - czeka...
                                    Czeka, przez okno patrzy na drogę
                                    I snuje sidła...
                                    Królewno, przebacz! Lecieć nie mogę:
                                    Los skuł mi skrzydła!
                                    Próżno się zrywam, próżno się płonię
                                    I wołam ciebie!
                                    Okiem za tobą po niebie gonię,
                                    Okiem po niebie!
                                    W niebie obłoki mkną w otchłań czasu,
                                    Sen w nich migota,
                                    Jedne - z jedwabiu, drugie - z atłasu,
                                    Z tęczy i złota!
                                    Po tych obłokach, natchnionych zorzą,
                                    Widma się winą:
                                    Zamki, co same z siebie się tworzą
                                    I w sobie giną...
                                    Góry złociste, mgłą otulone,
                                    Zniknieniem zwiewne,
                                    I grody martwe, niezaludnione,
                                    Jutra niepewne...
                                    Jutra niepewny - chcę w takim grodzie
                                    Mieszkać przez mgnienie,
                                    Po znikającym błądzić ogrodzie,
                                    Jak sny, jak cienie!

                                    Wszystko mi jedno, po jakiej fali
                                    Wlec brzemię nędzy,
                                    Byle odjechać, byle najdalej,
                                    Byle najprędzej!
                                    Okręt mi dajcie, okręt powietrzny,
                                    Bo z pragnień ginę!
                                    Kapitan senny - w mój sen odwieczny
                                    Niechaj popłynę!
                                    Niechaj popłynę w nieba rozwieje,
                                    Po chmur odmęcie -
                                    Na tym okręcie, co nie istnieje,
                                    Na tym okręcie!...
                                    Niechaj popłynę w tę mgłę zaklętą,
                                    W te inne kraje -
                                    Tam jest mój Ganges, moje Sorrento
                                    I Himalaje!...

                                    Bolesław Leśmian
                                    "Znicz: Noworocznik Literacki" 1903
                                  • kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:44
                                    Samotność
                                    Wiatr wie, jak trzeba naciskać...
                                    Za oknem - mrok się kołysze.
                                    Nie widać świata, nie słychać,
                                    Lecz ja coś widzę i słyszę...

                                    Ktoś z płaczem ku mnie z dna losu
                                    Bezradną wyciąga rękę!
                                    Nie znam obcego mi głosu,
                                    Ale znam dobrze tę mękę!

                                    Zaklina, błaga i woła,
                                    Więc w mrok wybiegam na drogę
                                    I nic nie widząc dokoła,
                                    Zrozumieć siebie nie mogę!

                                    W brzozie mgła sępi się wiotka.
                                    Sen pusty!...Wracam do domu...
                                    Nie! Nikt się z nikim nie spotka!
                                    Nikt nie pomoże nikomu!

                                    Bolesław Leśmian
                                    • kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:49
                                      W lesie
                                      Tyle w gęstwinie cisz błądzi i tyle
                                      Słoneczniejących między pniami czasów.
                                      że nasilone barwami motyle
                                      Lecą w znój przyszły - przeczuwanych lasów.

                                      Wierzchami sosen - szum chodzi wysoki
                                      I - przemijając - pozostawia drzewa.
                                      Dość mi pomyśleć - wśnionemu w obłoki
                                      O jakimś ptaku, by stwierdzić, że śpiewa...

                                      W drgawym powietrzu coraz złotowłosiej
                                      Od snów, co niosą w blask - zmarłe pustkowie -
                                      A ja pamiętam, że pod lasem w rowie
                                      Purpurowieje drobny mak-samosiej.

                                      I właśnie, sycąc cienistą snu zmrużkę
                                      Wspomnianą nagle z lat dawnych doliną.
                                      Spożywam chleba wonnego całuszkę
                                      Razem ze słońca na niej odrobiną...

                                      Bolesław Leśmian
                                    • kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:50
                                      Cytata
                                      Na cóż laur ci pochlebczy i kuszące brawa?
                                      Na cóż szumnej gawiedzi oklask wielokrotny?
                                      Zwiędną, przebrzmią, umilkną. Ale twoja sprawa
                                      Jeszcze nie jest skończona, poeto samotny.

                                      W jedyną zbrojny słuszność jako rycerz w męstwo,
                                      Idź pomiędzy aleje, gdzie w ubogich grobie
                                      Leżą ci, co wierzyli w za grobem zwycięstwo.
                                      A umarli, pobici i podobni tobie.

                                      Jak oni, wzgardź wawrzynem z kusicielskiej dłoni:
                                      Niech w wieniec twój się plotą róże wraz z cierniami.
                                      Abyś kiedyś mógł śmiało powiedzieć jak oni:
                                      "Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami"

                                      Jan Lechoń
                                    • kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:51
                                      Noc
                                      Noc na niebie. Wieś w mroku złudnie roztajała
                                      W bezkształt senny. tu ówdzie swiatłem zwypuklony.
                                      Psów wycie rozpowiększa bezbrzeż wsi uśpionej
                                      i niżej srebra stosy płonie chmur nawala.

                                      W tej i owej chat szybie świeca lśni jak gwiazda,
                                      Czasem sylweta głowy mignie tam i zginie:
                                      Sen szyby... W wonnych sadów szemrzącej głębinie
                                      Duchy na nocleg w ptasie wdzierają się gniazda.

                                      Zapach ziemi wilgotnej i zziębniętych kwiatów
                                      Zlewa się w jeden mocny i wystały trunek.
                                      Wietrzyk spadł mi na czoło niby pocałunek -
                                      Skąd, od kogo? - sam nie wiem! Może spoza światów...

                                      A na niebie rozpiętym, bezbrzeżnie rozległem,
                                      Księżyc pała, chmur srebrne zwisają odlewy,
                                      Jakiś anioł (on nie wie, że go tam dostrzegłem!),
                                      Jakiś anioł błękitnooki i złocistobrewy
                                      Z gorączkowym rumieńcem w zwierciadle księżyca
                                      Przegląda swe o Bogu zadumane lica.

                                      Bolesław Leśmian
                                      1912
                                      • kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 00:16
                                        Prośba
                                        Czemuśmy się zgodzili na brzemię pokory?
                                        Na istnienia naszego - ból, krzywdę i strwon?
                                        Czemuśmy nie wyryli choćby kreciej nory,
                                        By dać szczęściu - kryjówkę i nocleg i schron?

                                        Zaniedbaną pieszczotą chcemy zmóc rozpacze -
                                        Na ustach słów spóźnionych zbytecznieje gwar...
                                        I płacz ciągle nas ściga, choć już nikt nie płacze -
                                        Bo i cóż nam zostało? - To jedno: twój czar!...

                                        O, nie znuż się ostatnim czarowania trudem!
                                        Wytrwaj w jawie, co męczy zbyt usilnym snem!
                                        Nie wiesz nawet, czym dla mnie w mroku - poza cudem
                                        Są twe dłonie!... Ja tylko, gdy całuję, wiem...

                                        Bolesław Leśmian
                                        1937
                                      • kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 00:17
                                        Przemiany
                                        Tej nocy mrok był duszny i od żądzy parny,
                                        I chabry, rozwidnione suchą błyskawicą,
                                        Przedostały się nagle do oczu tej sarny,
                                        Co biegła w las, spłoszona obcą jej śrenicą -
                                        A one, łeb jej modrząc, mknęły po sarniemu,
                                        I chciwie zaglądały w świat po chabrowemu.

                                        Mak, sam siebie w śródpolnym wykrywszy bezbrzeżu,
                                        Z wrzaskiem, który dla ucha nie był żadnym brzmieniem,
                                        Przekrwawił się w koguta w purpurowym pierzu,
                                        I aż do krwi potrząsał szkarłatnym grzebieniem,
                                        I piał w mrok, rozdzierając dziób, trwogą zatruty,
                                        Aż mu zinąd prawdziwe odpiały koguty.

                                        A jęczmień, kłos pragnieniem zazłociwszy gęstem,
                                        Nasrożył nagle złością zjątrzone ościory
                                        I w złotego się jeża przemiażdżył ze chrzęstem
                                        I biegł, kłując po drodze ziół nikłe zapory,
                                        I skomlał i na kwiaty boczył się i jeżył,
                                        I nikt nigdy nie zgadnie, co czuł i co przeżyłś

                                        A ja - w jakiej swą duszę, sparzyłem pokrzywie,
                                        Że pomykam ukradkiem i na przełaj miedząś
                                        I czemu kwiaty na mnie patrzą podejrzliwieś
                                        Czy coś o mnie nocnego wbrew mej wiedzy - wiedząś
                                        Com czynił, że skroń dłońmi uciskam obiemaś
                                        Czym byłem owej nocy, której dziś już nie maś

                                        Bolesław Leśmian
                                        • kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 02:48
                                          Nadzieja
                                          Jeżeli nam się uda to coś my zamierzyli
                                          i wszystkie słońca które wyhodowaliśmy w
                                          doniczkach
                                          naszych kameralnych rozmów
                                          i zaściankowych umysłów
                                          rozświetlą szeroki widnokrąg
                                          i nie będziemy musieli mówić że jesteśmy
                                          geniuszami
                                          bo inni powiedzą to za na
                                          i aureole
                                          tęczowe aureole
                                          ...ech szkoda gadać
                                          Panowie jeżeli to się uda
                                          To zalejemy się jak jasna cholera

                                          Andrzej Bursa
                                        • kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 02:49
                                          Goplana
                                          Cóż to? Więc to naprawdę? Więc to jutro rano
                                          Już znikasz: nasz kraj smutny opuszczasz, Goplano?
                                          I zanim babie lato swe nici rozprzędzie,
                                          Nim będą jarzębiny - już ciebie nie będzie?
                                          Tak jak stado żurawi, co wysoko płynie,
                                          Jak jaskółki przez pierwsze chłody wystraszone,
                                          Ty także nie chcesz zostać w tej smutnej krainie
                                          I tęskniąc do nas ciągle, lecisz w obcą stronę.
                                          Jak to? Nie chcesz zobaczyć, jak liść spada z klonów,
                                          Ni mgieł, co snuć się będą wśród pustych zagonów,
                                          Jak buki na czerwono będą płonąć w górze,
                                          Ani słuchać tej ciszy jesiennej w naturze?
                                          Nie chcesz, śpiąca pod lodem u jeziora brzegu,
                                          Słyszeć przez sen, jak wichry wieją na mogiły,
                                          Ani dzwonków od sanek, ni skrzypienia śniegu,
                                          Ani dzwonów, co będą na Pasterkę biły.
                                          Ach! odejść chcesz od zbrodni straszliwszych niż baśnie,
                                          Od których by zadrżało serce Balladyny,
                                          Lecz krew, co tu spłynęła, nie z naszej jest winy.
                                          Poczekaj! Wszystko przejdzie, uciszy się, zaśnie,
                                          Zostań z nami, Goplano! Wypłyń nocą, biała,
                                          Nad srebrem oświecone granatowe tonie
                                          I rozpleć swoje włosy i połóż swe dłonie
                                          Na wierzbie, którąś przecież tak bardzo kochała,
                                          Wśród woni, co się leją taką nocą ciepłą,
                                          Przejdź cicho po ogrodzie i idź wśród rabatów,
                                          I z bratków, i z nasturcji, i ze wszystkich kwiatów
                                          Zmywaj wodą z jeziora naszą krew zakrzepłą.

                                          Jan Lechoń
                                        • kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 02:50
                                          Kto chce, bym go kochała
                                          Kto chce, bym go kochała, nie może być nigdy ponury
                                          i musi potrafić mnie unieść na ręku wysoko do góry.
                                          Kto chce, bym go kochała, musi umieć siedzieć na ławce
                                          i przyglądać się bacznie robakom i każdej najmniejszej
                                          trawce.

                                          I musi też umieć ziewac, kiedy pogrzeb przechodzi ulicą,
                                          gdy na procesjach tłumy pobożne idą i krzyczą.
                                          Lecz musi być za to wzruszony, gdy na przykład kukułka
                                          kuka lub gdy dzięcioł kuje zawzięcie w srebrzystą powlokę
                                          buka.

                                          Musi umieć pieska pogłaskać i mnie musi umieć pieścić,
                                          i smiać się, i na dnie siebie żyć słodkim snem bez treści,
                                          i nie wiedzieć nic, jak ja nic nie wiem, i milczeć w
                                          rozkosznej ciemności,
                                          i byc daleki od dobra i równie daleki od złości.

                                          Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                        • kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 02:51
                                          Akacje w nocy
                                          Tysiączne małe liście na drzewie akacji
                                          w ruchliwych siwych włosach szeleszczą złowieszczo
                                          - pachnące białe grona zwiędłym kwiatem deszczą
                                          szamocząc się wśród liści w słodkiej desperacji...

                                          Złe, o złe niespodzianki szeleszczą w tym szmerze -
                                          drzewo tak rusza liśćmi, jak człowiek kiwa głową,
                                          i szepcze beznadziejnie: przyjdzie to i owo
                                          - nie pomoże pogoda, nie pomogą pacierze...

                                          Wiatr wzdłuż i wszerz przebiega skrzypiące akacje,
                                          szeleszczą małe liście z księżycowej blachy;
                                          a z pustki nieba schodzą ciemne, smutne strachy,
                                          niosą rzeczy okropne - i mają świętą rację.

                                          Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                          «Skamander», kwiecień 1923, z. 28
                                          • kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 04:13
                                            Amazonka
                                            Gąszcz złotoblady
                                            jak zeschły wieniec dębowy.
                                            jak stos listów pełnych miłości i zdrady,
                                            o których już nie ma mowy.
                                            Obręcze gałęzl płowych
                                            wiążą się w koszyk złoty -
                                            tu sarny wstają z klęczek, tam szeleszczą sowy
                                            i wiewiórki wyskakują jak z groty.
                                            Potrójne orzechy spadają na trawę,
                                            słońce jak driada przemyka się schylone,
                                            a fauny wabią w tę i w tę stronę,
                                            naśladnjąc głosy spóźnionych turkawek.
                                            Na niespodziane] i okrągłej łące
                                            stanęła sama jesień w amazonce czarnej,
                                            w woalce bladej
                                            i wsparta na klaczy swojej złotogniadcj.
                                            oczami zranionej sarny
                                            patrzy na liście lecące.
                                            zdejmuje czarny trykorn ze złotym galonem,
                                            wstrzasa obcięte włosy malowane henną,
                                            przyciska ręką serce, zwiędły liść czerwony,
                                            i placze rosą jesienną.

                                            Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                          • kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 04:14
                                            Akwatyki
                                            I
                                            Koła deszczu przędą się na wodzie...
                                            Powstają jedne z drugich,
                                            Wciąż jeszcze i jeszcze - - -
                                            Liść nawodny porozumiał się z deszczem:
                                            Podobne są ich kręgi w kształcie i obwodzie.
                                            Nenufar
                                            Koła wodne pochwala,
                                            Innym formom nie ufa...
                                            II
                                            Nad wodą ławka, trawą porosła
                                            Jak zimna płyta mogiły...
                                            Tu, dwoje imion, dwaj zakochani
                                            Wyryli w podpis zawiły.
                                            Tutaj siedzieli, patrząc na siebie...
                                            Może nie żyją w tej chwili?
                                            A jeśli żyją, kochając innych,
                                            To też tak, jakby nie żyli.
                                            III
                                            O lilie - kąpielice, ku snom wychylone
                                            Wsparłszy głowę na liściu! O nadwodna ławko!
                                            W ciemnym srebrze topoli, zwisających pionem,
                                            Falo, tętniąca głucho bulgotem i czkawką!
                                            Głosy humorystyczne, naj brzydsze, najpustsze,
                                            Wyrażające próżność mijającej chwili!
                                            Przy świetle gwiazd oglądam przeszłość moją w lustrze
                                            Oplecionym ramieniem lilii...
                                            Wszystko co wpadło w wodę, między chóry żabie,
                                            Ze szkodą równą wiązce róż czy złotej sztabie...
                                            IV
                                            Ta nić, wraz z rybką, w powietrze wyrwaną,
                                            To twój ratunek od uroku wody.
                                            Ona cię trzyma, broni przed nirwaną,
                                            Ciągnącą lilie i świateł niewody...

                                            Nenufar, w chmury zapatrzony niemo,
                                            Ani cię zdziwi, ani cię zachwyci,
                                            Nie stracisz zmysłów i nie wpadniesz w niebo,
                                            Dzięki tej mocnej, pożądliwej nici.

                                            Wśród samotności tak żabiej, nadwodnej,
                                            Inny zwariowałby, zaczął rechotać,
                                            Albo pojąwszy prawdę - zemdlał od niej.
                                            - Ty bacz jedynie, czy się korek miota...
                                            V
                                            Wodo, marszczona w zefirowe plisy,
                                            Podobna egipskiej szacie!
                                            Światła prędkie, srebrzyste jak świergot skowrończy!
                                            O kalie dzikie, irysy,
                                            Wy, co się zaczynacie tam, gdzie ja się kończę...
                                            VI
                                            Jezioro: szyba w iskier tysiące rozbita,
                                            Pąk nenufaru: gładko sczesana najada,
                                            I wysoko nad wodą krążąca rybitwa,
                                            Która nagle, lup wziąwszy na cel -
                                            Z najsrebrzystszym patosem samą siebie łamie,
                                            Przeistacza się w szmatę a następnie w kamień
                                            I pionem spada.

                                            Potem zmaga się z rybą i z siłą wypływa,
                                            A czując, że się to wszystko światu podobało,
                                            Zaczyna od początku: srebrna i ruchliwa
                                            Przybiera nagle żądzy omdlałość...
                                            VII
                                            Za miastem, nad urwiskiem, u brzegu jeziora,
                                            Blaskiem w niebo uderzając ostrym,
                                            Leży ławica miednic i dzbanów blaszanych,
                                            Których dno czas żarłoczny rdzawą szczęką przeżarł,
                                            Jest jakaś duszna poezja
                                            W niedoli tego wybrzeża,
                                            Jak gdyby się choremu śniła Polinezja
                                            I w dysproporcjach rozrosłych
                                            Porzucone skorupy perłorodnych ostryg.

                                            Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                          • kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 04:15
                                            Argument kosmiczny
                                            Prawy poszedł na prawo,
                                            Nieprawy - na lewo,
                                            Więc go teraz prowadzą
                                            Pod wisielcze drzewo.

                                            W drodze klęka na ziemi:
                                            "Łaski! Co warn ze mnie!"
                                            Lecz Prawy wzniósł prawicę:
                                            "Nie proś nadaremnie"!

                                            Nieprawy ręką szyję osłania przed Prawyn
                                            Zawył wiatr szubieniczny,
                                            Pokładły się trawy...

                                            Prawy patrzy spokojnie,
                                            Prawy prawa broni,
                                            Choć serce ma po lewej,
                                            Nie po prawej stronie.

                                            Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                          • kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 04:16
                                            Akwarium
                                            I
                                            Ścierpnięty ze złości głowonóg o smutnych oczach starca,
                                            rybki jak serca bijące skrzelami, węgorze jak lite pasy,
                                            żyjący młotek i nóż srebrzysty i zardzewiała tarcza,
                                            i kraby rozparte strojące straszliwe japońskie grymasy;

                                            łakome kwiatki, przebiegłe listki, anemon chodzący w
                                            kółko i szukający mięsa,
                                            ślimak z ukwiałem różowym żyjący za pan brat
                                            ale dzisiaj zalegają trawę,
                                            merveilleusy w niebieskich sukniach...
                                            Gasną atłasów melodyjne włókna,
                                            i zapadają w głąb spojrzenia łzawe...

                                            Nikną mufki olbrzymie, gwiaździste koronki,
                                            budki-kabryjolety, o barwach niewinnych,
                                            a pozgonne zapachy wiejące od łąki
                                            są zapachami fiołków,
                                            bo nie śmią być inne...

                                            Płaty białych, nie czytanych listów
                                            ktoś rozrzucił szerokim wachlarzem - -
                                            w grozie długich, wiosennych poświstów,
                                            trupim uśmiechem tają śnieżne twarze.

                                            Szale, ongiś puszyste w styczniowej zamieci,
                                            szarymi spływają rzekami - -
                                            czasem brylant na lokach szronowych zaświeci
                                            i w trawie kończy się łzami.

                                            Zlodowaciała ręka jednej z marzycielek
                                            srebrzy się jeszcze w cieniu,
                                            strzeżona przez niego...
                                            Wkoło dymią słoneczne bomby i szrapnele.
                                            Pokój zabitym śniegom...
                                            i fioletowy krzyżyk meduzy, który się w górze leniwie
                                            wałęsa -
                                            może to wszystko jest niebo lub piekło, tamten świat?
                                            II
                                            Ach, a te mate rybeczki japońskie wesołe i ptaszęce!
                                            Strojne w pióra ni to ni owo, garbate, złociste Bóg wie co,
                                            o, każdą z nich ucałować za to, że jest, w podzięce,
                                            i wszystkie razem przycisnąć do serca zmęczonego już
                                            tajemnicą.
                                            III
                                            Wielki żółw pływa za szybą machając nogami płaskimi jak
                                            skrzydła.
                                            Grzyb półkulisty i twardy, od spodu złoty i miękki -
                                            ma oczy sowy, dziób orła i trupie nozdrza straszydła,
                                            a mech powiewa na jego tarczy w błyszczące sęki.
                                            Jak utopiony Japończyk spogląda martwo i niesłychanie.
                                            Bursztynem prześwieca szyldkret, samurajowa zbroja.
                                            O, dajcie mi na czym uklęknąć i mój sandałowy różaniec,
                                            a będę na nim powtarzać bez końca: Naturo! miłości moja!

                                            Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                            "Akwarium w Monaco", "Tygodnik Ilustrowany" 1925, nr 3
                                            • sainbois Gwiazdy 19.08.03, 16:05
                                              Rozpłakały się gwiazdy Belgii
                                              nad mym zbłąkaniem, nad szaleństwem wielkim,
                                              pozwoływały się, rozpłakały się,
                                              a jedna, ta niebieska, rzekła: mój mały.

                                              Rozpłakały się gwiazdy Niemiec
                                              też nade mną, żem taki szaleniec,
                                              że za dużo na raz ukochałem,
                                              że najgłupsza mogła mnie zwieść gitara,

                                              świeca nagle zapalona dobrą ręką
                                              i świecące przy tej świecy loki,
                                              księżyc mały i wielkie obłoki,
                                              i przechadzki przez most pod wiatr z piosenką.

                                              Rozpłakały się gwiazdy niemieckie,
                                              a ta niebieska zapłakała jak nad dzieckiem.

                                              Gwiazdy czarne nad Notre-Dame
                                              też widziały, jak bardzo byłem sam,
                                              a to były gwiazdy Francji najlepsze.
                                              Więc gdy jęły płakać nade mną,
                                              już niebiesko było, już nie ciemno
                                              i niebieski już był most i powietrze.
                                              Ale tylko gwiazdy Polski uciekły
                                              i krzyczały: to był człowiek wściekły,
                                              niepotrzebny zakochany pasterz,
                                              niepotrzebna gwiazda nad masztem,
                                              niepotrzebny kwiat, zbędny instrument,
                                              niepotrzebne drzewo z wiecznym szumem,
                                              niepotrzebna rozkochana piosenka,
                                              niepotrzebny kościół, gdzie się klęka,
                                              niepotrzebna ławka, gdzie się siada,
                                              i słodycz, i noc, i zagłada.

                                              K. I. Gałczyński
                                              • sainbois Epistoła do zakochanych 19.08.03, 16:13
                                                Do was dziś należy cały świat,
                                                na trzy księżyce klnę się, moi drodzy -
                                                o, świerszcz na moście kwili, a ten wiatr
                                                oddech wasz z oddechem łączy nocy.

                                                Tyle gwiazd zaczęło swe spadanie!
                                                Jak mały bąk zza węgła sierpień patrzy.
                                                Rzućcie kwiat, choćby najmniejszy, dla niej.
                                                Rzućcie kwiat, ta noc dziś dla was tańczy.

                                                K. I. Gałczyński
                                                • sainbois Kueferlin 19.08.03, 16:26
                                                  Kiedy chłód fioletowy odął usta chimerom,
                                                  strzegącym schodów promiennych, co prowadziły do wnijścia,
                                                  olbrzymiogłowy Kueferlin uniósł żonę jak berło
                                                  i do łożnicy ją zaniósł, i złożył na miękkich liściach.

                                                  Więc muzykanci poczęli stroić narzędzia kruche,
                                                  aby im było słodziej i ciszej i bardziej miękko,
                                                  lecz nie znaleźli poklasku,i skinął Kueferlin ręką,
                                                  i grać rozkazał piorunom, dębom grzmieć, gwizdać wichurom.

                                                  Zwęziły się oczy żony od tego huku, od trwogi,
                                                  płakać poczęła cicho, bardzo cicho, jak strumień;
                                                  tłumaczyła mu, że jest mała, że boi się, że nie rozumie...
                                                  Na próżno: śmiał się Kueferlin i spalał ją wolno, jak ogień.

                                                  A potem już było cicho. Powietrze pachniało morwą
                                                  i po ramionach żony pot spływał jak srebrny ocean...
                                                  Więc kiedy się uśmiechnęła, westchnęła i usnęła,
                                                  przez okno w powale wpadł księżyc i Kueferlina porwał.

                                                  "Oto mnie w ręce porywa astrologiczny księżyc!"
                                                  wrzasnąć zdążył Kueferlin, a już rozkręcone włosy
                                                  ciągną mu głowę do góry, za głową brzuch i w niebiosy
                                                  tak ulatują we dwójkę, a żona śpi i nic nie wie.

                                                  O świcie płakał Kueferlin. Śmiała się żona i z konwi
                                                  lała złocistą wodę w dziecinne usta kwiatów.
                                                  "Głupcze - mówiła do męża - on by naprawdę cię porwał,
                                                  gdybym za ucho cię mocno nie uchwyciła zębami..."

                                                  K. I. Gałczyński
                                                  • kolargol To co piekne 20.08.03, 18:33
                                                    Akrobacje gąsienicy
                                                    Gąsienica
                                                    zwija się i klęczy
                                                    na dzikim winem obrosłej poręczy.
                                                    Przez twardym włosem zjeżone obręcze
                                                    własnego ciała
                                                    przepycha się, przemyca
                                                    z trudu zzieleniała...

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 20.08.03, 18:35
                                                    Biały kwiat
                                                    O tarniny bielańskie, głogi i ożyny,
                                                    Storczyki w Lasku Wolskim, cenne i nieliczne,
                                                    I wy, piękniejsze od kwiatów,
                                                    Kieliszki telegraficzne,
                                                    Gdybyście znów dla mnie ożyły!

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 20.08.03, 18:36
                                                    Pragnienie
                                                    Chciałbym w lesie, w ostępach dzikiega błędowia,
                                                    Mieć chałupę - plecionke z chrustu i sitowia,
                                                    Tam na mchu, kołysany obłędną wichurą,
                                                    Chciałbym pieścić dziewczynę obcą i ponurą,
                                                    Głaskać piersi ze świeżą od mych zębów raną
                                                    I całować twarz, ustom jako łup podaną -
                                                    I słyszeć, jak dokoła grzechu mej pieszczoty
                                                    Pląsa burza skuszona i mdleje grom złoty,
                                                    I zwierz ryczy, ciał naszych przwabiony wonią,
                                                    Ciał górnych, wniebowziętych, co od ziemi stronią -
                                                    I chciałbym przez przygodny pośród gałęzi przezior
                                                    Patrzeć, pieszcząc, w noc - w gwiazdy i w błyskania jezior
                                                    I za boga brać wszelkie lśniwo u błękitu;
                                                    I na piersi dziewczęcej doczekać się świtu.
                                                    A słońce witać krzykiem i wrzaskiem, i wyciem,
                                                    Żyć na oślep, nie wiedząc, że to zwie się życiem -
                                                    I pewnej nocy przez sen zaśmiać się w twarz niebu,
                                                    I nie znając pokuty, modlitw ni pogrzebu,
                                                    Jak owoc, co się paszczy żarłocznej spodziewa,
                                                    Z łoskotem i łomotem w mrok śmierci spaść z drzewa!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 20.08.03, 18:37
                                                    Trzy róże
                                                    W sąsiedniej studni rdzawi się szczęk wiadra.
                                                    W ogrodzie cisza. Na kwiatach śpią skwary
                                                    Spoza zieleni szarzeje płot stary
                                                    Skrzy się ku słońcu sęk w płocie i zadra.
                                                    0 wodę z pluskiem uderzył spód wiadra.

                                                    Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie
                                                    I na promieni po gałęziach załom.
                                                    Zbliżmy swe dusze i pozwólmy ciałom
                                                    Być tym, czym wzajem pragną być dla siebie!
                                                    Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie.

                                                    Woń róż, śpiew ptaków i dwie dusze znojne.
                                                    I dwa te ciała ukryte w zieleni.
                                                    I ten ład słońca wśród bezładu cieni,
                                                    I najście ciszy nagłe, niespokojne.
                                                    Woń róż. śpiew ptaków i dwie dusze znojne.

                                                    A jeśli jeszcze - prócz duszy i ciała -
                                                    Jest w tym ogrodzie jakaś róża trzecia.
                                                    Której purpura przetrwa snów stulecia.
                                                    To wszakże ona też nam w piersi pała
                                                    Ta róża trzecia - prócz duszy i ciała

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • swarozyc A to o mnie, czyz nie piekne?... 20.08.03, 18:51

                                                    IŁŁAKOWICZÓWNA

                                                    SWAROŻYC I DZIEWCZYNA

                                                    BALLADA



                                                    SZŁA DZIEWCZYNA W ODZIEŻY SIEMIĘŻNEJ,

                                                    NAPOTKAŁ JĄ SWAROŻYC POTĘŻNY;

                                                    NIE CHCIAŁ STRASZYĆ TEJ PANNY,

                                                    STANĄŁ SŁUPEM DREWNIANYM

                                                    SWAROŻYC POTĘŻNY.



                                                    MIAŁ RZEZANE RÓŻNE PO SOBIE DZIWA:

                                                    JAKO NIEDŹWIEDŹ MYŚLIWCA ROZRYWA,

                                                    JAK WITEŹ RANNY LEŻY,

                                                    JAK ŁUCZNIK Z ŁUKU MIERZY...

                                                    PRZEROŻNE TAKIE DZIWA!



                                                    MIAŁ SŁOŃCA I MIECZE I KWIATY

                                                    ROZSIANE PO ODZIEŻY BOGATO:

                                                    WSZYSTKO DLA ONEJ DZIEWY

                                                    SKAMIENIŁ W SUCHE DRZEWO,

                                                    NAWET ŻYWE KWIATY.



                                                    ZDZIWIŁO SIĘ IDĄCE W BÓR DZIEWCZĘ,

                                                    SKĄD SIĘ ZJAWIŁ SŁUP RZEŹBIONY NA ŚCIEŻCE,

                                                    OBESZŁA GO ZE ŚPIEWEM:

                                                    „WITAJ NIEZNANE DRZEWO!

                                                    BĄDŹ ŁASKAWE MNIE , DZIEWICE”



                                                    NIE WIEDZIAŁA NIC O BÓSTWACH WCALE,

                                                    ZBLIŻYŁA SIĘ DO BOGA ZUCHWALE,

                                                    KORALE Z SIEBIE ZDJĘŁA ,

                                                    NA SZYI MU OWINĘŁA,

                                                    NIE ZNAJĄC GO WCALE.



                                                    I POSZŁA NIC NIE WIEDZĄC O CZARACH,

                                                    A ON ZOSTAŁ NIERUCHOMY Z JEJ DAREM.

                                                    TERAZ JUŻ SIĘ NIE RUSZY,

                                                    AŻ SIĘ SZNUR POKRUSZY

                                                    BO TAKIE SĄ CZARY!



                                                    A DOOKOŁA PUSZCZA ROŚNIE WCIĄŻ GĘSTSZA,

                                                    CZARNY BÓR FALE SWE NAD NIM SPIĘTRZA,

                                                    JEŻYNA I MALINA

                                                    DO KOLAN MU SIĘ WSPINA,

                                                    KRZEWINA NAJGĘSTSZA!



                                                    POZMIENIAŁY SIĘ SETKI RAZY KSIĘŻYCE:

                                                    DOTĄD PUSZCZA CZUWA NAD SWAROŻYCEM,

                                                    ŚWIERKI GO OBSTĄPIŁY:

                                                    „ZOSTAŃ BOŻYCU MIŁY,

                                                    Z NAMI SWAROŻYCU!”



                                                    I ZOSTANIE TAM ZAPLĄTANY W KUSZCZE,

                                                    AŻ ZNÓW DZIEWCZĘ MŁODE PÓJDZIE PRZEZ PUSZCZĘ,

                                                    SZUKAJĄC RYDZÓW I KUREK

                                                    PRZYPADKIEM ZERWIE SZNUREK

                                                    NA DREWNIE W KUSZCZACH.



                                                    WÓWCZAS Z PRÓCHNA RUNIE NA KSZTAŁT GROMU

                                                    BOŻYC WOLNY, GROŹNY I WIDOMY,

                                                    I POZNA W BŁYSKAWICACH

                                                    DZIEWCZYNA SWAROŻYCA,

                                                    WŁADYKĘ GROMU .
                                                  • sainbois Niedojrzałość 20.08.03, 23:00
                                                    Nigdy nie przyjdzie dojrzałość,
                                                    zawsze będzie - nie to
                                                    i - za mało,
                                                    gorzko, nie w porę, na próżno.
                                                    Nie pochyli się nikt, nie naprawi
                                                    i dalej będą krwawić
                                                    serca i róże.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Jesieni, jesieni 20.08.03, 23:03
                                                    Niech się wszystko odnowi, odmieni...
                                                    O jesieni, jesieni, jesieni...
                                                    Niech się nocą do głębi przezroczą
                                                    nowe gwiazdy urodzą czy stoczą,
                                                    niech się spełni, co się nie odstanie,
                                                    choćby krzywda, choćby ból bez miary,
                                                    niesłychane dla serca ofiary,
                                                    gniew czy miłość, życie czy skonanie,
                                                    niech się tylko coś prędko odmieni.
                                                    O jesieni!... jesieni!... jesieni...

                                                    Ja chcę burzy, żeby we mnie z siłą
                                                    znowu serce gorzało i biło,
                                                    żeby życie uniosło mnie całą
                                                    i jak trzcinę w objęciu łamało!
                                                    Nie trzymajcie, nie wchodźcie mi w drogę,
                                                    już się tyle rozprysło wędzideł...
                                                    Ja chcę szczęścia i bólu, i skrzydeł
                                                    i tak dłużej nie mogę,nie mogę!
                                                    Niech się wszystko odnowi, odmieni!...
                                                    O jesieni!... jesieni!... jesieni!

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • kolargol To co piekne 20.08.03, 23:10
                                                    Ciemna noc
                                                    Człowieku dźwigający,
                                                    Usiądź ze mną.
                                                    Pomilczymy, popatrzymy
                                                    W tę noc ciemną.

                                                    Zdejm ze siebie
                                                    Kufer dębowy
                                                    I odpocznij.
                                                    W ciemną noc wlepimy razem
                                                    Ludzkie oczy.

                                                    Mówić trudno. Nosza ciężka.
                                                    Chleb kamienny.
                                                    Mówić na nic. Dwa kamienie
                                                    W nocy ciemnej.

                                                    Julian Tuwim
                                                  • kolargol Re: To co piekne 20.08.03, 23:12
                                                    Wiśnia
                                                    Rosła wiśnia w królewskim ogrodzie,
                                                    I obłąkał swe zmysły jej czarem.
                                                    Król ją ujrzał o słońca zachodzie,
                                                    Ujrzał tajnym zapłonioną żarem

                                                    Ach, nie po to się czerwienię,
                                                    Żeby gasić twe pragnienie!

                                                    "Jedni wierzą w śpiewające ptaki,
                                                    Inni w gwiezdne na błękicie znaki,
                                                    A ja ciebie będę czcił w twej krasie,
                                                    Wiśnio, wiśnio! Już ku zmierzchom ma się!"

                                                    Ach, nie po to się czerwieni,
                                                    Zęby gasić twe pragnienie!

                                                    "Uśmierz obłęd, ty - zorzo zorzysta!
                                                    Przejrzyj duszę do dna, bo zbyt mglista...
                                                    W tym ogrodzie dwoje nas, jak dwoje..."
                                                    I wyciągnął ku niej usta swoje.

                                                    Ach, nie po to się czerwienię,
                                                    Żeby gasić twe pragnienie!

                                                    I wyciągnął usta w żal zaklęty
                                                    I skamieniał, szałem ogarnięty,
                                                    I nie wiedział, że nie dni samotne,
                                                    Jeno wieki mijają stokrotne.

                                                    Ach, nie po to się czerwienię,
                                                    Żeby gasić twe pragnienie!

                                                    Ona z dawna przez jego kochanie
                                                    Nieśmiertelne pozyskała trwanie
                                                    I wtulona w nieuwiędłe liście
                                                    Płomieniała odtąd wiekuiście.

                                                    Ach, nie po to się czerwienię,
                                                    Żeby gasić twe pragnienie!

                                                    A on w mgłę się rozcieńczył obladłą,
                                                    Ciało jego już w nic się rozpadło,
                                                    Jeno ustom, by mogły całować,
                                                    Wolno było w ogrodzie wiekować.

                                                    Ach, nie po to się czerwienię,
                                                    Żeby gasić twe pragnienie!

                                                    I śpiewały te usta do wiśni:
                                                    "Brak nam oczu. Cóż ślepcom się przyśni?
                                                    Lecz cokolwiek nam sądzono w niebie,
                                                    Nie przestaniem należeć do ciebie!"

                                                    Ach, nie po to się czerwienię,
                                                    Żeby gasić twe pragnienie!

                                                    redy właśnie szły dziewczęta młode,
                                                    Podziwiały ust wiernych urodę:
                                                    Usta, usta rozwarte do picia,
                                                    Jaki smutek stał się warn za życia?"

                                                    Ach, nie po to się czerwienię,
                                                    Zęby gasić twe pragnienie!

                                                    Mogłybyście niejednej dziewczynie
                                                    Dać to szczęście, bez którego ginie!
                                                    takaż niemoc tak strasznie was więzi
                                                    Do tej wiśni, co trwa na gałęzi?"

                                                    Ach, nie po to się czerwienię,
                                                    Żeby gasić twe pragnienie!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • sainbois Sam na sam 20.08.03, 23:22
                                                    Obejmij mnie, pokochaj... Jesteśmy sami, sami...
                                                    ...Wicher przebiega po włosach, wicher potrząsa oknami...
                                                    Ręce mam zimne, przybiegłam - jak liść - z pustego ogrodu
                                                    do ciebie, do oczu twoich o barwie ciemnego miodu.

                                                    Aż tutaj wieją wichury twardo splecione warkocze...
                                                    ...Zamknij okno... Skończone zaklęcia i czary smocze:
                                                    smok mój ułoży się kołem w dziwaczne snu arabeski,
                                                    będzie różowy jak muszla lub - jeśli każesz - niebieski,

                                                    w ogromne, płetwiaste łapy jak w wieka zamknie pogrzebne
                                                    wszystko, co obok istnieje dalekie i niepotrzebne,
                                                    wszystko, co dzwoni i szczęka, gwiżdże i brzęczy łańcuchem,
                                                    wszystko, co nie jest liściem zziębniętym i wiatru podmuchem.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • kolargol To co piekne 21.08.03, 04:30
                                                    Po deszczu
                                                    Deszcz, słońcem zaskoczany - poszperał u płotu
                                                    I zdrabniał - i łzawiejąc, w bezkres się oddala.
                                                    Niebo w kałuż błyszczydłach - obłoki utrwala,
                                                    Jakby ktoś wodę biało opierzył do lotu.

                                                    W pajęczynie, rozpiętej na liściach paproci,
                                                    Z mroku w blask się rozhuśtał znikliwy zjaw tęczy.
                                                    Czasem coś, czego nie ma, pod wiatr się zazłoci,
                                                    By dorzucić swe złoto do pszczoły, co brzęczy...

                                                    Na bylicy się dłużą dżdżu płynne kolczyki,
                                                    A cienie, gdy z gęstwiny wybiegają boso,
                                                    Idą - w żal i z powrotem, jak te pacholczyki,
                                                    Co w piosence - w takt śmierci Magdalenkę niosą...

                                                    A o tej Magdalenki śpiewanym pogrzebie
                                                    Aniołowie wspominać lubią na błękicie -
                                                    I gdy znuży ich mgliste z wiecznością współżycie -
                                                    Młodzą skrzydła na deszczu, co wilży sny w niebie.

                                                    Łagodząc nieśmiertelność tych skrzydeł podmuchem -
                                                    To - rojno, to - w rozsypce na mniejsze gromady -
                                                    Krążą w słońcu nabytym od matyli ruchem,
                                                    jak puszyste - o czar swój dbające owady.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:31
                                                    Niewiedza
                                                    Nie - ty nie wiesz o tym, nie zgadujesz wcale,
                                                    Ile mych przeznaczeń lgnie do twojej dłoni,
                                                    Kiedy ja wbrew słońcu odwracasz niedbale,
                                                    By chłodniejszym wierzchem - ulżyć zgrzanej skroni.

                                                    Nie wiesz, jaki zamęt łudzi mnie i mroczy,
                                                    Jaka mrzonka z twoim spoufala ciałem,
                                                    Gdy ssąc milczkiem wodę, wznosisz ku mnie oczy
                                                    Sponad brzegów szklanki, którą sam podałem...

                                                    A gdy noc cię w drodze do zaświatów zdybie
                                                    I wzdłuż okien spłyną mglistych kotar zwoje -
                                                    Nie wiesz, ile czasu tkwi w tej drobnej szybie,
                                                    Poza którą do snu naglisz piersi dwoje!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:32
                                                    Powrót
                                                    Gwiazdo, coś spadła, śnij mi się, śnij!
                                                    W progum wędrowny porzucił kij,
                                                    Byłem ja leśny,
                                                    Byłem bezkresny,
                                                    A dzisiaj - czyj?

                                                    Dziś - twój, dziewczyno! Dzwońce mi, dzwoń,
                                                    Wichrze, zszarpany o wonną błoń!
                                                    Jedną pieszczotą
                                                    Znuży się oto
                                                    Dusza i dłoń.

                                                    W ogniu, dziewczyno, spal mi się, spal!
                                                    Jednaka we mnie radość i żal -
                                                    Czyli ja w zbożu,
                                                    Czy w twoim łożu,
                                                    Czy wpośród fal.

                                                    Dwa ciała w mroku! Nic bój się, nic!
                                                    Wraz z tobą ginę w tym samym śnie -
                                                    Kto zwiedził ziemię,
                                                    Ten duchem drzemie
                                                    Na jezior dnie!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:33
                                                    Rozmowa
                                                    - Czekam na ciebie - żywa,
                                                    Zbudzona, niecierpliwa. Pożądam nieprzytomnie
                                                    Twych dłoni, warg i lic -
                                                    I śpiewam, póki o mnie
                                                    Śmierć jeszcze nic wic nic!
                                                    Czemu od jezior strony,
                                                    Zaklęty i spóźniony,
                                                    Przychodzisz w nocy znój,
                                                    Kochanku mój?

                                                    - Przychodzę na lamenty,
                                                    Spóźniony i zaklęty.
                                                    Ciało sie moje mroczy,
                                                    Ze śpiewu idąc w śpiew.
                                                    Nie wiedzą błędne oczy,
                                                    Jak odbić zieleń drzew?
                                                    I te, co się płomienia,
                                                    Złe sny poza zielenią?
                                                    Nim pierwszy zwiędnie liść,
                                                    Mów - dokąd iść?

                                                    - Idź w koło - idź w półkole...
                                                    Idź miedzą poprzez pole -
                                                    I rozpaloną głowę,
                                                    Burzliwych pełną zórz,
                                                    Na maki purpurowe,
                                                    Mijając chabry, złóż!
                                                    Traw zieleń, błękit nieba
                                                    Raz jeszcze ujrzeć trzeba...
                                                    Przypomnieć jeszcze raz
                                                    Świat wokół nas...

                                                    - Widziałem sny ogromne,
                                                    Lecz już ich nie przypomnę.
                                                    Wiosenne spadły deszcze,
                                                    A nic ma moich snów!
                                                    Raz jeszcze i raz jeszcze
                                                    O makach w polu mów!
                                                    Bądź dla mnie - jako ruczaj,
                                                    Głębiny mnie nauczaj -
                                                    I wędrowania w dal,
                                                    I szmeru fal!

                                                    - Nie jestem ja ruczajem
                                                    W dolinie poza gajem,
                                                    Lecz w lesie - nagłym kwiatem
                                                    Zakwitnę do twych stóp.
                                                    To - wszystko! Nic - poza tem!
                                                    Poza tcm - mgła i grób...
                                                    Patrz w sady - łąki - lasy,
                                                    Jak w kres po wszystkie czasy!
                                                    Patrz we mnie jako w zdrój -
                                                    Kochanku mój!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                    [prwdr. "Kurier Warszawski" 1936 nr 217]
                                                  • kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:34
                                                    Pośpiech
                                                    Gdy zorza do poddaszy czatowni nadchmurnej
                                                    Spoza kraty szyb błyśnie, jakby zza krzaka,
                                                    Ich mieszkaniec, dla nizin podobny do ptaka,
                                                    Opuszcza swój gołębnik wyniosły i górny.

                                                    Gnany złudnych pośpiechów natrętną ostrogą,
                                                    Która dzwoni wesoło, a krwawi boleśnie,
                                                    Biegnie w świat, że mu w szybie zapłonął, jak we śnie,
                                                    Kłamiąc oku skróconą w szyb ślepocie drogą...

                                                    Zda się, iż o tej właśnie, a nie innej porze
                                                    Dano mu, badaczowi swej własnej mitręgi,
                                                    Stopą, ścieżyn igraszką, wbiec na widnokręgi
                                                    I całym widnokręgiem owładnąć w przestworze!

                                                    Po skałach urojonych, wśród marzeń rozłamów
                                                    Zbyt pośpiesznie się skrada, zbyt trwożliwie płoni,
                                                    Jak kochanek przed schadzką lub podpalacz chramów,
                                                    Mdły ogień unoszący w półcieniu swej dłoni...

                                                    Dokąd śpieszy wieczorem on, co nawet w nocy
                                                    Nic nie ma do szepnięcia, nic do podpalenia?
                                                    Czy do chłodów ołtarzy? Czy do zórz olśnienia?
                                                    Czy do zdrojów miłości, wrzących od niemocy?

                                                    Nie! On niegdyś, snów pierwszych złudzony jałmużną,
                                                    Ujrzał siebie gdzieś - w ledwo stworzonym zaświecić,
                                                    I teraz niespokojny, raz jeszcze, na próżno
                                                    Sam do siebie się śpieszy! Wy mnie rozumiecie?...

                                                    Bolesław Leśmianr
                                                  • kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:35
                                                    Akacje
                                                    Z gęstwy białych akacji,
                                                    jakby z dusznej stacji,
                                                    wagony otumanień
                                                    w różne jadą strony.
                                                    W górze szarzeje księżyc -
                                                    wisi, zasuszony,
                                                    jak mucha, rozhuśtana
                                                    w sieciach grawitacji.

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:36
                                                    Mroźny ranek
                                                    Mroźny ranek... Złota słońca głowa
                                                    Śni o zimy srebrzystym aniele.
                                                    Błękitnieje śniegu toń perłowa,
                                                    Niby duchów pradawnych pościele...
                                                    \V wonnym śniegu wiją się zawrotne
                                                    Siady sanek, zniknionych w mgieł fali -
                                                    Sanki znikły jak wichry przelotne,
                                                    Lecz ślad został - ślad ich snów zawiły!
                                                    Pól snu swego w śniegu zostawiły,
                                                    A pół drugie poniosły gdzieś dalej!...

                                                    Ja - samotnik wzruszony i blady,
                                                    Skroń do szyby przyciskam przezroczej -
                                                    I na sanek przeminionych ślady
                                                    Rzucam swoją zadumę i oczy...
                                                    Myślą po nich błądzę w mgieł tumany
                                                    I sam siebie pytam zadumany:
                                                    Czyje sanki w tak szalonym biegu,
                                                    Tak wariacko wiły się po śniegu?
                                                    Chciałbym z tobą o tej porze właśnie
                                                    Siąść do wichrem opętanych sani -
                                                    \Vić się razem po śniegów otchłani.
                                                    Jak dwie z śniegu wywołane baśnie!
                                                    Chciałbym widzieć, jak wicher szaleniec
                                                    Szczypie ust twych różę odemkniętą,
                                                    Jak mróz różdżką wywabia zaklętą
                                                    Koralowy na lice rumieniec!
                                                    Chciałbym jeszcze, by w drodze zawiłej
                                                    Sanie nasze, ryjąc ślad z opali,
                                                    Pół snu swego w śniegu zostawiły.
                                                    A pół drugie poniosły gdzieś - dalej...
                                                    I by jakiś samotnik - duch blady -
                                                    Tknięty nagle wizją naszej jazdy,
                                                    Skroń do szyby przycisnął przezroczej
                                                    I na znikłych sanek naszych ślady
                                                    Rzucił swoją zadumę i oczy,
                                                    I swą myślą, co w dzień goni gwiazdy,
                                                    Po tych śladach zbłądził w mgieł tumany,
                                                    I sam siebie pytał zadumany -
                                                    Czyje sanki w tak szalonym biegu.
                                                    Tak wariacko wiły się po śniegu?

                                                    Bolesław Leśmian
                                                    "Wędrowiec" 1902 nr 52
                                                  • kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:37
                                                    Spowiedź
                                                    Przyszedłem na świat, poprzedzeń żałobą.
                                                    I ziemia, trwożnie splamiona jej cieniem,
                                                    Była mi jeno pośmiertnym wspomnieniem
                                                    Dnia. który dłonie załamał nad sobą -
                                                    I rad bywałem, że nikt mi nie broni
                                                    Nocą a przez sen całować tych dłoni.

                                                    Na moje błędne przybycie w te światy
                                                    Nie zbudowano nad strumieniem chaty,
                                                    Nie ogrodzono jej płotem, co w chrusty
                                                    Ujmuje ciszy należną mu połać,
                                                    Aby w tej ciszy, mimo burz dopusty,
                                                    Można się było i siebie dowołać.
                                                    I nie zastałem przed chatą - na łanie
                                                    Dumy. na moje wybiegłej spotkanie.
                                                    Aby mi z wieńcem obwieścić na czole,
                                                    Ile tęcz w spichrzu, a słońca w stodole
                                                    Na skarb dla mego uzbierano ducha.
                                                    Więc, gdy mnie pustka zaskoczyła głucha,
                                                    Stanąłem, brzozy owiany szelestem.
                                                    Wiedząc, czvm byłem - nie wiedząc, czym jestem...

                                                    I jąłem wówczas iść w łąki i w sioła,
                                                    I trawom ludzkie nadawać przezwiska,
                                                    I tak po ludzku przezywane zioła
                                                    Zrywać dla duszy, co w kwiaty się wciska,
                                                    Aby swój smutek pobarwić ich pyłem
                                                    I upodobnić się do nich, bo czasem
                                                    Bóg mi się zdawał kwiecia żądnym Lasem -
                                                    Niejeden przeto Las taki wyśniłem
                                                    I mym marzeniom, by uszły zatraty,
                                                    Kurne w tym Lesie budowałem chaty,
                                                    A szyby w złudnym ciosałem koralu,
                                                    Lecz nie mam do nich za ów koral żalu,
                                                    Bo zachowały oczom czar odbicia
                                                    Tego, co kiedyś ma być treścią życia.

                                                    Poprzez te szyby, uparty w swym cudzie,
                                                    Oczyma, które łez się nie ustrzegą,
                                                    Widziałem nieraz, że we mgle szli ludzie.
                                                    Jakby ku śmierci szli właśnie - gęsiego...
                                                    Chociaż wspólnemu nieposłuszni snowi
                                                    Jeden za drugim szli niby przed siebie,
                                                    Pragnąc ułudnie nadać pochodowi
                                                    Pozór jedności, zwykłej na pogrzebie.
                                                    Lecz wbrew pozorom stało się podobno,
                                                    Ze idąc razem, szli wszakże - osobno...

                                                    Jedni, jak haseł wyuczone szpaki,
                                                    Zmądrzałych grobów naśladując głosy.
                                                    Pogwizdywali dla własnej odznaki
                                                    Pieśń skarg zamierzchłych, płynącą w niebiosy,
                                                    Choć nowym bólem podniecane wargi
                                                    Nowej na próżno pożądały skargi.

                                                    Drudzy twierdzili, że wobec zagłady
                                                    Dość ma dzień każdy na swoim cierpieniu,
                                                    Ze są w odrębny m zgoła położeniu.
                                                    Które wymaga ślepoty na wady.
                                                    I że nie wolno przytłumiać bezkarnie
                                                    Samozachwytu, gdy duszę ogarnie.

                                                    Inni, zważając, czy jest im do twarzy
                                                    W cierniach, uszczkniętych żądną stroju głową,
                                                    Zasiedli progi ojczystych ołtarzy,
                                                    Aby w ich blasku jaśnieć idejowo,
                                                    A już nie tyle dbali o zbawienie,
                                                    Ile o splendor i o własne mienie.

                                                    A inni, niegdyś - sępy i cietrzewie,
                                                    Gdy im niewola stała się klęcznikiem.
                                                    Udobruchani w zadawnionym gniewie,
                                                    Z ulgą stwierdzali swych dłoni dotykiem,
                                                    Że rana, skrzepła w zaciszach niewoli,
                                                    Tkwi jeszcze w piersi, ale już nie boli.

                                                    A jeszcze inni, trudno orzec, czemu,
                                                    Polegli duszą w swym ciele, jak w grobie...
                                                    I tak szli wszyscy w ciemność po jednemu,
                                                    Nic wzajem wiedzieć nie pragnąc o sobie.

                                                    A ciężko było, duszno i znikomo
                                                    W próżni, co drogą znaczyła się stromą -
                                                    I nikt nie wiedział, jakim czoło znakiem
                                                    Ozdobić w mroku, aby być - Polakiem.
                                                    Czy, poślubiając przeszłość bez przeróbek,
                                                    Wychylić do dna złoty kubek w kubek?
                                                    Czy w tej trupami brukowanej głuszy
                                                    Szukać zbiorowej po kamieniach duszy?
                                                    Czy tłumom cisnąc w bezimienne lice
                                                    Na miarę Boga szytą rękawicę?
                                                    Czy po niepewnym ciemności odmęcie
                                                    W baśń na handlowym popłynąć okręcie?
                                                    Czyli się w togę wystroić magiczną?
                                                    Czy siąść i pisać powieść historyczną?

