Gość: O Skoradzie Re: To, co piękne... IP: *.its.unimelb.edu.au 02.08.03, 06:25 Co uklada towar na polkach. Wracalem z Monash University wieczorem i wstapilem do Chadstone Shopping Centre, bo tam jest sporo miejsca na parkingu i wiecej sklepow otwartych wieczorami. I co widze? Skorad ukladal mrozonki na polkach lodowek... Biedak trzasl sie caly, bo nie stac go na cieple ubranie i rekawice... Rodacy! Pomozcie! Wyslijcie mu stary kozuch barani i pare rekawic! Aussie Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 03.08.03, 03:29 Pogoda późnej już jesieni Słoneczny miód na ziemię zlewa. Liście się złocą w sto odcieni. Powiewa wiatr i szumią drzewa. Rozkosz najsłodsza i okrutna Upaja serce bezlitośnie. Nieba głąb blada jest i smutna, Jak w dniach starości myśl o wiośnie. A drzewa nie przestają szumieć: Nadziei pieśń czy wyrzeczenia? Serce daremnie chce zrozumieć, Gdzie nie ma nic do rozumienia Leopold Staff Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 03.08.03, 03:30 Nie wierzyłem Stojąc nad brzegiem rzeki, Która była szeroka i rwista, Że przejdę ten most, Spleciony z cienkiej, kruchej trzciny Powiązanej łykiem. Szedłem lekko jak motyl I ciężko jak słoń, Szedłem pewnie jak tancerz I chwiejnie jak ślepiec. Nie wierzyłem, że przejdę ten most, I gdy stoję już na drugim brzegu, Nie wierzę, że go przeszedłem. Leopold Staff Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 03.08.03, 04:23 Czy nigdy na ciebie nie przyszła godzina Boski promień spadający nagle, aż pękają te bańki mydlane, woda, bogactwo, Te gorliwe cele działania - książki, polityka, sztuka, amory, I nie zostaje zupełnie nic? Walt Whitman Odpowiedz Link Zgłoś
elodia Re: To, co piękne... 03.08.03, 06:32 Ale szok !!! Założyłam całkiem niedawno taki wątek (promienie piękna) na forum bydgoskim , kilka osób wpisało się , reszta wyśmiała , wyszydziła a dla trzech osób stałam się wrogiem nr jeden a tu wchodzę i tyyyle promieni piękna , że słów braknie :) GOŚCIE Jeden po drugim Goście wciąż nadchodzą z różnych stron, wielu z otwartym sercem, z pękniętym mało kto. I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi i po cóż im płynie wino z kadzi. Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, chcę kochać dziś. Ci, którzy tańczą nuże tańczyć, ci, którzy płaczą, łkać. - Witajcie wszyscy - woła Głos - do środka proszę was. I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi i po cóż im płynie wino z kadzi. Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, chcę kochać dziś. I wchodzą potykając się, samotni, pełni smutku i mówią: - Odsłoń wreszcie twarz !, lub: - Czemuś mnie opuścił ? I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi i po cóż im płynie wino z kadzi. Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, chcę kochać dziś. W blasku pochodni wielkie drzwi otwarły się na oścież jeden po drugim wchodzą więc, targani namiętnością. I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi i po cóż im płynie wino z kadzi. Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, chcę kochać dziś. I biesiadują śpiesząc się, bo pałac znika już, jeden po drugim wrócą przez ten ogrodowy mur. I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi i po cóż im płynie wino z kadzi. Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, chcę kochać dziś. Ci, którzy tańczą nuże tańczyć, ci, którzy płaczą, łkać, a ci, którzy zbłądzili, znów błądzą, jeszcze raz. I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi i po cóż im płynie wino z kadzi. Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, chcę kochać dziś. Jeden po drugim Goście wciąż nadchodzą z różnych stron, wielu z pękniętym sercem, z otwartym mało kto. I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi i po cóż im płynie wino z kadzi. Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, chcę kochać dziś. tłum. Maciej Zembaty Odpowiedz Link Zgłoś
elodia Re: To, co piękne... 03.08.03, 06:34 Lacrimosa ZATRZYMAJ MNIE Budząc się z bezsennej drzemki Padłem ofiarą tęsknoty Otrząsając się z dziecięcej ufności Widzę moje rany niczym ziejące otwory Póki istnieć będzie czas A wskazówki zegara będą się obracać Ja też wegetować będę Lecz radość życia opuściła mnie Życie wypala się w duszy mej A tęsknota dzielnie czyni swą powinność Trzymaj mnie życie Zatrzymaj mnie Zatrzymaj mnie tu FLAMME IN WIND Słaby blask świecy zapalonej w drzwiach walczy o ciepło i przepych Ty, światło mojego życia, płomyk na wietrze W lustrze moja uśmiechnięta twarz Obłok gorącego oddechu rozpływa się w mroku i w ciszy Zimową porą wylizuje rany mojej duszy Wołanie rozświetla noc, oczekiwanie pełne nadziei Lecz samotność idzie w ślad za ciszą Otrzeźwienie zamienia się w rezygnację i monotonię Nikt nie zawoła po raz drugi Ta świeca w śniegu musi zgasnąć A mój cień wtapia się w noc W obłoku oddechu pojawia się sylwetka Czyjeś oczy wypalają rany w moim ciele Moja tęsknota rośnie, nadzieja staje się coraz silniejsza w zamieci Lecz poza tym nie dzieje się nic Płatki śniegu tańczą wokół płomienia który już nie grzeje Lód skuł moje ciało, moje światło gaśnie Ten sen nie skończy się nigdy, pragnienie nigdy nie przeminie Ciało zamarznięte w śniegu czeka na słońce Ramiona rozwarte, a uśmiech na twarzy pozostanie na zawsze tłumaczone przez Tomka Beksińskiego Odpowiedz Link Zgłoś
elodia Re: To, co piękne... 03.08.03, 06:42 Lacrimosa MILCZENIE Obrzydzenie, które zamykasz w objęciach świat... Nienawiści, co płyniesz przez serca... Zepsucie, ciągnące przez szeregi; Szlachetne szeregi ludzi Gdzie równi stoją z równymi... A teraz - między szeregami rozwiera się otchłań Rozdzielająca rasy jak odległe generacje. Och, obrzydzenie, które wyznaje świat... Żaden człowiek cię nie widział, Żaden człowiek cię nie słyszał. Nikt się nie odezwie I nikt o nic później nie zapyta. A nad całą ulicą unosi się zapach krwi, Chociaż nic się nie wydarzyło... Te ręce złożone do modlitwy; Te ręce gotowe są zabijać. Te ręce błagające o pokój; Te ręce będą zakuwać w kajdany. Te usta proszące o łaskę; Te usta oskarżają. Ten człowiek złamany i konający; Ten człowiek nie umrze. A oczy, które to widziały; Te oczy zamykają się... I niepowstrzymanym strumieniem spływa krew... A milczenie krzyczy coraz głośniej... Odpowiedz Link Zgłoś
elodia Re: To, co piękne... 03.08.03, 06:52 ULICA CZASU I tym, co zobaczyłem, była ludzkość... I tym, co zobaczyłem, była głupota Odpowiadająca ludzkiemu upadkowi; Zachowanie zwierząt... Czekałem cały dzień I widziałem ludzi przepychających się obok mnie. Teraz jest wieczór i ulica opustoszała... Jestem zmęczony - gdzie jeszcze powinienem pójść? Na ulicy Czasu... Samotny od wielu godzin Teraz jestem już w drodze, Która prowadzi mnie w przeszłość Ulicą Czasu... Wszędzie tutaj widziałem ludzi Przyciśniętych do ziemi - niemych ze strachu, Upokarzanych przez swoich braci I bezwzględnie zdeptanych. Widziałem ludzi W głębi duszy wstydzących się swoich czynów; Zdradzonych i rozczarowanych I tak wcześnie w swoim życiu Oddanych śmiertelnej walce. Pokonany czy też zwycięski, Wzmocniony czy zniszczony: W końcu pozostaje tylko nienawiść I wszyscy kończą na dnie. Widziałem sławę wielkich ludzi, Słuchałem ich słów: Poruszyły mnie głęboko... Ale przecież wcześniej widziałem ich koniec I śmierć ich wizji. Wędrowałem przez wojny. Widziałem strach i zepsucie; Tak samo w czasie wojny, jak i podczas pokoju. Egoizm - ślepą nienawiść, Chyba tkwiła tu zawsze... Dalej biegłem poprzez noc I widziałem tylko więcej, coraz więcej łez... Biegłem coraz dalej I tym, co widziałem, była głupota Odpowiadająca ludzkiemu upadkowi, Zwierzęce zachowanie. A kiedy wstał ranek I noc ustąpiła słońcu Ukazały mi się, młode i niezwykłe Wspaniałe czasy Grecji; Nadzieja tamtych ludzi, Ich odwaga i ich siła. Pierwszy raz na mojej drodze Poczułem radość... I wyczerpany wędrówką przez czas Położyłem się na ziemi Pod ateńskimi murami. I kiedy zamykam oczy Widzę młody lud, Dumny i pełen nadziei, Wzrastający twarzą do słońca. Lacrimosa Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Latarnia, Józef Kurylak 03.08.03, 13:40 W tym śnie przeobraziłem się w latarnię Oprawioną w złoto i w czarne żelazo I oświetlałem bramę wielkiego cmentarza Później kołysałem się w kajucie okrętu Gdzie zakonnicy tłumaczyli Księgę Świętą Płynąc ku bezdennym samotnym odmętom Żywiły się mym światłem piękne dzieci Gnijący starcy i zwierzęta smutne Lecz wewnątrz byłem ciemnością Bezwzględną ostateczną i okrutną. Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 04.08.03, 04:31 elodia napisała: > Ale szok !!! Założyłam całkiem niedawno taki wątek (promienie piękna) na forum > bydgoskim , kilka osób wpisało się , reszta wyśmiała , wyszydziła a dla trzech > osób stałam się wrogiem nr jeden a tu wchodzę i tyyyle promieni piękna , że > słów braknie :) > > > GOŚCIE > Jeden po drugim Goście wciąż nadchodzą z różnych stron, > wielu z otwartym sercem, z pękniętym mało kto. > > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi > i po cóż im płynie wino z kadzi. > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, > chcę kochać dziś. > > Ci, którzy tańczą nuże tańczyć, ci, którzy płaczą, łkać. > - Witajcie wszyscy - woła Głos - do środka proszę was. > > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi > i po cóż im płynie wino z kadzi. > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, > chcę kochać dziś. > > I wchodzą potykając się, samotni, pełni smutku > i mówią: - Odsłoń wreszcie twarz !, lub: - Czemuś mnie opuścił ? > > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi > i po cóż im płynie wino z kadzi. > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, > chcę kochać dziś. > > W blasku pochodni wielkie drzwi otwarły się na oścież > jeden po drugim wchodzą więc, targani namiętnością. > > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi > i po cóż im płynie wino z kadzi. > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, > chcę kochać dziś. > > I biesiadują śpiesząc się, bo pałac znika już, > jeden po drugim wrócą przez ten ogrodowy mur. > > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi > i po cóż im płynie wino z kadzi. > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, > chcę kochać dziś. > > Ci, którzy tańczą nuże tańczyć, ci, którzy płaczą, łkać, > a ci, którzy zbłądzili, znów błądzą, jeszcze raz. > > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi > i po cóż im płynie wino z kadzi. > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, > chcę kochać dziś. > > Jeden po drugim Goście wciąż nadchodzą z różnych stron, > wielu z pękniętym sercem, z otwartym mało kto. > > I nie wie nikt, dokąd noc prowadzi > i po cóż im płynie wino z kadzi. > Ja chcę kochać, kochać, kochać, kochać ach, > chcę kochać dziś. > > tłum. Maciej Zembaty > > Witamy cie tu serdecznie ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Palnick Re: To, co piękne... IP: *.stenaline.com 03.08.03, 20:45 Mantra Dalajlamy na trzecie tysiąclecie 1. Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia wiążą się z wielkim ryzykiem. 2. Gdy coś tracisz nie przegap tej wewnętrznej lekcji. 3. Stosuj zasadę 3S: szacunek dla siebie, szacunek dla innych, stuprocentowa odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny. 4. Pamiętaj, że nie otrzymanie tego, czego pragniesz jest czasami cudownym zrządzeniem losu. 5. Naucz się zasad, tak abyś wiedział jak je mądrze łamać. 6. Nie pozwól aby mała niezgoda zburzyła wielką przyjaźń. 7. Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast poczyń kroki aby go naprawić. 8. Codziennie spędź trochę czasu w samotności. 9. Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości. 10. Pamiętaj, że milczenie jest czasami najlepszą odpowiedzią. 11. Prowadź dobre, godne życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je wspominał, będziesz mógł się nim cieszyć jeszcze raz. 12. Atmosfera miłości we własnym domu jest podstawą twojego życia. 13. Podczas sprzeczki z kochanymi osobami odnoś się tylko do aktualnej sytuacji, a nie przywołuj przeszłości. 14. Dziel się swoją wiedzą. To droga do nieśmiertelności. 15. Okaż przyjaźń Twojej planecie Ziemi. 16. Raz w roku udaj się do miejsca w którym jeszcze nie byłeś. 17. Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie w którym Wasza wzajemna miłość przewyższa Wasze wzajemne potrzeby. 18. Oceniaj swój sukces poprzez pryzmat tego, z czego musiałeś zrezygnować aby go osiągnąć. 19. Podchodź do miłości i gotowania z beztroskim oddaniem. „ Możemy odrzucić wszystko: religię, ideologię, nabytą mądrość. Niezbędne jest tylko jedno: miłość i współczucie. To jest właśnie moja prawdziwa religia, moja prosta wiara. Z jej punktu widzenia nie potrzebujemy świątyń, kościołów, meczetów, synagog ani wyrafinowanych filozofii, doktryn i dogmatów. Świątynią jest nasze własne serce i nasz własny umysł. Doktryną – współczucie. Wszystko czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności, niezależnie od tego kim , lub czym są. Dopóki praktykujemy tę miłość i szacunek w codziennym życiu, dopóki mieszka w nas współczucie wobec innych a powodowani poczuciem odpowiedzialności, postępujemy powściągliwie, to – wykształceni czy prości, wierzący w Buddę, Boga lub coś innego albo zgoła nic – bez wątpienia będziemy szczęśliwi.” - Dalajlama. Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 04.08.03, 04:30 Pytać zawsze - dokąd, dokąd? Gdzie jest prawda, ziemi sól, Pytać zawsze - jak zagubić, Smutek wszelki, płacz i ból Chwytać myśli nagłe, jasne, Szukać tam, gdzie światła biel, W Twoich oczach dwa ogniki, Już zwiastują, znaczą cel, W Twoich oczach dwa ogniki, Już zwiastują, znaczą cel. Świecie nasz, świecie nasz, Chcę być z Tobą w zmowie, Z blaskiem twym, siłą twą, Co mi dasz - odpowiedz! Świecie nasz - daj nam, Daj nam wreszcie zgodę, Spokój daj - zgubę weź, Zabierz ją, odprowadź. Szukaj dróg gdzie jasny dźwięk, Wśród ogni złych co budzą lęk, Nie prowadź nas, powstrzymaj nas, Powstrzymaj nas w pogoni... Świecie nasz - Daj nam wiele jasnych dni! Świecie nasz - Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie! Świecie nasz - Daj ugasić ogień zły! Świecie nasz - Daj nam radość, której tak szukamy! Świecie nasz - Daj nam płomień, stal i dźwięk! Świecie nasz - Daj otworzyć wszystkie ciężkie bramy! Świecie nasz - Daj pokonać każdy lęk! Świecie nasz - Daj nam radość blasku i odmiany! Świecie nasz - Daj nam cień wysokich traw! Świecie nasz - Daj zagubić się wśród drzew poszumu! Świecie nasz - Daj nam ciszy czarny staw! Świecie nasz - Daj nam siłę krzyku, śpiewu, tłumu! Świecie nasz - Daj nam wiele jasnych dni! Świecie nasz - Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie! Świecie nasz - Daj ugasić ogień zły! Świecie nasz... Świecie nasz, świecie nasz, Chcę być z Tobą w zmowie, Z blaskiem twym, siłą twą, Co mi dasz - odpowiedz! Marek Grechuta Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 04.08.03, 04:35 4. Cień polny I wyszedł ze mnie na rozmowę Przydrożny chrystus: kłos drewniany. Mówił językiem głuchoniemych, patrzył źrenicą ociemniałych przydrożny Chrystus: kłos drewniany. Działo się to w dwudziestym wieku tuż przy wyjętym sierpie z żniw. Ojciec nam przyniósł jabłecznika i weselnego placka koło. Przy jabłeczniku tym i placku, raczej najemni parobkowie niźli synowie gospodarza, pochwaliliśmy płodność ziemi podobnej do chutliwej samki i sierp na niebo odłożony i noc pod sierpem tym przytulną kapliczce i stogowi siana. Pole przed nami było w kwarcu do piórek trawy wypalone. Opócz kamienia i jaszczurki ten kamień listkiem żyłkującej nie było tu innego cienia. I również w nas scedzony cień wychłeptał pies dyszący przy nas. Tadeusz Nowak Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 04.08.03, 04:42 Wodne znaki I są na niebie wodne znaki zwierząt widzianych w zbożu w lesie Siano nad nami przeżuwają pławią się w stawie łajnią w zmierzch Nie ma wodnego znaku króla znaku biskupa nie ma nawet znaku żołnierza jedzącego po wielkiej bitwie chleb i czosnek O królu jeśli chcesz widzieć na niebie swoje berło zostaw owoc królowej pod wieżyczką z jedwabiu U komnaty wół stoi łeb podstawia pod miecz A ty biskupie jeśli pragniesz aby pastorał niosła jutrznia zasłoń psałterzem podwójny owoc gospodyni W korytarzyku jednorożec dobija się do włóczni Żołnierzu jeśli chcesz widzieć swój łuk z dębiny na polu zorzy stratowanej pod białe pole czosnku zostaw w stogu zaszytym igłą małe moździerze dworskiej służki U stogu świnia pochrząkuje liżąc twój bagnet Bo są na niebie wodne znaki rzeźnika hycla szczurołapa Pod ich rękami głowy zwierząt Obok narzędzie wyostrzone I są na niebie wodne znaki zwierząt widzianych w zbożu w lesie Siano nad nami przeżuwają pławią się w stawie łajnią w zmierzch Tadeusz Nowak Odpowiedz Link Zgłoś
tagesstein Noc letnia 04.08.03, 09:25 Gwiazdy zdwoiły pracę, szepcąc ziemi: Nie bój się, nie bój..... i ziemia się na wznak obraca kwiatami ku niebu. Odpowiedz Link Zgłoś
veza Nokturnik II 04.08.03, 09:36 Te na niebie rozwiane atłasy, długie szale malowane w pasy, krwawe hafty, które w oczach gasną, frędzla ciemna zmieniająca się w jasną, te nietrwałe malowane szlaki, te zygzaki zmieniające się w ptaki, białe róże zmieniające się w sępy, plusz golębi rozerwany na strzępy, te blednące etole z szynszyli: to są stroje dla ubrania chwili, to ubranie dla szczęścia, uszyte w magazynie nazywanym Błękitem. Dla minuty tej radości, co będzie, starczy suknia, którą obłok przędzie. Ubierz w szale z obłoków nadzieję, co się pierwej rozchwieje, rozwieje? Gdzie ta szarfa różowa, złocona? A gdzież ręka przed chwilą chwycona? Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
d_nutka Re: To, co piękne... 04.08.03, 11:40 Gość portalu: Palnick napisał(a): > Mantra Dalajlamy na trzecie tysiąclecie > > 1. Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia wiążą się z wielkim > ryzykiem. > 2. Gdy coś tracisz nie przegap tej wewnętrznej lekcji. > 3. Stosuj zasadę 3S: szacunek dla siebie, szacunek dla innych, stuprocentowa > odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny. > 4. Pamiętaj, że nie otrzymanie tego, czego pragniesz jest czasami cudownym > zrządzeniem losu. > 5. Naucz się zasad, tak abyś wiedział jak je mądrze łamać. > 6. Nie pozwól aby mała niezgoda zburzyła wielką przyjaźń. > 7. Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast poczyń kroki aby > go naprawić. > 8. Codziennie spędź trochę czasu w samotności. > 9. Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości. > 10. Pamiętaj, że milczenie jest czasami najlepszą odpowiedzią. > 11. Prowadź dobre, godne życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je wspominał, > > będziesz mógł się nim cieszyć jeszcze raz. > 12. Atmosfera miłości we własnym domu jest podstawą twojego życia. > 13. Podczas sprzeczki z kochanymi osobami odnoś się tylko do aktualnej > sytuacji, a nie przywołuj przeszłości. > 14. Dziel się swoją wiedzą. To droga do nieśmiertelności. > 15. Okaż przyjaźń Twojej planecie Ziemi. > 16. Raz w roku udaj się do miejsca w którym jeszcze nie byłeś. > 17. Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie w którym Wasza wzajemna miłość > przewyższa Wasze wzajemne potrzeby. > 18. Oceniaj swój sukces poprzez pryzmat tego, z czego musiałeś zrezygnować aby > go osiągnąć. > 19. Podchodź do miłości i gotowania z beztroskim oddaniem. > „ Możemy odrzucić wszystko: religię, ideologię, nabytą mądrość. Niezbędne > jest > tylko jedno: miłość i współczucie. To jest właśnie moja prawdziwa religia, moja > > prosta wiara. Z jej punktu widzenia nie potrzebujemy świątyń, kościołów, > meczetów, synagog ani wyrafinowanych filozofii, doktryn i dogmatów. Świątynią > jest nasze własne serce i nasz własny umysł. Doktryną – współczucie. Wszy > stko > czego nam trzeba – to miłość do innych i szacunek dla ich praw i godności > , > niezależnie od tego kim , lub czym są. Dopóki praktykujemy tę miłość i szacunek > > w codziennym życiu, dopóki mieszka w nas współczucie wobec innych a powodowani > poczuciem odpowiedzialności, postępujemy powściągliwie, to – wykształceni > czy > prości, wierzący w Buddę, Boga lub coś innego albo zgoła nic – bez wątpie > nia > będziemy szczęśliwi.” - Dalajlama. Palnicku dawno tu nie zaglądałam i cieszę się, ze dziś znalazłam chwilę by tu zerknąć. pamięć ludzka jednak bywa zwodnicza. mnie zwiodla. przez ponad rok myślałam, że ten wątek byl na FA i że go założył AndrzejG. wczoraj, też przypadkiem, miałam w ręce książkę z wypisami myśli Dalajlamy na kazdy dzień roku. zdążylam doczytać tylko do połowy marca. cóż za uniwersalizm i humanizm.i pozostaje mi tylko jedno pytanie-dlaczego nie jestem szczęśliwa? czyż można być szczęśliwym widząc wokół siebie, i tu na forum, tylu nieszczęśliwych? nie, nie potrafię byś szczęśliwa widząc wokól tyle biedy i nieszczęścia i tu z Dalajlamą moje drogi się rozchodzą pozdrawiam d_nutka Odpowiedz Link Zgłoś
elodia Re: To, co piękne... 05.08.03, 04:17 In My Secret Life - W moim tajemnym życiu słowo mistrza W moim tajemnym życiu W moim tajemnym życiu Widziałem cię rano Poruszałaś się szybko Wygląda na to, że nie potrafię Uporać się z przeszłością Bardzo tęsknię za tobą I nie mam na oku nikogo innego Nadal kochamy się ze sobą W moim tajemnym życiu Maskuję gniew uśmiechem Nie cofam się przed zdradą i kłamstwem Robię wszystko co trzeba Żeby przetrwać Ale wiem, co jest dobre a co złe I oddałbym głowę za prawdę W moim tajemnym życiu Trzymaj się, mój bracie Trzymaj się mocno, siostro Nareszcie dostałem rozkazy I będę maszerować w dzień i w noc Aż przekroczę granice Tajemnego życia Rzut oka na gazetę I chce ci się płakać Nikogo nie obchodzi Czy ktoś umrze, czy nie Ten kto rozdaje karty Każe nam myśleć, że wszystko jest Czarne albo białe Dzięki Bogu to nie takie proste W moim tajemnym życiu Przygryzam wargę I kupuję, co mi każą Od najnowszego przeboju Po pradawne mądrości Ale zawsze jestem sam A serce mam jak z lodu W moim tajemnym życiu Jest tłoczno i zimno W moim tajemnym życiu tłum. Daniel Wyszogrodzki W mym tajemnym życiu. W mym tajemnym życiu. Widziałem cię dziś rano Tak szybką w ruchach, Więc ciągle chyba czegoś W przeszłości szukam. I tęsknię wciąż do ciebie, Choć dokoła ciemno, To nadal się kochamy W mym życiu tajemnym. Uśmiechem złość pokrywam I umiem się szczerzyć. Robię to, co potrzeba, By jakoś przeżyć. Ale wiem, czym jest zło, I dobro uchwycę, I umarłbym za prawdę W mym tajemnym życiu. Trzymaj się, mój bracie, I trzymaj się siostro, Dostałem rozkazy, Z rana ruszam ostro. A kiedy się ściemni, Przekroczę granice W mym życiu tajemnym. Wieści w gazecie Zmuszają do łez I każdy ma w nosie, Czy umrzesz, czy nie. Najlepiej, byś widział Świat w bieli i czerni, Na szczęście nie u mnie, W mym życiu tajemnym Więc z samozaparciem Przyjmuję ten świat, Nowości, a także, Co wiedział mój dziad. Alem zawsze samotny I w sercu zimnica. I tłoczno jest, i mroźno W mym tajemnym życiu. tłum. Wojciech Mann A Thousand kisses Deep - Na głębokości Tysiąca pocałunków słowo mistrza Kucyki biegają Dziewczęta są jeszcze młode Jest o co zawalczyć Na początku trochę wygrywasz A potem koniec - krótko trwa dobra passa Zostajesz wezwany, żeby stawić czoło Niepokonanej porażce I żyjesz tak, jakby twoje życie było realne Na głębokości tysiąca pocałunków Znam wiele sztuczek I nakręcam się czym popadnie Wróciłem na Ulicę Boogie Najpierw traci się pewność ręki Potem wchłania nas Arcydzieło Może miałem do przejechania wiele mil Może miałem dotrzymać wielu obietnic Rzucasz to wszystko, żeby tylko przeżyć Na głębokości tysiąca pocałunków A czasem kiedy noc się dłuży Podnosimy się na duchu - my nieszczęśni My bezwolni - i zanurzamy się Na głębokość tysiąca pocałunków Ograniczeni seksem Staramy się pokonać granice morza Ale dla takich padlinożerców jak ja Zabrakło już oceanów - przekonałem się Stanąłem na dziobie statku i pobłogosławiłem to Co jeszcze zostało z naszej floty Po czym pozwoliłem się pogrążyć Na głębokości tysiąca pocałunków Znam wiele sztuczek I nakręcam się czym popadnie Wróciłem na Ulicę Boogie Nie zechcą wymienić tu z nami podarków Skoro jesteśmy zobowiązani je zatrzymać Myśl o tobie ulotna Ale w twojej kartotece jest wszystko Oprócz tego, co zapomnieliśmy zrobić Na głębokości tysiąca pocałunków A czasem kiedy noc się dłuży Podnosimy się na duchu - my nieszczęśni My bezwolni - i zanurzamy się Na głębokość tysiąca pocałunków Kucyki biegają Dziewczęta są jeszcze młode Jest o co zawalczyć tłum. Daniel Wyszogrodzki That don't make it Junk - Nie Znaczy, że to śmieć Walczyłem z butelką Ale musiałem robić to po pijanemu Zaniosłem brylant do lombardu Co nie znaczy, że to śmieć Wiem, że będzie mi wybaczone Chociaż nie wiem, skąd to wiem Nie ufam mym wewnętrznym przekonaniom Wewnętrzne przekonania przychodzą i odchodzą Dlaczego tu do mnie zadzwoniłaś? Dlaczego zawracasz sobie głowę moim sercem? Najpierw unosisz mnie w akcie łaski A potem odstawiasz na miejsce Z którego na pewno spadnę Za późno na kolejnego drinka Światła dogasają Wsłucham się w śpiew ciemności Bo wiem, o czym śpiewa Próbowałem kochać cię po swojemu Ale nie potrafiłem tego utrzymać Więc zamknąłem Księgę Pragnienia I teraz robię to, co mi każesz Dlaczego tu do mnie zadzwoniłaś? Dlaczego zawracasz sobie głowę moim sercem? Najpierw unosisz mnie w akcie łaski A potem odstawiasz na miejsce Z którego na pewno spadnę Walczyłem z butelką Ale musiałem robić to po pijanemu Zaniosłem brylant do lombardu Co nie znaczy, że to śmieć Nie znaczy, że to śmieć tłum. Daniel Wyszogrodzki Here it is - Oto jest Posłuchaj... Oto jest twoja korona Twoja pieczęć i pierścienie A to twoja miłość Do wszelkiego stworzenia Oto twój wózek Twoja tektura i szczyny A to twoja miłość Do tego wszystkiego Niechaj wszyscy żyją I niechaj wszyscy umierają Witaj - moja ukochana I - moja ukochana - Żegnaj Oto twe wino I pijacki upadek A to twoja miłość Miłość do tego wszystkiego Oto twoja choroba Twoje łóżko i basen A to twoja miłość Do kobiety i mężczyzny Niechaj wszyscy żyją I niechaj wszyscy umierają Witaj - moja ukochana I - moja ukochana - Żegnaj Oto i noc Zaczęła się noc A to twoja śmierć W sercu syna Oto poranek (Nim śmierć nas rozdzieli) A to twoja śmierć W sercu córki Niechaj wszyscy żyją I niechaj wszyscy umierają Witaj - moja ukochana I - moja ukochana - Żegnaj Oto spieszysz się Oto giniesz A to znów miłość Na której zbudowano To wszystko Oto twój krzyż Gwoździe i wzgórze A oto i miłość Która wybiera wedle Własnej woli Niechaj wszyscy żyją I niechaj wszyscy umierają Witaj - moja ukochana I - moja ukochana - Żegnaj tłum. Daniel Wyszogrodzki Love Itself - Sama miłość Przez okno wpadło światło wprost od samego słońca Mój pokój wypełniły promienie miłości Dostrzegłem w nich wyraźnie Pył nieczęsto oglądany To z tego pyłu Bezimienny Tworzy Imię dla takiego Jak ja Powiem więcej: Miłość trwała i trwała Aż doszła do otwartych drzwi I nagle sama miłość Sama miłość Odeszła W świetle słonecznym Krzątały się pyłki - pływały i tańczyły Wciągnęły mnie pomiędzy siebie W bezkształtnej ceremonii Powiem więcej: Miłość trwała i trwała Aż doszła do otwartych drzwi I nagle sama miłość Sama miłość Odeszła Kiedy wróciłem stamtąd gdzie byłem Mój pokój wyglądał tak samo Ale niczego już nie było Pomiędzy Bezimiennym A Imieniem W świetle słonecznym Krzątały się pyłki - pływały i tańczyły Wciągnęły mnie pomiędzy siebie W bezkształtnej ceremonii Powiem więcej: Miłość trwała i trwała Aż doszła do otwartych drzwi I nagle sama miłość Sama miłość Odeszła I nagle sama miłość Sama miłość Odeszła tłum. Daniel Wyszogrodzki By The Rivers Dark - Nad Ciemnymi Rzekami słowo mistrza Błądziłem Nam ciemnymi rzekami Przeżyłem życie W Babilonie Zapomniałem słów Mojej świętej pieśni I opadłem z sił W Babilonie Nad ciemnymi rzekami Nie mogłem dostrzec Kto czeka tam na mnie Kto mnie prześladuje A on rozciął mi wargę i serce I nie mogłem napić się Z ciemnej rzeki I przesłonił mnie A wtedy zajrzałem do swego wnętrza I zobaczyłem rozwiązłe serce I ślubną obrączkę Nie wiedziałem I nie widziałem Kto czeka tam na mnie Kto mnie prześladuje I wpadłem w panikę Nad ciemnymi rzekami Nareszcie znalazłem swoje miejsce W Babilonie A wtedy ugodził mnie w serce Z zabójczą siłą i powiedział: To serce nie jest twoje I oddał w Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elodia Re: To, co piękne... IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.03, 05:29 I oddał wiatrowi Moją ślubną obrączkę I okrążył nas Ze wszystkich stron Nad ciemnymi rzekami O zbolałym poranku Spędzam życie W Babilonie Wycisnąłem pieśń Z uschniętej gałęzi Ale drzewo śpiewa Tę pieśń dla niego Niechaj nie padną słowa prawdy Niechaj umilknie błogosławieństwo Jeżeli zapomnę o mym Babilonie Nie wiedziałem I nie widziałem Kto czeka tam na mnie Kto mnie prześladuje Nad ciemnymi rzekami Gdzie dzieje się to wszystko Nad ciemnymi rzekami W Babilonie Odpowiedz Link Zgłoś