                                                    Aż nagle zagrzmiał w godzinie znękania
                                                    Ryk dział, na ludzkie złakomionych ciała.
                                                    Ze to w nich właśnie tkwi władza konania.
                                                    Wyższa nad inne, choć bardziej nieśmiała.
                                                    Duch, zaskoczony w bezczynnym pustkowiu,
                                                    Tę jedną władzę miał na pogotowiu!

                                                    A jeszcze wyznam ze wstydu rumieńcem,
                                                    Ze bagnet wroga, niby palec Boży,
                                                    Błądząc kolejno wśród dróg i bezdroży,
                                                    Popod figurą albo gołębieńcem
                                                    Wskazywał oczom, oślepłym w niewiedzy,
                                                    Wsie zapomniane i pola, na miedzy
                                                    Kłosem poległe - i wieże kościelne,
                                                    Ostatecznego już spragnione sądu,
                                                    I wszystko, wszystko, co jest nieśmiertelne -
                                                    I uczył duszę tej ziemi wyglądu
                                                    I nazw rzek onych, co posnęły w cieniu,
                                                    Nie zawołane nigdy po imieniu!
                                                    Zda się, że ziemia ta sama, choć nie ta,
                                                    Bo w krwi i ogniu mieniąca swą postać,
                                                    Do serc wystygłych chciała się przedostać
                                                    Na zimnym ostrzu wrażego bagneta!

                                                    I przedostała się!... A najwpierw strzępy
                                                    Niemiłowaniem odswojszczonych borów
                                                    W głąb ducha wdarły się, ból czyniąc tępy.
                                                    Za nimi poszły zdyszanych ugorów
                                                    Tłumy robotne, co mimo wytrwanie
                                                    Rade by spocząć w chacie - na tapczanie
                                                    I przed snem pacierz odmówić za ziemię.
                                                    Za ugorami podźwignął swe brzemię
                                                    Sam pług - włodyka. z którego dłoń wprawna
                                                    Niby z tych gęśli, ku ziaren pocieszę
                                                    Mogłaby dobyć, jak za dawien dawna.
                                                    Bogurodzicę lub dwa-trzy Kierlesze,
                                                    Gdyby w tej dłoni tkwiła wiedza pługa,
                                                    Ze obok pracy jest w nim pieśń do pracy,
                                                    Bez której sita nie splotą sitacy,
                                                    A pątnik bez niej nawet nie wystruga
                                                    I wędrownego kija na bezdroża!
                                                    Za pługiem właśnie skowronek, od zboża
                                                    Z pieśnią Maryjną w rany Jezusowe
                                                    Lecący - już się przedostał w głąb ducha,
                                                    A za nim brzoza, zwalona toporem,
                                                    Runęła, aby sprawdzić, czy duch słucha
                                                    I czy rozumie jęk?... Duch stał otworem,
                                                    By wchłonąć ziemię i zgromadzić w sobie
                                                    Całą - wraz z wróbli świegotem w Niedzielę
                                                    I wraz z tym koniem, co przy pustym żłobie
                                                    Wspomina łąkę, jakbyś ją w kościele
                                                    Pomiędzy święcę zawiesił obrazy
                                                    I wymalował na zieleń bez skazy.

                                                    Chciał posiąść całą - wraz z w^ietkiem miesiąca,
                                                    Kiedy w cebrzyku pomarszczonej wody
                                                    Dwoi się na dnie, a wierzchem się zmącą
                                                    W niewypluśnięty blask srebrnej urody.
                                                    Chciał ją cudami poutwierdzać w sercu
                                                    Wraz z wierzby cieniem, gdy rzucony słońcem.
                                                    O róg chałupy zawadza swym końcem,
                                                    A resztą rózgi drga na traw kobiercu,
                                                    Gdzie ślady Boże obok własnych śladów
                                                    Znajdziesz i poznasz, mimo letnie deszcze,
                                                    Ze razem szliście do zielonych sadów
                                                    Dlatego tylko, by tam być raz jeszcze!
                                                    I duch zrozumiał, że i strzechy słoma
                                                    Powinna pierwej zazłocić się w słowie,
                                                    Zanim ją Bogu, jako żal, wypowie!...
                                                    I że prócz ziemi, co oczom widoma,
                                                    A w zbyt niepewne ujęta granice,
                                                    Musi mieć drugą w sobie - jej siostrzycę,
                                                    Jej powiększoną snami podobiznę.
                                                    Olbrzymiejącą w kochaniu Ojczyznę -
                                                    Tę pieśń do pracy nad ziemią i sobą,
                                                    Pieśń, zatajoną w byle jakim pługu.
                                                    Co podżwignięty szczęściem lub żałobą,
                                                    Przeorze glebę i orząc, wyznaczy
                                                    Granice wszelkiej trwodze lub rozpaczy.
                                                    Aż się pogrąży w. Wiśle albo w Bugu

                                                    I dna dosięgnie, i przypomni wodom.
                                                    Jak mają płynąć, aby płynąć do dom...

                                                    I to zrozumiał duch, że bez pomocy
                                                    Siostrzycy owej, co się niebem płoni,
                                                    Nie będzie umiał wyciągnąć swych dłoni
                                                    Po tamtą drugą - zapodzianą w nocy,
                                                    Nie będzie umiał zestawić jej rysów
                                                    Z rvsami niebu widnej podobizny,
                                                    By śnić w tych rysach granice Ojczyzny
                                                    Trwalszej niż ziemia, znana mu z opisów,
                                                    Którą się kocha za wszystko lub za nic,
                                                    A te granice nie mają już granic...

                                                    Bo taki tylko duch, co na gościńcu
                                                    Niebieskim ziemię przyjął, na kształt mszału,
                                                    I w sobie złożył ją, jak w złotym skrzyńcu.
                                                    Zdoła przestrzenność zachować i ciału -
                                                    Jawę ma w sobie, a sen ku zaklęciu
                                                    Znajdzie w przezroczym dymów wniebowzięciu
                                                    Ponad chatami, gdy grobla zadudni
                                                    Wozem, na którym powróci w drzew cienie -
                                                    A Boga - wiadrem zaczerpnie ze studni
                                                    Przydrożnej i ugasi Nim pragnienie,
                                                    A resztę z wiadra przeleje na kwiaty -
                                                    Wystarczy! Wróg zaś, gdy mieczem uderzy
                                                    W to wiadro, zamiast przysporzyć mu straty.
                                                    Da ujście rosie, która na dnie leży.
                                                    I nic nie ujmie duchowi prócz chyba
                                                    Barwy, co mapę pstrzy i zdobi różnie,
                                                    Niby błękitna lub zieloną szyba,
                                                    Przez którą widać krew, przelaną w próżnię,

                                                    Że błękitnieje albo się zieleni,
                                                    Aż wicher szybę z jękiem precz odrzuci
                                                    I prawda, przez nią kłamana w przestrzeni,
                                                    Znów się odmłodzi w sobie i odsmuci.

                                                    I taki tylko - w ducha zapatrzony,
                                                    Nie w szybę ową - wielki Naród - Człowiek,
                                                    Poprzez ogniste na grobach jabrzony
                                                    Idący z prawdą u warg i u powiek -
                                                    Dzieje się - reszta w bezdziejowym mroku
                                                    Ginie! - Tę resztę, niby łzę, mam w oku.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                    "Myśl Polska" 1915 z. 3
                                                  • kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:38
                                                    Tęcza
                                                    Słychać go było, jak po młodym życie
                                                    Biegł coraz śpieszniej - ciepły deszcz majowy,
                                                    Zbryzgany słońcem, co przez obłok płowy
                                                    Wzdłuż mu kropliste rozwidniało nicie.

                                                    Pyląc, uderzył w piach drogi spróchniały,
                                                    Poszperał w krzaku, co lśniąc się kołysze,
                                                    Strącił liść z wierzby, przyciemnił głaz biały
                                                    I ustał, w nagłą zasłuchany ciszę.

                                                    Teraz mu patrzeć, jak wierzchem obłoku
                                                    Tęcza, bezmiary objąwszy, rozkwita,
                                                    Poprzerywana i niecałkowita,
                                                    Jakby się śniła zmrużonemu oku.

                                                    Aż luźne znikąd jednocząc migoty,
                                                    Nagłą zawisa ponad światem bramą,
                                                    By ci przypomnieć, że zawsze tak samo
                                                    Trwasz w każdym miejscu u wnijścia tęsknoty.

                                                    By ci przypomnieć, żeś z duszą, snem zżartą,
                                                    Wpatrzony w bezmiar, wsłuchany w swe dreszcze,
                                                    Wszedł do tych światów przez bramę rozwartą,
                                                    Co się za tobą nie zamknęła jeszcze.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • sainbois Lato 21.08.03, 13:43
                                                    Rowy poziomkowe, ukwiecone rowy,
                                                    zapach błotny, miodny, zapach malinowy,
                                                    żuczki, muszki, puszki, słomki,
                                                    olbrzymie ukryte poziomki.
                                                    Warczą głośniej, głębiej, słabiej
                                                    na dnie dźwięczne głosy żabie.
                                                    Coś kwitnie biało, obficie.
                                                    Trochę wyżej, dalej, w życie,
                                                    odzywa się coś, wabi, wabi,
                                                    coś szeleści - jak w atłasie,
                                                    mówi słowa - jakby ptasie,
                                                    kroki stawia - jakieś inne,
                                                    nie człowiecze, nie dziecinne...
                                                    Niby że się tam, we zbożu,
                                                    do snu nie może ułożyć...
                                                    Niby że się tam nie mieści!...
                                                    Wabi, świergoce, szeleści...

                                                    A jesienią - wzięto zboże,
                                                    nic nie było na ugorze.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna

                                                  • sainbois Biała róża 21.08.03, 13:46
                                                    Raj ten obrasta cierniem, które nie chce kwitnąć -
                                                    przyjdą wieczór żniwiarze, cały zbiór mój wytną.
                                                    Zasadzą inne krzewy, strojne w białe pąki:
                                                    i śpiewające drzewo, i drzewo rozłąki,
                                                    a w samym środku białą różę pożegnania.
                                                    Tam cię odnajdę: będziesz stał i patrzał na nią.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Sen 21.08.03, 13:50
                                                    Śnię, że umarłam i okiem jestem zawsze w twą duszę wpatrzonym,
                                                    nie dbam, czy nas co łączy, i nie wiem - kto nas rozdziela,
                                                    przenikam całą przestrzeń śpiewem jak wiolonczela...
                                                    I wreszcie jestem - tobą!... I wreszcie jestem zbawiona...

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • kolargol To co piekne 21.08.03, 19:56
                                                    Dusiołek
                                                    Szedł po świecie Bajdała,
                                                    Co go wiosna zagrzała -
                                                    Oprócz siebie - wiódł szkapę, oprócz szkapy - wołu,
                                                    Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu.

                                                    Zachciało się Bajdale
                                                    Przespać upał w upale,
                                                    Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod lasem,
                                                    Czy dogodna dla karku - spróbował obcasem.

                                                    Poległ cielska tobołem
                                                    Między szkapą a wołem,
                                                    Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął,
                                                    I ziewnął wniebogłosy, i splunął, i zasnął.

                                                    Nie wiadomo dziś wcale,
                                                    Co się sniło Bajdale?
                                                    Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza;
                                                    Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża.

                                                    Pysk miał z żabia ślimaczy
                                                    (Że też taki być raczy!)
                                                    A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo.
                                                    Milcz, gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają!

                                                    Ogon miał ci z rzemyka,
                                                    Podogonie zaśz łyka.
                                                    Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie -
                                                    Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie!

                                                    Warkło, trzasło, spotniało~
                                                    Coć się stało Bajdało?
                                                    Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy -
                                                    Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!

                                                    Sterał we śnie Bajdała
                                                    Pół duszy i pół ciała,
                                                    Lecz po prawdzie niedługo ze zmorą marudził -
                                                    Wyparskał ją nozdrzami,zmarszczył się i zbudził.

                                                    Rzekł Bajdała do szkapy:
                                                    Czemu zwieszasz swe chrapy?
                                                    Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić,
                                                    Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić"!

                                                    Rzekł Bajdała ~~
                                                    Czemuś skąpił mozołu?
                                                    Trzebać było rogami Dusiołka postronić,
                                                    Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić!

                                                    Rzekł Bajdała do Boga:
                                                    O rety - olaboga!
                                                    Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,
                                                    Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 19:57
                                                    Śnieg
                                                    Pamiętam ów ruchliwie rozbłyskany szron
                                                    I śniegu ociężałe w gałęziach nawiesie,
                                                    I jego nieustanny z drzew na ziemię zron,
                                                    I uczucie, że w słońcu razem z śniegiem skrze się.

                                                    A on ciągle narastał, tu w kopiec, tam - w stos,
                                                    I drzewom białych czupryn coraz to dokładał,
                                                    Ślepił oczy i łechtał podbródek i nos,
                                                    I fruwał - i tkwił w próżni - i bujał i padał.

                                                    I pamiętam ów niski, wpół zapadły dom,
                                                    I za szybami włóczek różnobarwne wzory.
                                                    Kto tam mieszkał? Pytanie - czy człowiek, czy gnom?
                                                    Byłem dzieckiem. Śnieg bielą zasnuwał przestwory.

                                                    Dotknąłem dłonią szyby, mimo strachu mąk,
                                                    I uczułem ślad hojny, niby czarów zbytek.
                                                    Tą dłonią dotykałem mych sprzętów i ksiąg
                                                    I niańki, by ją oddać na baśni użytek...

                                                    Serce marło, gdym w dłoni unosił ten ślad
                                                    W ciszę śniegu, co prosząc, weselił się w niebie.
                                                    Śnieg ustał - i minęło odtąd tyle lat,
                                                    Ile trzeba, by ślady zatracić do siebie.

                                                    Jakże pragnąłbym dzisiaj, gdy swe bóle znam,
                                                    Stać, jak wówczas, przed domu wpół zapadłą bramą
                                                    I widzieć, jak śnieg ziemię obiela ten sam,
                                                    Śnieg, co fruwa i buja i pada tak samo.

                                                    Zjakimż płaczem bym zajrzał - niepoprawny śniarz -
                                                    Do szyby, by swą młodość odgrzebać w jej szronie -
                                                    Z jakąż mocą bym tulił uznojoną twarz
                                                    W te dawne, com je stracił, w te dziecięce dłonie!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • sainbois Noc 21.08.03, 21:03
                                                    Co dzień o innej porze
                                                    noc klęka na dworze,
                                                    gwiazdami się pleni
                                                    i obiecuje, że się już nigdy nie zmieni...
                                                    A potem
                                                    ramiona rozpościera i bzem ciężko szeleści nad płotem.
                                                    Aż z płaczem ros i słowika i gwiazd ostrych zgrzytem
                                                    - łamie wszystkie przysięgi i staje się świtem.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Melodia 21.08.03, 21:09
                                                    Przypomina się w nocy, to się jawi, to schowa,
                                                    cała owinięta w jedwabne, jedwabne słowa.
                                                    Zaledwie ujmę je, zaledwie je rozchylę,
                                                    ulatują z zawojów materii lekkiej - motyle.
                                                    A gdy się wgłębić chcę,
                                                    zaczynają opadać jedwabie z chrzęstem i szelestem
                                                    i ukazuje się - jak zawsze - twoja twarz!...
                                                    ...I budzę się z płaczem, i znowu czuję, że jestem...

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • kolargol To co piekne 22.08.03, 02:36
                                                    Anioł
                                                    Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch
                                                    Sięgający piersiami skoszonego siana?
                                                    Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch,
                                                    A od kurzu miał ciemne jak Murzyn kolana...

                                                    Włos jego - hartowana w niekochaniu miedź!
                                                    Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem!
                                                    Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć,
                                                    Kiedy lecąc sam siebie przemilczał swym ciałem...

                                                    Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt,
                                                    Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi...
                                                    I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt,
                                                    Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi.

                                                    Rosa jeszcze mu ziębła na wargach, a on
                                                    Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbielił
                                                    I ogarom ciała oddał bezmiarom na strwon,
                                                    A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił...

                                                    Odtąd, gdy wchodzę z tobą w umówiony park,
                                                    Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą -
                                                    W twych wargach szukam jego przemilczanych warg
                                                    I nie wiem, co się dzieje z tą miłością naszą?...

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:37
                                                    Tango
                                                    Ogień nasturcji - w ślepiach kota.
                                                    Mgły czujnej wokół ciał zabiegi.
                                                    Łódź, co odpływa w nic - ze złota!
                                                    Żal - i liliowe brzegi.

                                                    Suńmy się ruchem dwóch gondoli,
                                                    Nie patrząc w lśniące dno podświatów -
                                                    Niepokojeni z własnej woli
                                                    Tajemną wiedzą kwiatów.

                                                    W zwierciadłach - świateł piętrowanie,
                                                    A w szybach - zmrok posępny -
                                                    I nieustanne zanurzanie
                                                    Stopy w ten dźwięk następny...

                                                    A dźwięki, z tańcem snując zmowę,
                                                    Mgławieją - byle mgławico.
                                                    Tango bezwiednie purpurowe
                                                    Zaczyna - niechcąc błękitnawieć...

                                                    Stopę, co szuka mgły wygodnej,
                                                    Ostatni dźwięk wyminął -
                                                    I niczuźyty - i swobodny
                                                    Chce ginąć... I już zginął.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:39
                                                    Noc bezsenna
                                                    Świeci woda o północy,
                                                    Księżyc okna przewiał wskroś.
                                                    Pełen mocy i niemocy
                                                    Księżyc okna przewiał wskroś.
                                                    Bezimienne i ponure
                                                    Idą ku mnie poprzez chmurę:
                                                    Mrok - po pierwsze, blask - po wtóre,
                                                    A po trzecie - jeszcze ktoś.

                                                    Gdy tak słucham przyczajony,
                                                    Ktoś zapukał raz i raz,
                                                    W moje wrota z tamtej strony
                                                    Ktoś zapukał raz i raz,
                                                    Kto tam puka w moje wrota?
                                                    «To - my: Wicher i Tęsknota,
                                                    I ja - Ciemność spopod płota,
                                                    Otwórz prędzej, bo już czas!»

                                                    Otworzyłem w imię Boga -
                                                    Wszystko troje wbiegło snadź!
                                                    Tętni pułap i podłoga:
                                                    Wszystko troje wbiegło snadź!
                                                    I zdobywszy łoże moje,
                                                    Co zna nocne niepokoje,
                                                    Wszystko troje, wszystko troje
                                                    Legło rzędem, aby spać.

                                                    «Razem z tobą będziem spali
                                                    W jednym łożu za pan brat.
                                                    Niech się przyśni sznur korali
                                                    W jednym łożu za pan brat!»
                                                    Wicher prze sen w bok się miota,
                                                    Jęczy Ciemność spopod płota
                                                    I przeciąga się Tęsknota,
                                                    Ziewająca w cały świat!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:40
                                                    * * *
                                                    Śnież się, w duszy mojej śnież
                                                    Piersi nocą całowana
                                                    Co zachować przez sen chcesz
                                                    Usta moje aż do rana

                                                    Znój się, w ciele moim znój
                                                    Miłujących rąk pogłado
                                                    Coś mi dreszcz piększyła mój
                                                    Przodując za dumą bladą

                                                    Trwoń się, ogniu świecy trwoń
                                                    Na tę pościel, na tę lnianą
                                                    Gdzieś rozwidnił białą skroń
                                                    U nóg moich zapodzianą

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:41
                                                    Romans
                                                    Romans śpiewam, bo śpiewam! Bo jestem śpiewakiem!
                                                    Ona była żebraczką, a on był żebrakiem.

                                                    Pokochali się nagle na rogu ulicy
                                                    I nie było uboższej w mieście tajemnicy...

                                                    Nastała noc majowa, gwiaździście wesoła,
                                                    Siedli - ramię z ramieniem - na stopniach kościoła.

                                                    Ona mu podawała z wyrazem skupienia
                                                    To usta do pieszczoty, to - chleb do gryzienia.

                                                    I tak śniąc, przegryzali pod majowym niebem
                                                    Na przemian chleb - pieszczotą, a pieszczotę - chlebem

                                                    Dwa głody sycili pod opieką wiosny:
                                                    Jeden głód - ten żebraczy, a drugi - miłosny.

                                                    Poeta, co ich widział, zgadł, jak żyć trzeba?
                                                    Ma dwa głody, lecz brak mu - dziewczyny i chleba.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:43
                                                    Odjazd
                                                    Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem,
                                                    Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,
                                                    Podkute szafirowym dookoła sińcem.
                                                    Był klomb i rój motyli, i błękit przezroczy,
                                                    I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy.
                                                    A gdy byłem już w dzodze, sam nie wiedząc kiedy
                                                    I czemu - przypomniałem te oczy, przyziemnie
                                                    Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie
                                                    Tym wszystkim, czym się można wpatrzeć w świat i dalej.

                                                    Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej
                                                    Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą?
                                                    I czemu z szafirową zawczasu żałobą
                                                    Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą
                                                    Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?
                                                    I dlazego te oczy były coraz łzawsze?
                                                    Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze?
                                                    I zostawiać samopas kędyś - na uboczu?
                                                    Czy nie wolno odjeżdzżać znajomym, gościńcem
                                                    I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,
                                                    Podkutych dookoła szafirowym sińcem?

                                                    Bolesław Leśmian
                                                    1920
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:44
                                                    Chełmoński
                                                    Kaczki ciągną, grążele kwitną na jeziorze,
                                                    jakby wypisz, wymaluj Chelmońskiego płótno.
                                                    Pachnie łąka skoszona i myślę: "Mój Boże i
                                                    Jak dobrze jest mi tutaj i jak bardzo smutno!".

                                                    Jak w Polsce płyną skądciś swędy spalenizny,
                                                    Zając przemknął przez drogę, piesek obok człapie.
                                                    Wiem, czego mi potrzeba: tęsknię do ojczyzny,
                                                    Której nigdy nie było i nie ma na mapie.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:45
                                                    Ideały
                                                    Kształt jest najwyższym naszym ideałem,
                                                    W nim chcemy zmieścić wszechświat symetrycznie;
                                                    Duch w naszych myślach także stał się ciałem,
                                                    W cudowną formę zmieniony magicznie...
                                                    Iecz ideały czuć, zniżone gwałtem,
                                                    Tylko w marzeniach pierwowzorem wskrzesną!
                                                    Posąg jest wtedy najpiękniejszym kształtem,
                                                    Gdy każda linia jego bezcielesną!
                                                    Oto największa niedorzeczność życia,
                                                    Spełniona bogów dziwnym przekroczeniem:
                                                    Myśl się nie mieści w naszych form powicia,
                                                    A kształty bledną przed cudnym marzeniem!
                                                    Był człowiek jeden, co ludzi zrozumiał
                                                    T duszę za nich oddał na męczeństwo:
                                                    Pojął moc serca i oto się zdumiał,
                                                    Gdy zoczył w sercu boga podobieństwo!
                                                    O, tak! my bogi lub raczej półbogi,
                                                    Półbogi w życiu, bogi - w ideale,
                                                    Dwie nam są losów wyznaczone drogi:
                                                    Sługi i pana, co włada wspaniale!
                                                    Niech zrozumieją nędznej ziemi syny
                                                    Tej smutnej bajki niepojęty wątek,
                                                    Ze nawet niebo ma swe narodziny,
                                                    Ze nawet bogi mają swój początek!
                                                    My chcemy ująć myśli w słów kajdany
                                                    I przelać w formę swych marzeń tajniki,
                                                    By zmysłom obraz nieba dać nieznany
                                                    Lub swej potędze postawić pomniki!...
                                                    Ale są myśli, ale są uczucia,
                                                    Dla których nie ma kształtu ni wyrazu,
                                                    Dla których słowo jest kroplą otrucia
                                                    I które nikną w objęciach obrazu!...
                                                    Są takie prawdy najwyższe i święte,
                                                    W krąg otoczone tajemnic krainą,
                                                    Które, jakoby we dźwięki zaklęte,
                                                    Tylko melodią gdzieś - w bezmiary płyną!...
                                                    I nieraz sobie,- słysząc grę, wymarzę
                                                    Jakiś świat inny na cichym błękicie
                                                    I w tym spokojnym, cudownym obszarze
                                                    Pełne melodii, pełne dźwięków życie!...
                                                    Gdybym dosięgną! takiego istnienia,
                                                    Co się za grobem może ucieleśni,
                                                    Wtenczas by moje skrzydlate marzenia
                                                    Żądały więcej niż dźwięku i pieśni!...
                                                    O! czemu, czemu ja nie jestem w stanic
                                                    Tylko marzeniem i żyć, i odczuwać!
                                                    Czemu ja muszę spoglądać w otchłanie
                                                    I życie Boga sam w sobie zatruwać!
                                                    Czy mi nie dosyć, że prawda nade mną
                                                    Swoją bezwzględną jaśnieje budową?
                                                    Czemuż ją zowie fałszywą i ciemną,
                                                    Póki jej w ciasne nie zasklepię słowo?
                                                    I całe wieki w łzach i trudzie płyną,
                                                    Zęby ten wyraz odnaleźć ukryty;
                                                    Żadną mi wieczność nie błyśnie godziną
                                                    I jestem sługą: bóg we mnie zabity!
                                                    I cóż mi po tym, że mię słońce wlecze
                                                    W swoje złociste i promienne dale!
                                                    Czyż warto wiecznie we krwi broczyć miecze,
                                                    By za potęgę walczyć w ideale?

                                                    Bolesław Leśmian
                                                    "Głos" 1897 nr 16
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:46
                                                    Step
                                                    Wkoło mnie step chłonący własne uciszenie.
                                                    Wicher - rzekłbyś - z księżyca wybiega z szelestem
                                                    Zdaje mi się, żem ziemskie zatracił istnienie,
                                                    Że step śni, a ja - stepu snem przelotnym jestem...

                                                    Lęk mię chwyta, że ocknie się mój dziw uśpiony
                                                    I pierzchnę z jego oczu, ja - chwilowa mrzonka!
                                                    Lecz śpi mocno - a jego sen po nim się błąka -
                                                    Błąkam się, jakbym wpłynąć pragnął w nieboskłony!

                                                    Cień za światłęm, a światło sunie się za cieniem
                                                    Po ziemi, gdzie się w mroku zbłękitnia zieloność,
                                                    A tam do widnokręgów przykuta milczeniem
                                                    Czai się rozszerzona nocą nieskończoność.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                    1912
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:47
                                                    Nieznanemu bogu
                                                    Jednym - jarzmo kochania, drugim - nędzy brzemię,
                                                    A im - tylko modlitwa dumne zgina karki!
                                                    Szept, z piersi wyzwolony, ulata nad ziemię,
                                                    Jak motyl, co pamięta, że wyszedł z poczwarki.

                                                    Lecz by z tłumem we wspólnym nie spotkać się niebie
                                                    I modlitwie samotnej ująć tego sromu,
                                                    Wyciągają rąk sploty daleko przed siebie,
                                                    Do boga, nie znanego - zaiste! - nikomu.

                                                    Najwyższy a pozornie najuboższy z bogów
                                                    Wzgardził tym, co widzialne, dostępne dla czasów -
                                                    I nie stworzył pól szumnych, ni jezior, ni lasów,
                                                    I nie spoczął na złocie ołtarznych barłogów!

                                                    Hufy konnych aniołów snu jego nie strzegą
                                                    Ni go poją kadzideł wonności i żary!
                                                    Nikt się nigdy - zaprawdę! - nie modlił do niego,
                                                    Nikt mu za nic dziękczynnej nie składał ofiary!

                                                    Tylko oni w modlitwie od wieków naioierwszei
                                                    Wzywają, aby zwolił w w peześladowaań święto
                                                    Zginąć śmiercią, co gałąź żywota zwichniętą
                                                    Krwawym kwieciem męczeństwa dostojnie zawierszy

                                                    Trwożni nasłuchiwacze szmerów i półgłosów
                                                    Darmo się pochylają nad brzegiem otchłani!
                                                    Męczennicy, nadzieją ostatnią chłostani,
                                                    Nie mogą się doczekać należnych im stosów!...

                                                    Ale ów bóg, przed którym nie wszyscy są równi,
                                                    Widząc ich w całej bólów brzydocie i pięknie,
                                                    Pamięta, jak mu tęczą bywali wysnuwni -
                                                    I jeżeli ma serce - ono dla nich pęknie!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:48
                                                    Fala
                                                    Niepostrzeżenie w morza urasta głębinie
                                                    Fala, która w niebiosach szuka dla się tronu.
                                                    Niepochwytna dla oka w narodzin godzinie,
                                                    Olbrzymieje tym śpieszniej, im bliższa jest zgonu.

                                                    Cicha bywa, gdy wzbiera nad sióstr zmarłych tłumem,
                                                    Aż załamie się w miejscu, gdzie się skędzierzawi,
                                                    Wówczas, węsząc śmierć spodem, burzy się i wrzawi,
                                                    I uderza o brzegi swym podśmiertnym szumem.

                                                    I z tym szumem malejąc pada na kolana
                                                    I na ląd pozgonne wysypuje śniegi.
                                                    Czy zaszumisz po śmierci, duszo przewezbrana?
                                                    Czy uderzysz raz jeszcze o znajome brzegi?

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:48
                                                    Kopciuszek
                                                    Gdy Kopciuszek łachmanów rozmarzonym zgrzebiem
                                                    W balu niedostępnego wdumał się przepychy,
                                                    Wróżka, lecąca jutra niepewnym śródniebiem,
                                                    Nagle przed nim stanęła. Był wieczór dość cichy.

                                                    A ona w cudach pilna i w radości chyża
                                                    Utkała z pajęczyny, skradzionej spod plota,
                                                    Suknię, co prześwituje do oczu pobliża
                                                    Oddalami w szkarłatach zanikłego złota...

                                                    Szczypta złudy... Źdźbło jawy... Zaufaj, nim zgaśnie!
                                                    Wdzięk nicości zdrobniałej... Garść zlękłego głogu...
                                                    Już gotów koralowy naszyjnik, co właśnie,
                                                    Lśniąc na piersi dziewczęcej, podobał się Bogu.

                                                    Bal się zaczął! Czas jechać! Snom wrzaw się zachciewa!
                                                    Więc szczura przedzierzgnęła w tęgiego woźnicę,
                                                    A myszy - w dwa rumaki, a wiatr - w uździenicę,
                                                    A szum drzew - w tętent koński! Strwożyły się drzew!...

                                                    Bywały różne czasy i różne bezczasy...
                                                    Więc dynię, która soków nabrzmiała swawolą,
                                                    Przeobraziła w pudło złocistej kolasy,
                                                    Co skrzy się od wieczności, że aż oczy bolą!

                                                    Bicz zaświstał! Ruszyły rumaki z kopyta!
                                                    Złe jary - wyrwy w złudach, zmór pełne kałuże!
                                                    Przepaść śni się łbom końskim! Śmierć za koła chwyta!
                                                    Baczność, durny woźnico! Oszalały szczurze!

                                                    Już zmyliłeś otchłanie!... Brniesz w nicość po grudzie!
                                                    Mrok się zaśmiał!... Strach - spojrzeć! Duch blednie
                                                    człowieczy!
                                                    Pędzą konie! O, Boże! Szczęść myszom w ich cudzie!...
                                                    Grzmi kolasa! O, Boże! Miej dynię w swej pieczy!...

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:49
                                                    Piosenka
                                                    Między mną a tobą - czarna gródź -
                                                    Między mną a tobą - martwa łódź.
                                                    Takim piersiom za karę - zgon biały.
                                                    Że w pobliżu miłosnym nie trwały.

                                                    Między mną a tobą - obcy los -
                                                    Między mną a tobą - cudzy głos -
                                                    Usta w mgłach się bez pieszczot zatracą,
                                                    Boże, Boże - dlaczego i za co?

                                                    Między mną a tobą - drętwy czar,
                                                    Między mną a tobą - ciemny jar-
                                                    Zanim ścieżkę upatrzymy własną,
                                                    Wpierw się oczy dowiedzą, że gasną...

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:50
                                                    Dąb
                                                    Zaszumiało, zawrzało, a to właśnie z dąbrowy
                                                    Wbiegł na chóry kościelne krzepki upiór dębowy
                                                    I poburzył organy rąk swych zmorą nie zmorą.
                                                    Jakby na raz go było wespół z gędźbą kilkoro.
                                                    Rozwiewała się trzeszcząc gałęzista czupryna
                                                    I szerzyła się w oczach niewiadoma kraina,
                                                    A on piersi wszem dudom nastawił po rycersku,
                                                    A w organy od ściany uderzał po siekiersku!

                                                    Grajże, graju, graj.
                                                    Dopomóż ci Maj.
                                                    Dopomóż ci miech, duda
                                                    I wszelaka ułuda!

                                                    Bił prawicą na lewo, a lewicą na prawo,
                                                    Pokrzyżował ryk z jękiem, a lamenty ze wrzawą,
                                                    Aż z tej dudy-marudy dobył dłonią sękatą
                                                    Pieśń od wnętrza zieloną, a po brzegach kwiaciatą.
                                                    Wyszli swięci z obrazów, bo już mają we zwyku,
                                                    Że się garną śmierciami do spiewnego okrzyku.
                                                    I Bóg przybył skądinąd, niebywały w tej porze,
                                                    Niebywały, lecz cały zasłuchany! O Boże!

                                                    Grajże, graju, graj.
                                                    Dopomóż ci Maj.
                                                    Dopomóż ci miech, duda
                                                    I wszelaka ułuda!

                                                    Grał ci drzewne obłęd,. sen umarłej zieleni.
                                                    Rozpacz liści porwanych wirem zimnych strumieni
                                                    I grał marsze żałobne muchomorów, co kroczą
                                                    Jedną nogą do nikąd, kiedy zgon swój zaoczą.

                                                    I grał o tym, jak mszary jeno milczą a milczą.
                                                    Jak śmierć leśna śpi na wznak pod jagodą, pod wilczą
                                                    I jak rosa bez oczu swymi łzami się nęka.
                                                    I jak drzewo pod ziemię w nagły żal się rozklęka!

                                                    Grajże, graju, graj.
                                                    Dopomóż ci Maj.
                                                    Dopomóż ci miech, duda
                                                    I wszelaka ułuda!

                                                    A gdy śpiew mu uderzył durem leśnym do głowy.
                                                    Grał wszystkimi jarami wszystkie na raz parowy!
                                                    Aż ten ołtarz zlękniony, gdzie wyzłota się święci,
                                                    Chciał już runąć na ziemię, lecz potłumił swe chęci.
                                                    A on wpodłuż organów, stare miażdżąc im koście,
                                                    Porozpędzał swe dłonie jak te nogi po moście
                                                    I rozwiawszy tłum dźwięków po pieśniowym rozłogu,
                                                    Wygrzmiał z miechów to wszystko, co las myśli o Bogu!

                                                    Grajże, graju, graj,
                                                    Dopomóż ci Maj,
                                                    Dopomóż ci miech, duda
                                                    I wszelaka ułuda!

                                                    Między Bogiem a grajem znikła inszość i przedział.
                                                    Skoro Bóg się o sobie snów dębowych dowiedział.
                                                    Odkąd żyję na świecie, a wszak jestem wieczysty
                                                    Nigdym dotąd nie słyszał takiego organisty!
                                                    Grajek znawstwu Bożemu na pamiątkę i chwałę
                                                    Porozbujał pieśń górą w dwa ruczaje niestałe.
                                                    Rozmurawił ją dołem, aż się kościół zielenił.
                                                    A cienistym przyśpiewem twarz słuchacza ocienił!

                                                    Grajże, graju, graj.
                                                    Dopomóż ci Maj.
                                                    Dopomóż ci miech, duda
                                                    I wszelaka ułuda!

                                                    I Bóg słuchał wzruszony, słuchał duszą bezkreśną.
                                                    A w tej duszy mu było I ruczajno, i leśno.
                                                    I coś jeszcze miarkował, i coś dumał na stronie.
                                                    I biegł żywcem do grajka, i wyciągał swe dłonie!
                                                    Święci wiedząc, co czynią, w nagłej cudom podzięce
                                                    Poklękali radośnie, wziąwszy siebie za ręce.
                                                    Bo od kiedy świat światem, a śmierć jego obrębem.
                                                    Po raz pierwszy Bóg płacząc obejmował się z dębem!

                                                    Grajże, graju, graj,
                                                    Dopomóż ci Maj.
                                                    Dopomóż ci miech, duda
                                                    I wszelaka ułuda!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:51
                                                    * * *
                                                    Ja tu stoję za drzwiami - za klonowymi
                                                    I wciąż milczę ustami- rozkochanymi.
                                                    Noc nadchodzi w me ślady - tą samą drogą.
                                                    Pociemniało naokół - nie ma nikogo!

                                                    Od miłości zamieram - chętnie zamieram
                                                    I drzwi twoje rozwieram - nagle rozwieram,
                                                    I do twojej alkowy wbiegam uparcie.
                                                    I przy łożu twym staję niby na warcie!

                                                    Żaden lęk mię nie zlęknie i nie wyżenie,
                                                    Nawet rąk twych po murach spłoszone cienie,
                                                    Choćbyś mnie zaklinała wszystkimi słowy,
                                                    Już ja nigdy nie wyjdę z twojej alkowy!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:58
                                                    O matce
                                                    rano tęcza na ścianie odbita z lusterka
                                                    falisty brzęk zegara wydobywa na jaw
                                                    maj się sadem puszystym jak chmura rozćwierkał
                                                    w oknie które granicą jest izby i maja

                                                    powiewają tu matki ciemne ciche ręce
                                                    przebywają tęczowy refleks czy wodospad
                                                    nad obrusem ciemnieją ciszej i goręcej
                                                    mimo zmarszczek szept smutny niemyślaną groźbą

                                                    matko zbudzony patrzę spod rzęs trawy leżąc
                                                    matko twe siwe oczy płaczą nade mną może wiatr
                                                    jestem tu choć daleko na innym wybrzeżu
                                                    twój ostatni kwiat

                                                    tak mało wiesz o synu chodząca wśród gromnic
                                                    tyle że spajam głazy rymów
                                                    tyle że nie mogę zapomnieć
                                                    płomienia dymu

                                                    jak nikt inny jesteś pośród ludzi
                                                    mówić cóż mówić drżeć z niemocy słów
                                                    żebyś młoda i piękna w uśmiech mogła wrócić
                                                    znów

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:59
                                                    o świerszczach
                                                    paście się paście w chrzęście połonin
                                                    włóczęgi świerszcze śpiewacze
                                                    chmura za chmurą góra za górą
                                                    za górą goni
                                                    zwiastuje rzeczy podwójny urok
                                                    tak nic inaczej

                                                    deszcz w seledynach drobno zacina
                                                    po niedalekimi stoiku
                                                    szopa zwalana zgniłe nią krokwie
                                                    o słońce z malin oświeć ją okwieć
                                                    łuną dwoistych uroków

                                                    z tamtego deszczu jeszcze w potoku
                                                    pianą przepływa sam szum
                                                    a cieniów szprychy za drzewami
                                                    wieczór nierychły
                                                    wiozą tu po ziół zamszu

                                                    malenństwa świerszcze chwila upalna
                                                    upalna ale jak ciało

                                                    wieźcie ją w śpiewie po gniewnym niebie
                                                    pieśń kto wie może czasem uwalnia
                                                    Jedyność a tej tak mało

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:00
                                                    daleko
                                                    wiatraki kołyszą horyzont
                                                    chaty pachną stepem
                                                    chatom źle
                                                    stoją na palcach o zachodzie ślepe
                                                    wspinają się jak konie
                                                    za chwilę się pogryzą

                                                    nie step ucichłe morze
                                                    rozlewa się wieczór bez szumu
                                                    świecące szyby otoczyły kolejowy dworzac
                                                    zachód mozolnie żuje gumę

                                                    ostajcie zdrowo matuś
                                                    z wojska napiszę list
                                                    nad parowozom dym białe kwiaty
                                                    gwizd

                                                    w niedzielę pociąg odiechał
                                                    w inną niedzielę przyjdzie
                                                    pracują czerwone obłoki pchają się ku słońcu

                                                    na stacji dzień jak codzlcń tydzień jak tydzień
                                                    a szyny
                                                    szyny się nigdzie nie kończą

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:01
                                                    jeszcze pejzaż
                                                    drogę wóz turkotem napoił
                                                    ptak to obleciał jasną pręgą
                                                    oplótł oplatał

                                                    na koński łeb i chomąto
                                                    wionęło żywicą z choin
                                                    gdzie Boża Męka

                                                    jedź
                                                    dom blisko
                                                    dom blisko już

                                                    pod pianą fal przyboi.sko
                                                    prom jak zabawka malutki
                                                    gołębie i krzyże się iskrzą,
                                                    na widocznych zza wzgórz
                                                    białych wieżach kościoła słobódki

                                                    a jezioro u drogi jak szklane słońce
                                                    dzień po zaściankach białoruski dymi
                                                    wodę ugrzewa w obry wisty ch brzegach
                                                    dzień białoruski w rybach grzybach mące

                                                    przez pola piosenka przebiega
                                                    spod sznurów opada i wzlata
                                                    echo ją goni a huśtawka skrzypi

                                                    jedź
                                                    Wielkanoc tuż tuż
                                                    kraszanka w barwie tych z obrazka róż
                                                    za woda ku rojstom spadła

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:02
                                                    jesienią
                                                    w oknie chmur plamy deszczowa sieć
                                                    ogród to rdzawość czerwień i śniedź
                                                    w kroplach co ciężkie na brzoskwiń listkach
                                                    niebo kultete błyska i pryska

                                                    słucham szelestów jesienny gość
                                                    mato wód szmeru szumu nie dość
                                                    czujnie czatuję rankiem przy oknie
                                                    gdy kwiat opada w kałużę ogniem

                                                    może usłyszę któregoś dnia
                                                    nutę człowieczą z samego dna
                                                    nutę co dzwoni mocno i ostro
                                                    a niebo całe dźwiga jak sosrąb

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:03
                                                    elegia uśpienia
                                                    godziny gorzkie bez godów
                                                    czarny druk na pożółkłych stronicach
                                                    jakby ze stromych schodów
                                                    spływała w mroku żywica

                                                    zwija się zaułek zawiły
                                                    zagubiony we własnych załomach
                                                    tętnią mu rynsztoków żyły
                                                    rytmami dwoma

                                                    niebo sine niebo szare
                                                    domy szare domy sine
                                                    beznamiętnym obszarem
                                                    to niebo to miasto rodzinne

                                                    tylko myśli się miłość żywa
                                                    w myśli na bruku się klęka
                                                    naprawdę złotą niwą
                                                    faluje tylko piosenka

                                                    sen życic ujął
                                                    osłoda sen ciężki a nicważki
                                                    piękne zjawy sennie kołują
                                                    w krwawych ciemnościach czaszki

                                                    dni malowane zmierzchem
                                                    śniąc także jak zły list potargam

                                                    wtedy
                                                    kwiaty na gwiazdach wierzchem
                                                    rajskie ptaki obsiadają parkan
                                                    rzoką świateł ścieka śnieg zbrudzony
                                                    tęcz jest tyle tęcze lecą ulica
                                                    jedna niesie konew
                                                    z żywicą

                                                    z żywicą
                                                    znów po ogniowych ogrodach
                                                    znowu ciemne korony
                                                    i w takt ociężałych kroków
                                                    spływa po czarnych schodach
                                                    żywica i miasto mroku

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:03
                                                    Na wsi
                                                    Siano pachnie snem
                                                    siano pachniało w dawnych snach
                                                    popołudnia wiejskie grzeją żytem
                                                    słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach
                                                    życie - pola - złotolite

                                                    Wieczorem przez niebo pomost
                                                    wieczór i nieszpór
                                                    mleczno krowy wracają do domostw
                                                    przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu.

                                                    Nocami spod krzyżów na rozdrogach
                                                    sypie się gwiazd błękitne próchno
                                                    chmurki siedzą przed progiem w murawie
                                                    to kule białego puchu
                                                    dmuchawiec

                                                    Księżyc idzie srebrne chusty prać
                                                    świerszczyki świergocą w stogach
                                                    czegóż się bać

                                                    Przecież siano pachnie snem
                                                    a ukryta w nim melodia kantyczki
                                                    tuli do mnie dziecięce policzki
                                                    chroni przed złem

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:04
                                                    Miłość
                                                    przedświt się czule czołgał
                                                    przez mroczne puszcze l chaszcze
                                                    noc przed nim płynęła wołgą
                                                    górą krążyła jak jastrząb
                                                    u dróg ciemnych z niebem twarzą w twarz
                                                    chaty tłoczyły się w ciżbie
                                                    miłość bez gwiazd
                                                    miłość tlała po izbach
                                                    usta spajają na usta młotem
                                                    mocno ciemność sprzęga
                                                    pierwsze uściski młocie
                                                    nieskończona wstęgą
                                                    ciało się ciałem nakrywa
                                                    pachnącym świeżą śliwą
                                                    ramiona w gorącei przestrzeni
                                                    zamykają się ciemnym pierścieniem
                                                    tapczan twardy zgrzany jak rola
                                                    orzą chyże lemiesze kolan
                                                    aż zamiast pszenic wschodzących i żyt
                                                    zaszemrye srebrem świt
                                                    zastuka do okien biało

                                                    podnieść oczy spojrzeć z uśmiechem
                                                    to kwitnącej czereśni gałąź
                                                    zgięła się pod strzechę

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • sainbois Czarownica 22.08.03, 11:48
                                                    Mam mówiącego ptaka, mam gadającą wodę,
                                                    mam starego czarodzieja i dam ci go potrzymać za brodę;
                                                    mam węża, co się podnosi na ogonie wśród kwiatów w trawie,
                                                    mam dwa uczone szerszenie, które mi sypiają w rękawie.

                                                    Mam cudownego szpaka, mam żabę i żuka, i jeża,
                                                    mam mądrą białą kawkę, puszysty kłębuszek pierza:
                                                    przemówi do ciebie ptak mój, gdy się najmniej będziesz spodziewał,
                                                    a smutny smok na podłodze nogi ci będzie łzami oblewał.

                                                    Twój sen, najpierwszy na świecie, u mnie ma swoją ojczyznę
                                                    i u mnie mieszka radość, którąś ty wygnał w obczyznę,
                                                    a jeśli do mnie przyjdziesz, zbrojone zmyliwszy straże,
                                                    to własne twe śpiące serce w pudełku ci małym pokażę.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • kolargol To co piekne 23.08.03, 03:39
                                                    Akteon
                                                    Powieść o Akteonie: wiosna szumi w borze.
                                                    Podpatrzył w blask boginię, skąpaną w jeziorze.
                                                    Za karę go w jelenia przedzierzgnęła mściwie.
                                                    Pokrwawiła się wieczność o leśne igliwie!...
                                                    Psy go własne opadły, szarpiąc, jak zwierzynę!
                                                    Wpośród godzin istnienia miał taką godzinę!
                                                    Próżno gronił obcego, które boli, ciała!
                                                    Śmierć go, psami poszczuwszy, z jeleniem zrównała....
                                                    Próżno wzywał na pomoc dawnych towarzyszy,
                                                    Nasłuchując ich kroków na pobrzeżach ciszy!
                                                    Nikt nie poznał po głosie i po znoju rany,
                                                    Że to człowiek
                                                  • kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:40
                                                    Śnisz mi się obco
                                                    Śnisz mi się obco. Dal bez tła
                                                    Wieczność się w chmurach błyska
                                                    Lecimy razem. Mgła i mgła
                                                    Bóg, ciemność i urwiska

                                                    Do mgły i mroku naglisz mnie
                                                    I szepczesz, zgrzana lotem
                                                    Toć ja się tobie tylko śnię
                                                    Nie zapominaj o tym...

                                                    Nie zapominam. Mkniemy wraz
                                                    Do niewiadomej mety
                                                    O, jak ty trudno mi się śnisz
                                                    O, jawo moja, gdzie ty

                                                    Śnisz mi się obco. Dal bez tła
                                                    Wieczność się w chmurach błyska
                                                    Lecimy razem. Mgłą i mgła
                                                    Bóg, ciemność i urwiska

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:42
                                                    Niewiara
                                                    Już nic nie widzę - zasypiam już
                                                    W ciszy i w grozie.
                                                    Znika mi słońce w załomach wzgórz.
                                                    Bóg znika - w brzozie...

                                                    Ginie mi z oczu umowny kwiat
                                                    W chwiejnej dolinie.
                                                    Gdzie się podziewa ten cały świat.
                                                    Gdy z oczu ginie?

                                                    Czy korzystając z tego, żem zwarł
                                                    Rzęsy na mgnienie
                                                    Znużony dreszczem i łzami czar
                                                    Znicestwia w cienie?

                                                    Czy wypoczywa od barw i złud
                                                    Popod snu bramą,
                                                    Wznosząc boleśnie w wieczność i w chłód
                                                    Twarz nie tę samą?

                                                    Nie, nie! Przy tobie jak dawniej trwa.
                                                    Śmiertelny, bujny!
                                                    Jest tu, gdzie zgroza, niewiara twa
                                                    I sen twój czujny!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:43
                                                    Dzień skrzydlaty
                                                    Rozwidniły się w słońcu dwie otchłanie - dwa światy -
                                                    Myśmy byli - w obydwu...A dzień nastał skrzydlaty.

                                                    Nikt nie umarł w dniu owym - nie zataił się w cieniu...
                                                    I pamiętam, żem myślał o najdalszym strumieniu

                                                    Nie mówiłaś nic do mnie, lecz odgadłem twe słowa.
                                                    A on - zjawił się nagle... Zaszumiała dąbrowa.

                                                    Taki - drobny i nikły... I miał - ciernie na skroni.
                                                    I uklękliśmy razem - w pierwszej z brzegu ustroni.

                                                    W pierwszej z brzegu ustroni - w pierwszej kwiatów powodzi.
                                                    I zdziwiło nas bardzo, ze tak biednie przychodzi.

                                                    Ubożeliśmy chętnie - my i nasze zdziwienie...
                                                    A on - patrzał i patrzał... Cudaczniało istnienie...

                                                    Zrozumieliśmy wszystko! - I że właśnie tak trzeba!
                                                    I że można - bez szczęścia... I ze można - bez nieba...

                                                    Tylko drobnieć i malec od nadmiaru kochania.
                                                    A to była - odpowiedź, i nie było - pytania.

                                                    I już odtąd na zawsze przemilczeliśmy siebie.
                                                    A świat znów się stał - światem...i czas płynął po niebie.

                                                    I chwyciłaś źdźbło czasu, by potrzymać je - w dłoni,
                                                    A on - patrzał i patrzał... I miał - ciernie na skroni.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:43
                                                    Amory
                                                    Nagła myśl i możliwość buchająca pieśnią,
                                                    o której sen ostrzegał radosnym półgłosem...
                                                    Zamiast ust, które jeszcze całować się nie śmią,
                                                    - papieros zapalony drugim papierosem.

                                                    Zetknięcie ramion w loży lub w głębi karety,
                                                    koncentrujące życie w płonącym rękawie!
                                                    Słodkie ognie bengalskie, rozkosze rakiety,
                                                    i oczy roześmiane w śmiertelnej zabawie.

                                                    Shake-hand za długi nieco, a chcący trwać wiecznie,
                                                    i odpychanie ludzi: nie mówcie! nie radźcie!
                                                    i słowa drżące, wdzięczne, niepotrzebne, śmieszne,
                                                    jak koronki i wstążki na przecudnym akcie.

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:44
                                                    Bajka
                                                    Król elfów, światem zatruty,
                                                    Wichrem z daleka przywiany,
                                                    Klęczy i płacze. Gdzie spojrzy,
                                                    Kolczaste druty...

                                                    "Nie żądajcie, bym wojnę doceniał!
                                                    Zbyt ciężka jest i surowa!...
                                                    Podobnie i kwiaty nie dźwigną kamienia
                                                    Na swych gwiaździstych głowach..."

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:46
                                                    Bandyta i diabeł
                                                    (Panom Bandytom)

                                                    W okropnie ciemne rano, o godzinie czwartej,
                                                    przyszli ludzie po Dudka, bandytę z Przegorzał.
                                                    Dudek wyszedł posłusznie w otoczeniu warty,
                                                    a za murem więzienia świt miedziany gorzał.

                                                    Dudek bał się okropnie, bo któż by się nie bał,
                                                    i z tęsknotą spoglądał, jak to słońce świta.
                                                    Nie pragnął wcale piekła. Nie chciał także nieba.
                                                    W ogóle nie był ciekaw. Lecz nikt się nie pytał.

                                                    Wicher strachu trząsł Dudkiem jak umarłym listkiem.
                                                    Poprosił o papieros. Nie było i basta.
                                                    Diabeł usłyszał. Skoczył galopem do miasta.
                                                    Znalazł, wraca z tryumfem. A tu już po wszystkim...

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:52
                                                    Bajka o miłości
                                                    1
                                                    Byliście może kiedy w Ogrodzie Miłości,
                                                    co otwarty jest zimą i latem?
                                                    Są tam klomby i palmy cudownej piękności -
                                                    ubodzy zaglądają przez kratę.
                                                    2
                                                    Kwiaty rosną w nim prędzej i kwitną wspanialej,
                                                    - bzy bez wiatru kołyszą się blade -
                                                    białe posągi jęczą w głębi mrocznych alej,
                                                    kwiat tytoniu śpiewa serenadę.
                                                    3
                                                    Nad bramą pnapis:
                                                    "Wchodźcie, serca wasze wnoście,
                                                    kochajcie się miłością wolną,
                                                    lecz pamiętajcie o tym,
                                                    że z tym samym gościom
                                                    po raz drugi wejść tu nie wolno.
                                                    4
                                                    Każda para ma prawo pozostać dzień cały,
                                                    zapóźnionych strażnik wygna i wykrzyczy,
                                                    kwiaty prosimy zrywać,
                                                    by piękniej wzrastały,
                                                    psy należy prowadzić na smyczy."
                                                    5
                                                    Księżniczka Gołąbella
                                                    Z księciem Fujarysem
                                                    weszll w bramę owego ogrodu.
                                                    Ona rzekła:
                                                    "Zemdleję. Siądźmy pod tym cisem...
                                                    - Serce taje mi jak porcja lodów...
                                                    6
                                                    Widzę wszystko inaczej. Putrójnie. Od środka -
                                                    Nie wiedziałam, że masz rysy tak piękne.
                                                    Ach, czuję, że się staję niewymownie słodka...
                                                    Słabnę dziwnie, zinam się, mięknę..."
                                                    7
                                                    "A ja znów � rzekł Fujarys � czuję się ze spiżu.
                                                    Mam bicepsy jak głowy baranie,
                                                    Krew moją wzburzył zapach narcyzów w pobliżu...
                                                    Zaduszę cię w uścisku..." �
                                                    "0 panie..."
                                                    8
                                                    l pięknieli, i rośli, patr/.ąc w siebie /. pod/.iw^em,
                                                    sycząc w ty^lu niilosnej alchemii � aż noc spadła � i
                                                    kwiaty szare, bure i siwe jęły dr/.cmac w srcbr/.vslej
                                                    anemii...
                                                    9
                                                    Strażnik dzwonił.
                                                    Więc wyszli, ramionami objęci.
                                                    strażnikowi coś dali na piwo �
                                                    i szli drogą ku miastu,
                                                    uroczyści i święci,
                                                    wiódł w ciemności szczęśliwy szczęśliwą.
                                                    10
                                                    "Czy ci pióra beretu tak ciążą na karku?
                                                    Czemu milczysz? Czy kochasz? Nie kłamiesz?
                                                    Mów jeszcze o miłości,
                                                    jak poprzednio w tym parku...
                                                    No, weźże mnie mocniej pod ramię!
                                                    11
                                                    Gdzie oczy twoje groźne jak huragan złoty?
                                                    Czemu wygląd masz godzien litości?"
                                                    -"Dajże mi święty spokój!
                                                    Myślę o przyszłości.
                                                    Czas już wziąć się do jakiej roboty.
                                                    12
                                                    Ty byś chciała żyć tylko różami i miodem! �
                                                    Ja, choć książę, biorę życie realniej.
                                                    Pomyśl, zamiast oglądać się za tym ogrodem,
                                                    Jak sobie urządzimy jadalnię."
                                                    13
                                                    Księżyc z mgły wyrąbuje domy, baszty, mury
                                                    i dywany przewieszone przez ganki,
                                                    - "CO się stało ze światem?
                                                    jakiż obcy, ponury -
                                                    Gdzie są oczy, moje oczy kochanki?"
                                                    14
                                                    "Cóż robić! Mur jest murem, a trawa jest trawą -
                                                    Żyć wśród bajki -
                                                    ach, któż by nie wolał!
                                                    Lecz życie, moje dziecko, nie jest żądną zabawą.
                                                    Masz! i ząb mnie w dodatku rozbolał!"
                                                    15
                                                    Drogą przejeżdża rycerz w spuszczonej przyłbicy;
                                                    rumak broczy w księżycowej światłości.
                                                    Księżniczka drży -
                                                    podbiega rzutem błyskawicy:
                                                    "Bierz mnie panie! i jedźmy do Ogrodu Miłości!"

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                    "Kobieta Współczesna" 1929 nr 13
                                                  • kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:52
                                                    Ogród zaklęty
                                                    Tak mi mówili aniołowie,
                                                    Co znają prawdę, skryta w słowie,
                                                    Że tam, gdzie wisząc nad przestrzenią,
                                                    Brzegi wieczności się zielenią,
                                                    Przedarłszy czasu mdłe osłony,
                                                    Wzgórzami tęsknot otoczony,
                                                    Zakwita ogród niezbadany,
                                                    Zaczarowany, obłąkany -
                                                    Zaczarowany skonem zorzy
                                                    I obłąkany mgłą bezdroży!

                                                    Więc wizją skrzydeł spromieniony,
                                                    Szedłem w cudowne owe strony
                                                    Poprzez stężałych snów urwiska,
                                                    Przez dawnych bytów uroczyska
                                                    I napotkałem w swej podróży
                                                    Zerwanej niegdyś widmu róży
                                                    I mary lilij, co w przestworze
                                                    Na widziadlanym tkwią jeziorze.
                                                    I spotykałem śród rozdołów
                                                    Omszone zwłoki tych aniołów,
                                                    Których Bóg strącił w te bczdenie
                                                    Za potępieńcze serc płomienie.
                                                    l spotykałem senne kraje,
                                                    udzie wszystko mgłą i mgłą się staje,
                                                    Gdzie się kołysze w mgieł odmęcie
                                                    Dziwaczny okręt przy okręcie,
                                                    A melancholii słodkie fale
                                                    Przez ich pokłady mkną niedbale
                                                    I w bezpowrotne płyną dale!..

                                                    Aż areszcie, depcząc pierś obłoku,
                                                    Jakiegoś Boga mając w oku,
                                                    Z duszą na wschodzie i zachodzie.
                                                    Stanąłem blady w ty m ogrodzie!
                                                    Tam każde drzewo jest zaklęte,
                                                    Tam są topole �wniebowzięte,
                                                    Kaskada drętw e, w snach skąpane,
                                                    Mocą obłędów sfałdowane
                                                    I takich jezior tonie sine,
                                                    Ze straszno spojrzeć w ich głębinę,
                                                    Ze straszno spojrzeć w ich zw lerciadła,
                                                    By twarz ci nagle nie pobladła,
                                                    Gdy ujrzysz skryte w nich widziadła.

                                                    Pod jednym drzewem niezbadanym,
                                                    Zaczarowanym, obłąkanym,
                                                    Gdzie kazdy liść od marzeń kona,
                                                    Na wpół stworzona, wpół waśniona
                                                    Królewna cudna odpoczywa!
                                                    Z skroni jej warkocz wonny spływa,
                                                    Spływa i wpływa w alej głębie,
                                                    Zwisa na każdej skały zrębie,
                                                    Po wszystkich ścieżkach tak się ściele,
                                                    Jak czarodziejskie jakieś ziele,
                                                    y w górze - srebrem pałająca,
                                                    Niewyczerpana głąb miesiąca!

                                                    Mów mi, krolew no moja blada,
                                                    W jaki się mrok twój sen zapada?
                                                    I z jakich stron twych oczu dale!
                                                    I z jakich mórz twych warg korale?
                                                    I z jakich piekieł twe warkocze.
                                                    Po ktorych drżący teraz kroczę!
                                                    I mów mi, w jaką w iodą stronę
                                                    Warkocze tw OJC nieskończone -
                                                    Bo mnie na w iek, na w iek JUŻ cały
                                                    Warkocze twoje opętały!

                                                    Ach! idźcie wszyscy, idźcie ze mną
                                                    Ku niej - w krainę ponadziemną,
                                                    Lecz nie pytajcie mnie (o Boze!
                                                    I któż mnie spytać o to może!),
                                                    Gdzie jest ten ogród, gdzie te swiaty.
                                                    Do których wszystkie tęsknią kwiaty
                                                    I wszystkie dusze snem ozdobne,
                                                    Co są do kwiatów tak podobne!
                                                    I skąd ta powieść moja zwiewna!
                                                    I czym jest cudna ta królewna!
                                                    Bo choć mi serce rozpłomienia -
                                                    Już nie pamiętam jej imienia!
                                                    I choć mi zawsze taka bliska -
                                                    Już nie pamiętam Jej nazwiska!

                                                    Lecz wiem, ze ogród ten istnieje,
                                                    Że tai własne moje dzieje,
                                                    Ach! dzieje straszne, niezbadane,
                                                    Zaczarowane, obłąkane,
                                                    Bo mi mówili aniołowie,
                                                    Co znają prawdę, skrytą w słowie,
                                                    Ze tam, gdzie wisząc nad przestrzenią,
                                                    Brzegi wieczności się zielenią,
                                                    Przedarłszy czasu mdłe osłom.
                                                    Wzgórzami tęsknot otoczony,
                                                    Zakw ita ogród niezbadana,
                                                    Zaczaroway, obłąkany!
                                                    Zaczarowany skonem zorzy
                                                    I obłąkana mgłą bezdroży!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                    [prwdr. "Chimera" 1901, t I, z 2]
                                                  • kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:54
                                                    Dżananda
                                                    Szedł Dżananda tym lasem, gdzie bywać snem mogę,
                                                    A miał drogę
                                                  • sainbois Miłość 23.08.03, 11:09
                                                    Była podobna do śmierci - w smaku słodka, żelazna w dotknięciu,
                                                    mówiła słowa wolniutkie w półśnie, w drapieżnym ziewnięciu;
                                                    była podobna do głębi przybrzeżnej w wartkim potoku,
                                                    miała oczy ciemnym mułem nabiegłe, miała włosy z wonnego mroku.

                                                    Trzymała mnę związaną za ręce, trzymała mię przykutą za barki,
                                                    zgasiła wszystkie myśli półszeptem jak struchlałe pod czaszką ogarki
                                                    i złożyła mi głowę - ciężką jak ołowiu głaz - na kolanie,
                                                    przysięgając, że nie pójdzie przenigdy, że od kolan moich już nie wstanie.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Straszydlaczek 23.08.03, 11:13
                                                    Taki jesteś znajomy, znajomy,
                                                    masz chodaczki, chodaczki ze słomy,
                                                    słoma kłuje, gdy się ciebie całuje,
                                                    ale to nic, bo się tego nie czuje.

                                                    Prześpiewałeś ze świerszczami do świtu,
                                                    spadłeś teraz ze środka sufitu
                                                    potargany, połaman, szurpaty,
                                                    w sukieneczce w jagody i kwiaty.

                                                    Śpij we włosach, niech nikt cię nie trąca,
                                                    zaśnij prędko, nim przyjdzie służąca
                                                    z dzbankiem, z miotłą, z światłem, z mokrym drzewem,
                                                    z głośnym stukiem i radosnym śpiewem.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Opuszczenie 23.08.03, 11:23
                                                    Miłość naszą doczesną,
                                                    śmiertelną, krótkotrwałą,
                                                    Bóg wyniósł mocą swoją
                                                    i dał jej w wieczności ciało;
                                                    w czasie była jak motyl,
                                                    w bezkresie jest wyraźną muzyką,
                                                    przez której kryształ przeczysty
                                                    boża słoneczność przenika.

                                                    Lecz myśmy - jak puste muszle,
                                                    opuszczone łuski owadu,
                                                    siwa nicość naigrawa się z nas
                                                    i piaskiem na serca nam pada.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna

                                                  • kolargol To co piekne 24.08.03, 00:42
                                                    Gwiazdy
                                                    Tej nocy niebo w dreszczach od gwiazd mrugawicy
                                                    Kołysało swój bezmiar w sąsiednie bezmiary,
                                                    To w próżnię swe radosne unosząc pożary,
                                                    To zbliżając je znowu ku mojej źrenicy.

                                                    Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom,
                                                    A światy roziskrzone - zaledwo na mgnienie
                                                    Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom,
                                                    Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie.

                                                    Odsłaniają swe jary, wzgórza i parowy,
                                                    Już z jednego szum borów płonących dolata,
                                                    Z drugiego - cisza grobów, a z trzeciego świata -
                                                    Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.

                                                    Zasłuchany, wpatrzony stoję tak do świtu,
                                                    Aż niebo wron zbudzonych przesłoni gromada,
                                                    Gwiazdy giną w jaśnistych roztopach błękitu,
                                                    I gąszcz rosy na rzęsach zbłyskanych osiada.

                                                    Skroń znużoną pochylam do stogu na łące,
                                                    Garścią rozcwierkanego rojem świerszczów siana
                                                    Rzeżwię oczy, smugami gwiazd jeszcze gorące,
                                                    I do snu odniałego padam na kolana.

                                                    I śni mi się i trwogą uderza do głowy
                                                    Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:43
                                                    Ćmy
                                                    Przychodzą nieustannie z tamtej strony ciszy
                                                    Psy, wierzby, nagłe sady, ćmy białe, ćmy szare
                                                    I próżnię zapełniają, gdzie czasem brak myszy,
                                                    By zasklepić czymkolwiek w świat wyziorną szparę.

                                                    Przychodzą potłumione zielenią otchłanie
                                                    I dziewczęta, co w oczach dźwigają los nieba -
                                                    I obłoków nad ziemią srebrne górowanie,
                                                    I ta wiara, że właśnie tak trzeba, tak trzeba...

                                                    I przychodzą modlitwy o większą tęsknotę,
                                                    Źli bogowie, złe wiosny i mgła zagrobowa,
                                                    Bzy bez jutra, bez wczoraj, ćmy czarne, ćmy złote
                                                    I ty co tak się smucisz, gdy piszesz te słowa...

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:44
                                                    Noc zimowa
                                                    Skrzeń tajemnica,
                                                    Rozzłoceń mus!
                                                    We mgle księżyca
                                                    Jarzy się mróz!

                                                    Okruchy śniegu
                                                    Siecią swych fal
                                                    Zasnuły w biegu
                                                    Bezbronną dal.

                                                    Gmatwając loty,
                                                    Tamując dech -
                                                    Obsiadły płoty,
                                                    Jak siwy mech.

                                                    Do szyb się garną,
                                                    Jak białe ćmy,
                                                    Tchnąc w izbę parną:
                                                    "To - my! To - my!"

                                                    Z karczmy, w zakrzepły
                                                    Rozwartej świat,
                                                    Dym bucha ciepły
                                                    I blask, i czad!

                                                    Zaprzepaszczony
                                                    W ciemni bez dróg -
                                                    Drzewom przez szrony
                                                    Złoci się - Bóg.

                                                    Sad wśród topieli
                                                    Śnieowych głusz
                                                    W śmierci się bieli
                                                    Bez róż - bez zórz!

                                                    W swej pysze pawiej,
                                                    Łez tłumiąc znój,
                                                    Wśród śnieżnych zawiej
                                                    Sen kroczy mój...

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:45
                                                    Lalka
                                                    Jam - lalka. W mych kolczykach szkli się zaświat dżdżysty
                                                    Suknia jawą atłasu ze snem się kojarzy.
                                                    Lubię fajans mych oczu i zapach kleisty
                                                    Farby, rumieńcem śmierci młodzącej mat twarzy.

                                                    Lubię leżeć, gdy pokój słonecznieje czynnie,
                                                    Na strojnego dywana narożnej purpurze,
                                                    Gdzie irys obok sarny kwitnie bezroślinnie,
                                                    A z wieczności pluszowej unoszą się kurze.

                                                    Dziewczynce, co się moim bawi nieistnieniem,
                                                    Wdzięczna jestem, gdy w dłonie mój niebyt porywa,
                                                    I mówi za mnie wszystko, różowa natchnieniem,
                                                    I udaje, że wierzy w to, iż jestem żywa.

                                                    Pilnie wróży mi z ręki, że w najbliższym maju
                                                    W świat wyruszę, a w drogę wezmę chleb i zorze,
                                                    By piechtami wędrując po Znaszlitymkraju,
                                                    W ustach chłopca-włóczęgi całować bezdroże.

                                                    Ubezdrożyć się muszę na ziemi i niebie,
                                                    By w chwili, kiedy najmniej spodobam się losom,
                                                    Znaleźć się niespodzianie, na przekór niebiosom,
                                                    W położeniu - bez wyjścia - bez śmierci - bez siebie.

                                                    Mam stały wyraz twarzy, niby Człowiek Śmiechu.
                                                    Znam tę powieść i inne. Ta sama dziewczynka
                                                    Uczyła mnie czytania, jak się uczy grzechu,
                                                    I jestem pełna wiedzy, jak do listów skrzynka.

                                                    Mam zamiar pisać powieść, której bohaterką
                                                    Jest Praścieżka, wiodąca urwiskami w Prałaś,
                                                    Gdzie ukryła się lalka - i nikt jej nie znalazł!
                                                    Duszę ma z macierzanki i patrzy w lusterko.

                                                    Mówi tylko dwa słowa: Papa albo Mama,
                                                    Mama - mówi do śmierci, a Papa - do grobu,
                                                    I śmieje się... Sen chwieje łbem u próżni żłobu,
                                                    A ona śmiechu swego nasłuchuje sama...

                                                    Koniec mojej powieści jest ten, że Praścieżka
                                                    Odbiera sobie życie... W mgle o tym są wzmianki...
                                                    Ginie świat... Z rodzicami znika lalka - śmieszka.
                                                    Nic nie ma, prócz lusterka i prócz macierzanki.

                                                    Wartoż pisać tę powieść? Baśń wyszła już z mody,
                                                    Jak krynolina z tęczy!... Módl się do korala
                                                    O wiersz barwny!... Zszarzały dusze i ogrody,
                                                    A mnie wkrótce do lalek poniosą szpitala!

                                                    Wyrwę w biodrach zasklepią, brew wznowią nad okiem,
                                                    Wargom uśmiech narzucą taki, że aż zbrzydnie,
                                                    I na pokaz wystawią, abym się bezwstydnie
                                                    Do przechodniów łatanym mizdrzyła urokiem.

                                                    Stracę wartość. Nastąpią cen spadki i zniżki.
                                                    I wówczas, gdy już mroki poczuję w pobliżu,
                                                    Wyciągnę dłonie ścisłe i wklęsłe, jak łyżki,
                                                    Do Boga, co nie za mnie umierał na krzyżu!

                                                    On, wiedząc, jak mi trudno, choć sen się snem łata,
                                                    Grać rolę siebie samej na życia arenie,
                                                    Dla prób nieśmiertelności, po zniżonej cenie
                                                    Nabędzie mnie - za jedną łzę z tamtego świata!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:46
                                                    Otchłań
                                                    Kiedy wnoszę do lasu znój mego żywota
                                                    I twarz tak niepodobną do tego, co leśne,
                                                    Widzę otchłań, co skomląc w gęstwinie się miota
                                                    I rozrania o sęki swe żale bezkreśne.

                                                    Rozedrgana zielonym, pełnym rosy płaczem.
                                                    Przerażona niebiosów ułudnym pobliżem.
                                                    Kona z męki i tęskni nie wiadomo za czem.
                                                    I cierpi, że nie może na ziemię paść krzyżem.

                                                    I nie wie, do jakiego snu ma się ułożyć,
                                                    I szuka. węsząc bólem. parowu lub jaru,
                                                    Aby go dopasować do swego bezmiaru
                                                    I zamieszkać na chwilę, i w ciszę się wdrożyć.

                                                    Czuję rozpacz jej nagą, czuję głód jej bosy,
                                                    Jej bezdomność. gałęzi owianą szelestem.
                                                    I oczy, które we mnie przez mętne szkła rosy
                                                    Widzą kogoś innego niż ten, który jestem.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:47
                                                    Metafizyka
                                                    Kraina, gdzie żyć łatwiej i konać mniej trudno -
                                                    Gdzie wieczność już nie tajnie wystawa na straży
                                                    Trosk doczesnych - gdzie bardziej jest bosko niż ludno -
                                                    I gdzie każdy za wszystkich nie cierpi - lecz marzy!

                                                    Są tu sady bez wyjścia i groble, nad szybą
                                                    Owej rzeki wyśnione, co kiedyś wytryśnie -
                                                    I niejeden tu pałac w zagąszczu ci błyśnie,
                                                    Godny tego, by nie był niczyją siedzibą!

                                                    Są tu w lasach mrowiska wzniesione nad drogą,
                                                    Gdzie wre praca snów rojnych - odwieczna i bratnia -
                                                    I jest tu owa cisza błękitna, ostatnia
                                                    Z tych, co jeszcze na uśmiech zdobywać się mogą.

                                                    Tylko czasem na polu jakiś krzyż skrzydlaty
                                                    Wiatraka mielącego mgły marzeń i ciernie,
                                                    Brakiem Boga na sobie zlękniony niezmiernie,
                                                    Szaleje i skrzydłami uderza w zaświaty!

                                                    Bywalec tych uroczysk, powabnych swym tronem,
                                                    Umie błysków najmniejszą wyśledzić nieznaczność
                                                    I w szczelinie pomiędzy istnieniem a zgonem
                                                    Dojrzeć gwiazdę niezgorszą, lub niezłą opatrzność...

                                                    Lecz się nigdy nie strwoży, rozumnie zbłąkany,
                                                    Bezkrólewiem w niebiosach lub własnego cienia
                                                    Zgubą w jarach - lub zbytnią łatwością zamiany
                                                    Jednych cudów na drugie... Niech cud się też zmienia!

                                                    Jego tylko tu nęci nie zwiedzona grota
                                                    Lub kwiat jeszcze nie znany, lub muszla co rzadsza -
                                                    I na wszelki przypadek wtórego żywota
                                                    Duszę swoją w te dziwy chętnie zaopatrzą...

                                                    On tu przyszedł sam przez się, by własne szaleństwo
                                                    Karmić strawą najlepszą na ziemi i niebie -
                                                    I nad brzegiem przepaści wytańczyć dla siebie
                                                    Jeden lęk drogocenny lub niebezpieczeństwo!...

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:48
                                                    Pantera
                                                    Ani mię zgnębią zórz krwawe zawiście,
                                                    Ni złote groźby słoneczej potęgi!
                                                    Grzbiet mój w złość słońcu czerni się plamiście
                                                    W przeciwsłoneczne, przeciwzłote pręgi!...

                                                    Gotowam słońce rozszarpać na ćwierci!
                                                    Na ziemi - ryk mój, milczenie me - w niebie...
                                                    Z nieznanych światów czaję się na ciebie
                                                    Ja - rozpląsana dookoła śmierci!

                                                    Przeciwzłocącą się - porwij w ramiona,
                                                    Bym z ciebie życia wyżarła niemoce,
                                                    Bym czuła nozdrzem ten szał, że ktoś kona
                                                    W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!

                                                    W róże mię uwieńcz, w zmierzch winnicy prowadź,
                                                    W pałaców głębie - na marmur i kwiaty,
                                                    Gdzie win purpura i śmiechu szkarłaty
                                                    Chcąc falę życia od dna rozfalować!

                                                    Wśród dziewcząt -jedna jest tylko w żałobie,
                                                    Niepewna losu... zapatrzona w cienie...
                                                    Jej ciało - biały sen o samej sobie,
                                                    Tym snem objęta - czeka na skinienie.

                                                    Rzuć ją w mą żądzę, w puchy mego łona,
                                                    Na okamgnienie - nie na długie noce,
                                                    Bym nozdrzem czuła szał, że miłość kona
                                                    W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!...

                                                    Ten, kto mię stworzył dla krwi i pieszczoty,
                                                    Dał mi skok zwinny, co w śmierć mię przerzuca,
                                                    Kły moje wygiął w kształt własnej tęsknoty
                                                    I własnym rykiem natężył me płuca!

                                                    On we mnie ryczy, szaleje zbłąkany
                                                    W moich żył sieci i kości gęstwinie!
                                                    Raniąc mię, sobie zadaje te rany,
                                                    Które mi w gniewu przeznaczył godzinie!

                                                    On razem ze mną hen - w dzikim ostępie
                                                    Z wiecznym się głodem w zapasach szamoce,
                                                    A ja z nim wspólnie zmorę życia tępię,
                                                    I z nim się wspólnie słońcu przeciwzłocę!

                                                    Kimkolwiek jesteś - czy Lwem niewidzialnym,
                                                    Czy wszechobecnym raczej Jaguarem -
                                                    Węszę twe tropy w błękicie upalnym
                                                    I kuszę ciała wonnego wyparem!...

                                                    Wyjdź na swe żery z jaskini lazurów!
                                                    Otom - gotowa!... śnij uczty weselne!
                                                    Chcę być radością dla twoich pazurów,
                                                    Chcę krwią upoić twe kły nieśmiertelne -

                                                    I chcę cię zdradzić, gdy przywrzesz do łona,
                                                    Pokąsać w strzępy twą wieczność, twe moce,
                                                    By chłonąć nozdrzem ten szał, że Bóg kona
                                                    W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:49
                                                    Bajka indyjska
                                                    Sandałem wonny i brązem ciała, wjedwabiu szat, ten Jedyny
                                                    perłami w uszach dźwięczy przy tańcu i depcze kwiaty bez
                                                    winy.
                                                    Hari na łące w rozkoszy śnie
                                                    tańcząc przetańcza noce i dnie.

                                                    Drżącą zagrodą ramion otoczy kochanki pierś, krąg księżyca.
                                                    Oddechem słodszym niż kwiaty tila usta kochanki zaszczyca.
                                                    Tysiąc bajader przed nim się gnie,
                                                    kołysząc ciał swych palmowe pnie.

                                                    Bażanty w kratę złotą z niebieskim słuchają brzmień
                                                    czarofletni.
                                                    Bóg się rozpasał w kole kobiecych brzuchów, wiosennych i
                                                    letnich.
                                                    Hari na łące w rozkoszy śnie
                                                    tańcząc przetańcza noce i dnie.

                                                    Piersi wzburzone, białe z tęsknoty, wznoszą się w krąg
                                                    Jedynego.
                                                    Hari, Gowinda, Madana, Kama - oto imiona są jego.
                                                    Tysiąc bajader przed nim się gnie,
                                                    kołysząc ciał swych palmowe pnie.

                                                    Słonie podchodzą, wiankiem stanęły wśród gąszcza drzew
                                                    Wrindawany.
                                                    Wąż objął szyję skwitłej Keatki, kołysząc się zasłuchany
                                                    Hari na łące w rozkoszy śnie
                                                    tańcząc przetańcza noce i dnie.


                                                    Mnie jak malajską stokrotkę tańcem wdeptali w grunt i murawę
                                                    Mnie jak gazelę młodą spłoszyli, wpatrzoną w boga Madhawę.
                                                    Tysiąc bajader przed nim się gnie,
                                                    kołysząc ciał swych palmowe pnie.

                                                    Na sercu bóstwa, w rękach miłości, innych się krew
                                                    rozsłodycza
                                                    Snieżnozębaty nie raczył ku mnie zwrócić lotosu - oblicza
                                                    Hari na łące w rozkoszy śnie
                                                    tańcząc przetańcza noce i dnie.

                                                    Zadeptał nogą w górę wzniesioną, sklepioną w łuk na podbiciu.
                                                    ramion fontanny, oczu lotosy i usta słodkie w użyciu.
                                                    Tysiąc bajader przed nim się gnie,
                                                    kołysząc ciał swych palmowe pnie.

                                                    Wdeptał w proch ręce, srebrne piersi jak śpiew powstrzymany
                                                    i tańczy na mnie, obce całując kolana, swój taniec boga
                                                    Madany.
                                                    Hari na łące w rozkoszy śnie
                                                    tańcząc przetańcza noce i dnie.

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                    "Świat" 1929 nr l
                                                  • kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:50
                                                    Schadzka
                                                    Czy nie słyszysz, jak obłok porusza się senny?
                                                    Jak noc cisza pogłębia dna ciekawy strumień?
                                                    A w alejach szeleści niepokój płomienny
                                                    Księżycowych powikłań i nieporozumień...

                                                    Śpiesz się, dziewczę spragnione pieszczoty bezkresnej!
                                                    Śmierć i miłość zna tryumf umówionych godzin!
                                                    Twój kochanek cię czeka od dnia swych narodzin,
                                                    Wierny tobie współtrwogą, tęsknotą - rówieśny!

                                                    Niech twe lico dla niego zakwitnie różowiej,
                                                    Niech osłabną ramiona, białych piersi stróże!
                                                    Burza włosów upojnych marzenia mu owiej,
                                                    By miał w życiu tę jasną nie wrogą mu burzę!

                                                    Lecz nie nie mów o sobie - czemu tak nieznana?
                                                    Skąd przybywasz i dokąd odejdziesz za chwilę?
                                                    I dlaczego twe nogi tak we krwi i w pyle,
                                                    Że całować je mało od nocy do rana?

                                                    Ani jego nie pytaj, dlaczego spotkanie
                                                    Tak opóźnił? Dlaczego oczyma nie śledzi
                                                    Twych oczu? I czy kocha? Bo wszelkie pytanie
                                                    Jest wrogiem mimowolnym własnej odpowiedzi!...

                                                    Milcz i całuj! Milczeniem pieszczota się krzepi
                                                    I niezgorsze wesele tkwi w dobrej żałobie!
                                                    Wszak nie można się kochać żarliwiej i ślepiej
                                                    Jak tak właśnie: nie nie wiedząc o sobie!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • sainbois Drzewo przy drodze 24.08.03, 21:22
                                                    Drzewo, całe oblepione drobnym cierpkim owocem,
                                                    stoisz tuż przy tej drodze, gdzie przebiegam tak często nocą.
                                                    Piaszczyste tamtędy pociągnięte koleje,
                                                    niedaleko rozłożysta wioska bieleje.
                                                    Wartko rzeka niesie skoszone trawy i stadka gęsie i kacze...
                                                    Wydzieram się z ciała, biegnę tamtędy, obejmuję cię, znajoma jabłonko dzika,
                                                    i płaczę.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Urocznica 24.08.03, 21:25
                                                    A jaka jest, kiedy zasypiasz?... Różowa, różowa,
                                                    jak niesłychana suknia, jak kora sosnowa,
                                                    jak małe ręce migotliwe, pieszczotliwe...
                                                    jak blade usta, nareszcie szczęśliwe...
                                                    A jaka jest w tańcu?... Jak płomyk na głowie.
                                                    A jaka - kiedy kochasz?... Tego się nie wypowie!

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Tanecznice 24.08.03, 21:31
                                                    "A czy będzie cztery, pięć, dziesięć, dwadzieścia tysięcy?"
                                                    "Będzie więcej, będzie więcej!
                                                    Mrugające oczy zasłonią, zaciemnią powietrze,
                                                    a od stopek wiewających murawy staną się bledsze,
                                                    kwiaty się połamią pod ciężarem oddechów, ciężkich od oczekiwania."
                                                    "A czy będą skrzypce grały?" "Będą grały do rozstania
                                                    jak do śmiechu, jak do łkania,
                                                    jak złotą nitką po wstążce zielonej,
                                                    jak przez słoneczne struny latający ptak czerwony...
                                                    Będą grały,
                                                    zamierały,
                                                    całowały, dotykały... całowały, dotykały."

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Miłość i obecność boża 24.08.03, 21:40
                                                    Nie wiem, czyli w szatana jestem sferze, czy pod cieniem krzyża!
                                                    Miota mną prąd dwojaki - dźwigająca fala,
                                                    która mię do miłości i do Boga zbliża,
                                                    i odpływ, co od Boga i od ciebie mię oddala,
                                                    najmilszy mój, od Boga i od ciebie mię odpycha
                                                    i zasypia... I z falą martwą razem jak płaz jestem cicha.

                                                    Jeśli boża obecność w nas jest tym, co ma nas zbawić,
                                                    jeśli jest iskrą, która nas rozpala,
                                                    jeśli jest duchem, co nami oddycha,
                                                    jak może w obecności tej chorzeć i krwawić
                                                    niedoskonały twór, dziedzictwo sprzed potopu,
                                                    miłość, ostatnie z monstrów pozostałe pod błękitem stropu.

                                                    Lecz jeśli w tępym śnie zmysłów i ducha
                                                    z zaświata jedna miłość jak źródło wybucha,
                                                    jeśli w pustce zarosłej sennością i zielskiem
                                                    ona budzi człowieka wołaniem anielskiem,
                                                    jeśli dzięki niej w głębi grubych kości i krwi gęstej zwierza
                                                    nadprzyrodzonym biciem głos boży uderza
                                                    - jak może moc ta, jakimkolwiek odezwie się echem,
                                                    być nie porywem ku świętości, ale grzechem?

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna

                                                  • kolargol To co piekne 26.08.03, 01:37
                                                    Mak
                                                    Za chruścianym stanęła witakiem.
                                                    A boginiak już czyhał za krzakiem
                                                    Pogiął kibić, zagarnął twarz białą
                                                    I mięśniami pościskał jej ciało!
                                                    A ty śpiewaj, śpiewulo -
                                                    A ty zgaduj, zgadulo!
                                                    I mięśniami pościskał jej ciało.

                                                    Tchem się swoim do tchu jej przedostał.
                                                    Dreszczem nagłym dreszczowi jej sprosta
                                                    Sponiewierał wargami w ustroniu.
                                                    Obezdolił pieszczotą na błoniu!
                                                    A ty śpiewaj, śpiewulo
                                                    A ty zgaduj, zgadulo!
                                                    Obezdolił pieszczotą na błoniu.

                                                    I wykochał jej nogi i ręce.
                                                    I Wykochał oddechy dziewczęce.
                                                    I z chichotem odrzucił na siano
                                                    Tę dziewczynę, przez niego ospaną!
                                                    A ty śpiewaj, śpiewulo -
                                                    A ty zgaduj, zgadulo!
                                                    Tę dziewczynę, przez niego ospaną.

                                                    "Dokąd pójdę - na które cmentarze?
                                                    Jak się Bogu na oczy pokażę?
                                                    Ni mi klęknąć na grzeszne kolano.
                                                    Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną."
                                                    A ty śpiewaj, śpiewulo -
                                                    A ty zgaduj. zgadulo!
                                                    "Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną".

                                                    Wsponinając jego wargi ssące.
                                                    Mak czerwony zerwała na łące.
                                                    Pełna lęku i wstydu, i zmazy.
                                                    Przeżegnała się makiem trzy razy!
                                                    A ty śpiewaj, śpiewulo -
                                                    A ty zgaduj, zgadulo!
                                                    Przeżegnała się makiern trzy razy.

                                                    Rozewrzyjcie na nieba rozstaju
                                                    Wszystkie wrota do mego wyraju.
                                                    Bo ja w niebie dziewczynę mieć muszę
                                                    Tę, co makiem przeżegnała duszę!
                                                    A ty śpiewaj, śpiewulo
                                                    A ty zgaduj, zgadulo!
                                                    Tę, co makiem przeżegnała duszę.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:38
                                                    * * *
                                                    Dłoń zanurzasz w śnie,
                                                    W zagrobowym cieniu.
                                                    Nie znajdujesz - mnie,
                                                    Wołąsz po omieniu!

                                                    A ja - leżę tu,
                                                    Gdzie ma być nas - dwoje...
                                                    Brak mi tylko - tchu,
                                                    Oto - ciało moje...

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:39
                                                    Tarcza
                                                    Prócz mnie - nie będziesz miał oblubienicy,
                                                    Prócz mnie - nie ujmiesz innego zwierciadła.
                                                    Byś w nim się własnej odeśnił źrenicy,
                                                    Do mosiężnego podobien widziadła!
                                                    Żadne ci dziewczę różanym brzemieniem
                                                    Kruchego ciała - ramion nie obarczy
                                                    Ni warg znikomym nie skala imieniem -
                                                    Rycerzu! wiernym pozostań swej tarczy!
                                                    Ja ci przechowam, odbite w mym łonie,
                                                    Doliny, góry, jeziora, niebiosy -
                                                    Ja wrażych mleczów pogróżki i ciosy
                                                    W spiżowe hymny dla ciebie rozdzwonię!
                                                    Twój sen lękliwy uzbroję swą chwałą.
                                                    Aby mógł śnić się bez trwogi, bez skazy!
                                                    Obronię ciebie miłością wytrwałą
                                                    Od złego ognia, od rdzawej zarazy!
                                                    Obronię ciebie od wszelkiej tęsknoty
                                                    I od uroku zatrutych strumieni -
                                                    Od burzy czarnej, szkarłatnej i złotej,
                                                    I od tej, co się po grobach zieleni!
                                                    Od niepamięci błękitnych pocisków,
                                                    Których się orły w niebie nie ustrzegą!
                                                    Od zemsty bożej, od ciebie samego
                                                    I od mych własnych ku tobie rozbłysków!

                                                    A gdy już w ciszy, pod moją obroną,
                                                    Pierś twa dojrzeje w kw^iat wielki i wonny,
                                                    Wtedy jej żadną nie kalaj osłoną
                                                    I bądź mi - nagi, i bądź mi - bezbronny!
                                                    Nie poskąp krwi swej ni serca, ni ciała
                                                    Pazurom bogów, aniołów lub sępów!
                                                    Nie wzbraniaj światu, co tęskni i pała,
                                                    Nieprzeliczonych do duszy dostępów!
                                                    Choćby cię zgrają opadły zaciężną
                                                    Wylęgłe w słońcu upiory i płazy,
                                                    Ty - pierś, śpiewowi na wieki przysiężną,
                                                    Odsłoń na ognie, na rdzawe zarazy,
                                                    Odsłoń ją nagle na wszelka tęsknotę
                                                    I na uroki zatrutych strumieni,
                                                    Na burze czarne, szkarłatne i złote,
                                                    I na tę, co się po grobach zieleni!...
                                                    Na odtrąconych ukochań powrotność,
                                                    Na różobrańczą wichury swawolę,
                                                    Na wrzaski orle, na żądze sokole
                                                    I rozszalałą istnienia samotność!

                                                    Często o tobie sny miew am mosiężne
                                                    I o tej chwili - i mojej, i twojej -
                                                    Gdy bezbronnością wyzwoleń ze zbroi,
                                                    Dosięgniesz tego, co nie jest dosiężne!
                                                    Gdy żaden odzew prawdziwy lub mylny
                                                    Nie ujdzie twojej stubramnej gościnie
                                                    I gdy świat cały, ku tobie pochylny,
                                                    W zaświecić twoim, jak w morzu, zaginie!
                                                    Gdy spłonion ku mnie zniechęcą słoneczną
                                                    I przytakując zadumie brwią ciemną,
                                                    Mnie - już spełnioną, czarownic zbyteczną -
                                                    Ciśniesz o ziemię w niepamięć nikczemną!
                                                    A ja się z jękiem u stóp twych rozpadnę
                                                    Na ognie błędne, na rdzawe zarazy,
                                                    Na dzwonnej śmierci ostatnie rozkazy
                                                    I zanieśpiewań lamenty kaskadne!
                                                    Na wszelką niemoc, na wszelką tęsknotę
                                                    I na uroki zatrutych strumieni,
                                                    Na burze czarne, szkarłatne i złote,
                                                    I na tę, co się po grobach zieleni!...
                                                    Na mchy i bluszcze, wypełzło odziemnie
                                                    Ku podeptanej mych spiżów ruinie,
                                                    l na to wszystko, co zginać ma we mnie,
                                                    I na to wszystko, co w tobie nic zginie!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                    [prwdr. "Chimera" 1907, t. X, s. 28/30]
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:40
                                                    Schadzka spóźniona
                                                    Pójdziemy śladem cienia i szelestu
                                                    Po ścieżce, która wzdłuż rosą połyska.
                                                    Popod drzewami sztywnego agrestu
                                                    Pachną na słońcu świeże kretowiska.

                                                    W powiędłych liściach, pokurczonych chłodem.
                                                    Lśnią srebrne resztki wczorajszej ulewy,
                                                    Nad zapuszczonym od dawna ogrodem
                                                    Słychać gawronów trzepoty i śpiewy.

                                                    Obok jabłoni - przypadkowa sosna
                                                    Swe igły w bladym zanurza błękicie.
                                                    O, jakże prędko przeminęła wiosna
                                                    Pozostawiając przelęknione życie!

                                                    Coraz to mocniej otulasz się w chustę,
                                                    W której pierś twoja jak w gnieździe się chowa.
                                                    Trzeba nam było rzec dawniej te słowa,
                                                    Co dzisiaj zabrzmią - spóźnione i puste!

                                                    Trzeba nam było spleść dłonie uparte
                                                    I z zamkniętymi iść w słońce oczyma!
                                                    Dzisiaj te oczy zostaną - otwarte,
                                                    Dzisiaj się warga w pół drogi zatrzyma...

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:41
                                                    O zmierzchu
                                                    Gdy zmierzch na oknie naszym już dosięga kwiatów,
                                                    My, w cień wspólny związani na znajomej ścianie -
                                                    Myślami do dwu rożnych odbiegamy światów,
                                                    Dłońmi zwarci w tym ziemskim, jak na pożegnanie.

                                                    Wędrówka myśli naszych, stroniących od ciała,
                                                    Każe pod grozą straty trwać w znieruchomieniu -
                                                    Dech przy tchu, skroń przy skroni, ramie przy ramieniu,
                                                    I unikać wszystkiego, co szumi lub pala...

                                                    Czuję ucho twe miękkie - zgrzane przy mym uchu,
                                                    Lecz go nie śmiem ochłodzić wilgotnych warg brzegiem,
                                                    By dreszczem nieobacznym lub pieszczot zabiegiem,
                                                    Nie skłócić nabytego od zmierzchów bezruchu.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:42
                                                    Dziwożona
                                                    Co sto lat tu zlata ptaszek,
                                                    Złoty ptaszek, Gregoraszek,
                                                    Puka w dąb: niech w dębu szparze
                                                    Dziwożona się pokażę!

                                                    Stuk, puk! z dziupła wypłoszona,
                                                    W świat wybiega Dziwożona,
                                                    O, już tańczy zwijanego.
                                                    Gonionego, wyrwanego.

                                                    Leśnej bajce dając wątek.
                                                    Pośród modrych tańczy łątek,
                                                    Gra jej ciepła trzcin muzyka,
                                                    O, ucieka już, już znika.

                                                    Pobiegnijmy za nią w ślady,
                                                    Na wywiady, na wybadv,
                                                    Zanim dąb się zamknie za nią,
                                                    Za tańczącą Złotopanią!

                                                    Bo ptak złoty lubi zwlekać,
                                                    Więc sto lat będziemy czekać,
                                                    Na drzwi dębu otworzone
                                                    Znów pokażą Dziwożonę.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                    J. Balicki i S. Maykowski, Mówią wieki, cz. II, Lwów 1934
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:43
                                                    Ubóstwo miłości
                                                    * * *
                                                    Rozchwiane brzozy nad rzeki błękitem
                                                    Zieleniejącym zwieszają się cieniem -
                                                    Słońce, złocistym wabiąc oddaleniem,
                                                    Wyiskrza fale rozproszonym świtem.

                                                    Trzciny szeleszczą najeżonym szczytem,
                                                    Echo mej duszy, owiane westchnieniem,
                                                    Ginie hen - w dali - pod samym sklepieniem!...
                                                    Serce drży cicho jak kwiat przed rozkwitem...

                                                    Marzę, wpół leżąc na polnej przestrzeni
                                                    Pod lazurową nicbiosów altaną,
                                                    Która się gubi w gęstwinie promieni
                                                    Jak w gęstwie bluszczów... Falą rozszeptaną
                                                    Powietrze spada na oczy i skronie,
                                                    Ach! i na serce, co w zieleni tonie...
                                                    * * *
                                                    Oko się własnym patrzeniem napawa,
                                                    Wzrok, ni to ptaszę, leci spod powieki,
                                                    By siąść na dębie, co szumi - daleki -
                                                    I na tle nieba postać swą wykrawa!

                                                    Nad widnokręgiem chmurka wisi mgława,
                                                    Ukoralona łzą słonecznej spieki.
                                                    Po morzu trawy smug się kładzie lekki,
                                                    Niby przed chwilą płynęła tu nawa...

                                                    Każdy kwiat drobny, chwiejąc się w milczeniu,
                                                    To w cień się czerni, to w blask znowu śnieży -
                                                    A na przejrzystym kwiatów podniebieniu
                                                    Olbrzymia perła rosy ciężko leży.
                                                    I jeno czasem przelotne motyle
                                                    Na szarfie słońca zawisną przez chwilę...
                                                    * * *
                                                    Zaprawne ciszą, od górskiej przełęczy
                                                    Płyną wietrzyków woniejące duchy
                                                    I jeno jakiś liść, przedwcześnie suchy,
                                                    Zadrży, migocąc kolorami tęczy.

                                                    Orkiestra szumów w takt serca mi brzęczy!
                                                    To - pszczoły pędzą strzelistymi ruchy
                                                    Na rośnych kwiatów tajemnicze puchy!
                                                    Gdy która siądzie na kwiat, rzekłbyś - klęczy...

                                                    I rozpierzchnięte po szelcstnym lanie,
                                                    W złotych futerkach kryjąc skrzydeł żagle,
                                                    Piją sok wonny. Owo - miodobranie!
                                                    Czasami jedna wzwyż pofrunie nagle
                                                    I tak w powietrzu zazłoci się właśnie,
                                                    Jak drobny płomyk złocisty, gdy gaśnie!
                                                    * * *
                                                    I naraz w oka mojego bezdrożu
                                                    Dziwnie błysnęły wędrujące pszczoły,
                                                    Jak jakieś pszczelne, złociste anioły,
                                                    W nieskończoności niknące bezdrożu!...

                                                    A kwiaty - łodzie na zieleni morzu,
                                                    Ładowne w puchów najsłodszych popioły,
                                                    Szepczą z uśmiechem i łzami na poły:
                                                    "My - łodzie, łodzie więdnące na morzu!"

                                                    Na to wietrzyki: "My - wasi żeglarze,
                                                    Wieczni tułacze w pól smętnych obszarze!"
                                                    I słońce rzecze w bezdennej otchłani,
                                                    Zbroczone strugą zranionego złota:
                                                    "A jam - tęsknota, jam - wasza tęsknota!
                                                    Złocisty sztandar w błękitnej przystani!"
                                                    * * *
                                                    I oto łąka w dal zafalowała,
                                                    Chwieją się dębów zielone bandery
                                                    I, zda się, jakieś niewidzialne stery
                                                    Głąb traw nurtują, aż drży ziemia cała!

                                                    Módl się! Godzina objawień nastała!
                                                    Tam - z krańców łąki, skąd lasów chimery
                                                    Z piersi ogromne wyrzucają szmery,
                                                    Wybiega nawa, od słońca aż biała!

                                                    A ta, co żagiel trzyma w swojej dłoni,
                                                    Ma aureolę promienną na skroni!
                                                    I łódź szelestów rozbrzmiewa się echem
                                                    I traw zielone kotłuje odmęty!
                                                    Zdyszany anioł - pędzi żagiel wzdęty!
                                                    Kwiaty się chylą pod jego oddechem...
                                                    * * *
                                                    Bieg wciąż się zwalnia... żagiel już nie dysze...
                                                    Stanęła drżąca! Na złotym pokładzie
                                                    Widzę ją! Dłonie na piersi swej kładzie
                                                    I razem z łodzią blada się kołysze!

                                                    Widzę ją - głos jej za chwilę usłyszę...
                                                    Promienie włosów wiążą się w nieładzie
                                                    W krzyże i koła i, jako w kaskadzie,
                                                    U stóp - spokojne wpływają już w ciszę...

                                                    Piersi jej glorią promienieją świętą,
                                                    Broni je tarczą zawstydzonej dłoni
                                                    I patrzy na mnie źrenicą przymkniętą,
                                                    Która spojrzenie, jak łzę marzeń, roni.
                                                    Znam cię i niechaj wola twa się czyni,
                                                    Pani serc naszych. Miłości bogini!
                                                    * * *
                                                    I wyszła z łodzi - łódź osierocona,
                                                    Jak pierś, gdy dusza nagle ją odleci,
                                                    Cicha, bezduszna spoczęła wśród kwieci,
                                                    Cicha, bezduszna i tęskna... a ona

                                                    Od żaglowania różowe ramiona
                                                    Wplotła w warkocza pozłociste sieci
                                                    I szła, i nagle, jak ptak, co nie leci,
                                                    Tuż się koło mnie wstrzymała - zjawiona!

                                                    I tak tu stała - blada i okuta
                                                    W złote kajdany własnego warkocza!
                                                    Serce mi drżało i była minuta
                                                    Dziwna, tajemna, straszna i urocza,
                                                    Gdym ujrzał, pełen słodkiego zdumienia,
                                                    Ze ona w oczach moich się przemienia!
                                                    * * *
                                                    I coraz inne postacie przybiera
                                                    Tych wszystkich, którem ukochał na wieki,
                                                    Widzę ich piersi, usta i powieki,
                                                    Każda z nich, milcząc, ożywa - umiera,

                                                    Każda z nich inne ramiona rozwiera,
                                                    Każda inaczej patrzy w świt daleki,
                                                    Innymi łzami - falą innej rzeki -
                                                    Ku brzegom wspomnień uderza i wzbiera!

                                                    Każda mi niesie nowe pieszczot czary,
                                                    Nowe rozkosze i nowe nadzieje!
                                                    I tak przechodzą te anielskie mary,
                                                    A każda jeno przez chwilę istnieje.
                                                    I znika - razem smętna i weselna...
                                                    Sama bogini trwa, bo - nieśmiertelna!
                                                    * * *
                                                    Więc ją chwyciłem w szalone objęcia,
                                                    Więc spróbowałem warg jej swymi wargi,
                                                    Więc jej szeptałem tęsknoty i skargi,
                                                    I wszystkie serca mojego zaklęcia!

                                                    Jak ten, co czuje dreszcze wniebowzięcia,
                                                    Tak jam wyczuwał tych pieszczot zatargi,
                                                    Gdy od warg moich odrywała wargi,
                                                    By znów je oddać przez włosów opięcia!

                                                    Aż wpółomdlała, rozkoszą zatruta,
                                                    Znicruchomiona, bo uściskiem skuta,
                                                    Piersi mi boskim paliła oddechem!
                                                    "Mój ty - śmiertelny!" szeptała z uśmiechem
                                                    I tak pieściła, aż mi piersi zbroja
                                                    Pękła, i wołam: "Nieśmiertelna moja!"
                                                    * * *
                                                    A ona, moim więziona ramieniem,
                                                    Coraz innymi kształtami rozkwita,
                                                    Coraz to innym wzrok mój ogniem świta
                                                    I coraz innym pieszczę ją imieniem!

                                                    I wiem, że nie jest prochem albo cieniem
                                                    Ta pierś jej zmienna, wargą mą zdobyta!
                                                    Dłoń ma co chwila w roztęsknieniu chwyta
                                                    Jej dłoń wciąż innym ozdobną pierścieniem!

                                                    Tak tulę mary, zaledwie uchwytne,
                                                    Całuję ciała znikome, ogniste
                                                    I oczy czarne, to znowu błękitne,
                                                    I włosy czarne, to znowu złociste!
                                                    Tu - marzeń moich, snów moich ostoja!
                                                    "Mój ty śmiertelny!"
                                                    "Nieśmiertelna moja!"
                                                    * * *
                                                    I nagle, tętniąc krwią, widzialną w skroni,
                                                    Jako wąż z krzaków, z ramion mych wypadła
                                                    Wyprostowana, ponura, wybladta,
                                                    Cała w warkocza złocistej ustroni!

                                                    Koło niej blaski fruwają po błoni
                                                    I różnobarwne motyli widziadła,
                                                    Nad nią - niebiosów błękitne zwierciadła
                                                    I chmur obrazy w ich błękitnej toni!

                                                    "Pragnęłam - rzekła - spowiedzią wzajemną
                                                    Rozjaśnić dusze, zanim w bólu posną -
                                                    A od twych pieszczot aż w oczach mi ciemno,
                                                    A od twych szcptań aż w sercu mi głośno!
                                                    Nędzniejsza jestem od własnego cienia!"
                                                    (Tak mówiąc, w oczach moich wciąż się zmienia!)
                                                    * * *
                                                    "O! płyń na marzeń rozognionej fali
                                                    I szukaj słodkiej bachantck nagości!
                                                    Nic naszej piersi bogowie nic dali,
                                                    Ach! nic nie dali prócz tylko miłości!

                                                    A tej miłości - tej perle jedynej,
                                                    Co ma zastąpić wszystkich snów klejnoty,
                                                    Nic już nie dano z niebieskiej krainy,
                                                    Ach! nic nie dano prócz tylko pieszczoty!

                                                    Więc ty, gdy staniesz u miłości proga,
                                                    Nimfo serc ludzkich, mów: "0tom - uboga!"
                                                    I ty, przed miłą gdy zginasz kolanu,
                                                    Mów jej, strwożony bezmiarem tęsknoty:
                                                    "Niebo chcę posiąść! Lecz nic mi nie dano,
                                                    Ach! nic nie dano prócz tylko - pieszczoty!"
                                                    * * *
                                                    "Otom - uboga, ścigana męczeństwem,
                                                    Ubóstwo moje - najcięższym jest grzechem,
                                                    Jest - dusz cierpieniem, kochanków przekleństwem
                                                    I rozczarowań bezowocnym śmiechem!

                                                    Otom jest zmienna jak wąż ideału,
                                                    Co gryząc serce, z piersi się wymyka!
                                                    I otom wieczna jako skrzydła szału,
                                                    Goniące marę błędnego ognika!

                                                    Kochaj mię! Całuj, jak grzesznik wyklęty,
                                                    Zjawioną szatę bóstw nic istniejących!
                                                    Kochaj nic tylko szałów mych odmęty,
                                                    Burze mych zjawień i pieszczot gorących,
                                                    Nie tylko ramion splecione powoje,
                                                    Lecz zmienność moją i odejście moje!"
                                                    * * *
                                                    "Odchodzę... w słońcu wieczór się czerwieni.
                                                    Odchodzę... łąka w stronę zórz się chyli,
                                                    Fi[j]olct drży już na końcach promieni,
                                                    Gniazd szuka stado bezdomnych motyli.

                                                    Odchodzę - za mną pójdzie serc tęsknota,
                                                    Załamująca dłonie swe urocze,
                                                    I pójdzie mara rozczarowań złota,
                                                    Cierniami czesząc skrwawione warkocze!

                                                    I sen twój blady, i sen twój skrzydlaty,
                                                    Co płynie w górę i w pierś Boga wnika
                                                    Jak anielskiego hymn modlitewnika,
                                                    ' Sen twój przez jary, strumienie i kwiaty
                                                    Też pójdzie za mną, za ócz mych skinieniem,
                                                    Jak motyl wierny za słońca promieniem!"
                                                    * * *
                                                    I wnet umilkła - a łódź, jak pantera,
                                                    Skoczyła ku niej w nurt zielonej rzeki
                                                    I na grzbiet wzięła, by nieść w kraj daleki!
                                                    I westchnął żagiel... Zorza z chmur wyziera -

                                                    A ona ks
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:45
                                                    Poranek
                                                    Kto na Święta Zielone, dal kusząc, rwie kwiaty -
                                                    Mówią o nim: "Deszcz zrywa!" - że niby to właśnie
                                                    W ślad za kwiatem - wszemrany w pijanych wód baśnie
                                                    Deszcz nadbiegnie - wesoły, kropliście skrzydlaty!

                                                    Miedzą w zieleń idziemy. Najskrytszym źdźbłem dłoni
                                                    Wzywaj się w kwiat, oślepły od słońca i rosy!
                                                    Deszcz zrywamy! Pod wierzbą przykucnął wiatr bosy!
                                                    Ciszom, spadłym z zaświatów, do ucha świerszcz dzwoni!

                                                    W trawie - świateł, wznak ległych, czujne próżnowanie...
                                                    Deszcz zrywamy! Dość westchnąć, a śpiew się już słyszy!
                                                    Spójrz w obłoków różowe w niebie pączkowanie,
                                                    Gdy ich ruchom - barw zmiana, niechcąc, towarzyszy...