d_nutka Re: To, co piękne...elodia... 05.08.03, 12:36 zgubiłeś m... na początku? Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Mumonkan, koan 24 05.08.03, 18:50 Odrzuć mowę i słowa Pewien mnich zapytał kiedyś mistrza Fuketsu: - Jak można wyrazić istotę rzeczy poza słowami i milczeniem? Fuketsu odrzekł: Z czułością wspominam marzec w Konan, Głosy przepiórek i pachnące kwiaty. Komentarz Mumona Zen Fuketsu jest jak błyskawica, która oświetla drogę, gdy pojawi się przeszkoda. Ale dlaczego ma w ustach wiersze starych poetów i nie wypluwa ich? Jeśli potraficie to zrozumieć, możecie stać się absolutnie wolni. Odrzućcie słowa oraz mowę i powiedzcie coś! Wiersz Mumona Fuketsu nie użył górnolotnych słów. Zanim usta się otworzą, "to" jest już powiedziane. Jeśli nie zaprzestaniesz bezmyślnej paplaniny, Nigdy "tego" nie osiągniesz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Esteta Re: To, co piękne... IP: *.its.unimelb.edu.au 05.08.03, 13:19 ... to kwestia indywidualnego gustu. Jeden woli grube, inny chude, sa tez tacy, co wola chlopakow... :( Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 21:38 Westchnienie Ach nieraz chciałbym przywołać jak niegdyś skwarne południa i rude obłoki zachłanną zieleń i radość owoców alkohol spojrzeń rozdzierany jedwab świece kapiące na aksamit nocy blask kobiecego ramienia czerń węgla rtęć melancholii podmiejskiej wybuchy granatu śmiechi.1 motoru czy gniewu daremnie chciałbym czy mówię czy pisze nit' ma metafor jest tylko smak soli nic ma wspaniałych barw jest ciężka ziemia Adam Ważyk Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Re: To, co piękne... 06.08.03, 20:57 I love You Nowocześni mężczyźni zakładają swoim kobietom tytanowe pasy cnoty elektroniczne karty odblokowują cyfrowe kody dostępu Nowoczesne kobiety wyszukują w Internecie komputerowych hakerów piją kawy w wirtualnych kafejkach Bez antywirusowej ochrony pochłaniają kilobajty danych Nieświadomym nowoczesnym mężczyznom wyznają zainfekowaną miłość w e-mailach zatytułowanych I love You. Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 21:40 Wiersz o jesionach Wiersz się zarzyna od ciemnych jesionów a potem nie ma w nim już nic pewnego i zamiast płynąć szerokim potokiem rwie się przystaje i żąda milczenia I co mi po was o ciemne jesiony? Nie w moim stylu jesteście Nie w stylu mieści się prawda niepewnego wiersza Wiem co kryjecie przede mną i dla mnie i tylko dla mnie i tylko przede mną wiem że u kresu ostatniej podróży na samym krańcu wielkiego bezsensu będzie to samo co było z początku nie szelest liści lecz szeptanie matki Adam Ważyk Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 21:42 Fotografia Dziecko stulecia, chmuro wspomnień, mój smutku niepodobny do mnie, twoje nieskromne oczy chłopca zapadną w serce nic wiem komu, ja z tobą mówić nie potrafił;, milcząc oglądam fotografia, która dziewczynka mi przyniosła spod gruzów warszawskiego domu. Oszczędź mi swojej opowieści czulej i wątlej bardzo treści, która za życia obumarła, to z rumowiska i wspomnienia przeszłość buduje nam więzienia. O latach nic mów mi serdecznych, o zimach prawie przeszłowiecznych, wiem, komu lekarz pustą łyżką, a komu zajrzał głód do gardła. Ty znasz niepokój, ja wiem wszystko, i uśmiech twój, jak skromną schedę po zmarłych, wkładam do portfelu, uśnij w zanadrzu, tyś był jeden... Wśród smutnych dzieci dwóch stuleci tyś był, mój chłopcze, jeden z wielu. Adam Ważyk Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 21:43 Hotel Proszę mnie zbudzić o piątej trzydzieści Odjeżdżam rannym pociągiem Okno jest uchylone pokój jest przegrzany trzeba zamknąć kaloryfer ale nic ma klucza Zanim doszedłem do pokoju pamiętam skręcałem trzy razy stara kobieta w szlafroku kiwała na mnie palcem Czy byt pan kiedyś w Czorsztynie ran przypomina mi kogoś kogo tam poznałam i kto dawno nie żyje Nie ma klucza do słów staruszki Nic ma klucza od kaloryfera W ciemności widzę anonimowe oczy Może to moje oczy to na pewno moje 1'rzcwracam się na prawy bok Przewracam się na lewy bok Przewracam się na trzeci bok Adam Ważyk Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:20 O matce rano tęcza na ścianie odbita z lusterka falisty brzęk zegara wydobywa na jaw maj się sadem puszystym jak chmura rozćwierkał w oknie które granicą jest izby i maja powiewają tu matki ciemne ciche ręce przebywają tęczowy refleks czy wodospad nad obrusem ciemnieją ciszej i goręcej mimo zmarszczek szept smutny niemyślaną groźbą matko zbudzony patrzę spod rzęs trawy leżąc matko twe siwe oczy płaczą nade mną może wiatr jestem tu choć daleko na innym wybrzeżu twój ostatni kwiat tak mało wiesz o synu chodząca wśród gromnic tyle że spajam głazy rymów tyle że nie mogę zapomnieć płomienia dymu jak nikt inny jesteś pośród ludzi mówić cóż mówić drżeć z niemocy słów żebyś młoda i piękna w uśmiech mogła wrócić znów Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:21 jesienią w oknie chmur plamy deszczowa sieć ogród to rdzawość czerwień i śniedź w kroplach co ciężkie na brzoskwiń listkach niebo kultete błyska i pryska słucham szelestów jesienny gość mato wód szmeru szumu nie dość czujnie czatuję rankiem przy oknie gdy kwiat opada w kałużę ogniem może usłyszę któregoś dnia nutę człowieczą z samego dna nutę co dzwoni mocno i ostro a niebo całe dźwiga jak sosrąb Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:23 Miłość przedświt się czule czołgał przez mroczne puszcze l chaszcze noc przed nim płynęła wołgą górą krążyła jak jastrząb u dróg ciemnych z niebem twarzą w twarz chaty tłoczyły się w ciżbie miłość bez gwiazd miłość tlała po izbach usta spajają na usta młotem mocno ciemność sprzęga pierwsze uściski młocie nieskończona wstęgą ciało się ciałem nakrywa pachnącym świeżą śliwą ramiona w gorącei przestrzeni zamykają się ciemnym pierścieniem tapczan twardy zgrzany jak rola orzą chyże lemiesze kolan aż zamiast pszenic wschodzących i żyt zaszemrye srebrem świt zastuka do okien biało podnieść oczy spojrzeć z uśmiechem to kwitnącej czereśni gałąź zgięła się pod strzechę Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:24 moje zaduszki wyprowadzam królów szeregi mają szaty zorzanozłote ja nad falą ładogi oniegi zluite szaty fałduję młotem przeznaczenie to moje umarli wam krokami pożarów grać aiunie wzywać na grobów darni słów muzyką ku wam je gnać a w tym kraju inaczej świta łuski wodne u kryp się łamią gwiazdę bladą przez kraty widać glosy fabryk ramią i kłamią o piwiarnio w której się budzę obnażane konary lip ci pijani ubodzy ludzie dorożkarska szkapa u szyb wolno kładę na kartach rękę trudno śpiewać śpiewaniem pisać zziębli z torów zbierają węgiel węgiel brudzi listopad liszaj lepię tęcze na rudej darni królów gonię na złoty bieg to co stworzę wesprzyjcie zmarli może przetrwa i nas i brzeg Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Re: To, co piękne... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.08.03, 22:27 Zaduszki Jak się zakończy ta historia? Pod piaskiem suchym czy pod gliną, Czy też się skończy w prosektorium Do żył wstrzykniętą formaliną? Tak czy inaczej, ten grunt grząski Jakimś pochłonie nas sposobem. Zawrzemy czułe, wieczne związki, Chemiczne związki z własnym grobem. Antoni Słonimski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:25 nic więcej niepokój z ognia siwobiały wodospad rozwiane włosy matki gdy je rzesze rozcięły na poi smutek wlatuje przez okna dośnić dospać dosięgnąć katedr ostatnim obrotem kół jak tło mozaiki spękana ręka na trzonie łopaty moja może być zbrodnia i dobry dar Janku Joanno anna szepcze jesienny badyl skądże to w oczach wilgotnych rudy żar tak naznaczyło mnie signum tonąc widzę w odmęcie widzę kto dni me ciosa z bólu i cyfr niczego nie rozstrzygną stupy płomienne w rzędzie kładą się jest kosa będzie wichr Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:26 daleko wiatraki kołyszą horyzont chaty pachną stepem chatom źle stoją na palcach o zachodzie ślepe wspinają się jak konie za chwilę się pogryzą nie step ucichłe morze rozlewa się wieczór bez szumu świecące szyby otoczyły kolejowy dworzac zachód mozolnie żuje gumę ostajcie zdrowo matuś z wojska napiszę list nad parowozom dym białe kwiaty gwizd w niedzielę pociąg odiechał w inną niedzielę przyjdzie pracują czerwone obłoki pchają się ku słońcu na stacji dzień jak codzlcń tydzień jak tydzień a szyny szyny się nigdzie nie kończą Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:29 dawniej szły lipy gubiły kwiat mały byłam żaglem łez nakryty ale to się chyba nie zmieści w rymami szytej opowieści szły liipy gubiły kwiat uśnij nuciły sprzętów skrzypy bębenek mój drewniany koń w globusie zaklęty świat nocą bezsenną naprzeciw łóżka poruszało się duże okno wędrowało zapadała się w otchłań poduszka wichr porywał leżące olało wszyscy spali nie spały lęhi z lustra wynurzały się suche jak patyk hyczały maleńki rnaleńfci będziesz jak ojciec w KiZputalu wariatów nic można było budzić mamy żeby powiedzieć to straszne dobre lipy chodzą pod domom sypia kwiatami jeśli zasypią przerażenie zasnę tak z głowa żaglem łez nakryta płynąłem ciężko do świtu a świt otwierał mi oczy kwitł świat cóż mi globus konik bębenek malowany oto słońce świeci na tapczany świeci matka siostra i brat Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:30 Na wsi Siano pachnie snem siano pachniało w dawnych snach popołudnia wiejskie grzeją żytem słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach życie - pola - złotolite Wieczorem przez niebo pomost wieczór i nieszpór mleczno krowy wracają do domostw przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu. Nocami spod krzyżów na rozdrogach sypie się gwiazd błękitne próchno chmurki siedzą przed progiem w murawie to kule białego puchu dmuchawiec Księżyc idzie srebrne chusty prać świerszczyki świergocą w stogach czegóż się bać Przecież siano pachnie snem a ukryta w nim melodia kantyczki tuli do mnie dziecięce policzki chroni przed złem Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 06.08.03, 22:31 o świerszczach paście się paście w chrzęście połonin włóczęgi świerszcze śpiewacze chmura za chmurą góra za górą za górą goni zwiastuje rzeczy podwójny urok tak nic inaczej deszcz w seledynach drobno zacina po niedalekimi stoiku szopa zwalana zgniłe nią krokwie o słońce z malin oświeć ją okwieć łuną dwoistych uroków z tamtego deszczu jeszcze w potoku pianą przepływa sam szum a cieniów szprychy za drzewami wieczór nierychły wiozą tu po ziół zamszu malenństwa świerszcze chwila upalna upalna ale jak ciało wieźcie ją w śpiewie po gniewnym niebie pieśń kto wie może czasem uwalnia Jedyność a tej tak mało Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Światu 07.08.03, 04:29 Świat ten jest dla mnie i jam jest dla świata, który ciężarem serce mi rozgniata jak nieprzytomny kochanek. Daję mu wszystko nie trwożąc się o nic, choć grozi śmiercią, którą trzyma w dłoni, mnie, najwierniejszej z kochanek. Zabawki, skarby, umare motyle kładzie przede mną i leżą przez chwilę, aż znów je wicher rozmiecie. Całuję usta jego wieloustne: mów o miłości, nim na zawsze usnę w objęciach twoich, mój świecie. Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 07.08.03, 04:42 ta chwila ręko smagła otwórz okno dnia z podwórka utocz i nalało się jak w dzbanek soku godzina zimnych oddech gęstwin równomierny deszczu tupot przyspiew rynny to jest w kuchni dom na pradze niedaleko remiz tramwajami co za ozarwień ulice się dławią a zły odblask bije zorzą po kamieniach i doszoz i doazcz i doazoz i doszcz i deszcz oczy patrzcie senna topiflł szyby w siwym dreszczu tęczy szabla kropel magia chmur ciężkie delfiny upadają na twarz ziemi cieniem wieszczym srebrnym hymnem srebrnym hymnom doszcz i daszoz i doszcz i deszcz Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 07.08.03, 04:44 Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą - Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu, Pewne, że się twym ustom do cna wytłumaczą - I nie wstydzą się swego mętu i pośpiechu. Bezładne się w tych słowach niecierpliwią wieści - A ja czekam, ciekawy ich poza mną trwania, Aż je sama powiążesz i ułożysz w zdania, I brzmieniem głosu dodasz znaczenia i treści... Skoro je swoją wargą wyszepczesz ku wiośnie - Stają mi się tak jasne, niby rozkwit wrzosu - I rozumiem je nagle, gdy giną radośnie W śpiewnych falach twojego, co mnie kocha, głosu. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois * * * 07.08.03, 13:01 Nigdy w oczy nie spojrzę kobiecie (w sto lat po mnie zakwitną krokusy) nigdy w oczy nie spojrzę kobiecie, w której dusza ma chodzi po świecie. Ja, co łzy jej zważyłam w mej piersi (w sto lat po mnie zakwitną fijołki), ja, co łzy jej zważyłam w mej piersi, jak nie czynią druhowie najszczersi - ja, co jedna słuchałam cierpliwie (w sto lat po mnie zakwitną jabłonie) ja, co jedna słuchałam cierpliwie o jej życia radości i dziwie - nigdy ust jej nie dotknę ustami (w sto lat po mnie zakwitną jaśminy), nigdy ust jej nie dotknę ustami ni jej włosów nie obleję łzami. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:46 A lubią jeszcze powikłaną zgrają Spłoszyć się nagle o samej północy Albo udawać, że tyk udają Uległość niebu i hołd swej niemocy... I lubią szukać wskroś nieba opary, I nie znajdować błękitnej przyczyny Narodzinm którym słoneczne zegary Nie dały jednej, śmiertelnej godziny. Lubią się jeszcze nie skarżyć, nie żalić Na kwiatów wonność, na słońca uduszność I na ten ogień, co nie chce ich spalić, I na istnienia całego niesłuszność! A potem na wznak kłaść się na niebiosy, Splatać ramiona i sozplatać włosy. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:48 A oni właśnie najtrwalej, najdzielniej Mogliby kochać - od nocy do świtu - Podobni mewom w zatokach błękitu. Tym się od nich różni, że tak nieśmiertelni Oni to właśnie zmyśliliby krocie Pieszczot zawiłych nie znanych na ziemi I niestrudzeni byliby w pieszczocie, I niestrudzeni - i wielcy - i niemi! Bo dla nich tylko, zaprawdę, że dla nich Przyjdzie ta miłość, co światy ogarnie! Jam śledził w niebie poloty ich sarnie I lęk błękitny w ich źrenicach łanich! Jam słyszał nieraz, że szemrzą jak płomień Skrzydłem utkanym z tęcz i oszołomień! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:49 Akteon Powieść o Akteonie: wiosna szumi w borze. Podpatrzył w blask boginię, skąpaną w jeziorze. Za karę go w jelenia przedzierzgnęła mściwie. Pokrwawiła się wieczność o leśne igliwie!... Psy go własne opadły, szarpiąc, jak zwierzynę! Wpośród godzin istnienia miał taką godzinę! Próżno gronił obcego, które boli, ciała! Śmierć go, psami poszczuwszy, z jeleniem zrównała.... Próżno wzywał na pomoc dawnych towarzyszy, Nasłuchując ich kroków na pobrzeżach ciszy! Nikt nie poznał po głosie i po znoju rany, Że to człowiek Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:50 Alcabon Był na świecie Alcabon. Był, na pewno był! O brzóz przyszłość wiódł z mgłami walki nieustanne. Próżnię życia na karku dźwigał z całych sił! "Tere - fere!" - tak śpiewał, Gdy się śmierci spodziewał, Aż pokochał osiadłą na strychu Kuriannę. Dur go pchał wzwyż po schodach. Dur, na pewno dur! We łbie miał złote mroczki i srebrne zamiecie, Gdy wspinając się ku niej, dawał baczny zór Na czar, co się po cichu Tak utrwala na strychu, Jakby miejsca zabrakło gdzie indziej na świecie. W drzwi uderzył oburącz. W drzwi, na pewno w drzwi! Ktokolwiek w drzwi kołacze - niech wejdzie i kocha! Kurianna, jak Kurianna... Śni raczej, niż drwi... Na barłogu - od środka Patrzy duża i słodka - Lgnie do niej ufna ciału koszula - ciasnocha. Znój mu wargi przynaglił! Znój, na pewno znój! Szedł do niej po ciemnościach, jak wicher po łanie! Kto ma oczy - niech widzi! Był ich cały trój: On i barłóg, i ona, I wyrychlił ramiona, By ją porwać na trwałe wbrew światu kochanie! Biel jej ciała przywłaszczał. Biel, na pewno biel! A chłonęła go w siebie ciszkiem, jak mogiła, Poznał, czym jest czar nocy, szept i chętna ściel, I tak skochał dziewczynę, Że wołała w mrok: "Ginę!" - Bo się pierwszej miłości niechcący broniła. Gil jej w uszach zadzwonił. Gil, na pewno gil! Tak tętniła krwią śpiewną, tak drżała w głąb chcenia... Zdzierż szczęście!... Nie zdzierżyła!... Ledwo kilka chwil!... Nienawykła do czary, Zmarła z westchnień nadmiaru, Umierając, nie miała nic do powiedzenia! Strych zawinił wszystkiemu! Strych, na pewno strych! Z jego wyżyn dał w nicość nura bezpowrotnie - Zaśmiał się w samo niebo, a przy ziemi ścichł, Pilnej śmierci cios tępy Duszę rozpruł na strzępy, Aż się z niej wysypały skarby dożywotnie! Piach się z duszy wysypał! Piach, na pewno piach! Ten, co w podróż się złoci do zorzy, gdy kona - Bochen chleba w gwiazd wieńcu - skrót pałacu w mgłach - Rzęsa Boża - dwie pszczoły - I trzy z wosku anioły. Czego tylko nie było w duszy Alcabona! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:50 Anioł Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch Sięgający piersiami skoszonego siana? Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch, A od kurzu miał ciemne jak Murzyn kolana... Włos jego - hartowana w niekochaniu miedź! Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem! Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć, Kiedy lecąc sam siebie przemilczał swym ciałem... Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt, Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi... I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt, Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi. Rosa jeszcze mu ziębła na wargach, a on Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbielił I ogarom ciała oddał bezmiarom na strwon, A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił... Odtąd, gdy wchodzę z tobą w umówiony park, Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą - W twych wargach szukam jego przemilczanych warg I nie wiem, co się dzieje z tą miłością naszą?... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:52 Ballada bezludna Niedostępna ludzkim oczom, że nikt się po niej nie błąka, W swym bezpieczu szmaragdowym rozkwitałą w bezmiar łąka, Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą, A gwoździki spoza trawy wykrapiały się wiśniato. Świerszcz, od rosy napęczniały, ciemnił pysk mnadmoiarem śliny I dmuchawec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny, A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał, I ne było tu nikogo, kto by widział, kto by słyszał. Gdzież me piersi, Czerwcami gorące? Czemuż nie ma ust moich na łące? Rwać mi kwisty rękami obiema! Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma? Zabóstwiło się cudacznie pod blekotem na uboczu, A to jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu, I czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się wcielić, Raz warkoczem się zazłocić, raz piersiami się zabielić - I czuć było, jak się zmaga zdyszanego męką łona, Aż na wieki sił jej zbrakło - i spoczęła niezjawiona! Jeno miejsce, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szumiało, Próżne miejsce na tę duszę, wonne miejsce na to ciało. Gdzież me piersi, Czerwcami gorące? Czemuż nie ma ust moich na łące? Rwać mi kwisty rękami obiema! Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma? Przywabione wszystkim szmerem, wszystkie zioła i owady Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe węsząc ślady, Pająk w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia, Bąk otrąbił uroczystość spełninego nieistnienia, Żuki wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne! Wszyscy byli w owym miejscu na słonecznym na obrzędzie, Prócz tej jednej, co być mogłą, a nie była i nie będzie! Gdzież me piersi, Czerwcami gorące? Czemuż nie ma ust moich na łące? Rwać mi kwisty rękami obiema! Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma? Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:53 Ballada dziadowska Postukiwał dziadyga o ziem kulą drewnianą, Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano. Szedł skądkolwiek gdziekolwiek - byle zażyć wywczasu, Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu. Stał i patrzał tym białkiem, co w nim pełno czerwieni, Oj da-dana, da-dana! - jak się strumień strumieni! Wychynęła z głębiny rusałczana dziewczyca, Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica. Nie wiedziała, jak pieścić - nie wiedziała, jak nęcić? Jakim śmiechem pośmieszyć, jakim smutkiem posmęcić? Wytrzeszczyła nań oczy - szmaragdowe płoszydła - I objęła za nogi - pokuśnica obrzydła. Całowała uczenie, i łechtliwie i czule, Oj da-dana, da-dana! - tę drewnianą, tę kulę! Parskał śmiechem dziadyga w kark poklękłej ułudy, Aż przysiadał na trawie, jakby tańczył przysiudy. Aż mu trzęsła się broda i dwie wargi u gęby, Aż się kulą obijał o perłowe jej zęby! "Czemuż jeno całujesz moją kłodę stroskaną? Czemuż dziada pomijasz aż po samo kolano? Za wysokie snadź progi dla czarciego nasienia, Ty, wymoczku rusalny - ty, chorobo strumienia ! Pieszczotami to drewno chcesz pokusić do grzechu? Oj da-dana, da-dana ! - umrę chyba ze śmiechu !" - Spowiła go ramieniem, okręciła, jak frygą! "Pójdźże ze mną, dziadoku - dziaduleńku -dziadygo ! Będę ciebie niańczyła na zapiecku z korali, Będę ciebie tuczyła kromką żwiru spod fali. Będziesz w moim pałacu miał wywczasy niedzielne, Będziesz pijał z mej wargi pocałunki śmiertelne!" Pociągnęła za brodę i za torbę żebraczą Do tych nurtów pochłonnych, co się w słońcu inaczą. Nim się zdążył obejrzeć - już miał falę na grzbiecie - Nim się zdołał przeżegnać - już nie było go w świecie! Zakłębiły się nurty - wyrównała się woda, Znikła torba dziadowska i łysina i broda ! Jeno kloc ten chodziwy - owa kula drewniana Wypłynęła zwycięsko - oj da-dana, da-dana! Wypłynęła - niczyja, nie należna nikomu, Wyzwolona z kalectwa, wypłukana ze sromu! Brnęła tędy - owędy szukająca swej drogi, Niby szczątek okrętu, co się wyzbył załogi! Grzała gnaty na słońcu ku swobodzie, ku życiu, Zapląsała radośnie na swym własnym odbiciu! I we żwawych poskokach podyrdała przez fale. Oj da-dana. da-dana! - w te zaświaty - oddale! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:54 Ballada o dumnym rycerzu Śpi owo rycerz, śpi bezrozumnie I raz na zawsze - w dębowej trumnie. Leży wygodnie, bo się ułożył. Tak aby nigdy snu nie zatrwożył... Jego kochanka z różańcem w ręku Zawodzi pełna skargi i jęku: »Przyszłam ci wyznać moje niemoce, Że nie wiem, jak tam spędzasz swe noce?... Bo odkąd w ciemnym nocujesz grobie - Ani ty przy mnie - ni ja przy tobie! Kochałam oczy i usta twoje, Wczoraj kochałam, dzisiaj się boję! Boję się szatą w mrok zaszeleścić, Boję się w myśli ciebie popieścić!... Trzy dni się w myśli twój czar promienił, Dziś nie wiem, ile grób cię odmienił... Ani mi z tobą łoża podzielić, Ani urodą swoją weselić - Darmo przymuszam uparte ciało, By się twym oczom podobać chciało! Przy tobie martwym - ja nieszczęśliwa Wstydzę się jeno, żem jeszcze żywa!...« Rozważył rycerz, że w słowach - zdrada, I po dawnemu leżąc, powiada: »Choć mi robaki oczy wyżarły - Nie wstyd mi tego, żem już podziemny!... Taką mam sytość i przepych w próżni, Że mnie od króla Bóg nie odróżni! Taka noc błysła nad życia zbiegiem, Że mu świat cały - jednym noclegiem! Ani mi słońca, ani mi nieba, Ani miłości twojej potrzeba! Ani mi zemsty w onej ustroni, Gdzie krew nie szemrze i miecz nie dzwoni! Nie znasz ty dumy, nie znasz pogardy Tych, którzy w ziemi posnęli twardej... W piersi ich - wielka ciszy potęga I żaden zawód ich nie dosięga! I nawet z resztek zsiniałej wargi Nie wydobędziesz jęku ni skargi! Oto w pobliżu mam ja sąsiada, Co już od serca w proch się rozpada. Ten ci jest śmiercią ode mnie starszy - I śpi, na żmijach głowę oparłszy. Lecz co przecierpiał i co zobaczył - Nawet półszeptem wyrzec nie raczył! Nie ulżył jękiem niemej żałobie, Nie wyznał nigdy, co przeżył w grobie!... A wszak ci w trupach taka moc bywa, Że trup i w grobie wiele przeżywa! Lecz Bogu chyba w dzień zmartwychwstania W twarz rzuci wzgardę swego wyznania!« I zamilkł rycerz - dumnie i godnie - I po dawnemu leżał wygodnie. Jego kochanka z różańcem w ręku Odeszła, pełna wstydu i lęku... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:55 Bałwan ze śniegu Tam - u samego lasów brzegu, Gdzie kruk -jedyny pustki widz, Ktoś go ulepił z tego śniegu, Co mu na imię: biel i nic... Na głowę śmieszną wdział czapulę, A w bok żebraczy wraził kij - I w oczy spojrzał mu nieczule I rzekł na drwiny: "Chcesz - to żyj!" I żył niezgrabny, byle jaki, A gdym doń przyszedł śladem trwóg - Już weń wierzyły wszystkie ptaki, Więc zrozumiałem, że to - bóg... Czarował drzewa ócz błyskotem, Piersią, do której wichry lgną - I kusił mnie niewiedzą o tem, Co było we mnie - tylko mną... Pan ośnieżonej w dal przyczyny Poprzez ślepotę mroźnych cisz Patrzał w wądoły i w niziny, Co mu się śniły wzwyż i wzwyż! A kiedy poblask wziął od słońca I w nicość zalśnił - błędny wskaż - Pojąłem wszystko aż do końca I uwierzyłem jeszcze raz! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:56 Baśń Strzeliło srebrne słońce Nad siną gór korono, Obłokiem purpurowym Na dwoje przekreślone. U samych progów lasu Lśnią rzeki blade tonie, A wietrzyk po nich chodzi I.wodę czerpie w dłonie... Zanucił jakiś ptaszek I martwy w kwiaty spada... Na brzeg rusałek wiotkich Wybiega wnet gromada - A ciała ich - zielone, A warga się czerwieni, Jak właśnie o poranku Tęczowy liść jesieni! Zdradliwych oczeretów Twarde i ostre wstęgi Stopy im poraniły W ciemnozielone pręgi. Lecz piersi im rozpiera Śmiech pusty i uparty I błyska rząd szmaragdów Spod wargi wpółotwartej... Światełka złotych oczu Rzucają blask dokoła I tonie w złotym świetle Twarz cała - okrom czoła!... A z boru staruch leśny Wynurza kark otyły... "Witajcie, swawulnice! A coście dzisiaj śniły?" I piersi mchem porosić Łopuchem wciąż okrywa, A w brodzie jakaś pliszka Zastrzegła mu nieżywa. I w krąg go otoczyły Rusałek korowody... "A siadajże, dziaduniu, Na pniaku - wedle wody! Kończ bajkę rozpoczętą, Niech wątek się wyjaśni! Już setny maj się zbliża, A ty nie kończysz baśni!" Na pniaku staruch usiadł I gładzi włos zielony, Aż z brody martwą pliszkę Wyciągnął - zadziwiony... "Tfu! martwa pliszka w brodzie! Niedobra to oznaka: Ktoś znowu przerwie bajkę! Już dola moja taka! Cóż robić! Ciągnę dalej, Lecz, by nie popsuć wątku, Pieszczotki moje wodne, Zaczynam od początku: "Lat tysiąc chyba temu Królewna piękna żyła, Co serce miała złote, A w sercu smutków siła! Raz - z okien swego zamku Wyjrzała w świat daleki, Wyjrzała i zasnęła, Zasnęła jak na wieki! I przyszedł rycerz młody, A zbroja na nim szczera..." Tu - urwał nagle staruch I trwożnie się oziera: "Ktoś idzie... Słyszę kroki... Ha! martwa pliszka w brodzie... Ja schowam się na drzewie, A wy się skryjcie w wodzie!" Szmer kroków wciąż się zbliża, W całym go słychać lesie - To rycerz w swych objęciach Królewnę śpiącą niesie... I niesie ją, i tuli, I zrywa z lic zasłonę, I do ust jej przyciska Swe usta rozpalone... Skoczyły wnet rusałki Do rzeki - w samo słońce, Co w wodzie się odbiło Złociste, pałające! I widać jeno w dali Ich głowy rusałczane, Z główkami lilii wodnych Bezładnie przemieszane! A wietrzyk pląsający Słów ich odnosi echa Do dziada, co na drzewie Przez liście się uśmiecha: "Nieznośny, nudny dziadu! Któż bajkę nam wyjaśni? Już setny maj się zbliża, A ty nic kończysz baśni!" Bolesław Leśmian "Wędrowiec" 1901 nr 43 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:57 * * * Żuraw skrzypi za furtą ogrodu, Słońce skrzy się w zadrach płotu tak nieznośnie, Z gęstwy płynie dech przyziemny chłodu, Wilga gwiżdże i dwugłośnie i trójgłośnie. Lubię dojrzeć ukradkiem Kłos, co w kwiatach przypadkiem Taki inny wzwyż rośnie. Z odrobiną słońca w rdzawej blasze Popod klombem polewaczka leży pusta. Zdaje mi się, że dmuchnięciem zgaszę Złotą muchę, co uderza w moje usta. Obłok, prosząc przez drzewa Skry ogniste, powiewa, Jak płonąca w dal chusta. Ta murawa, wychmarzona z rosy, Mym się oczom tak narzuca, jak dziwota, Skoro jabłko, zjedzone przez osy, Wskaże mi ją, dzwoniąc w ziemię, jak pięść złota. Wzrok zdziwiony nią pieszczę, Jakbym nie znał jej jeszcze Za dni mego żywota. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 03:58 Żołnierz Wrócił żołnierz na wiosnę z wojennej wyprawy, Ale bardzo niemrawy i bardzo koślawy. Kula tak go schłostała po nogach i bokach Że nie mógł iść inaczej jak tylko w poskokach. Stał się smutku wesołkiem skoczkiem swej niedoli, Śmieszył ludzi tym bólem co tak skacząc boli. Śmieszył skargi hołubcem i żalu wyrwasem, I żmudnego cierpienia nagłym wywijasem. Zwlókł się do swej chałupy. "Idź precz popod płoty, Niepotrzebny nam skoczek w polu do roboty. Pobiegł do swego kuma, co w kościele dzwonił, Lecz ten nie chciał go poznać i kijem postronił. Podreptał do kochanki a ta się zaśmiała Ramionami, biodrami wszystką mocą ciała! Z takim w łożu drygałą mam tańczyć do śmierci? Ciała ledwo ćwierć miary a skoków - trzy ćwierci! Ani myślę ci dotrwać w takin niedopląsie! Ani myślę wargami sypiać na twym wąsie! Zanadtoś mi wyskoczny do nieba na przełaj! Idźże sobie gdziekolwiek i nie klnij, i nie łaj! Więc poszedł do figury, co stała przy drodze. Chryste, na wskroś sosnowwy, a zamyśl się srodze! Nie wiem, czyja cię ręka ciosała wyśmiewna, Lecz to wiem, że skąpiła urody i drewna. Masz kalekie kolana i kalekie nogi. Pewno skaczesz, miast chodzić, unikając drogi? Taki z ciebie chudzina, takie nic z obłoków., Że mi będziesz dobranym towarzyszem skoków. Chrystus słysząc te słowa zsunął się na ziemię. Ów, co Boga wyciosał, bity bywał w ciemię! Obie ręce miał lewe, obie nogi - prawe, Sosnowymi stopami podziurawił trawę. Marna ze mnie sośnina, lecz piechur niemarny. Przejdę wieczność piechtami, chociażem niezdarny. Pójdziemy nierozłącznie, bo wspólna nam droga. Będzie nieco człowieka, będzie nieco Boga. Podzielimy się męką - podzielnać jest męka! Wszak ta sama nas ludzka skoślawiła ręka. Tobie trocha śmieszności, mnie śmieszności trocha, Kto się pierwszy zaśmieje - ten pierwszy pokocha. Ty podeprzesz mię ciałem, ja ciebie sośniną, A co ma się nam zdarzyć, niech się zdarzy ino! I wzięli się za ręce, i poszli niezwłocznie. Wadząc nogą o nogę śmiesznie i poskocznie. I szli godzin wieczystych nie wiadomo ile, Gdzież bo owe zegary, co wybrzmią te chwile? Mijały dnie i noce, którym mijać chce się, I mijało bezpole, bezkrzewie, bezlesie. I nastała wichura, i ciemność bez końca. I straszna nieobecność wszelakiego słońca. Kto tam z nocy na północ w burzę i zawieję Tak bardzo człowieczeje i tak bożyścieje? To dwa Boże kulawce, dwa rzewne cudaki Kuleją byle jako w świat nie byle jaki! Jeden idzie w weselu, drugi w bezżałobie. A obydwaj nawzajem zakochani w sobie. Kulał Bóg, kulał człowiek, a żaden - za mało. Nikt się nigdy nie dowie, co w nich tak kulało? Skakali jako trzeba i jako nie trzeba, Aż wreszcie doskoczyli do samego nieba! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 05:23 Zwiewność Brzęk muchy w pustym dzbanie, co stoi na półce Smuga w oczach po znikłej za oknem jaskółce Cień ręki na murawie, a wszystko niczyje Ledwo się zazieleni, już ufa że żyje A jak dumnie się modrzy u ciszy podnóża Jak buńczucznie do boju z mgłą się napurpurza A jest go tak niewiele, że mniej niż niebiesko Nic prócz tła, biały obłok z czerwoną przekreską Dal świata w ślepiach wróbla spotkanie traw z ciałem Szmery w studni, ja w lesie, byłeś mgłą - bywałem Usta twoje w alei, świt pod groblą, w młynie Słońce w bramie na oścież, zgon pszczół w koniczynie Wstążka zmarłej dziewczyny na znajomej darni, Słońce, co chwiejnie skacząc, źdźbli się w łzach deszczarni. Wiara fali w istnienie za drugim nawrotem I wołanie o wieczność w jaśminach za płotem. Chód po ziemi człowieka, co na widnokresie Malejąc mało zwiewną gęstwę ciała niesie I w tej gęstwie się modli i gmatwa co chwila I wyziera z gęstwy w świat i na motyla Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 05:24 Zwierzyniec Flamingo różowiejąc smukli się nad wodą Skrzydlatego jedwabiu zaciszną urodą. Sama dal tak w nim skupia swe znikliwe dzieje. Że - czy leci, czy stoi - zawsze daleczeje. Wielbłąd w słońcu zapłowiał stąd o kroków siedem Jak sprzęt Boży, okryty poniszczonym pledem. Świat, co szuka oparcia dla swego zamętu. Korzysta z pogarbionej ciszy tego sprzętu. Ślepia, z których się słońce nigdy dość nie wylśni. Patrzą na mnie z plamiste rozwrzaskanej pilśni. W której mrok się tygrysim gęstwi uścierwieniem - Ten sam mrok, co w ogrodzie był tylko - brzóz cieniem. Pies mój, kwiat oszczekując, łbem się tuli ku mnie - By poistnieć w mym świecie trafnie i beztłumnie - I oczami po prośbie w twarz mi się człowieczy, A ja wchodzę - w Mgłę zwierząt i w Tuman wszechrzeczy Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 08.08.03, 05:25 * * * Znojni miłosnych zachęceń tajemicą, Jednako zemdleć potrafią w pogoni I za rycerzem, co się kocha w broni, I za bezbronną na kwiatach dziewicą. Zmarli i żywi, zbożni i występni Niezwyciężeni - i ów, który ginie - Są ich miłości zarówno dostępni Jak szczyty górskie i kwiaty w dolinie! Nie ujdzie motyl ni pszczoła, ni szerszeń Ich oczomchciwym, gdzie błęlitna bzczność Zmienia tęsknotę w bezbrzeż i cudaczność Skąpiąc jej wszelkich granic i zawierszeń! Bo nie zna granic ich żądzy przewina Prócz tej, gdzie nagłe szczęście się zaczyna... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Z pierwszego dywanu, Rumi 08.08.03, 08:43 Kiedym ujrzał, żem jest cierń - wnet schroniłem się w gęstwinę róży; kiedym ujrzał, żem jest kwas - wnet zmieszałem się z nektarem trzciny. Kiedym ujrzał, żem jest jad - predko wlałem w czarę lek teriaku; kiedym ujrzał na dnie męt - zaczerpnąłem źródeł nieśmiertelnych. Kiedym ujrzał, żem jest mrok - na Jezusie gwiezdnym wsparem dłoń mą; kiedym ujrzał, żem jest grób - otworzyłem bramy wiecznych sadów. tłumaczył Tadeusz Miciński Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 09.08.03, 01:12 Znikomek W cienistym istnień bezładzie Znikomek błąka się skocznie. Jedno ma oko błękitne, a drugie - piwne, więc raczej Nie widzi świata tak samo, lecz każdym okiem - inaczej - I nie wie, który z tych światów jest rzeczywisty - zaocznie? Dwie dusze tai w swej piersi: jedna po niebie się włóczy - Druga - na ziemi marnieje. Dwie naraz kocha dziewczyny: Ta czarna - snu wieczystego na pamięć barwnie się uczy - Ta jasna - całun powiewny tka dla umarłej doliny. Którąż z nich kocha naprawdę? Złe ścieżki! - Głębokie wody! - Urwiska! - Nawoływania! - I znikąd żadnej pomocy! - I powikłane od lęku, w mrok pierzchające ogrody! - A w dłoniach - nadmiar istnienia, a w oczach - okruchy nocy! I mgła na ustach dziewczyny, rumianych marzeń rozgrzewką - A kwiaty wzajem się widzą - a zgony wzajem się tłumią! - Znikomek spożył kęs nieba i miesza złotą mątewką Cień własny z cieniem brzóz kilku. A brzozy śnią się i szumią. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Budzę się, lecz nie w świetle dziennym 09.08.03, 11:30 Budzę się, lecz nie w świetle dziennym - w sierści ciemnej Nocy. O, czerń tych godzin, które są za nami! Jakie widma widziałaś, jakimi szlakami Szłaś, duszo! A przed tobą dłuższe drogi dzienne. Mam świadka na te słowa. Lecz godziny senne Znaczą tyle, co lata, co życie. A lament Mój to krzyk ciągły, listy słane w ślepą zamieć Do Tego, który żyje gdzieś z dala ode mnie. Gerard Manley Hopkins Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Drzewa w Binsey, ścięte w 1879 roku 09.08.03, 11:40 Osiki miłe, klatki przewiewne, zielone, Co więziły, wiązały rozbrykane słońce, Dziś zwalone, zwalone, wszystkie są zwalone; Żadna z ich szerokiego, szarego szeregu Nie została na łące, By dygotać w migotach I chłód cienia cichego Kłaść na rzece, na wijącym się wietrze, wikłającym się w wiklinie brzegu. Gdybyśmy to wiedzieli, co czynimy ziemi, Gdy ją ryjemy i rwiemy, Rżnąc, rąbiąc zieleń, aby wzrost w niej zamarł! Albowiem nawet nasz dotyk Niszczy świat sielski, wrażliwy i wiotki; I - tak jak oka gładką gałkę Wystarczy przekłuć, by stracić wzrok całkiem - Ów świat, tam nawet, gdzie mamy go zamiar Poprawić - pot krwawy Leje w udrękach agonii: Ci, co po nas przychodzą, widzą pustkę zamiast Dawnej piękności. Dość jest ludzkiej dłoni Zadać ciosów parę, by złamać Szczególność tych słodkich błoni, Tych wiejskich błoni, tych sielskich błoni, Słodką szczególność tych sielskich błoni. Gerard Manley Hopkins, w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 12.08.03, 01:26 Zmory wiosenne Biegnie dziewczyna lasem. Zieleni się jej czas... Oto jej włos rozwiany, a oto - szum i las! Od mrowisk słońce dymi we złotych kurzach - mgłach, A piersi jej rozpiera majowy cudny strach! Śnił się jej dzisiaj w nocy wilkołak w głębi kniej I dwaj rycerze zbrojni, i aniołowie trzej! Śnił się jej śpiew i pląsy, i wszelki prak, i zwierz! I miecz, i krew, i ogień! Sen zbiegła wzdłuż i wszerz!... A teraz biegnie w jawę przez las na lasu skraj - A za nią - Maj drapieżny! Spójrz tylko - tygrys - amaj!... Dziewczyna płonie gniewem... zaciska białą pięść... A wkoło pachną kwiaty... Szczęść Boże, kwiatom, szczęść! A wkoło pachną kwiaty, słońcem się dławi zdrój! Purpura - zieleń - złoto! Rozkwitów szał i ból! Grzmi wiosna! Tętnią żary! Krwawią się gardła róż! O, szczęście, szczęście, szczęście! Dziś albo nigdy już!... Dziewczyno, hej, dziewczyno! Zieleni się nam czas!... Kochałem nieraz - ongi - i dzisiaj jeszcze raz... Dziewczyno, byłem z tobą w snu jarach, w głębi kniej - Jam - dwaj rycerze zbrojni i aniołowie trzej!... Jam - śpiew i pląs zawrotny! Jam wszelki ptak i zwierz! Jam miecz i krew, i ogień! Sen zbiegłem wzdłuż i wszerz... Sen zbiegłem goniąc ciebie, twój wierny tygrys - maj!.. Ja jestem las ten cały - las cały aż po skraj! Bolesław Leśmian 1912 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 12.08.03, 01:32 Zmierzchun Póty w cieniu jałowca śniła rozłożyście, Aż z lasu wybrnął Zmierzchun - i pomącił liście. Złote żuki, wylęgłe z ciepłych snów dziewczyny, Wnicestwiły się w bujnej piersi - kosmaciny. Poznał żuki - po złudzie... l jednym spojrzakiem Ogarnął - krzak - dziewczynę - i nicość za krzakiem. Płodząc we łbie żądz nagłych jadowite męty, Pełznął ku niej - w biel ramion zaborczo wśmiechnięty. Tchem drapieżnym uderzył o senny brzeg ciała... "Śmierć lub miłość!..." Pobladła - i miłość wybrała! A w dalekim ogrodzie - za siódmą gęstwiną - Tam widziano dwie dłonie, co z baśni w baśń płyną. Żałowały się wzajem, zmarniałe przedwcześnie - A dcszcz padał w ogrodzie - i padał dcszcz we śnie. Obie mokre od deszczu, w nierównej z snem walce Do modlitwy o szczęście splatały swe palce. I w dalekim ogrodzie omdlewały czasem, Gdy je Zmierzchun zbyt pieścił w swej norze - pod lasem. Bolesław Leśmian [prwdr. "Skamander" 1936 z. 74] Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 12.08.03, 01:33 Zmierzch majowy Zmierzchu majowy, purpurą się ściel! Z jabłonnych kwiatów - czar tobie i biel!... W jedną się falę stapiają bez fal - Ze światłem - smutek, a ze smutkiem - dal. Ten Maj w niebiosach, zwieczornialy Maj! Przypomnij wszystko - i - zrozum - i łkaj... Wiem, ze ty teraz pochyliłeś skroń W okno, rozwarte na światłość, na woń. I wzrok wytężasz poza życia kres Aż do utraty oddechu i łez - Aż do wchłonięcia oddali i cisz, Aż do niewiedzy, dla kogo tak śnisz? Aż do pytania, dlaczego w ten znój Świat zda się obcy, choć bliski, choć twój? I czemu zorzy purpurowy czas Do trwóg przynagla i ciebie, i nas? I czemu trzeba ku zbłaganiu zórz Poczwórnych dłoni i aż dwojga dusz?... Bolesław Leśmian "Bluszcz" 1912 nr 20 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 12.08.03, 01:34 Zmierzch bezpowrotny Różowieje o zmierzchu twój spłowiały liścik... Wóz turkocze za oknem. Może sen mój właśnie Tak odjeżdża w złą ciemność - śpiewnie i kolaśnie... W niebie - drobnych obłoków napuszysty wyścig! Reszta Boga - w niebiosach! Zachód tlejąc zrudział. 0. uwierzyć w tę Resztę i potrwać w tym błędzie! W dziejach gwiazdy najdalszej brać zawrotny udział I zawczasu już srebrnieć tym, co kiedyś będzie... Lub tam, gdzie żale świata na szczytach się śnieżą W tym śniegu, w tym wzbielałym ku zaciszom zgonie Znaleźć dwie załamane, dwie bez jutra dłonie I całować nie wiedząc, do kogo należą... Gdym twe dłonie w wiosennej całował zamroczy. Cóżem wiedział o tobie? Nic - śnie mój nietrwały! A kochałem twe dreszcze i duszę, i oczy. I świat cały - i usta - i znowu świat cały! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
czerwony_zlodziejski_ryj To co Piękne zawsze jest różowe - jak UW 09.08.03, 12:39 download.consumptionjunction.com/multimedia/cj_13558.swf Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 12.08.03, 01:53 Zmierzch Pierwsza zmierzchu fala Spływa ponad dach W szybach - mrok, a z dala Słońce się dopala W nasturcjach i mgłach Mąci nam rozmowę Pustych murów biel... Dłonie swe różowe Ściel pod moją głowę - Nic nie mówiąc, ściel! Kto swe serce zbada W taki zmierzch jak ten? Łza śmiertelnie blada W snu głębinę spada, Choć nie wierzy w sen!... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 12.08.03, 01:54 * * * Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona! Lecz jakiś kwiat z twych włosów zbiegł do stóp ołtarzy, A choć brak tego zbiega nie skalał twej twarzy, Serce me w tajemnicy przed twym sercem kona... Dusza twoja śmie marzyć, że w gwiezdne zamiecie Wdumana, będzie trwała raz jeszcze i jeszcze -- Lecz ciało? Któż pomyśli o nim we wszechświecie, Prócz mnie, co tak w nie wierzę i kocham i pieszczę? I gdy ty, szepcząc słowa, w ust zrodzone znoju, Dajesz pieszczotom ujście w tym szepcie, co pała, Ja, zamilkły wargami u piersi twych zdroju, Modlę się o twojego nieśmiertelność ciała. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 12.08.03, 01:55 Zły jar Łza, dawno zapomniana, śni się memu oku. Łza - snem!... A szczęście?... Obłok płynął... Toć wiem, że w obłoku! Toć wiem! Ów czar jeszcze pamiętam w wiosennym bezkresie - Ów czar! I las nagły po drodze - i w tym nagłym lesie Zły jar! W złym jarze człowiek blady krtań nożem przecina... Więc cóż? Sam przez się!... Własnoręcznie!... Mówią, że - Przyczyna! Że - Nóż! I mówią: "Chciał mrzeć, głupi! Słońce w twarz mu świeci... Chciał mrzeć!..." A on wie, że ból z ciała wymknął się i leci!... Leć - leć!... Bolesław Leśmian Iprdr. "Kurier Poranny" 1933 nr 15 pt. "Wspomnienie"] Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 12.08.03, 01:56 Zielony dzban To nie stu rycerzy, lecz sto trupów leży! Nie sto trupów leży, jeno stu rycerzy! A nie dla nich ruczaj dzwoni, A bór szumny od nich stroni, Jeno wicher we sto koni Znikąd ku nim bieży. Wybiła godzina - wiosna się zaczyna, Z chaty poprzez kwiaty wybiega dziewczyna, Dzban zielony, pełen wody, Niesie zmarłym dla ochłody W skwar śmiertelnej niepogody, Co w proch wargi ścina. Stopy moje - bose, skronie - złotowłose, Kochałam, płakałam, zmarłym wodę niosę, Oczerstwijcie ból wasz słony, Smakiem śmierci podraźniony, Cały ranek w dzban zielony Ciułałam tę rosę. Wypić - wypijemy, lecz nie ożyjemy, Na polu w kąkolu żal się chwieje niemy, A my leżym z ziemią w zmowie W tym tu rowie i parowie, Lecz nikt tego nie wypowie, Gdzie my teraz, gdzie my? Jedyny dobytek - ciszy w sobie zbytek I snu podziemnego żmudny bezpożytek. Nim sporządzisz dla nas sanie Na wieczyste zimowanie, Połóż wieniec na kurhanie Z kalinowych witek. W waszym zgromadzeniu, w natłoczonym cieniu, Jest taki, co maki kładł mi na ramieniu, Niech ze dzbana pije wodę, Niech przypomni lata młode, Gdy raz spojrzał w mą urodę W nagłym zachwyceniu ! Płyną dni niezłomne, czasy nieprzytomne, Nie wierzę, że leżę trzy lata ogromne! Mak pamiętam purpurowy, Ale twojej, dziewczę, mowy I tej złotej w słońcu głowy Już dziś nie przypomnę! Chmurzą się błękity, płacze deszcz obfity, Na trawie w murawie leży dzban rozbity, Dzban rozbity leży, leży, A śpi pod nim stu rycerzy, A wiatr znikąd ku nim bieży, Kurzawą okryty! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 12.08.03, 01:58 Zielona godzina I Rozechwiały się szumne gałęzi wahadła Snem trącone! Wybiła Zielona Godzina! Wynijdź, lesie, z swej głębi, ty - nasz i nie nasz! Czy jaz dusza w twe gąszcze znowu się zapadła? Czy jaz twarz się strumieniom twoim przypomina? Jeszcze moja przed chwilą - już niczyja twarz... Dziwno mi, że ją widzą wód prądy i drzewa, Tę samą - a już inną, i szepczą: "To - ona! Zbłąkaną poza nami - Bóg przywrócił nam!..." Mamże dziś po jej rysach poznać łaś, co śpiewa? Wszak mówiłem: gdy przyjdzie Godzina Zielona - Oddam lasom - co leśne, choćbym zginął sam!... Boleslaw Lesmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 12.08.03, 02:24 II I przyszła!... Czują mrowisk ruchliwe pagóry, Ze to ja po nich stąpam, rwąc pajęczyn gazę, Skrzącą się, jak sam poblask - znikąd i bez tła... Cisza, dławiąc się w kwiatach, brzmi echem w lazury, Jakby właśnie, do kwiatów mająca urazę, Niewidzialna dziewczyna, głośno płacząc, szła! Duchu mój, wrażę ciebie, niby dziób bociani, W mokradła, żab oddechem nabrzmiałe i wzdęte, Byś poznał woń pod ziemią zaczajonych wód! W tobie - znojny szmer wężów, śmierć zdybanej łani, Nagła czerwień wiewiórek i zbóż złoto święte, I skwary macierzanek i paproci chłód. Jakże las, wespół z tobą zieleniąc się, dyszy! Wzdłuż polany przed chwilą wędrowny cień kruka Przemknął, ledwo ukosem tykając mych brwi. Zdaje mi się, że teraz - w tym znoju, w tej ciszy, Kiedy dzięcioł do dębu pierwszego zapuka - Czyjejś chaty dalekiej rozewrą się drzwi!... Boleslaw Lesmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois XVII sonet do Orfeusza 12.08.03, 13:05 Gdzie, w jakich błogo uzdrojonych ogrodach, na jakich cichych drzewach, z ich odlistnionych tkliwie kwietnych kielichów dojrzewają nieznane owoce pociechy, owe wybrane, wyborne, z których być może jeden na łące zdeptanej twego ubóstwa znajdujesz. Raz po raz zdumiewasz się innej wielkości owocu, błogosławionej świeżości bytu, łagodnej słodyczy łupiny, i że lekkomyślność ptaka nie zabrała ci jej i nie pozazdrościł robak na dole. Sąż drzewa przez anioły oskrzydlane, przez niewidzialnych ogrodników tak dziwnie hodowane, że nie należąc do nas, nami zaowocowały? Czy nie potrafiliśmy nigdy, cienie i mary, przez nasze za wcześnie dojrzałe i znów więdnące zamiary zamącić tych letnich miesięcy ciszy zobojętniałej? R. M. Rilke Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 13.08.03, 14:42 Ze wspomnień dzieciństwa* ...Przyjemnie czasem zgnieść w sobie rozsądek., Jak pasożyta, co niszczy marzenie, I z lądu życia uciec na przylądek Samotnych rojeń! jedno okamgnienie - I już tam jestem!... Znów sie czuję dzieckiem W krótkich spodenkach, jak niegdyś, przed laty, Kiedym u Boga siedział za przypieckiem, Goniąc motyle i zrywając kwiaty; Gdym, wierząc w czary i drżący ze strachu - Ciemnych pokojów badał tajemnice, Gdym po choinki poznawał zapachu, Ze Bóg się rodzi - i gdym swoje lice Tulił do kolan panien na wydaniu, A płeć rozróżniał tylko po ubraniu... Mieszkałem wówczas w starej kamienicy Razem z mym koniem drewnianym i batem, Przez okna w głębie patrzałem ulicy, Co mi się zdała niezbadanym światem, Nieskończonością!... Firanek perkale W słońcu się w błonę mieniły ze srebra, Żeś widział przez nic obłoków owale I ram okiennych ciemniejące żebra. W oknach - donice w koszulach z papieru: Mirt, niby lokiem pokryty i szklisty. Kaktus, jeż kwiatów, sterczący bez szmeru, I heliotropu wonne ametysty. Przy ścianie - szafa, zabawek skarbnica, I łóżko z kapą w rurczaste falbany. O gniazdko moje! Któż dziś cię zaszczyca Swą obecnością? A nuż staruch jaki Wtargnął tam dzisiaj między twoje ściany I dymem fajki lub prochem tabaki Płoszy sny moje, które dotąd może Drzemią po kątach w kurzu, jak rupiecie, I swojej własnej złorzeczą niedoli, Bo je stróż opój o zwyczajnej porze Stamtąd wymiata co dzień, aż powoli Wszystkie wymiecie! W tym to pokoju, wpośród zabaw zgiełku, Pod matczynego ramienia opieką Czułem się dobrze, jak lalka w pudełku... A kiedy indziej - jak motyl nad rzeką! I tylko czasem coś we mnie pobladło, Coś tam zadrżało w myśli pajęczynie... Wtedy lubiłem spoglądać w zwierciadło I ujrzeć w jego wymownej głębinie Własny mój pokój, odbity tak żywo, Choć ze zmienioną nieco perspektywą... Niby mój własny, ten sam, co na jawie - A jednak inny, tajemniczy, głuchy I niedostępny, i tak straszny prawie, Jakby w nim same przebywały duchy! Toć sprzęty, lustra oddane przezroczom, Jak sny się moim przedstawiały oczom! Sprawdzić - te same, a jednak odmienne, Rzekłbyś, bez wagi i zrobione z ciszy... Gdy tupnę nogą, to mego tupnięcia Wiem, że się w tamtym pokoju nie słyszy... Wszystko tam takie bezdenne i senne, I takie pełne czaru i zaklęcia, Tak niepodobne do jawy, tak cudne, Aż mię coś wlokło w te głębie bezludne, Jakieś zachwyty wlokły nieczlowieczc I nie wiedziałem, co mię tam tak wlecze? Co się w mej piersi tak tajemnie miota? I nie wiedziałem, że to jest tęsknota, Ta, która kiedyś ma utworzyć przedział Pomiędzy duszą mą a między życiem! Lecz anioł stróż mój coś tam o tym wiedział, Bo z skrzydeł szmerem i ze serca biciem Stawał nade mną, kiedym spoczął we śnie, I patrzał w oczy lękliwie, boleśnie, I coś mi szeptał z pochylonym czołem, Lecz ja słów jego wtedy nie pojąłem, Tyłkom do piersi przyciągał go blisko! Dopiero później - zrozumiałem wszystko... Bolesław Leśmian "Wędrowiec" 1901 nr 50 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 14:43 Zamyślenie Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność? Nie wiem, co dziś pokocham - co jutro wyśpiewam? I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam. Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów, I oswajam je z wolna, i uczę swej mowy, Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy. Gdzie jar ciemny, gdzie rozstaj - tam powiew mej duszy, Gdzie szepty pocałunków - tam są usta moje. Gdzie chata mrze od progu - tam mój kij pastuszy, Gdzie plusk wioseł - tam serca wędrowne napoje. Lubię szaty swe liche, gdy na wskroś przemokną Deszczem jak łzami pieśni, co szumiąc zamiera, A nie śpiewam, lecz jeno słowami przez okno W świat wyglądam, choć nie wiem. kto okno otwiera. Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą. Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył! A nie chcę im górować ni barwić się twarzą. Jeno być niewidzialnym jak Ten, co mnie stworzył. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 14:44 Zaloty Nędzarz bez nóg, do wózka na żmudne rozpędy Przytwierdzony, jak zielsko do ruchomej grzędy, Zgroza bladych przechodniów i ulic zakała, Obsługując starannie brzemię sweego ciała, Kręci korbą, jak gdyby na lirze w czas słoty Wygrywał swoje skoczne ku niebu turkoty - I nad brzegiem urwistym tęczowych rynsztoków Toczy się wraz z odbiciem zmydlonych obłoków, Toczy się bałamutnie do dziewki z podwórza, Do przystani stóp bosych - i ducha wynurza Z łachmanów, i wciąga paździory swych dłoni Ku jej zębom śnieżystym, i tak mówi da niej: "Kocham strzęp twojej błotem zbryzganej spódnicy, Kocham głośny twój oddech! Na całej ulicy Ty jedynie mym ustom bywasz tak potrzebna! Wiem, że moja tęsknota, niby szkapa źrebna, Wlekąc mię, wyda na świat płód nowych udręczeń. W tym mój tryumf, że jestem niestrudzony klęczeń Twej krasy! Kochajże mnie! Nuże do pieszczoty! Potwór błaga cię o nią! Przyjm moje zaloty! Wnijdź naga i bezwstydna w mej nędzy bezdomność I tak pieść, by wargami pożreć mą ułomność!" Ona mu się broni, A on mówi do niej: "Wszak musi ktoś okochać to co juz się stało ~ I ten wózek męczeński, i korbę zbolałą, I żądzę w resztkach cielska, jak w zgliszczach, poczętą I ten ochłap człowieka, co chce być przynętą! Odsłoń czar w mej brzydocie! Znijdź z wyżyn do karła Bądź posłuszna mym dłoniom, jak slepa lub zmarła! Zdołam być nieodparty jako grzech i zguba I potrafię wysiłkiem zmyślnego kadłuba Zdobyć się na pieszczoty słodkie, jak czereśnie" Których dotąd nikt nigdy nie oglądał we śnie!" Ona mu się broni, A on mówi do niej: "Małoż ci pół człowieka, by stał się twym skarbem? Chcę być drogą ci raną, wiernym tobie garbem! Czyż próżni, którą nóg mych nieobecność tworzy, Nie zapełni ból, miłość ni jęk mych bezdroży? Śmiech mię bierze! O, gdybym ziemię nieobjętą Mógł uderzyć raz w życiu zdrową, silną piętą I widzieć, jak zdeptana pod stopą wygląda? Śpieszno mi w nieskończoność! Wiem, że mnie pożąda I bez wstrętu spożyje me łachy i żale. Są gdzieś dłonie mi chętne i usta - korale, Co od głów się przesuną w pieszczocie ochoczej Aż do stóp, których nie ma! Niech wóz się potoczy Na przełaj - tam, gdzie właśnie ode mnie z daleka Ktokolwiek, zwierz lub robak, na mą miłość czeka!" Ona mu się broni, A on w zaświat stroni, Ona go swoim czarem do bólu zachęca, A on patrzy, nie patrzxąc, i korbę podkręca, I odjeżdża - odjeżdża - gdzxiekolwiek - pośpiesznie, Turkocąc i furkocząc niezgrabnie i śmiesznia, Odjeżdża, kalekując, w poszukiwań znoje, W kraje przygód miłosnych, w wieczne niepokoje. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 14:46 Zaklęcie Ptaku nocny, coś bywał za świata rubieżą I widziałeś uwarłych - mów, co czynią? "Leżą". "A co jeszcze?" "Wciąż leżą bez przerw, bez wytchnienia, Nie ma dla nich ni słońca, ni wiatru, ni cienia! Nie modlą się, nie płaczą, nie śnią i nie wierzą - I nic - tylko leżą! Nic - tylko tak leżą!" Dziewczyna, co się mojej sprzeciwia przemocy, Niechaj w łożu obłędnym polegnie tej nocy! Bezoporna, bezsilna, bezbronna, bezwiedna, Niechaj grzesząc pragnieniem leży sama jedna! Niech nie modli się, nie śni, nie płacze, nie wierzy - I niech tylko tak leży - niech dla mnie tak leży! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 21:40 Zachód W błękicie - szkarłat zórz! Wniebowstąpienie róż! Wieczność płonie tak samo, jak płonęła za młodu... Ogród, gdzie w złotym mchu tkwi odrobina tchu Niezbędnego dla ciebie, co śnisz wnętrze ogrodu. By iść do tamtych stron, odzyskać trzeba zgon. Zagubiony w tym bycie, co narzucił się światu. Nic nie mów - tylko patrz! I nie patrz, ale płacz. Bo już nie ma dla duszy wyjścia z tego szkarłatu! Bolesław Leśmian 1933 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 21:41 Za grobem Nad brzegami zagęstwionych nicości Szumi wiara w wiekuiste sitowie. Nikt już nie dba o swe ciało i kości! Nikt nikomu nic już odtąd nie powie! Z resztek życia śmierć swawolna po ciemku Wydmuchuję bańkę trudną i złotą, By przyświecać młodziuchnemu widemku. Co się bawi skrzepłą w kukłę tęsknotą, Z zaprószoną wspomnieniami źrenicą Cień zmarłego, co drętwotę pokonał. Mknie pośmiertnie urojoną ulicą, Aby wśnić się w dom, gdzie mieszkał i skonał. W rozwiewisku zagrobowej pokrzywy Dziwaczeje pleśniejąca Niedziela... Szukam brata, który nie był szczęśliwy! Szukam siostry, co nie znała wesela! Cienie, cienie! Darmo w mroku was gonię! Pustkę tylko chwytam dłońmi obiema... Więc nie wszyscy tu się znajdą po zgonie? Więc są tacy, których nie ma, bo nie ma? Nie ma mgły tej, co tak chciała być duszą, By się snami do wieczności sposobić! O, te bóle, które bolą, bo muszą! O, ta rozpacz, która nie wie, co robić! Już się gwiezdne poniszczyły zamiecie - Cień się chwieje, poróżniony z mogiłą, Coś innego stać się pragnie w zaświecie, Coś innego niż to wszystko, co było!... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 21:42 Za górą Za górą, za chmurą, za dalą Promienie zagasły spalone, Na niebie się gwiazdy krysztalą - Błękitne - różowe - zielone!... I chyli się niebios opona, I zda się tam śpiewnie i gwarnie, Świat cały wyciąga ramiona, Świat cały ku niebu się garnie!... A światło uderza swą falą W obłoki jak w skały spiętrzone - I gwiazdy się palą - krysztalą Błękitne - różowe - zielone!... Bolesław Leśmian "Bluszcz" 1897 nr 24 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 21:44 Z wędką Na sprężystej buja fali Lotny spławik mojej wędki, Elektrycznie błyszczą w dali Złote, czarne, srebrne cętki... Porzuciwszy dna głębinę, Ni to żmijek korowody, Krążą płotki srebrno-sine Pod oszkleniem jasnej wody. Kędzierzawych traw wilgocie Miodowymi soki wonią, Turkusowych ważek krocie, Pełne słońca - lecą, dzwonią - Jak stopionych spływ metali, Nurt się rzeki sunie giętki, Na sprężystej buja fali Lotny spławek mojej wędki! * * * Oczeretów bór złocisty Rozsypuje szumy śpiewnie, Skrzydlatego pieśń lutnisty W tysiąc dzwonków bije rzewnie - Ha! to nasze w polu, w lesie Dźwięczą śpiewki sierocińskie, Wiatr po ziemi całej niesie Szumki-dumki ukraińskie! Jaskółczane i skowrończe, Pełne smutku i wesela - Aż po lniane chmur opończe Dzwonków, dzwonków drży kapela! * * * Słońce w pełni swej na szczycie Tak się w niebo, tając, wrzyna, Że nie dojrzeć na błękicie, Gdzie się jego krąg zaczyna! Skrzą się chmurki, światło prószy Złotym pyłem na sklepienie I przez oko aż do duszy Blade leją się odcienie! Z tych odcieni upleciony, Kwietny obraz z chmur wynika, Tajemniczy, oskrzydlony - Barw świetlana mozaika! * * * Wędko, wędko leszczynowa! Zapomniałem już o tobie! Kolorowa niebios mowa O słonecznej prawi dobie! Chciałbym upleść cię z promieni I zarzucić cichą porą Gdzieś - na błękit, co się mieni Tęczą blasków, jak jezioro! I wróciłabyś z zdobyczą, Niosąc dla mnie gwiazdę nową, Jakąś piosnkę tajemniczą Lub nieznane jakieś słowo! Bolesław Leśmian "Wędrowiec" 1898 nr 32 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pierwszy sekretarz Re: To co piekne IP: *.acn.waw.pl 13.08.03, 21:45 ”Kubek” Z jednego kubka ty i ja Piliśmy onej chwili, Lecz że nam w wodę padła łza, Więc kubek my rozbili. I poszli w świat i poszli w dal, Osobną każde drogą, Ani nam szczątków onych żal, Co zrosnąć się nie mogą... Dziś, kiedy w skwary znojnych susz Samotne kroki niosę, Gwiazdy mi jasne z złotych kruż* Podają srebrną rosę. Lecz wiem, że w żadnej z gwiezdnych czasz Nie znajdzie się ochłoda, Jaką miał prosty kubek nasz, Gdzie były łzy - i woda. Maria Konopnicka Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 13.08.03, 21:44 Z sonetów ukraińskich * O stepie! płaskorzeźbo złocistozielona! Gdy księżyc martwym srebrem na tobie rozkwita. Burza smutków, płaszczami wichrów półokryta, Leci - i do twojego przytula się łona. Czarne widmo kozaka pędzi w dal i kona, I grzmi tętent daleki trwożnego kopyta. Chmura kształtów dziwacznych, w szafiry zaryta, Śpi jak mumia tęsknoty, blaskiem nasycona; A step ją balsamuje wonnej piersi tchnieniem I nagle przywabiony dzikim jej spojrzeniem, Rzekłbyś - zrywa się z ziemi od jej ócz potęgi, Płynie w dal niezwichrzoną. patrzy w gwiazd ślepotę, A szatany stepowe - wielkie, szczerozłote. W dzikim tańcu przez sine pędzą widnokręgi! Bolesław Leśmian "Praca" 1909 nr 33 Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois IX sonet do Orfeusza 14.08.03, 08:53 Ten tylko, kto zdołał wznieść lirę pomiędzy cienie, może hołd zmienić w pieśń, przeczuć jej brzmienie. Kto z umarłymi mak spożył, z ich plonu, zachowa najlżejszy takt i tchnienie tonu. Choćby odbicie wodne zmąciło kształty swoje, nie trać obrazu. Tylko w oboim żywiole stają się głosy od razu wieczne, łagodne. R. M. Rilke Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois XXII sonet do Orfeusza 14.08.03, 08:57 My, wciąż spieszący, lecz czasu krok - tylko maleńką chwilką we wiecznie trwającym. Wszystko spieszace przeminie wczas, tylko trwające uświęca nas. Niech nie porywa was pęd i lot, nie trwońcie młodych lat. Wszystko spoczywa: światło i mrok, książka i kwiat. R. M. Rilke Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois VII sonet do Orfeusza 14.08.03, 09:14 Sławić! tak! Wyszedł, jak kruszec widocznie z głazu milczenia - wybraniec. Jego serce, o, efemeryczne tłocznie wina, dla ludzi nie wyczerpanego. I nawet proch mu nie odebrzmi tonem, kiedy go boski przykład ogrzeje. Wszystko winnicą będzie i gronem, co w południowym słońcu dojrzeje. Ani królowie w kryptach pochowani nie będą przeczyć mu swym próchnem ani cień bogów, kiedy upadnie nocą: on z posłów, których śmierć się nie ima, jeszcze w Drzwi Zmarłych wchodząc trzyma misy pełne dorodnych owoców. R. M. Rilke, z I części Sonetów Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 14.08.03, 14:37 Z lat dziecięcych Przypominam - wszystkiego przypomnieć nie zdołam: Trawa... za trawą - wszechświat... A ja - kogoś wołam. Podoba mi się własne w powietrzu wołanie I pachnie macierzanka - i słońce śpi - w sianie. A jeszcze? Co mi jeszcze z lat dawnych się marzy? Ogród, gdzie dużo liści znajomych i twarzy - Same liście i twarze!... Liściasto i ludno! Śmiech mój - w końcu alei. Śmiech stłumić tak trudno! Biegnę, głowę gmatwając w szumach, w podobłoczach! Oddech nieba mam - w piersi! Drzew wierzchołki - w oczach! Kroki moje już dudnią po grobli - nad rzeką. Słychać je tak daleko! Tak cudnie daleko! A teraz - bieg z powrotem do domu - przez trawę I po schodach. co lubią biegnących stóp wrzawę... I pokój przepełniony wiosną i upałem. I tym moim po kątach rozwłóczonym ciałem Dotyk szyby ustami... Podróż - w nic, w oszklenie - I to czujne, bezbrzeżne z całych sił - istnienie! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 14:39 * * * Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała, W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie, Płaczesz przez sen i wstrząsem wylęklego ciała Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie. Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę, A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana, A ja płacz twój całuję, biodra i kolana I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę. Lecz karmiony ust twoich spłakanym oddechem, Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania Zadaję ciemną nocą tłumione pytania. Odpowiadasz bezładnie - ja słucham z uśmiechem. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 14:41 Z cyklu "Sny" I Wstępuję na snów życia marmurowe schody, Ni tu we śnie Jakuba! W ręku ściskam promień Zamiast lampy przewodniej! Szumią róż ogrody... Z dymiących ziół się wznoszą wizje oszołomień!... Oto pochód obłoków pod promieni zbroją Śród grania trąb powietrznych i bębnów, i fletni! Oto księżyc wypływa - wielki, tysiącletni!... Wcielone czary ziemi - myśli serca poją... Idę - lecę, na widzeń rozanielon szczycie, Jeno wszystkie te cuda zmieścić w oczach żądam! Czuję w sobie prawdziwe i jedyne życic, Gdy przez okno mej duszy na ziemię poglądami... Bo gdyby rzeczywistość stworzyła mi oczy - Nie usłyszałbym piosnek śród wszechświata głosów, Nie trysnęłyby farby z bezdennych pomroczy, Nie zakwitła harmonia nad głębią chaosów! II Księga mych marzeń - to mój skarb jedyny! Mam ją przy sobie i zawsze, i wszędzie... Czerpię z niej wiosnę w jesienne godziny, Com w niej wyczytał - było albo będzie!... Przyszłość do oka wccchnęła mi duszę, Latarnię widzeń składając w mej dłoni! Dążąc do celu - przeczuwać go muszę... Nie widząc kwiatka - poznam go po woni!... W mej piersi płomień pięknych snów migota, Biorąc mi serce za zwątpień narzędzie, I sam już nic wiem, czy to jest tęsknota Za tym, co było - czy za tym, co będzie!... III Miałem sen cherubinów! W mych oczach z szelestem Z nasion pączki tryskały, z pączków rosły kwiaty! I myślałem, że bogiem wszystkich kwiatów jestem I wiosennych narodzin śledzę czas skrzydlaty! Jako szkło, przezroczystą była ziemia cała! Olbrzymia panorama ruchliwych widoków Stubarwnymi kulami pączków mi strzelała, Chroniąc śród czarnych pustyń - rzeki wonnych soków! Zbudził mię kwiat z warowni, pierś zraniwszy wonią Jak dzidą bezcielesną - i pytał spłakany, Com ja widział pod ziemi skamieniałą skronią, Kędy jego ojczyzny rozkwitają łany!... IV Z powierzchni wody blask się wysnuwa, jak para... To - księżyc! Na jeziorze żaden cień nie mrugnie! Niby płyta kamienna, lśni toń srebrno-szara... Śmiało stąpaj po fali - fala się nic ugnie! Stoję, wsparty o mostka chwiejnego krawędzie, Czar mię wlecze do światów rusałczanych cienia! Napój ciszy się rozlał w głowie, w żyłach - wszędzie! Śmiało stąpaj po fali, co pije z promienia. Tam znajdziesz długich tęsknot zaklęte krainy, Tam ujrzysz treść piosenek, któreś słyszał w echu! Śmiało rzuć się na fali krysztalnc równiny! Ach! w takim samobójstwie nie byłoby grzechu!... Bolesław Leśmian "Echo Muzyczne, Teatralne i Artystyczne" 1897 nr 5 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 14:42 Wzlata nad ziemię Wzlata nad ziemię, wzlata nad morze Rozsokolony mój duch. Jedno mu niebo szumi w przestworze, A drugie - pod nim. w jezior odwzorze, Zazdrosny - buja we dwóch! Z niedoścignienia i z przedaleka Przybył na ziemię w sam żar I nie on na nią. lecz ona czeka, By wił się po niej niby ptak-rzeka, Wił i rozwijał swój czar! Nieprzymuszony i mimowolny Złotą zasępia się brwią, On - wszechobecny i wszechokolny, I ponadleśny, i ponadpolny, Rozrzutny śpiewem i krwią! Jesień i zima, wiosna i lato, Zdwojone jeziora dnem. Wszystkie się wspólnie złożyły na to, By mu być łożem, sadem i chatą, I wiecznym mieniem, i snem... Ale nie jemu z piór swych bez skazy Leniwe gniazdo wić! On wie, słonecznej chciwy zarazy, Ze mu nie wolno konać dwa razy. Dwa razy życiem żyć! Raz tylko z niebem w ziące-rozłące Miłosnych spróbuje cisz - Raz tylko skrzydła, już konające, A jeszcze chętne, jeszcze gorące. Bogom utoży w krzyż. Raz tylko śmiechem zdepcze bezkarnie Skończoność, zwłokę i czas - Raz tylko w słońcu spłonie pożarnie. Raz tylko światy cale ogarnie, Raz tylko, jeden raz!... Bolesław Leśmian "Literatura i Sztuka" 1907 nr 4 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:23 * * * wzdłuż chat, ponad strzechami południa żar zawzięty widomie drga i mami niepochwytnymi pręty... wpośród zielonych muraw schną rosy ciemne ślady, samotnej studni żuraw patrzy w dalekie sady na przeciwlegle wzgórze głóg wpełza i berberys poprzez słoneczne kurze gałęzi rzuca przerys południe samo siebie roztrwania w omam senny... niebem prześwieca w niebie przeźroczy księżyc dzienny znienacka w drzew głębinie wiśnia się płoni smagle - o, teraz, w tej godzinie pokochać - kogoś - nagle ten znój z błękitem w zmowie dech piersiom tak utrudnia! zachciało się mej głowie śnić miłość wśród południa! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:24 Wyznanie spóźnione Lubię twoim weselem rozniecony gwar - I twoimi oczami upatrzona drogę - I czar w śmiechu zjawiony - ten sam zawsze czar!... Żem cię dotąd nie kochał - zrozumieć nie mogę! Dziś, gdy ogród zaszumi lub zaskrzypią drzwi, Zrywam się, aby stwierdzić pustkę beznadziejną, I przypomnieć twe kroki - i głos twój i brwi - I o ustach, i dłoniach pomarzyć kolejno. Słyszę płacz przewezbrany obłoków i zórz! Wszystko - klęczy i błaga!...A ty - coraz dalej! O, nie wracaj, nie wracaj - tylko dłonie złóż Do modlitwy za wszystkich, co Cię nie kochali. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:25 Rwanie bzu Narwali bzu, naszarpali, Nadarli go, natargali, Nanieśli świeżego, mokrego, Białego i tego bzowego. Liści tam - rwetes, olśnienie, Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie, Pachnie kropliste po uszy I ptak sie wśrod zawieruszył. Jak rwali zacietrzewieni W rozgardiaszu zieleni, To sie narwany więzień Wtrzepotał, wplątał w gałęzie. Śmiechem się bez zanosi: A kto cię tutaj prosił? A on, zieleń śpiewając, Zarośla ćwierkiem zrosił. Głowę w bzy - na stracenie, W szalejące więzienie, W zapach, w perły i dreszcze! Rwijcie, nieście mi jeszcze! Julian Tuwim (Treść gorejąca 1936) Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:26 Żegnając się z matką Jak do Ciebie będę pisał pochylony nad sobą w żalu. Serce chłodne świeci jak kryształ i choć wczoraj się z Tobą rozstałem, jak Ci słowo do dłoni podam badający uparcie ciemność, skoro mówisz: lekka jest młodość chociaż ognia bukiet nad ziemia, skoro mówisz: ciąłem człowieczym trzeba schodzić nisko, najniżej, bo radosna w locie tym wieczność jest kołyska zrodzona na krzyżu. Jak Ci sercem odpowiem jak źródłem wykuty głosem śpiewnym, kiedy tłum przerażonych jaskółek niosą po ręce lewej, jak mych ust niewyczutych graniem mam zawołać bohaterski i bliski, gdy po mej ręce prawej drży ojczyzny pogięta kołyska i piosenka wieczorna leży jak owocu zniszczone grono, dalej niebo, dom mój i księżyc opuszczony jak Ty i młodość. Tadeusz Gajcy Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:27 Wyznanie Nie rań pogardą tej obcej dziewczyny, Jej czar jest inny niżeli twój czar. Tyś memu ciału dreszcz w świecie jedyny, A ona ust mi chce oddać maliny - Czyja dłoń zdoła odtrącić ten dar? Wszak tobie pierwszej tę miłość wyznaję - Ona nic nie wie, choć czeka i śni. Szedłbym tak do niej, jak w lasy i gaje, A odkąd znam ją, wciąż mi się wydaje, Że policzone są wiosny mej dni! Wargi ma falą w uśmiechu ozdobne, Jaśnistym włosem olśniona skroń, Spojrzenia - pilne i z lekka żałobne, Dłonie do twoich niechcący podobne - Pieszcząc pomyśle, że pieszczę twa dłoń... Jej zaklęć szepty nie zmienią mnie wcale, Jej pocałunek nie rozłączy nas! Pozwól mi odejść w ust tamtych korale, Bym łkał przez chwile, bym kochał niestale Raz jeszcze jeden, ach, tylko ten raz! Bolesław Leśmian Ha Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:28 Droga tajemnic Błękitniejący umarłych proch rośnie w ziemi mocny jak żywioł i na oczach pisze co noc kręte znaki jak mróz na szybie. Białą czaszką kołysze księżyc stosy planet utkanych z kości, zagubisz się, pomylisz - w tym tokowisku zwierząt szklistym włosem porosłych. Łasi się grom i ciemność do twych stóp: skuś się tylko i poddaj, a zarośniesz jak liściem - ziemią i zaleje cię ogień i woda. Usta z lęku zwiotczałe jak gąbka schylisz, poznasz: misterny znak pisza w oczach ręką jak lotka, który kości umarłych zna. Będzie syczeć wapno i fosfor, każdy ślad twój pokryje węgiel, aż gwiazdy w kopule nocy wzejdą bliskie i jakże piękne. I wywiedzie cię z trwogi gęstej, w zimnej skórze zamkniętego jak w łusce, który ognia lub kwiatu szlestem sen odmyka - jakże obcy i pusty. Tadeusz Gajcy Widma, 1943 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:30 * * * Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze, Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie. Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze I węszy świat, którego nie zna, nie rozumie. Swym cielskiem kostropatym kąpie się w kałuzy, Co nęci, jak ożywczych jadow pełna misa, Czołgliwymi mackami krew z kwiatów wysysa I ciekliną swych mętow po ziemi się smuży. Zwierzę, co trwać nie zdoła zbyt długo na świecie, Bo wszystko wokół tchnieniem zatruwa i gasi, Lecz gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie, Ono, mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 15:31 Zamyślenie Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność? Nie wiem, co dziś pokocham - co jutro wyśpiewam? I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam. Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów, I oswajam je z wolna, i uczę swej mowy, Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy. Gdzie jar ciemny, gdzie rozstaj - tam powiew mej duszy, Gdzie szepty pocałunków - tam są usta moje. Gdzie chata mrze od progu - tam mój kij pastuszy, Gdzie plusk wioseł - tam serca wędrowne napoje. Lubię szaty swe liche, gdy na wskroś przemokną Deszczem jak łzami pieśni, co szumiąc zamiera, A nie śpiewam, lecz jeno słowami przez okno W świat wyglądam, choć nie wiem. kto okno otwiera. Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą. Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył! A nie chcę im górować ni barwić się twarzą. Jeno być niewidzialnym jak Ten, co mnie stworzył. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
rozkosznybobasek Re: To co piekne 14.08.03, 15:45 Uwazam ze pipcia jest piekna - smierdzi ale swoj smak ma! Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 16:42 [Wyruszyła dusza w drogę... Dzwonią we dzwony...] Wyruszyła dusza w drogę... Dzwonią we dzwony "Gdzie są teraz moje sady? udzie moje schrony?! Zawołały wszystkie lasy, pełne motyli "Spocznij, duszo, w naszym cieniu - me zwlekaj chwili!" "Jakże mogę w waszym cieniu spocząć niezwłocznie, Kiedy sama jestem cieniem, gdzie nikt nic spocznie!" Zawołała wonna łąka, zaisniona rosą "Kos mnie sobie na użytek złocistą kosą!" "Jakże mogę ciebie kosie, łąko mielona - Kiedy sama kosą śmierci jestem skoszona!" I zawołał Bóg zjawiony "Miłuj mnie w niebie, Gdzie radością niecierpliwy czekam na ciebie!" "Jakże mogę cię miłować w szczęścia pobliżu, Gdym smutnego pokochała niegdyś na krzyżu?! "Pozbawiłem ciebie świata i sosen z boru, Byś nie miała, oprócz Boga, nic do wyboru!" "Zagnałeś mnie z krasnych maków w ciemność mogiły - Gdzieżeś ukrył owe miecze, co mnie zabiły?! "Nic ukryłem owych mieczy, mam je przy boku, Jeno zechciej - nieszczęśliwa - spocząć w obłoku!" "Jakże spocznę w twym obłoku - z ziemią w rozłące, Kiedym lasom odmówiła i mojej łące!" "Otrzyj oczy zapłakane szat moich bielą, A rozkażę mym aniołom - niech cię weselą!" "Jakże mogę się weselić z tobą w przestworze, Kiedy śmierci twej pożądam - Boże, mój Boże!" I zamilkli, i patrzyli nawzajem w oczy - A ponad nim i ponad nią wieczność się toczy. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 16:43 Wśród georginij Wśród georginij - brzęczenie os. Twojeż to kroki? Twójże to głos? To - koniec lata, jeden z tych dni, Gdy słońce blednie, a ogród lśni. To chory półsen znużonych drzew. Odwróć swe oczy, ucisz swój śpiew! To - spija rosę ostatni znój - To - w cieniu twoim cień spoczął mój. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 16:44 Wspomnienie Te ścieżyny, których stopą dziecięcą Dotykałem... Co z nimi? Gdzie one? Tak się kręcą. jak łzy się kręcą, Z oczu w nicość strącone! Budziła mnie poranku wilgoć świeża, A słońce malowało mi na ścianie Złote psy - złote wybrzeża, Złote skrzypce - złote otchłanie... Kto dość zaklinająco spogląda W światło nawidocznione milczeniem, Musi w końcu zobaczyć słonecznego wielbłąda I zbójcę słonecznego ze skrzystym spojrzeniem... Przy śniadaniu patrzyłem w stół jak w pustynię. Śniąc, że na wielbłądzie jadę... Zbójcą jestem... A ojciec, jakby wiedząc, że wielbłąd go wyminie, Czytał dziennik ze spokojem i szelestem... Karafka naświetlała haftem troistej tęczy Wąs ojca - i gzyms szafy - i róg serwety białej. Osa w firankach pogmatwanie brzęczy, Jakby same firanki nićmi w słońcu brzęczały... Podłoga zwiercedliła, lśniąc sennym nabytkiem, Palmy liść z jaśniejszym nieco spodem Ale tak, że mętniał w rozcieńczeniu płytkiem. Jakby zieleń ktoś rozlał mimochodem... Fotel, trawiąc ciszę aksamitną, Ociężale wygodniał i płowiał... Cukier igrał skrą błękitną, Bochen chleba - różowiał... Zegar wytrząsał ze sprężynowych zwojów Dłużącą się nutę w głąb sali. W umeblowanym półśnie słonecznych pokojów Wszyscy trwa1i i nie umierali. A potem coś się stało... Źle, że coś się stało... Ten sam zegar w innych miastach bił nieśmielej... I dusza się potknęła o nieoględne ciało I kolejno umierać zaczęli... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 16:46 Wrogowie Tam na zielonym dąb szumi dolińcu. A pod tym dębem - półskrzyniec ze złota. A łabędź biały śpi w złotym półskrzyńcu. A w jego dziobie - igła się migota. A na jej ostrzu - wroga mego życie. Leżę pod dębem. Dąb szumi obficie. Dość mi przyłamać ostrze od niechcenia. A śmierć swym wichrem w proch nędzny go utrze! Wśród dębowego namyślam się cienia. Czy dziś - czy jutro - czy może pojutrze? Lecz on coś przeczuł i nagle się zbliża. I dąb pośpiesznie żegna znakiem krzyża... A ja udaję, żem spoczął na rosach. O niczym nie wiem i sny mam dziecięce. Chrabąszcz się w moich zawieruszył włosach. Twarz mi zdrętwiała i ścierpły mi ręce. Bom ich nie zdążył usunąć z pokrzywy. Wróg mój jest chytry, zły i podejrzliwy I z nożem w dłoni w twarz mi się pochyla, Zagląda pilnie i bada. i waży... Jedna, w swymi locie nieostrożna chwila, Nikły wstrząs powiek, nie ten wyraz twarzy!... W głąb snu się wtulam, aż mi w oczach ciemno. Dech zataiłem. Dąb szumi nade mną... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 17:16 * * * Wracam, wracam po długiej rozłące,- Dłonie twoje, niecierpliwe, lgnące. Wszystko - dawne, a niby na nowo- Drogi oddech-znajomy ruch głową... Znów prowadzisz przez wszystkie pokoje, I idziemy, idziemy oboje... Nowej sukni nie postrzegłem wcale- Śmiech Twój dzwoni, że patrzę niedbale. Pokazujesz dłonią niespodzianie Nowe w kwiaty obicia na ścianie I list do mnie zaczęty na stole- "Pełen żalu...Niech leży...Tak wolę". Okno nagle otwierasz w głąb nieba- Niepotrzebnie, a właśnie tak trzeba. Dłoń ma tulisz do serca, więc słyszę, Jak uderza,- choć w ustach masz ciszę... I w tej ciszy, w straszliwym milczeniu Skroń mi, płacząc, składasz na ramieniu. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:08 Wół wiosnowaty Pierwszy upał wiosenny, skrząc się po murawach, Ślepi szyby w chałupach i wodę we stawach. Muchy ruchem celowym - a bez celu krążą. W jeden powój miłosny dwie łątki się wiążą. Świerszcz wzniósł nogę - na baczność, a drugą - w sen dłuży... Gardziel kwiatu drobnego zachłysnął bąk duży - Tylko wół, co tej wiosny czad chłonie morderczy - Jak rogata mogiła, w pustkowiu pól sterczy! Źle mu! Przemęczył żebra, przepracował płuca! Pole w ślepiach kołuje... Mrok do łba się rzuca... Nigdy dotąd nie tracił ziemi pod kopytem... Stracił teraz i runął!... Runął - całym bytem! Za duży - dla litości, dla snu - zbyt brzuchaty... A że zemdlał na wiosnę - zwie się Wiosnowaty. Toć go znałem! Miał w pysku - woń mlecznej ciepłoty, W której tchu źródłowieją ziół słodkie wypoty. Lubił słuchać, jak woda, wargą ssana czujnie, Na dno brzucha mu spada - dźwięcznie i niechlujnie... Lubił wgniatać kurzliwie w piach, lśnistszy od złota, Dreptające kopyta z przytwierdkami błota. Nie wiem, jak się to działo - ale już o świcie Wchodził z widnokręgami w obłędne współżycie... Gdzie się zjawił - tam zawsze tkwił w snów bezokolu, I bezdomniał w oborze - i daleczał w polu... Oczami, co się martwią, choć światu nie przeczą, Patrzył we mnie, jak w oddal - w mgłę ledwo człowieczą.- Wierzył w Boga, nie wiedząc, że to - Bóg... Na miedzy Przystawał, by ciąg dalszy snuć owej niewiedzy. A nie bratał się z ciałem, co marło w niedoli - Żył sam w sobie - poza nim... A ono - niech boli... I zadrwiły zeń nagle niegodziwe kości: Nie zniósł wiosny - bez szczęścia, czaru - bez radości... Poraziło go słońce. Przyśniły się zgony... Skroń chylę i całuję łeb, snem pomącony, Twardy, jak głaz, co cierpi z trudem - nie od razu... Kocham upór męczeński - hej! - takiego głazu... A on leży i leży... Muchy grzbiet obsiadły. Brzuchem w nicość się tłoczy, a wargi pobladły - Jęzor z nich się w świat wywarł i na bok zwichnięty Śmierć liże, niby cukier, dany dla przynęty... Dzień przystanął opodal... Czas luzem się tuła... Jar pobliski brzmi osą, jak pusta szkatuła. Cisza stoi nad polem - żywa i gorąca, Lecz nad tą ciszą, z istnień utkaną tysiąca, Góruje tajemnicą drętwego mozołu Cisza - wezbrana w ciele zemdlonego wołu. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:09 Wobec morza Rybacy, którym połów nie udał się złoty, Z dala od mórz zdradliwych i brzegów ponętnych, Wszelkiej głębi na przekór - z sieci obojętnych Rozpinają na puszczy błękitne namioty. "Mamy ten, co przypływów chłonąc niewyśpiewność, Wierzy, iż sieć jest siecią, a połów - połowem!... My, zbadawszy istnienia dwuznaczność i zwiewność, Z sieci namiot uczynim pod niebem jałowem! Namiot - bezużyteczny! Lecz w rozwianej grzywie Jego fałd, zbytkowniejszych nad wszelkie istnienie, Przepych nudy rozzłoci swe czary i cienie!" - Tak się owi na puszczy chełpią niechełpliwie!... Oddaleńcy! Raz jeden zbłąkani wśród szlaków, Już się nigdy nie zbliżą do własnej oddali! Nikt w nich teraz nie pozna wesołych rybaków, Zwinnych nurków, rabusiów pereł i korali! Jak pieszczochy przeznaczeń, których nic nie cieszy, Drwią z gwiazd morskich purpury, z mew bielszych od mleka, Żagiel, burzą wydęty, tylko ich rozśmieszy, A szum fali przypomni, że czas się przewleka. Przewleka się zabawnie, dziwacznie, misternie Po najwiotszej gałęzi, po najcieńszym cieniu... Zbliż się do nich, zawołaj tylko po imieniu, A jak ślimak swe rogi, pokażą swe ciernie! Lecz nocą sen, płonący każdemu ku chwale, Da im pić z tego źródła, skąd nie pili z rana... Wtedy warga ich "blada, snem ucałowana, Wyrzuca szepty-perły i jęki-korale! Jadowita a szczera tego snu ułuda Tak im duszę przez usta dobywa boleśnie! Roniąc iperły, korale - śnią, jak morskie cuda, Którym dano być sobą na chwilę i we śnie... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:10 Wiśnia Rosła wiśnia w królewskim ogrodzie, I obłąkał swe zmysły jej czarem. Król ją ujrzał o słońca zachodzie, Ujrzał tajnym zapłonioną żarem Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! "Jedni wierzą w śpiewające ptaki, Inni w gwiezdne na błękicie znaki, A ja ciebie będę czcił w twej krasie, Wiśnio, wiśnio! Już ku zmierzchom ma się!" Ach, nie po to się czerwieni, Zęby gasić twe pragnienie! "Uśmierz obłęd, ty - zorzo zorzysta! Przejrzyj duszę do dna, bo zbyt mglista... W tym ogrodzie dwoje nas, jak dwoje..." I wyciągnął ku niej usta swoje. Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! I wyciągnął usta w żal zaklęty I skamieniał, szałem ogarnięty, I nie wiedział, że nie dni samotne, Jeno wieki mijają stokrotne. Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! Ona z dawna przez jego kochanie Nieśmiertelne pozyskała trwanie I wtulona w nieuwiędłe liście Płomieniała odtąd wiekuiście. Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! A on w mgłę się rozcieńczył obladłą, Ciało jego już w nic się rozpadło, Jeno ustom, by mogły całować, Wolno było w ogrodzie wiekować. Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! I śpiewały te usta do wiśni: "Brak nam oczu. Cóż ślepcom się przyśni? Lecz cokolwiek nam sądzono w niebie, Nie przestaniem należeć do ciebie!" Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! redy właśnie szły dziewczęta młode, Podziwiały ust wiernych urodę: Usta, usta rozwarte do picia, Jaki smutek stał się warn za życia?" Ach, nie po to się czerwienię, Zęby gasić twe pragnienie! Mogłybyście niejednej dziewczynie Dać to szczęście, bez którego ginie! takaż niemoc tak strasznie was więzi Do tej wiśni, co trwa na gałęzi?" Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:11 Wiosna Takiej wiosny rzetelnej, jaką w swym powiecie Widział Jędrek Wysmółek - nikt nie widział w świecie! Poprzez okno karczemne łeb w bezmiar wyraził I o mało się w durną mgłę nie przeobraził! Lecz umocnił się w karku i nieco przybladłszy, Łem pochwiał dla otuchy i splunął, i patrzy... Jego własna chałupa wraz z babą i sadem Odwróciła się nagle nieproszonym zadem. Wieprz znajomek, nie większy na pozór od snopa, Biegnie w skradzianych portkach Magdzinego chłopa. Ryj mu lilią zakwita! Czar bije od przodu! I z wołaniem: "Gdzie Magda?" - pcha się do ogrodu~ Wóz drabiasty, jaskółczej doznając uciechy, Z okrzykiem: "Co ja robię" - frunął ponad strzechy. A wójt w ślad mu się jarzy to modry, to złoty I zębami przedrzeźnia znikłych kół turkoty. Wywróconą na opak do rowu ulicą Mknie Kachna i płonącą powiewa spódnicą. Wichrzy się i pokłębia, i upałem bucha, Całą w ogniu i szumie? Pożar - nie dziewucha? Skry miota wedle woli - nie szuka powodu, I z szeptem: "Moja wina?" - dymi się od spodu! A Maciej - ten z przeciwka, co to brak mu klepki, Konno dybie w niebiosy wesoły i krzepki! Cały w różach i malwach, coraz nieznajomszy Pyskiem w niebie wydziwia, jakby służył do mszy. Tuż obok, jak to bywa między błękitami, Przelatuje siedząco Pan Bóg z aniołami. A ten wrzeszczy od rzeczy i na koniu pstroku To skoczy, to zje malwę, to ginie w obłoku? Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:12 * * * Więc ją chwyciłem w szalone objęcia, Więc spróbowałem warg jej swymi wargi, Więc jej szeptałem tęsknoty i skargi, I wszystkie serca mojego zaklęcia! Jak ten, co czuje dreszcze wniebowzięcia, Tak jam wyczuwał tych pieszczot zatargi, Gdy od warg moich odrywała wargi, By znów je oddać przez włosów opięcia! Aż wpółomdlała, rozkoszą zatruta, Znieruchomiona, bo uściskiem skuta, Piersi mi boskim paliła oddechem! "Mój ty - śmiertelny!" szeptała z uśmiechem I tak pieściła, aż mi piersi zbroja Pękła, i wołam: "Nieśmiertelna moja!" Adam Asnyk Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:13 Wierzba Ponad jeziorem smętna i cicha Tkwi wierzba - żal się. Boże! Jedna jej tylko gałązka licha Odbija się w jeziorze... Na tej gałązce - najbielsze rosy, Najcięższych łez kaskada! Słowik, gdy w locie mija niebiosy, Na niej zazwyczaj siada... Księżyc królewicz z błękitów baśni Gdy wyjdzie, strojny złotem, To wpierw gałązkę ona rozjaśni, A resztę drzewa potem... I wiem: jezioro, gdzie gwiazdy górą I chmur odbicia bledną, Umiłowało tę wierzbę chorą Za tę gałązkę jedną. Bolesław Leśmian "Tygodnik Polski" 1902 nr l Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:14 Wiersz Księżycowy W księżycowy wniknąć chłód, Wejść w to srebro na wskroś złote, W niezawiły śmierci cud I w zawiłą beztęsknotę! Był tam niegdyś czar i śmiech, Tłumy bogów w snów obłędzie - Było dwóch i byóo trzech - Lecz żadnego już nie będzie! Został po nich - rozpęd wzwyż, I ta oddal bez przyczyny, I ten złoty nadmiar cisz - I te srebrne szumowiny... Tam bym ciebie spotkać chciał! Tam się przyjrzeć twemu licu! Właśnie dwojga naszych ciał Brak mi teraz na księżycu! Noc oddycha naszą krwią, Krew podziemną płynie miedzą... Nasze ciała teraz spią - Nasze ciała nic nie wiedzą... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:15 Wiersz konny Pochylony ku światu - patrzę w cień mój konny, jak się obco przewija - skośny i postronny - Wybojem dróg. Mój cisawy, któremu i głaz nie zacięży - Zaświat w słońcu zwęszywszy - kark zagrzany tezy W uparty łuk! Woniejące od pola, z traw wywiane losy Złączyły nas na wspólny bieg w tamte niebiosy I w tamten las... I kazały jednakim zespolić się ruchem Na sny różne, co - jawy związane łańcuchem - Śnią się raz w raz. Dąb, migając za dębem, wstecz luźnie odlata - W przerwach między dębami zaskoczona chata Cofa się w jar!... Ruczaj, słońcu na ukos jarząc się samopas, Z oczu nagle nam znika, jak wylękły topaz, Mara wśród mar... Stogi siana z bocianem lub wroną na czubie Olbrzymieją do czasu, aż giną w przegubie Minionych miedzi I dobrze nam, i barwno, gdy skrajem źrenicy Pochwycimy mak w życic lub kąkol w pszenicy, By dalej biec! I dobrze nam, i skrzyścic, gdy wpobok cmentarza Chata szybą od blasku oślepią przeraża Daleki step - Lub gdy srebrem oparty o wierzchołek drzewa Obłok - snem rozwidniony - na słońcu wygrzewa Kudłaty łeb! Bezmiar nozdrza nam szarpie i wre w naszym pocie, A my piersią zdyszaną na własnej tęsknocie Kładzicm się wzdłuż! W jeden tętent dwa nasze stapiając milczenia, Sprzepaszczamy się w zamęt bystrego istnienia Obojgiem dusz! Czy to śmierć się tak dymi w zdybanym bezkresie? Tak, to - ona! To - ona! Bo tak właśnie zwie się Tchu w piersi brak!... Trzeba przemknąć pomiędzy śmiercią a pokrzywą... Cisak w nicość się gęstwi pogmatwaną grzywą, Jak lotny krzak! Jeszcze chwila - a niebo skończy się! Lecz niech no Próżnie zowąd wybłysłe ku nam się uśmiechną Zza mgieł i wzgórz, A my, łamiąc przeszkody, groźniej i pochmurniej Pośpieszymy w tę otchłań na wieczysty turnicj Tamtejszych burz! Jakiś blady mieszkaniec chmur - z niebios wybrzeża Widzi, że wicher w locie o pierś nam uderza Jak stal o stal - I nie może rozeznać poprzez kurzaw zwoje, Co się stało na ziemi, że tych kształtów dwoje Mknie w jedną dal? I nie może zrozumieć w swoim wniebowzięciu, Czemu z wyżyn drapieżnych spadł na kark zwierzęciu Człowieczy stwór? I dlaczego dwie zmory różnego obłędu Zbiegły się, aby zdwoić czar swego rozpędu Do innych zmór? Bolesław Leśmian [prwdr. "Kurier Warszawski" 1936 nr 272] Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:17 Wiedza Byłem przed chwilą w bezkresie Dzień się potykał z mym ciałem To ja tak złocę się w lesie Wiedziałem o czymś, wiedziałem Lecz motyl zniknął szkarłatnie, szkarłatnie Pomiędzy mną a modrzewiem Sny moje, sny przedostatnie Znów byłem, znowu nic nie wiem Pobiegnę w chabry, chabry niezdane W kąkolu całą dal zmieszczę I przyjdę i zmartwychwstanę I będę wiedział raz jeszcze Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 14.08.03, 22:18 Wieczór Drobne okno otwórz niespodzianie. Niech zobaczę twe łóżko przy ścianie! Taka cisza, że nie poznać świata Jeden tylko na dębie liść lata. Koral zorzy, po podpłociu biega I sam siebie na sękach postrzega. Motyl w zmierzchu biało nam się ziścił. Gdy się skrzydłem do malwy - przyliścił. Ciche grabie z najcichszą łopatą Tkwią we dwoje i do snu pod chatą, Kto w nie spojrzy - zrachuje dwie cisze. Dal się w oczach umyślnie kołysze. Wieczór różnie niszczeje po krzakach. Cień do rowu włazi na czworakach. Za miedzami, za ustroniem młyna, Bóg się kończy - trawa się zaczyna. Kurz świetlejąc dogasa nad drogą I jest wszystko, choć nie ma nikogo! Tylko brzoza, kwitnąc w światów mnóstwo, Całe swoje w snach odmilkłe brzóstwo Z nagłym szeptem wcudnia do stłumienia, Gdzie raz jeszcze w brzozę się zamienia. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
rozkosznybobasek Re: To, co piękne... 14.08.03, 22:17 pojebalo cie z tym lesmianem?! Pizda jest piekna i juz! Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:10 Wieczory Wieczory moje. minione wieczory, Widmem pierścieni złotych i bransolet Zdobiące sosen pordzewiałe kory I brzóz biel nikłą! Szkarłat i fijolet Snem powikłanym znoją się na chmurach, Nim się chmur brzegi mgłą zieleni omszą I w dym zszarzeją w spalonych lazurach. Głębina parku staje się znajomszą Nozdrzom. co węszą całe gniazda woni W zagąszczach krzewów. bo nabrzmiałe zmierzchem Kwiaty rozpustniej swych pyłów rozpierzchem Drażnią powietrze przypadłe do skroni Ziemi podziemnym opętanej szałem I czyhającej na zejście niebiosów Do jezior głębi... W uciszeniu białem Na strzech jedwabiu, co w bociani klekot Oparów, w nic się złocących powoli. Włóczy się mrowie snów, przysiąg i losów Niczyich. własnej zostawionych doli. Nieprzynałeżnych prócz siebie nikomu! Dusza w tym mrowiu szuka po kryjomu Wróżb na dzień zeszły... Zaś dłonie obiedwie. Choć nieruchome zadumy drzemotą. Czują się - niby wyciągnięte w złotą Dal - w taką złotą, że widną zaledwie Oczom - że aż się w oczach dzieją zmory! Wieczory moje. minione wieczory! Gdziem was nie widział? Na łąkach, obłokiem Kwiecia zbryzganych! I w lasu przestrzałach, To tu - to ówdzie wyszperanych okiem Wśród pni zestawnych w dowolne szpalery... Na kołach wozu, które senny wałach Słońcu na pokaz wlecze - wszystkie cztery W ruchliwy koral mieniąc pracowicie... Na stepach, kędy niespodziane drzewo Tak się przestrzeni narzuca obficie. Że się niebiosom czarna staje wnęka!... W stodół szczelinie zaprószonej plewą - W szparach opłotów. gdzie przez wybój sęka Błękit przecieka potajemną strugą Kropla po kropli - pokrzywom na liście... Na stogach siana. co parząc za długo Zieleń na słońcu. błękitnieje mgliście... Wśród wierzb pokłonnych swych gałęzi zwisem Nurtom ruczajów... I na wzgórzu łysem. Rudym od szczawiu rdzy i dziennych spiekot... Wsłuchane, w gnuśnej grzybieją tęsknocie... Na zgromadzonym w skrzętny wieniec złocie Splotów dziewczęcych - i na srebrze starczem Jakowejś brody wędrownego dziada!... W zielonych szybach rozszalałych karczem. Skąd wrzask pijany wybuchając wpada W pobliski cmentarz. co przekrwawia w pąsy Krzyże przejrzałe i brzóz nagłe wstrząsy. I swych jarzębin ogniste paciory!... Wieczory moje. minione wieczory, Pełne zarazy urojonych sprzyjań Duszy, na żmudny sen o szczęściu chorej zasłuchanej w szmer waszych przemijań Obłoków skrajem!... Gdziekolwiek zwidziane Wszystkie was wlokę w ślad mojego cienia, Co źdźbłem błękitu kołacze we ścianę Chaty wyśnionej stopom w dniu zmęczenia... Żadnego nie brak! Wszystkie pamięć złocą Jako dłoń skąpca wszystek skarb sygnetów Bom zawiekował duszą w fijoletów Waszych mgławicy zapodzianej w sobie! Śmierć mi nie będzie wiekuistą Nocą. Lecz wiekuistym Wieczorem!... Gdy w grobie Zdziwię się nagle - bezniebny, beztęczny. Szparom i trafom byle jakim wdzięczny Za przypomnienie bylejakich rzeczur. Kałużysk brudnych lub żabich poziewań - Zlećcie się ku mnie - złotsze i zaklętsze - Na ten ostatni wiekuisty Wieczór. Na tę ostatnią dolę zanieśpiewań! Niech mej mogiły zamieszkałe wnętrze Rozwidnią wasze purpurowe zorze! Niech widny Bogu do snu się ułożę Na wznak - a skronią ugrzęznę w tym błędzie. Że śmierci nie ma, nie było, nie będzie! Są tylko zajścia zórz za ciemne bory... Wieczory moje, minione wieczory!... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:15 Wiatrak Piętrząc się nad ugorów chętną mu równiną, Wiatrak, na wszystkie wokół odsłonięty światy, Poskrzypuje drewnianą w tańcu krynoliną, A na trawę jak diabeł miota cień rogaty. Wędrowcze, w jednym miejscu zatkwiony kosturem, Co znaczą twoje wstrząsy i nagłe podrygi? Komu kłaniasz się wokół dębowym kapturem? Z kim tak trafnie rozmawiasz na migi i śmigi? W co wierzysz? Kogo widzisz nad sobą w lazurze? Gdybyś się uczłowieczył - jakie miałbyś lica? Co za stwór się zataił w twej sękatej skórze? Czym jesteś, oglądany przez duchy z księżyca? Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:16 We śnie Śnisz mi się obco. Dal bez tła, Wieczność się w chmurach błyska. Lecimy razem. Mgła i mgła! Bóg, ciemność i urwiska. Do mgły i mroku naglisz mnie I szepczesz, zgrzana lotem: "Toć ja się tobie tylko śnię". Nie zapominaj o tem..." Nie zapominam. Mkniemy wzwyż Do niewiadomej mety. O, jak ty trudno mi się śnisz! O, jawo moja, gdzie Ty? Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:17 Wczesnym rankiem Gdy ulice stopami ludzkimi nie tknięte W słońcu porannym stoją dla nieba otworem, Nie poznaję drzew dawnych - takie są zaklęte, Tak trafnie olbrzymieją i tak pachną - borem. Zda się, że po raz pierwszy owiane szelestem Jawią się moim oczom w cudnym niepoznaniu. Jakbym zastał je nagle na ich skrytym trwaniu W świecie zgoła odmiennym niż ten, gdzie ja jestem. Lecz pierwszy zgiełk ulicy, wrzask życia ułudy Płoszy je, że - malejąc - tłumią czary swoje I cofają się właśnie w ten świat, gdzie ja stoję I podglądam ich pilnych przeistoczeń trudy. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:39 Warkocz Znowu nędza du ucha nam śpiewa, I tej śpiewki słuchamy bezradnie. W piecu reszta dopala się drzewa - A co jutro uczynić wypadnie? Mówię do cię z koślawym uśmiechem: "Mam ja trąby, fujary, organy, Śpiewak ze mnie, co kupczy swym echem - Gdzież mam echu ustawić stragany?" Z bezmyślnego wyrazem skupienia Dzieci nasze w nas patrzą ciekawie. Ty mi ruchem wskazujesz ramienia Bose nogi, zwieszone na ławie. Ról się skrzętny w twych wargach trzepocze, Aż myśl zbawcza w tym bólu urasta: "Wiem, co zrobię! Obetnę warkocze I na sprzedaż poniosę do miasta! Głód je co dzień przepala zarzewiem, Co dzień wiotsze i wartość już tracą. Tak mi smutno i straszno, bo nie wiem, Ile ludzie za warkocz zapłacą?" Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 15.08.03, 00:40 W zakątku cmentarza Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot, Że w obczyźnie cmentarza czują się - bezdomnie - A lubią noc tę spędzać popod mgłą lub popod Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie. Maria z Bzówka - wygody wspomina izdebne. Słońce - w łóżku, wiatr - w sieni - i ogród macierzyn, Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn. A wszystkie takie - trafne i drzewom - potrzebne!... Żebrak, co się zadławił na śmierć krztyną chleba Kijem niegdyś wędrownym obłędnie się babrze W nieodgadle błękitnym - pełnym Boga - chabrze. By zeń dla snu wiecznego wydłubać - źdźbło nieba. Mnich, co po to byt ziemski tłumił bez szemrania. By pędzić żywot wieczny w sposób nienaganny Kreśli palcem na próchnie list do panny Anny Z życzeniami rychłego w kwiatach - zmartwychwstania. Panna Anna udaje, że jest - w bezżałobie I biorąc na kolana młodą mgłę-pieszczochę Ukradkiem z pajęczyny tka zwiewną pończochę Dla brzozy, co tkwi boso na kochanka grobie. A opodal - mniej więcej naprzeciw rozstaju, We fraku bezrozumnie skąsanym przez szczura, Na czele kilku cieni żeńskiego rodzaju Nieboszczyk Madaleński - prowadzi mazura. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois V sonet do Orfeusza 15.08.03, 12:39 Pomnika nie stawiajcie. Niech różana gałązka kwitnie dlań w corocznej chwale. Bo to Orfeusz jest. Jego przemiana w tym albo owym. Nie trudźmy się wcale o innych imion dźwięk. Bo jeden tylko śpiewa Orfeusz. Przychodzi, odchodzi. Czy to nie dosyć, kiedy o dni kilka przeżyje różę, kiedy z pąka wschodzi? O, znikać musi, abyście pojęli! I choć mu ciężko samemu, że znika, gdy jego słowo śmierci nie podzieli, on jest tam, dokąd wasz krok już nie zbacza. Rąk jego krata liry nie zamyka. Idzie za głosem, wtedy, gdy przekracza. R. M. Rilke Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois VI sonet do Orfeusza 15.08.03, 12:44 Jestże tutejszy? Nie, w obu krainach jego szeroka wzrosła istota. Gałęzie wierzby zręczniej zgina, kto do korzeni wierzby dotarł. Gdy spać idziecie, na waszych stołach niech nie zostanie chleb ani mleko; zwabiają zmarłych. - Lecz niech przywoła guślarz ich zjawy i pod powieką miesza je z wszystkim widzialnym, dopóty - aż dlań będzie czar dymnicy i ruty jasny jak związek przyczyn i zmian. Nic mu nie zmąci kształtów zestroju, czy będą z grobu czy też z pokoju, niech sławi pierścień, klamrę i dzban. R. M. Rilke Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois IV sonet do Orfeusza 15.08.03, 12:51 O, to jest zwierzę, co nigdzie nie żyje. Nie wiedząc o tym, cokolwiek się stanie, kochali jego chód, postawę, szyję - aż po cichego wzroku migotanie. Nie było. Lecz że je kochali, było przeczyste. Przestrzeń oddali mu stałą. I w tej przestrzeni głowę podnosiło lekko, tak, że już prawie nie musiało być. Nie karmili go ziarnem pszenicy ni innym, tylko bytu możliwością. I ta darzyła je tak wielką siłą, że róg zrodziło. Nad czołową kością wzbił się. I białe przyszło do dziewicy - i było w srebrnym lustrze i w niej było. R. M. Rilke, z II części Sonetów Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 16.08.03, 02:35 W trwodze Idź w mrok po senną strawę, zgłodniały tułaczu!. Cień każdy i mgła każda mogą ci się przydać.... Lecz co znaczy łza w oku, gdy nie słychać płaczu?. I co znaczy ten wszechświat, gdy Boga nie widać?. . O, wszyscy, wszyscy przyjdźcie w trwodze i bezładzie!. Niech was będzie tak dużo, tak nieprzeliczenie,. Bym się duchem zagubił w waszych snów gromadzie. I bym nie mógł rozróżnić, gdzie wy, a gdzie cienie?. . Twarzy, zewsząd zjawionych jak najwięcej twarzy!. I dłoni - i tej widnej na przestrzał ulicy!.... Wszystko dzisiaj się skończy, nic się już nie zdarzy -. I nie ma już od dawna żadnej tajemnicy!.... . Trzeba zejść się gromadnie, byle nie odwlekać.... I pomówić o wszystkim... I przedsięwziąć kroki.... I odtąd nic już nie mieć i na nic nie czekać -. I co prędzej - na oślep iść w smutek głęboki.... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 02:36 W śniegu Już nie ma dawnej łąki! Nieznanej krainie Upodobnił ją śnieg ten, co ciszkiem się stoży. Czasem lśniwo nalodku, oślepłe od zorzy Na ukos mignie oczom, a naprzeciw - zginie... Różowe od poblasku i oprawne w śniegi Gałęzie gniazd gruzłami przeświecają w słońce I kruków nieruchome tkwią na nich szeregi. W jedną stronę swych dziobów nasrożywszy końce. Można teraz się zbłąkać wśród białego czaru, Świat w nim bezimiennieje gubiąc swe granice. Można teraz nie poznać parowu i jaru I nie trafić na drogę, i złudzić źrenice... Co za światy przelotne i wędrowne kraje Spadły razem ze śniegiem na te ścieżki strome? I czemu tak radośnie oko nie poznaje Tego, co tak niedawno było mu znajome?... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 02:37 Kalina Rosła kalina z liściem szerokiem, Nad modrym w gaju rosła potokiem, Drobny deszcz piła, rosę zbierała, W majowym słońcu liście kąpała. W lipcu korale miała czerwone, W cienkie z gałązek włosy wplecione Tak się stroiła jak dziewczę młode I jak w lusterko patrzała w wodę. Wiatr co dnia czesał jej długie włosy, A oczy myła kroplami rosy. U tej krynicy, u tej kaliny Jasio fujarki kręcił z wierzbiny I grywał sobie długo, żałośnie, Gdzie nad krynicą kalina rośnie, I śpiewał sobie: Dana! oj dana! A głos po rosie leciał co rana. Kalina liście zielone miała I jak dziewczyna w gaju czekała. A gdy jesienią w skrzynkę zieloną Pod czarny krzyżyk Jasia złożono, Biedna kalina znać go kochała, Bo wszystkie swoje liście rozwiała, Żywe korale wrzuciła w wodę, Z żalu straciła swoją urodę. Teofil Lenartowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 02:40 * * * W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych, Co kształty w miarę biegu odmieniają stale, Światła chodzą po łące w odstępach nierównych, Jakby wzajem o sobie nie wiedziały wcale. Nie wiadomo, co łąkę tak szerzy w bezmiary, Czy ich zwiewność, czy cichość, czy ruch, czy jasnota? Czy raczej nieustanna tych cieniów pierzchota. Co się kryją - spłoszone w parowy i jary? Czekam, aż jedno z świateł, skupionych na jaskrze, Dotrze do mnie wraz z przerwą obłoków na niebie I w pierś moją uderzy - i cały się zaskrzę. I łące nagle drogę rozwidnię do siebie. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 03:14 W słońcu Jastrzębi śledząc lot, Jezioro ciszę wdycha. Zwiesza się poza płot Spylona rozwalicha. W kałuży, śladem kół Porysowanej w żłoby, Tkwi obłok, brzozy pół I gęsi rdzawe dzioby. Od sztachet, snując kurz Na trawy i na chwasty, Słońcem pocięty wzdłuż Upada cień pasiasty... Trzeba mi grodzić sad, Trzeba mi zboże młócić! Przyszedłem na ten świat - I nie chcę go porzucić!... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 03:14 Wielkanoc Droga, wierzba sadzona wśród zielonej łąki, Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze. Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze, A pod niebem wysoko śpiewają skowronki. Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy, Droga, ktorą co święto szli ludzie ze śpiewką, Idzie sobie Pan Jezus, wpółnagi i bosy Z wielkanocną w przebitej dłoni choragiewką. Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste, Łowicka jej spódniczka i piękna zapaska. Poznała Zbawiciela z świętego obrazka, Upadła na kolana i krzyknęła: "Chryste!". Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą, A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem I rzeknie: "Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą, Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem." Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 03:15 Deszcz I niebo ma swą miłość i swe całowanie - W srebrnych kulkach, perełkach jest nieba kochanie. Wiosną ciepłe są usta, jesienią wilgotne, Dnie na wiosnę pogodne, a na jesień słotne. I w płynące koronki i hafty wsłuchany, Jak ziemia w pocałunki, wiem, żem jest kochany. I jak deszczu muszelka co kołysze listkiem, Twe serce moje trąca i dla mnie jest wszystkiem. Jerzy Liebert Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 16.08.03, 03:17 W południe Wzdłuż chat ponad strzechami Południa żar zawzięty Widomie drga i mami Niepochwytnymi pręty... Wpośród zielonych muraw Schą rosy ciemne ślady, Samotnej studni żuraw Patrzy w dalekie sady. Na przeciwległe wzgórze Głóg wpełzły i berberys Poprzez słoneczne kurze Gałęzi rzuca przerys. Południe samo siebie Roztrwania w omam senny... Niebem prześwieca w niebie Przezroczy księżyc dzienny. Znienacka w drzew gęstwinie Wiśnia się płoni smagle - O, teraz, w tej godzinie, Pokochać - kogoś - nagle!... Ten znój z błękitem w zmowie Dech piersiom tak utrudnia! Zachciało się mej głowie Śnić miłość wśród południa! Bolesław Leśmian 1912 Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Że przyroda jest heraklitejskim ogniem 16.08.03, 11:04 Że przyroda jest heraklitejskim ogniem i o pociesze zmartwychwstania Chmur purchawki, puch darty, poduchy porwane przez paradny huragan gonią górnym gościńcem; hulaszcza zgraja tłoczy się, w pogoń się puszcza. Pod ich bielą oślepiająco wapienną na ziemi, na drzew pióropuszach pasy światła, płaty cienia podłużne chcą się zmieszać wśród zmagań i smagań. Bystry wiatr się boryka porywczo z ziemią, chłoszcze ją, czyści do naga ze zmarszczek po burzy wczorajszej; w koleinach, w kałużach wysusza grząską maź w gęste ciasto, skorupę, proch; krochmali i kruszy muł, mozół śladów, co świadczą, że tędy stóp ludzkich gromada szła. Wciąż płonie ognisko przyrody, podsycane milionem istnień. Lecz zgaś jej najmilszą, najdroższą, najjaśniej samoistną iskierkę, człowieka - jak prędko zniknie, znak pamiętny, piętno ogniste! Wszystko w mrok się pogrąża ogromny, w głębinie bezdennie wielkiej tonie. Och, żal i zgroza! Zaledwie kształt ludzki błyśnie odległą, oddzielną gwiazdą, śmierć skreśla go czernią; i wszelkie ślady po nim za mgiełkę skrywa dal, czas zaciera. Lecz dosyć już! Zmartwychwstanie brzmi pobudką dla serca! Precz smutek, szarych dni strudzenie stroskane. Znów światło przewodnie, czyste i wieczne, omiotło mój pokład tonący. Niech śmierć śmieciem ciała karmi robaki, niech w popiół obróci się zienia cała: blask zapałał, trąba zagrzmiała i staję się tym, czym jest Chrystus, bo On tym, czym ja był; i wiem: ten Głupi Jaś, pośmiewisko, śmieć niski, strzęp, nic - jest diamentem, jest nieśmiertelnym diamentem. Gerard Manley Hopkins Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 17.08.03, 01:05 Idy marca Na niebo, dotąd czyste, nagle płyną chmury, Ponad tłumu oklaski głos się wznosi starca. Oto rękę wróżącą podnosi do góry, Woła: "Wielki Cezarze! Strzeż się Idów Marca!". Nad ogród, który marzy w jesiennej tęsknocie, Ptak jakiś rozpiął skrzydła, gotów do podróży. Ach! nie spuszczaj go z wzroku! Może w jego locie Dostrzeżesz jakieś znaki, odczytasz co wróży. Już złota kula słońca za ogród upadła, I niebo nabijają gwiazd srebrzyste ćwieki, Nie wracaj do pokoju, nie patrz do zwierciadła I rąk nie składaj w trwodze, wzywając opieki. To może twoje gwiazdy na niebie rozbłysły I twoje jutro słońce nareszcie zadnieje, Jeżeli wosk, co teraz na wodę się leje, Na niwecz nie obróci twe wszystkie zamysły. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 17.08.03, 01:06 Czerwone wino Bardzo wcześnie jest jesień. Coraz wcześniej słońce Za jezioro z ołowiu w drżące spada trzciny. Dzień jest po to, by sennie płynęły godziny, A wieczór, by oglądać gwiazdy spadajace. Renoir chyba w sadzie pomalował śliwy, Tak ich skórka zielona, a brzegiem liliowa, I wszystko tu coś znaczy, tylko brak na słowa. Ach! jak tu odpowiedziec, czy jestem szczęśliwy? Jak nurek schodzi w mroki tajemniczych głębin, Gdzie się przepych koralu bogato rozpina, Tak ja wypijam wzrokiem czerwoność jarzębin, Lub próbuję wargami czerwonego wina. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 17.08.03, 01:08 Ostatnia miłość Dawno zmarli mych marzeń wierni towarzysze: Poeci romantyczni, zapatrzeni w ciemnie, Egerie w czarnych lokach - teraz nocą słyszę, Bez zbytecznych pożegnań odchodzą ode mnie. Już wczoraj mnie opuścił Wajdelota stary, Ostatnim dyliżansem odjechał Fantazy, Na dziedzińcu ułani zwijają sztandary, Xiążę Józef już wydał odmarszu rozkazy, Księżycowa poezji niech Was noc pochłania! Za wszystko wam dziękuję, lecz na nic tu płacze, Choć z nowa mą Marylą nie będzie spotkania, Bo teraz kocham przyszłość, której nie zobaczę. Jan Lechoń "Wiadomości" 1955 nr 46 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 17.08.03, 01:10 W polu Dwoje nas w ciszy polnego zakątka. Srtumień na oślep ku słońcu się pali, W liściu, co trafił na krzywy prąd fali, Wirując, płynie szafirowa łątka. Nadbrzeżna trawa, zwisając, potrąca O swe odbicie zsiwiałą kończyną, Do której ślimak, pęczniejąc z gorąca, Przysklepił muszlę swym ciałem i śliną. W przerzutnym pląsie znikliwsza od strzały Płotka się czasem zasrebrzy na mgnienie. Pod wodą - spojrzyj! - prześwieca piach biały I mchem ruchliwym brodate kamienie. Czemu ci głowa na dłonie opadła? To - pachnie trawa i ten piach pod wodą - To - wód, polśnione smugami, zwierciadła Parują ciszą, blaskiem i ochłodą. Tych kilka dębów ponad brzegiem liście, Podziurawione i przeżarte chciwie Przez gąsienice, trwają tak przejrzyście Nad własnym cieniem, co tkwił w pokrzywie. Z tej tu pokrzywy czar dębowych cieni Zgarnę ku piersiom, co na słońce dyszą, Ustami dotknę bezmiernej zieleni, Stęsknionej do mnie swym sokiem i ciszą. Do kwiatów przywrę rozpalone czoło, Wsłucham się w bąki grające i brzmiki, I będę patrzał, jak lepkie gwoździki Wśród jaskrów lśniącą ociekają smołą. I będę patrzał, jak maki i szczawie Mdleją, ciał naszych odurzone wonią. I będę wodził twoją białą dłonią Po wielkiej trawie, nie znanej nam trawie. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 17.08.03, 01:10 Róża Czym purpurą maki Na ciemną rzucał drogę? Sen miałem, ale - jaki? Przpomniec już nie mogę. Twojeż to były usta? Mojeż to były dłonie? Głąb sadu mego - pusta. We wrotach - księżyc płonie. Dni się za dniami dłużą, Noce - w jeziorach witam... Kiedy ty kwitniesz, różo? "Ja nigdy nie zakwitam." "Ja nigdy nie zakwitam". Twójże to głos, różo? Słowo po słowie chwytam, Dni się za dniami dłużą. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 17.08.03, 01:11 Sad Rozmajaczył się dzisiaj mój sad czereśniowy, Ku księżycowi ścieżką wytężony krętą. Noc go czyni podobnym do mrocznej alkowy, W której drzewa uśpione wraz z ich snem zamknięto! Rozmajaczył się dzisiaj mój sad... wszak w południe Dziewczęta rwały tutaj dojrzałe czereśnie. Wyszły potem. Owoce iskrzące się złudnie Skryły się w mroku nocy niby oczy we śnie Skryły się w mroku nocy - ale idąc sadem Czuję wpośród ciemności ich ciężkie zwisanie - Czuję czyjeś spojrzenie na mym czole bladem: Jest ktoś w sadzie, co patrzy i co ma swe trwanie... Rozmajaczył się dzisiaj mój sad, jakby we sobie Nie jedną, ale tysiąc nagromadził nocy! Z czereśni pod przymusem niewiadomych mocy Tryska świało czerwone ku głębin ozdobie! I sad mój w purpurowym tonie oświetleniu, W którym staje się wszystko, co się staje we śnie... W południe tu dziewczęta zrywały czereśnie, Wyszły potem... Lecz teraz w szkarłatnym omdleniu Widzę tu inne dziewki - cudowne, olbrzymie - Żądze moje! Ta - spekłe rozchyliła usta. Inna własnym warkoczem słodkim jak rozpusta Chłoszce piersi - a inna chce szepnąć me imię. Lecz darmo - obłąkana - szuka go w pamięci: Zginąłem tam jak w wonnej ponętnej mogile! Dobrze mi tam - o! lepiej niźli żyć przez chwilę Z dziewką, co w głupim tańcu nadziei się kręci! Sad szumi. Dziewki moje rojnie i gromadnie W zachwyceniu na wielkie wspinają się drzewa I rwą krasne owoce tryskające zdradnie Ogniem, który tej nocy tak sennie dojrzewa! Rwą i karmią się chciwie przesłodkim płomieniem Wpływającym do piersi jak do oczu - zmora, Bo ten płomień, choć znika, jeszcze przed zniknieniem Daje im przedsmak jutra, co przyjść miało wczora... Ale ja czuję ciągle czyjś wzrok przez otchłanie I słyszę wciąż śmiech cichy, szyderczo - żałobny. Jest ktoś w sadzie, co patrzy i co ma swe trwanie, Ktoś, co drwi z moich dziewek... ktoś do mnie podobny!... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Palmy 17.08.03, 16:32 Widzę w Twych oczach ciemne morza tonie i szafir nieba, co się w nich przegląda - rozkosz otchłani, która śmiercią zionie - ciszę bezmiarów - których się pożąda. Lub mi się zdaje, że to leśne głusze w podzwrotnikowym słońcu gorejące - a w głębi zimne; strojne w pióropusze tęczowych kwiatów, a od lian ginące. Tak się w mej duszy mienią Twoje oczy, że nic trwałego w nich, prócz tajemnicy. I próżno pytam, czy mnie do świątnicy ten sfinks prowadzi, czy pustych roztoczy, gdzie palmy więdną na słonecznym skwarze i tak do rajów podobne - miraże. Tadeusz Miciński Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Re: Palmy 17.08.03, 16:55 Łez! łez mej piersi - bo skona od męki! wy nawałnice! i wy Oceany łez mi użyczcie - niechaj puste dźwięki jak bez napoju poszczerbione dzbany umilkną. Gdzie mędrcy? którzy pojęli zawiłość przeznaczeń... Gdzie duchy groźne? co się starły z mocą demonów... Gdzie bohaterski dzwon? tryumfująca miłość za grobem... Jeśli to jest? niech gwiaździstą nocą gra hejnał sercu. Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 18.08.03, 23:40 W pobliżu cmentarza W mrok pokoju przez okno woń z cmentarza załata, Woń z cmentarza - i z lasu - i z sioła. Czemuż z trojga tych woni z jedną dziwnie się brata Trwoga nozdrzy, węszących dokoła? To - ta właśnie!... A zresztą - tyle tylko tu świata, Ile okno zagarnąć podoła. Tyle tylko tu świata i przestworu, i nieba, Ile oknu zaczerpnąć się zdarzy - A nie więcej zapewne i dla tamtych potrzeba, I dla tamtych - w podziemiach cmentarzy! Leżą straszni - bez strachu, leżą syci - bez chleba, Twarzą na wznak, a właśnie - bez twarzy... Przyjmowali śmierć w domu i mówili półgłosem - Z nią mówili, wpatrzeni w jej dziwy, I przerwali rozmowę, by się ukryć wraz z losem W mech cmentarny, w liszaje, w pokrzywy... Więc mi straszno na cmentarz tak popatrzeć ukosem I pomyśleć, żem - inny i żywy... Wiem, co znaczy rozłąka z ciałem własnym na wieki I ta ciemność ostatniej niedoli - Wiem, co trumna, gdy słyszy, jak wbijane brzmią ćwieki! To - nie boli, nie boli, nie boli!... Jeno trzeba raz jeden mocno zamknąć powieki I ułożyć się na wznak powoli... Tyle nieba, co w oknie... A mnie śnią się i śnią się Wspólne duchów ze słońcem zachody I śmierć jakaś pijana, cała - w śpiewie i pląsie, Pląsem życia łamiąca przegrody! Księżyc wschodzi czerwony. W księżycowym gdzieś pąsie Róż aleje, róż widzę ogrody... Bolesław Leśmian "Literatura i Sztuka" 1910 nr 23 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:41 W państwie zmierzchów W państwie zmierzchów, snów i czarów (Ach! to państwo jest podziemne!), Wśród zdyszanych śmiercią jarów, Gdzie wszystko jest blade, ciemne - Stoi zamek w mgły ozdobny, Co mu okna przesłoniły, Taki dziwny i żałobny, I podobny do mogiły! Wszak to sny piekielnej mocy, W niezgłębionych toniach nocy Ognistymi szumiąc wiosły, W otchłań zamku mię zaniosły! Tam - w ostatnim już pokoju, Za drzwiami ostatniemi - Stoi pełen niepokoju Czarnozłoty tron podziemi! Na tym tronie w niemych skargach, W niemych skargach trwa na tronie Ta, co miłość ma na wargach, A śmierć w łonie, w cudnym łonie! Szaty na niej w czar zasobne, Ze złotego dziane runa, Takie dziwne i żałobne, I podobne do całuna... I widziałem na swe oczy, Co już dzisiaj są zamknięte - Jak zmierzch jadem swoim toczy Ciało, ciało jej zaklęte! I widziałem, jak jej dusza Niespokojnie się porusza, I chwiejąca się i blada Z wolna, z wolna się rozkłada Na sny jakieś nieskończone. Na westchnienia rozemglone, Na wieczności tkanki złote, Na cierpienie, na tęsknotę, Na purpury i błękity, I na tęcze, i na świty, Tak rozkłada się powoli, Że mię każda chwila boli, Nad rozpaczą tego świata: I chwyciłem jaw ramiona, I pytałem ją, a ona Całowana - odpowiada, I pieszczona - odpowiada: "Tak mi dobrze, smutny bracie, Gdy mię warga twoja pieści! Słyszysz, słyszysz, jak w mej szacie Zaczajona śmierć szeleści? Tak mi dobrze, gdy mi łono Szarpią słodkie śmierci dreszcze! Spróbuj warg mych, które płoną! Spróbuj jeszcze, spróbuj jeszcze? Moje szepty i dotknięcia, I pieszczoty, i zaklęcia, Zadżumioną tchnące rosą - Piorun śmierci tobie niosą! Wszyscy, którzy z ziemskiej dali Przyszli marzyć na mym łonie - Wszyscy, wszyscy już skonali, Nic nie wiedząc o swym skonie! Dam ci wargi, piersi dam ci, Gdzie życia ślady starły? Ach! ty także, jak i tamci, Nie wiesz o tym, żeś umarły!" Całowana - tak mi gada, I pieszczona - tak mi gada, I w objęciach mych wpółżywa Z wolna, z wolna się rozpływa W jakieś kształty napowietrzne, W jakieś widma snów odwieczne, W jakieś jęki i rozjęki, W jakieś cienie i promienie - I tak wlecze w mgłę podziemną, Tak mię wlecze moja Blada, Aż ten zamek razem ze mną Jeszcze głębiej się zapada! Bolesław Leśmian "Wędrowiec" 1905 nr 1 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:43 "Bzy w Pensylwanii" Przed domem uschły biały bez, Ulica szarą zaszła mgłą. Smutek bez sensu i bez łez. ...You know, you know... Lokomotywy nocą gwizd Gdy się w tej mgle powoli szło. I szary dzień i smutny list. ...You know, you know... Potem pod ziemią węgiel wierć I sennie w barze patrz we szkło. Co dzień to samo. I już śmierć. ...You know, you know... Jan Lechoń "Wiadomości" 1956 nr 27 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:44 Podróż Nęcą mię, wabią znów malowidła. Czas mi się dłuży: Złocistym biczem chłoszcze me skrzydła Żądza podróży! Wszystko mi jedno, po jakiej fali Wlec brzemię nędzy, Byle odjechać, byle najdalej, Byle - najprędzej!... Dajcie mi okręt - ja nadmę żagle Duszą mą własną! Bez pożegnania odlecę nagle, Gdy wszyscy zasną... Gdy wszyscy zasną - ja sen udegnam. Rzucę się w tonie - Nawet kochanki swej nie pożegnam. Łzy nie uronię! Szumi bandera, rwie burza sroga Herb mej tęsknoty: Orła, co dziobem wskazuje Boga, A dziób ma złoty! Sam nie wiem. dokąd okręt mój zmierzy Z piersią wydętą - Do sycylijskich może wybrzeży Lub do Sorrento? Może na fiordy, gdzie fal kaskada Snem srebrnym kipi. Może do lasów, których szum wpada W głąb Missisipi? Może nad Ganges, gdzie lotusową Wymarzę chatę - Tam - w Himalajach wysnuję nową Mahabharatę... A może, wlokąc po fal bezbrzeży Mdłych sterów bóle, Okręt mój z jękiem nagle uderzy W Ultiima Thule!... Wszystko mi jedno, po jakiej fali Wlec brzemię nędzy, Byle odjechać, byle najdalej, Byle najprędzej! Bo wiem, że dojrzę wylądy raju Przez szkła lunety I znajdę szczęście w wieczystym maju, Na brzegach Lety! Wiem, że jaśniejszej doli rozświty Gdzieś dla mnie górą. Że mnie na wyspie nowo odkrytej Królem obiorą! Dadzą mi zamki, w mgłach pogrążone Nad jezior wodą - Szkarłatne szaty, złotą koronę, Królewnę młodą... W borach tej wyspy na bezkrólewie Ludność narzeka... Królewna smutek zamyka w śpiewie, Królewna - czeka... Czeka, przez okno patrzy na drogę I snuje sidła... Królewno, przebacz! Lecieć nie mogę: Los skuł mi skrzydła! Próżno się zrywam, próżno się płonię I wołam ciebie! Okiem za tobą po niebie gonię, Okiem po niebie! W niebie obłoki mkną w otchłań czasu, Sen w nich migota, Jedne - z jedwabiu, drugie - z atłasu, Z tęczy i złota! Po tych obłokach, natchnionych zorzą, Widma się winą: Zamki, co same z siebie się tworzą I w sobie giną... Góry złociste, mgłą otulone, Zniknieniem zwiewne, I grody martwe, niezaludnione, Jutra niepewne... Jutra niepewny - chcę w takim grodzie Mieszkać przez mgnienie, Po znikającym błądzić ogrodzie, Jak sny, jak cienie! Wszystko mi jedno, po jakiej fali Wlec brzemię nędzy, Byle odjechać, byle najdalej, Byle najprędzej! Okręt mi dajcie, okręt powietrzny, Bo z pragnień ginę! Kapitan senny - w mój sen odwieczny Niechaj popłynę! Niechaj popłynę w nieba rozwieje, Po chmur odmęcie - Na tym okręcie, co nie istnieje, Na tym okręcie!... Niechaj popłynę w tę mgłę zaklętą, W te inne kraje - Tam jest mój Ganges, moje Sorrento I Himalaje!... Bolesław Leśmian "Znicz: Noworocznik Literacki" 1903 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:44 Samotność Wiatr wie, jak trzeba naciskać... Za oknem - mrok się kołysze. Nie widać świata, nie słychać, Lecz ja coś widzę i słyszę... Ktoś z płaczem ku mnie z dna losu Bezradną wyciąga rękę! Nie znam obcego mi głosu, Ale znam dobrze tę mękę! Zaklina, błaga i woła, Więc w mrok wybiegam na drogę I nic nie widząc dokoła, Zrozumieć siebie nie mogę! W brzozie mgła sępi się wiotka. Sen pusty!...Wracam do domu... Nie! Nikt się z nikim nie spotka! Nikt nie pomoże nikomu! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:49 W lesie Tyle w gęstwinie cisz błądzi i tyle Słoneczniejących między pniami czasów. że nasilone barwami motyle Lecą w znój przyszły - przeczuwanych lasów. Wierzchami sosen - szum chodzi wysoki I - przemijając - pozostawia drzewa. Dość mi pomyśleć - wśnionemu w obłoki O jakimś ptaku, by stwierdzić, że śpiewa... W drgawym powietrzu coraz złotowłosiej Od snów, co niosą w blask - zmarłe pustkowie - A ja pamiętam, że pod lasem w rowie Purpurowieje drobny mak-samosiej. I właśnie, sycąc cienistą snu zmrużkę Wspomnianą nagle z lat dawnych doliną. Spożywam chleba wonnego całuszkę Razem ze słońca na niej odrobiną... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:50 Cytata Na cóż laur ci pochlebczy i kuszące brawa? Na cóż szumnej gawiedzi oklask wielokrotny? Zwiędną, przebrzmią, umilkną. Ale twoja sprawa Jeszcze nie jest skończona, poeto samotny. W jedyną zbrojny słuszność jako rycerz w męstwo, Idź pomiędzy aleje, gdzie w ubogich grobie Leżą ci, co wierzyli w za grobem zwycięstwo. A umarli, pobici i podobni tobie. Jak oni, wzgardź wawrzynem z kusicielskiej dłoni: Niech w wieniec twój się plotą róże wraz z cierniami. Abyś kiedyś mógł śmiało powiedzieć jak oni: "Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami" Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 18.08.03, 23:51 Noc Noc na niebie. Wieś w mroku złudnie roztajała W bezkształt senny. tu ówdzie swiatłem zwypuklony. Psów wycie rozpowiększa bezbrzeż wsi uśpionej i niżej srebra stosy płonie chmur nawala. W tej i owej chat szybie świeca lśni jak gwiazda, Czasem sylweta głowy mignie tam i zginie: Sen szyby... W wonnych sadów szemrzącej głębinie Duchy na nocleg w ptasie wdzierają się gniazda. Zapach ziemi wilgotnej i zziębniętych kwiatów Zlewa się w jeden mocny i wystały trunek. Wietrzyk spadł mi na czoło niby pocałunek - Skąd, od kogo? - sam nie wiem! Może spoza światów... A na niebie rozpiętym, bezbrzeżnie rozległem, Księżyc pała, chmur srebrne zwisają odlewy, Jakiś anioł (on nie wie, że go tam dostrzegłem!), Jakiś anioł błękitnooki i złocistobrewy Z gorączkowym rumieńcem w zwierciadle księżyca Przegląda swe o Bogu zadumane lica. Bolesław Leśmian 1912 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 00:16 Prośba Czemuśmy się zgodzili na brzemię pokory? Na istnienia naszego - ból, krzywdę i strwon? Czemuśmy nie wyryli choćby kreciej nory, By dać szczęściu - kryjówkę i nocleg i schron? Zaniedbaną pieszczotą chcemy zmóc rozpacze - Na ustach słów spóźnionych zbytecznieje gwar... I płacz ciągle nas ściga, choć już nikt nie płacze - Bo i cóż nam zostało? - To jedno: twój czar!... O, nie znuż się ostatnim czarowania trudem! Wytrwaj w jawie, co męczy zbyt usilnym snem! Nie wiesz nawet, czym dla mnie w mroku - poza cudem Są twe dłonie!... Ja tylko, gdy całuję, wiem... Bolesław Leśmian 1937 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 00:17 Przemiany Tej nocy mrok był duszny i od żądzy parny, I chabry, rozwidnione suchą błyskawicą, Przedostały się nagle do oczu tej sarny, Co biegła w las, spłoszona obcą jej śrenicą - A one, łeb jej modrząc, mknęły po sarniemu, I chciwie zaglądały w świat po chabrowemu. Mak, sam siebie w śródpolnym wykrywszy bezbrzeżu, Z wrzaskiem, który dla ucha nie był żadnym brzmieniem, Przekrwawił się w koguta w purpurowym pierzu, I aż do krwi potrząsał szkarłatnym grzebieniem, I piał w mrok, rozdzierając dziób, trwogą zatruty, Aż mu zinąd prawdziwe odpiały koguty. A jęczmień, kłos pragnieniem zazłociwszy gęstem, Nasrożył nagle złością zjątrzone ościory I w złotego się jeża przemiażdżył ze chrzęstem I biegł, kłując po drodze ziół nikłe zapory, I skomlał i na kwiaty boczył się i jeżył, I nikt nigdy nie zgadnie, co czuł i co przeżyłś A ja - w jakiej swą duszę, sparzyłem pokrzywie, Że pomykam ukradkiem i na przełaj miedząś I czemu kwiaty na mnie patrzą podejrzliwieś Czy coś o mnie nocnego wbrew mej wiedzy - wiedząś Com czynił, że skroń dłońmi uciskam obiemaś Czym byłem owej nocy, której dziś już nie maś Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 02:48 Nadzieja Jeżeli nam się uda to coś my zamierzyli i wszystkie słońca które wyhodowaliśmy w doniczkach naszych kameralnych rozmów i zaściankowych umysłów rozświetlą szeroki widnokrąg i nie będziemy musieli mówić że jesteśmy geniuszami bo inni powiedzą to za na i aureole tęczowe aureole ...ech szkoda gadać Panowie jeżeli to się uda To zalejemy się jak jasna cholera Andrzej Bursa Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 02:49 Goplana Cóż to? Więc to naprawdę? Więc to jutro rano Już znikasz: nasz kraj smutny opuszczasz, Goplano? I zanim babie lato swe nici rozprzędzie, Nim będą jarzębiny - już ciebie nie będzie? Tak jak stado żurawi, co wysoko płynie, Jak jaskółki przez pierwsze chłody wystraszone, Ty także nie chcesz zostać w tej smutnej krainie I tęskniąc do nas ciągle, lecisz w obcą stronę. Jak to? Nie chcesz zobaczyć, jak liść spada z klonów, Ni mgieł, co snuć się będą wśród pustych zagonów, Jak buki na czerwono będą płonąć w górze, Ani słuchać tej ciszy jesiennej w naturze? Nie chcesz, śpiąca pod lodem u jeziora brzegu, Słyszeć przez sen, jak wichry wieją na mogiły, Ani dzwonków od sanek, ni skrzypienia śniegu, Ani dzwonów, co będą na Pasterkę biły. Ach! odejść chcesz od zbrodni straszliwszych niż baśnie, Od których by zadrżało serce Balladyny, Lecz krew, co tu spłynęła, nie z naszej jest winy. Poczekaj! Wszystko przejdzie, uciszy się, zaśnie, Zostań z nami, Goplano! Wypłyń nocą, biała, Nad srebrem oświecone granatowe tonie I rozpleć swoje włosy i połóż swe dłonie Na wierzbie, którąś przecież tak bardzo kochała, Wśród woni, co się leją taką nocą ciepłą, Przejdź cicho po ogrodzie i idź wśród rabatów, I z bratków, i z nasturcji, i ze wszystkich kwiatów Zmywaj wodą z jeziora naszą krew zakrzepłą. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 02:50 Kto chce, bym go kochała Kto chce, bym go kochała, nie może być nigdy ponury i musi potrafić mnie unieść na ręku wysoko do góry. Kto chce, bym go kochała, musi umieć siedzieć na ławce i przyglądać się bacznie robakom i każdej najmniejszej trawce. I musi też umieć ziewac, kiedy pogrzeb przechodzi ulicą, gdy na procesjach tłumy pobożne idą i krzyczą. Lecz musi być za to wzruszony, gdy na przykład kukułka kuka lub gdy dzięcioł kuje zawzięcie w srebrzystą powlokę buka. Musi umieć pieska pogłaskać i mnie musi umieć pieścić, i smiać się, i na dnie siebie żyć słodkim snem bez treści, i nie wiedzieć nic, jak ja nic nie wiem, i milczeć w rozkosznej ciemności, i byc daleki od dobra i równie daleki od złości. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 02:51 Akacje w nocy Tysiączne małe liście na drzewie akacji w ruchliwych siwych włosach szeleszczą złowieszczo - pachnące białe grona zwiędłym kwiatem deszczą szamocząc się wśród liści w słodkiej desperacji... Złe, o złe niespodzianki szeleszczą w tym szmerze - drzewo tak rusza liśćmi, jak człowiek kiwa głową, i szepcze beznadziejnie: przyjdzie to i owo - nie pomoże pogoda, nie pomogą pacierze... Wiatr wzdłuż i wszerz przebiega skrzypiące akacje, szeleszczą małe liście z księżycowej blachy; a z pustki nieba schodzą ciemne, smutne strachy, niosą rzeczy okropne - i mają świętą rację. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska «Skamander», kwiecień 1923, z. 28 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 04:13 Amazonka Gąszcz złotoblady jak zeschły wieniec dębowy. jak stos listów pełnych miłości i zdrady, o których już nie ma mowy. Obręcze gałęzl płowych wiążą się w koszyk złoty - tu sarny wstają z klęczek, tam szeleszczą sowy i wiewiórki wyskakują jak z groty. Potrójne orzechy spadają na trawę, słońce jak driada przemyka się schylone, a fauny wabią w tę i w tę stronę, naśladnjąc głosy spóźnionych turkawek. Na niespodziane] i okrągłej łące stanęła sama jesień w amazonce czarnej, w woalce bladej i wsparta na klaczy swojej złotogniadcj. oczami zranionej sarny patrzy na liście lecące. zdejmuje czarny trykorn ze złotym galonem, wstrzasa obcięte włosy malowane henną, przyciska ręką serce, zwiędły liść czerwony, i placze rosą jesienną. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 04:14 Akwatyki I Koła deszczu przędą się na wodzie... Powstają jedne z drugich, Wciąż jeszcze i jeszcze - - - Liść nawodny porozumiał się z deszczem: Podobne są ich kręgi w kształcie i obwodzie. Nenufar Koła wodne pochwala, Innym formom nie ufa... II Nad wodą ławka, trawą porosła Jak zimna płyta mogiły... Tu, dwoje imion, dwaj zakochani Wyryli w podpis zawiły. Tutaj siedzieli, patrząc na siebie... Może nie żyją w tej chwili? A jeśli żyją, kochając innych, To też tak, jakby nie żyli. III O lilie - kąpielice, ku snom wychylone Wsparłszy głowę na liściu! O nadwodna ławko! W ciemnym srebrze topoli, zwisających pionem, Falo, tętniąca głucho bulgotem i czkawką! Głosy humorystyczne, naj brzydsze, najpustsze, Wyrażające próżność mijającej chwili! Przy świetle gwiazd oglądam przeszłość moją w lustrze Oplecionym ramieniem lilii... Wszystko co wpadło w wodę, między chóry żabie, Ze szkodą równą wiązce róż czy złotej sztabie... IV Ta nić, wraz z rybką, w powietrze wyrwaną, To twój ratunek od uroku wody. Ona cię trzyma, broni przed nirwaną, Ciągnącą lilie i świateł niewody... Nenufar, w chmury zapatrzony niemo, Ani cię zdziwi, ani cię zachwyci, Nie stracisz zmysłów i nie wpadniesz w niebo, Dzięki tej mocnej, pożądliwej nici. Wśród samotności tak żabiej, nadwodnej, Inny zwariowałby, zaczął rechotać, Albo pojąwszy prawdę - zemdlał od niej. - Ty bacz jedynie, czy się korek miota... V Wodo, marszczona w zefirowe plisy, Podobna egipskiej szacie! Światła prędkie, srebrzyste jak świergot skowrończy! O kalie dzikie, irysy, Wy, co się zaczynacie tam, gdzie ja się kończę... VI Jezioro: szyba w iskier tysiące rozbita, Pąk nenufaru: gładko sczesana najada, I wysoko nad wodą krążąca rybitwa, Która nagle, lup wziąwszy na cel - Z najsrebrzystszym patosem samą siebie łamie, Przeistacza się w szmatę a następnie w kamień I pionem spada. Potem zmaga się z rybą i z siłą wypływa, A czując, że się to wszystko światu podobało, Zaczyna od początku: srebrna i ruchliwa Przybiera nagle żądzy omdlałość... VII Za miastem, nad urwiskiem, u brzegu jeziora, Blaskiem w niebo uderzając ostrym, Leży ławica miednic i dzbanów blaszanych, Których dno czas żarłoczny rdzawą szczęką przeżarł, Jest jakaś duszna poezja W niedoli tego wybrzeża, Jak gdyby się choremu śniła Polinezja I w dysproporcjach rozrosłych Porzucone skorupy perłorodnych ostryg. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 04:15 Argument kosmiczny Prawy poszedł na prawo, Nieprawy - na lewo, Więc go teraz prowadzą Pod wisielcze drzewo. W drodze klęka na ziemi: "Łaski! Co warn ze mnie!" Lecz Prawy wzniósł prawicę: "Nie proś nadaremnie"! Nieprawy ręką szyję osłania przed Prawyn Zawył wiatr szubieniczny, Pokładły się trawy... Prawy patrzy spokojnie, Prawy prawa broni, Choć serce ma po lewej, Nie po prawej stronie. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 19.08.03, 04:16 Akwarium I Ścierpnięty ze złości głowonóg o smutnych oczach starca, rybki jak serca bijące skrzelami, węgorze jak lite pasy, żyjący młotek i nóż srebrzysty i zardzewiała tarcza, i kraby rozparte strojące straszliwe japońskie grymasy; łakome kwiatki, przebiegłe listki, anemon chodzący w kółko i szukający mięsa, ślimak z ukwiałem różowym żyjący za pan brat ale dzisiaj zalegają trawę, merveilleusy w niebieskich sukniach... Gasną atłasów melodyjne włókna, i zapadają w głąb spojrzenia łzawe... Nikną mufki olbrzymie, gwiaździste koronki, budki-kabryjolety, o barwach niewinnych, a pozgonne zapachy wiejące od łąki są zapachami fiołków, bo nie śmią być inne... Płaty białych, nie czytanych listów ktoś rozrzucił szerokim wachlarzem - - w grozie długich, wiosennych poświstów, trupim uśmiechem tają śnieżne twarze. Szale, ongiś puszyste w styczniowej zamieci, szarymi spływają rzekami - - czasem brylant na lokach szronowych zaświeci i w trawie kończy się łzami. Zlodowaciała ręka jednej z marzycielek srebrzy się jeszcze w cieniu, strzeżona przez niego... Wkoło dymią słoneczne bomby i szrapnele. Pokój zabitym śniegom... i fioletowy krzyżyk meduzy, który się w górze leniwie wałęsa - może to wszystko jest niebo lub piekło, tamten świat? II Ach, a te mate rybeczki japońskie wesołe i ptaszęce! Strojne w pióra ni to ni owo, garbate, złociste Bóg wie co, o, każdą z nich ucałować za to, że jest, w podzięce, i wszystkie razem przycisnąć do serca zmęczonego już tajemnicą. III Wielki żółw pływa za szybą machając nogami płaskimi jak skrzydła. Grzyb półkulisty i twardy, od spodu złoty i miękki - ma oczy sowy, dziób orła i trupie nozdrza straszydła, a mech powiewa na jego tarczy w błyszczące sęki. Jak utopiony Japończyk spogląda martwo i niesłychanie. Bursztynem prześwieca szyldkret, samurajowa zbroja. O, dajcie mi na czym uklęknąć i mój sandałowy różaniec, a będę na nim powtarzać bez końca: Naturo! miłości moja! Maria Pawlikowska - Jasnorzewska "Akwarium w Monaco", "Tygodnik Ilustrowany" 1925, nr 3 Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Gwiazdy 19.08.03, 16:05 Rozpłakały się gwiazdy Belgii nad mym zbłąkaniem, nad szaleństwem wielkim, pozwoływały się, rozpłakały się, a jedna, ta niebieska, rzekła: mój mały. Rozpłakały się gwiazdy Niemiec też nade mną, żem taki szaleniec, że za dużo na raz ukochałem, że najgłupsza mogła mnie zwieść gitara, świeca nagle zapalona dobrą ręką i świecące przy tej świecy loki, księżyc mały i wielkie obłoki, i przechadzki przez most pod wiatr z piosenką. Rozpłakały się gwiazdy niemieckie, a ta niebieska zapłakała jak nad dzieckiem. Gwiazdy czarne nad Notre-Dame też widziały, jak bardzo byłem sam, a to były gwiazdy Francji najlepsze. Więc gdy jęły płakać nade mną, już niebiesko było, już nie ciemno i niebieski już był most i powietrze. Ale tylko gwiazdy Polski uciekły i krzyczały: to był człowiek wściekły, niepotrzebny zakochany pasterz, niepotrzebna gwiazda nad masztem, niepotrzebny kwiat, zbędny instrument, niepotrzebne drzewo z wiecznym szumem, niepotrzebna rozkochana piosenka, niepotrzebny kościół, gdzie się klęka, niepotrzebna ławka, gdzie się siada, i słodycz, i noc, i zagłada. K. I. Gałczyński Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Epistoła do zakochanych 19.08.03, 16:13 Do was dziś należy cały świat, na trzy księżyce klnę się, moi drodzy - o, świerszcz na moście kwili, a ten wiatr oddech wasz z oddechem łączy nocy. Tyle gwiazd zaczęło swe spadanie! Jak mały bąk zza węgła sierpień patrzy. Rzućcie kwiat, choćby najmniejszy, dla niej. Rzućcie kwiat, ta noc dziś dla was tańczy. K. I. Gałczyński Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Kueferlin 19.08.03, 16:26 Kiedy chłód fioletowy odął usta chimerom, strzegącym schodów promiennych, co prowadziły do wnijścia, olbrzymiogłowy Kueferlin uniósł żonę jak berło i do łożnicy ją zaniósł, i złożył na miękkich liściach. Więc muzykanci poczęli stroić narzędzia kruche, aby im było słodziej i ciszej i bardziej miękko, lecz nie znaleźli poklasku,i skinął Kueferlin ręką, i grać rozkazał piorunom, dębom grzmieć, gwizdać wichurom. Zwęziły się oczy żony od tego huku, od trwogi, płakać poczęła cicho, bardzo cicho, jak strumień; tłumaczyła mu, że jest mała, że boi się, że nie rozumie... Na próżno: śmiał się Kueferlin i spalał ją wolno, jak ogień. A potem już było cicho. Powietrze pachniało morwą i po ramionach żony pot spływał jak srebrny ocean... Więc kiedy się uśmiechnęła, westchnęła i usnęła, przez okno w powale wpadł księżyc i Kueferlina porwał. "Oto mnie w ręce porywa astrologiczny księżyc!" wrzasnąć zdążył Kueferlin, a już rozkręcone włosy ciągną mu głowę do góry, za głową brzuch i w niebiosy tak ulatują we dwójkę, a żona śpi i nic nie wie. O świcie płakał Kueferlin. Śmiała się żona i z konwi lała złocistą wodę w dziecinne usta kwiatów. "Głupcze - mówiła do męża - on by naprawdę cię porwał, gdybym za ucho cię mocno nie uchwyciła zębami..." K. I. Gałczyński Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 20.08.03, 18:33 Akrobacje gąsienicy Gąsienica zwija się i klęczy na dzikim winem obrosłej poręczy. Przez twardym włosem zjeżone obręcze własnego ciała przepycha się, przemyca z trudu zzieleniała... Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 20.08.03, 18:35 Biały kwiat O tarniny bielańskie, głogi i ożyny, Storczyki w Lasku Wolskim, cenne i nieliczne, I wy, piękniejsze od kwiatów, Kieliszki telegraficzne, Gdybyście znów dla mnie ożyły! Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 20.08.03, 18:36 Pragnienie Chciałbym w lesie, w ostępach dzikiega błędowia, Mieć chałupę - plecionke z chrustu i sitowia, Tam na mchu, kołysany obłędną wichurą, Chciałbym pieścić dziewczynę obcą i ponurą, Głaskać piersi ze świeżą od mych zębów raną I całować twarz, ustom jako łup podaną - I słyszeć, jak dokoła grzechu mej pieszczoty Pląsa burza skuszona i mdleje grom złoty, I zwierz ryczy, ciał naszych przwabiony wonią, Ciał górnych, wniebowziętych, co od ziemi stronią - I chciałbym przez przygodny pośród gałęzi przezior Patrzeć, pieszcząc, w noc - w gwiazdy i w błyskania jezior I za boga brać wszelkie lśniwo u błękitu; I na piersi dziewczęcej doczekać się świtu. A słońce witać krzykiem i wrzaskiem, i wyciem, Żyć na oślep, nie wiedząc, że to zwie się życiem - I pewnej nocy przez sen zaśmiać się w twarz niebu, I nie znając pokuty, modlitw ni pogrzebu, Jak owoc, co się paszczy żarłocznej spodziewa, Z łoskotem i łomotem w mrok śmierci spaść z drzewa! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 20.08.03, 18:37 Trzy róże W sąsiedniej studni rdzawi się szczęk wiadra. W ogrodzie cisza. Na kwiatach śpią skwary Spoza zieleni szarzeje płot stary Skrzy się ku słońcu sęk w płocie i zadra. 0 wodę z pluskiem uderzył spód wiadra. Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie I na promieni po gałęziach załom. Zbliżmy swe dusze i pozwólmy ciałom Być tym, czym wzajem pragną być dla siebie! Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie. Woń róż, śpiew ptaków i dwie dusze znojne. I dwa te ciała ukryte w zieleni. I ten ład słońca wśród bezładu cieni, I najście ciszy nagłe, niespokojne. Woń róż. śpiew ptaków i dwie dusze znojne. A jeśli jeszcze - prócz duszy i ciała - Jest w tym ogrodzie jakaś róża trzecia. Której purpura przetrwa snów stulecia. To wszakże ona też nam w piersi pała Ta róża trzecia - prócz duszy i ciała Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