                                                    My dwoje - iluż dalom stąd widni i światom!
                                                    Któryż z rzędu nam błękit uderza do głowy?
                                                    Zrywamy deszcz! Idź wolniej i śnij się tym kwiatom...
                                                    Deszcz zrywamy! O, dłuż ,się, poranku czerwcowy!

                                                    Bolesław Leśmian
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:46
                                                    Park w śniegu
                                                    Przytłoczon śniegiem i miesiącem,
                                                    Park srebrno kwitnie na obszarze,
                                                    Aleje idą w świetle drżącem,
                                                    Jak marmurowe korytarze,
                                                    Szlaki na białym śnią postaniu,
                                                    W wiecznym błąkają się rozstaniu!...

                                                    Jak czarodziejskiej rzeki dno,
                                                    Park głębin swych rozwiera świat!
                                                    Po drzewach błyski pną się, pną,
                                                    Srebrząc zmarzniętej rosy grad!
                                                    Na ziemi cień - stubarwny cień,
                                                    A na księżycu - biały dzień!

                                                    Śród drzew ustronia puste wiszą,
                                                    Jak jakie wyspy powietrzane.
                                                    Gniazda bez ptaków się kołyszą,
                                                    Zsypując bladą śniegów pianę,
                                                    A pustych ławek szereg długi
                                                    Stoi, wiązany w blasków smugi!

                                                    Zda się, za chwilę świt zapłonie
                                                    I pusty ogród się zaludni,
                                                    Zaszumią gniazda i ustronie,
                                                    A każdy kąt, jak most, zadudni,
                                                    Z hałasem, śmiechem poprzez wrota
                                                    Szatanów ciżba wpadnie złota!

                                                    Lecz głucho w krąg - i mrok, i chłód,
                                                    Milczący blask i niemy czar.
                                                    Nie skrzypnie rdza odwiecznych wrót,
                                                    Nie zagrzmi śmiech wesołych mar;
                                                    Na ziemi cień, stubarwny cień,
                                                    A na księżycu biały dzień.

                                                    Bolesław Leśmian
                                                    "Nasz Kraj" 1907, t. III, z. 15
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:48
                                                    moje zaduszki
                                                    wyprowadzam królów szeregi
                                                    mają szaty zorzanozłote
                                                    ja nad falą ładogi oniegi
                                                    zluite szaty fałduję młotem

                                                    przeznaczenie to moje umarli
                                                    wam krokami pożarów grać
                                                    aiunie wzywać na grobów darni
                                                    słów muzyką ku wam je gnać

                                                    a w tym kraju inaczej świta
                                                    łuski wodne u kryp się łamią
                                                    gwiazdę bladą przez kraty widać
                                                    glosy fabryk ramią i kłamią

                                                    o piwiarnio w której się budzę
                                                    obnażane konary lip
                                                    ci pijani ubodzy ludzie
                                                    dorożkarska szkapa u szyb

                                                    wolno kładę na kartach rękę
                                                    trudno śpiewać śpiewaniem pisać
                                                    zziębli z torów zbierają węgiel
                                                    węgiel brudzi listopad liszaj

                                                    lepię tęcze na rudej darni
                                                    królów gonię na złoty bieg
                                                    to co stworzę wesprzyjcie zmarli
                                                    może przetrwa i nas i brzeg

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:49
                                                    narzeczona
                                                    wszedł na fale tucznik jutrzni pięść wparł w głąb
                                                    ściakal długo zlotą strugą migotał w łuskach
                                                    w ciemnym złocie liśćmi ociekł jak strugą dąb
                                                    w ciemnym świcie wichru wyoie i pustka

                                                    a cóżeście to tak wodę zmącili
                                                    czemu kuźnia pod dębami nie dzwoni
                                                    noc zesuwa się niebieska jak kilim
                                                    w czarnym krzyku gniazd wronich

                                                    wychodziły białe chaty na ług
                                                    jeszcze stoi wielka rosa na ziołach
                                                    wyjdźże młoda przestąp próg
                                                    spojrzyj w ranek malowany
                                                    spojrzyj bystro dokoła

                                                    ukochany
                                                    nie wołaj
                                                    mam na oczach marę senną piękniejszą

                                                    a cóżeście to tak dymy rozwiedli
                                                    że w ainosd tej nie widać wsii cdiej
                                                    świtam rankiem słońce sunie spod jedlin
                                                    jak twarz moja zuchwałe

                                                    ustawiały się rzędem ploty
                                                    chochołami róż kołysał zły wiatr
                                                    wyjdźże młoda na jehianne zaloty
                                                    spojrzyj chłopak u ściany
                                                    ozarnooki czeka swat

                                                    ukochany
                                                    me zaloty
                                                    sen tęskliwy mara której nie znasz

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:50
                                                    ta chwila
                                                    ręko smagła otwórz okno dnia z podwórka utocz
                                                    i nalało się jak w dzbanek soku godzina zimnych
                                                    oddech gęstwin równomierny deszczu tupot
                                                    przyspiew rynny

                                                    to jest w kuchni dom na pradze niedaleko remiz
                                                    tramwajami co za ozarwień ulice się dławią
                                                    a zły odblask bije zorzą po kamieniach
                                                    i doszoz i doazcz i doazoz i doszcz i deszcz

                                                    oczy patrzcie senna topiflł szyby w siwym dreszczu
                                                    tęczy szabla kropel magia chmur ciężkie delfiny
                                                    upadają na twarz ziemi cieniem wieszczym
                                                    srebrnym hymnem
                                                    srebrnym hymnom doszcz i daszoz i doszcz i deszcz

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:51
                                                    toruń
                                                    tu tyle lip gubiących kwiat
                                                    taki zapachów odmęt
                                                    wieże w księżyou srebrne pochodnie
                                                    na kościołach podobnych do tratw
                                                    odptywa miasto pod niebem z ciemnego szkła
                                                    popychają je strzały na czarnych tarczach zegarów

                                                    cisza i mgła
                                                    i obłok także płynący do nocnych jarów

                                                    falują gotyckich okien szramy
                                                    które odbłysk na kratach rozgwieżdża
                                                    suną ceglane mury bramy
                                                    jedna schyliła się nawet jak maszt
                                                    w bramach Wisła na przestrzał

                                                    brzeszczot to srebrem chłodny

                                                    rzuciła go po ciepłym dniu
                                                    otarłszy ostrze o zmierzch i o ruń
                                                    rzuciła go wiosenna noc pogodna
                                                    sobie do nóg
                                                    pod toruń

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:52
                                                    Knajpa
                                                    Tłumnie mijały się auta
                                                    cętkowane kręgami lamp
                                                    wracano z rautu

                                                    Nagie ramiona w bransoletach pochylały się nad brukiem
                                                    równolegle poziomo i w ukos
                                                    z gestów dam
                                                    wynikało że chcą spędzić wieczór w gabinetach
                                                    pić wesoło i długo

                                                    Błysła zabawa

                                                    Nie było gwiazd
                                                    nic wiadomo było czy noc już schodzi
                                                    w czterech jedwabnych ścianach nie ma ulic miast
                                                    nikt nic przechodził

                                                    Głosy w pijaństwie gasły głaskały się coraz dalej
                                                    smukły pan całował ażurowe pantofelki
                                                    jedna para tańczyła
                                                    spadała komenda pij nalej
                                                    z ust panienki w sukience lila
                                                    gulgotały nad kieliszkami butelki

                                                    Nagle zaczęły się przesuwać kąty gabinetu
                                                    żeby nie upaść musieli usiąść
                                                    czarne nocne okno błądziło ze ściany na ścianę
                                                    kwadraty posadzki goniły za daleką metą
                                                    wydęte banie portier wirowały nad stołów oceanem

                                                    Usiedli usnęli
                                                    gabinet jak wagon pomknął ku świtowi
                                                    głowy pijane odrzucili w tył
                                                    żyły im nabrzmiewały krwią i alkoholem
                                                    a z niemocy tych głów z gorączki żył
                                                    realizuje się fantom-Golem

                                                    Byłby może zmiażdżył tę gromadę
                                                    ale oto
                                                    w liryce dalekiego tanga
                                                    zaczął warczeć codzienny motor
                                                    zmieniło się niebo blade
                                                    w jaskrawy prześwietlisty hangar

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:53
                                                    wąwozy czasu
                                                    siedemnastego maja o siódmej godzinie
                                                    złoty wieczór się kładzie na siwym lublinie
                                                    lampy na smukłych słupach biją jak wodotryski
                                                    płynące złotem szemra o zachodzie okna
                                                    ulic klingi placów regularne dyski
                                                    futra skwerów zlał blask tego ognia
                                                    tak w śródmieściu się pali dzień dogasający
                                                    inaczej tu o milę od murów
                                                    za sitowiem zapada słońce
                                                    jak ciężka szala wagi na której zmierzch urósł

                                                    czas
                                                    wieczność czasu
                                                    szare wąwozy czasu
                                                    czas

                                                    ścieka w kroplach urasta otchłanie zapełnia
                                                    wieje chaosem rzeczy co są lecz się topią
                                                    w obłokach oiapłych noc dzień przepadły zupełnie
                                                    półbrzask jedynie wisi mętny szary popiół
                                                    obrazy marcoussisa pionin sen kruk sztandar
                                                    świeca morze pociski przyjaciółki ukłon
                                                    katalog róg ulicy pieśń mej matki żandarm
                                                    wszystko hurgoce w chmurach mgieł sztywnych jak sukno
                                                    krzyczący wir wybuchem znienacka uderza
                                                    wir niepokoju powstał może z przeczytanych książek
                                                    zagmatwał strugę czasu spruł ją wskroś i przeżarł
                                                    szczelinę wydrażył

                                                    przez ręka wiru smagła uczyniony wytom
                                                    widać jak w teleskopie gwiazdę to co było

                                                    z daleka namiot cyrku z bliska transatlantyk
                                                    zasłonił nieba niebieski fajans
                                                    od ryku osypały się urwisk żółte kanty
                                                    mastodont stąpa zagniewany
                                                    rozpycha wieczór skórę tak wieczorem chłodzi

                                                    nagle zwinęły się liście paprotne po gajach
                                                    zaszumiały piana
                                                    to nic to ta chwila odchodzi

                                                    w chmurnej szczelinie inna sprzed tysiącoleci
                                                    pyłem drobnym jak petit na szpaltę nadleci

                                                    wiatr nurt zgrzebny dymem odurza
                                                    gwiezdny jakże piękny jest ognisk purpurowy żużel
                                                    za obozem kołysały się wzgórza
                                                    grzbietami wielkich wołów
                                                    drewniane niezdarne łamały szuwar koła
                                                    i tu chaos mosiężne ręce miecze karki
                                                    naszyjniki z krzemieni oczy w ogniu jarkin.
                                                    oto burza postaci w skórach i kożuchach
                                                    stosy rozbijające płomieniami łun nów

                                                    aż znowu zaszumiało w szumach pólbrzask bucha
                                                    pochłania miękka paszcza obłoku tłum hunnów
                                                    potem się w nowych światłach powoli rozchyla
                                                    ) jak balon nad miastem niedawna tkwi chwila

                                                    muł w rzekach kolczastego drutu
                                                    wśród bomb ginących twarze
                                                    zluszczyl je ból jak belki łuszczy płomień w pożarze
                                                    ziemia i pułki butów
                                                    dnie stojące na płytkich okopach
                                                    mitraliez kaszle i świsty
                                                    na ogniach nocny popas
                                                    niebo ogniste
                                                    miasto mdlejące przestrzeń która rzyęi
                                                    armaty rozpalone rwące się z uwięzi
                                                    w ogniach nicość
                                                    nagle odmęt białawy zawrzał w glos zanucił
                                                    jeslesmy pod lublinem który zorzą plunie
                                                    dzień dzisiejszy powrócił
                                                    powrócił jak syn marnotrawny
                                                    ucałujmy jego skronie

                                                    bo gdaic spojrzeć jak dawniej
                                                    budynki w oddalaniu lśniące
                                                    a tu o milę od murów
                                                    za trzciną i sitowiem zagubią sic słońce
                                                    jak ciężka szala wdgi na której zmierzch uróst

                                                    czas
                                                    wieczność czasu
                                                    szare wąwozy czasu
                                                    czas

                                                    wizje nie nasycają są zawiłym haftem
                                                    czy z tego alfabetu co będzie odczytam
                                                    po cóż czytać i tak wiem chyba to jest prawdą
                                                    pytania odpowiedzą brzmią jak odpowiedzi pytań

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:54
                                                    Modlitwa żałobna
                                                    że pod kwiatami nie ma dna
                                                    to wiemy wiemy
                                                    gdy spłynie zórz ogniowa kra
                                                    wszyscy uśniemy
                                                    będzie się toczył wielki grom
                                                    z niebiańskich lewad
                                                    na młodość pól na cichy dom
                                                    w mosiężnych gniewach
                                                    świat nieistnienia skryje nas
                                                    wodnistą chustą
                                                    zamilknie czas potłucze czas
                                                    owale luster

                                                    Póki się sączy trwania mus
                                                    przez godzin upływ
                                                    niech się nie stanie by ból rósł
                                                    wiążąc nas w supły
                                                    chcemy śpiewania gwiazd i raf
                                                    lasów pachnących bukiem
                                                    świergotu rybitw tnących staw
                                                    i dzwonów co jak bukiet
                                                    chcemy światłości muzyk twych
                                                    dźwięków topieli

                                                    jeść da nam takt pić da nam rytm
                                                    i da się uweselić

                                                    którego wzywam tak rzadko Panie bolesny
                                                    skryty w firmamentu konchach
                                                    nim przyjdzie noc ostatnia
                                                    od żywota pustego bez muzyki bez pieśni
                                                    chroń nas.

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:55
                                                    wigilia
                                                    kolędo czarujesz a łowisz jak niewód
                                                    a rośruBsz jed liczny a żywiczny bór
                                                    jak nadaiśmy cackom i świeczkom i drzewu
                                                    co z gęstwin przybyło w zieleni piór
                                                    lulajże Jezuniu lulajże lulaj
                                                    a ty go Matuniu w płaczu utulaj
                                                    królowie i święci w kamiennych portalach
                                                    czuwają noc każe natężyć słuch
                                                    muzyką syknęło z wysoka i z dala
                                                    zachrzęścil jak perły pierwszy ruch

                                                    lulajże Jezuniu

                                                    widziadło śnieżycy wyszydza to świszczę
                                                    dłoń trędowatą raniące o głóg
                                                    Wiesz w łunie wigilii śpiewają chórmistrzc
                                                    krzewino zaiste zrodait się bóg
                                                    lulajże Jezuniu lulajże lulaj
                                                    ty nigdy nie będziesz chodził o kulach

                                                    ach ślepi ach głodni nakryci gu/etą
                                                    po bramach śpią ludzlie centurie chór
                                                    im sianem stajenki jest asfalt i beton
                                                    z ciał niożna ułożyć piękny wzór
                                                    lulajże człowieku lulajże lulaj
                                                    ulubione pieścidełko samotności

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:56
                                                    ze wsi
                                                    tych kijanek tych praczek u potoczka
                                                    kujawiak kujawiaozok
                                                    siwe oczko śpij
                                                    bura burza od boru
                                                    i jak bór dudni piorun
                                                    rzucili na wodę zlocisty kij

                                                    pogryzł deazicz widnofcręgi niedobry pies
                                                    w glinie zburzył krople rude
                                                    mokra wťe& wieczna wSe§
                                                    tafcie dno zielonego świata

                                                    znad wisien ozeresien zmyło blękit
                                                    spij dziecko niazabudok
                                                    no śpij

                                                    w okno patrzysz a po cóż
                                                    to znasz
                                                    niepogoda na uwroaiu opłakała trawkę

                                                    mam ja za obrazom grający kij
                                                    mam ja ligawkę

                                                    kujawiak kujawiaczuk
                                                    w muzyce śpij

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:57
                                                    Dawno już ucichł
                                                    Dawno już ucichł
                                                    złoty kogucik

                                                    i królik biały kwiatów nie depcze.
                                                    Ogromna Wisła
                                                    pod niebo wyszła,
                                                    z gwiazdami szepcze...

                                                    Gliniany konik
                                                    wszedl na wazonik,

                                                    by się spokojnie zdrzemnąć do świtu.
                                                    Synku maluśki,
                                                    do twej poduszki
                                                    i ty się przytul...

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:58
                                                    Eros i Psyche
                                                    na morzach nocy odpływ szumi pianą
                                                    jak w szkło w pustkę srelirnawą przenika poranek
                                                    chce wydobyć z topieli dom moi miasto wzgórza
                                                    słaby l bardzo szary próżno skrzydła trudzi
                                                    mimo ze świt z mórz nocy świat się nie wynurza

                                                    z zorzy bez horyzontu głosy dwojga ludzi

                                                    słowa toczcie się do me)
                                                    powiedzcie znowu

                                                    serce myśl
                                                    miłuję

                                                    wracajcie jego słowa wonne
                                                    hzepnijcie mu ode mnie to samo
                                                    miłuję

                                                    jedno to jest od wieków
                                                    głód zagłada l ty
                                                    jedno to jest od wieków
                                                    głód zagłada l ty

                                                    wiatr wieje z siwej nicości
                                                    świt nieznany ma zimny oddech
                                                    aleś ty jak woda rzeźwiąca
                                                    a my razem |ak miecz i dłoń

                                                    płaczę
                                                    miłość smutek wspólne to drzewo
                                                    jak chmura i grzmot
                                                    pod ręką czuję twe serce
                                                    smuci się równie

                                                    oczy ci łzami zaszły
                                                    wargi drżą tak skrzydła złamane trzepocą
                                                    to ból nie smutek

                                                    nie myśl
                                                    bo może dlatego płaczę
                                                    żeś nic widział nigdy moich łez

                                                    nie słuchaj serca
                                                    bo może goniłem ku tobie z prędkości miłowania
                                                    zmęczyło się

                                                    zapomnij o przeszłych i przyszłych
                                                    opuść błyskawice szalone
                                                    cóż że gwiazdę na której się unosimy
                                                    niebo uroni wkrótce

                                                    zapomnienie to ty
                                                    ty jesteś przy mnie
                                                    więc nie czeka mnie nic i nie żegna przede mną ni za mną
                                                    ty wieczność
                                                    głębiej szerzej
                                                    niż sądzisz

                                                    jcsteś sprzed sił
                                                    które czas wydarły z łona bogów
                                                    mocna

                                                    miłuję
                                                    miłuję

                                                    na morzach nocy odpływ szumi pianą
                                                    jak w szkło w pustkę srebrnawą przenika poranek
                                                    szarość stoi na lądach beznadziejną ścianą
                                                    ziemia drży chce otrząsnąć się z tej tępej krzywdy
                                                    po coś słuchał człowieku
                                                    rozmowa dwojga zgasła w konstelacjach sekund
                                                    mogłoby nic być jej nigdy

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:58
                                                    Kościół Świętej Trójcy na Zamku
                                                    Jeszcze po dniu gorącym wr&tbi mur nie ostygł;
                                                    blanki ten blady wieczór bodą jak osty,
                                                    a za wieżą zamkową, w kościoła oknie na płask,
                                                    błysnął wodą stojącą księzyca błahk.

                                                    W ciemnym wnętrzu jest smugą białawego szkliwa.
                                                    Nie wiadomo, jak taka barwa się nazywa.
                                                    Chodzi, chodzi w ciemnościach
                                                    ruchomy światła korytarz,
                                                    jakby noc palcom srebrnym wodziła niebieska
                                                    po gotyckich luków smuklosoi,
                                                    po freskach.

                                                    Dziecko tak palcem wodzi po książce, gdy czyta.
                                                    Tu skały malowane są tronem Dziewicy,
                                                    gdzie indziej zaś podwójny Chrystus ciemnolicy
                                                    w dwa kielichy odmierza wino.

                                                    Święci z pustelni, Mario surowa,
                                                    kwiaty kapiące z wnęk odrzwi, nisz,
                                                    archaniele, pancerzem jasny - o czym w promieniu śnisz?
                                                    Jakie apokalipsy śnią się smokom, orłom?

                                                    Żadna trąba nie woła.

                                                    Księżyc palce swe cofa w mroku kościoła.

                                                    Za szybą migoce Orion.

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:59
                                                    żal
                                                    głowę która siwieje a świeci jak swiecznik
                                                    kiedy srebrne pasemka wiatrów przefruwają
                                                    niosę po dnach uliczek
                                                    jaskółki nadrzeczne
                                                    świergocą to mało idźże

                                                    tak chodzie tak oglądać sceny sny festyny
                                                    roztrzaskane szybki synagog
                                                    płomień połyskujący grube statków liny
                                                    płomień miłości
                                                    nagość

                                                    tak wysłuchiwać ryku głodnych ludów
                                                    a to jest inny glos niż ludzi głodnych płacz

                                                    zniża slię wieczór Świata teR'o
                                                    nozdrza wietrzą czerwony udój
                                                    z potopu gorącego
                                                    zapytamy się wzajem ktoś zacz

                                                    rozmnnożony cudownie na wszystkich nas
                                                    będę strzelał do siebie i marł wielokrotnie
                                                    ja gdym z pługiem do bruzdy przywarł
                                                    ja przy foliałach jurysta
                                                    zakrztuszony wołaniem gaz
                                                    ja śpiąca pośród jaskrów
                                                    i dziecko w żywej pochodni
                                                    i bombą trafiony w stallach
                                                    i powieszony podpalacz
                                                    ja czarny krzyżyk na listach

                                                    o żniwa żniwa huku i blasków
                                                    czy zdąży kręta rzeka z braterskiej krwi odrdzdwiec
                                                    nim się kolumny stolic znów podźwigną nudę mną
                                                    nadleci wtedy jaskółek zamieć
                                                    swiśnie u głowy skrzydło poprzez ptasią ciemność
                                                    idźże idź dalej

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:09
                                                    dawniej
                                                    szły lipy
                                                    gubiły kwiat
                                                    mały byłam żaglem łez nakryty
                                                    ale to się chyba nie zmieści
                                                    w rymami szytej
                                                    opowieści

                                                    szły liipy
                                                    gubiły kwiat
                                                    uśnij nuciły sprzętów skrzypy
                                                    bębenek mój drewniany koń
                                                    w globusie zaklęty świat

                                                    nocą bezsenną naprzeciw łóżka
                                                    poruszało się duże okno wędrowało
                                                    zapadała się w otchłań poduszka
                                                    wichr porywał leżące olało

                                                    wszyscy spali nie spały lęhi
                                                    z lustra wynurzały się suche jak patyk
                                                    hyczały maleńki rnaleńfci
                                                    będziesz jak ojciec w KiZputalu wariatów

                                                    nic można było budzić mamy
                                                    żeby powiedzieć to straszne
                                                    dobre lipy chodzą pod domom
                                                    sypia kwiatami
                                                    jeśli zasypią przerażenie zasnę

                                                    tak z głowa żaglem łez nakryta
                                                    płynąłem ciężko do świtu
                                                    a świt otwierał mi oczy

                                                    kwitł świat
                                                    cóż mi globus konik bębenek malowany
                                                    oto słońce świeci na tapczany
                                                    świeci matka siostra i brat

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:10
                                                    ja karabin
                                                    zapomniałem piękny sierpniu od wczoraj
                                                    jak drzwi kina otworzyła się ta pora

                                                    mur spękany nad tapczanem rozkwitł srebrnie
                                                    znowu głowa będzie gwiazdą niepotrzebnie

                                                    artylerio z betonowych łożysk ryknij
                                                    dosyć zmierzchów fałszowanych i jutrzni

                                                    cedzi stówo bardzo mądre dzień zwykły
                                                    w muszlę uszu których ja znów jestem uczniem

                                                    słodko wiersze w cieczy cisz tych się wazą
                                                    jak trzmiel czarny w tunelowym garażu

                                                    tylko taki czas odmienny chciałbym poznać
                                                    w którym ludu karabinom będę z wiosną

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:11
                                                    dzisiaj verdun
                                                    samochody planety świecące deszcz stał ukosem
                                                    przechodnie w melonikach melonik czarny owoc
                                                    cienie rzeczy ulica czarniejszym mruczały głosem
                                                    tylko tramwaj uparciuch błyskał na drucie różowo

                                                    nad jezdnią latarnie wisiały mleczne obłoki
                                                    wieczór a mleczne obłoki lecz wyżej było ciemno
                                                    kanciaste bryły kamienic w żałobie mroku po kim
                                                    a dach zupełnie jak balon w górę gdzieś zemknął

                                                    no powiedz czy nie spokojne ciche miasteczko stolica
                                                    a przecież na trotuarze nowy świat trzydzieści dwa
                                                    moknę na deszczu marząc jak podchmielony policjant
                                                    samotny w tłumie ja

                                                    zlikwidowano wojnę spętano paktów powrozem
                                                    na próano ba my wciąż na froncie bijemy się
                                                    patosom dział świszczących bomb grozą
                                                    jestem wciąż na pustyniach verdun

                                                    deszcz na asfalt światło na krzyk warszawy
                                                    .uczy miana na kolumnę ogłoszeń bo ona z chlebem
                                                    od wewnątrz czuje mózg wojenną czerwoną prawdę
                                                    rozumiesz
                                                    cóż po chlebie kiedy nie smarowany niebem

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:12
                                                    Hymn
                                                    Szumiąca
                                                    chorągwi czarnych armią
                                                    łopotem ogni
                                                    śpiewem

                                                    chwytasz znienacka za gardło
                                                    serce roztrącasz
                                                    zimnym zalewem

                                                    żyjemy błądzimy
                                                    kołują na zegarach godziny
                                                    za nikogo chyba
                                                    płacze późną jesienią
                                                    szyba

                                                    do kogo się śmieje maj z wierzbiny
                                                    mówiący słowo kwiatowe
                                                    wieczornym cieniom

                                                    kiedy ptak znad bystrzycy ulatuje wzwyż
                                                    ziemia cała spada ciężką kroplą
                                                    ścieżki pokrywa zieloność
                                                    drogi się kładą na krzyż

                                                    woda ucicha za groblą
                                                    biegną do swoich wnętrz puszyste knieje
                                                    i malejące kształty domostw
                                                    ty jedna olbrzymiejesz

                                                    złoty na czole nocy
                                                    nabrzmiewa znak twej mocy
                                                    żyła piorunu
                                                    potężnymi stopami wychodzi z mroku
                                                    drżeniem napełniający
                                                    ciemną zatoką
                                                    falujący
                                                    grom
                                                    wielbi cię siła człowieczej giiny
                                                    śmierci
                                                    winna bez winy

                                                    ginąc na lądach
                                                    w powietrzu płonąc
                                                    jak zorze
                                                    niespodziewane
                                                    przywaleni w kopalniach gruzu kolanem
                                                    śpiewamy

                                                    głodem żelazem wybuchami
                                                    ogniem i gazem
                                                    tobie grożąca
                                                    tobie nieunikniona
                                                    królowo nocnego słońca
                                                    nienasycona.

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:13
                                                    Front
                                                    Ludzle w białycn domacn mówią to pole chwały
                                                    w nledziele chodzą do kościoła il na białe procesje
                                                    ulicami czystymi w słońcu przebiega pies biały
                                                    w białym kwitnącym parku Zakochana czyta poezje

                                                    Ale tutaj nie ma wcale białości
                                                    w szarej ziemi rowy pdnc brudnych żołnierzy
                                                    dym siny i różowy proechodzi do nas przez rzekę
                                                    nie białe żółte są kości
                                                    armatniego ataku ognisty prąd
                                                    na niebie nieustannie leży
                                                    to front
                                                    to zstąpienie do piekieł

                                                    Odcinek 212 l wzgórze 105
                                                    we dnie szturmy l strzały
                                                    a w nocy przaz dym przedzierają się reflektory
                                                    po drutach kolczastych biegają błyski żywe jak rtęć
                                                    wszystko ma wtedy inne kolory

                                                    Gdy cieho zbłąkana kula wsiiźnie się w białe czoło
                                                    znienacka zrobi się biało (nawet na froncie)
                                                    biała niedziela biały park piesek biały
                                                    zatańczą wkoło

                                                    Pole chwały

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:14
                                                    Koniec rewolucji
                                                    Marszczyła się ceglasta woda
                                                    przygnębiały ją domy ceglaste
                                                    żeglowała czarna lodź niepogoda
                                                    nad miastem

                                                    Dudnił deszcz o deseczki i deszozulhi
                                                    na dziedzińcach tartaków zaśmieconych wilgotną trociną
                                                    na niebie było ciemno chmurno jak w zaułku
                                                    za niebem było sino

                                                    Mokro biły pomokłe sztandary
                                                    dymy zataczały się na bruku
                                                    spitym mglastorudawym pożarem
                                                    gIędaH z parkanów gruby druk

                                                    Z dalekiej drogi mlask btota
                                                    salwy drą zmierzch koło koszar
                                                    a przedmieściem
                                                    przesuwało się już w piosence gawrosza
                                                    w nieustannych mitraliez terkotach

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:15
                                                    przez kresy
                                                    monotonnie koń głowę unosi
                                                    grzywa spływa raz po raz rytmem
                                                    koła koła
                                                    zioła

                                                    terkocąc senne półżycie
                                                    drożyna leśną łąkowa
                                                    dołom dołem
                                                    polem

                                                    nad wieczorem o rżyska zawadza
                                                    księżyc ciemny czerwony
                                                    wołam
                                                    złoty kołacz

                                                    nic nie ma nawet snu tylko kół skrzyp
                                                    mgtawa noc jawa rozlewna
                                                    wołani kołacz zloty
                                                    wołam koła dołem polem kołacz złoty

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:16
                                                    światło po południu
                                                    stań w zatoce posłuchaj woda śpiewa
                                                    pierś marynarza wypukła jest jak i morze samo
                                                    ponad masztów pionami za chmur szarą bramą
                                                    słońce złotym sztandarem powiewa

                                                    no a barbi zrozumiawszy tan sygnał
                                                    kołyszą chudymi rej ramionami
                                                    i ja wiem otulił się snów maligną
                                                    dnia lazurowy kamień

                                                    tragarz pasiasty jak bąk fajkę pali
                                                    stóp ciemnych mu dotyka zwinięte skrzydło fali
                                                    cień leje się na bulwar fioletem i ciszą
                                                    tylko dźwigi portowe jak suchotnik dyszą
                                                    tylko gwiżdże ton malarz na boku fregaty
                                                    zawieszony malując liter smutne kwiaty
                                                    tylko ty mocną rękę zwijając jak linę
                                                    przeciągasz się dziwaczną rzucasz w lazur linię

                                                    strzeż się

                                                    drogi strzeliste i ostre jak promień
                                                    echem dzwonią z dalekości
                                                    żagli trójkąty strome
                                                    ciche są jak pościg

                                                    strzeż się
                                                    słuchaj zatoki

                                                    popołudnie w światłach nie śpi
                                                    w lenistwie tak słonecznym idą czyjeś kroki
                                                    strzeż się
                                                    tajemnicze a rześkie

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:17
                                                    przedświt
                                                    pół globu wypływa spod nocnych gwiezdności
                                                    śpiący już ręce unoszą a zasiani są gęsto jak sieć
                                                    przedświt schodzii łagodnie ma moc uspokoić uprościć
                                                    lecz zginie gdy się w niebo wleje płonąca miedź
                                                    północ sączyła udrękę cóż z tego zabłysła woda
                                                    można choć konno uciec uciec wydłuż niskich wierzb
                                                    tu koń tu na wprost drogą pachnie jesienna uroda
                                                    zaranna rosa liże po rękach jak zwierz

                                                    jest wybawienie kupcy cieśle prorocy złodzieje
                                                    patrzeć młodo
                                                    widnokrąg ugnie się niby rzemień
                                                    zanim rozdnieje strzemię

                                                    powietrze rwiesz to pęd ro pęd u czoła wiatr i wiatr
                                                    u pięt promienie wierzb unosi wiatr i wiatrem koń
                                                    w czerwony pęd w niebieski pęd w zliolony pęd
                                                    ha w wodospadach pagórków tętent lotnej pogoni
                                                    najbliżsi nienawistni na koniach smolistych i rydzych

                                                    chcesz czy nie chcesz zaliczonyś do nich
                                                    widzisz
                                                    w świtaniu pałającym przewala się tłum jeźdźców
                                                    a oddalając się rosną
                                                    o klęsko
                                                    dno

                                                    zawrzały jednocześnie noc północ świt i wieczór
                                                    droga strumień wierzbiny burzą się wirują grzmią
                                                    a konie jak urastają gniotąc ogromem jasień
                                                    w potwornych obłoków leju znikasz i ty i oni i wszystko

                                                    i nie wiadomo gdzie się
                                                    ozwaia trąbka żołnierska
                                                    grając opadłym z wierzb listkom

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:18
                                                    obłoki
                                                    obłoki przyjaciele pastuszego świtania
                                                    nad wioską biały wionięć u strzech i kalenic
                                                    umilknij mokre niebo dosyć modrego grania

                                                    obłoki nam ukażą galop i uciszenie
                                                    obłoki silą dźwiga spoza namiotów jodeł
                                                    bór obalają rdzawy ku wodzie bruzdy szklącej
                                                    biją jak cichy werbel powracającoj roty
                                                    obłoki czeremchowe chłodne płynne i rącze
                                                    obilofei srebmy łopuch na firmamaentów dunaju
                                                    chłoną się drą i dzielą i rosną w zakosach
                                                    te kamienie bez wagi skądś z fruwających krajów
                                                    czy może tuman pyłu po niewidzialnych wozach
                                                    obłoki ujrzeć z góry to ujrzeć niw rozłogi
                                                    świat z białymi dziurami niby książka we śnie
                                                    oazy się iuepofaoiją wtedy szukają drogi
                                                    bo oczy plam nie lubią ślepoty ani pleśni

                                                    jest droga pod olbrzymim niebem nisko na którym
                                                    obłoki obłoki obtobi drogą idzie staruszka tobołek
                                                    niesie w ręce ciemnej spracowanej

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:19
                                                    nic więcej
                                                    niepokój z ognia
                                                    siwobiały wodospad
                                                    rozwiane włosy matki
                                                    gdy je rzesze rozcięły na poi
                                                    smutek wlatuje przez okna
                                                    dośnić dospać
                                                    dosięgnąć katedr ostatnim
                                                    obrotem kół

                                                    jak tło mozaiki spękana
                                                    ręka na trzonie łopaty
                                                    moja może być zbrodnia
                                                    i dobry dar
                                                    Janku Joanno anna
                                                    szepcze jesienny badyl
                                                    skądże to w oczach wilgotnych
                                                    rudy żar

                                                    tak naznaczyło mnie signum
                                                    tonąc widzę w odmęcie
                                                    widzę kto dni me ciosa
                                                    z bólu i cyfr

                                                    niczego nie rozstrzygną
                                                    stupy płomienne w rzędzie
                                                    kładą się
                                                    jest kosa
                                                    będzie wichr

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:21
                                                    Przemiany
                                                    Żyjesz i jesteś meteorem
                                                    lata całe tętni ciepła krew
                                                    rytmy wystukuje maleńki w piersiach motorek
                                                    od mózgu biegnie do ręki drucik nie nerw

                                                    Jak na mechanizm przystało
                                                    myśli masz ryte w metalu
                                                    krążą po dziwnych kółkach (nigdy nie wyjdą z tych kółek)
                                                    jesteś system mechanicznie doskonały
                                                    i nagle się coś zepsuło

                                                    Oto płaczesz
                                                    po kątach trudno znaleźć przeszły tydzień
                                                    linie proste falują - zamiast kwadratów romby
                                                    w każdym głosie słychać w całym bezwstydzie
                                                    Ostatecznego Dnia trąby

                                                    Otworzyły się oczy niebieskie
                                                    widzą razem witrynę sklepową i Sąd
                                                    przenika się nawzajem tłum - archanioły i ludzie
                                                    chmurne morze faluje przez ląd
                                                    ulicami skroś tramwaje w poprzek
                                                    suną mgliste rydwany
                                                    pod mostami różowe błyskawice choć grudzień

                                                    Otworzyły się oczy niebieskie
                                                    widzisz siebie-marynarza w Azji
                                                    a zarazem 3-letniego 5-letniego chłopca
                                                    na warszawskim podwórku
                                                    i siebie przed maturą w gimnazjum
                                                    namnożyło się tych postaci stoją ogromnym tłumem
                                                    a wszystko to ty
                                                    nie możesz tego objąć szlifowanym w żelazie rozumem

                                                    Myśli proste falują światy zaćmiewa wichura
                                                    gdzie wiatr dmie - gasną latarnie
                                                    trąba w ciemności ponura
                                                    i wołasz
                                                    WŁADYKO PRZYGARNIJ

                                                    Otóż i jesteś umarły
                                                    w mechanizmie poruszają się kółka ale nie te
                                                    przez zepsucie się małej sprężynki
                                                    spadłeś piękny meteorze
                                                    na zupełnie inną planetę

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:31
                                                    w boju
                                                    przez mokre oka sieci horyzont
                                                    padało są chmury i obłoki szrapneli
                                                    po ulewie dzień świeci ryzo
                                                    burzy podjudza zblakłą zieleń

                                                    młodziku a tobie żal że wsparty o koło jaszcza
                                                    chorąży zamknął powieki
                                                    książka o to jest złote widmo zbłąkanym w bitwie u rzeki
                                                    każdy ją strzał zaprzepaszcza

                                                    młodziku widzisz bój ale tak jakoś płasko
                                                    strzelają broczą biegną krzyczą
                                                    pocisków ptactwo
                                                    nad okolicą

                                                    w grzmocie bliskiej baterii opada za liściem liść
                                                    na hełmy na niski okop
                                                    kto piosnki nuci po cichu odgania o śmierci mysi
                                                    to ważne gdy spotka się ją oko w oko

                                                    nie myśleć jezu nie myśleć
                                                    a dobrze to utonie
                                                    w przypominaniu wizyj które się nie wyśniły

                                                    pierwsza pod białym portykiem pałacu pałac plonie
                                                    dziewczęta w nimbach zarzynają łabędzia srebrem pity

                                                    druga skrzypce świergocą ze strun czterech do słońca
                                                    wysnuwa się jasność w nitkach samogłos je potrąca
                                                    muzyka parzy pod sercem jak kula

                                                    w trzeciej wizji mocarze stanęli na planetach
                                                    stanęli globy w krzepkie ujęli ręce

                                                    rzucił planetą on zamierzyła się i kobieta
                                                    przez chmurę
                                                    otchłań pociskiem spruła

                                                    spłosz wizje wypłyń z tej przędzy
                                                    uważaj odstrzał przelot granat uderza tuż
                                                    i oddudnilo w gruncie i ziemia nagle w górę
                                                    płomienie klaszczą w powietrzu pionowymi deskami z róż

                                                    i już nic więcej

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:32
                                                    pod dworcem głównym w warszawie
                                                    z okien bryzgało blaskiem
                                                    królował w niklach bufet
                                                    biły pod sufit płaska
                                                    fontanny kwiatów kruche

                                                    są tam firanki płyną
                                                    dają tło cieniom sytych
                                                    czy to nocną godziną
                                                    czy szronowym przedświtem

                                                    alkoholu symfonie
                                                    fugi jarzyn i mięsa
                                                    ciszej grajcie w agonii
                                                    żywy głód nie wałęsa

                                                    jeden głód kaszle szczeka
                                                    drugi głód palce łamie
                                                    na cóż trzeci głód czeka
                                                    drżąc we wnęce przy bramie

                                                    wielookie zaroste
                                                    Twarze głodów człowieczych
                                                    to są biedne księżyce
                                                    spusfaiszałych wszechrzeczy

                                                    dyszą kaszlają w runo
                                                    wytartego szalika
                                                    mówić wam przez nie runą
                                                    mocne twierdze jerycha.

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:33
                                                    Wieniawa
                                                    Ciemniej
                                                    Pagóry, zagaje, podłęża
                                                    nie sypią się wiankami na oczy.
                                                    Ciemniej
                                                    Z nieb czeluści otwartej na ścieżaj
                                                    bieg na ciche niedźwiedzie nocy.

                                                    Nad ulicami, rzędem,
                                                    czarne, kosmate,
                                                    będą się tarzać po domach do chwili,
                                                    gdy księżyc wybuchnie zza chmur, jak krater,
                                                    świat ku światłu przechyli.

                                                    Blachy dachów dudnią bębnom.
                                                    W dół, w górę, nierówno się kładzie
                                                    perłowy lampas:
                                                    w prostopadłej gromadzie
                                                    przedmieścia lampy.

                                                    Przeciw niedźwiedziom to mało!
                                                    Gną się, kucają domki, zajazdy, bóżnice
                                                    pod mroku cichego łapą.
                                                    Ach, trzasnęłyby niskie pułapy -
                                                    ale już zajaśniało.

                                                    Pejzaż. Wieniiawa z księżycem.

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:34
                                                    Bajka o miłości
                                                    Z myślenia długich godzin, wypatrzeń zachwytnych,
                                                    Z dławiących piersi, tęsknych spoglądań po niebie,
                                                    Moja wielka się miłość zrodziła do ciebie,
                                                    Jak lotna mgła eteru w przestrzeniach błękitnych.

                                                    Nic jeszcze nie wiedzących pożądań zadatkiem
                                                    Na oczy rozkochane w powietrzu się kładła,
                                                    Rzucając srebrny tuman na wodne zwierciadła,
                                                    Z tajemnych leśnych gęstwin patrząca ukradkiem.

                                                    Płynęła lekka, senna, rozlana po ciszach,
                                                    Płacząca, smutna, tęskna, zaklęta we grzmotach,
                                                    Jak bajka wciąż się rwąca w wieczornych chichotach,
                                                    Jak światło, co w klasztornych przyczaja się niszach.

                                                    Piastunka snów i marzeń, majaczeń na jawie,
                                                    Świetlików świętojańskich zielone miriady -
                                                    Cyt! Słyszę! Ponad wodą przechodzi cień blady,
                                                    I coś się poruszyło i żyje coś w trawie.

                                                    Nie miała żadnych kształtów, kolorów i woni,
                                                    I kędy się zwróciłem, widziałem ją wszędzie,
                                                    Jak srebrne babie lato w powietrzu rozprzędzie,
                                                    Jak wieczór chodzi lasem, na łące w dzień dzwoni.

                                                    Jak nocą po księżycu na ziemię się zsuwa
                                                    I srebrny warkocz poświat nad skały rozplata,
                                                    Jak w młynach bezrobotnych jękliwie kołata
                                                    I razem z tajemnicą mnie także wykuwa.

                                                    Zacząłem do niej tęsknić i chciałem ją zdradnie
                                                    wieczorem zadumanym lub nocą świetlistą
                                                    W ramiona obolałe od tęsknot wziąć czystą
                                                    I tulić, aż z niej rosa jak perły opadnie.

                                                    Aż trawa się rozsrebrzy perłami drogiemi
                                                    I księżyc jej pod głowę podścielę się drżący,
                                                    I nic nie mówiąc, wszystko opowiem tęskniący
                                                    O wszystkim, co mi dziwne się zdało na ziemi.

                                                    I miałem oczy we mgłach i małej pasterce,
                                                    Co łąką idącemu zaśmiała się płocha,
                                                    Rzuciłem kwiat, spojrzałem jak człowiek, co kocha,
                                                    I miłość zabłąkaną przyjąłem w me serce.

                                                    To była ona właśnie! W tej jednej zaklęta,
                                                    Tej jednej ufająca, że wszystko mi zdradzi,
                                                    I odtąd szedłem za nią, gdy rankiem prowadzi
                                                    Na dawne moje łąki - srebrzyste jagnięta.

                                                    I nawet nie wiedziałem, że oczy ma piwne,
                                                    Ze idzie od jej włosów gorącość dusząca,
                                                    2e kiedy wiatr o białą koszulę jej trąca,
                                                    Potrąca odslonione jej piersi oliwne.

                                                    I byłem dziwnie cichy radością spokojną,
                                                    Wierzący, żem ją posiadł z tajemnic skradzioną,
                                                    I lilie raz przyniósłszy, nazwałem ją żoną,
                                                    I woń poczułem w głowie od kwiatów upojną.

                                                    A moja się pasterka zaśmiała srebrzyście
                                                    I w wodzie z lekka maczać poczęła swe stopy,
                                                    Aż woda jak zaklęta sypnęła ukropy-
                                                    1 z wierzby na tę wodę rozsuły się liście.

                                                    Tak całą moją wiedzę ujrzałem znów kłamną
                                                    I zamęt dzikich myśli rozpętał się we mnie,
                                                    Wiec padłem w trawy płacząc, zdradzony nikczemnie,
                                                    Przez miłość, co jak złodziej, powlokła się za mną.

                                                    Ze nic nie chciałem więcej, niż tylko powrócić
                                                    Jedynej mojej prawdy odbicie na świecie,
                                                    I lilie postawiłem na stole w bukiecie,
                                                    A rankiem, gdym je poczuł - kazałem wyrzucić.

                                                    A nocą wiatr potrącił firanki przy oknie,
                                                    I deszcz uderzył w szyby i cicho zadzwonił:
                                                    Wiem teraz, że z firanką i pierś jej odsłonił,
                                                    I czułem, że nad stawem usiadła i moknie,

                                                    Ze czeka i wygląda przez oczy mnie piwne
                                                    I śmieje się do wody jak deszcze cichutko,
                                                    Więc w deszcz i w wiatr, i w burzę porwałem ją łódką -
                                                    Drgające, rozszalałe stworzenie oliwne.

                                                    Na brzeg rzuciłem nagą, we włosy zwikłaną,
                                                    Krwawiącą moje wargi krwią bioder i łona,
                                                    I świt mnie od niej zabrał. Leżała zmęczona,
                                                    Bezmyślnie zapatrzona w pogodę rozlaną.

                                                    Z płynącej szarym niebem różowej zórz wstęgi,
                                                    Gdy ptaki obudzone poczęły świergotać,
                                                    Jak cisza, która smutek przychodzi omotać,
                                                    Tajona wstała radość mej młodej potęgi.

                                                    I nowa moja wiedza o szczęściu zgubionym
                                                    Tajemnic mi odkryła zaklęcia nieznane,
                                                    Rozśmialem się, dziewuchy ujrzawszy rumiane,
                                                    Pachnące czarnym chlebem i sianem skoszonym.

                                                    Tak wszystko mi w te) chwili przestało być tajne,
                                                    I wszystkie odróżniałem - kolory i wonie,
                                                    Wsłuchany w głos ze stajni, gdzie rżały me konie,
                                                    Pieniące się radością na siano zwyczajne,

                                                    Powietrzem upojony, rozśmiany do słońca,
                                                    Wtulony w miękkie trawy z cichutkiej muzyki,
                                                    Zielonych, polnych świerszczów łowiłem ton dziki
                                                    Miłości bez pamięci, początku i końca.

                                                    Aż tamtą znów poczułem godzinę zazdrosną,
                                                    Znużony zimnym wiatrem i żarem kochania,
                                                    Ze jest mi jak mgławica, co wszystko przesłania,
                                                    Jak tuman, co znad stawu podnosi się wiosną.

                                                    I w własnych mych ogrodach począłem się gubić,
                                                    Oparem opętany, co zmącił mi duszę,
                                                    Poczułem, że na nowo odnaleźć ją muszę,
                                                    By żywą jak tę pierwszą marzoną poślubić.

                                                    Jak pierwszą, rozpryśniętą w tysiącznych przebłyskach,
                                                    Rozlaną po eterach, pierzchliwą i lotną,
                                                    I świat mi się tą jedną wydawał stokrotną
                                                    Czującą się we wszystkich miłości nazwiskach.

                                                    Więc serce mi poczęło zalewać się łzami
                                                    I jakąś mi nie znaną Hardzieją dziecięcą,
                                                    Żem w dłoniach twarz ukrywał, gdy koła się kręcą
                                                    Po stawie, co jak skarga się rozlał przed nami.

                                                    Aż oczy jej poczęły też łzami zachodzić,
                                                    I czułem, że ją dusza wypięknia i niesie
                                                    Ku rękom mym tęskniącym, jak echo co w lesie
                                                    Powraca tam, skąd wyszło, by piękniej się zrodzić.

                                                    poczułem, że mi ręce położy na skronie,
                                                    przystanie środkiem ścieżki i spojrzy się smutnie,
                                                    I powie coś tak cicho, jak kiedy o lutnię
                                                    Potrąci róża, schnąca w jesiennym wazonie,

                                                    Nadeszła. Popołudnia cichością jesienna,
                                                    Gdy krwawe jarzębiny poczęły z drzew spadać,
                                                    Spojrzała w moje oczy, nie chcąca nic gadać,
                                                    I wtenczas zobaczyłem, że była brzemienna.

                                                    Do ust mych przycisnąłem czerwone jej wargi,
                                                    Aż włosy spadły z ramion, pachnące jabłkami,
                                                    A jam z jej oczu drogich wypijał ze łzami.
                                                    Jej smutek, co mi mądrość powrócił bez skargi.

                                                    I odtąd chodzi cicha po moim ogrodzie,
                                                    Błękitne karmi łątki lub stanie przy stawie,
                                                    I długo, milcząc, patrzy, jak pasą się pawie,
                                                    Jak jesień liść pożółkły rozrzuca po wodzie.

                                                    Więc ledwie dojrzę szatę z oddali błękitną -
                                                    A cichość mi skroś serce przepływa jak strumień
                                                    Tajemnic odgadnionych i wielkich zrozumień,
                                                    Tych rzek, co w kwiatach płyną i kwiaty z nich kwitną,

                                                    I wiem, że ty nią jesteś, jak byłaś tęsknotą
                                                    Powietrzną, lotną falą, nie znaną z nazwiska,
                                                    I jabłek czuję zapach, gdy drżąca i bliska
                                                    Do ust się moich tulisz z dziecinną pieszczotą.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:36
                                                    Żegnając się z matką
                                                    Jak do Ciebie będę pisał
                                                    pochylony nad sobą w żalu.
                                                    Serce chłodne świeci jak kryształ
                                                    i choć wczoraj się z Tobą rozstałem,
                                                    jak Ci słowo do dłoni podam
                                                    badający uparcie ciemność,
                                                    skoro mówisz: lekka jest młodość
                                                    chociaż ognia bukiet nad ziemia,
                                                    skoro mówisz: ciąłem człowieczym
                                                    trzeba schodzić nisko, najniżej,
                                                    bo radosna w locie tym wieczność
                                                    jest kołyska zrodzona na krzyżu.
                                                    Jak Ci sercem odpowiem jak źródłem
                                                    wykuty głosem śpiewnym,
                                                    kiedy tłum przerażonych jaskółek
                                                    niosą po ręce lewej,
                                                    jak mych ust niewyczutych graniem
                                                    mam zawołać bohaterski i bliski,
                                                    gdy po mej ręce prawej
                                                    drży ojczyzny pogięta kołyska
                                                    i piosenka wieczorna leży
                                                    jak owocu zniszczone grono,
                                                    dalej niebo, dom mój i księżyc
                                                    opuszczony jak Ty i młodość.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:37
                                                    W leśniczówce
                                                    Tu, gdzie się gwiazdy zbiegły
                                                    w taką kapelę dużą,
                                                    domek z czerwonej cegly
                                                    rumieni się na wzgórzu:
                                                    to leśniczówka Pranie
                                                    nasze jesienne mieszkanie.

                                                    Chmiel na rogach jelenich
                                                    usechł już i się sypie;
                                                    w szybach tyle jesieni,
                                                    w jesieni tyle skrzypiec,
                                                    a w skrzypcach, bylr tknięte,
                                                    lament gada z lamentem.

                                                    Za oknem las i pole
                                                    las - rozmowa sosnowa;
                                                    minął dzień i na stole
                                                    stoi lampa naftowa,
                                                    gadatliwa promienna
                                                    jak ze stołu Szopena.

                                                    W nocy tu tyle nuceń
                                                    i śpiewań, aż do rana.
                                                    Księżyc w srebrnej peruce
                                                    gra jak Bach na organach
                                                    i płynie koncert wielki
                                                    przez dęby i przez świerki -
                                                    to leśniczówka Pranie:
                                                    nocne koncertowanie.

                                                    Chodzi wiatr nad jeziorem
                                                    znów zaświecamy lampy;
                                                    o, leśniczówko Pranie:
                                                    lamp lśnienie, migotanie
                                                    księżyc na każdej ścianie,
                                                    nocne muzykowanie.

                                                    Gwiazdy jak śnieg się sypią,
                                                    do leśniczówki wchodzą
                                                    każdą okienną szybą,
                                                    każdą wrześniową nocą,
                                                    w twoim małym lusterku
                                                    noc świeci gwiazdą wielką.

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    Wrzesień 1952
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:38
                                                    A ja tobie bajki opowiadam
                                                    A ja tobie bajki opowiadam,
                                                    szeptów moich słuchasz bardzo rada.
                                                    Lśnień dodaję twym oczom i włosom,
                                                    jesteś cała jak srebrny posąg,
                                                    a ja biję przed tobą pokłony,
                                                    zakochany, zazdrosny, spragniny,
                                                    i nazywam ciebie srebrną nocą,
                                                    srebrną różą z ręki zwisającą.
                                                    Loki twoje mrok barwi na modro
                                                    i spokojna jest twoja mądrość.

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    1953
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:39
                                                    Bajka o drewnianej głowie
                                                    Na Nowym Świecie, w świetle latarni,
                                                    leżała głowa w antykwarni,

                                                    możze dziwoląg etnograficzny,
                                                    a może przyrząd do sztuk magicznych,

                                                    zewnątrz toczona, wewnątrz drążona,
                                                    głowa-curiosum, fikcja szalona,

                                                    w każdym bądź razie zwyczajne drewno,
                                                    drewno, drewno. Na pewno.

                                                    Że lubię rzeczy wyjątkowe,
                                                    nabyłem ową drewnianą głowę,

                                                    niosę~ do domu, rozwijam papier,
                                                    a żona patrzy i łza jej kapie,

                                                    w końcu monolog: "Och, moje złoto,
                                                    po coś to kupił, na co ci toto?

                                                    Ja mam wydatki: i to, i owo,
                                                    a ty do domu nagle z tą głową.

                                                    O biedna jestem ja, losu pastwa,
                                                    jak ty co zrobisz - same dziwactwa;

                                                    gdy patrzę na nie, ból mnie przeszywa,
                                                    zabierz tę głowę, dość mam tych dziwactw".

                                                    (Monolog rośnie, słowo do słowa,
                                                    a między nami drewniana głowa.)

                                                    Żeby więc nieco błysnąć dialogiem,
                                                    tak się odzywam: "Prawdą a Bogiem,

                                                    to mną kierował rozsądek zdrowy,
                                                    wnet pojmiesz sekret drewnianej głowy".

                                                    I żeby dowód poszedł za słowem,
                                                    lekko nadziewam głowę na głowę.

                                                    Wchodzi kolega (z drewnianą głową),
                                                    co dawniej patrzył na mnie surowo.

                                                    Widząc, że też mam drewnianą kulę,
                                                    zaczyna do mnie przemawiać czule,

                                                    mówi: "Mój kotku!" Siedzi do rana.
                                                    Drewniana głowa. Głowa drewniana.

                                                    Nazajutrz o mej drewnianej głowie
                                                    Wieść się roznosi jak ryki krowie,

                                                    chwalą w południe, wieczór i rano
                                                    drewniane głowy głowę drewnianą,

                                                    kariera rośnie, szacunek wzrasta,
                                                    jestem na ustach całego miasta,

                                                    duch mnie nie męczy apollinowy.
                                                    mam święty spokój. Z powodu głowy.

                                                    Niech żywe głowy budują, a ja
                                                    tylko oceniam, tylko zagajam,

                                                    tutaj postoję, tam się powiercę,
                                                    tu coś uzgodnię, tam coś zatwierdzę,

                                                    rozkoszny dzionek strzela jak z bicza.
                                                    O, głowo moja! o, tajemnicza!

                                                    którą znalazłem gdzieś w antykwarni?
                                                    Na Nowym Świecie? W świetle latarni?

                                                    Czysty przypadek. I cóż wy na to?
                                                    Jestem szczęśliwym biurokratą.

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    1951
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:40
                                                    Bajka o słowikach
                                                    "Były takie sobie zarośla
                                                    nad brzegiem takiej sobie rzeki,
                                                    w rzece żyły raki i ślimaki w muszlach,
                                                    a w zaroślach,

                                                    w zaroślach mieszkały słowiki;
                                                    kilka prawdziwych z pierza i z mięsa,
                                                    reszta z tektury,
                                                    tak!

                                                    "No, cóż, tektura także swój sens ma
                                                    - jak wyraził się pewien rak -
                                                    z tym zastrzeżeniem, proszę ja kogo,
                                                    że tektury śpiewać nie mogą."

                                                    I rzeczywiście: Nocka za nocką,
                                                    gdy miękko, a energicznie
                                                    jaśmin perfumo-
                                                    wał noc szopenowską,
                                                    słowiki śpiewały ślicznie,
                                                    lecz te z tektury ni be, ni me,
                                                    Tviec pyszne były i złe.

                                                    W dodatku czasem z majowej chmury,
                                                    folgując potrzebie swej,
                                                    deszcz spadał
                                                    i wtedy

                                                    w słowikach z tektury
                                                    rozklejał się jakiś klej,

                                                    dzioby im odpadały i nóżki też -
                                                    o, podły, śmieszny deszcz!
                                                    tyle z niego, że sika; każdy przyzna,
                                                    że sikanie to intelektualna płycizna,
                                                    dżdżyste to jakieś takie, pluszcze i szumi cości -
                                                    jedna z tych przyrodniczych idiotyczności.

                                                    Lecz prawdziwe słowiki były innego zdania.
                                                    Nawet w grad nie przerywały śpiewania.

                                                    I tak mijały noce, przemijały deszcze,
                                                    wiatr mruczał w murawach i w darniach -
                                                    zaś słowiki z tektury były zawsze pierwsze,
                                                    gdy księżyc wypłacał honoraria.

                                                    Księżyc pytał się, za co - niby, za jakie pieśni,
                                                    a słowiki z tektury:
                                                    "Ba!

                                                    my śpiewać nie umiemy. Lecz geniusze jesteśmy".
                                                    "Jak, przepraszam?"
                                                    "Geniusze."
                                                    "Ahaa."

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    1951
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:44
                                                    Dzika róża
                                                    Za Dzikiej Róży zapachem idź
                                                    na zawsze upojony wśród dróg -
                                                    będzie clę wiódł jak czarodziejski flet
                                                    i będziesz szedł, i będziesz szedł,
                                                    aż zobaczysz furtkę i próg.

                                                    Dla Dzikiej Róży najcięższe znieś
                                                    i dla niej nawiewaj modre sny.
                                                    Jeszcze trochę. Jeszcze parę zbóż.
                                                    I te olchy. Widzisz. I już -
                                                    będzie: wieczór, gwiazdy i łzy.

                                                    O Dzikiej Róży droga śpiewa pieśń
                                                    i śmieje się, złoty znacząc ślad.
                                                    Dzika Różo! Świecisz przez mrok.
                                                    Dzika Różo! Słyszysz mój krok?
                                                    Idę - twój zakochany wiatr.

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    Obóz Altengrabow, 1943
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:45
                                                    A cup of tea

                                                    Zbombardowanym, bezdomnym, rannym...
                                                    Któż nad wami zapłacze? Nie John i nie MAry
                                                    Ni też Percy lub Wiliam, Nie Gladys, nie Sybil,
                                                    W zimnie zahartowani i twardzi jak mewy,
                                                    Lecz smutna krakowianka, rodem spod Wawelu,
                                                    Z kraju, gdzie bujnie płakać uczyły nas brzozy,
                                                    Raszki w parkach i Chopinm i czeremchy sypkie,
                                                    Z kraju wielkiej kultury łez, z kraju rzewności...

                                                    Filiżanką herbaty wznosząc Wasze zdrowie,
                                                    Służę Wam moim żalem - czym kraj mój bogaty!

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:47
                                                    Księżyc
                                                    Rzucony dla łaknących
                                                    Na pusty nieba step,
                                                    Księżyca bochen leży,
                                                    okrągły, srebrny chleb

                                                    Zazdrośnie lunatycy
                                                    Patrzą spod drżących rzęs,
                                                    Jak każda noc ukradkiem
                                                    Odgryza z niego kęs

                                                    Lecz nim go nów pomnoży
                                                    Ponad snem wsi i miast,
                                                    Zostaje głodomorom
                                                    Dwanaście koszów gwiazd.

                                                    Leopold Staff
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:14
                                                    Alfabet morza
                                                    Tęskniąc za ziemią fala głosi swe rozpacze
                                                    Surm i trąb wrzawą, skrzypiec żalami i fletu,
                                                    Szumi, szemrze, szeleści, szepcze, łka i płacze,
                                                    Jęczy, wzdycha wszystkimi dźwięki alfabetu.

                                                    Aż gdy na śmierć znużona przewlekłą rozłąką,
                                                    W objęciach lądu wreszcie omdlała przylega,
                                                    Kona wzdłuż brzegu długą pian srebrnych koronką,
                                                    Pisząc w piasku: omega, omega, omega.

                                                    Leopold Staff
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:15
                                                    A gdy przyszedł
                                                    A gdy przyszedł już nareszcie jako prawda, nie jak sen,
                                                    podścieliła mu pod nogi swoich włosów zwiewny len,
                                                    przytuliła jego głowę do swej piersi, do swych rąk,
                                                    by pragnienia nie znał lęku, by czekania nie znał mąk,
                                                    Wszystkie róże swych ogrodów, gdy dla niego w szczęściu rwie,
                                                    on porzuca ją na zawsze - bo jej nie mógł wołać w śnie.

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:16
                                                    * * *
                                                    Ach, to nie było warte
                                                    by sny tym karmić uparte

                                                    by stawiać duszę na kartę
                                                    ach to nie było warte.

                                                    Ach, to nie było warte
                                                    by nosić łzy nie otarte

                                                    i by mieć serce wydarte
                                                    to wcale nie było warte...

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:17
                                                    Barwy
                                                    Oto jest fiolet - drzewa cień idący żwirem,
                                                    fiolet łączący miłość czerwieni z szafirem. -
                                                    Tam brzóz różowa kora i zieleń wesoła,
                                                    a w jej ruchliwej sukni nieb błękitne koła.
                                                    A we mnie biało, biało, cicho, jesnostajnie -
                                                    bo noszę w sobie wszystkich barw skupioną tajnię. -
                                                    O jakże się w białości mojej bieli męczę -
                                                    chcę barwą być - a któż mnie rozbije na tęczę?

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:18
                                                    Ballada
                                                    Lilie o żółte lilie w krwawnikowe cienie -
                                                    mówi młoda księżniczka o włosach w pierścienie -
                                                    wraca ten co mą duszę skuł kiedyś w cierpienie
                                                    i pytam się was lilie w krwawnikowe cienie
                                                    co się stanie gdy wejdzie pod zamku sklepienie
                                                    czy kwitnących lip jasność śćmi welon tęsknicy
                                                    a piękny rycerz Nemrod o zielonym piórze
                                                    wypatrzy prawdę smętną w mej trwożnej źrenicy
                                                    i rzuciwszy mi do nóg dostane dziś róże
                                                    odjedzie precz za lasy w spuszczonej przyłbicy?
                                                    Odrzekły: co zgasło już się nie rozżarzy
                                                    i smutek nie zawiśnie w lip szumiącym kole
                                                    nie rozstąpim się w wietrze na kształt wirydarzy
                                                    przed rumakiem rycerza puszczonym na wolę -
                                                    bo się nigdy sen jeden raz wtóry nie marzy

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:19
                                                    Blue sky...
                                                    Także się wdzięczy nieba dzisiaj bławat!
                                                    Jakby chciał oczy i serca przebłagać;
                                                    Jakby zaprzeczał, że w jego przestworach
                                                    Ludzi na ludzi szerzy się obława...

                                                    Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
                                                  • sainbois Niechby ta jedna nić 26.08.03, 12:40
                                                    Kiedy trzeba będzie iść
                                                    w daleką ciemność,
                                                    niechby ta jedna nić
                                                    została ze mnie.
                                                    Niech oderwie się cała reszta
                                                    i spadnie w przepaść
                                                    - to jedno niech trwa na wieczność
                                                    dźwięczne, choć ślepe.
                                                    Bo tym co za życia żyło
                                                    żywe najbardziej
                                                    - nieśmiertelna za grobem miłość
                                                    nie pogardzi.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna

                                                  • sainbois Cudowny kołacz 26.08.03, 12:47
                                                    Zabrała się duszyczka z ziemi bezdrożnej,
                                                    zostawiła klejnoty, odzienie różne...
                                                    Uniosła się leciutka, wesoła jak jaskółka,
                                                    zostawiła suknie, stroje przyjaciółkom:
                                                    tej najmniej miłej - perły i diamenty,
                                                    tej średniej, kochanej - domy i okręty,
                                                    a tej trzeciej, najwierniejszej - kołacz napoczęty.
                                                    Pierwsza się przyodziała jak królowa,
                                                    druga liczy, rachuje, nigdy nie gotowa...
                                                    ...A ta trzecia, tamtym nierówna,
                                                    przekonała się, że ten kołacz - cudowny.
                                                    Już od rana kawał sobie ukraje,
                                                    roześmiana cała w oknie staje.
                                                    Cała okolica zadziwiona,
                                                    patrzą, leci ptactwo z każdej strony,
                                                    lecą gile, kraski, kuropatwy...
                                                    A ta trzecia, innym nierówna,
                                                    łamie, kruszy, dzieli kołacz cudowny.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois W pierścieniu 26.08.03, 12:51
                                                    Anioł i ptak zwinęły skrzydła pod głową,
                                                    studnia i księżyc szepcą ściszoną mową,
                                                    siłą nasycone najświętszą
                                                    nieruchomieje wnętrze.
                                                    Jak dziwnie kłaść się spać bez płaczu,
                                                    w pierścieniu, co nas, sennych, otacza,
                                                    i wiedzieć, że podobnych zasypiań bez liku
                                                    pełna jest nieśmiertelność, która nas przenika.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Cudo 26.08.03, 12:57
                                                    Przynieśli ją na liściu, położyli do klatki, za pręty,
                                                    nie wiedzieli, co jej dać, i dali jej masła, i miodu, i mięty,
                                                    i wsunęli wróblęce gniazdeczko,
                                                    żeby miała łóżeczko,
                                                    i trochę wody w krysztale,
                                                    tak mało - że nie było jej widac wcale.

                                                    A ona wstała rano, podeszła do tej solniczki,
                                                    żeby umyć oczy, stopy i policzki...
                                                    I śpiewała, włosem trzepotała,
                                                    o wielkie srebrne lustro wołała;
                                                    tłukła się o pręty, wyglądała przez dziurki
                                                    i wołała o nożyczki, żeby przyciąć pazurki,
                                                    o świecidełka z pudełka,
                                                    żeby przystroić skrzydełka!
                                                    Nikt jej nie słyszał,
                                                    tylko ją szelest liści zza okna uciszał.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Drugie przyjście 26.08.03, 13:05
                                                    Kołując coraz to szerszą spiralą,
                                                    Sokół przestaje szukać sokolnika;
                                                    Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze;
                                                    Czysta anarchia szaleje nad światem,
                                                    Wzdyma się fala mętna od krwi, wszędzie wokół
                                                    Zatapiając obrzędy dawnej niewinności;
                                                    Najlepsi tracą wszelką wiarę, a w najgorszych
                                                    Kipi żarliwa i porywcza moc.

                                                    Tak, objawienie jakieś się przybliża;
                                                    Tak, Drugie Przyjście chyba się przybliża.
                                                    Drugie Przyjście! Zaledwie wyrzekłem te słowa,
                                                    Ogromny obraz rodem ze "Spiritus Mundi"
                                                    Wzrok mój poraża: gdzieś w piaskach pustyni
                                                    Kształt o lwim cielsku i człowieczej głowie,
                                                    Z okiem jak słońce pustym, bezlitosnym,
                                                    Dźwiga powolne łapy, a wokoło krążą
                                                    Pustynnych ptaków rozdrażnione cienie.
                                                    Znów mrok zapada; lecz teraz już wiem,
                                                    Że dwadzieścia stuleci kamiennego snu
                                                    Rozkołysała w koszmar dziecinna kolebka -
                                                    I cóż za bestia, której czas wreszcie powraca,
                                                    Pełznie w stronę Betlejem, by tam się narodzić?

                                                    William Butler Yeats
                                                  • sainbois * * * 26.08.03, 15:02
                                                    Nie pomoże nic - ani zęby zacięte, ni zaciśnięte pięści...
                                                    Jedna Matka Boska wie o moim nieszczęściu:
                                                    zebrała wszystkie skargi w połę błękitnego płaszcza
                                                    i w niebo poszła jak światłości rzeka
                                                    po miłosierdzie Boże. A ja Nią czekam.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Z nurtem 26.08.03, 22:34
                                                    Kołysze mnie wieczność ramionami,
                                                    z szklanym chrzęstem dzień powszedni się łamie,
                                                    lecą w skrach małe znajome przedmioty
                                                    skruszałe, zwietrzałe, przepalone na złoto.
                                                    Zmienione sposobem magicznym
                                                    mijają czarne smutki niby sny prześliczne,
                                                    leje się gorzkie wino, ścieka grzech ognistymi łzami...
                                                    Dłoń świetlistą, bezważką, kładzie mi Wieczność na ramię.
                                                    Po chrzęstliwych, kolorowych szczątkach
                                                    prowadzi mnie, tłumaczy wszystko od początku:
                                                    odrabia stracone dnie,
                                                    prostuje garbate wspomnienia
                                                    i odnajduje, i opromienia
                                                    mnie - tobie i ciebie - mnie.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Maria i Marta 26.08.03, 22:34
                                                  • sainbois Maria i Marta 26.08.03, 22:41
                                                    Jak Marta gorycz piłam powszedniego dnia,
                                                    a tyś słodycz Marii wraz z jej duszą miał.
                                                    Nie przerabiałam świata na kroplisty miód,
                                                    a tyś każdą jagodę w czas jej własny zgniótł
                                                    i zbierałeś kolory i kształty miłośnie,
                                                    gdy mnie gnał głód gwałtowny i zdobywczy pośpiech.

                                                    Chodziłeś gładką drogą pod jasnym błękitem,
                                                    mnie słońce tliło tylko gwiazdą niedosytów,
                                                    i miesiąc - czy kulisty, czy podwójnorożny -
                                                    był mi jak wróg nad głową, głupi, ale możny.

                                                    Otwartymi ramiony zapraszałeś miłość,
                                                    lecz jam szczęście umiała zdobyć tylko siłą,
                                                    i miłość, która truje, i żar, co kaleczy,
                                                    nosiłam w chorym sercu na kształt wielu mieczy.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • kolargol To co piekne 27.08.03, 01:53
                                                    B-moll
                                                    Wieje między aleje wiatr listopadowy,
                                                    Zawiewa śnieg, co zimnem do głębi przenika,
                                                    Ach! ileż mi to razy już przyszło do głowy,
                                                    Ze to jest właśnie polska prawdziwa muzyka.

                                                    I czuję was jak wczoraj, o powiewy wiatru,
                                                    Widzę płomień czerwony i trójnóg ozdobny,
                                                    I słyszę jak z balkonu Wielkiego Teatru
                                                    Orkiestra gra powoli polski marsz żałobny.

                                                    I jego ton ostatni przypominam sobie.
                                                    Ten akord przeraźliwy, co chwilę wyraża,
                                                    Gdy wszyscy się powoli rozchodzą z cmentarza
                                                    I tylko jeden człowiek zostaje przy grobie.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 01:55
                                                    Aria z kurantem
                                                    Smutek taki mnie chwycił, że zda się, aż skomli,
                                                    Ani przed kim się żalić, kto wie, kiedy minie.
                                                    Gdybyż to było można usiąść przy kominie
                                                    I czytać sobie stare wiersze Syrokomli!

                                                    I marzyć, jakbyś pocztą wędrował podróżna.
                                                    O owych lasach, rzekach, tych dworach, tym zdroju,
                                                    I myśleć, że są wszyscy w przyleglym pokoju,
                                                    Od których ciągle listów wyglądasz na próżno.

                                                    Cóż znajdę, jeśli wyjdę takiego wieczoru?
                                                    Tu wszyscy obcy i każdy gdzieś śpieszy.
                                                    Ach żadna mnie muzyka dziś nie pocieszy,
                                                    Chyba "Aria z kurantem" ze "Strasznego Dworu".

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 01:56
                                                    Bajka warszawska
                                                    Wczoraj nocą (wszystko ściśle
                                                    Z najlepszego źródła wiem)
                                                    Szedł jegomość przez Powiśle
                                                    Za Starego Miasta tłem.

                                                    W meloniku, kurtka krótka,
                                                    Wśród nadbrzeżnych zniknął traw.
                                                    Wzrok zamglony, siwa bródka:
                                                    Krótko mówiąc: Poldzio Staff.

                                                    Senna Wisła nagle drgnęła,
                                                    I w księźycu, z srebrnych wód
                                                    Cudna panna wypłynęła
                                                    Z rybią łuską koło ud.

                                                    I szepnęła: "Mój chłopczyku,
                                                    Nic się nie bój! Daj mi dłoń!
                                                    Tak jak stoisz, w meloniku
                                                    Pójdź gdzie mieszkam, w Wisły toń.

                                                    "Co się wahasz? Nikt cię nie zji,
                                                    Znasz mnie przecież z twoich snów.
                                                    Pogadamy o poezji,
                                                    I do miasta wrócisz znów.

                                                    "Pomarzymy o przeszłości,
                                                    Co pod gruzem miasta śpi.
                                                    Nie mam, widzisz, znajomości
                                                    Wśród tych ludzi z nowych dni".

                                                    Chlupnął Poldzio, i spod fali
                                                    Wyjrzał tylko jego nos.
                                                    Po czym całą noc gadali
                                                    Zaplatani w nimfy włos.

                                                    A nad ranem, gdy świt ściera
                                                    Mroki z sennych nieba lic,
                                                    Poldzio znów był u Fukiera
                                                    Suchy jakby nigdy nic.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:02
                                                    Biografia
                                                    Z mych marzeń nie spełnionych, z me) dumy dziecięcej,
                                                    Z leź wylanych ukradkiem, o których nikt nie wie,
                                                    Ze wszystkiego, com kochał - zostanie nie więcej
                                                    Niż imię, scyzorykiem wyryte na drzewie.

                                                    Więc czegom nie powiedział - niech będzie ukryte,
                                                    Mych listów i pamiątek niech płonie stos cały!
                                                    I tylko jeszcze wytnę me serce przebite
                                                    I przy moim imieniu - twoje inicjały.

                                                    Jan Lechoń
                                                    "Wiadomości" 1955 nr 46
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:03
                                                    Co noc, gdy już nas nuda
                                                    bezbrzeżna ogarnia
                                                    Co noc, gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia,
                                                    Gdy czczość jałową w myśli, w sercu pustkę mamy,
                                                    Wypluwa nas na miasto knajpa lub kawiarnia
                                                    I błądzimy bez celu po zamknięciu bramy.

                                                    A potem: łomotanie czasem półgodzinne,
                                                    Nim wreszcie stróż zaspany obudzić się raczy,
                                                    I myśl: zabłądzić w końcu przed drzwi jakieś inne,
                                                    Co prowadzą do "Lepiej" lub choćby "Inaczej".

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:05
                                                    Fioretti
                                                    Słyszę oto na ścieżce skrzyp piasku i szyszek,
                                                    Ktoś skrada się po cichu i furtkę odmyka.
                                                    Wyjrzałem i co widzę? To święty Franciszek
                                                    Zdjął sandały i boso wchodzi do kurnika.

                                                    Darmo trzepot radosny uciszyć się stara:
                                                    Już kogut bije w skrzydła i pieśń swą zaczyna.
                                                    I słyszę głos: "O bracie, ty co od zegara
                                                    Wiesz lepiej i na pewno, która jest godzina".

                                                    Jan Lechoń
                                                    "Wiadomości" 1955 nr 46
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:06
                                                    Duch na seansie
                                                    Oto firanka u okna się słania,
                                                    Komety wlokąc za sobą liliowe.
                                                    On idzie. Księżyc znad czoła odgania,
                                                    Co seledynem oblewa mu głowę,
                                                    Nieme z ust naszych biorący pytania,
                                                    Wieczystych tęsknot podźwięki echowe.
                                                    Na płaszczu jego gwiazd srebrnych tysiące,
                                                    Przystanął. Z płaszcza otrząsa je drżące.

                                                    Znieruchomieliśmy wtenczas słuchacze
                                                    Mów pięknobrzmiących i dysput wygodnych,
                                                    Bo się nam zdało, że oto już płacze
                                                    Harfa, co wężów usypia głód głodnych,
                                                    Ze oto trąbią na trąbach trębacze,
                                                    Szwedów gotowi gnać z Rusi precz, szkodnych.
                                                    Woń się fijołków rozlała po sali -
                                                    On stał. A myśmy na Słowo czekali.

                                                    Spirytystyczne pogasły wnet krzyże,
                                                    I sznur rąk opadł z stolika bezradnie.
                                                    Łowimy uchem, jak serca nam niże
                                                    Na bicz korali krwawiący, jak zdradnie
                                                    Wszystkie zamilkło porusza w nas spiże
                                                    I ból prawdziwy niemocy w nie kładnie,
                                                    Jak się w nas samych z nas samych zaśmiewa,
                                                    Tłukąc nam w serce - poezji ulewa.

                                                    Więceśmy w pierwszej tej chwili myśleli,
                                                    Ze widmo pragnie obudzić w nas - siebie,
                                                    Ze on nam wstąpi do duszy - Anhelli,
                                                    Płaczący, milcząc, na matki pogrzebie,
                                                    Że ból na tysiąc nas w Polsce rozdzieli,
                                                    Duchem rosnących w Ojczyzny potrzebie,
                                                    I z naszych wątpień nam ołtarz postawi,
                                                    Przez klucz strzeżony swych - z wierszy - żurawi.

                                                    I tak poczęło w nas męką coś gadać,
                                                    Ofiarną chustą z Chrystusa odbiciem,
                                                    Gdy z jego płaszcza jął tysiąc gwiazd spadać,
                                                    W doniczkach kwiatów rodzący się życiem.
                                                    Kłosy porosły z ziarn których chleb zjadać
                                                    Będziem a które nawożą się gniciem,
                                                    I Balladyny z nich malin rósł dzbanek,
                                                    Które ma żywy zjeść wieczór kochanek.

                                                    Drzwi biblioteki żelazem okute
                                                    Pchnął cicho, wchodząc do ciemnej izdebki,
                                                    I książki począł przerzucać: zatrute
                                                    I te, od których szedł w naród duch krzepki,
                                                    I te żołnierskie, pisane na nutę
                                                    Bojowej w polu Moskala zaczepki,
                                                    I wszystkie książki przepalał rękami,
                                                    Uśmiechem strojny - stojący przed nami.

                                                    Oto nad szablą zawisnął na ścianie
                                                    Księcia Józefa konterfekt sczerniały -
                                                    Ku niemu idzie! Ma w oczach kochanie,
                                                    Żar niewygasły pochodni, zapały,
                                                    I kiedy w gardle się zrywa nam łkanie
                                                    Żołnierskich pieśni - drze portret w kawały
                                                    I w onych pieśni przepada nam jęku,
                                                    Czującym pęki kwitnących ziół w ręku.

                                                    Patrzajcie! Patrzcie! Skroś okno odpływa,
                                                    Na rydwan siada ciągniony przez pawie,
                                                    Aloes koła mu wozu okrywa,
                                                    Drogę sznurami wskazują żurawie,
                                                    Firmament nocą na niebie przerywa
                                                    Biczem, świecącym w gwiazd srebrnej siklawie -
                                                    Jedzie gdzieś, myśli płomieniem objęty,
                                                    Ten, co chciał z czynu na ziemi być święty.

                                                    Którzyśmy Słowa czekali stęsknieni,
                                                    Kłosy widzimy ubogie a żytnie,
                                                    Z lamp rozświetlonych w pokoju promieni,
                                                    Jak słońce jasne, pszeniczny dzień kwitnie,
                                                    Z łąk Horsztyńskiego kosiarze strudzeni
                                                    Idą ze śpiewką radośnie a bitnie.
                                                    . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                                                    Księcia Józefa konterfekt sczerniały
                                                    Na ziemi leży podarty w kawały.

                                                    Jan Lechoń
                                                    1920
                                                    przypisane Mieczysławowi Grydzewskiemu
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:13
                                                    Emigracja

                                                    Witoldowi Małcużyńskiemu
                                                    Na paryskim poddaszu huczy wiec wygnańczy,
                                                    Siedzą starzy wodzowie w wspomnień dym zasnuci,
                                                    Podkówki krzeszą ognia, cała sala tańczy,
                                                    Biała panna wspomina kogoś, kto nie wróci.

                                                    Za oknem deszcz mży cicho, listów z Kraju nie ma,
                                                    W oddali kulawego milknie krok żołnierza.
                                                    I tylko to zostaje, co w dźwiękach zatrzyma
                                                    Ten, co teraz u krawca modny frak przymierza.

                                                    Jan Lechoń
                                                    "Wiadomości" 1955 nr 46
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:14
                                                    Wiersz mazowiecki
                                                    Cóż to przyszło ci do głowy?
                                                    Cały Łowicz kolorowy,
                                                    Białe włosy małych dzieci
                                                    I jabłoni biały pąk,
                                                    Raźny powiew z tamtej strony,
                                                    Baby niosą feretrony.
                                                    Cóż to w oczach twoich świeci?
                                                    Książka leci z drżących rąk.

                                                    Nie gardenie ani lilie,
                                                    Nie Italie, nie Brazylie,
                                                    Tylko jaskry, tylko mlecze
                                                    Wśród zielonych trawy smug.
                                                    Chcemy, chcemy, utrudzeni,
                                                    Tamtych kwiatów i zieleni,
                                                    I tej drogi, co się wlecze
                                                    Pod ubogi, stary próg!

                                                    Jak patrzało kiedyś dziecko
                                                    Na wieś biedną, mazowiecką,
                                                    Na zorane kartofliska,
                                                    Na wiślany biały piach,
                                                    Tak i dzisiaj - jak daleki! -
                                                    Spod znużonej mej powieki
                                                    Widzę ciebie, widzę z bliska
                                                    W każdej myśli, wszystkich snach.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:21
                                                    Gniew
                                                    Ty masz różne miłości, ja tylko - otchłanie,
                                                    W które coraz mnie głębiej twa nieczułość strąca.
                                                    A jednak tyś jest światłość, tym mrokom świecąca.
                                                    Gdy cię kochać przestanę - co się ze mną stanie?

                                                    Złe myśli w moim sercu jak zgłodniała lwica,
                                                    Jak pod wzrokiem pogromcy cichną pod twym wzrokiem.
                                                    O! wstępuj w moje serce kochaniem głębokiem,
                                                    W dzień jak słońce palące, w noc - jak blask księżyca.

                                                    Mówisz, że gniew mam w oczach. Bo po nocy błądzę
                                                    I darmo wzrok mój światła w ciemnościach wygląda.
                                                    Bo tyś jest razem piekło, gdzie rodzą się żądze,
                                                    I niebo, w którym miłość niczego nie żąda.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:22
                                                    Chorału Bacha słyszę dźwięki
                                                    Chorału Bacha słyszę dźwięki,
                                                    Na niebo ciągną szare mgły,
                                                    I wszystko mi już leci z ręki:
                                                    Miłość i rozkosz, prawda, sny,

                                                    I w którąkolwiek pójdę stronę,
                                                    Wszędzie jesienny chrzęści chrust
                                                    A jeszcze nic nie załatwione
                                                    I nie odjęte nic od ust.

                                                    Patrz! Dzikiej róży krzak serdeczny
                                                    W wichurze zeschły traci liść.
                                                    Ach! I Sąd jeszcze Ostateczny,
                                                    Na który trzeba będzie iść.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:23
                                                    Hymn Polaków na obczyźnie
                                                    Jedna jest Polska, jak Bóg jeden w niebie,
                                                    Wszystkie me siły jej składam w ofierze
                                                    Na całe życie, które wziąłem z Ciebie,
                                                    Cały do Ciebie, Ojczyzno, należę.

                                                    Twych wielkich mężów przykład doskonały,
                                                    Twych bohaterów wielbię święte kości,
                                                    Wierzę w Twą przyszłość pełną wielkiej chwały,
                                                    Potęgi, dobra i sprawiedliwości.

                                                    Wiem, że nie ucisk i chciwe podboje,
                                                    Lecz wolność ludów szła pod Twoim znakiem,
                                                    Ze nie ma dziejów piękniejszych niż Twoje
                                                    I większej chluby niźli być Polakiem.

                                                    Jestem jak żołnierz na wszystko gotowy
                                                    I jak w Ojczyźnie, tak i w obcym kraju
                                                    Czuwam i strzegę skarbu polskiej mowy,
                                                    Polskiego ducha, polskiego zwyczaju.

                                                    Z narodem polskim na zawsze związany
                                                    O każdej chwili to samo z nim czuję,
                                                    Do wspólnej wielkiej przyszłości wezwany
                                                    Wszystkim Polakom braterstwo ślubuję.

                                                    Jan Lechoń
                                                    "Polacy Zagranicą" 1936 nr 5
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:24
                                                    Harfa w nocy
                                                    Ażeby mnie umocnić w wierze,
                                                    Wzbudzić marzenie, złamać lęk,
                                                    Przez całą noc w kaloryferze
                                                    Dzwonił dziś cudny harfy dźwięk.

                                                    Nikt nie dociecze, z jakich przyczyn
                                                    Tajemnych sił przyrody mózg
                                                    W najdoskonalszy sztuki wyczyn
                                                    Zmienił rytmiczny wody plusk.

                                                    Więc któż uwierzyć mi zabroni,
                                                    Ze to był dla mnie koncert ten,
                                                    Ze to Stróż Anioł z harfą w dłoni
                                                    Przerwał mi gramem groźny sen?

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:25
                                                    Herostrates
                                                    Czyli to będzie w Sofii, czy też w Waszyngtonie.
                                                    Od egipskich piramid do śniegów Tobolska
                                                    Na tysiączne się wiorsty rozsiadła nam Polska,
                                                    Papuga wszystkich ludów - w cierniowej koronie.

                                                    Kaleka, jak beznodzy żołnierze szpitalni,
                                                    Co będą ze łzą wieczną chodzili po świecie,
                                                    Taka wyszła nam Polska z urzędu w powiecie
                                                    I taka się powlokła do robót - w kopalni.

                                                    Dziewczyna, na matczyne niepomna przestrogi,
                                                    Nieprawny dóbr sukcesor, oranych przez dzieci,
                                                    Robaczek świętojański, co w nocy zaświeci,
                                                    Wspomnieniem dawnych bogactw żyjący ubogi.

                                                    A dzisiaj mi się w zimnym powiewie jesieni,
                                                    W szeleście rdzawych liści, lecących ż kasztanów,
                                                    Wydała kościotrupem spod wszystkich kurhanów,
                                                    Co czeka trwożny chwili, gdy dało odmieni.

                                                    O! zwalcież mi Łazienki królewskie w Warszawie,
                                                    Bezduszne, zimnym rylcem drapane marmury,
                                                    Pokruszcie na kawałki gipsowe figury
                                                    A Ceres kłosonośną utopcie mi w stawie.

                                                    Czy widzisz te kolumny na wyspie w teatrze,
                                                    Co widok mi zamknęły daleki na ścieżaj?
                                                    Ja tobie rozkazuję! W te słupy uderzaj
                                                    I bij w nie, aż rozkruszysz, aż ślad się ich zatrze.

                                                    Jeżeli gdzieś na Starym pokaże się Mieście
                                                    I utkwi w was Kiliński swe oczy zielone,
                                                    Zabijcie go! - A trupa zawleczcie na stronę
                                                    I tylko wieść mi o tym radosną przynieście.

                                                    Ja nie chcę nic innego, niech jeno mi płacze
                                                    Jesiennych wiatrów gędźba w półnagich badylach;
                                                    A latem niech się słońce przegląda w motylach,
                                                    A wiosną - niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę.

                                                    Bo w nocy spać nie mogę i we dnie się trudzę
                                                    Myślami, co mi w serce wrastają zwątpieniem,
                                                    I chciałbym raz zobaczyć, gdy przeszłość wyżeniem,
                                                    Czy wszystko w pył rozkruszę, czy... Polskę obudzę.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:26
                                                    Alina
                                                    Wiatr wiosenny z ulicy porwał garstkę śmieci
                                                    I niesie strzępy gazet z otwartych lufcików.
                                                    Nad ściekiem, gdzie się z krzykiem bawią brudne dzieci,
                                                    Przystanął biedny wózek z pękami goździków.

                                                    Jak welon płynie za mną smuga lekkiej woni
                                                    I staje się znów żywe, co spało tajemnie.
                                                    Powracasz znów, umarła, i widzę w twej dłoni
                                                    Goździki, któreś wtedy dostała ode mnie.

                                                    W mym sercu jak w bursztynie na zawsze przetrwały,
                                                    Choć ziemią przywalone: twych włosów ozdobny
                                                    Kask złoty i kształt cudny twojej ręki białej
                                                    I głos twój do żadnego w świecie niepodobny.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:27
                                                    Apokryf
                                                    Twych ust przeciągła słodycz, smak nie do nazwania,
                                                    Twych oczu głąb bezdenna, smutek przeraźliwy,
                                                    I głos twój monotonny, głęboki a tkliwy,
                                                    To wszystko mnie ku tobie, zwątpiałego skłania.

                                                    I kiedy twoje usta ustami otwieram,
                                                    Czuję jakbym mej duszy znów otwierał blizny,
                                                    I piję z nich te słodkie, duszące trucizny,
                                                    Z których moc mam do życia, od których umieram.

                                                    Lecz czego chcę najwięcej, umykasz mi zdradnie
                                                    I kiedy jestem z tobą o szarym wieczorze,
                                                    Całuję twoje oczy i widzę w nich morze.
                                                    Serce twe jak perła. Leży w morzu na dnie.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:35
                                                    *
                                                    Kiedy nocą śpi scena, śnią maszyny huczne
                                                    I umilkły pioruny, burze, deszcze sztuczne,
                                                    Kiedy teatr bez widzów, jak kościół bez wiernych,
                                                    Jest tylko świętym domem tajemnic niezmiernych
                                                    Ci, co słońcem zrobili blask ramp migotliwy
                                                    I świat stworzyli bardziej niż życie prawdziwy,
                                                    Których wiecznie trwać będą miłość i cierpienie,
                                                    Schodzą się jako duchy i stają na scenie.
                                                    Was wzywam! Nasze bowiem słowa są ułomne
                                                    I nie dosyć są wielkie, i za mało skromne,
                                                    Nie dość żeśmy cierpieli, za mało walczyli,
                                                    Byśmy mogli cośkolwiek powiedzieć w tej chwili.
                                                    Ale ty, któryś poszedł za granicę świata
                                                    Wezwać pomsty na przemoc, co naród przygniata,
                                                    I słowa znalazł takie, żeś temi samemi
                                                    Od nas mówił do nieba, od nieba do ziemi,
                                                    I ty coś nie znał ziemskich pożądań marności,
                                                    Tylko cuda początku i słońce przyszłości,
                                                    Coś nad w grobie leżącą stał jak anioł złoty
                                                    I krew i łzy jej wszystkie przemieniał w klejnoty -
                                                    Wy mówcie! Ty, o którym nie wierzymy sami,
                                                    Jak to? On żył naprawdę i był między nami,
                                                    Ty, który w czas bez wiary i na wszystko głuchy
                                                    Przyszedłeś dać świadectwo, że są jeszcze duchy,
                                                    Patrz! Mroki się rozpierzchły i w otchłani giną,
                                                    Jakaś ręka spuszczoną targnęła kurtyną,
                                                    Konrada jakaś postać prowadzi bezglosa.
                                                    Kto to? Może robotnik albo dziewka bosa.
                                                    We wszystkich domach światła rozbłysły wśród nocy.
                                                    Uradujcie się w grobach, wolności prorocy!
                                                    Gdzie kat zaciskał stryczek wkoło dumnej głowy,
                                                    gdzie stała szubienica, jest krzyż Chrystusowy!
                                                    Płyniesz teraz przeszłości niewstrzymana falo!
                                                    Oto się nad Krakowem złote blaski palą,
                                                    Król Zygmunt milcząc patrzy, jak Wisła się wije,
                                                    I wtedy dzwon uderzył! Ten sam, co dziś bije!
                                                    Bij! I porwij nas w swoje chyboty ogromne,
                                                    Wołaj: "Bądźcie jak tamci, to was nie zapomnę,
                                                    A. wtedy ci, co przyjdą, gdy się wiek wasz prześni,
                                                    O was także pomyślą, słuchając mej pieśni,
                                                    A Ty, który jedyny możesz stać w tym dźwięku
                                                    I w Tobie jednym serce nie zadrży od lęku,
                                                    Bo kiedyś Ty go słuchał - to nienadaremno
                                                    I sam jeden powstałeś w niewoli noc ciemną,
                                                    Budź ospałych: niech głosem Twoim mówi cały
                                                    Tysiąc lat krwi i potu, i tej ziemi chwały,
                                                    I marzenia poetów, mogiły żołnierzy!".
                                                    Niech więc głowę pochyli, kto w cuda nie wierzy,
                                                    Ten, który umiał cierpieć, a radość go trwoży,
                                                    Kto nie stargał na szyi niewoli obroży,
                                                    I kto chce przyszłość wstrzymać, i kto przeszłość plami,
                                                    Niechaj wyjdą tą nocą. Bo dziś pod gwiazdami
                                                    Jakieś cienie po polach, po mieście się snują
                                                    I wśród płaczu padają. I ziemię całują.

                                                    Jan Lechoń
                                                    "Kurier Poranny" 1928 nr 314
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:36
                                                    Ballada o Lordzie Byronie
                                                    Nadchodzi noc bezrozumna, w której się nawet nic nie śni.
                                                    Wkoło nas same są cienie, lampy mdły płomień już kona.
                                                    Usta niegodne całować i usta niegodne pieśni!
                                                    Zapomnieliśmy zbyt rychło bladego lorda Byrona!

                                                    Już gwiazdy nocy pogasły, dzień się z niej jakiś wytaszcza
                                                    I koń już bije na bruku podkową mocno podkutą.
                                                    O dzieci! Czyż te ciemności to nie jest cień jego płaszcza?
                                                    On tego konia popędza swoją angielską szpicrutą.

                                                    O! nie jedź tędy! Fontanny zatrute wszystkie w twych zamkach,
                                                    Koniom wydarto wnętrzności a klawikordom klawisze!
                                                    W twoich komnatach są ludzie, co się wieszali na klamkach,
                                                    Ach! myśmy liście jesienne, którymi wicher kołysze.

                                                    Tylko w nas pamięć została jakichś umarłych niebiosów,
                                                    Gdzie chrzęści wata obłoków i pieśni płyną kastratów,
                                                    Szelestu sukni niemodnej i pukla jedwabnych włosów,
                                                    Które czesałaś przy lampie, owiana muzyką światów.

                                                    Zmurszałe świętych posągi schodzą z katedry wieżycy,
                                                    Głaszczą po pyskach chimery i patrzą w dół zamyśleni.
                                                    Skąd dzikie wycie Murzynów bucha gardzielą ulicy

                                                    I miasto w niebo wystrzela słońcem ze sztucznych promieni.
                                                    Wstąpmy do sklepu po suknie, po jakieś dobre uczynki,
                                                    A później, ciepłym wieczorem, pełnym Maneta koloru,
                                                    Idźmy posłuchać, jak czarny Hamlet, pobladły od szminki,
                                                    Woła stu nagim tancerkom: "Ofelio! Idź do klasztoru!".

                                                    W kącie kaplicy więziennej, gdzie dyszy nędza i zbrodnia,
                                                    Przyklęknął święty Franciszek, i pierś mu łkanie rozdziera.
                                                    Patrz! Rzeka płynie! Wyrzuca trup nieznanego przechodnia,
                                                    Który nikogo nie kochał, ani nie czytał "Werthera".

                                                    Na chwałę świętej Teresy przed damą śpiewa ktoś pean.
                                                    To najmodniejszy poeta, co róż jej szczyci się listkiem.
                                                    Chodź. Z młodym pięknym lotnikiem, który przeleciał Ocean,
                                                    Pójdziemy opium zapalić i zapomnimy o wszystkiem.

                                                    Już klony żółkną i buki stoją w czerwonym pożarze,
                                                    Na wody stawów zeschniętych liści osypał się wieniec.
                                                    W taką to noc, jak ta właśnie, kiedyś w ogrodzie w Weimarze

                                                    Człowiek, co wszystko zrozumiał, zatęsknił niby młodzieniec.
                                                    Pod burz chmurami, na fali mórz wichurami pędzonej,
                                                    Czeka cię czarny twój okręt, któremu dość już przystani.
                                                    Do Grecji płyńmy! Do Fedry i do Kasandry szalonej,
                                                    Przez morze, bite rózgami, i w głosy syren wsłuchani.

                                                    Ten grzmot kamieni - to Syzyf! Ten ryk - to Hekuba szczeka.
                                                    "To tu jest Grecja! - wołają. - Ten stadion gdzie tłumy
                                                    biega.
                                                    A tam jest Muza Tragiczna". Krzyczą: "Tam nic cię nie
                                                    czeka!".
                                                    Wiec płyńmy! Nic mnie nie straszy. Bo człowiek powstał z
                                                    niczego.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:37
                                                    Erynie
                                                    Wiedziałem, o Erynie, że kiedyś przyjdziecie,
                                                    Lecz myślałem że takie jak wiedźmy w "Makbecie",
                                                    Spodziewałem się gromów, wichrów dzikich świstu,
                                                    A tutaj nagle z kartki zapomnianej listu,
                                                    W kapeluszach z wstążkami, w rękach niosąc cynie,
                                                    Pod ogrodu drzewami stajecie. Erynie!
                                                    To mojego dzieciństwa jarzębiny krwiste,
                                                    I te już nie noszone szale powłóczyste,
                                                    I owo romantyczne głowy pochylenie,
                                                    O którym nie ma mowy już nawet na scenie;
                                                    Z klonów liście się sypią, a wy w moją stronę
                                                    Idziecie, o Erynie, wołając: "Stracone!".
                                                    Stracone, choćby jeszcze dni przyszły łaskawsze,
                                                    Pogrzebane, stracone, stracone na zawsze.
                                                    Coraz bardziej zamglone, z coraz większej dali,
                                                    Wiem z korali jarzębin, z powłóczystych szali,
                                                    Z granej w dali gdzieś starej francuskiej muzyki,
                                                    Z gęsi lotu, co teraz podniosły krzyk dziki,
                                                    I (skąd one się wzięły?) z żurawi, co sznurem
                                                    Płyną teraz nad wami, gdy wołacie chórem:
                                                    "Stracone, więc nadzieję porzuć bezrozumną!"
                                                    I ruszacie powoli jak za moją trumną.
                                                    O! Dobrze żeście w kwiatach, żeście się przybrały,
                                                    Bo przecież tak niedawno przykuty do skały
                                                    O dwa palce od serca czułem sępa szpony!
                                                    Jeszcze widzę tę chwilę, gdy padłem zemdlony
                                                    Pod głazem, którym darmo wtoczyć chciał pod górę.
                                                    To przecież ledwo wczoraj na całą naturę
                                                    Padła groza mnie strasznej przypisanej zbrodni
                                                    I idąc wpośród blasku płonących pochodni,
                                                    Przez puste oczodoły widziałem noc ciemną,
                                                    I tylko Antygona jedna była ze mną.
                                                    I wszystko to, pomyślcie, w pysznych kolumn cieniu,
                                                    Wszystko na oczach łudzi, lecz wszystko w milczeniu.
                                                    Choć wszystkie razem brzękły gitary Grenady,
                                                    Ja jeden w czarnym płaszczu przechodziłem blady
                                                    I wśród masek tańczących szedłem w gaj oliwny,
                                                    Słysząc tylko za sobą: "Co za człowiek dziwny!".
                                                    Patrząc w lustro na twarz swą, zrytą wieczną troską,
                                                    Ten człowiek mówił sobie: "Milcz na miłość boską,
                                                    Dociskaj tej przyłbicy, którąś wdział dla świata,
                                                    I trzymaj mocno konia, o Gattamelata,
                                                    A tylko czasem nocą gdy wszystko śpi wokół,
                                                    Mów o sobie tym wichrom co biją w twój cokół!"
                                                    Piasek skrzypi, i grabarz idzie między pinie,
                                                    Ale kto tyle milczał, co ja, o Erynie,
                                                    Tego żadne milczenie więcej już nie straszy,
                                                    A zresztą widzę z szalów, nawet z twarzy waszej,
                                                    Z uśmiechu, z ukwieconych waszych kapeluszy,
                                                    Ze jeśli teraz pochód z mego domu ruszy
                                                    I złoży pod cyprysem ciężką czarną skrzynię,
                                                    Będzie ona tam leżeć przez dwa dni jedynie.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:38
                                                    Do wielkiej osoby
                                                    O Ty, coś się na chwilę nie rozstawał z chwałą!
                                                    Pamiętam maj w Paryżu i wieczór upalny,
                                                    Gdy nie chciał nikt uwierzyć w to, co już się stało,
                                                    I kiedy szedłem płakać pod Łuk Tryumfalny.

                                                    Jam odtąd nigdy Twego nie wzywał nazwiska,
                                                    Lecz Jak Cię dziś nie wołać, gdv Wilno się pali
                                                    I milion znów bagnetów wśród dróg naszych błyska.
                                                    I słychać znów w Warszawie armaty Moskali.

                                                    Więc znowu idź przed nami. Ogromna Osobo
                                                    I patrzaj w ciemną przyszłość przez swe oczy siwe.
                                                    A my znowu w nieszczęściu idziemy za Tobą,
                                                    Ażeby znowu czynie rzeczy niemożliwe.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:44
                                                    Grób Agamemnona
                                                    Czarna cyprysu dłoń wzniesiona
                                                    I rozkruszonych kolumn piach,
                                                    Grobowe płyty potrzaskane
                                                    I ksieżyc, który padł na ścianę.
                                                    Czy widzisz grób Agamemnona?
                                                    Elektrę nad nim całą w łzach?

                                                    Oto żołnierze bez nadziei,
                                                    Co krwią zbroczeni padli w pyle,
                                                    Pobladłą, trupią kryjąc twarz.
                                                    Ty, któryś szedł na Termopile,
                                                    Czy słyszysz wicher Cheronei,
                                                    Którego odtąd słuchać masz?

                                                    Siądź tutaj ze mną w cząbrów woni,
                                                    Trzymaj Elektry dłoń w twej dłoni,
                                                    Wsłuchany w łąki nocny śpiew!
                                                    Na tego grobu usiądź płyty -
                                                    Patrz! Jakiś orzeł znakomity
                                                    Ze srebrnych skrzydeł trzęsie krew.

                                                    O, nie myśl teraz: "To kto inny!".
                                                    Padnij i wołaj: "Jam jest winny!",
                                                    Ja, którym marzył, którym spał.
                                                    I tylko wtedy w gąszczu pinii
                                                    Zobaczysz kształt klasycznych linii,
                                                    Ateng złotą pośród skał.

                                                    Patrz! Oto światła smuga drżąca
                                                    Ginie i schodzi w mroczny Ereb.
                                                    Niech cię nie straszy jego gląb!
                                                    I niechaj stopa twa potrąca
                                                    Na drodze twej rubaszny czerep,
                                                    I na dno samo śmiało zstąp!

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:45
                                                    Duch Boya
                                                    Poezja to wyzłoci, czas wszystko to zatrze,
                                                    I zniknie w końcu wszystko, co jeszcze was dzieli:
                                                    Ciebie, coś go oglądał wygodnie w teatrze,
                                                    Od niego, więzionego w bazyliańskiej celi.
                                                    I wtedy ktoś cierpieniem papierowym wzgardzi
                                                    I myśląc, jak okrutnie byłeś nieszczęśliwy,

                                                    0 tobie może powie: "Ach! on cierpiał bardziej,
                                                    Poznał wszystko co ludzkie. Oto człowiek żywy!".
                                                    Ty jeden, jak to dziwne, spośród nas tak wielu,
                                                    Coś strzegł się słów podniosłych jak skazy, co plami,
                                                    Ty najmniej patetyczny, drogi przyjacielu,
                                                    Jesteś właśnie, jak Konrad, za pan brat z duchami.
                                                    Oto wstajesz znad biurka w warszawskim pokoju
                                                    Jak wczoraj! Ale co to? Skąd ta rana krwawa?
                                                    Chciałbym tobie powiedzieć: "Jak się masz, mój Boyu
                                                    Lecz czuję, że już teraz nie mam tego prawa,

                                                    I słyszę cię, jak mówisz słowami cichemi:
                                                    "Żadna mi nie jest obca małość i pokusa,
                                                    Zmierzyłem to co wzniosłe i nędzne na ziemi,
                                                    Jak Piotr, co kiedyś przecież zaparł się Chrystusa".
                                                    Lecz jemu powiedziano: "Będziesz z prawej strony
                                                    Przed tym, co nie znał wahań i skruchy, i lęku!".
                                                    I stoisz oto. Boyu, bardzo zawstydzony,
                                                    Trzymając pióro w jednym, palmę w drugim ręku!

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:47
                                                    Don Juan
                                                    Ciężki brąz po nocy dzwoni,
                                                    Głucho chrzęszczą miecz i kask:
                                                    Niepotrzebny Coleoni
                                                    Przez miesięczny wjeżdża blask.

                                                    Stoję w oknie i laurami
                                                    Na ten wieczór zdobię skroń.
                                                    Uciekajcie! Cień za wami
                                                    Wyciągniętą wznosi dłoń!

                                                    Kto to krzyknął: "Już jest pora!",
                                                    Świeca zgasła, słychać stuk.
                                                    O! posągu Komandora,
                                                    Wejdź nareszcie za mój próg!

                                                    Ponad wino, dźwięk gitary
                                                    Wolę płaszcza twego gest.
                                                    Oto czekam twojej kary,
                                                    Abym wiedział, żeś ty jest.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:48
                                                    Do Szekspira
                                                    Szekspirze, któryś zstąpił do dusz naszych głębi
                                                    I znasz krwi naszej żądze i nasz lęk gołębi,
                                                    Znasz nas od dna do szczytu!
                                                    Coś zszedł w noce bezsenne władców krwią pijanych
                                                    I w marzenia promienne kobiet zakochanych,
                                                    Stęsknionych do błękitu!

                                                    Przed którym groby żadnych nie miały tajemnic,
                                                    Ileż duchów dla ciebie z mrocznych wyszło ciemnic,
                                                    Z posłań swoich się zwlekło!
                                                    I niebo uchylało przed tobą obłoków
                                                    I tobie wydawało część swoich wyroków,
                                                    A zbrodnie swoje - piekło!

                                                    Kto rzekł, żeś ty przeminął? Inne stroje jeno!
                                                    Dla twojego teatru cały świat dziś sceną,
                                                    Twojego głosu żąda!
                                                    I każdy z nas, niepomny, czym jego istnienie,
                                                    Nagle teraz znów widzi swoje przeznaczenie,
                                                    Znowu w niebo pogląda.

                                                    I oto Ryszard Trzeci opuszcza swe łoże,
                                                    Jakieś światło się świeci nocą w Elsinorze,
                                                    Cezar wstał o północy,
                                                    Patrzy na swoją gwiazdę, co w dali dogasa,
                                                    I żałośnie zabrzmiały trąby Fortynbrasa,
                                                    Wzywające pomocy.

                                                    Szekspirze! Ty, którego nic tu nie przeraża,
                                                    Chodź! Weźmy jakąś czaszkę w wielkiego cmentarza,
                                                    W który świat dziś zmieniony,
                                                    I patrząc w nią, słuchajmy, jako szumią drzewa
                                                    I ptak wśród nich ukryty jak po nocy śpiewa
                                                    Dla kochankow z Werony!

                                                    Daj głos władcom wygnanym, ogarniętym trwogą,
                                                    Skamieniałym z rozpaczy, co płakać nie mogą,
                                                    I własnej klęski sprawcy!
                                                    I tym, co jak król Anglii w deszczu ognia stoją,
                                                    Uśmiechnięci, bo ufni w dobrą sprawę swoją
                                                    I w miłosierdzie Zbawcy.

                                                    Będziemy iść za tobą spokojnie, bo któż by
                                                    Wątpił, że się spełniają proroctwa i wróżby?
                                                    I nie potop ze stali,
                                                    Ale ten ma zwyciężyć, który pysznych kruszy,
                                                    I beędzie, że z "Makbeta" las jak wojsko ruszy
                                                    I mordercę powali.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:49
                                                    Do malarza
                                                    Oto już spływa na platany
                                                    I wodą snuje się świetlistą
                                                    Liliowy welon. Znad Sekwany
                                                    Mgła się podnosi. Patrz, artysto!

                                                    Patrz kiedy w górze się rozrasta
                                                    Blask niby zorzy borealnej
                                                    I wszystkie światła tego miasta
                                                    Pod Łuk wpływają Tryumfalny.

                                                    Poczekaj ranka. Mgły się przedrą,
                                                    Blask w górę wzbije się różowy,
                                                    I ponad chimer szare głowy
                                                    Słońce rozbłyśnie nad katedrą.

                                                    I tak dzień cały w gwarze, chrzęście,
                                                    Ty myśl o jednym; szukaj wzoru!
                                                    I goń jedynie pewne szczęście
                                                    Boskiego kształtu i koloru.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:49
                                                    Do Madonny Nowojorskiej
                                                    Madonno nowojorska, mniej znana od innych,
                                                    Bo nie masz swych posągow i swoich ołtarzy,
                                                    Przed którą nie brzmią chóry sopranów niewinnych
                                                    I oliwne, mistyczne światło się nie żarzy.

                                                    Do której polnych kwiatów dobra woń nie płynie,
                                                    Przed którą prosty człowiek nie upada czołem,
                                                    Nie znana kalendarzom - też masz swą świątynię:
                                                    Stu wież podniebnych miasto jest Twoim kościołem!

                                                    Jak na szczytach gotyckiej starej Europy,
                                                    Głoszących Twoją chwalę spiżowymi dzwony,
                                                    Na domach stupiętrowych opierasz swe stopy
                                                    I kominów fabrycznych słuchasz antyfony!

                                                    Z dna potwornych kanionów huczy Ci ulica,
                                                    Której głos ginie w górze jak dalekie gęśle,
                                                    A nocą Twoja szata poprzez sierp księżyca
                                                    Na mostów fantastycznych lekko spływa przęśle.

                                                    Nie każdy Cię zobaczy, bo Cię kryje nocą
                                                    Jako dymy kadzideł czerwonych łun szaniec,
                                                    Lecz ja widzę po gwiazdach, kiedy się trzepocą,
                                                    Że to Ty Twój wieczorny przebierasz różaniec.

                                                    I zanim dzień zamglony noc czarna zwycięża
                                                    I księżyc blednie z wolna za fabrycznym dymem,
                                                    Widzę stopę Twą małą, która ściera węża,
                                                    Dłoń swiętą, co krzyż czyni nad miastem-olbrzymem.

                                                    I w ciszy, kiedy tylko spóźnionych przechodni
                                                    Krok pospieszny jak dzwonek na alarm kołata,
                                                    Wśród przepychu i nędzy, miłości i zbrodni,
                                                    Ja modlę się o cudy dla siebie i świata.

                                                    Jan Lechoń
                                                    "Wiadomości" 1955 nr 14
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:50
                                                    Sielanka
                                                    Rozwalony opłotek i stary kołowrotek,
                                                    Na trawie suszę len.
                                                    Na łące aż różowo od malutkich stokrotek,
                                                    A wszystko to jak sen.

                                                    Ktoś tam płacze nad nami, ach! prawdziwymi łzami,
                                                    I strugi słychać chlup.
                                                    Idę między kwiatami, czerwonymi malwami,
                                                    Gdzie przy kościele grób.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:51
                                                    Hosanna
                                                    Nie w tym pierwsza chwała Panu,
                                                    Ze mu dzwonią z Watykanu,
                                                    Ze w Piętrowej bazylice
                                                    Pyszną ma stolicę.

                                                    I nie temu Pan odwdzięczy,
                                                    Co nad świętą księgą ślęczy,
                                                    I nie temu się pokaże
                                                    Matka Boska w tęczy.

                                                    Ale temu, który w trwodze
                                                    Widzi ciemność na swej drodze,
                                                    Temu wskaże srebrną gwiazdę,
                                                    Temu poda wodze.

                                                    Ro dopiero niebo pęka,
                                                    Kiedy wielki grzesznik klęka;
                                                    Wtedy radość wśród aniołów,
                                                    Wtedy Pańska ręka.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:52
                                                    Iliada
                                                    Czytelniku wybredny, który śnisz o Troi
                                                    I chciałbyś widzieć wszystko na miarę Homera!
                                                    Ślepy człowiek w Warszawie na ulicy stoi
                                                    I śpiewa "Warszawiankę", i grosz w czapkę zbiera.

                                                    Cóż tobie po Hekubie? Ilion dawno minął.
                                                    Spójrz na tego staruszka, który stanął w bramie,
                                                    Podaj dłoń mu i powiedz: "O dobry Pryjamie,
                                                    Znałem syna twojego, co we Wrześniu zginął."

                                                    Lecz wtedy w jego oku nie błyski rozpaczy,
                                                    Ale ujrzysz nadzieję i szepnie po chwili:
                                                    "Na końcu będzie wszystko wyglądać inaczej.
                                                    Ja dawno już mówiłem: Kasandra się myli."

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:53
                                                    Jabłka i astry
                                                    Ileż razy tak samo wychodziłeś w pole,
                                                    Wdychałeś mocny zapach z już wygrzanej błoni!
                                                    Ten wiatr, to przecież dawne, znane ci Eole,
                                                    Ten sam co i przed laty daleki Favoni!

                                                    Tak samo bije para znad wilgotnej uzdy
                                                    I szumią stare klony nad kamienną bramą,
                                                    Wielkie ptaki jesienne skaczą poprzez bruzdy,
                                                    A przecież nic w tej chwili już nie jest to samo.

                                                    I wiedz, że kiedy wrócisz w te jedyne strony,
                                                    By tamte ujrzeć liście jak wiatr je porywa,
                                                    Tak samo będziesz chodził jak tu zamyślony
                                                    I słuchał tej jesieni, co już jest prawdziwa.

                                                    Co kiedyś twe spojrzenie muskało przelotnie,
                                                    Tym dzisiaj się napieścić nie może twe oko.
                                                    Te same mógłbyś kwiaty oglądać stokrotnie
                                                    I zieleń, co wciąż bardziej zda ci się głęboką.

                                                    Z odmętu niepamięci jakiś powiew żenię
                                                    Dźwięk słów na pozór błahych jak pożółkłe wstążki,
                                                    Których teraz dopiero rozumiesz znaczenie
                                                    Jak za wcześnie czytanej bardzo mądrej książki.

                                                    Więc patrząc na zniszczenie, co święci swe dzieło,
                                                    Na drzewa już bez liści i na chmury czarne,
                                                    "Wszystko - mówisz - com kochał, jak wichry minęło,
                                                    Lecz przecież nic w mym sercu nie poszło na mamę".

                                                    Wokoło tylko trwogi i troski tak liczne,
                                                    Ale ty się nie buntuj przeciw przeznaczeniu:
                                                    Spokojnie pisz do końca swe wiersze klasyczne,
                                                    Które wtedy są dobre, gdy cierpisz w milczeniu.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:54
                                                    Jacek Malczewski
                                                    Srebrzyste mają skrzydła, kąpane w zórz tęczach,
                                                    Nabrzmiałe mlekiem piersi i jurną pogodą,
                                                    W południa ciche, letnie, po łąkach tan wiodą,
                                                    Wirując lekko, sennie w ogromnych obręczach.
                                                    Przychodzą do mnie latem przez okna otwarte,
                                                    Popsutych koła młynów ruszają z chichotem,
                                                    Muskają twarz mi skrzydłem i włosów swych złotem,
                                                    Z żołnierzy szydząc moich stawianych na warte.
                                                    Parobków przewalają leniwych po łąkach,
                                                    Spętane karę konie roznoszą pastwiskiem;
                                                    Do dziewuch, starych faunów rozśmieją się pyskiem,
                                                    Umilkną zasłuchane w podniebnych skowronkach.
                                                    Skoszonym pachną sianem, kwiatami i miętą,
                                                    W czuprynach mają brudnych okruchy ze słomy,
                                                    Gdzie mogą, wszystko kradną - i rzadkie są domy,
                                                    Jak dom mój niegościnny - strojone na święto.
                                                    Jak moja skąpa chata, gdzie w kątach się smuci
                                                    Swój brud i swoja podłość a ściany powleka
                                                    Grzech wielki malowany narodu i czeka
                                                    Dom pusty gospodarza, co kiedyś powróci.
                                                    W żołnierskim przyjdzie palcie, podszytym zgnilizną,
                                                    Przez oczy patrząc ślepe, promienne tęsknicą.
                                                    Da wiatrom siwą brodę - a wiatry ją chwycą,
                                                    W jej każdy włos się siwy wgryzając Ojczyzną.
                                                    Nie będziesz do mej chaty wstępował, Derwidzie,
                                                    Jak pielgrzym, dziad ubogi, co przyszedł do zdroju.
                                                    Złocistą lamą ściany obiję w pokoju
                                                    I nawet psom z łańcucha dziś powiem: "Król idzie".
                                                    Zamknąłem wszystkie okna, przez które się wkrada
                                                    Srebrzyste skrzydło jurnej dziewuchy o świcie,
                                                    Cykanie szarych świerszczów, ukrytych gdzieś w życie,
                                                    I faun obrosły, głupi, co bajki mi gada.
                                                    Zielone zgonię żuki, drzemiące na różach,
                                                    Motyle porozganiam i ptaki wypłoszę;
                                                    Niech cicho będzie u mnie. Tę ciszę przynoszę,
                                                    Mój ból, chorobę w polskich nabytą podróżach,
                                                    Mój pierwszy dzień - mą wiosnę, gdy z traw się podnosi
                                                    Niepokój letnich skwarów od ziemi gorącej,
                                                    Mój drugi dzień - me lato, mój zegar bijący,
                                                    Mój trzeci dzień - mą jesień, co zeschły łan kosi,
                                                    Mój czwarty dzień - mą zimę, gdy wszystko minione
                                                    Swym szklistym patrzy wzrokiem i mówi ci zdradnie:
                                                    "Błogosław życie swoje z oddali, co kradnie
                                                    Nadzieje młode wiosny, jesienią skoszone!".
                                                    Prastare wyjmę miody, zostałe po tryźnie,
                                                    Chowane po piwnicach na Twoje tu przyjście.
                                                    . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                                                    Hej słyszę! Już w ogrodzie otrąca wiatr liście,
                                                    I Derwid idzie ślepy, wrócony Ojczyźnie.
                                                    Po drodze tupią fauny, trzaskają z kopyta,
                                                    Taraszą miękką trawę i gościa w dom wiodą.
                                                    Derwidzie! Hej! Derwidzie! Złe czeka nad wodą.
                                                    Bezmyślna, jurna dziewka, bezwstydnie odkryta,
                                                    Tęczami sennych skrzydeł po czole go muska,
                                                    Do ust mu lepkie wargi przykłada czerwone.
                                                    Hej! Młyny! Idą młyny - i woda w nich pluska
                                                    . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                                                    Na dzień dla żywych, dla mnie - na wszystko skończone

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:57
                                                    Jan Kazimierz
                                                    Chwalcie usta Pannę Marię!
                                                    Już więcej nie wierzę
                                                    Ani w działa, ni w husarię,
                                                    W zbroje, ni w pancerze.

                                                    Za nic wszystkie mi potęgi,
                                                    Wojsk ogromnych chmura,
                                                    Za nic perły, złoto, wstęgi
                                                    I strusiowe pióra.

                                                    Padłem krzyżem, zapłakałem,
                                                    Złożyłem koronę
                                                    I pas słucki przewiązałem
                                                    Na żałobną stronę.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:01
                                                    Jan Potocki
                                                    Jesień już idzie, i odejść mi pora,
                                                    Nic nie wyczekam, nie wyśnię nic więcej,
                                                    Z rozsnuwającej się nici pajęczej
                                                    Tępa mi patrzy bezmyślność, jak zmora.

                                                    Głuchym się bije po salach odgłosem,
                                                    Z twarzy portretów się śmieje straszliwie,
                                                    Kos śpiewnym brzękiem odzywa przy żniwie,
                                                    W zegarze bije raz po raz mym losem.

                                                    Służba się moja na palcach podkrada
                                                    I nic nie mówiąc, zastawia mi stoły,
                                                    Po nocach cicho się snują anioły
                                                    W komnatach, w których spiskuje ma zdrada.

                                                    Nie zasłoniona żadnymi zasłony,
                                                    Zła rzeczywistość - kobieta bez twarzy -
                                                    0 sobie samej zimnicy sal gwarzy,
                                                    Własną swą pustką od wieków zdziwionej.

                                                    Po nocy schodzą z portretów hetmani
                                                    I wszystkie moje prababki w robronie
                                                    I senny wiodą polonez w salonie,
                                                    Cicho, bezmyślnie w swą pustkę wsłuchani.

                                                    Raz, dwa! trzy, cztery! Słyszycie? Już wali
                                                    Zegar popsutą gardzielą charczący.
                                                    Dwanaście! Idzie polonez milczący,
                                                    I księźyc wchodzi przez okno do sali.

                                                    Martwota trzaska z drewnianych korpusów;,
                                                    A złoto z delii i srebro im kapie.
                                                    O! słyszysz teraz? Tu do mnie się złapie
                                                    I wilgoć wlecze smrodliwą z lamusów.

                                                    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

                                                    Gasi mi świecę i ściany dotyka,
                                                    Skostniałą ręką chrobocze po murze -
                                                    A później cicho zaśmieje się w chórze
                                                    Głupich puszczyków. Zaśmieje i znika.

                                                    Władne na mojej zdobycznej nicości
                                                    I na nicości króluję dziedzicznej -
                                                    Nie śmiej się ze mnie, jesienny dniu śliczny,
                                                    I zasiądź ze mną przy stole dla gości.

                                                    Kastanietami zatrzaskaj, a żywo,
                                                    A roztańczże się w bolero szalone,
                                                    Rozsnuj mi szale hiszpańskie czerwone -
                                                    Taniec mi zatańcz: mą młodość szczęśliwą.

                                                    0 tak, tak właśnie - przeginaj się w skręty,
                                                    Co nic nie znaczą, a wszystkim być pragną.
                                                    Czerwonouste Carmeny niech nagną
                                                    Ust rozchylonych, tęsknoty mej świętej!

                                                    Niechaj przez ogród przeleci wiatr ranny,
                                                    By jak trybularz parował kwiatami,
                                                    Niech hiacyntowa mnie bajka omami
                                                    I kryształowe spryskają fontanny.

                                                    Nóg z alabastru mnie dławi pieszczota
                                                    I bioder czuję omdlałe gorąco,
                                                    Na wiatr wychodźmy z miłością dymiącą
                                                    Tłuc o kamienie puchary ze złota.

                                                    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

                                                    Otośmy wreszcie zostali się sami
                                                    Z zadumą cichą rozlana w naturze,
                                                    Wsłuchani w światów obroty tam w górze,
                                                    Nad pożółkłymi schyleni księgami.

                                                    Ze zbóż pogwaru, z ptasiego szczebiotu,
                                                    Z pluskania wody przy łące w krynicy -
                                                    O, graj mi, wietrze! graj marsz tajemnicy,
                                                    Dostojną, mądrą melodię odwrotu. -

                                                    Idziemy nocą, trzymając latarnie
                                                    Gwiazd zapalonych nad ziemi nicością,
                                                    Jak łzą, zdławieni przeczutą mądrością
                                                    I ciszą wielką, co w siebie nas garnie.

                                                    O! pola, łąki podchodzą już ku mnie -
                                                    Widzę, na ścianę jak moja krew chlusta.

                                                    Dwa wielkie srebrne anioły przy trumnie
                                                    W milczeniu palce składają na usta.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:02
                                                    Jękły smętnych trąb orkiestry
                                                    Jękły smętnych trąb orkiestry
                                                    I zawodzą z ciężkich wieź.
                                                    Agamemnon - Kłitemnestry,
                                                    A ty siebie sam się strzeż.

                                                    W tobie samym tylko zguba,
                                                    Kleopatry w tobie wąż.
                                                    Patrz na zloty miecz Cheruba
                                                    I za światłem jego dąż.

                                                    Patrz jak tamci są okropni,
                                                    Których mieczem strącił w dół.
                                                    Jeszcze tylko parę stopni,
                                                    I już potem Pański stół.


                                                    Jan Lechoń
                                                    "Wiadomości" 1955 nr 6
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:03
                                                    Kniaźnin i żołnierz
                                                    W czarnym stroju, kwiatkami dziwacznie przybrany,
                                                    Nad woda, w starym parku, przy pasterskiej chacie,
                                                    Snuł się niegdyś w Puławach Kniaźnin obłąkany.
                                                    Który rozum postradał po Ojczyzny stracie.

                                                    Goniąc wzrokiem motyle świecące się w słońcu,
                                                    Wpatrzony w małe ziółka i ślimaków różki,
                                                    Dożywał dni, nieświadom, co było na końcu,
                                                    Ani cierpień rodaków, ni losu Kościuszki.

                                                    Aż kiedyś, powracając z dalekiej swej drogi,
                                                    Gdy tamten oszalały po alejach błądził,
                                                    Ujrzał młody go żołnierz, co sunął bez nogi,
                                                    Popatrzał nań i szepnął: "Dobrześ się urządził".

                                                    Jan Lechoń
                                                    przypisane Kajetanowi Morawskiemu
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:04
                                                    Kolęda
                                                    Myślał wczoraj coś Pan Bóg z zasępionym czołem,
                                                    A potem się zamknęli z wielkim Archaniołem
                                                    I w największym sekrecie coś radzili o świecie:
                                                    Archanioł wracał z nieba z obliczem wesołym.

                                                    Pyta więc Archanioła ten i ów z aniołów:
                                                    "Zali może Bóg ruszy po gwiazdy na połów?
                                                    Może nowe zakwitną oceany błękitno
                                                    Albo nowe Karpaty wydźwigniemy z dołów?".

                                                    Archanioł długo milczał, nic im nie chciał gadać,
                                                    Jeno kazał fornalom sześć koni zakładać,
                                                    I pomknęli po szosie, rankiem szarym o rosie,
                                                    Zadudniło, aż gwiazdy jęły z nieba spadać.

                                                    Wieźć się kazał Archanioł o milkę do wioski,
                                                    Przed dworem, przed bielonym, stanął Aiatki Boskiej,
                                                    Patrzy w okno komnaty: w oknie kwiaty i kwiaty!
                                                    Matka Boska przy krosnach haftuje bez troski.

                                                    Stanął we drzwiach i rzeknie głośno: "Pochwalony!
                                                    Witaj cudna Waćpanno! Z górnej idę strony!
                                                    Wielka Tobie nowina! Będziesz Panno mieć syna!
                                                    Bóg każe Ci Królową polskiej być Korony!"

                                                    Upuściła Panienka haft, zmieszana srodze,
                                                    Archanioł pomógł usiąść na krześle niebodze.
                                                    Srebrnym skrzydłem Jej skronie dla ochłody owionie,
                                                    A Panna dała słodkim łzom radości wodze.

                                                    Święty Józef chciał gościa prosić na kusztyczek,
                                                    Na miód stary, z rodowych wyjęty piwniczek,
                                                    I mówi o splendorze: "Gość taki w biednym dworze!".
                                                    panna szyje pieluszki z bielutkich spódniczek.

                                                    Rano Pan Bóg jej posłał pereł pełną skrzynię,
                                                    Na dwór dać Chrystusowi kazał ochmistrzynię.
                                                    Matka Boska giezłeczko szyje złotą igłeczką
                                                    I śpiewa Chrystusowi: "Płynie Wisła, płynie".

                                                    Jan Lechoń
                                                    przypisane Cecylii Burr
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:05
                                                    Laur Kapitolu
                                                    Na schodach Kapitolu z ręką na temblaku
                                                    Stał żołnierz, co był całe cztery lata w polu,
                                                    I patrzał w wschodnią stronę. O! młody Polaku!
                                                    Ileż rzeczy jest droższych niż laur Kapitolu.

                                                    Widziałeś Colosseum i kościół Piętrowy
                                                    I wszystkim cudom sztuki przyjrzałeś się pilnie,
                                                    A przecież wciąż pamiętasz pochylenie głowy
                                                    Matki Boskiej, co świeci na ulicy w Wilnie!

                                                    Ledwo słuchasz, choć nocą ktoś tak pięknie śpiewa,
                                                    Nie patrzysz, choć w księżycu Rzym utonął stary,
                                                    Nad laury Kapitolu - wolisz nasze drzewa,
                                                    Co szumią jak podarte zwycięskie sztandary.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:06
                                                    Legenda
                                                    Wszystkie słowa-podniosłe, któreś znał ze szkoły,
                                                    Muzyka starych pieśni, wolności anioły,
                                                    Książę Józef na koniu, wiszący nad biurkiem,
                                                    I olbrzymi Batory w małej czapce z piórkiem,
                                                    I młodzieniec z Grottgera, co żegna swą miła,
                                                    Pocztówka z Białym Orłem - wszystko to ożyło!
                                                    I oto między nimi jako brylant krwawy
                                                    Świeci mur zburzonego katedry ołtarza,
                                                    Leży kamień zwyczajny z ulicy Warszawy,
                                                    Stara chustka służącej, czapka gazeciarza.
                                                    Wśród stalowych husarzy skrzydlatego szyku
                                                    Widzisz pana niskiego w czarnym meloniku.
                                                    A dalej, gdzie więzienia gruby mur i wieże,
                                                    Generała Kleeberga podniesiona głowa
                                                    I słyszysz - (czyś mógł myśleć?) - równie piękne słowa
                                                    Jak tamte, które kiedyś umilkły w Elsterze.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:07
                                                    Lenistwo
                                                    Bezmyślna moich grzechów nikczemność mnie nucba
                                                    Nie mogę nimi zapić mej duszy goryczy,
                                                    Nie umiem sam być z sobą, uciekam od ludzi.
                                                    A nuż jest Pan Bóg w niebie i wszystko to liczy?

                                                    Jak ptak chcę lekko złożyć poranione skrzydła,
                                                    Przeklinam mój początek, a nie pragnę końca.
                                                    O! połóż mnie przed sobą na promienie słońca,
                                                    Ciało moje mnie męczy, dusza mi obrzydła.

                                                    Ach! Pan Bóg jest na pewno i nikczemnych sądzi
                                                    A ufnych wyprowadza na gwiaździstą drogę.
                                                    I nie wie nikt, gdzie zajdzie, gdy po ziemi błądzi.
                                                    Lecz teraz chcę spoczynku. Modlić się nie mogę.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:08
                                                    Lutnia po bekwarku
                                                    Jakże mocno w południe pachną lipy w parku
                                                    I jaki chłód od rzeki, jak jej rzeźwość wabi!
                                                    Teraz siano skoszone na łące się grabi.
                                                    Nastarej ławce leży lutnia po Bekwarku.

                                                    Świerszcz zagrał, i na lutni drgnęła struna czysta,
                                                    Widzę, że padł na ławkę złoty słońca promień.
                                                    O lutnio! Nie chcę szczęścia, ani oszołomień,
                                                    Lecz chcę cię dotknąć ręką, niegodny lutnista.

                                                    Już zmilkły sarabanda i włoska pawana,
                                                    Wzeszły gwiazdy na niebo, jest cisza dokolna.
                                                    I wtedy Jan de dotknął. I pod ręką Jana
                                                    Zadrgałaś jak plusk rzeki, jak muzyka polna.

                                                    W lasach zwierz się przemyka, w wodach od ryb czarno,
                                                    Pełne ludu gościńce, słońca biją łuny,
                                                    Organami brzmi kościół, rynki - ciżbą gwamą,
                                                    A on pogląda w niebo i stroi twe struny.

                                                    Kto jesteś, o młodzieńcze, który oto nocą,
                                                    Strząsając pył księżyca z uwieńczonej głowy,
                                                    Jak senny suniesz, w struny bijesz z całą mocą,
                                                    Goniąc znikły w alei cień sukni balowej?

                                                    Ktoś bzu gałąź pod oknem poruszył liliową.
                                                    Fo powiał wiatr wiosenny i okno odmyka.
                                                    Stoję w oknie i słucham, jak płynie muzyka.
                                                    Myślałem, że zapomnę. Pamiętam na nowo.

                                                    Jan Lechoń
                                                    Przypisane Ludwikowi Hieronimowi Morstinowi
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:09
                                                    Łakomstwo
                                                    Na zło się i na siebie darmo człowiek godzi.
                                                    Wciąż w nim męka istnienia jako morze wzbiera
                                                    I patrzy w tajemnicze oczy Lucyfera,
                                                    Jak w gwiazdy, które świecą zabłąkanej łodzi.

                                                    Na takie jeszcze miłość nie stać słodkie dreszcze;
                                                    Jeszcze dziwnych się pieszczot długo uczyć musi,
                                                    Nim głód ten nienazwany w naszych sercach zdusi,
                                                    Abyśmy, mając wszystko, nie pragnęli jeszcze.

                                                    O! boskie, o tragiczne łakomstwo Adama!
                                                    O! grzechu pierworodny, mądry i głęboki!
                                                    Czyż jest jaśniejsze słońce niż te wieczne mroki,
                                                    Gdzie nie ma ukojenia, tylko żądza sama?

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:10
                                                    Manon
                                                    Wśród burz, co już szaleją i co grożą z dali,
                                                    Kiedy wszystkie się siły rozprzęgły w naturze,
                                                    Ocalić można wszystko, jeśli się ocali
                                                    To co nas robi ludźmi: nasze własne burze.

                                                    Więc patrzą j nieulękły, jak czyha zatrata
                                                    Na tyle miast wspaniałych i świat cały płonie,
                                                    I nie łam rąk, gdy widzisz, że się łączą dłonie
                                                    I usta, niepamiętne ginącego świata.

                                                    Czy słyszysz? Gdy w gruz pada, co wznosiły wieki,
                                                    W Weronie pod bombami, w ogromnym płomieniu
                                                    Do Julii Capuletti Romeo Aiontecchi
                                                    Wśród nocy, utęskniony, woła po imieniu.

                                                    Szimeno! Której szarfa bohaterów wieńczy,
                                                    Jak nic cię nie zmieniły te wojny wciąż krwawsze!
                                                    O Fedro, Mario Stuart, o Beatrix Cenci!
                                                    Wśród świata, co się pali, cierpicie jak zawsze.

                                                    Więc ty na nic nieczuła, zawsze nieostrożna,
                                                    Manon, której się serce co chwila odmienia,
                                                    Spójrz na mnie ty, dla której jednego spojrzenia
                                                    Przebaczę, czego nigdy przebaczyć nie można!

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:11
                                                    Marsz II Korpusu
                                                    Przez te same doliny, tymże Tybru brzegiem
                                                    Znów idą jak przed laty ściśniętym szeregiem,
                                                    I płynie ta, co tutaj kiedyś się zrodziła,
                                                    "Piosenka stara, wojsku polskiemu tak miła".

                                                    Jakąż drogę odbyłaś, aby raźnym chórem
                                                    Znów dźwięki Twe zabrzmiały pod włoskim lazurem,
                                                    By mógł Cię żołnierz tułacz na nowo zanucić,
                                                    Przez ileż przeszłaś granic, ażeby tu wrócić?

                                                    Od śniegów szłaś Sybiru do pomarańcz gaju
                                                    I teraz z żołnierzami powracasz do Kraju,
                                                    I żadna siła złego ni przemoc olbrzyma,
                                                    Stająca Ci na drodze - dojść Cię nie powstrzyma.

                                                    Nowe kości się kładą na tych, co już leżą,
                                                    Przesiąknięta krwią ziemia krwią nasiąka świeżą,
                                                    Ktoś upadł i do Kraju wyciąga swą rękę,
                                                    Lecz inni idą dalej, śpiewając piosenkę.

                                                    I kiedy trakt Cezara pod ich krokiem dudni,
                                                    Słyszą dzwonek na nieszpór i żuraw u studni
                                                    I niosą dniem i nocą sztandary niezdarte,
                                                    I przejdą, przejdą Tyber i Wisłę, i Wartę.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:12
                                                    Matejko
                                                    Ach! nic się nie zmieniło. Wszystko jest tak samo,
                                                    Tak samo stoi Wawel wśród śnieżnej zamieci,
                                                    I wieczorem tak samo nad Floriańska bramą
                                                    Na niebie granatowym srebrny księżyc świeci.

                                                    Ten sam co tyle razy powiew wiatru świeży
                                                    Nagle w rynek powionął, wiosnę wróżąc rychłą.
                                                    Więc, pełna jeszcze wspomnień, każesz by ucichło
                                                    Sercu, co ciągle kocha i w nic już nie wierzy.

                                                    Nie chcesz, by mógł je złudzić jakiś hejnał chmurny,
                                                    Jakiś z brązu bohater, owinięty w bluszcze,
                                                    Nie chcesz trąb słuchać hucznych ni widzieć koturny
                                                    Pod którymi jak zawsze spieniona krew pluszcze.

                                                    I tylko czasem nocą trzeszczą stare graty,
                                                    I jakieś wielkie płótno blask rzuca złotawy,
                                                    I widzisz: mały człowiek, Aiatejko garbaty,
                                                    Maluje "Starzyńskiego na murach Warszawy".

                                                    Jan Lechoń
                                                    przypisane Niusi [Annie Jackowskiej]
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:55
                                                    Pan Twardowski
                                                    Raz, dwa, cztery, dwanaście. Cóż to dziś się dzieje?
                                                    Zegary biją północ, a tu kogut pieje,
                                                    Jest kogut. Jaki wielki! Grzebień ma jak grzywę
                                                    I pióra szmaragdowe, ostrogi prawdziwe.
                                                    Zapia przed samym domem. Trzeba z tym się zgodzić:
                                                    Lepiej jeździć kogutem niż piechotą chodzić.
                                                    Widzę cię. Widzę znowu! Ty jesteś jak zdrowie!
                                                    Te same baby wiejskie na Rynku w Krakowie.
                                                    I dziad przed Panną Marią siwą chyli głowę.
                                                    Masz tu, dziadku, dolara! Za dusze czyśćcowe,
                                                    Za wszystkich, którzy umrą od otwartej blizny,
                                                    I za tych, co nie wrócą nigdy do ojczyzny.
                                                    Kogoś tu miałem spotkać! Jakiś ważne sprawy...
                                                    To było już tak dawno!! Jegomość kulawy,
                                                    Któremum coś obiecał, więc będzie się zżymać,
                                                    Bo właśnie nie mam żadnej ochoty dotrzymać.
                                                    No! Nie trzaskaj kopytem! To nie żadna sztuka.
                                                    O biedny polski diable! Każdy cię oszuka.
                                                    O! rozpustny Kmicicu, najmężniejszy z mężnych!
                                                    Widziałem ja na świecie szatanów potężnych,
                                                    Nie nadętych pyszałków, ale bosko dumnych
                                                    I niczym nie ugiętych, i bardzo rozumnych.
                                                    Tobie z nimi się mierzyć - toż komedia czysta!
                                                    Nigdy z ciebie, Boruto, nie będzie Mefista.
                                                    Jedno co możesz czynić - to gusła i czary
                                                    We mgle błękitno-srebrnej, którą ja tak lubię.
                                                    Ale chcę coć nowego. Nie wzywaj Barbary
                                                    Ni Zygmunta Augusta w sobolowej szubie,
                                                    Ni Janów, ni Batorych z starych sarkofagów,
                                                    Bo na to nie potrzeba żadnych wielkich magów.
                                                    Tylko ze świeżych grobów, z dołów śmierci tajnych,
                                                    Gdzie nikt nawet ich imion nie umiał oznaczyć,
                                                    Wywołaj paru ludzi zupełnie zwyczajnych,
                                                    O których ja wciąż myślę i chcę ich zobaczyć.
                                                    Nie chcesz? Jak to? Nie możesz? Takież twoje sztuki?
                                                    Na toż skrycie świętoszek wciąż ku tobie zerka?
                                                    I wartoż było takiej zasięgać nauki,
                                                    Ażeby się okazać głupim jak ekierka?
                                                    Chodźmy do karczmy na wino! Ja za ciebie płacę.
                                                    A tamci... Requiescant! Requiescant in pace!
                                                    Dziewczyno, która tęsknisz w półmroku szynkwasu
                                                    I zwracasz ku mnie teraz swoje oczy łzawe,
                                                    Pytasz o wielkie miasta? Ogromnie ciekawe,
                                                    Lecz podróże mnie męczą od pewnego czasu.
                                                    Znam zorze nad dalekich oceanów głębią
                                                    I puszcze storczykowe o duszącej woni,
                                                    Stolice, gdzie się tłumy jak mrowiska kłębią,
                                                    I znam wieczór nad Wisłą. I powracam do niej.
                                                    Jaśminów woń z ogrodu bije mi do głowy,
                                                    Jak mleko blask księżyca leje się na drogę.
                                                    Ta karczma ăRzymŇ się zowie? Nie bądź drobiazgowy!
                                                    Nic nie mam oprócz duszy. Więc dać jej nie mogę.

                                                    Mój kogut zapiał znowu! Lećmy, mój koniku!
                                                    Leć tam, nad Pannę Marię! Na tym rogaliku,
                                                    Którego srebrne smugi tak zawsze mnie nęcą,
                                                    Co teraz wszedł na nieba wielką płachtę ciemną,
                                                    Będę siedział i patrzał, jak się gwiazdy kręcą,
                                                    Będę widział Warszawę i Kraków pode mną.
                                                    I wpośród woni z dołu i wśród nocy cienia
                                                    Będą ku mnie ku górze płynęły wspomnienia,
                                                    Jak mgły się będą snuły w księżycowej bieli,
                                                    A ja, w niebo wpatrzony, do świata ostatka
                                                    Będę mówił pacierze, jak uczyła Matka.
                                                    A resztę, co tu gadać, wszystko diabli wzięli.

                                                    Jan Lechoń
                                                    przypisane Kazimierzowi Wierzyńskiemu
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:56
                                                    Mędrca szkiełko
                                                    Trawy takiej zielonej, chmur tak czarnych nie ma,
                                                    Jeżeli na nie spojrzeć zwykłymi oczyma,
                                                    Ni świętych barokowych jak z pogiętej blachy,
                                                    Nie znajdziesz Berniniego płaczącej Teresy,
                                                    Jak łamie swoje ręce w mistyczne floresy,
                                                    I nigdy sie nie chwiały jak z El Greca gmachy.

                                                    Nie było go: Adama cudnego bez winy,
                                                    Co wznosi dłoń bezwolną znad stropu Syskstyny,
                                                    Ni jeńców zapatrzonych w swoje boskie ciało.
                                                    A są tacy, co wątpią, czy w najpierwsze rano
                                                    Płynął nad nami starzec z brodą rozechwianą,
                                                    I mówią, że to wszystko samo tak sie stało.

                                                    Wszystkoś mi wytłumaczył w tej wyższej algebrze,
                                                    Że Adam na Zatybrzu, dłoń podnosząc, żebrze,
                                                    Że domy stoją prosto z odwiecznego planu,
                                                    Że nie ma żadnych cudów, zmarły wszystkie święte.
                                                    Ale są jeszcze przecież rzeczy niepojęte
                                                    Jak zapach heliotropu i kolor szafranu.

                                                    Jan Lechoń
                                                    przypisane Zofii Kochańskiej
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:57
                                                    Mickiewicz zmęczony
                                                    Powróciwszy do domu od Sekwany strony,
                                                    Mickiewicz się rozebrał z splamionej czamary
                                                    I położył na łóżku. Nie był jeszcze stary,
                                                    Lecz bardzo wiele cierpiał i był już zmęczony.

                                                    I oto ledwo zasnął a w tej samej chwili
                                                    Zobaczył starą ławkę nad srebrnym jeziorem
                                                    I w sukni, którą miała pamiętnym wieczorem,
                                                    W lekkiej woni akacji spłynął cień Maryli.

                                                    Jej wargi wyszeptały: "Nasza miłość - cmentarz,
                                                    Między nami jest morze rozlane ogromnie,
                                                    I za dnia tylko bitwy i wodzów pamiętasz,
                                                    Lecz kiedy zamkniesz oczy, zawsze myślisz o mnie".

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:00
                                                    Modlitwa
                                                    Gwiazd siewco i księżyców, co w eterze wiszą,
                                                    O! Panie nad deszczami i Panie nad skwarem!
                                                    Porównaj nas zmęczonych z milczącym obszarem,
                                                    Niebiosa ku nam nachyl i napój nas ciszą.

                                                    O! utop nas w Twych światów bezmiernej głębinie,
                                                    Posrebrzaj nas jak gwiazdy, rozpuszczaj jak morze,
                                                    Nalewaj nas powietrzem w błękitne przestworze,
                                                    Nastrajaj nas jak echo i słuchaj, jak ginie.

                                                    Bladym uczyń nas rankiem, wschodzącym na niebie,
                                                    Obłokiem, co w południe leniwo przepływa,
                                                    Woalem czarnej nocy, co ziemię nakrywa -
                                                    Oswobódź nas od duszy i wybaw od siebie.

                                                    Jan Lechoń
                                                    1924
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:01
                                                    Rozmowa z aniołem
                                                    Dziś we śnie mnie nawiedził anioł polskiej doli
                                                    I płakał, szumiąc w mroku skrzydłami srebrnemi,
                                                    Jak gdyby chciał powiedzieć: "Umierasz powoli,
                                                    Samotny, tak daleko od rodzinnej ziemi".

                                                    - "Daleko? Co ty mówisz? Mnie wszystkie zapachy
                                                    Ogrodów i pól naszych co dzień niosą wiatry,
                                                    We mnie, we mnie jest wszystko: mazowieckie piachy,
                                                    I jeziora litewskie i Wisła i Tatry"

                                                    Jan Lechoń
                                                    "Wiadomości" 1955 nr 46
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:04
                                                    Pycha
                                                    Z ogrodów, z których płyną fale dziwnych woni,
                                                    Z pałaców o przepyszne opartych kolumny,
                                                    Z twoich oczu błękitnych i twej białej dłoni,
                                                    Ze siebie, ze wszystkiego, jak Bóg jestem dumny.

                                                    Pod kołdrą się gwiaździstą do snu dzień ułożył,
                                                    Patrzę w ogród przez okno: w ogrodzie jest ciemno.
                                                    I myślę: jestem człowiek, którego Bóg stworzył,
                                                    O każdej dnia godzinie śmierć wisi nade mną.

                                                    Zła ziemia będzie żarła moje białe kości,
                                                    Lecz gdzież odejdzie dusza, ten człowiek prawdziwy?
                                                    Jeśli Bóg jest nicością, pójdzie do nicości,
                                                    Do nieba - jeśli dobry; do piekła - gdy mściwy.

                                                    Jan Lechoń
                                                    1924
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:08
                                                    Malczewski
                                                    W jarze światło zabłysło. W ogrodzie, w altanie
                                                    Ktoś skryty tęskną dumkę gra na teorbanie.
                                                    Pachną sady wiśniowe w stepu bujnym szumie.
                                                    Konia mego karego podaj mi, Kozacze!
                                                    Nikt tutaj mnie nie kochał, więc nikt niech nie płacze.
                                                    Nikt ze mną tu nie cierpiał, nikt mnie nie rozumie.

                                                    Pędź koniu! Zobaczymy, czy jest inne życie,
                                                    Czy bliżej jest do nieba na Mont Blancu szczycie?
                                                    Czy Ocean nieczuły jak Dniestr u nas płynie?
                                                    Czy można coś zapomnieć nocą na gondoli?
                                                    Czy zawsze się wspomina, wszędzie serce boli
                                                    I pusto, smutno, tęskno, jak na Ukrainie?

                                                    Jan Lechoń
                                                    "Wiadomości" 1955 nr 6
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:09
                                                    Męczennicy
                                                    Wszyscy święci z ołtarzy, z obrazów, z pomników,
                                                    Ze światłami nad głowa i z ranami w boku,
                                                    Wszystkie święte o cudnym panieńskim uroku
                                                    Wychodzą na spotkanie naszych męczenników.

                                                    Wśród śpiewów gregoriańskich idą mleczną drogą
                                                    Anieli w złotych zbrojach z srebrnymi skrzydłami,
                                                    Pomagają iść rannym, co sami nie mogą,
                                                    I mówią do nich cicho: "Módlcie się za nami".

                                                    I oto wśród trąb grania pękają lazury,
                                                    I widać Matkę Boską przy Świętej Dziecinie,
                                                    A oni przystanęli, aby spojrzeć z góry,
                                                    Jak idzie polskie wojsko i jak Wisła płynie.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:10
                                                    Mochnacki

                                                    W r. 1832 Maurycy Mochnacki
                                                    koncertował w Metzu
                                                    Mochnacki jak trup blady siadł przy klawikordzie
                                                    I z wolna jął próbować akord po akordzie.
                                                    Już ściany pełnej sali w żółtym toną blasku,
                                                    A tam w kącie kirasjer w wyzłacanym kasku,
                                                    A tu bliżej woń perfum, dam strojonych sznury,
                                                    A wyżej na galerii - milcz serce! - mundury.
                                                    Tylko jeden krok mały od sali go dzieli,
                                                    Krok jeden przez wgłębienie dla miejskiej kapeli -
                                                    On wie, że okop hardy w tej przepaści rośnie,
                                                    Więc skrył się za okopem i zagra o wiośnie.

                                                    Rozpędził blade palce świergotem w wiolinie,
                                                    I mały, smutny strumień spod ręki mu płynie.
                                                    Raz w raz rosa po białej pryska klawiaturze,
                                                    I raz po raz w wiolinie kwitną polne róże.
                                                    Rosną. Większe, smutniejsze, pełniejsze czerwienią,
                                                    Coraz niżej i niżej, uschną, w bas się zmienią!
                                                    Nie. Równo, równo rosną w jakiś smutny taniec.
                                                    Rozdrganą klawiaturę przebłagał wygnaniec,
                                                    I nagle się rozpłakał po klawiszach sztajer,
                                                    Aż poszedł szmer po sali, sali biedermeier.
                                                    Głupio, sennie, bezmyślnie kręci się i kręci.
                                                    Jakieś myśli chce straszne wyrzucić z pamięci,
                                                    Do piersi jakąś białą przytulił pierś drżącą
                                                    I czuje tuż przy piersi nieznośne gorąco,
                                                    I tysiąc świateł w oczach, w czyjejś twarzy dołki,
                                                    I zapach białej sukni, ubranej w fijołki.

                                                    Magle złoty kirasjer poruszył się w kącie,
                                                    Sto myśli, jak kanonier, stanęło przy loncie,
                                                    Stu spojrzeń obcej sali przeszyły go miecze,
                                                    Wstyd idzie ku estradzie - czuje, jak go piecze.
                                                    Więc do basu ucieka i tępo weń tłucze,
                                                    Po tym tańcu szalonym niech ręce przeplucze,
                                                    Z tych czerwonych, duszących róż otrząsa płatki,
                                                    Rozsypuje po sali w tysiączne zagadki,
                                                    W sto znaków zapytania, sto szmerów niechęci,
                                                    Nie pyta. Już jest w basie. Już tam się wyświęci.
                                                    Raz, dwa, trzy, cztery - wali. Niechaj mu otworzą,
                                                    Niechaj wyjdą z chorągwią, wyjdą z Matką Bożą,
                                                    Niech mu końskie kopyta przelecą po twarzy
                                                    I niechaj go postawią gdziekolwiek na straży:
                                                    Na ulicy stać będzie z karabinem w dłoni...

                                                    ...Słyszy sala: ktoś idzie, ostrogami dzwoni -

                                                    Ostrogą spiął melodię, a akompaniament
                                                    Szaleje, krzyczy w basie, rośnie w straszny zamęt -
                                                    Ku sali bagnetami już mierzy, już blisko -
                                                    I ton jeden uparcie wybija - nazwisko!!!
                                                    Wciąż czyste, w rozszalałe wplątuje się głosy
                                                    I wali, wali w basie murem Saragossy,
                                                    Oszalałych Hiszpanów wyciem, darciem, jękiem
                                                    I znów wraca ku górze załzawionym dźwiękiem -
                                                    W mazurze - nie - w mazurku idą wszystkie pary,
                                                    By całą klawiaturę owinąć w sztandary.
                                                    Zatrzymali się wszyscy w srebrzystych kontuszach,
                                                    A klawikord im ducha rozpłomienia w duszach
                                                    I wzdłuż długich szeregów przewija pas lity,
                                                    Tysiąc głów podgolonych podnosi w błękity
                                                    I wszystkie karabele jedną ujął dłonią
                                                    I uderzył w instrument tą piekielna bronią.
                                                    Aż struna się ugięła, ta w górze, płaczliwa.
                                                    I cisza jest w wiolinie. Cisza przeraźliwa.

                                                    Po martwej, głupiej strunie, po fijołków woni,
                                                    Po czyichś smutnych oczach, jakiejś białej dłoni.
                                                    Jakichś światłach po nocy i szeptach w komorze,
                                                    Po księży cu, po gwiazdach - mój Boże! mój Boże! -
                                                    Gdzieś się gubi i zwija, przeciera pas lity,
                                                    Po księży cu, po gwiazdach, po Rzeczpospolitej.
                                                    Po sali idzie cisza przeraźliwa, blada
                                                    I obok tęgich boszów w pierwszym rzędzie siada.
                                                    Wzrok wlepia martwy, ślepy, w jakiś punkt na ścianie
                                                    I patrzy w Mochnackiego, kiedy grać przestanie.
                                                    . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                                                    A on, blady jak ściana, plącze, zrywa tony
                                                    I kolor spod klawiszy wypruwa - czerwony,
                                                    Aż wreszcie wstał i z hukiem rzucił czarne wieko
                                                    I spojrzał - taką straszną, otwartą powieką,
                                                    Aż spazm ryknął, strach podły i z miejsc się porwali:
                                                    "Citoyens! Uciekać! Krew pachnie w tej sali!!!"

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:11
                                                    Mój Sylwester
                                                    Miałem dziś zostać w domu. Ktoś puka. Puk właśnie.
                                                    "Ubieraj się - powiada. - Jazzowa orkiestra
                                                    Tak brzęczy, że choć chciałby, nikt teraz nie zaśnie.
                                                    Tytania z Oberonem proszą na Sylwestra."

                                                    "Kto będzie?" - "Sami swoi. Po prostu: Ateny!
                                                    Proszono małe kółko, lecz wieść się rozniosła.
                                                    Królową Hipolitę pamiętasz ze sceny,
                                                    Wybaczysz, że Tytania zaprosiła osła.

                                                    Nie zostawaj samotny ani w miejskim huku,
                                                    Odetchniesz wonią lasu i powrócisz wcześnie.
                                                    Amazonki podwiozą." - "Idę z tobą, Puku.
                                                    Co będziemy tam robić?" - "To samo co we Śnie".

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:14
                                                    Nad ranem
                                                    Od mego serca do twego
                                                    droga jak listek długa,
                                                    a przecież budzii nas echo
                                                    grając w nas jak kukułka:
                                                    ciebie o dowo za późno,
                                                    mnie o pół nuty za wcześnie,
                                                    więc w twarz ci paitrząc jak w lustro
                                                    podwojony sam sobie jestem:

                                                    Wiewiórczy ogień mnie znaczył
                                                    i kropla żelaza lecąc
                                                    krzyżyk nad czołem jak dzwonek
                                                    wieszała, albo jak pieczęć,
                                                    abym dotknięty ogniem
                                                    dłonie zacierał obie
                                                    jedną o młodość za późno,
                                                    drugą za wcześnie o wieczność.

                                                    I obłdk, co się zatrzymał
                                                    we mnie jak w sennej rzece
                                                    albo w wieczornej roślinie
                                                    ciemność łagodną przedzie,
                                                    abym jak ryba świecąc
                                                    w powietrzu błądził i ustom
                                                    słowo dla cieblie - zbyt wczeame
                                                    podawał - albo za późno.

                                                    Od mego ciała do twego
                                                    droga jak ręka prosta,
                                                    lecz ciągle dzieli nas echo
                                                    w sercu podwójnym i głosach,
                                                    bo dym, co niebo przybliżył
                                                    jak kogut nad snem moim pieje
                                                    o żałość twoją - za późno,
                                                    za wcześnie o moją nadzieję.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:16
                                                    Noc
                                                    Czy w śnie daremnym, w przypomnieniu
                                                    leżę pod światłem, co jak koral
                                                    stacza się prędko? Oto pora,
                                                    gdy cienie kwiatów w faliwartkiej
                                                    pływają ciężkie niby karpie
                                                    w księżżycu srebrne. Owad równy
                                                    jest człowiekowi, ptak zwierzęciu,
                                                    gdy niebo budząc nas jak struny
                                                    albo ściszając swym dotknięciem
                                                    odchodzi ciemne pod powiekę.

                                                    Żebym pamiętał: równy jestem
                                                    łunie różowej, któa przestrzeń
                                                    w drzewo kolorów nagłych zmienia.
                                                    Żebym rozumiał: nawet salwie,
                                                    gdy przez powietrze idzie lekkie
                                                    jak dzwon od chłodnych drzwi milczenia.
                                                    I żebym mówił : równy jestem
                                                    sam sobie leżąc w śnie jak wyspa,
                                                    gdy niebo białe jest jak papier,
                                                    a ziemia wciąż nierzeczywista

                                                    i zarys kwiatów dnem przechodząc
                                                    tężeje w kamień, w kość woskową;
                                                    a ja w daremnym przypomnieniu
                                                    dzieciństwa kształt przybliżam jasny;
                                                    obłoków góra, nad nią księżyc
                                                    i wiatr gołębi ponad lasem,
                                                    woda wesoła, szelest ryby
                                                    wśród lilii wodnych. Przecież wiem:
                                                    daremny serca strumień jest,
                                                    przebytym snom nie będę równy.

                                                    Lecz noc mnie czeka wciąż odobna
                                                    do tamtych nocy, kiedy koral
                                                    światłą się zniżał. Cień w obłokach
                                                    jest cieniem moim jak olbrzyma,
                                                    a przecież ręka jest pokorna
                                                    i ciało kruche leży płasko.
                                                    Żebym pamiętał: jest ojczyzna
                                                    w gałązce dymu, w ognia blasku,
                                                    a ja nakryty śniegiem chhmury
                                                    ziemi tej skąpej jestem równy.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                    Grom powszedni, 1944
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:17
                                                    Portret
                                                    Choćbym co dzień rozmnażał się liczny,
                                                    mną mową przemawiał - tkliwszą,
                                                    choćbym w światło zmieniany lub w liście
                                                    spadał kruchy pod sierp błyskawicy,
                                                    choćbym język miał martwy i oczy
                                                    zaświatowym oddane znakom -
                                                    powiem: w niebie różowym jak w wianku
                                                    świeca dom mój palący się w nocy.

                                                    Choćbym wrócić już nigdy nie zdołał,
                                                    ani odajść już nie mógł drogą,
                                                    gdzie zmęczone wracają na kotach
                                                    łąki ranne, wiatraki świergocą,
                                                    choćbym trwał jak trwa mrówka lub glista
                                                    sercem klaszcząc przy ziemi wiotkim,
                                                    każda chwila mi będzie jak wystrzał,
                                                    każda barwa jak siarka i ogień.

                                                    Nie oszuka mnie dzwonów dudnienie,
                                                    choć łagodne i ciężkie od woni,
                                                    jeszcze raz rzucę mocno kamieniem
                                                    w twarz zawziętą nad snem mym zwieszoną
                                                    i nie uśpi wracając do pasiek
                                                    pszczoła mądra warczącym swym lotem,
                                                    bo powstanę zbratany z żelazem
                                                    nim śpiącego zaskoczy zły motor,

                                                    Choćbym mówił: pokocham, zostanę,
                                                    choćbym słowa jak trumnę zbijał,
                                                    ty nie ufaj. I zabierz mi pamięć,
                                                    ciało sprostuj, na czoło daj
                                                    promień jasny jak uśmiech lub lilię,
                                                    Ale wtedy zobaczysz wśród gwiazd
                                                    ciemiłe nasze żegnane przez brzask
                                                    odchodzące od siebie i inne.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:19
                                                    Przed odejściem
                                                    Porasta jesienną mgłą
                                                    mój kraj jak włosem siwym.
                                                    Lecz nim pożegnam go
                                                    dłonią z męczeńskiej gliny,
                                                    lecz nim się zgodzę z koroną
                                                    cierniowych lip i wezmę
                                                    w bok mój i serce bezbronne
                                                    ciemność jak ostre narzędzie,
                                                    niech błyskawicy lament
                                                    znów mnie na wieczność wywoła,
                                                    bym uniósł sam siebie jak palmę
                                                    i płomień poczuł u czoła.

                                                    Po kościach zdeptanych idąc
                                                    porównam żywioł z żywiołem,
                                                    gwiazdę zawistną nazwę,
                                                    co nad mą głową czeka,
                                                    młodość przywrócę i miłość
                                                    snom niewinnego człowieka,
                                                    nad którym wół i osiołek
                                                    i anioł smutny się zwiesza.

                                                    Nogą ognistość przejdę
                                                    jak ptak przez obłok przechodzi,
                                                    aby pod brzozą zwęgloną
                                                    mrówkę pochować nieżywą -
                                                    I dłonie rzucę do wody,
                                                    aby nie mogły zapłonąć,
                                                    gdy przyjdzie spocząć pod krzyżem.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                    Utwory zebrane, 1952
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:20
                                                    Miłość bez jutra
                                                    Mój sen śmiertelny ciałem spełniasz
                                                    i słowem płochym w śnie poczętym,
                                                    puszysta włosów twoich perła
                                                    jak promień krągły w pościel spływa,
                                                    gdzie dłoń pierzasta jak z igliwia
                                                    rozdziela cienie ciał od lęku.

                                                    Mówimy szeptem krwi łagodnej
                                                    słuchając w sobie: niech w nas płynie,
                                                    niech niesie - światło jak w roślinie
                                                    prześwietli serc planety małe
                                                    i obudzimy się słuchając
                                                    szelestu chmur i grania wody.

                                                    Bo tyle tylko jest w nas ciepła,
                                                    co dłoń zdziwiona objąć zdoła
                                                    i trwogi tyle, co zakrzepła
                                                    wyryje w twarzy łza jak z ognia
                                                    i głosu w nas, co wydać może
                                                    w kielichu warg języka ostrze.

                                                    Niech płynie w nas - mówimy jeszcze
                                                    ten szmer ciemności, póki księgę
                                                    obłoków wiatr przegina miękką.
                                                    Bo tyle tylko wiary w pieśni,
                                                    ile obrazu pod powieką
                                                    ziemi odbitej ostatecznie.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                    Grom powszedni, 1944
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:21
                                                    Modlitwa za rzeczy
                                                    Uspokój serca zegarów,
                                                    zmęczone są -
                                                    żarówkom przygaś powieki, za długo patrzą na nas,
                                                    tramwajom pozwól odpocząć,
                                                    niechaj nie drepcą wciąż
                                                    i domom zabroń się wspinać
                                                    w miastach obłych jak w dzbanach.

                                                    Zdyszanym kołom pociągów
                                                    kwietny spocznek nakaż,
                                                    płuca motorów napełnij ciszą wonną od gwiazd,
                                                    trupim wydechem spalin
                                                    niech się więcej nie żali
                                                    kominów wysoki pochód w nieodgadniony czas.

                                                    Sprzętom naszym milczącym głos zamarły wyzwól,
                                                    piórom ześlij wytchnienie, papier zostaw bez liter,
                                                    niech przemówią znad półek ksiażki kurzem przybite,
                                                    krajobrazy więzione na płótnach
                                                    niech zejdą w pokoje nasze -

                                                    Za wszystkie rzeczy smutne,
                                                    za wszystkie serca maszyn
                                                    prosimy cię Panie.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                    Utwory wybrane, 1968
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:22
                                                    Wezwanie
                                                    Już noc lub daień jak wody ziarno
                                                    wydzielasz mi z uśmiechem patrząc,
                                                    gdy ciała mego smutny barok
                                                    zawile trwa pod Twoją gwiazdą.

                                                    Nie świecisz we maie i nie śpiewasz,
                                                    mym ustom ogień zamiast kwiatu,
                                                    a dłoni ostrze dajesz teraz
                                                    jak obiecałeś sen i światło.

                                                    Prowadzisz mnie, czy tylko stoję
                                                    jak stoi drzewo pod przelotem.
                                                    czystego nieba, albo płomień
                                                    nad krajem niebu niepodobnym?

                                                    Przemawiasz do mnie czy szyderczy
                                                    pociskiem godzisz, by zakrakał
                                                    nad nierozumnym moim sercem
                                                    jak kiedyś liść lub jak fujarka?

                                                    Zstępujesz Ty, czy ja wyrastam
                                                    ponad swój głos i niemy pejzaż
                                                    i czyja dłoń ma kształt żelaza
                                                    i czyje słowo jest jak z serca?

                                                    Nie powiesz mi, a ja nie zgadnę
                                                    ni jagnię Tobie, ani pasterz
                                                    i tylko nad milczeniem naszym
                                                    to samo słońce chmury kładzie.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:23
                                                    Z listu
                                                    Krok twój rześki
                                                    w powietrzu słonym
                                                    dzwoni jak w wierszu
                                                    moim asonans;
                                                    lecz nawet takim
                                                    jasnym i rześkim
                                                    krokiem nie ujdziesz
                                                    czasom bez pieśni;
                                                    choćby zuchwały
                                                    był lub kołyską
                                                    nosił twe ciało -
                                                    nie schroni przyszłości
                                                    od smutku tego
                                                    co za wodopój
                                                    ma nas i niebo.

                                                    Zostało dla mnie:
                                                    piórem jak skrzydłem
                                                    trawę, kwiat, kamień
                                                    po których idziesz
                                                    głaskać i imię
                                                    dawać najczulsze
                                                    słowem, co minie,
                                                    słowem, co przyjdzie.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                    "Nowa Kultura" 1957, 3
                                                    Utwory wybrane, 1968
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:25
                                                    Kantyczka wołania pełna
                                                    Gwiazdy niejasnej prowadzony wzorem
                                                    po napój sięgam i jadło.
                                                    Który ognistą koronę
                                                    na czoło sczerniałe kładziesz,
                                                    nad rąk pochyłością senną
                                                    innego nie buduj domu,
                                                    jeśli nie zdołasz z kamienia
                                                    głosu ludzkiego wydobyć.
                                                    Który przeczuty choć ciemny
                                                    nad wodą dymiącą stałeś
                                                    nie schylaj nieba ku ziemi
                                                    jak ptaka schylasz nad gałąź,
                                                    nie wódź nas dźwiękiem i rzeczą
                                                    i barwie pióro świecące
                                                    odejmij - jeśli twa wieczność
                                                    łunę zapomni i pocisk.
                                                    Po napój sięgam i jadło,
                                                    który daleki niebu
                                                    znaki tajemne kładę
                                                    i kamień dzielę od chleba,
                                                    zabierz mi snów kwiecistość
                                                    i w węgiel zamień mą pracę,
                                                    jeśli jak gwiazda kosmiczny
                                                    wiekiem niewdzięcznym pogardzę.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                    Grom powszedni, 1944
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:26
                                                    Groteska bardzo smutna
                                                    Niby kosmiczny delfin
                                                    niebem, które nazywasz różnie
                                                    przebywa ziemską przestrzeń
                                                    apokalipsy ciało duże.

                                                    Zaiste, straszne jest,
                                                    gdy w oko spojrzy nagle
                                                    i jak twój głos i cień
                                                    wytrwałym pójdzie śladem.

                                                    Gdy ręką dotknie zimną
                                                    blasku chwiejnego pełną...
                                                    na próżno mówisz: siło,
                                                    niech ci otworzę niebo,

                                                    przepadnij, zostaw nas
                                                    u rzek niebiańskich ściegu,
                                                    nie chcemy twoich gwiazd
                                                    i ognistego wieku.

                                                    Powracaj. Kiedyś w książce
                                                    na liter strojnym łańcuchu
                                                    stałaś grożąca jak Mojżesz
                                                    z gromem napiętym na łuku...

                                                    Czytelnik srebrny pod drzewem
                                                    święty - jak mówi pismo -
                                                    kruszył w śpiewaniu wersety
                                                    i wzywał: apokalipso.

                                                    Teraz - ty w górze straszna, my - nisko,
                                                    ty nas nie odczytasz, - my ciebie
                                                    i wspólne nasze nazwisko
                                                    ku jakiej drodze nas wiedzie?

                                                    Jeśli nad ciałem gromnicznym
                                                    wołać nam wolno i ręce
                                                    składać na kolbę i krzyżyk,
                                                    czas kamienować niewdzięcznie -

                                                    nie daj, strzegący kresu,
                                                    by potem w kraju pszenicznym
                                                    nasze rumiane dzieci

                                                    bawiły się w apokalipsę.

                                                    Tadeusz Gajcy Grom powszedni, 1944
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:27
                                                    Legenda o Homerze
                                                    Na wzorzystym jarmarku, gdzie farby nierówne
                                                    korali i lusterek - tam
                                                    kupił drewniany instrument
                                                    pełen dzwoniących gam.

                                                    Lutnię podobno. Więc uczył
                                                    struny niezwykle cienkie
                                                    wielu łagodnych nutek
                                                    przejęty bólem i lękiem.

                                                    Na wybrzeżu, gdzie chudy chart
                                                    nozdrza podał ku górze i smyczę
                                                    ściągał twardo - on grał
                                                    i uciszał rośliny nieliczne.

                                                    Tańczyła sól. Wiatry krzepły,
                                                    ptaki zaczęły płonąć,
                                                    wielkie łodzie pękały jak miażdżone orzechy
                                                    i zsuwała się ziemia ku domom.

                                                    Ptak uderzył o wodę, gdzie Odys
                                                    wracał wsparty plecami o maszt,
                                                    a już wtedy płonęła młodość
                                                    i żałosny lament wśród miast.

                                                    Wrzask obłoków krążył nad głową,
                                                    falowało powietrze, kamień,
                                                    bursztyn w rzęsach sosen pionowo
                                                    spadał hucząc i trawy łamał.

                                                    Więc zatrzymał struny i przez
                                                    wybrzeże szedł o wyspach śniąc foczych;
                                                    tylko wiatr grał na smyczy, gdy pies
                                                    jak ster prowadził mu oczy.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                    Widma, 1943
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:28
                                                    Droga tajemnic
                                                    Błękitniejący umarłych proch
                                                    rośnie w ziemi mocny jak żywioł
                                                    i na oczach pisze co noc
                                                    kręte znaki jak mróz na szybie.

                                                    Białą czaszką kołysze księżyc
                                                    stosy planet utkanych z kości,
                                                    zagubisz się, pomylisz - w tym tokowisku zwierząt
                                                    szklistym włosem porosłych.

                                                    Łasi się grom i ciemność
                                                    do twych stóp: skuś się tylko i poddaj,
                                                    a zarośniesz jak liściem - ziemią
                                                    i zaleje cię ogień i woda.

                                                    Usta z lęku zwiotczałe jak gąbka
                                                    schylisz, poznasz: misterny znak
                                                    pisza w oczach ręką jak lotka,
                                                    który kości umarłych zna.

                                                    Będzie syczeć wapno i fosfor,
                                                    każdy ślad twój pokryje węgiel,
                                                    aż gwiazdy w kopule nocy
                                                    wzejdą bliskie i jakże piękne.

                                                    I wywiedzie cię z trwogi gęstej,
                                                    w zimnej skórze zamkniętego jak w łusce,
                                                    który ognia lub kwiatu szlestem
                                                    sen odmyka - jakże obcy i pusty.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                    Widma, 1943
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:29
                                                    1942. Noc wigilijna
                                                    Wieczorny szatan monetę zimną
                                                    ważył na dłoni...
                                                    Parzyła izby zamieć świeczek,
                                                    kiedy śmieszne figurki zatargały jak w dzwonnicach sznurkiem,
                                                    uniosły stopy na bojaźliwy centymetr -
                                                    nie mogły odlecieć.

                                                    Wplatał lepkie palce w oczy śnieg,
                                                    no i szeptał, uporczywie szeptał;
                                                    szatan załkał w szubienicę jak w flet
                                                    i rozwiesił płacz w drzewie jak szkiełka.

                                                    Więc choinka. - A na sznurku pajacyk,
                                                    kolędować Małemu, niech krzepnie,
                                                    pójdź - złóż dary - nie wystarcza popatrzeć -
                                                    drzewko smutne, a u ciebie świece.

                                                    Lulajże w powrozie, lulajże na haku,
                                                    niech się wyśni obrus biały i błyszcząca jodła.

                                                    Szept przygarnął - z tego szeptu twój opłatek
                                                    i ojczyzna ciemniejąca w nagłych gwiazdach z ognia.

                                                    Tadeusz Gajcy
                                                    "Nowa Polska" 1942, 54
                                                    Utwory wybrane, 1968
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:30
                                                    Młodym uwaga
                                                    Za igraszkę śmierć poczyta,
                                                    Gdy z grzybami rydze chwyta:
                                                    Na dęby
                                                    Ma zęby,
                                                    Na szczepy
                                                    Ma sklepy.
                                                    Cny młodziku,
                                                    Migdaliku,
                                                    Czerstwy rydzu,
                                                    Slepowidzu,
                                                    Kwiat mdleje,
                                                    Więdnieje.
                                                    Być w kresie,
                                                    Czerkiesie.
                                                    Ej, dziateczki!
                                                    Jak kwiateczki
                                                    Powycina,
                                                    Was pozrzyna
                                                    Śmierć kosą
                                                    Z lat rosą:
                                                    Gdy wschody,
                                                    Zachody.
                                                    Wszak poranek od wieczoru
                                                    Niedaleki bez pozoru,
                                                    Dzień z nocą
                                                    Karocą
                                                    Taż dąży,
                                                    Świat krąży.
                                                    Dniem niedługo słońce parzy,
                                                    Cienią chmury, gdy się żarzy:
                                                    Noc mściwa
                                                    Sposzywa
                                                    Blask szczyry
                                                    W swe kiry.
                                                    Po zachodzie kwiat w ogrójcu
                                                    Płakać musi jak po ojcu:
                                                    Łzy rosi,
                                                    Są głosy
                                                    "Do nieba
                                                    Bez Feba".
                                                    Śliczny Jasiu,
                                                    Mowny szpasiu,
                                                    Mój słowiku,
                                                    Będzie zyku.
                                                    Szpaczkujesz,
                                                    Nie czujesz?
                                                    Śmierć jak kot
                                                    Wpadnie w lot!
                                                    Aza nie wiesz,
                                                    Ze śmierć jak jeż?
                                                    Ma swe głogi,
                                                    W szpilkach rogi?
                                                    Ukoli
                                                    Do woli.
                                                    Aż jękniesz
                                                    I pękniesz.
                                                    Czy ty głuszec, czy ty wrona?
                                                    Dusznych sępów chwyci szpona!
                                                    Twa główka
                                                    Makówka,
                                                    W swywoli
                                                    Nie boli.
                                                    Tobie w głowie skoki, tany,
                                                    Charty, żarty na przemiany:
                                                    Śmierć kroczy,
                                                    Utroczy
                                                    Jak ptaszka,
                                                    Nie fraszka!
                                                    W ślepą babkę gdy śmierć skacze,
                                                    O czy jeden młodzik płacze!
                                                    Jej dygi
                                                    Złe figi
                                                    Niestrawne,
                                                    Dość dawne.
                                                    Łasyś zbytnie na cukierki,
                                                    Jabłka, gruszki i węgierki:
                                                    Śmierć jawna,
                                                    Niestrawna
                                                    Połyka
                                                    Młodzika.
                                                    Świat gomuika, tyś pigułka,
                                                    Ale smaczna szczurom skórka:
                                                    Gdy zwleką,
                                                    Opieką,
                                                    Wywędzą
                                                    Łez nędzą.
                                                    Tyś jak pączek czy pąpuszek
                                                    Od łabędzich twych poduszek:
                                                    Spisz długo,
                                                    Śmierć sługą.
                                                    Pościele
                                                    W popiele.
                                                    Młodzieniaszku
                                                    W adamaszku,
                                                    W aksamity
                                                    Zbyt uwity,
                                                    Twe lamy
                                                    Od jamy
                                                    Nie skryją,
                                                    Zaryją.
                                                    Świat na morzu, tyś w korabiu,
                                                    Śmierć robaczek jest w jedwabiu:
                                                    Patrz tchórzu,
                                                    Na morzu
                                                    Złe cale,
                                                    Złe fale!
                                                    Kawalerze
                                                    W pięknej cerze,
                                                    Na twe stany
                                                    Chcesz odmiany?
                                                    Odmiana,
                                                    Żeś z Pana,
                                                    Brat łata,
                                                    Gdy fata!
                                                    Kawalerów śmierć szyderca
                                                    Zrywa gwałtem i z kobierca:
                                                    Łopata
                                                    Przeplata
                                                    Wesele
                                                    W łez wiele.
                                                    Nie bądź sadłem czy jak masło:
                                                    Niejednemu życie zgasło!
                                                    Wszak mówią,
                                                    Ze łowią
                                                    Tak dudków
                                                    Bez skutków.
                                                    Żywe srebro, paliwoda,
                                                    Na igraszki czasu szkoda:
                                                    Czas drogi!
                                                    Sąd srogi!
                                                    Co minie,
                                                    Upłynie.
                                                    Nie dopędzisz wczora cugiem,
                                                    Nie wyorzesz jutra pługiem.
                                                    Minęło,
                                                    Zniknęio!
                                                    Bez zwrotu,
                                                    Powrotu.

                                                    Józef Baka
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:31
                                                    Niebo
                                                    Śniło mi się dziś niebo: zaraz je poznałem
                                                    Po zapachu koniczyn i śpiewie skowronka.
                                                    Cykały w trawie świerszcze, falowała łąka,
                                                    I wiem że był tam Pan Bóg, choć go nie widział

                                                    Nie widziałem aniołów, ale nad ugory
                                                    Z szumem białe swe skrzydła podniosły bociana
                                                    I były jeszcze jakieś buki i jawory,
                                                    Które w wiatru poszumie grały jak organy.

                                                    A później, niby wielki robak świętojański,
                                                    Srebrny księżyc rozświetlił Akropolu gruzy,
                                                    Nad którymi wysoko stal Paweł Kochański
                                                    I grał w tej boskiej ciszy "Źródło Aretuzy".

                                                    Jan Lechoń
                                                    przypisane Zosi [Kochańskej]
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:32
                                                    Tuwim
                                                    Widzę włosy Twe siwe i twarz Twoją ostrą,
                                                    I rękę, co jak wiosło, odbija od jawy,
                                                    Snujesz oto się nocą, nieszczęsny Cagliostro,
                                                    Pustymi ulicami nie Twojej Warszawy.

                                                    Od wichury wieczności porwanymi zmysły
                                                    Chcesz wchłonąć z nowych ulic czar zmarłych zapachów,
                                                    Wśród świateł nowych latarń, co na nich rozbłysły,
                                                    Wznosisz wzrokiem szalonym cienie dawnych gmachów.

                                                    I płaczesz, bo deszcz, słyszysz, ciecze z starej rynny,
                                                    I sam jeszcze nie wierząc, że nikt Ci nie wzbroni -
                                                    Wyciągasz dłoń swą w mroku, przestępco niewinny,
                                                    Do podanej z daleka znowu bratniej dłoni.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:33
                                                    Na śmierć Conrada
                                                    Twój ojciec też miał pogrzeb wspaniały i chmurny,
                                                    Szli za nim mrocznym miastem dostojni i prości,
                                                    O bruk stukały buty jak greckie koturny,
                                                    I wiedli go z niewoli do wiecznej wolności.

                                                    Mową twardą i prostą, chropowatą mową,
                                                    Mówili doń Polacy i cicho płakali,
                                                    Nakryli go ojczyzną, jak czapką wojskową,
                                                    A później się rozeszli i bili się dalej!

                                                    A teraz ciebie wicher zaświatów ogarnia,
                                                    I ten tułacz bezsenny, zorany przez blizny,
                                                    Twój ojciec tam cię woła językiem Ojczyzny,
                                                    Gdzie wszystkim świeci morzom ta sama latarnia.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:34
                                                    Święty Antoni
                                                    Ty masz wysoko oczy
                                                    Tam, gdzie śpiewa skowronek,
                                                    Więc widzisz, gdzie się toczy
                                                    Zagubiony pierścionek,

                                                    A że trzymasz na ręku
                                                    Maleńkiego Chrystusa,
                                                    Dojrzysz, kto kona w lęku
                                                    I skąd czyha pokusa.

                                                    Twój brunatny samodział
                                                    Widzę: idziesz po niebie.
                                                    Popatrz, gdziem się zapodział,
                                                    Bo zgubiłem sam siebie.

                                                    "Niech się święci chwała Twoja,
                                                    Niech się znajdzie zguba moja!"

                                                    Amen!

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:35
                                                    Nokturn
                                                    Cóż ja jestem? Liść tylko, liść, co z drzewa leci.
                                                    Com czynił - wszystko było pisane na wodzie.
                                                    Liść jestem, co spadł z drzewa w dalekim ogrodzie,
                                                    Wiatr niesie go aleją, w której księżyc świeci.

                                                    Jednego pragnę dzisiaj: was, zimne powiewy!
                                                    Wiec nieś mnie, wietrze chłodny, nie pytając po co,
                                                    Pomiędzy stare ścieżki, zapomniane krzewy,
                                                    Które wszystkie rozpoznam i odnajdę nocą.

                                                    W ostatniej woni lata, w powiewie jesieni
                                                    Niech padnę pod strzaskany ganek kolumnowy,
                                                    By ujrzeć te, com widział, podniesione głowy
                                                    Wśród teraz pochylonych, zamyślonych cieni.

                                                    Uciszaj, srebrna nocy, całą ziemię śpiewną!
                                                    A ja padnę na trawę wilgotną od rosy,
                                                    Lub będę muskał cicho niegdyś złote włosy,
                                                    Których dziś już koloru nie poznałbym pewno.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:37
                                                    Nie-Boska Komedia
                                                    Płynie włoskie jezioro lazurową wodą,
                                                    Piosenka gdzieś zabrzmiała wśród ciasnej uliczki,
                                                    Hrabia Zygmunt ubrany romantyczną modą
                                                    Krwawą różę przez białe zrywa rękawiczki.

                                                    A za riim zachód słońca i żółte ruiny,
                                                    I nagle od lekkiego zefiru powiewu
                                                    Jedwabny szal się z ramion osunął Delfiny
                                                    I zaplątał w gałązkach cierniowego krzewu.

                                                    I wtedy on wyszeptał: "Ach, to koniec lata".
                                                    I więcej już w ten wieczór nie mówili z sobą.
                                                    A w nocy ujrzał nagle okryte żałobą
                                                    Okopy Świętej Trójcy i ruiny świata.

                                                    Jan Lechoń
                                                    przypisane Juliuszowi Sakowskiemu
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:38
                                                    Piosenka
                                                    Droga Warszawo mojej młodości,
                                                    W której się dla mnie zamykał świat!
                                                    Chcę choć na chwila ujrzeć w ciemności
                                                    Dobrej przeszłości
                                                    Popiół i kwiat.

                                                    Zanim mnie owa ciemność pochłonie,
                                                    Twoich ogrodów chcę poczuć woń.
                                                    Niechaj twych ulic wiatr mnie owionie,
                                                    Połóż twe dłonie
                                                    Na moją skroń!

                                                    Jak kiedyś zapach bzowych gałązek
                                                    Wśród kropli rosy i słońca lśnień,
                                                    Tak inny z Tobą rn.u-zę dziś związek:
                                                    Starych Powązek
                                                    Głęboki cień.

                                                    Marzę, że Ty mi zamkniesz powieki,
                                                    Lecz choćbym z ciężkich nie wrócił prób,
                                                    Będę Ci wierny, wierny na wieki
                                                    Aż po daleki
                                                    Wygnańczy grób.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:49
                                                    Rio de Janeiro
                                                    Natura jako słońce stanęła w zenicie,
                                                    Ziemia, niebo i morze razem wznoszą pean.
                                                    Jak dywan srebrnej piany, błyszczący w błękicie,
                                                    Rozwija się i zwija przepyszny ocean.
                                                    Pośród kwiatów jak drzewa i ptaków jak kwiaty
                                                    Zapachów tajemniczych tren płynie bogaty,
                                                    W powietrzu różnobarwnych rój zawisł motyli.
                                                    Więc wzrok swój utęskniony podnosisz do góry
                                                    I wtedy widzisz niebo, prawdziwe, bez chmury,
                                                    I wszystko coś przecierpiał, zapomnisz w tej chwili.
                                                    A wieczór, kiedy zmroku zapada zasłona,
                                                    Otwarte widzisz nagle ogromne ramiona,
                                                    Co z nieba błogosławią smugami srebrnemi
                                                    Tę ziemię czarodziejską, jak ogród zaklęty,
                                                    To miasto fantastyczne i błędne okręty,
                                                    Co wiozą smutnych ludzi wygnanych z swej ziemi.

                                                    Jan Lechoń
                                                    "Tygodniowy Przegląd Literacki Koła Pisarzy z Polski"
                                                    1942 nr 4
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:14
                                                    Niki
                                                    Nike Grunwaldu, rosła krakowska dziewczyna,
                                                    Wyszła nocą na pole pod skłębione chmury,
                                                    Za zbroję szmelcowaną modre chabry wpina
                                                    I podniósłszy przyłbicę, wzniosła się do góry.

                                                    A za nią lekką stopą wznosząc się od ziemi
                                                    Płynie Nike spod Wiednia skrzydły husarskiemi.
                                                    Słuckie pasy jak wstęgi wkoło niej się plotą,
                                                    A ona dmie przeciągle w długą surmę złotą.

                                                    I kiedy przelatują nad laurów szpalery,
                                                    Nagle szum w wawrzynowej podniósł się gęstwinie,
                                                    Srebrny orzeł wypłynął i wysoko płynie
                                                    Na wzniesionym ramieniu Nike Somo-Sierry.

                                                    We świetle księżycowym to świecą, to giną,
                                                    Aż wreszcie nad Italią swe skrzydła rozchwiały
                                                    I teraz sypią kwiaty ze wszystkich pól chwały
                                                    Na groby i na Nike spod Monte Cassino.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:15
                                                    Polonez artyleryjski
                                                    To major Brzoza kartaczami w moskiewskie pułki wali!
                                                    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                                                    Siew pada w ziemię szrapnelami,
                                                    I dym. l grom, i bura) z nami,
                                                    Piekielny deszcz ze stali
                                                    Na firmamencie chmury chmurzą
                                                    Brunatne z armat dymy.
                                                    Raz po raz ziemia jęknie burzą,
                                                    Ślepia się dziko armat mrużą.
                                                    Przy których my stoimy

                                                    Od ognia czarni dymem syci
                                                    I wiecznie czuwa|ący
                                                    Armaty - grom i ból, i wici -
                                                    Bateria ryknie w głos, gdy chwyci
                                                    Wasz szept zmartwychwstający

                                                    Miarowo dudni, z cicha, z cicha,
                                                    Bez przerwa, bez ustania!
                                                    Na miły Bóg? Czy ziemia wzdycha?
                                                    To artyleria nasza licha
                                                    Dziś puka od świtania . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                                                    . . . . . . . .
                                                    To major Brzoza kartaczami w moskiewskie pułki wali!
                                                    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                                                    Czy przeciw nam wy, czy tez z nami?
                                                    Gadamy do was kartaczami.
                                                    Nie dusi dym i krew nie plami.
                                                    I jeno ogień pali
                                                    Za nami będą mówić ciszą
                                                    I łzami, i modlitwą
                                                    Armatom ognia!! Niechaj dyszą!
                                                    Hej! ognia! ognia! Słyszy, słyszą,
                                                    Że w bitwie idziem bitwą
                                                    Konnicy koniem, zbrojną ręką
                                                    Po swoje iść piechocie
                                                    Jaką grał Bem pod Ostrołęką,
                                                    Taką nam zagrać dziś piosenką
                                                    I w pułk moskiewski rozwinięty
                                                    Chrzest siać piekielny chrzest i święty.
                                                    Kapłanom przy robocie
                                                    Dudni nam ziemia, dudni, dudni,
                                                    Radujcie się, majorze'
                                                    Tako się Polska nam rozcudm,
                                                    Gdy skwarny przyjdzie czas południ
                                                    Na nasze krwawe zboże

                                                    Słyszycie! Z cicha, z cicha, z cicha
                                                    Warkotem, bez ustania
                                                    Na miły Bogi Czy ziemia wzdycha?
                                                    Pułk się za pułkiem w śmierć przepycha
                                                    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                                                    To artyleria nasza licha
                                                    Dziś puka od świtania
                                                    Ani się pyta. kto dziś z nami,
                                                    Bateria wścieklej stali
                                                    To major Brzoza kartaczami w moskiewskie pułki wali!

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:16
                                                    Poeta niemodny
                                                    Mówią mi: "Nic nie wskrzesi czasu, co przeżyty,
                                                    Wkrótce o nim i pamięć wśród młodych się zatrze.
                                                    Zabiera) sobie swoje stare rekwizyty,
                                                    Bo nową będą grali sztukę na teatrze".

                                                    Cóż robić? Trzeba upić ambrozji się flachą,
                                                    Co jeszcze mi została z młodzieńczych bankietów.
                                                    Wychodzę z różą w ręku, z księżycem pod pachą,
                                                    A resztę pozostawiam dla nowych poetów.

                                                    Jan Lechoń
                                                    "Wiadomości" 1955 nr 46
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:17
                                                    Plato
                                                    Śniegi drogi zaniosły, gdzieśmy się spotkali,
                                                    Łzy nasze dawno oschły, przeminęły szały.
                                                    Jak przez mgłę widzę tylko z coraz większej dali
                                                    Te którem niegdyś kochał, które mnie kochały.

                                                    Lecz nigdy nie zgodzony z miłości utrata,
                                                    Patrzę jako powoli obraca się scena
                                                    I zamiast tych straconych, przychodzą: Erato,
                                                    Kalliope, Polihymnia, Talia, Melpomena.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:20
                                                    Poezja
                                                    Ogród, z którego jesień wszystkie zdarła wdzięki,
                                                    Drzew wierzchołki strzaskane, bielejące kości,
                                                    Marmurowy Apollo bez głowy i ręki
                                                    I podarte sztandary szumiące w ciemności.

                                                    Miłość, która jak wicher przez dusze przewiała,
                                                    Łzy piła, jak zwierz była, co krew naszą chłeptał,
                                                    Wiarołomne przysięgi, któreś mi szeptała,
                                                    Zaklęcia, w którem wierzył i sam je podeptał.

                                                    A nad ową otchłanią, gdzie się razem stacza
                                                    Zło i dobro i w trupiej rozkłada się pleśni,
                                                    Glos się wznosi, co wszystko wskrzesza i przebacza;
                                                    "Ach! musi umrzeć w życiu, co ma powstać w pieśni".

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:21
                                                    Rzym
                                                    Deszcz pada w Rzymie smugą nieustanna.
                                                    Ja jestem pielgrzym. Tylko że ja nie przyszedłem tu na
                                                    Santo Anno
                                                    Ja jestem zupełnie sam. I tylko myśl mam ciężka tak jak ołów
                                                    To by było za łatwo. Nie dla ciebie są pociechy kościołów.
                                                    Jakąż mam myślą wielką i tylko Bogu oddaną
                                                    Zrozumieć cię, o miasto, coś jest wielkością wezbraną
                                                    Ten ręki łagodny ruch, którym Marek Aureliusz jadąc przez
                                                    Kapitol, wita
                                                    I kopułę Piotra,
                                                    I ten rododendron, który w Villa Borghese rozkwita.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:22
                                                    Rozmowa z weteranem
                                                    Z sześćdziesiątego roku siwym weteranem,
                                                    Kiedy w świetle się lampy blask dzienny rozpłynie
                                                    I głośniej cyka zegar w nakryciu swem szklanem,
                                                    Rozmawiać lubię czasem o szarej godzinie.

                                                    Ma dla mnie jakiś urok rozkosznie leniwy
                                                    Poduszek białych sterta na łóżku w izdebce,
                                                    Kot szary cicho mruczy lub mleko wychłepce,
                                                    Figurki z porcelany gadają mi dziwy.

                                                    Weteran mój powiada, że liczne brał rany,
                                                    2e w bitwie padł pod konia pokłuty lancami,
                                                    A wtenczas, jak mgłą, oczy zachodzą mu łzami;
                                                    Wiem, że w czasie tej bitwy spał w karczmie pijany.

                                                    I cieszę się, że jeśli w nim także się zbudzi
                                                    Nieufność dla tych cudów, co co dzień mu kłamię,
                                                    Pozwoli, bym mu łzy swe wypłakał na ramię,
                                                    A jutro znów w niezwykłych zabawim się ludzi.

                                                    Zasiądziem. Stół włóczkową przykryty serwetą,
                                                    Raz po raz cyka zegar w nakryciu swem szklanem.
                                                    I czujem się: staruszek - prawdziwym ułanem,
                                                    Ja, biedny, głupi kłamca - prawdziwym poetą.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:23
                                                    * * *
                                                    Złowrogi jest wieczorny chłód,
                                                    Ten wiatr wyjący jakby w trwodze,
                                                    I tajemniczy słychać chód
                                                    Jak trwożny tupot nóg na drodze.

                                                    Dogasający zorzy pas
                                                    Jak przypomnienie bólów życia,
                                                    Widomy znak, że zamknął nas
                                                    Fatalny krąg, nie do rozbicia.

                                                    Jan Lechoń
                                                    z Aleksandra Błoka
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:24
                                                    Toast
                                                    Nic nie ma prócz tych liści, co na drzewach zmarły,
                                                    Nic nie ma prócz tych wichrów, którymi przewiało,
                                                    Nic prócz śladów świetności, co się już zatarły.
                                                    Nie stanie się nic więcej. Już wszystko się stało.

                                                    Jest jeszcze tylko księżyc, który cicho spływa
                                                    Na czarną krepę nocy i srebrzy ją dumną
                                                    Jako brylant baldachim rozpięty nad trumną,
                                                    W którą ziemia zmęczona na wieki spoczywa.

                                                    Kielichy wznieśmy w górę i pijmy na stypie,
                                                    Bo żal nasz byłby śmieszny, a skarga daremna,
                                                    Niech nas trupio spokojnych pochłonie noc ciemna,
                                                    A łopata grabarza milczących zasypie.

                                                    Ach! ileż jest spoczynku w tym słowie: tak trzeba!
                                                    Jak nam ziemi, tak ziemi trzeba naszych kości.
                                                    Szaleńcy, wzrośniem kiedyś kłosami mądrości,
                                                    Powszednim, czarnym chlebem dla zjadaczy chleba.

                                                    Jan Lechoń
                                                    1924
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:25
                                                    Wiersz dla Warszawy
                                                    Kiedy śnieg cicho prószył zimową pogodą
                                                    I smutnie nad dachami gasło słońce krwawe,
                                                    Z pomnika wzniesionego za najeźdźcy zgodą,
                                                    Mickiewicz zamyślony patrzał na Warszawę.

                                                    Owiany zimnym wiatrem, wiejącym od Wisły,
                                                    Wonią liści zeschniętych i trupiego gnicia,
                                                    Przenikał wszystkich ludzi najskrytsze zamysły
                                                    I mury, których nigdy nie widział za życia.

                                                    Patrząc w Zamku królewską, potrzaskaną głowę,
                                                    W kościotrupy kościołów jak potworne sztolnie,
                                                    Mierzył to, co zrobiło Herculanum nowe,
                                                    Które na śmierć męczeńską poszło dobrowolnie.

                                                    Ujrzał łunę nad miastem i więzienne kraty,
                                                    Okrucieństwa nie znane ludzkiej wyobraźni
                                                    I słyszał, kiedy cichły moskiewskie armaty,
                                                    Ażeby swym milczeniem dopomóc tej kaźni.

                                                    I jako Bóg w dzień Sądu mieczem Archanioła,
                                                    Wodząc wieszcza swą ręką na lewo i prawo,
                                                    Oddzielił tych, co milcząc nie ugięli czoła,
                                                    Od tych, co są narodu skorupą plugawą.

                                                    I wtedy w sercu z brązu zadrgał wielki temat,
                                                    Którego nikt poza nim godnie nie wypowie
                                                    I w tym wichrze od Wisły rozpoczął poemat:
                                                    "Warszawo wiecznie wolna, Ty jesteś jak zdrowie".

                                                    (przypisane Zofii i Stefanowi Korbońskim)


                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:26
                                                    Zazdrość
                                                    Jest mi dzisiaj źle bardzo, jest mi bardzo smutno,
                                                    Myśli mam zwiędłe, chore, jak kwiaty na grobie,
                                                    Za oknem wisi niebo niby szare płótno.
                                                    Nie mogę cię dziś kochać i myśleć o tobie.

                                                    Między nami jest przepaść, przepaść niezgłębiona,
                                                    I choćbyśmy wykochać po brzeg dusze chcieli,
                                                    To wszystko, co nas łączy, jest miłość szalona,
                                                    A wszystko, co jest prawdą, na wieki nas dzieli.

                                                    Wiem teraz: to jest jasne jak słonce na niebie,
                                                    I musi skonać serce pod ciężką żałobą,
                                                    Bo nigdy cię nie wezmę na wieczność dla siebie.
                                                    Ty nigdy mną nie będziesz, a ja nigdy tobą.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:27
                                                    Norwid
                                                    Imię twoje jak czarne i strzeliste cyprysy,
                                                    A wkoło - greckie kolumny.
                                                    Słowa twe - odskrobane starożytne napisy.
                                                    Ty - dumny!

                                                    Gdzie idziesz - głęboki aksamit traw
                                                    Malachitowy,

                                                    W ręku twoim - księga praw,
                                                    Sowa u głowy.

                                                    Historia układa fałdy swych szat
                                                    Nad wodami potoku.
                                                    Kraj nasz - ziemia,
                                                    Tysiąc lat
                                                    - Jednego roku.

                                                    Skąd masz róże? Ziemia leży
                                                    Śniegiem pokryta.

                                                    Idziesz, gdzie Kopernik w szubie w mróz na wieży
                                                    Z gwiazd czyta.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:27
                                                    Wymówki
                                                    Nigdym nie mógł się oprzeć wojskowej muzyce,
                                                    Więc i teraz wybiegam, choć wiersze mam w głowie,
                                                    Bo znów wojsko z orkiestrą jedzie przez ulicę:
                                                    Joanna d'Arc z chorągwią i szwoleżerowie.

                                                    Potem patrzę, z kasztana jak liśde wiatr zgania,
                                                    Jak przed bramą latarnia na wietrze się tłucze.
                                                    Masz ci los! Znów nie mogę wrócić do mieszkania,
                                                    Bo gdzieś mi się podziały wiolinowe klucze.

                                                    Jan Lechoń
                                                    Józefowi Wittlinowi
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:35
                                                    * * *
                                                    Wzrok wznosząc pod zimowym rozgwieżdżonym stropem
                                                    Z sercem od twego serca rozgrzanym płomieni,
                                                    Śród śnieżnej Cię, bezbrzeżnej szukamy przestrzeni,
                                                    Któredyś od nas poszedł skropiony hyzopern?

                                                    I twojej się nauce przysięgamy szczytnej,
                                                    A jak drogie pamiątki po zmarłych się chowa -
                                                    W obie ręce bierzemy Twoje pyszne słowa,
                                                    Niby czarny, żałobny żupan aksamitny.

                                                    Prosimy Cię, w czas Wilii, gdy dzwony uderzą,
                                                    I sanie pójdę raźno lodu lustrem gładkiem,
                                                    Ażebyś nie pogardził tą naszą wieczerzą
                                                    I jak zawsze się z nami przełamał opłatkiem.

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:36
                                                    Skowronek
                                                    Padł granat i rozburzył ten stary kantorek,
                                                    Przy którym płakał Gustaw po stracie kochanki,
                                                    Spłonął w Września płomieniach kolumnowy dworek,
                                                    Ten z czarnym fortepianem dworek z "Warszawianki".

                                                    Ciche domy dzieciństwa, gdzie się błogo śniło,
                                                    Książki niegdyś czytane z płomieniem na twarzy,
                                                    Wszystko, wszystko co nasze, do kości z cmentarzy,
                                                    Wydane na zagładę lub w proch się zmieniło.

                                                    I tylko tak jak zawsze, kiedy błyśnie dzionek,
                                                    Nad rolę we mgłach całą i nad stare drzewa,
                                                    Wysoko, aż do nieba wznosi się skowronek
                                                    I tę samą co zawsze piosnkę swoją śpiewa.

                                                    O! ptaszku, który śpiewasz w Żelazowej Woli!
                                                    Niech głos twój dzwoni ciągle nad wiosenną ciszą,
                                                    Nad każdym który cierpi, nad wszystkim co boli -
                                                    Szczęśliwi, ach, szczęśliwi, którzy ciebie słyszą!

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:46
                                                    Teatr na Wyspie
                                                    Jeżeli z twoich ruin coś jeszcze zostało
                                                    W tym mieście, które całe jest ruiną nową,
                                                    Jeżeli groźną, chmurną ocieniony chwałą,
                                                    Stoisz jeszcze na wyspie w noc listopadową
                                                    I jeśli greckie bóstwa tych dni się nie zlękły,
                                                    Jeśli Niki w przestrachu nie złożyły skrzydeł
                                                    I Arcs od podniebnych nie zadrżał straszydeł,
                                                    A Kora i Demeter przed wrogiem nie klękły,
                                                    To ja wiem, co się teraz gra na twojej scenie:
                                                    Widzę łunę i milion podniesionych dłoni
                                                    I słyszę chór, co woła przy Pallas Atenie:
                                                    "Przekleństwo tym, co Polsce odmówili broni!"

                                                    Jan Lecho
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:47
                                                    Spokojność
                                                    Zbudzić się, zerwać, uchylić firanek,
                                                    Wyjrzeć w kwietniowy, błękitny poranek,
                                                    Gdzie tylko wierzby kwitnące się złocą
                                                    I tylko brzozy białym pniem migocą -
                                                    A na toń niebios, wiosenną i bladą,
                                                    Fijoletową sieć gałązek kładą...
                                                    Obejść kasztany, których pąki, lśniące
                                                    Nowymi soki, łowią chciwie słońce
                                                    I główki śmiało w przestrzeń prą błękitną,
                                                    Czując, że jutro w śnieżną kiść zakwitną...

                                                    Chodzić po słońcu - powoli - jak we śnie,
                                                    Wokoło sadu, gdzie kwitną czereśnie,
                                                    U węgła domu przystanąć - posłuchać,
                                                    Bo już gołębie zaczynają gruchać
                                                    I wilga gwiżdże w południe nad sadem,
                                                    Gdy owad w trawie goni się z owadem.
                                                    A w wieczór, kiedy gwiazdy wyjdą z toni
                                                    Błękitnej, słowik pieśń swą ślubną dzwoni,
                                                    Dziwiąc się wielkiej księżycowej łodzi,
                                                    Co z białym żaglem na Ocean wschodzi.
                                                    Słuchać tej pieśni, która pierś rozpiera
                                                    Ogromnej ziemi i w niebie zamiera,
                                                    Ginąć w tej woni sadów i błękicie.
                                                    Pić to wokoło budzące się życie
                                                    I czuć z wszechświatem, nie pragnąc dla siebie
                                                    Serca na ziemi ni gwiazdy na niebie
                                                    Nic nie zamarzyć, nie kochać, nie żądać.
                                                    W przeszłość się tęsknym okiem nie oglądać
                                                    Ani nie czekać, czy z tą nową wiosną
                                                    Z mogił zaklęslych niezabudki wzrosną...
                                                    I wierzyć tylko, że gdy płomyk zgaśnie,
                                                    Serce na wieczność - jak na zimę - zaśnie

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:49
                                                    Amor i Psyche
                                                    Psyche uciekła z domu, gdy w ramiona
                                                    Wziął ją raz Amor, i dziś, jego żona,
                                                    Mieszka wśród bogów, lecz się z nimi nudzi,
                                                    Rwie do dzieciństwa, do swoich, do ludzi.
                                                    Dzfeń cały błąka się niema, ucieka,
                                                    Gdy męża ujrzy, i tylko gwiazd czeka,
                                                    By udać ciche spanie, bo skrzydlaty
                                                    Małżonek w szale wpada do komnaty.

                                                    Gdyby dziś mogła na ziemię powrócić,
                                                    Już by nie chciała, miłosnych powieści
                                                    Słuchać, marzeniem snów dziewiczych kłócić,
                                                    Ni kochać w duszy białej i niewieściej.
                                                    Dzisiaj już Psyche to wie, jaką zgubną
                                                    Silą jest miłość, złą i samolubną,
                                                    Wie, że kochaną, kochającą duszą
                                                    Tylko się ciała pożądliwe kuszą,
                                                    Że kiedy między dwojgiem istot padnie
                                                    Raz słowo "kocham" i zwiąże je żdradnie,
                                                    To już w Astarty tajemnym obrzędzie
                                                    Jedna ofiarą, druga katem będzie.

                                                    Gdyby tak uciec skrytą, cichą nocą!
                                                    Lecz mąż jej pragnie i więzi przemocą,
                                                    A patrząc na jej bladość, w głuchym gniewie,
                                                    Trwa i klnie ślepe wyroki, bo nie wie,
                                                    Czego tej dziwnej kobiecie potrzeba,
                                                    Kiedy ją kocha on, jasny bóg z nieba?
                                                    Nie wie, że kiedy bierze ją w ramiona,
                                                    Jest najsmutniejsza i osamotniona.

                                                    I tak w tęsknocie żyje nieustannej
                                                    Psyche, a pierś jej wzbiera ciężkie łkanie,
                                                    Gdy ze smug fali drżącej Helios ranny
                                                    I mąż jej z łoża nareszcie powstanie.
                                                    Z gór wtedy śledzi: nad rzekami ziemi
                                                    Puch piór łabędzich smugami srebrnemi
                                                    Zaległ, i Psyche tęsknie, pilnie patrzy,
                                                    Jak jej odsłania ziemię coraz rzadszy
                                                    Pomrok. I naraz wstrząsa nią znów całą,
                                                    Dreszcz, jako dzieckiem, co długo płakało.
                                                    Chciałaby o tym zapomnieć, co bylo,
                                                    Jak sen odgarnąć lub nakryć mogiłą.

                                                    Helios już górą, bogów tłum się roi
                                                    I Psyche idzie wzdłuż świętych podwoi,
                                                    Słuchając, czy jej jaki głos - nie zbudzi,
                                                    Nie powie: "wolnaś, powracaj do ludzi".
                                                    Aż nie wstrzymana niczym, zapłakana,
                                                    Pada przed wielkie bogi na kolana
                                                    I tak przed nimi w rozpaczy się żali:
                                                    "Na toż - to moja piękność nie więdnąca,
                                                    Czyście mi na to nieśmiertelność dali,
                                                    Bym od miłości cierpiała bez końca?"
                                                    Ale się bogi śmieją, w jasny ranek
                                                    Od swoich ziemskich wracając kochanek,
                                                    I Psyche próżno w oczach bogiń czyta,
                                                    Czy nie odezwie się w której kobieta.
                                                    Więc wraca w gorzkiej i samotnej dumie,
                                                    Że nikt wśród niebian skarg jej nie rozumie.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:49
                                                    * * *
                                                    Biada tym ustom, które miłość kłamią,
                                                    Bo kiedy przyjdzie, wiosenna i nowa,
                                                    I wargi młode pocznie żądzą palić,
                                                    Nieskalanego nie odnajdą słowa,
                                                    które się prosić umiało i żalić
                                                    I więdnąc będą czuć, że choć wre łono,
                                                    Już od nich inne wargi nie zapłoną,
                                                    Że niekłamaną boleść tylko splamią -
                                                    Nieszczęsne usta, które miłość kłamią.

                                                    Biada tym oczom, co na rozkaz płaczą,
                                                    Bo kiedy przyjdzie ból, co mózgi trawi,
                                                    I może z piersi młodość wyssać z cicha,
                                                    Kamienna żałość, gdzie tylko płacz zbawi,
                                                    To łez kłamliwych krynica wysycha.
                                                    Jak u szaleńców, suche i ogromne,
                                                    W śmierć zapatrzone, dawno snu niepomne,
                                                    Świecą się głuchym strachem i rozpaczą -
                                                    Przeklęte oczy, co na rozkaz płaczą.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:51
                                                    * * *
                                                    Błądziłem więcej niż cierpiałem,
                                                    I bóle za mną w ślad iść muszą;
                                                    Spraw niechaj odtąd cierpię ciałem
                                                    - Nie duszą.

                                                    Ukorz mię w dumie najboleśniej,
                                                    Każ na barłogu się położyć,
                                                    Lecz pozwól duszy mojej, pieśni,
                                                    Znów ożyć.

                                                    Gdybym, na cudzym żebrząc progu,
                                                    Miał Tobie bluźnić bezprzytomnie,
                                                    Wstań: jak do Joba na barłogu,
                                                    Mów do mnie!

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:52
                                                    * * *

                                                    Persicos odi, puer, apparatus...
                                                    Chłopcze, nie szukaj wśród złotej jesieni,
                                                    Czy się gdzie późna róża nie czerwieni,
                                                    Co mi po strojach, po perskim przepychu,
                                                    Gdy w sadzie piję wino, śniąc po cichu?

                                                    Lecz narwij mirtów, masz ich pełno wszędzie.
                                                    W mirtowych wiankach do twarzy nam będzie,
                                                    Tobie, co w męża urastasz chłopczyno,
                                                    I mnie staremu, co śnię, pijąc wino.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                    (z Horacego)
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:53
                                                    * * *

                                                    Quis desideris sit puder aut modus...
                                                    Dlaczegóż bronić się łzom, w nędznym wstydzie
                                                    Nic krzyknąć? Druh mój do umarłych idzie.
                                                    Na cóż ci bogi dały głos i lutnię,
                                                    Muzo, gdy po nim nie zapłaczesz smutnie?

                                                    Więc nas porzucił i już mu na wieki
                                                    Sen nieprzespany obciążył powieki?
                                                    Szła przed nim w życiu Szczerość, Prawda naga,
                                                    Dawniejszych Rzymian Wierność i Powaga.

                                                    Wszyscy szlachetni brata w nim stracili,
                                                    Tyś najbiedniejszy ze wszystkich, Wergili!
                                                    Biedny poeto, myślisz, że go wrócisz
                                                    Na jasną ziemię i pieśnią ocucisz...
                                                    Skoro go Hermes zagnał raz do cieni,
                                                    Krwią mu się młodą twarz nie zarumieni.
                                                    Choćbyś go wołał, jak Orfeusz żony,
                                                    Nie wyrwiesz druha z objęć Persefony.
                                                    Nam go bogowie na krótki czas dali,
                                                    Ucisz się wieszczu, próżno pieśń się żali.
                                                    Ból na nas ciężki przyszedł i żałoba -
                                                    Tak nielitosnym bogom się podoba,
                                                    Żal, płacz ni skarga już go nic ożywi,
                                                    Musimy cierpieć, bądźmy więc cierpliwi.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                    (z Horacego)
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:55
                                                    Jesienne popołudnia
                                                    Jesienne popołudnia kładą
                                                    Na gładki przestwór pól łagodną
                                                    Jasność różaną, ale bladą;
                                                    Mnie chłodno.

                                                    Drzewa się smutnie mienią w złoto
                                                    I w czerwień stroją różnorodną,
                                                    Patrzą na własny blask z tęsknotą;
                                                    Mnie chłodno.

                                                    Wśród uciech sam się myślą straszę,
                                                    Gdy lecą gwiazdy w noc pogodną,
                                                    Że przyszedł koniec na dni nasze;
                                                    Mnie chłodno.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:55
                                                    Na pomoście
                                                    Wstają z morza wały coraz nowe
                                                    I pryskają w słońcu jasną tęczą.
                                                    Niosą piany pasy marmurowe
                                                    I padając na brzeg twardy, jęczą.

                                                    Śledzę długo za polotem fali,
                                                    Jak się w górę podnosi i kłębi.
                                                    Dusza mi się zrywa z większej dali
                                                    I upada do smutniejszej głębi.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:56
                                                    Wiosenne ukojenie
                                                    Wszystkie moje łzy i smutki
                                                    Pochłonęły niezabudki.

                                                    Z moich pragnień i tęsknoty
                                                    Powyrastał jaskier złoty.

                                                    Iłem szału znał przed laty,
                                                    Przeszło w pełnych róż szkarłaty.

                                                    W czyste lilie się zamienia
                                                    Zwątpień ból i przebaczenia.

                                                    Oto wstaje wiatr i zwieje
                                                    Marne troski i nadzieje.

                                                    I nad serca mego ciszą
                                                    Śpiewne już skowronki wiszą.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:58
                                                    Krakowski obrazek
                                                    Gdy żołnierski prosty pogrzeb przechodzi ulicą
                                                    I w takt stąpa rzesza zbrojna, w takt bagnety świecą,
                                                    Nagle w duszy mi się zrywa dziwna chęć i dzika:
                                                    Niech i po mnie zagra także wojskowa muzyka!
                                                    Już nie mogę dalej wytrwać w biednym życiu takiem,
                                                    Rzucę wszystko i ucieknę, zostanę żołdakiem.
                                                    Nadto mię dziś żalów nęka, nadto wspomnień boli
                                                    I na piersi mi się głowa opuszcza powoli.
                                                    Z żalów moich, trosk codziennych i ze zwątpień skrytych
                                                    Nadto mi się w sercu lęgnie gadów jadowitych.
                                                    Ni o sławę nie dbam marną, ni o pomnik z głazu...
                                                    Będę sobie żył bezmyślnie - i umrę od razu.
                                                    Towarzysze mię do ziemi, gdzieś przy drodze, złożą:
                                                    Rola, zlana krwią rycerską, będzie ziemią Bożą.
                                                    I zagrają marsz żałobny, muzyką mię spłacą...

                                                    Tak bym zginął, ale nic mam, nie mam ginąć za co.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:00
                                                    Melodia
                                                    Wskazała na piersi palcem,
                                                    swoim palcem, królem w pierścieniu,
                                                    i prosiła, żeby wierszem, żeby walcem
                                                    umuzycznić ją, rzewnie znieśmiertelnić.

                                                    Więc dotknąłem klawiszów palcami
                                                    dla tych rzęs, dla tych ust, dla tej ręki,
                                                    pod oknami i za onami
                                                    zadźwięczały tony piosenki.

                                                    I pół świata stało się moim,
                                                    kiedym takty strof doskonalił -
                                                    o tych palcach pachnących powojem,
                                                    o wieczornych rzęsach Natalii.

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    1934
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:01
                                                    Ranek nad morzem
                                                    Cicho dziś zamiera w blasku
                                                    Morze jednym rąbkiem piany
                                                    I zostawia ślad na piasku,
                                                    Połysk szklany i różany.
                                                    Chodzą ranne mgły po fali
                                                    I prześwieca blado słońce...

                                                    Gdzieś wysoko, gdzieś w oddali,
                                                    Wielkim skrzydłem bielejące,
                                                    Płyną z wolna wielkie łodzie,
                                                    Wielkie lodzie rozmarzone
                                                    I po sennej, gładkiej wodzie
                                                    W niewiadomą idą stronę.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:02
                                                    Rzym wieczorem
                                                    Od cienistego schodziłem klasztoru...
                                                    W dole, na Forum, chłodny cień wieczoru.
                                                    Na Kapitolu - ostatni błysk słońca!
                                                    Na Palatynie zieleń ciemniejąca
                                                    Na tle niebiosów jasnych, przypomina
                                                    Półfantastyczne obrazy Boecklina.
                                                    Niżej kolumny pośród ciętych cisów,
                                                    Białe z marmuru i czarne z cyprysów.

                                                    Nad całym miastem mrok i fiolety,
                                                    Po Corso stępem wracają karety
                                                    Z Villa Borghese. Wśród zgiełku i wrzawy
                                                    W oczy dam rzymskich patrzy tłum ciekawy.
                                                    Szare ulice purpurą swą plami
                                                    Collegium z wolna idące parami,
                                                    I nad niepokój wieczornego miasta
                                                    Kopuła, wznosząc złoty krzyż, urasta.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:04
                                                    Powrót
                                                    Oto mi widny rodzinnego boru
                                                    Rąbek sinawy.
                                                    Za borem wschodzi miesiąc w mgłach wieczoru
                                                    Wielki i krwawy.

                                                    Pierwsza się gwiazda wśród mgławicy budzi,
                                                    Drobna i złota,
                                                    I w sercu wstaje do dalekich ludzi
                                                    Dziwna tęsknota.

                                                    Patrzę ku stronie, gdzie światło za chwilę
                                                    Z okien mi błyśnie.
                                                    Bolesnych wspomnień naraz mi się tyle
                                                    Do duszy ciśnie...

                                                    Patrzę, jak gdybym się tych okien domu
                                                    Nie mógł doczekać,
                                                    A w sercu chce się płakać po kryjomu,
                                                    Płakać - uciekać!

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:05
                                                    Krajobraz flamandzki
                                                    Usypiają już wiatraki,
                                                    Majaczeją ledwo wieże,
                                                    I noc sieje na wybrzeże
                                                    Taką ciszę, urok taki!

                                                    Rozespanych stawów lica
                                                    Mdławo świecą wśród zieleni;
                                                    Za mgłą gęstą, bez promieni,
                                                    Idzie złota tarcz księżyca.

                                                    Bielejące sine domy
                                                    Pod kapturem dachów drzemią:
                                                    Taka senność ponad ziemią,
                                                    Taki spokój nieświadomy...

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:06
                                                    Wieczorem
                                                    Idę nad morzem, co nieukojone,
                                                    Posłuszne tchnieniom złotego miesiąca,
                                                    Wiecznie pierś swoją rzuca w jedną stronę
                                                    I o brzeg jeden roztrąca.

                                                    I choć przychodzi taki czas, że nocą,
                                                    Na nowiu księżyc pozbędzie promieni,
                                                    Fale tak samo próżno się szamocą,
                                                    A miesiąc w górze się mieni.

                                                    I żal mój koi ta ciągła wód praca
                                                    I chcę być jako fala niewiedząca,
                                                    Co w głąb się wiecznie cofa i powraca,
                                                    Posłuszna tchnieniom miesiąca.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:07
                                                    Anińskie noce
                                                    Korale twoje przestań nizać,
                                                    wiatrowi bardziej jestem rad,
                                                    bo jak muzyka Albeniza
                                                    przewraca nas na łóżko wiatr.

                                                    Księżyc diamentem szyby tnie,
                                                    na zachód pędza ptaki,
                                                    pająk nad łóżkiem zwiesza się -
                                                    szkoda, że nie baldachim.

                                                    Upiorny nonsens polskich dni
                                                    kończy się nam o zmroku.
                                                    Teraz jak wielki saksofon brzmi
                                                    noc taka srebrna naokół.

                                                    I wielkim, bezkresnym wachlarzen
                                                    wachluje nas chłopiec nieduży,
                                                    szmaragdy w uszach ma,
                                                    on jest Murzyn,
                                                    a my nazywamy go Nocą.

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    1937
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:08
                                                    * * *
                                                    Widzę oknem same śnieżne dachy,
                                                    Lecz na oknie hiacynty rosną,
                                                    I dokoła wstają mi zapachy -
                                                    Jakby wiosną.

                                                    Dawno mię już odbiegały piosenki,
                                                    Aż tu w piersiach, nagle, bez powodu,
                                                    Rozbudziły mi się jakieś dźwięki -
                                                    Jak za młodu.

                                                    Zawsze patrzeć na kwiatów kielichy,
                                                    Zawsze takie dźwięki słyszeć w sobie
                                                    I być światu tak obcy i cichy -
                                                    Już jak w grobie.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:10
                                                    * * *
                                                    Na wodzie srebrnej, cichej i milczącej,
                                                    Na wodzie lśniącej, gładkiej i drzemiącej,
                                                    Leżały góry jasne i zamglone
                                                    Jak duchy czaru zaklęciem uśpione.

                                                    Dochodził z lasu sosen szmer żałosny
                                                    Odmawiający Dawidowe psalmy.
                                                    A złotym liściem szepcząc śpiew miłosny
                                                    Na brzegu chwiejne hajdaly się palmy.

                                                    W dolinie kwitły czereśnie, migdały,
                                                    Na polu dzieci anemony rwały.
                                                    Wietrzyk przynosił woń pomarańczową,
                                                    Ziemia się wiosną zieleniła nową.

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:11
                                                    Wieczór w Salamance
                                                    Jeszcze wczoraj ostatnie żegnały mnie wonie
                                                    Lata, co lekkim wiewem róż rabaty muska,
                                                    I słuchałem fontanny, co w klasztorze pluska,
                                                    I widziałem znajome, załamane dłonie:
                                                    Widzę Burgos jak stary grobowiec uśpione
                                                    I księźyc jak trup srebrny, co stał w murów blance,
                                                    I nagle oto dzisiaj - wieczór w Salamance -
                                                    Pojąłem, że to prawda. Ze wszystko skończone.
                                                    A jednak nawet teraz, na dalekim bruku,
                                                    Jakby stolic gnębionych aż tu doszły dreszcze,
                                                    Czujesz drżenie podziemne i łudzisz się jeszcze,
                                                    Ze mówi ktoś do ciebie w dział milknących huku.
                                                    Ręką sunąc po liściach, co nie znały rosy,
                                                    Śnisz cienie i ten strumień, co się wije w jarze,
                                                    Nad którym o tej porze siedzi chłopiec bosy
                                                    I gra prostą piosenkę na wiejskiej fujarze.
                                                    Oto dym długą smugą podniósł się z ogniska,
                                                    I widzisz swe dzieciństwo tym dymem zasnute,
                                                    Dziewuchy motykami biją w kartofliska,
                                                    I czujesz wonne zioła: lawendę i rutę.
                                                    Jakżeż się to te wszystkie polne kwiaty zwały?
                                                    Te drzewa, co wieczorem za oknem szumiały?
                                                    Gdzież się owe podziały zapomniane krzewy,
                                                    Co się gięły i chwiały śród letniej ulewy?
                                                    To właśnie twoja ziemia, gdzieś chciał spocząć w końcu
                                                    Pod liśćmi zbutwiałymi, co pachną tak mocno.
                                                    Ktoś cię woła: "Poczekaj! Przetrwaj porę nocną,
                                                    A jutro ujrzysz Rynek i Wawel we słońcu!"
                                                    Ileż to razyś patrzał gdy, zdało się, płoną
                                                    Dachy łuną zachodu zalane czerwoną,
                                                    I wtedy z Panny Marii, spod złotej korony
                                                    Dźwięk zrazu przyciszony starego hejnału,
                                                    Coraz czystszy, pełniejszy szedł na wszystkie strony,
                                                    A ty, milcząc, słuchałeś, jak ginął pomału.
                                                    lak cicho! Nikt nie przejdzie przez puste krużganki
                                                    I żadna się nie bieli koronkowa kreza,
                                                    Ani żadna Infantka w stroju Velazqueza
                                                    Nie zjawi się na starych murach Salamanki.
                                                    I tylko powiew nocy, co cicho się zbliża,
                                                    Zaledwo pożegnane przypomniał platany,
                                                    I patrzysz na plac pusty, księżycem oblany,
                                                    Tym samym, który płynie po niebie Paryża.
                                                    Co teraz śni to niebo, co marzą te mury?
                                                    Kto idzie pośród parku aleją uśpioną?
                                                    I jakie teraz burze wstrząsają twe łono,
                                                    0 miasto, któreś było jak siła natury?
                                                    Znów wraca zapach wiosny i siła twych czarów,
                                                    Jak kiedyś, moje serce na nowo odmienia.
                                                    Zrzuć z głowy swojej popiół spalonych sztandarów.
                                                    Czy słyszysz tę muzykę? I moje westchnienia?
                                                    Pójdź ze mną w świat prawdziwy, na zawsze umarły,
                                                    Patrz, kwiaty z drzew otrząsa wiosenna ulewa,
                                                    Małego się hotelu drzwi nagle otwarły,
                                                    A z okna naprzeciwko walc stary rozbrzmiewa.
                                                    Niech tylko cień ten w oknie zamglony popieszczę,
                                                    Co teraz ponad lampą gasnącą się słania:
                                                    "Nie dałaś mi na jutro godziny spotkania,
                                                    Czy będziesz o mnie myśleć? Spotkamy się jeszcze?"

                                                    I nagle dzwon jak w studnię o ciszę uderzył,
                                                    I tylko palma cicho szeleści jak pióro.
                                                    O! weź mnie w swe ramiona, milcząca naturo,
                                                    Ażebym znów pokochał i znowu uwierzył!

                                                    Jan Lechoń
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:34
                                                    * * *
                                                    Widziałem świat, kochałem świat,
                                                    Pisałem tak, jak widzę.
                                                    Żem po malarsku farby kładł,
                                                    Tego się dziś nie wstydzę.

                                                    Wstyd mi, że z serca ciekła krew,
                                                    A tego nie czuć w pieśni.
                                                    Czemuż, gdyblady miał być śpiew,
                                                    Cierpiałem najboleśniej?

                                                    Konstanty Maria Górski
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:35
                                                    Jesień
                                                    Jabłka świecą na drzewach jak węgle w popiele,
                                                    wiatrak pęka ze śmiechu i powietrze miele.

                                                    Jak na fryzie klasycznym dziewczyny dostojne
                                                    z różowymi żądzami mężną wiodą wojnę.

                                                    Już kasztan się osypał i ochłodły ranki;
                                                    o, młody przyjacielu, poszukaj kochanki

                                                    z małym domkiem, ogródkiem, sennym fortepianem,
                                                    która by włosy twoje czesała nad ranem,

                                                    z którą byś po śniadaniu czytał Mickiewicza -
                                                    niech będzie silna w ręku, a piękna z oblicza,

                                                    jak jesień zamyślona, jak Jesień śmiertelna
                                                    i jako jabłka owe cierpka i weselna.

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    "Droga" 1926 nr 11
                                                  • kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:36
                                                    Noc
                                                    l
                                                    Noc straszliwa, straszliwa,
                                                    wiatr drzewami potrząsa,
                                                    noc jest taka świstliwa,
                                                    noc jest taka gorąca,
                                                    płynie miłość pod korą,
                                                    płynie miłość po liściach
                                                    i ptaki gubią pióra
                                                    jak ja me rękopisy.
                                                    Bo noc jest, noc jak walc.
                                                    2
                                                    Na most, na most wybiegnij, ach, trzymaj mocno bukiet,
                                                    by ci go wiatr nie wyrwał.
                                                    Twe imię jest ze szmaragdu.
                                                    Wiatr twoje włosy porusza - znam ich tajemny alfabet,
                                                    linie pierścieni i pukli, i loków. Do świtu jeszcze daleko.
                                                    Słyszysz, jak płynie noc? przygrywa jak stare zegary
                                                    na wieżach miast zatopionych -
                                                    twe imię jest z wiatru.
                                                    3
                                                    A kiedy noc otworzy się jak brama
                                                    i sennych rzeźb rozwinie wzór na bramie,
                                                    ty będziesz znów jak wczoraj taka sama,
                                                    zadźwięczy głos, który nie kłamie.

                                                    Na jasną dłoń upadnie ciemność słodka
                                                    i włosów puch dębowych liści dotknie.
                                                    Pochwalmy noc, że jest jak otchłań,
                                                    że spadać w nią jest tak cudownie.

                                                    A kiedy świt zastanie nas znużonych,
                                                    bitych przez wiatr i chorych jak od wina,
                                                    znów jak fortepian będzie potłuczony
                                                    ta noc, ta noc, wciąż głębsza rwąca rana.

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    1946
                                                  • sainbois Zwycięstwo 27.08.03, 10:37
                                                    Wróciłam do ciebie z zatrutej męką czeluści,
                                                    Nie widziałeś, gdziem była, aleś mi wszystko odpuścił.
                                                    Cierpiałam, łańcuch gryzłam, głazy dźwigałam.
                                                    Z radością witałeś mnie: "Jednegoś mnie tylko kochała."
                                                    Zdarłam młodość do krwi, uśmiech przeżarła włóczęga.
                                                    Nigdyś do mego piekła promienną myślą nie sięgał.
                                                    Wydobyłam się, ręce wzniosłam nie wierząc skowronkom i niebu...
                                                    W jasnej, szczęśliwej pewności czekałeś mię u wrót Erebu.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Każdej żyjącej rzeczy na okrasę 27.08.03, 11:46
                                                    To, co z nas jest śmiertelne,
                                                    ziemia sprawiedliwie podzieli,
                                                    rozsądzi.
                                                    To jaskrom na własność,
                                                    a tamto - jesionom pożyczka.
                                                    Ziemia mądrze,
                                                    bez pomyłki, pooblicza:
                                                    ty i ja - dwa oblicza,
                                                    dwa serca dzwoniące w swych klatkach jak w pudłach od skrzypiec...

                                                    Rozsypie się to, rozsypie,
                                                    wespnie się w listeczki ciemne,
                                                    włączy sie w kwiatuszki jasne...
                                                    Ziemia mądrze,
                                                    sprawiedliwie rozsądzi,
                                                    jak rachmistrz pooblicza.
                                                    Każdej żyjącej rzeczy na okrasę
                                                    rozda ciebie wraz ze mną
                                                    - dwa serca, dwa oblicza -
                                                    moje, twoje, nasze...

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Błękitna chwila 27.08.03, 16:06
                                                    Zniknie za brzegiem, ujdzie za skały
                                                    żagiel, w błękicie jak skrzydło biały,
                                                    na rozpalonym zboczu rozściele
                                                    wiatr przedwieczorny pachnące ziele,
                                                    niską buczyną, ostrym jałowcem
                                                    wstrząśnie nad dzikim górskim manowcem.

                                                    Dom jest daleko, świat jest daleko,
                                                    za zapomnienia górą i rzeką:
                                                    nic nam nie grozi, nikt o nas nie wie;
                                                    ptak w migdałowym ukryty drzewie
                                                    potrząsa skrzydłem i gwiżdże z cicha,
                                                    zdeptany piołun wonią oddycha.

                                                    Połóż mi rękę pod senną głowę.
                                                    Wczoraj - zginęło, dzisiaj - jest nowe,
                                                    jutro - pod żaglem białym na głębi
                                                    ściga lecące stado gołębi.
                                                    Jesteśmy wolni, jesteśmy sami
                                                    śród ziół pachnących, pod błękitami.

                                                    Koniki polne w kamieniach dzwonią...
                                                    Serce zamiera jak ptak pod dłonią.
                                                    Czas coraz pustą napełnia czaszę...
                                                    Wczoraj - zginęło, dzisiaj - jest nasze,
                                                    a jutra nie chcą widzieć za mgłami
                                                    oczy zamknięte pocałunkami.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna


                                                  • kolargol Do Sainbois 27.08.03, 22:36
                                                    DZIEKUJE ZA WSPARCIE.
                                                  • sainbois Do kolargola 27.08.03, 23:27
                                                    Drogi kolargolu, dziękuję Ci za wiersze.
                                                    Moje wiersze lubią rozmawiać z Twoimi.
                                                    Na skromną miarę, na swój sposób:)))
                                                    serdecznie pozdrawiam
                                                    sainbois
                                                  • Gość: rozalia Re: Zwycięstwo IP: 66.213.109.* 27.08.03, 22:26
                                                    Bardzo ladny watek.
                                                  • Gość: rozalia Re: Zwycięstwo IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:01
                                                    Palec mi zdobi
                                                    swierszcz wysokokaratowy

                                                    Jerzy Harasymowicz
                                                  • Gość: rozalia Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:12
                                                    Wiosenne slonce
                                                    Ogrzewa zeschniety lisc -
                                                    znak po jesieni
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:14
                                                    Choc mroz juz zelzal
                                                    ja nadal siedze w barze
                                                    ciagle samotny

                                                    Caveman
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:15
                                                    Niczym zolnieze
                                                    Wyprostowane dumnie
                                                    Rosna sloneczniki

                                                    Caveman
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:20
                                                    Niedaleko gor
                                                    zatrzymal mnie na chwile
                                                    narcyz przekwitly

                                                    Tadeusz Zurawek
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:21
                                                    tylko ten swierszcz
                                                    u stop zielonej gory
                                                    noc przywoluje

                                                    Tadeusz Zurawek
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:23
                                                    Biala brzoza pusta galezia
                                                    Wiatr wita
                                                    Jesienny zmierzch zamyka okno.
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:28
                                                    cichym krokiem
                                                    przychodzi mgla
                                                    gdy ktos krzyczy
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:27
                                                    sciemnia sie
                                                    lecz roza
                                                    pachnie
                                                  • sainbois Re: Zwycięstwo 27.08.03, 23:29
                                                    witaj, rozalio
                                                    sainbois
                                                  • Gość: rozalia Re: Zwycięstwo IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:32
                                                    sainbois napisała:

                                                    > witaj, rozalio
                                                    > sainbois


                                                    Witaj, ja tez chce dolozyc swoja cegielke do tego pieknego watku.
                                                  • Gość: rozalia Re: Zwycięstwo IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:36
                                                    cisza gleboka
                                                    z Malego Stawu tylko
                                                    kamien wystaje
                                                  • sainbois Haiku 28.08.03, 11:43
                                                    three raindrops
                                                    and three or four
                                                    fireflies

                                                    Issa Kobayashi
                                                  • sainbois Re: Haiku 28.08.03, 11:47
                                                    body and soul -
                                                    lilies blooming
                                                    skylark singing

                                                    Issa kobayashi
                                                  • sainbois Re: Haiku 28.08.03, 11:51
                                                    the closer I get
                                                    to my village, the more pain...
                                                    wild roses
                                                  • sainbois Re: Haiku 28.08.03, 11:57
                                                    even wild roses
                                                    of a downtrodden land
                                                    reach enlightenment

                                                    Issa Kobayashi
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:36
                                                    Zachodzace slonce
                                                    dodaje odwagi swiecy
                                                    zapomnianej w piwnicy
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:38
                                                    Przy pelni ksiezyca
                                                    jaszczurka moze
                                                    wyrzezbic znak w drzewie
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:38
                                                    Trzask pioruna
                                                    urodzil kwiat malwy
                                                    w skale
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:39
                                                    Jesli okolica jest plaska
                                                    deszcz
                                                    urodzi gory
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:40
                                                    Gdy slonce wydluza cienie
                                                    dzwiek
                                                    stoi w powietrzu
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:41
                                                    Kwiat chce tylko zyc
                                                    Kamien
                                                    toczy sie w dol
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:53
                                                    Wiosna piesci mnie
                                                    zielony robaczek na
                                                    mej prawej rece
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:54
                                                    Prozne marzenie
                                                    wsrod dojrzalych orzechow
                                                    serce usycha
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:55
                                                    Zima wieczorem
                                                    w cichym barze przy piwie
                                                    pale ma fajke
                                                  • Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 02:00
                                                    Staruszka wrona
                                                    na chybotliwej galezi
                                                    kraczaca zima

                                                    Tadeusz Zurawek
                                                  • sainbois Róże 29.08.03, 12:25
                                                    I skojarzą się róże czerwone z białemi,
                                                    ale niziutko, niziutko przy ziemi,
                                                    i gałęzie się przeplotą, i listeczki przeplączą,
                                                    ale już się nie rozejdą, ale już się nie rozłączą.
                                                    I zostaną zawsze razem, i rozrosną się razem wiernie,
                                                    ale będą kryły głęboko wbite piersią w pierś wzajemne ciernie.

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Wątpliwość 29.08.03, 12:29
                                                    Łuk rzeki, nie wiem, czy mnie wiąże, czy też dzieli
                                                    od łąk tych. I ta najzieleńsza zieleń,
                                                    co w niebo wrasta tam, kędy się kończy,
                                                    nie wiem: czy z niebem kłóci mnie, czy łączy?
                                                    Chmury się pasą,
                                                    drzemie piach pod lasem...
                                                    Nie wiem: czy stale kocham wszystko to, czy tylko czasem?

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna
                                                  • sainbois Miłość 30.08.03, 13:58
                                                    Przez dni jesiennych słodkie zamieranie,
                                                    przez dymy ognisk, jarzębin różaniec,
                                                    przez jaskółczane krótkie "do widzenia",
                                                    które wiatr wczoraj w ciepły deszcz pozmieniał -
                                                    proszę cię, święta i wieczna jesieni,
                                                    niech się już moje serce nie odmienia!
                                                    Przez liści tuman, co się w parku kręci,
                                                    przez szron na miejscach letnich sianożęci,
                                                    przez oddalenia i przez niepamięcie,
                                                    przez śmierć, co zawsze jest nie do pojęcia -
                                                    proszę cię, wierna i boża służebno,
                                                    niech zginie serce, jeślić jest potrzebne!
                                                    Jeśli tak trzeba i jeśli nie żal ci
                                                    rozkwitu lata, skoś to, coś skazała
                                                    - czy kłos, czy owoc, czy kwiat niedojrzały -
                                                    wytnijcie ogród mój, a dom podpalcie...
                                                    Ale przez obietnice i przez wypełnienia,
                                                    przez lęk miłości i mękę rodzenia
                                                    zaklinam ciebie, o święta jesieni,
                                                    niech się już moje serce nie odmienia!

                                                    Kazimiera Iłłakowiczówna



                                                  • kolargol Re: Haiku 26.02.04, 01:38
                                                    Gość portalu: rozalia napisał(a):

                                                    > Staruszka wrona
                                                    > na chybotliwej galezi
                                                    > kraczaca zima
                                                    >
                                                    > Tadeusz Zurawek


                                                    Dzieki.
    • Gość: bratek seks IP: *.biaman.pl 30.08.03, 14:47
      seks

      Jadę Wilton Avenue
      nagle jakaś mniej więcej piętnastolatka
      w ciasnych niebieskich dżinsach
      które ściskają jej tyłek jak dwie dłonie
      wychodzi na jezdnię tuż przed moim wozem
      zatrzymuję się, żeby dać jej przejść
      kiedy przyglądam się jej falującym kształtom
      rzuca przekrwione spojrzenie
      przez przednią szybę
      prosto na mnie
      wydyma
      największą różową kulę
      balonówy
      jaką w życiu widziałem
      a ja przez radio w samochodzie
      słucham Beethovena.
      wchodzi do sklepiku spozywczego
      i już jej nie ma
      a ja zostaję z
      Ludwigiem.

      Charles Bukowski o marzeniach i możliwościach
      • sainbois 30 centów, dwa bilety, miłość 05.09.03, 15:17
        Myśląc o tobie bez przerwy,
        wsiadłem do autobusu
        i zapłaciwszy należne 30 centów
        poprosiłem kierowcę
        o dwa bilety,
        zanim odkryłem, że byłem
        sam.

        Richard Brautigan
        • elodia Re: 30 centów, dwa bilety, miłość 06.09.03, 02:57
          Piękne , nie znałam tego wiersza ani nie słyszałam i jego autorze :)
          • sainbois Każda dziewczyna powinna mieć wiersz 06.09.03, 11:56
            Każda dziewczyna powinna mieć wiersz
            napisany specjalnie dla niej, nawet jeśli
            mamy wywrócić ten cholerny świat
            do góry nogami.

            Richard Brautigan

            dla elodii:)))
        • Gość: bratek Re: 30 centów, dwa bilety, miłość IP: *.biaman.pl 13.09.03, 19:00
          piękna odpowiedź, piękny wiersz.
    • Gość: jkb Re: To, co piękne... - eec IP: *.ds.pg.gda.pl 13.09.03, 16:28
      Take for example this:

      if to the colour of midnight
      to a more than darkness (which
      is myself an Paris and all
      things) the bright
      rain
      occurs deeply, beautifully

      and i (being at a window
      in this midnight)
      for no reason feel

      deeply completely conscious of the rain or rather
      Somebody who uses roofs and street skillfully to make a
      possible and beautiful sound:


      if a (perhaps) clock strikes, in the alive
      coolness, very faintly and
      finally through altogether delicate gestures of rain

      a colour comes, which is morning, O do not wonder that

      (just at the edge of day) i surely
      make a millionth poem which will wholly
      miss you; or if i certainly create lady,
      one of the thousand selves who are your smile.

      ee cummings


      Jest sobie bardzo piękne tłumaczenie tego wiersza,
      autorstwa bodajże S. Barańczaka. Nie dysponuję nim, a
      pamiętając jego urok nie chcę nikogo dręczyć własnym
      przekładem. Jeśli ktoś posiada Barańczakowy - bardzo
      proszę o zamieszczenie.
      • sainbois Chociażby to na przykład: 13.09.03, 18:29
        • sainbois Chociażby to na przykład: 13.09.03, 18:38
          jeśli barwie północy,
          czemuś co jest więcej niż mrokiem (co
          jest mną i Paryżem i wszystkim
          naokoło) jasny
          deszcz
          przydarza się głęboko i pięknie

          a ja (stojąc u okna
          o tej północy)
          czuję się bez powodu
          głęboko i całkowicie świadomy deszczu czy też raczej
          Kogoś, kto posługuje się zręcznie dachami i ulicami, aby
          wytwarzać prawdopodobny i piękny szmer:

          jeśli jakiś (chyba) zegar bije, w pełnym życia
          chłodzie, ledwie słyszalny i jeśli
          nareszcie poprzez najzupełniej delikatne poruszenia deszczu

          przebija się barwa, która jest porankiem, O, nie dziw się, że

          (na samej krawędzi dnia) z pewnością
          piszę milionowy z rzędu wiersz, który nie całkiem
          cię pominie; lub niezawodnie tworzę, pani,
          jedno z tysiąca tych ja, które są twoim uśmiechem.

          proszę, oto przekład autorstwa S. Barańczaka, przesłany nie bez kłopotów:)
    • Gość: leszek Re: To, co piękne... IP: *.homenet.ohio-state.edu 01.01.04, 02:25
      Bardzo ladny watek. Gratuluje.
    • institoris1 sie mie wlasnie przypomnialo.... 01.01.04, 03:09
      synek do mnie mowi (pokazujac na mokra karuzele)- patrz tata, deszcz na
      karuzeli lezy.
      patrze na ksiezyc (w nowiu) i se mysle- no, fajn by bylo jakbys morde te swojo
      calo pokazal. Za dni kilka (czy kilkanascie) jest akurat na odwrot, i moje
      zyczenia o 180 stopni odwrotne...sie spelniaja. I tak nieodmiennie na nowo...
      Czy to nie piekne, ze taki ksiezyc mnie jeszcze nigdy nie zawiodl?
      (pozdrowienia Panu Twardowskiemu przy okazji tej)
      ide se ulicom przy ktorej mieszkam w kierunku do gory...i wiem, ze zara
      skrzyzowanie bedzie. Czy to nie piekne miec swiadomosc, ze mozna na lewo albo
      prawo za chwile (dla zdesperowanych na wprost). Chwala budowniczym krzyzujacych
      sie ulic!!!
      Albo wezmy takiego nalogowego palacza jak ja...wypalam papierosa ostaniego z
      paczki....i zadna tragedia- kupuje sobie zapobiegawczo nowa. Czy to nie
      wspaniale?
    • Gość: Leszek Re: To, co piękne... IP: *.homenet.ohio-state.edu 18.03.04, 21:32
      Bardzo ciekawy watek. Gratuluje.
      • Gość: rozalia Re: To, co piękne... IP: *.worthingtonlibraries.org 18.03.04, 23:34
        przemyka za oknem
        jak kolorowa gasienica
        pociag podmiejski
      • Gość: rozalia Re: To, co piękne... IP: *.worthingtonlibraries.org 18.03.04, 23:36
        kropla na szybie
        pioro zatrzepotalo
        w tle jarzebina

        Fred Goldstein
      • Gość: rozalia Re: To, co piękne... IP: *.worthingtonlibraries.org 18.03.04, 23:37
        woda w miseczce
        golebica nieruchoma
        dlon sypie ziarna

        fred Goldstein
        • Gość: rozalia Re: To, co piękne... IP: *.worthingtonlibraries.org 18.03.04, 23:45
          w deszczowej szacie
          znieruchomiala w sobie
          wierzba placzaca

          Fred Goldstein
    • homosovieticus Re: To, co piękne... 19.03.04, 08:00
      Chłopiec podchodzi do białego konia, żeby
      nałożyć mu uzdę
      koń spogląda na niego w milczeniu.
      Tacy są milczacy-jakby w innym świecie.

      David Herbert Lawrence
      przełożył
      Leszek Engelking
      • Gość: rozalia Re: To, co piękne... IP: *.worthingtonlibraries.org 20.03.04, 16:09
        Bardzo ladne, dziekuje.
        • homosovieticus Re: To, co piękne... 20.03.04, 17:32
          Gość portalu: rozalia napisał(a):

          > Bardzo ladne, dziekuje.
          bliża się wiosna.
          Pora wschodzącego nasienia życia.
          Daj mi Boże kropelkę wypuscić.

          ps.

          Całusy z krainy nierozumem pięknej
    • Gość: lubię tu zaglądać Re: To, co piękne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.04, 13:31
      ***

      Więc można kochać i nie wiedzieć o tem?
      Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniu
      Dłoń sobie wzajem podać w pożegnaniu
      I w dusz spokoju odejść - z bezpowrotem...

      Lecz już nazajutrz, ledwo po rozstaniu,
      W dzień ów zabłądzić pamięci przelotem
      I stając, jakby przed czemś cudnem, złotem,
      Uczuć się nagle sercem - na wygnaniu!

      I odtąd wracać wstecz, wciąż i na próżno,
      Przesiewać przeszłość wspomnienia przetakiem,
      By coś w niej znaleźć, co było żywotem!

      Lecz smęt mży jeno szarym suchym makiem,
      Jak proch w klepsydrze, co szemrze: "Za późno!..."
      Ach, można kochać i nie wiedzieć o tem!

      (Leopold Staff)
    • mogiliani Villon 06.05.04, 16:33
      Podwójna ballada w tymże samym przedmiocie

      LXV
      Bdyby ta, której'm niegdy służył
      Z wiernego serca, szczerej woli,
      Przez którą'm tyle męki użył
      I wycierpiałem moc złej doli,
      Gdyby mi zrazu rzekła szczerze,
      Co mniemam (ani słychu o tem!)
      Ha, błbym może te więcierze
      Przedarł i nie lazł już z powrotem

      LXVI
      Co bądź jej jeno kładłem w uszy,
      Zawżdy powolnie mnie słuchała -
      Zgodę czy pośmiech mając w duszy -
      Co więcej, nieraz mnie cierpiała,
      Iżbych się przywarł do niej ciasno
      I w ślepka patrzał promieniste,
      I prawił swoje... Wiem dziś jasno,
      Że to szalbierstwo było czyste.

      LXVII
      Wszystko umiała przeinaczyć,
      mamiła mnie, niby przez czary;
      Zanim człek zdołał się obaczyć,
      Z mąki zrobiła popiół szary;
      Na żużel rzekła, że to ziarno,
      Na czapkę, że to hałm błyszczący,
      I tak zwodziła mową marną,
      Zwodniczem słowem rzucającym

      LXVIII
      Na niebo, że to misa z cyny,
      Na obłok, ze to cielęca skóra,
      Na ranek, że to wieczór siny,
      Na głąb kapusty, że to góra;
      Na stary fuzel, że moszcz młody,
      Na świnie, że to młyn powietrzny,
      Na powróz, że to włosek z brody,
      Na mnicha, że to rycerz grzeczny...

      LXIX
      Tak oto miłowanie
      Odmienne było i zdradliwe;
      Nikt tu się ponoć nie ostanie,
      By zwinny był jak srebro żywe;
      każdy, ścirpiawszy kaźń nieznośną,
      Na końcu będzie tak zwiedzony
      Jak ja, co wszędy zwą mnie głośno:
      "Miłośnik z hańbą przepędzony".
    • Gość: Gall Anonim Re: To, co piękne... IP: *.acn.waw.pl 08.07.04, 04:17
      uuupsss
      • kolargol Re: To, co piękne... 17.08.04, 17:27
        Dlaczego przestaliscie pisac?
        • kolargol Re: To, co piękne... 27.08.04, 23:48
          kolargol napisał:

          > Dlaczego przestaliscie pisac?

          ?
          • sainbois Dry Salvages, T. S. Eliot 28.08.04, 09:35
            Czasem się zastanawiam, czy to miał Kriszna na myśli -
            Wśród innych myśli - czy jako jedną z form wyrażenia tej samej sprawy:
            Że przyszłość to zwiędła pieśń, Róża Królewska lub gałązka lawendy
            Zadumanego żalu nad tymi, których tu jeszcze nie ma, by wzbudzać żal,
            Zgnieciona wśród pożółkłych kartek książki nigdy nie otwartej,
            A droga w górę jest drogą w dół, droga przed siebie drogą wstecz.

            tłum. Krzysztof Boczkowski, Szepty nieśmiertelności
            • palnick Klerykał :) 12.05.05, 22:54

              Zaangazowany klerykal

              Wściekły i zawzięty, ,
              Zły, podstępny, wredny, ohydny i mściwy,
              Zielony z zawiści, strzykający jadem,
              Goni co sił w nogach inkwizycji śladem.

              Marzy by nareszcie porozpalać stosy,
              Torturować bliźnich, obalać etosy.
              Nieustannie myśli - piątek to, czy świątek -
              O pięknej i krwawej rzezi niewiniątek.

              I całymi dniami - czy zmierzcha czy dnieje -
              Pianę toczy z pyska, nienawiścią zieje.
              A po nocach pisze - długo, do świtania -
              Listy kandydatów do wymordowania.

              Jak temu zaradzić? Nie mamy wyboru!
              Na pomoc wzywamy znów ludzi honoru.
              By Polska nie sczezła w nienawiści szale
              Ciebie dziś prosimy: „Ratuj, Generale!”.

              Ocal Ty nas przed nim - miły panie bracie -
              Osadź go w areszcie, albo w internacie,
              Niechaj zgnije w pudle, albo i w gułagu...

              Kłaniam się z szacunkiem.

              Ślusarz z Pafawagu.


              Powyższy wierszyk napisał witek.bis
    • Gość: J.R. Shakespeare (oryg.) IP: *.ifw-kiel.de 09.09.04, 18:23
      wersja oryginalna. moze ktos ma tlumaczenie baranczaka?

      My mistress' eyes are nothing like the sun;
      Coral is far more red than her lips' red;
      If snow be white, why then her breasts are dun;
      If hairs be wires, black wires grow on her head.

      I have seen roses damask'd, red and white,
      But no such roses see I in her cheeks;
      And in some perfumes is there more delight
      Than in the breath that from my mistress reeks.

      I love to hear her speak, yet well I know
      That music hath a far more pleasing sound;
      I grant I never saw a goddess go;
      My mistress, when she walks, treads on the ground.

      And yet, by heaven, I think my love as rare
      As any she belied with false compare.

      William Shakespeare
      • kolargol Re: Shakespeare (oryg.) 04.10.04, 23:53
        Swietnie. piszcie dalej.
        • kolargol To co piekne 04.10.04, 23:57
          still awake
          my thoughts drifting
          with the stars

          Suezan Alkins
          • andrzejg Niemowa 20.11.04, 10:46
            Nie mówię,
            Nie otwieram ust,
            Bo juz mi niewymownie żal
            Moich do ciebie słów.
            Wagony słów!
            Węglarki słów!
            Prawdziwe złoto,
            Diamenty, perły,
            Bardzo niewieleSztucznej biżuterii!
            Miłości bujnej,cudnej kuźnie
            I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię!
            Nie mówię,
            Nie otworzę ust,
            Żeby już nie było mi żal
            Moich do ciebie słów.
            Wagony słów!
            Węglarki słów!
            Prawdziwe złoto,
            Diamenty, perły,
            Bardzoniewiele sztucznej biżuterii!
            Miłości bujnej, cudnej kuźnie
            I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię!
            I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię!
            I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię!

            Edward Stachura
    • Gość: Kafar Re: To, co piękne... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.11.04, 13:32
      Tren VIII

      Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
      Moja droga Orszulko, tym moździerzem swoim!
      Pełno dymu, a jakoby chaty nie było:
      Jedna maluczka salwą tak wiele ubyło.
      Krótko celowawszy, nagleś wystrzeliła,
      Wszystkiś w domu kąciki zawżdy rozwaliła.
      Nie dopuściłaś swojej matce kosztowności schować
      Ani ojcu samochodu wprzódy przeparkować.
      Ni z tego, ni z owego cyngiel obłapiajac,
      Pocisk walnął w sufit, pięknie wybuchając.
      Teraz wszystko umilkło, szczere pustki w domu,
      Nie masz zabawki, nie masz zbierać co nikomu.
      Z każdego kąta dziura pobłyskuje,
      I całej ściany darmo wypatruje.
    • palnick Nim stanie się tak jak gdyby nigdy nic nie było :) 15.03.05, 01:00
      Myślę sobie, że
      Ta zima kiedyś musi minąć
      Zazieleni się
      Urośnie kilka drzew
      Niedojedzony chleb
      W ustach zdąży się rozpłynąć
      A niedopity rum
      Rozgrzeje jeszcze krew.

      Zimny poniedziałek
      Gorącą stanie się niedzielą
      To co nie pozmywane
      Samo zmyje się
      Nieśmiały dotąd głos
      Odezwie się jak dzwon w kościele
      A tego czego mało
      Nie będzie wcale mniej...

      Choć mało rozumiem
      A dzwony fałszywe
      Coś mówi mi, że
      Jeszcze wszystko będzie możliwe

      Nim stanie się tak
      Jak gdyby nigdy nic nie było
      Nim stanie się tak
      JAK GDYBY NIGDY NIC
      ------------------
      Voo-voo
      • marmullo Re: Nim stanie się tak jak gdyby nigdy nic nie by 13.05.05, 00:32
        Taka sobie wpadka...


        Luno,Luneczko,dobrze żeś wróciła
        Mrożnej nocy więzione słoneczko.

        Z ramion zrzuciła bieluchny kożuszek
        I jedno com ujrzał to cudowny brzuszek
        Nad nim zaś piersi dumnie sterczące,
        Poniżej wzgóże i uda lekko drżące

        Porwałem ją na ręce i myślę gdzie łóżko,
        Z piersi chce się wyrwać jej małe serduszko
        Padamy w pościele przywarci do siebie
        Na Lucyfera myślę będzie nam jak w niebie
        Usta jej rozchylone i prześliczne nogi
        Dłonie chwytają Behemota rogi
        Z oczu półprzymkniętych bije głębia modra
        Kładzie łeb Behemota między białe biodra
        Przyciska z rozkoszą do swojego wzgórza,
        Kędy poniżej rozkwita jej pąsowa róża
        Rozkwitła,rozchylona,ale nieduża
        Oczy diabelskie sycę tym widokiem
        A mija Luneczka ukłADA SIĘ BOKIEM
        Leb mój diabelski przyciska do prawego uda
        Lewe podnosi ku górze,bym głębiej przeżył te cuda
        Wie dobrze me białe słoneczko tej nocy
        Ze Ramzes nie wstanie bez wzroku pomocy.

        Ramzes jak Cyklop powstał,łeb uniósł ku górze
        Chętnie by się schował pod Luneczki wzgórze....
        Wtem mocno mnie pchnęła,upadłem na wznak,
        Nad brzuchem mi sterczał obnażony hak
        Luna,wyprostowała się na piętach przysiadła
        Odrzuciła w tył jasną grzywę i lekko pobladła
        Potem uśmiech zagościł na jej bladej twarzy
        O takim uśmiechu każdy facet marzy.
        U nasady Ramzesa w dłonie pochwyciła
        I na łbie napęczniałym wargi swe złożyła
        Potem głębiej i głębiej wessała go w siebie
        I mogę powiedzieć,że już byłem w niebie.
        Ja Behemot król piekieł,ciemności
        Poczułem przez gardło mej Luny wnętrzności.....

        Lecz co to, przerwała,ledwie co w pół drogi
        Otworzyłem oczy,ujrzałem jej nogi
        Rączką główkę Ramzesa wciskała w swą różę,
        A piersi jej były nabrzmiałe i duże.
        Powoli delikatnie w dół się osunęła
        I gdy była już na dnie cichutko westchnęła

        Zwarliśmy się z sobą ,jak dolar z złotówką
        Uderzałem jej koniec Ramzesową główką,
        Jak jachty przez morze,płynęliśmy z Luną
        Przez miłości łoże,Ona jak żagiel
        Dumnie wyprężona, na chwilę osłabła,
        Padła w me ramiona,
        Ramzesa dyskretnie wyrzuciła z siebie
        No i nie było mi juz jak w niebie.

        Lecz oto nowa fala nadchodzi,
        Luna leży na plecach,Behemot w nią wchodzi
        Plecami o poduszki silnie zaparta
        A brama dla kochanka szeroko otwarta,
        Atłasowe ramiona oplatają me barki
        Luna mnie wpuszcza do nasłodszej szparki,
        Szybciej i mocniej...głębiej -krzyczy mi do ucha
        JEEEEEEST...na jej rozkaz mój Ramzes wybucha.
        W zwolnionym uścisku padliśmy obok siebie.
        Wiesz co Behemot-cicho zamruczała-było mi jak w niebie.

        Wtem głos budzika obwieścił nowy dzień,
        O jasna cholera znowu to był sen.....




    • palnick Re: To, co piękne... 04.06.05, 13:14
      Kiedy Pan stworzył kobietę, był to już jego 6 dzień pracy i w

      dodatku po godzinach... Pojawił się anioł i spytał:

      Czemu tyle czasu ci to zajmuje, Panie?

      Pan mu odpowiedział:

      -Widziałes zamówienie? Musi być całkowicie zmywalna, ale nie plastykowa,

      ma 200 ruchomych częsci, wszystkie wymienne, działa na kawie i resztkach

      jedzenia, ma łono, w którym się miesci 2 dzieci naraz, ma taki pocałunek,

      który leczy każdą rzecz: od startego kolana do złamanego serca.

      Anioł starał się powstrzymać Pana:

      - To jest za dużo pracy na jeden dzień, lepiej poczekać ze skończeniem do

      jutra.

      - Nie mogę, powiedział Pan. Jestem tak blisko skończenia tego dzieła,

      które jest tak bliskim memu sercu.

      Anioł zbliżył się i dotknał kobiety:

      - Ale zrobiłeś ją taką miękką, Panie?

      - Ona jest miękka, ale zrobiłem ją także twardą. Nawet nie wiesz ile może

      zniesć lub osiagnać.

      - Będzie myśleć? - spytał anioł

      Pan odpowiedział:

      - Nie tylko będzie mysleć, ale rozumować i negocjować.

      Anioł zauważył coś, zbliżył i dotknął policzka kobiety.

      - Wydaje się, że ten model ma skazę. Powiedziałem Ci, że starałeś się dać

      za wiele rzeczy.

      - To nie jest skaza - sprzeciwił się Pan - to jest łza.

      - A po co są łzy? zapytał anioł.

      Pan powiedział:

      - Łza to jest forma, którą ona wyraża swoją radosc, wstyd, rozczarowanie,

      samotnosć, ból i dumę.

      Anioł był pod wrażeniem.

      - Jestes Panie geniuszem, pomyslałeś o wszystkim, to prawda, że kobiety są

      zdumiewajace.

      - Kobiety maja siłę, która zdumiewa mężczyzn. Mają dzieci, przezwyciężaja

      trudnosci, dzwigaja ciężary, ale obstają przy szczęściu, miłości i

      radości.Usmiechają się kiedy chcą krzyczeć, spiewają kiedy chca płakać,

      płaczą, kiedy są szczęsliwe i smieją się kiedy sa zdenerwowane. Walczą o to

      w co wierzą, sprzeciwiaja się niesprawiedliwosci, nie zgadzaja się na "nie"

      jako odpowiedz, kiedy wierzą, że jest lepsze rozwiazanie. Nie kupią sobie

      nowych butów, ale swoim dzieciom tak...Idą do lekarza z

      przestraszonym

      przyjacielem, kochaja bezwarunkowo, płaczą kiedy ich dzieci

      osiagają

      sukcesy i cieszą się kiedy przyjaciele odnosza sukcesy. Łamie się im serce

      kiedy umiera przyjaciel, cierpią kiedy tracą członka rodziny, ale są silne

      kiedy nie ma skąd wziać siły. Wiedzą, że objęcie i pocałunek może uzdrowić

      zranione serce. Kobiety sa różnych wielkości, kolorów i kształtów. Prowadzą,

      latają, chodzą lub wysyłają ci maile żeby powiedzieć ci, że cię kochają.

      Serce kobiety jest tym co powoduje, że swiat się kręci. Przynoszą radosć i

      nadzieję, współczucie i ideały. Kobiety maja wiele do powiedzenia i do

      dania. Tak, serce kobiety jest zadziwiajace. Wyslij to , mój Aniele do

      kobiet... Żeby zwiększyć ich samoocenę i piękno! Wyslij to do mężczyzn...

      Żeby zwiększyć ich szlachetność! I żeby umieli kochać kobietę kiedy ta

      zapuka do ich drzwi i żeby nie pozwolili jej odejsć........

      -----
      Autor nieznany
      • andrzejg Piotr Macierzyński 13.08.05, 21:11
        Piotr Macierzyński

        dziewięć sekund na sześćdziesiąt metrów
        cztery dobre wiersze w życiu i zarozumialstwo
        myśli że Bóg się z takimi będzie cackał

        może jeszcze kogoś nabierze na tę swoją wrażliwość
        tę jedną dziewczynę która w nim widzi Humphreya Bogarta
        cztery dioptrie wyobraźni ją trochę tłumaczą

        ale ja mu to mówię to się skończy i to już niedługo
        i nie będzie potrzeba bomby atomowej i powrotu lodowca
        wystarczą karciane długi i wódka

        i nie uratuje go Bóg bo jeśli jest to nie jest taki głupi
        jak ta dziewczyna która się w nim kocha
        żeby lokować w niepewny interes

        i niech nie myśli że się powoła
        na lata pracy zmarnowany talent i przegrane życie
        i że mu się za to coś należy

        i wcale mu nie wierzę w te opowieści że wszystko mogło być inaczej
        bo jeśli się biega sześćdziesiąt metrów w dziewięć sekund
        to nie ucieknie się swojemu przeznaczeniu

        * * *

        jeśli to nic dla ciebie nie znaczy
        to mnie nie dotykaj

        jeśli dajesz mi pluszowego jeża albo mówisz
        chciałabym posłuchać twoich wierszy
        od razu się w tobie zakocham
        ale mi nie ufaj

        jeśli nie byłaś ze mną na wódce
        nic o mnie nie wiesz
        jeśli nie jechałaś ze mną w nocy na korytarzu
        w pociągu na trasie Bydgoszcz-Gdynia
        w takim tłoku że trudno sięgnąć po butelkę
        którą się ma we własnej kieszeni
        i nie widziałaś mojej rozpaczy gdy po dwudziestu minutach walki
        z rurkami od namiotu wydawało mi się że zrobiłem jej
        kilka centymetrów miejsca do spania
        ale było to tylko złudzenie

        i jeśli nie spałaś ze mną
        w jednym pokoju i nie słyszałaś mojego kaszlu
        tłumionego w płucach żeby jej nie obudzić
        nie wiesz że potrafię być romantyczny
        chociaż przychodzi mi to z dużym trudem

        słucham "Zmokniętych psów"
        z muzyką Toma Waits'a w wykonaniu Mariusza Lubomskiego
        i czuję się jak na Dworcu Centralnym
        gdy pierwszy raz ojciec wyrzucił mnie z domu

        podobno pierwszy raz jest zawsze najlepszy

        jeśli moja złość jest większa niż twoja dobroć
        nawet się do mnie nie zbliżaj
        kiedyś na zawsze zaufałem jednej kobiecie
        i to wystarczyło żeby psychiatra wojskowy
        uznał mnie za swoje najciekawsze odkrycie

        "lecz póki nosy lśnią
        nie ufaj człeku psom zmokniętym
        bo choć skulone są
        rozszarpać mogą dłoń na strzępy"

        jeśli to nic dla ciebie nie znaczy
        spróbuj mnie dotknąć

        * * *

        miss Ciechocinka gdy jeździ na koniu trochę marzy
        lubi jesień i żołędzie
        kocha wodę ponton i wszystko co z gumy

        panna z Krakowa wierzy w gwiazdy i kocha babcię
        chce być samowystarczalna
        ma już wibrator

        numer 11 czyta Norwida trochę podróżuje
        chce być szczęśliwa lubi orzeszki

        numer 35 pisze wiersze jeździ na rowerze sama biega
        obiecała zdjąć majtki
        duże brawa

        miss Sieradza dziękuje wszystkim którzy głosowali na jej cycki

        żyję w epoce w której przeszczep serca to kwestia znalezienia dawcy
        żyję w epoce w której wystarczy pokazać cycki żeby wygrać samochód
        czy mogłem lepiej trafić

        * * *

        ten płyn usuwa nawet najgorszy brud
        a wszyscy wiemy że najgorszy brud
        jest najgorszy

        teraz nie muszę już o nim myśleć
        mówi urocza pani domu
        płyn myśli za mnie

        moja nowa suszarka robi mi takie rzeczy
        że normalna szczotka nie dałaby rady

        cyfrowy aparat sam wykonuje tak udane zdjęcia
        że mnie w ogóle mogło by tu nie być
        zapamiętuje moje najlepsze chwile

        robimy wszystko żeby nie myśleć
        mamy to co kiedyś wydawało się być osiągalne
        dopiero po śmierci

        * * *

        podobno 20% Polaków
        nie rozumie tego co czyta

        ch.. z nimi

        __________________________________________________________________________

        o kurna, ale lata lecą
        • sainbois O, żyć zawsze, zawsze umierać! 23.08.05, 23:54
          O, pogrzeby mnie dawnego i obecnego.
          O, ja, gdy kroczę naprzód, materialny, widzialny, władczy tak jak zawsze:
          O, ja, tym czym byłem przez lata, a teraz martwy (nie lamentuję, jestem
          zadowolony);
          O, uwolnić siebie od swych własnych trupów, które odrzucam i patrzę, gdzie je
          porzuciłem,
          Iść dalej! (O, żyć! zawsze żyć!) i zwłoki zostawiać za sobą.
          Walt Whitman,
          tł. Krzysztof Boczkowski
          • palnick Gaj 02.12.05, 18:05
            W splątanym gaju rąk i nóg szepczemy słowa święte,
            jak szeptał kiedyś Młody Bóg bogini niepojętej.

            Ole, ole, ole, ola, oli, bogini niepojętej.
            Ole, ole, ole, ola, oli, bogini niepojętej.

            W czerwonym żarze rzewnych żądz płoniemy jak pochodnie
            i opadamy w niebo, śniąc niewinnie i łagodnie.

            Cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt,
            niewinnie i łagodnie.
            Cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt,
            niewinnie i łagodnie.

            W żałobnym chłodzie znanych ust szukamy pocieszenia,
            słuchając, jak nam stygnie puls i mylą się znaczenia.

            To nic, to nic, to nic, to nic, to nic, to mylą się znaczenia.
            To nic, to nic, to nic, to nic, to nic, to mylą się znaczenia.

            Dopóki demon smutku śpi, niech żyją młode żądze.
            Dopóki życie w nas się tli, dopóki są pieniądze.

            To nic, to nic, to nic, to nic, to nic, niech żyją młode żądze.

            To nic, to nic, to nic, to nic, to nic dopóki są pieniądze.

            Ole, ole, ole, ola, oli, niech żyją młode żądze
            Ole, ole, ole, ola, oli, dopóki są pieniądze.
            Ole, ole, ole, ola, oli, dopóki są pieniądze.
            Ole, ole, ole, ola, oli, dopóki są pieniądze.


            słowa: Agnieszka Osiecka

    • palnick Re: To, co piękne... 16.10.05, 11:51
      Mistyka

      jest jak kobieta
      obejmująca nogami ziemię
      i rozkładająca ramiona
      w kontemplacji nieba.

      A życie jest oczekiwaniem aż Bóg
      jak śmierć
      rozerwie jej ciało
      na światło

      Aneta Parys
      • palnick Re: To, co piękne... 16.10.05, 12:30
        LESZEK DŁUGOSZ

        DZIEŃ W KOLORZE ŚLIWKOWYM

        Po czerni jeżyny
        Po liściu kaliny
        - Jesień, jesień już
        Po ciszy na stawie
        Po krzyku żurawi
        - Jesień, jesień już
        Po astrach, po ostach
        To widać, to proste że
        - Jesień, jesień już
        I po tym że wcześniej
        Noc ciągnie ze zmierzchem
        - Jesień, jesień już

        Po pustym już polu
        Po pełnej stodole
        - Jesień, jesień już
        Strachowi na wróble
        Już nad czym sie trudzić?
        - Jesień, jesień już
        I po tym że w górze
        Wiatr wróży kałuże, tak
        - Jesień, jesień już
        I po tym że przecież
        Jak zwykle, po lecie
        - Jesień, jesień już

        Ach, ten dzień w kolorze śliwkowym
        - Berberysu i głogu ma smak...
        Stawia drzewom pieczątki
        - Żeby było w porządku
        Że już pora
        Że trzeba iść spać...
        A my tak - po kieliszku, po troszeczku
        Popijamy calutki ten dzień
        - Próbujemy nalewki
        Z dzikiej róży, z porzeczki
        Żeby sprawdzić - czy zima
        To wypić się da?
        - To się w głowie nie mieści
        Że tak szumi szeleści
        Tak bliziutko, o krok, prawie tuż
        Głębokimi rzekami, pachnącymi szuwarami
        Idzie jesień
        I prosto w nasz próg...
        - Ale co tam! przecież taka jesień złota
        Nie jest zła!
        - Ale co tam! Przecież taka jesień złota
        Niechaj trwa...
        • palnick Re: To, co piękne... 16.11.05, 20:29
          Napisalam kiedys o sobie wierszyk:

          Gdybym była bardzo piękna
          to bym mogła być modelką.
          Lecz spódnica na mnie pęka,
          bo mam dupę taką wielką.

          Gdybym rozum chociaż miała
          to bym miała doktoraty.
          Ale ze mnie durna pała,
          więc mam jeno w portkach łaty.

          Gdybym miała dobre serce
          to pomogłabym ludzkości.
          Lecz zepsuta jestem wielce,
          chyba aż do szpiku kości.

          Gdybym była sympatyczna
          to bym miała przyjaciółkę.
          Lecz ja jestem wręcz kostyczna
          - kawę pijam z psem, na spółkę.

          Gdyby było gotowanie
          czymś, co mnie uczyła mama,
          może bym wśród chłopów branie
          miała, zamiast siedzieć sama.

          Gdybym czasem się umyła
          balsam wtarła w swoje ciało,
          to bym ludzi nie straszyła
          i by z gęby nie śmierdziało.

          Gdybym może pospłacała
          chociaż cząstkę swoich długów,
          to bym palic nie musiała
          dziennie czterech paczek szlugów.

          Gdyby coś w mym durnym życiu
          miało chociaż trochę sensu,
          nie oddałabym się piciu
          łażąc w kólko do kredensu.

          Gdybym choć (na Boga rany!)
          coś wiedziała o poezji,
          to ten wierszyk tu spisany
          nie był stekiem by herezji...

          wilma.flinstone
Inne wątki na temat:
Pełna wersja