swarozyc A to o mnie, czyz nie piekne?... 20.08.03, 18:51 IŁŁAKOWICZÓWNA SWAROŻYC I DZIEWCZYNA BALLADA SZŁA DZIEWCZYNA W ODZIEŻY SIEMIĘŻNEJ, NAPOTKAŁ JĄ SWAROŻYC POTĘŻNY; NIE CHCIAŁ STRASZYĆ TEJ PANNY, STANĄŁ SŁUPEM DREWNIANYM SWAROŻYC POTĘŻNY. MIAŁ RZEZANE RÓŻNE PO SOBIE DZIWA: JAKO NIEDŹWIEDŹ MYŚLIWCA ROZRYWA, JAK WITEŹ RANNY LEŻY, JAK ŁUCZNIK Z ŁUKU MIERZY... PRZEROŻNE TAKIE DZIWA! MIAŁ SŁOŃCA I MIECZE I KWIATY ROZSIANE PO ODZIEŻY BOGATO: WSZYSTKO DLA ONEJ DZIEWY SKAMIENIŁ W SUCHE DRZEWO, NAWET ŻYWE KWIATY. ZDZIWIŁO SIĘ IDĄCE W BÓR DZIEWCZĘ, SKĄD SIĘ ZJAWIŁ SŁUP RZEŹBIONY NA ŚCIEŻCE, OBESZŁA GO ZE ŚPIEWEM: „WITAJ NIEZNANE DRZEWO! BĄDŹ ŁASKAWE MNIE , DZIEWICE” NIE WIEDZIAŁA NIC O BÓSTWACH WCALE, ZBLIŻYŁA SIĘ DO BOGA ZUCHWALE, KORALE Z SIEBIE ZDJĘŁA , NA SZYI MU OWINĘŁA, NIE ZNAJĄC GO WCALE. I POSZŁA NIC NIE WIEDZĄC O CZARACH, A ON ZOSTAŁ NIERUCHOMY Z JEJ DAREM. TERAZ JUŻ SIĘ NIE RUSZY, AŻ SIĘ SZNUR POKRUSZY BO TAKIE SĄ CZARY! A DOOKOŁA PUSZCZA ROŚNIE WCIĄŻ GĘSTSZA, CZARNY BÓR FALE SWE NAD NIM SPIĘTRZA, JEŻYNA I MALINA DO KOLAN MU SIĘ WSPINA, KRZEWINA NAJGĘSTSZA! POZMIENIAŁY SIĘ SETKI RAZY KSIĘŻYCE: DOTĄD PUSZCZA CZUWA NAD SWAROŻYCEM, ŚWIERKI GO OBSTĄPIŁY: „ZOSTAŃ BOŻYCU MIŁY, Z NAMI SWAROŻYCU!” I ZOSTANIE TAM ZAPLĄTANY W KUSZCZE, AŻ ZNÓW DZIEWCZĘ MŁODE PÓJDZIE PRZEZ PUSZCZĘ, SZUKAJĄC RYDZÓW I KUREK PRZYPADKIEM ZERWIE SZNUREK NA DREWNIE W KUSZCZACH. WÓWCZAS Z PRÓCHNA RUNIE NA KSZTAŁT GROMU BOŻYC WOLNY, GROŹNY I WIDOMY, I POZNA W BŁYSKAWICACH DZIEWCZYNA SWAROŻYCA, WŁADYKĘ GROMU . Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Niedojrzałość 20.08.03, 23:00 Nigdy nie przyjdzie dojrzałość, zawsze będzie - nie to i - za mało, gorzko, nie w porę, na próżno. Nie pochyli się nikt, nie naprawi i dalej będą krwawić serca i róże. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Jesieni, jesieni 20.08.03, 23:03 Niech się wszystko odnowi, odmieni... O jesieni, jesieni, jesieni... Niech się nocą do głębi przezroczą nowe gwiazdy urodzą czy stoczą, niech się spełni, co się nie odstanie, choćby krzywda, choćby ból bez miary, niesłychane dla serca ofiary, gniew czy miłość, życie czy skonanie, niech się tylko coś prędko odmieni. O jesieni!... jesieni!... jesieni... Ja chcę burzy, żeby we mnie z siłą znowu serce gorzało i biło, żeby życie uniosło mnie całą i jak trzcinę w objęciu łamało! Nie trzymajcie, nie wchodźcie mi w drogę, już się tyle rozprysło wędzideł... Ja chcę szczęścia i bólu, i skrzydeł i tak dłużej nie mogę,nie mogę! Niech się wszystko odnowi, odmieni!... O jesieni!... jesieni!... jesieni! Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 20.08.03, 23:10 Ciemna noc Człowieku dźwigający, Usiądź ze mną. Pomilczymy, popatrzymy W tę noc ciemną. Zdejm ze siebie Kufer dębowy I odpocznij. W ciemną noc wlepimy razem Ludzkie oczy. Mówić trudno. Nosza ciężka. Chleb kamienny. Mówić na nic. Dwa kamienie W nocy ciemnej. Julian Tuwim Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 20.08.03, 23:12 Wiśnia Rosła wiśnia w królewskim ogrodzie, I obłąkał swe zmysły jej czarem. Król ją ujrzał o słońca zachodzie, Ujrzał tajnym zapłonioną żarem Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! "Jedni wierzą w śpiewające ptaki, Inni w gwiezdne na błękicie znaki, A ja ciebie będę czcił w twej krasie, Wiśnio, wiśnio! Już ku zmierzchom ma się!" Ach, nie po to się czerwieni, Zęby gasić twe pragnienie! "Uśmierz obłęd, ty - zorzo zorzysta! Przejrzyj duszę do dna, bo zbyt mglista... W tym ogrodzie dwoje nas, jak dwoje..." I wyciągnął ku niej usta swoje. Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! I wyciągnął usta w żal zaklęty I skamieniał, szałem ogarnięty, I nie wiedział, że nie dni samotne, Jeno wieki mijają stokrotne. Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! Ona z dawna przez jego kochanie Nieśmiertelne pozyskała trwanie I wtulona w nieuwiędłe liście Płomieniała odtąd wiekuiście. Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! A on w mgłę się rozcieńczył obladłą, Ciało jego już w nic się rozpadło, Jeno ustom, by mogły całować, Wolno było w ogrodzie wiekować. Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! I śpiewały te usta do wiśni: "Brak nam oczu. Cóż ślepcom się przyśni? Lecz cokolwiek nam sądzono w niebie, Nie przestaniem należeć do ciebie!" Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! redy właśnie szły dziewczęta młode, Podziwiały ust wiernych urodę: Usta, usta rozwarte do picia, Jaki smutek stał się warn za życia?" Ach, nie po to się czerwienię, Zęby gasić twe pragnienie! Mogłybyście niejednej dziewczynie Dać to szczęście, bez którego ginie! takaż niemoc tak strasznie was więzi Do tej wiśni, co trwa na gałęzi?" Ach, nie po to się czerwienię, Żeby gasić twe pragnienie! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Sam na sam 20.08.03, 23:22 Obejmij mnie, pokochaj... Jesteśmy sami, sami... ...Wicher przebiega po włosach, wicher potrząsa oknami... Ręce mam zimne, przybiegłam - jak liść - z pustego ogrodu do ciebie, do oczu twoich o barwie ciemnego miodu. Aż tutaj wieją wichury twardo splecione warkocze... ...Zamknij okno... Skończone zaklęcia i czary smocze: smok mój ułoży się kołem w dziwaczne snu arabeski, będzie różowy jak muszla lub - jeśli każesz - niebieski, w ogromne, płetwiaste łapy jak w wieka zamknie pogrzebne wszystko, co obok istnieje dalekie i niepotrzebne, wszystko, co dzwoni i szczęka, gwiżdże i brzęczy łańcuchem, wszystko, co nie jest liściem zziębniętym i wiatru podmuchem. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 21.08.03, 04:30 Po deszczu Deszcz, słońcem zaskoczany - poszperał u płotu I zdrabniał - i łzawiejąc, w bezkres się oddala. Niebo w kałuż błyszczydłach - obłoki utrwala, Jakby ktoś wodę biało opierzył do lotu. W pajęczynie, rozpiętej na liściach paproci, Z mroku w blask się rozhuśtał znikliwy zjaw tęczy. Czasem coś, czego nie ma, pod wiatr się zazłoci, By dorzucić swe złoto do pszczoły, co brzęczy... Na bylicy się dłużą dżdżu płynne kolczyki, A cienie, gdy z gęstwiny wybiegają boso, Idą - w żal i z powrotem, jak te pacholczyki, Co w piosence - w takt śmierci Magdalenkę niosą... A o tej Magdalenki śpiewanym pogrzebie Aniołowie wspominać lubią na błękicie - I gdy znuży ich mgliste z wiecznością współżycie - Młodzą skrzydła na deszczu, co wilży sny w niebie. Łagodząc nieśmiertelność tych skrzydeł podmuchem - To - rojno, to - w rozsypce na mniejsze gromady - Krążą w słońcu nabytym od matyli ruchem, jak puszyste - o czar swój dbające owady. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:31 Niewiedza Nie - ty nie wiesz o tym, nie zgadujesz wcale, Ile mych przeznaczeń lgnie do twojej dłoni, Kiedy ja wbrew słońcu odwracasz niedbale, By chłodniejszym wierzchem - ulżyć zgrzanej skroni. Nie wiesz, jaki zamęt łudzi mnie i mroczy, Jaka mrzonka z twoim spoufala ciałem, Gdy ssąc milczkiem wodę, wznosisz ku mnie oczy Sponad brzegów szklanki, którą sam podałem... A gdy noc cię w drodze do zaświatów zdybie I wzdłuż okien spłyną mglistych kotar zwoje - Nie wiesz, ile czasu tkwi w tej drobnej szybie, Poza którą do snu naglisz piersi dwoje! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:32 Powrót Gwiazdo, coś spadła, śnij mi się, śnij! W progum wędrowny porzucił kij, Byłem ja leśny, Byłem bezkresny, A dzisiaj - czyj? Dziś - twój, dziewczyno! Dzwońce mi, dzwoń, Wichrze, zszarpany o wonną błoń! Jedną pieszczotą Znuży się oto Dusza i dłoń. W ogniu, dziewczyno, spal mi się, spal! Jednaka we mnie radość i żal - Czyli ja w zbożu, Czy w twoim łożu, Czy wpośród fal. Dwa ciała w mroku! Nic bój się, nic! Wraz z tobą ginę w tym samym śnie - Kto zwiedził ziemię, Ten duchem drzemie Na jezior dnie! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:33 Rozmowa - Czekam na ciebie - żywa, Zbudzona, niecierpliwa. Pożądam nieprzytomnie Twych dłoni, warg i lic - I śpiewam, póki o mnie Śmierć jeszcze nic wic nic! Czemu od jezior strony, Zaklęty i spóźniony, Przychodzisz w nocy znój, Kochanku mój? - Przychodzę na lamenty, Spóźniony i zaklęty. Ciało sie moje mroczy, Ze śpiewu idąc w śpiew. Nie wiedzą błędne oczy, Jak odbić zieleń drzew? I te, co się płomienia, Złe sny poza zielenią? Nim pierwszy zwiędnie liść, Mów - dokąd iść? - Idź w koło - idź w półkole... Idź miedzą poprzez pole - I rozpaloną głowę, Burzliwych pełną zórz, Na maki purpurowe, Mijając chabry, złóż! Traw zieleń, błękit nieba Raz jeszcze ujrzeć trzeba... Przypomnieć jeszcze raz Świat wokół nas... - Widziałem sny ogromne, Lecz już ich nie przypomnę. Wiosenne spadły deszcze, A nic ma moich snów! Raz jeszcze i raz jeszcze O makach w polu mów! Bądź dla mnie - jako ruczaj, Głębiny mnie nauczaj - I wędrowania w dal, I szmeru fal! - Nie jestem ja ruczajem W dolinie poza gajem, Lecz w lesie - nagłym kwiatem Zakwitnę do twych stóp. To - wszystko! Nic - poza tem! Poza tcm - mgła i grób... Patrz w sady - łąki - lasy, Jak w kres po wszystkie czasy! Patrz we mnie jako w zdrój - Kochanku mój! Bolesław Leśmian [prwdr. "Kurier Warszawski" 1936 nr 217] Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:34 Pośpiech Gdy zorza do poddaszy czatowni nadchmurnej Spoza kraty szyb błyśnie, jakby zza krzaka, Ich mieszkaniec, dla nizin podobny do ptaka, Opuszcza swój gołębnik wyniosły i górny. Gnany złudnych pośpiechów natrętną ostrogą, Która dzwoni wesoło, a krwawi boleśnie, Biegnie w świat, że mu w szybie zapłonął, jak we śnie, Kłamiąc oku skróconą w szyb ślepocie drogą... Zda się, iż o tej właśnie, a nie innej porze Dano mu, badaczowi swej własnej mitręgi, Stopą, ścieżyn igraszką, wbiec na widnokręgi I całym widnokręgiem owładnąć w przestworze! Po skałach urojonych, wśród marzeń rozłamów Zbyt pośpiesznie się skrada, zbyt trwożliwie płoni, Jak kochanek przed schadzką lub podpalacz chramów, Mdły ogień unoszący w półcieniu swej dłoni... Dokąd śpieszy wieczorem on, co nawet w nocy Nic nie ma do szepnięcia, nic do podpalenia? Czy do chłodów ołtarzy? Czy do zórz olśnienia? Czy do zdrojów miłości, wrzących od niemocy? Nie! On niegdyś, snów pierwszych złudzony jałmużną, Ujrzał siebie gdzieś - w ledwo stworzonym zaświecić, I teraz niespokojny, raz jeszcze, na próżno Sam do siebie się śpieszy! Wy mnie rozumiecie?... Bolesław Leśmianr Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:35 Akacje Z gęstwy białych akacji, jakby z dusznej stacji, wagony otumanień w różne jadą strony. W górze szarzeje księżyc - wisi, zasuszony, jak mucha, rozhuśtana w sieciach grawitacji. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:36 Mroźny ranek Mroźny ranek... Złota słońca głowa Śni o zimy srebrzystym aniele. Błękitnieje śniegu toń perłowa, Niby duchów pradawnych pościele... \V wonnym śniegu wiją się zawrotne Siady sanek, zniknionych w mgieł fali - Sanki znikły jak wichry przelotne, Lecz ślad został - ślad ich snów zawiły! Pól snu swego w śniegu zostawiły, A pół drugie poniosły gdzieś dalej!... Ja - samotnik wzruszony i blady, Skroń do szyby przyciskam przezroczej - I na sanek przeminionych ślady Rzucam swoją zadumę i oczy... Myślą po nich błądzę w mgieł tumany I sam siebie pytam zadumany: Czyje sanki w tak szalonym biegu, Tak wariacko wiły się po śniegu? Chciałbym z tobą o tej porze właśnie Siąść do wichrem opętanych sani - \Vić się razem po śniegów otchłani. Jak dwie z śniegu wywołane baśnie! Chciałbym widzieć, jak wicher szaleniec Szczypie ust twych różę odemkniętą, Jak mróz różdżką wywabia zaklętą Koralowy na lice rumieniec! Chciałbym jeszcze, by w drodze zawiłej Sanie nasze, ryjąc ślad z opali, Pół snu swego w śniegu zostawiły. A pół drugie poniosły gdzieś - dalej... I by jakiś samotnik - duch blady - Tknięty nagle wizją naszej jazdy, Skroń do szyby przycisnął przezroczej I na znikłych sanek naszych ślady Rzucił swoją zadumę i oczy, I swą myślą, co w dzień goni gwiazdy, Po tych śladach zbłądził w mgieł tumany, I sam siebie pytał zadumany - Czyje sanki w tak szalonym biegu. Tak wariacko wiły się po śniegu? Bolesław Leśmian "Wędrowiec" 1902 nr 52 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:37 Spowiedź Przyszedłem na świat, poprzedzeń żałobą. I ziemia, trwożnie splamiona jej cieniem, Była mi jeno pośmiertnym wspomnieniem Dnia. który dłonie załamał nad sobą - I rad bywałem, że nikt mi nie broni Nocą a przez sen całować tych dłoni. Na moje błędne przybycie w te światy Nie zbudowano nad strumieniem chaty, Nie ogrodzono jej płotem, co w chrusty Ujmuje ciszy należną mu połać, Aby w tej ciszy, mimo burz dopusty, Można się było i siebie dowołać. I nie zastałem przed chatą - na łanie Dumy. na moje wybiegłej spotkanie. Aby mi z wieńcem obwieścić na czole, Ile tęcz w spichrzu, a słońca w stodole Na skarb dla mego uzbierano ducha. Więc, gdy mnie pustka zaskoczyła głucha, Stanąłem, brzozy owiany szelestem. Wiedząc, czvm byłem - nie wiedząc, czym jestem... I jąłem wówczas iść w łąki i w sioła, I trawom ludzkie nadawać przezwiska, I tak po ludzku przezywane zioła Zrywać dla duszy, co w kwiaty się wciska, Aby swój smutek pobarwić ich pyłem I upodobnić się do nich, bo czasem Bóg mi się zdawał kwiecia żądnym Lasem - Niejeden przeto Las taki wyśniłem I mym marzeniom, by uszły zatraty, Kurne w tym Lesie budowałem chaty, A szyby w złudnym ciosałem koralu, Lecz nie mam do nich za ów koral żalu, Bo zachowały oczom czar odbicia Tego, co kiedyś ma być treścią życia. Poprzez te szyby, uparty w swym cudzie, Oczyma, które łez się nie ustrzegą, Widziałem nieraz, że we mgle szli ludzie. Jakby ku śmierci szli właśnie - gęsiego... Chociaż wspólnemu nieposłuszni snowi Jeden za drugim szli niby przed siebie, Pragnąc ułudnie nadać pochodowi Pozór jedności, zwykłej na pogrzebie. Lecz wbrew pozorom stało się podobno, Ze idąc razem, szli wszakże - osobno... Jedni, jak haseł wyuczone szpaki, Zmądrzałych grobów naśladując głosy. Pogwizdywali dla własnej odznaki Pieśń skarg zamierzchłych, płynącą w niebiosy, Choć nowym bólem podniecane wargi Nowej na próżno pożądały skargi. Drudzy twierdzili, że wobec zagłady Dość ma dzień każdy na swoim cierpieniu, Ze są w odrębny m zgoła położeniu. Które wymaga ślepoty na wady. I że nie wolno przytłumiać bezkarnie Samozachwytu, gdy duszę ogarnie. Inni, zważając, czy jest im do twarzy W cierniach, uszczkniętych żądną stroju głową, Zasiedli progi ojczystych ołtarzy, Aby w ich blasku jaśnieć idejowo, A już nie tyle dbali o zbawienie, Ile o splendor i o własne mienie. A inni, niegdyś - sępy i cietrzewie, Gdy im niewola stała się klęcznikiem. Udobruchani w zadawnionym gniewie, Z ulgą stwierdzali swych dłoni dotykiem, Że rana, skrzepła w zaciszach niewoli, Tkwi jeszcze w piersi, ale już nie boli. A jeszcze inni, trudno orzec, czemu, Polegli duszą w swym ciele, jak w grobie... I tak szli wszyscy w ciemność po jednemu, Nic wzajem wiedzieć nie pragnąc o sobie. A ciężko było, duszno i znikomo W próżni, co drogą znaczyła się stromą - I nikt nie wiedział, jakim czoło znakiem Ozdobić w mroku, aby być - Polakiem. Czy, poślubiając przeszłość bez przeróbek, Wychylić do dna złoty kubek w kubek? Czy w tej trupami brukowanej głuszy Szukać zbiorowej po kamieniach duszy? Czy tłumom cisnąc w bezimienne lice Na miarę Boga szytą rękawicę? Czy po niepewnym ciemności odmęcie W baśń na handlowym popłynąć okręcie? Czyli się w togę wystroić magiczną? Czy siąść i pisać powieść historyczną? Aż nagle zagrzmiał w godzinie znękania Ryk dział, na ludzkie złakomionych ciała. Ze to w nich właśnie tkwi władza konania. Wyższa nad inne, choć bardziej nieśmiała. Duch, zaskoczony w bezczynnym pustkowiu, Tę jedną władzę miał na pogotowiu! A jeszcze wyznam ze wstydu rumieńcem, Ze bagnet wroga, niby palec Boży, Błądząc kolejno wśród dróg i bezdroży, Popod figurą albo gołębieńcem Wskazywał oczom, oślepłym w niewiedzy, Wsie zapomniane i pola, na miedzy Kłosem poległe - i wieże kościelne, Ostatecznego już spragnione sądu, I wszystko, wszystko, co jest nieśmiertelne - I uczył duszę tej ziemi wyglądu I nazw rzek onych, co posnęły w cieniu, Nie zawołane nigdy po imieniu! Zda się, że ziemia ta sama, choć nie ta, Bo w krwi i ogniu mieniąca swą postać, Do serc wystygłych chciała się przedostać Na zimnym ostrzu wrażego bagneta! I przedostała się!... A najwpierw strzępy Niemiłowaniem odswojszczonych borów W głąb ducha wdarły się, ból czyniąc tępy. Za nimi poszły zdyszanych ugorów Tłumy robotne, co mimo wytrwanie Rade by spocząć w chacie - na tapczanie I przed snem pacierz odmówić za ziemię. Za ugorami podźwignął swe brzemię Sam pług - włodyka. z którego dłoń wprawna Niby z tych gęśli, ku ziaren pocieszę Mogłaby dobyć, jak za dawien dawna. Bogurodzicę lub dwa-trzy Kierlesze, Gdyby w tej dłoni tkwiła wiedza pługa, Ze obok pracy jest w nim pieśń do pracy, Bez której sita nie splotą sitacy, A pątnik bez niej nawet nie wystruga I wędrownego kija na bezdroża! Za pługiem właśnie skowronek, od zboża Z pieśnią Maryjną w rany Jezusowe Lecący - już się przedostał w głąb ducha, A za nim brzoza, zwalona toporem, Runęła, aby sprawdzić, czy duch słucha I czy rozumie jęk?... Duch stał otworem, By wchłonąć ziemię i zgromadzić w sobie Całą - wraz z wróbli świegotem w Niedzielę I wraz z tym koniem, co przy pustym żłobie Wspomina łąkę, jakbyś ją w kościele Pomiędzy święcę zawiesił obrazy I wymalował na zieleń bez skazy. Chciał posiąść całą - wraz z w^ietkiem miesiąca, Kiedy w cebrzyku pomarszczonej wody Dwoi się na dnie, a wierzchem się zmącą W niewypluśnięty blask srebrnej urody. Chciał ją cudami poutwierdzać w sercu Wraz z wierzby cieniem, gdy rzucony słońcem. O róg chałupy zawadza swym końcem, A resztą rózgi drga na traw kobiercu, Gdzie ślady Boże obok własnych śladów Znajdziesz i poznasz, mimo letnie deszcze, Ze razem szliście do zielonych sadów Dlatego tylko, by tam być raz jeszcze! I duch zrozumiał, że i strzechy słoma Powinna pierwej zazłocić się w słowie, Zanim ją Bogu, jako żal, wypowie!... I że prócz ziemi, co oczom widoma, A w zbyt niepewne ujęta granice, Musi mieć drugą w sobie - jej siostrzycę, Jej powiększoną snami podobiznę. Olbrzymiejącą w kochaniu Ojczyznę - Tę pieśń do pracy nad ziemią i sobą, Pieśń, zatajoną w byle jakim pługu. Co podżwignięty szczęściem lub żałobą, Przeorze glebę i orząc, wyznaczy Granice wszelkiej trwodze lub rozpaczy. Aż się pogrąży w. Wiśle albo w Bugu I dna dosięgnie, i przypomni wodom. Jak mają płynąć, aby płynąć do dom... I to zrozumiał duch, że bez pomocy Siostrzycy owej, co się niebem płoni, Nie będzie umiał wyciągnąć swych dłoni Po tamtą drugą - zapodzianą w nocy, Nie będzie umiał zestawić jej rysów Z rvsami niebu widnej podobizny, By śnić w tych rysach granice Ojczyzny Trwalszej niż ziemia, znana mu z opisów, Którą się kocha za wszystko lub za nic, A te granice nie mają już granic... Bo taki tylko duch, co na gościńcu Niebieskim ziemię przyjął, na kształt mszału, I w sobie złożył ją, jak w złotym skrzyńcu. Zdoła przestrzenność zachować i ciału - Jawę ma w sobie, a sen ku zaklęciu Znajdzie w przezroczym dymów wniebowzięciu Ponad chatami, gdy grobla zadudni Wozem, na którym powróci w drzew cienie - A Boga - wiadrem zaczerpnie ze studni Przydrożnej i ugasi Nim pragnienie, A resztę z wiadra przeleje na kwiaty - Wystarczy! Wróg zaś, gdy mieczem uderzy W to wiadro, zamiast przysporzyć mu straty. Da ujście rosie, która na dnie leży. I nic nie ujmie duchowi prócz chyba Barwy, co mapę pstrzy i zdobi różnie, Niby błękitna lub zieloną szyba, Przez którą widać krew, przelaną w próżnię, Że błękitnieje albo się zieleni, Aż wicher szybę z jękiem precz odrzuci I prawda, przez nią kłamana w przestrzeni, Znów się odmłodzi w sobie i odsmuci. I taki tylko - w ducha zapatrzony, Nie w szybę ową - wielki Naród - Człowiek, Poprzez ogniste na grobach jabrzony Idący z prawdą u warg i u powiek - Dzieje się - reszta w bezdziejowym mroku Ginie! - Tę resztę, niby łzę, mam w oku. Bolesław Leśmian "Myśl Polska" 1915 z. 3 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 04:38 Tęcza Słychać go było, jak po młodym życie Biegł coraz śpieszniej - ciepły deszcz majowy, Zbryzgany słońcem, co przez obłok płowy Wzdłuż mu kropliste rozwidniało nicie. Pyląc, uderzył w piach drogi spróchniały, Poszperał w krzaku, co lśniąc się kołysze, Strącił liść z wierzby, przyciemnił głaz biały I ustał, w nagłą zasłuchany ciszę. Teraz mu patrzeć, jak wierzchem obłoku Tęcza, bezmiary objąwszy, rozkwita, Poprzerywana i niecałkowita, Jakby się śniła zmrużonemu oku. Aż luźne znikąd jednocząc migoty, Nagłą zawisa ponad światem bramą, By ci przypomnieć, że zawsze tak samo Trwasz w każdym miejscu u wnijścia tęsknoty. By ci przypomnieć, żeś z duszą, snem zżartą, Wpatrzony w bezmiar, wsłuchany w swe dreszcze, Wszedł do tych światów przez bramę rozwartą, Co się za tobą nie zamknęła jeszcze. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Lato 21.08.03, 13:43 Rowy poziomkowe, ukwiecone rowy, zapach błotny, miodny, zapach malinowy, żuczki, muszki, puszki, słomki, olbrzymie ukryte poziomki. Warczą głośniej, głębiej, słabiej na dnie dźwięczne głosy żabie. Coś kwitnie biało, obficie. Trochę wyżej, dalej, w życie, odzywa się coś, wabi, wabi, coś szeleści - jak w atłasie, mówi słowa - jakby ptasie, kroki stawia - jakieś inne, nie człowiecze, nie dziecinne... Niby że się tam, we zbożu, do snu nie może ułożyć... Niby że się tam nie mieści!... Wabi, świergoce, szeleści... A jesienią - wzięto zboże, nic nie było na ugorze. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Biała róża 21.08.03, 13:46 Raj ten obrasta cierniem, które nie chce kwitnąć - przyjdą wieczór żniwiarze, cały zbiór mój wytną. Zasadzą inne krzewy, strojne w białe pąki: i śpiewające drzewo, i drzewo rozłąki, a w samym środku białą różę pożegnania. Tam cię odnajdę: będziesz stał i patrzał na nią. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Sen 21.08.03, 13:50 Śnię, że umarłam i okiem jestem zawsze w twą duszę wpatrzonym, nie dbam, czy nas co łączy, i nie wiem - kto nas rozdziela, przenikam całą przestrzeń śpiewem jak wiolonczela... I wreszcie jestem - tobą!... I wreszcie jestem zbawiona... Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 21.08.03, 19:56 Dusiołek Szedł po świecie Bajdała, Co go wiosna zagrzała - Oprócz siebie - wiódł szkapę, oprócz szkapy - wołu, Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu. Zachciało się Bajdale Przespać upał w upale, Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod lasem, Czy dogodna dla karku - spróbował obcasem. Poległ cielska tobołem Między szkapą a wołem, Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął, I ziewnął wniebogłosy, i splunął, i zasnął. Nie wiadomo dziś wcale, Co się sniło Bajdale? Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza; Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża. Pysk miał z żabia ślimaczy (Że też taki być raczy!) A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo. Milcz, gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają! Ogon miał ci z rzemyka, Podogonie zaśz łyka. Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie - Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie! Warkło, trzasło, spotniało~ Coć się stało Bajdało? Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy - Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy! Sterał we śnie Bajdała Pół duszy i pół ciała, Lecz po prawdzie niedługo ze zmorą marudził - Wyparskał ją nozdrzami,zmarszczył się i zbudził. Rzekł Bajdała do szkapy: Czemu zwieszasz swe chrapy? Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić, Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić"! Rzekł Bajdała ~~ Czemuś skąpił mozołu? Trzebać było rogami Dusiołka postronić, Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić! Rzekł Bajdała do Boga: O rety - olaboga! Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka, Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka? Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 21.08.03, 19:57 Śnieg Pamiętam ów ruchliwie rozbłyskany szron I śniegu ociężałe w gałęziach nawiesie, I jego nieustanny z drzew na ziemię zron, I uczucie, że w słońcu razem z śniegiem skrze się. A on ciągle narastał, tu w kopiec, tam - w stos, I drzewom białych czupryn coraz to dokładał, Ślepił oczy i łechtał podbródek i nos, I fruwał - i tkwił w próżni - i bujał i padał. I pamiętam ów niski, wpół zapadły dom, I za szybami włóczek różnobarwne wzory. Kto tam mieszkał? Pytanie - czy człowiek, czy gnom? Byłem dzieckiem. Śnieg bielą zasnuwał przestwory. Dotknąłem dłonią szyby, mimo strachu mąk, I uczułem ślad hojny, niby czarów zbytek. Tą dłonią dotykałem mych sprzętów i ksiąg I niańki, by ją oddać na baśni użytek... Serce marło, gdym w dłoni unosił ten ślad W ciszę śniegu, co prosząc, weselił się w niebie. Śnieg ustał - i minęło odtąd tyle lat, Ile trzeba, by ślady zatracić do siebie. Jakże pragnąłbym dzisiaj, gdy swe bóle znam, Stać, jak wówczas, przed domu wpół zapadłą bramą I widzieć, jak śnieg ziemię obiela ten sam, Śnieg, co fruwa i buja i pada tak samo. Zjakimż płaczem bym zajrzał - niepoprawny śniarz - Do szyby, by swą młodość odgrzebać w jej szronie - Z jakąż mocą bym tulił uznojoną twarz W te dawne, com je stracił, w te dziecięce dłonie! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Noc 21.08.03, 21:03 Co dzień o innej porze noc klęka na dworze, gwiazdami się pleni i obiecuje, że się już nigdy nie zmieni... A potem ramiona rozpościera i bzem ciężko szeleści nad płotem. Aż z płaczem ros i słowika i gwiazd ostrych zgrzytem - łamie wszystkie przysięgi i staje się świtem. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Melodia 21.08.03, 21:09 Przypomina się w nocy, to się jawi, to schowa, cała owinięta w jedwabne, jedwabne słowa. Zaledwie ujmę je, zaledwie je rozchylę, ulatują z zawojów materii lekkiej - motyle. A gdy się wgłębić chcę, zaczynają opadać jedwabie z chrzęstem i szelestem i ukazuje się - jak zawsze - twoja twarz!... ...I budzę się z płaczem, i znowu czuję, że jestem... Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 22.08.03, 02:36 Anioł Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch Sięgający piersiami skoszonego siana? Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch, A od kurzu miał ciemne jak Murzyn kolana... Włos jego - hartowana w niekochaniu miedź! Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem! Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć, Kiedy lecąc sam siebie przemilczał swym ciałem... Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt, Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi... I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt, Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi. Rosa jeszcze mu ziębła na wargach, a on Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbielił I ogarom ciała oddał bezmiarom na strwon, A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił... Odtąd, gdy wchodzę z tobą w umówiony park, Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą - W twych wargach szukam jego przemilczanych warg I nie wiem, co się dzieje z tą miłością naszą?... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:37 Tango Ogień nasturcji - w ślepiach kota. Mgły czujnej wokół ciał zabiegi. Łódź, co odpływa w nic - ze złota! Żal - i liliowe brzegi. Suńmy się ruchem dwóch gondoli, Nie patrząc w lśniące dno podświatów - Niepokojeni z własnej woli Tajemną wiedzą kwiatów. W zwierciadłach - świateł piętrowanie, A w szybach - zmrok posępny - I nieustanne zanurzanie Stopy w ten dźwięk następny... A dźwięki, z tańcem snując zmowę, Mgławieją - byle mgławico. Tango bezwiednie purpurowe Zaczyna - niechcąc błękitnawieć... Stopę, co szuka mgły wygodnej, Ostatni dźwięk wyminął - I niczuźyty - i swobodny Chce ginąć... I już zginął. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:39 Noc bezsenna Świeci woda o północy, Księżyc okna przewiał wskroś. Pełen mocy i niemocy Księżyc okna przewiał wskroś. Bezimienne i ponure Idą ku mnie poprzez chmurę: Mrok - po pierwsze, blask - po wtóre, A po trzecie - jeszcze ktoś. Gdy tak słucham przyczajony, Ktoś zapukał raz i raz, W moje wrota z tamtej strony Ktoś zapukał raz i raz, Kto tam puka w moje wrota? «To - my: Wicher i Tęsknota, I ja - Ciemność spopod płota, Otwórz prędzej, bo już czas!» Otworzyłem w imię Boga - Wszystko troje wbiegło snadź! Tętni pułap i podłoga: Wszystko troje wbiegło snadź! I zdobywszy łoże moje, Co zna nocne niepokoje, Wszystko troje, wszystko troje Legło rzędem, aby spać. «Razem z tobą będziem spali W jednym łożu za pan brat. Niech się przyśni sznur korali W jednym łożu za pan brat!» Wicher prze sen w bok się miota, Jęczy Ciemność spopod płota I przeciąga się Tęsknota, Ziewająca w cały świat! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:40 * * * Śnież się, w duszy mojej śnież Piersi nocą całowana Co zachować przez sen chcesz Usta moje aż do rana Znój się, w ciele moim znój Miłujących rąk pogłado Coś mi dreszcz piększyła mój Przodując za dumą bladą Trwoń się, ogniu świecy trwoń Na tę pościel, na tę lnianą Gdzieś rozwidnił białą skroń U nóg moich zapodzianą Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:41 Romans Romans śpiewam, bo śpiewam! Bo jestem śpiewakiem! Ona była żebraczką, a on był żebrakiem. Pokochali się nagle na rogu ulicy I nie było uboższej w mieście tajemnicy... Nastała noc majowa, gwiaździście wesoła, Siedli - ramię z ramieniem - na stopniach kościoła. Ona mu podawała z wyrazem skupienia To usta do pieszczoty, to - chleb do gryzienia. I tak śniąc, przegryzali pod majowym niebem Na przemian chleb - pieszczotą, a pieszczotę - chlebem Dwa głody sycili pod opieką wiosny: Jeden głód - ten żebraczy, a drugi - miłosny. Poeta, co ich widział, zgadł, jak żyć trzeba? Ma dwa głody, lecz brak mu - dziewczyny i chleba. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:43 Odjazd Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem, Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy, Podkute szafirowym dookoła sińcem. Był klomb i rój motyli, i błękit przezroczy, I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy. A gdy byłem już w dzodze, sam nie wiedząc kiedy I czemu - przypomniałem te oczy, przyziemnie Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie Tym wszystkim, czym się można wpatrzeć w świat i dalej. Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą? I czemu z szafirową zawczasu żałobą Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą? I dlazego te oczy były coraz łzawsze? Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze? I zostawiać samopas kędyś - na uboczu? Czy nie wolno odjeżdzżać znajomym, gościńcem I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu, Podkutych dookoła szafirowym sińcem? Bolesław Leśmian 1920 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:44 Chełmoński Kaczki ciągną, grążele kwitną na jeziorze, jakby wypisz, wymaluj Chelmońskiego płótno. Pachnie łąka skoszona i myślę: "Mój Boże i Jak dobrze jest mi tutaj i jak bardzo smutno!". Jak w Polsce płyną skądciś swędy spalenizny, Zając przemknął przez drogę, piesek obok człapie. Wiem, czego mi potrzeba: tęsknię do ojczyzny, Której nigdy nie było i nie ma na mapie. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:45 Ideały Kształt jest najwyższym naszym ideałem, W nim chcemy zmieścić wszechświat symetrycznie; Duch w naszych myślach także stał się ciałem, W cudowną formę zmieniony magicznie... Iecz ideały czuć, zniżone gwałtem, Tylko w marzeniach pierwowzorem wskrzesną! Posąg jest wtedy najpiękniejszym kształtem, Gdy każda linia jego bezcielesną! Oto największa niedorzeczność życia, Spełniona bogów dziwnym przekroczeniem: Myśl się nie mieści w naszych form powicia, A kształty bledną przed cudnym marzeniem! Był człowiek jeden, co ludzi zrozumiał T duszę za nich oddał na męczeństwo: Pojął moc serca i oto się zdumiał, Gdy zoczył w sercu boga podobieństwo! O, tak! my bogi lub raczej półbogi, Półbogi w życiu, bogi - w ideale, Dwie nam są losów wyznaczone drogi: Sługi i pana, co włada wspaniale! Niech zrozumieją nędznej ziemi syny Tej smutnej bajki niepojęty wątek, Ze nawet niebo ma swe narodziny, Ze nawet bogi mają swój początek! My chcemy ująć myśli w słów kajdany I przelać w formę swych marzeń tajniki, By zmysłom obraz nieba dać nieznany Lub swej potędze postawić pomniki!... Ale są myśli, ale są uczucia, Dla których nie ma kształtu ni wyrazu, Dla których słowo jest kroplą otrucia I które nikną w objęciach obrazu!... Są takie prawdy najwyższe i święte, W krąg otoczone tajemnic krainą, Które, jakoby we dźwięki zaklęte, Tylko melodią gdzieś - w bezmiary płyną!... I nieraz sobie,- słysząc grę, wymarzę Jakiś świat inny na cichym błękicie I w tym spokojnym, cudownym obszarze Pełne melodii, pełne dźwięków życie!... Gdybym dosięgną! takiego istnienia, Co się za grobem może ucieleśni, Wtenczas by moje skrzydlate marzenia Żądały więcej niż dźwięku i pieśni!... O! czemu, czemu ja nie jestem w stanic Tylko marzeniem i żyć, i odczuwać! Czemu ja muszę spoglądać w otchłanie I życie Boga sam w sobie zatruwać! Czy mi nie dosyć, że prawda nade mną Swoją bezwzględną jaśnieje budową? Czemuż ją zowie fałszywą i ciemną, Póki jej w ciasne nie zasklepię słowo? I całe wieki w łzach i trudzie płyną, Zęby ten wyraz odnaleźć ukryty; Żadną mi wieczność nie błyśnie godziną I jestem sługą: bóg we mnie zabity! I cóż mi po tym, że mię słońce wlecze W swoje złociste i promienne dale! Czyż warto wiecznie we krwi broczyć miecze, By za potęgę walczyć w ideale? Bolesław Leśmian "Głos" 1897 nr 16 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:46 Step Wkoło mnie step chłonący własne uciszenie. Wicher - rzekłbyś - z księżyca wybiega z szelestem Zdaje mi się, żem ziemskie zatracił istnienie, Że step śni, a ja - stepu snem przelotnym jestem... Lęk mię chwyta, że ocknie się mój dziw uśpiony I pierzchnę z jego oczu, ja - chwilowa mrzonka! Lecz śpi mocno - a jego sen po nim się błąka - Błąkam się, jakbym wpłynąć pragnął w nieboskłony! Cień za światłęm, a światło sunie się za cieniem Po ziemi, gdzie się w mroku zbłękitnia zieloność, A tam do widnokręgów przykuta milczeniem Czai się rozszerzona nocą nieskończoność. Bolesław Leśmian 1912 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:47 Nieznanemu bogu Jednym - jarzmo kochania, drugim - nędzy brzemię, A im - tylko modlitwa dumne zgina karki! Szept, z piersi wyzwolony, ulata nad ziemię, Jak motyl, co pamięta, że wyszedł z poczwarki. Lecz by z tłumem we wspólnym nie spotkać się niebie I modlitwie samotnej ująć tego sromu, Wyciągają rąk sploty daleko przed siebie, Do boga, nie znanego - zaiste! - nikomu. Najwyższy a pozornie najuboższy z bogów Wzgardził tym, co widzialne, dostępne dla czasów - I nie stworzył pól szumnych, ni jezior, ni lasów, I nie spoczął na złocie ołtarznych barłogów! Hufy konnych aniołów snu jego nie strzegą Ni go poją kadzideł wonności i żary! Nikt się nigdy - zaprawdę! - nie modlił do niego, Nikt mu za nic dziękczynnej nie składał ofiary! Tylko oni w modlitwie od wieków naioierwszei Wzywają, aby zwolił w w peześladowaań święto Zginąć śmiercią, co gałąź żywota zwichniętą Krwawym kwieciem męczeństwa dostojnie zawierszy Trwożni nasłuchiwacze szmerów i półgłosów Darmo się pochylają nad brzegiem otchłani! Męczennicy, nadzieją ostatnią chłostani, Nie mogą się doczekać należnych im stosów!... Ale ów bóg, przed którym nie wszyscy są równi, Widząc ich w całej bólów brzydocie i pięknie, Pamięta, jak mu tęczą bywali wysnuwni - I jeżeli ma serce - ono dla nich pęknie! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:48 Fala Niepostrzeżenie w morza urasta głębinie Fala, która w niebiosach szuka dla się tronu. Niepochwytna dla oka w narodzin godzinie, Olbrzymieje tym śpieszniej, im bliższa jest zgonu. Cicha bywa, gdy wzbiera nad sióstr zmarłych tłumem, Aż załamie się w miejscu, gdzie się skędzierzawi, Wówczas, węsząc śmierć spodem, burzy się i wrzawi, I uderza o brzegi swym podśmiertnym szumem. I z tym szumem malejąc pada na kolana I na ląd pozgonne wysypuje śniegi. Czy zaszumisz po śmierci, duszo przewezbrana? Czy uderzysz raz jeszcze o znajome brzegi? Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:48 Kopciuszek Gdy Kopciuszek łachmanów rozmarzonym zgrzebiem W balu niedostępnego wdumał się przepychy, Wróżka, lecąca jutra niepewnym śródniebiem, Nagle przed nim stanęła. Był wieczór dość cichy. A ona w cudach pilna i w radości chyża Utkała z pajęczyny, skradzionej spod plota, Suknię, co prześwituje do oczu pobliża Oddalami w szkarłatach zanikłego złota... Szczypta złudy... Źdźbło jawy... Zaufaj, nim zgaśnie! Wdzięk nicości zdrobniałej... Garść zlękłego głogu... Już gotów koralowy naszyjnik, co właśnie, Lśniąc na piersi dziewczęcej, podobał się Bogu. Bal się zaczął! Czas jechać! Snom wrzaw się zachciewa! Więc szczura przedzierzgnęła w tęgiego woźnicę, A myszy - w dwa rumaki, a wiatr - w uździenicę, A szum drzew - w tętent koński! Strwożyły się drzew!... Bywały różne czasy i różne bezczasy... Więc dynię, która soków nabrzmiała swawolą, Przeobraziła w pudło złocistej kolasy, Co skrzy się od wieczności, że aż oczy bolą! Bicz zaświstał! Ruszyły rumaki z kopyta! Złe jary - wyrwy w złudach, zmór pełne kałuże! Przepaść śni się łbom końskim! Śmierć za koła chwyta! Baczność, durny woźnico! Oszalały szczurze! Już zmyliłeś otchłanie!... Brniesz w nicość po grudzie! Mrok się zaśmiał!... Strach - spojrzeć! Duch blednie człowieczy! Pędzą konie! O, Boże! Szczęść myszom w ich cudzie!... Grzmi kolasa! O, Boże! Miej dynię w swej pieczy!... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:49 Piosenka Między mną a tobą - czarna gródź - Między mną a tobą - martwa łódź. Takim piersiom za karę - zgon biały. Że w pobliżu miłosnym nie trwały. Między mną a tobą - obcy los - Między mną a tobą - cudzy głos - Usta w mgłach się bez pieszczot zatracą, Boże, Boże - dlaczego i za co? Między mną a tobą - drętwy czar, Między mną a tobą - ciemny jar- Zanim ścieżkę upatrzymy własną, Wpierw się oczy dowiedzą, że gasną... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:50 Dąb Zaszumiało, zawrzało, a to właśnie z dąbrowy Wbiegł na chóry kościelne krzepki upiór dębowy I poburzył organy rąk swych zmorą nie zmorą. Jakby na raz go było wespół z gędźbą kilkoro. Rozwiewała się trzeszcząc gałęzista czupryna I szerzyła się w oczach niewiadoma kraina, A on piersi wszem dudom nastawił po rycersku, A w organy od ściany uderzał po siekiersku! Grajże, graju, graj. Dopomóż ci Maj. Dopomóż ci miech, duda I wszelaka ułuda! Bił prawicą na lewo, a lewicą na prawo, Pokrzyżował ryk z jękiem, a lamenty ze wrzawą, Aż z tej dudy-marudy dobył dłonią sękatą Pieśń od wnętrza zieloną, a po brzegach kwiaciatą. Wyszli swięci z obrazów, bo już mają we zwyku, Że się garną śmierciami do spiewnego okrzyku. I Bóg przybył skądinąd, niebywały w tej porze, Niebywały, lecz cały zasłuchany! O Boże! Grajże, graju, graj. Dopomóż ci Maj. Dopomóż ci miech, duda I wszelaka ułuda! Grał ci drzewne obłęd,. sen umarłej zieleni. Rozpacz liści porwanych wirem zimnych strumieni I grał marsze żałobne muchomorów, co kroczą Jedną nogą do nikąd, kiedy zgon swój zaoczą. I grał o tym, jak mszary jeno milczą a milczą. Jak śmierć leśna śpi na wznak pod jagodą, pod wilczą I jak rosa bez oczu swymi łzami się nęka. I jak drzewo pod ziemię w nagły żal się rozklęka! Grajże, graju, graj. Dopomóż ci Maj. Dopomóż ci miech, duda I wszelaka ułuda! A gdy śpiew mu uderzył durem leśnym do głowy. Grał wszystkimi jarami wszystkie na raz parowy! Aż ten ołtarz zlękniony, gdzie wyzłota się święci, Chciał już runąć na ziemię, lecz potłumił swe chęci. A on wpodłuż organów, stare miażdżąc im koście, Porozpędzał swe dłonie jak te nogi po moście I rozwiawszy tłum dźwięków po pieśniowym rozłogu, Wygrzmiał z miechów to wszystko, co las myśli o Bogu! Grajże, graju, graj, Dopomóż ci Maj, Dopomóż ci miech, duda I wszelaka ułuda! Między Bogiem a grajem znikła inszość i przedział. Skoro Bóg się o sobie snów dębowych dowiedział. Odkąd żyję na świecie, a wszak jestem wieczysty Nigdym dotąd nie słyszał takiego organisty! Grajek znawstwu Bożemu na pamiątkę i chwałę Porozbujał pieśń górą w dwa ruczaje niestałe. Rozmurawił ją dołem, aż się kościół zielenił. A cienistym przyśpiewem twarz słuchacza ocienił! Grajże, graju, graj. Dopomóż ci Maj. Dopomóż ci miech, duda I wszelaka ułuda! I Bóg słuchał wzruszony, słuchał duszą bezkreśną. A w tej duszy mu było I ruczajno, i leśno. I coś jeszcze miarkował, i coś dumał na stronie. I biegł żywcem do grajka, i wyciągał swe dłonie! Święci wiedząc, co czynią, w nagłej cudom podzięce Poklękali radośnie, wziąwszy siebie za ręce. Bo od kiedy świat światem, a śmierć jego obrębem. Po raz pierwszy Bóg płacząc obejmował się z dębem! Grajże, graju, graj, Dopomóż ci Maj. Dopomóż ci miech, duda I wszelaka ułuda! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:51 * * * Ja tu stoję za drzwiami - za klonowymi I wciąż milczę ustami- rozkochanymi. Noc nadchodzi w me ślady - tą samą drogą. Pociemniało naokół - nie ma nikogo! Od miłości zamieram - chętnie zamieram I drzwi twoje rozwieram - nagle rozwieram, I do twojej alkowy wbiegam uparcie. I przy łożu twym staję niby na warcie! Żaden lęk mię nie zlęknie i nie wyżenie, Nawet rąk twych po murach spłoszone cienie, Choćbyś mnie zaklinała wszystkimi słowy, Już ja nigdy nie wyjdę z twojej alkowy! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:58 O matce rano tęcza na ścianie odbita z lusterka falisty brzęk zegara wydobywa na jaw maj się sadem puszystym jak chmura rozćwierkał w oknie które granicą jest izby i maja powiewają tu matki ciemne ciche ręce przebywają tęczowy refleks czy wodospad nad obrusem ciemnieją ciszej i goręcej mimo zmarszczek szept smutny niemyślaną groźbą matko zbudzony patrzę spod rzęs trawy leżąc matko twe siwe oczy płaczą nade mną może wiatr jestem tu choć daleko na innym wybrzeżu twój ostatni kwiat tak mało wiesz o synu chodząca wśród gromnic tyle że spajam głazy rymów tyle że nie mogę zapomnieć płomienia dymu jak nikt inny jesteś pośród ludzi mówić cóż mówić drżeć z niemocy słów żebyś młoda i piękna w uśmiech mogła wrócić znów Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 02:59 o świerszczach paście się paście w chrzęście połonin włóczęgi świerszcze śpiewacze chmura za chmurą góra za górą za górą goni zwiastuje rzeczy podwójny urok tak nic inaczej deszcz w seledynach drobno zacina po niedalekimi stoiku szopa zwalana zgniłe nią krokwie o słońce z malin oświeć ją okwieć łuną dwoistych uroków z tamtego deszczu jeszcze w potoku pianą przepływa sam szum a cieniów szprychy za drzewami wieczór nierychły wiozą tu po ziół zamszu malenństwa świerszcze chwila upalna upalna ale jak ciało wieźcie ją w śpiewie po gniewnym niebie pieśń kto wie może czasem uwalnia Jedyność a tej tak mało Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:00 daleko wiatraki kołyszą horyzont chaty pachną stepem chatom źle stoją na palcach o zachodzie ślepe wspinają się jak konie za chwilę się pogryzą nie step ucichłe morze rozlewa się wieczór bez szumu świecące szyby otoczyły kolejowy dworzac zachód mozolnie żuje gumę ostajcie zdrowo matuś z wojska napiszę list nad parowozom dym białe kwiaty gwizd w niedzielę pociąg odiechał w inną niedzielę przyjdzie pracują czerwone obłoki pchają się ku słońcu na stacji dzień jak codzlcń tydzień jak tydzień a szyny szyny się nigdzie nie kończą Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:01 jeszcze pejzaż drogę wóz turkotem napoił ptak to obleciał jasną pręgą oplótł oplatał na koński łeb i chomąto wionęło żywicą z choin gdzie Boża Męka jedź dom blisko dom blisko już pod pianą fal przyboi.sko prom jak zabawka malutki gołębie i krzyże się iskrzą, na widocznych zza wzgórz białych wieżach kościoła słobódki a jezioro u drogi jak szklane słońce dzień po zaściankach białoruski dymi wodę ugrzewa w obry wisty ch brzegach dzień białoruski w rybach grzybach mące przez pola piosenka przebiega spod sznurów opada i wzlata echo ją goni a huśtawka skrzypi jedź Wielkanoc tuż tuż kraszanka w barwie tych z obrazka róż za woda ku rojstom spadła Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:02 jesienią w oknie chmur plamy deszczowa sieć ogród to rdzawość czerwień i śniedź w kroplach co ciężkie na brzoskwiń listkach niebo kultete błyska i pryska słucham szelestów jesienny gość mato wód szmeru szumu nie dość czujnie czatuję rankiem przy oknie gdy kwiat opada w kałużę ogniem może usłyszę któregoś dnia nutę człowieczą z samego dna nutę co dzwoni mocno i ostro a niebo całe dźwiga jak sosrąb Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:03 elegia uśpienia godziny gorzkie bez godów czarny druk na pożółkłych stronicach jakby ze stromych schodów spływała w mroku żywica zwija się zaułek zawiły zagubiony we własnych załomach tętnią mu rynsztoków żyły rytmami dwoma niebo sine niebo szare domy szare domy sine beznamiętnym obszarem to niebo to miasto rodzinne tylko myśli się miłość żywa w myśli na bruku się klęka naprawdę złotą niwą faluje tylko piosenka sen życic ujął osłoda sen ciężki a nicważki piękne zjawy sennie kołują w krwawych ciemnościach czaszki dni malowane zmierzchem śniąc także jak zły list potargam wtedy kwiaty na gwiazdach wierzchem rajskie ptaki obsiadają parkan rzoką świateł ścieka śnieg zbrudzony tęcz jest tyle tęcze lecą ulica jedna niesie konew z żywicą z żywicą znów po ogniowych ogrodach znowu ciemne korony i w takt ociężałych kroków spływa po czarnych schodach żywica i miasto mroku Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:03 Na wsi Siano pachnie snem siano pachniało w dawnych snach popołudnia wiejskie grzeją żytem słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach życie - pola - złotolite Wieczorem przez niebo pomost wieczór i nieszpór mleczno krowy wracają do domostw przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu. Nocami spod krzyżów na rozdrogach sypie się gwiazd błękitne próchno chmurki siedzą przed progiem w murawie to kule białego puchu dmuchawiec Księżyc idzie srebrne chusty prać świerszczyki świergocą w stogach czegóż się bać Przecież siano pachnie snem a ukryta w nim melodia kantyczki tuli do mnie dziecięce policzki chroni przed złem Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 22.08.03, 03:04 Miłość przedświt się czule czołgał przez mroczne puszcze l chaszcze noc przed nim płynęła wołgą górą krążyła jak jastrząb u dróg ciemnych z niebem twarzą w twarz chaty tłoczyły się w ciżbie miłość bez gwiazd miłość tlała po izbach usta spajają na usta młotem mocno ciemność sprzęga pierwsze uściski młocie nieskończona wstęgą ciało się ciałem nakrywa pachnącym świeżą śliwą ramiona w gorącei przestrzeni zamykają się ciemnym pierścieniem tapczan twardy zgrzany jak rola orzą chyże lemiesze kolan aż zamiast pszenic wschodzących i żyt zaszemrye srebrem świt zastuka do okien biało podnieść oczy spojrzeć z uśmiechem to kwitnącej czereśni gałąź zgięła się pod strzechę Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Czarownica 22.08.03, 11:48 Mam mówiącego ptaka, mam gadającą wodę, mam starego czarodzieja i dam ci go potrzymać za brodę; mam węża, co się podnosi na ogonie wśród kwiatów w trawie, mam dwa uczone szerszenie, które mi sypiają w rękawie. Mam cudownego szpaka, mam żabę i żuka, i jeża, mam mądrą białą kawkę, puszysty kłębuszek pierza: przemówi do ciebie ptak mój, gdy się najmniej będziesz spodziewał, a smutny smok na podłodze nogi ci będzie łzami oblewał. Twój sen, najpierwszy na świecie, u mnie ma swoją ojczyznę i u mnie mieszka radość, którąś ty wygnał w obczyznę, a jeśli do mnie przyjdziesz, zbrojone zmyliwszy straże, to własne twe śpiące serce w pudełku ci małym pokażę. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 23.08.03, 03:39 Akteon Powieść o Akteonie: wiosna szumi w borze. Podpatrzył w blask boginię, skąpaną w jeziorze. Za karę go w jelenia przedzierzgnęła mściwie. Pokrwawiła się wieczność o leśne igliwie!... Psy go własne opadły, szarpiąc, jak zwierzynę! Wpośród godzin istnienia miał taką godzinę! Próżno gronił obcego, które boli, ciała! Śmierć go, psami poszczuwszy, z jeleniem zrównała.... Próżno wzywał na pomoc dawnych towarzyszy, Nasłuchując ich kroków na pobrzeżach ciszy! Nikt nie poznał po głosie i po znoju rany, Że to człowiek Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:40 Śnisz mi się obco Śnisz mi się obco. Dal bez tła Wieczność się w chmurach błyska Lecimy razem. Mgła i mgła Bóg, ciemność i urwiska Do mgły i mroku naglisz mnie I szepczesz, zgrzana lotem Toć ja się tobie tylko śnię Nie zapominaj o tym... Nie zapominam. Mkniemy wraz Do niewiadomej mety O, jak ty trudno mi się śnisz O, jawo moja, gdzie ty Śnisz mi się obco. Dal bez tła Wieczność się w chmurach błyska Lecimy razem. Mgłą i mgła Bóg, ciemność i urwiska Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:42 Niewiara Już nic nie widzę - zasypiam już W ciszy i w grozie. Znika mi słońce w załomach wzgórz. Bóg znika - w brzozie... Ginie mi z oczu umowny kwiat W chwiejnej dolinie. Gdzie się podziewa ten cały świat. Gdy z oczu ginie? Czy korzystając z tego, żem zwarł Rzęsy na mgnienie Znużony dreszczem i łzami czar Znicestwia w cienie? Czy wypoczywa od barw i złud Popod snu bramą, Wznosząc boleśnie w wieczność i w chłód Twarz nie tę samą? Nie, nie! Przy tobie jak dawniej trwa. Śmiertelny, bujny! Jest tu, gdzie zgroza, niewiara twa I sen twój czujny! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:43 Dzień skrzydlaty Rozwidniły się w słońcu dwie otchłanie - dwa światy - Myśmy byli - w obydwu...A dzień nastał skrzydlaty. Nikt nie umarł w dniu owym - nie zataił się w cieniu... I pamiętam, żem myślał o najdalszym strumieniu Nie mówiłaś nic do mnie, lecz odgadłem twe słowa. A on - zjawił się nagle... Zaszumiała dąbrowa. Taki - drobny i nikły... I miał - ciernie na skroni. I uklękliśmy razem - w pierwszej z brzegu ustroni. W pierwszej z brzegu ustroni - w pierwszej kwiatów powodzi. I zdziwiło nas bardzo, ze tak biednie przychodzi. Ubożeliśmy chętnie - my i nasze zdziwienie... A on - patrzał i patrzał... Cudaczniało istnienie... Zrozumieliśmy wszystko! - I że właśnie tak trzeba! I że można - bez szczęścia... I ze można - bez nieba... Tylko drobnieć i malec od nadmiaru kochania. A to była - odpowiedź, i nie było - pytania. I już odtąd na zawsze przemilczeliśmy siebie. A świat znów się stał - światem...i czas płynął po niebie. I chwyciłaś źdźbło czasu, by potrzymać je - w dłoni, A on - patrzał i patrzał... I miał - ciernie na skroni. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:43 Amory Nagła myśl i możliwość buchająca pieśnią, o której sen ostrzegał radosnym półgłosem... Zamiast ust, które jeszcze całować się nie śmią, - papieros zapalony drugim papierosem. Zetknięcie ramion w loży lub w głębi karety, koncentrujące życie w płonącym rękawie! Słodkie ognie bengalskie, rozkosze rakiety, i oczy roześmiane w śmiertelnej zabawie. Shake-hand za długi nieco, a chcący trwać wiecznie, i odpychanie ludzi: nie mówcie! nie radźcie! i słowa drżące, wdzięczne, niepotrzebne, śmieszne, jak koronki i wstążki na przecudnym akcie. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:44 Bajka Król elfów, światem zatruty, Wichrem z daleka przywiany, Klęczy i płacze. Gdzie spojrzy, Kolczaste druty... "Nie żądajcie, bym wojnę doceniał! Zbyt ciężka jest i surowa!... Podobnie i kwiaty nie dźwigną kamienia Na swych gwiaździstych głowach..." Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:46 Bandyta i diabeł (Panom Bandytom) W okropnie ciemne rano, o godzinie czwartej, przyszli ludzie po Dudka, bandytę z Przegorzał. Dudek wyszedł posłusznie w otoczeniu warty, a za murem więzienia świt miedziany gorzał. Dudek bał się okropnie, bo któż by się nie bał, i z tęsknotą spoglądał, jak to słońce świta. Nie pragnął wcale piekła. Nie chciał także nieba. W ogóle nie był ciekaw. Lecz nikt się nie pytał. Wicher strachu trząsł Dudkiem jak umarłym listkiem. Poprosił o papieros. Nie było i basta. Diabeł usłyszał. Skoczył galopem do miasta. Znalazł, wraca z tryumfem. A tu już po wszystkim... Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:52 Bajka o miłości 1 Byliście może kiedy w Ogrodzie Miłości, co otwarty jest zimą i latem? Są tam klomby i palmy cudownej piękności - ubodzy zaglądają przez kratę. 2 Kwiaty rosną w nim prędzej i kwitną wspanialej, - bzy bez wiatru kołyszą się blade - białe posągi jęczą w głębi mrocznych alej, kwiat tytoniu śpiewa serenadę. 3 Nad bramą pnapis: "Wchodźcie, serca wasze wnoście, kochajcie się miłością wolną, lecz pamiętajcie o tym, że z tym samym gościom po raz drugi wejść tu nie wolno. 4 Każda para ma prawo pozostać dzień cały, zapóźnionych strażnik wygna i wykrzyczy, kwiaty prosimy zrywać, by piękniej wzrastały, psy należy prowadzić na smyczy." 5 Księżniczka Gołąbella Z księciem Fujarysem weszll w bramę owego ogrodu. Ona rzekła: "Zemdleję. Siądźmy pod tym cisem... - Serce taje mi jak porcja lodów... 6 Widzę wszystko inaczej. Putrójnie. Od środka - Nie wiedziałam, że masz rysy tak piękne. Ach, czuję, że się staję niewymownie słodka... Słabnę dziwnie, zinam się, mięknę..." 7 "A ja znów � rzekł Fujarys � czuję się ze spiżu. Mam bicepsy jak głowy baranie, Krew moją wzburzył zapach narcyzów w pobliżu... Zaduszę cię w uścisku..." � "0 panie..." 8 l pięknieli, i rośli, patr/.ąc w siebie /. pod/.iw^em, sycząc w ty^lu niilosnej alchemii � aż noc spadła � i kwiaty szare, bure i siwe jęły dr/.cmac w srcbr/.vslej anemii... 9 Strażnik dzwonił. Więc wyszli, ramionami objęci. strażnikowi coś dali na piwo � i szli drogą ku miastu, uroczyści i święci, wiódł w ciemności szczęśliwy szczęśliwą. 10 "Czy ci pióra beretu tak ciążą na karku? Czemu milczysz? Czy kochasz? Nie kłamiesz? Mów jeszcze o miłości, jak poprzednio w tym parku... No, weźże mnie mocniej pod ramię! 11 Gdzie oczy twoje groźne jak huragan złoty? Czemu wygląd masz godzien litości?" -"Dajże mi święty spokój! Myślę o przyszłości. Czas już wziąć się do jakiej roboty. 12 Ty byś chciała żyć tylko różami i miodem! � Ja, choć książę, biorę życie realniej. Pomyśl, zamiast oglądać się za tym ogrodem, Jak sobie urządzimy jadalnię." 13 Księżyc z mgły wyrąbuje domy, baszty, mury i dywany przewieszone przez ganki, - "CO się stało ze światem? jakiż obcy, ponury - Gdzie są oczy, moje oczy kochanki?" 14 "Cóż robić! Mur jest murem, a trawa jest trawą - Żyć wśród bajki - ach, któż by nie wolał! Lecz życie, moje dziecko, nie jest żądną zabawą. Masz! i ząb mnie w dodatku rozbolał!" 15 Drogą przejeżdża rycerz w spuszczonej przyłbicy; rumak broczy w księżycowej światłości. Księżniczka drży - podbiega rzutem błyskawicy: "Bierz mnie panie! i jedźmy do Ogrodu Miłości!" Maria Pawlikowska - Jasnorzewska "Kobieta Współczesna" 1929 nr 13 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:52 Ogród zaklęty Tak mi mówili aniołowie, Co znają prawdę, skryta w słowie, Że tam, gdzie wisząc nad przestrzenią, Brzegi wieczności się zielenią, Przedarłszy czasu mdłe osłony, Wzgórzami tęsknot otoczony, Zakwita ogród niezbadany, Zaczarowany, obłąkany - Zaczarowany skonem zorzy I obłąkany mgłą bezdroży! Więc wizją skrzydeł spromieniony, Szedłem w cudowne owe strony Poprzez stężałych snów urwiska, Przez dawnych bytów uroczyska I napotkałem w swej podróży Zerwanej niegdyś widmu róży I mary lilij, co w przestworze Na widziadlanym tkwią jeziorze. I spotykałem śród rozdołów Omszone zwłoki tych aniołów, Których Bóg strącił w te bczdenie Za potępieńcze serc płomienie. l spotykałem senne kraje, udzie wszystko mgłą i mgłą się staje, Gdzie się kołysze w mgieł odmęcie Dziwaczny okręt przy okręcie, A melancholii słodkie fale Przez ich pokłady mkną niedbale I w bezpowrotne płyną dale!.. Aż areszcie, depcząc pierś obłoku, Jakiegoś Boga mając w oku, Z duszą na wschodzie i zachodzie. Stanąłem blady w ty m ogrodzie! Tam każde drzewo jest zaklęte, Tam są topole �wniebowzięte, Kaskada drętw e, w snach skąpane, Mocą obłędów sfałdowane I takich jezior tonie sine, Ze straszno spojrzeć w ich głębinę, Ze straszno spojrzeć w ich zw lerciadła, By twarz ci nagle nie pobladła, Gdy ujrzysz skryte w nich widziadła. Pod jednym drzewem niezbadanym, Zaczarowanym, obłąkanym, Gdzie kazdy liść od marzeń kona, Na wpół stworzona, wpół waśniona Królewna cudna odpoczywa! Z skroni jej warkocz wonny spływa, Spływa i wpływa w alej głębie, Zwisa na każdej skały zrębie, Po wszystkich ścieżkach tak się ściele, Jak czarodziejskie jakieś ziele, y w górze - srebrem pałająca, Niewyczerpana głąb miesiąca! Mów mi, krolew no moja blada, W jaki się mrok twój sen zapada? I z jakich stron twych oczu dale! I z jakich mórz twych warg korale? I z jakich piekieł twe warkocze. Po ktorych drżący teraz kroczę! I mów mi, w jaką w iodą stronę Warkocze tw OJC nieskończone - Bo mnie na w iek, na w iek JUŻ cały Warkocze twoje opętały! Ach! idźcie wszyscy, idźcie ze mną Ku niej - w krainę ponadziemną, Lecz nie pytajcie mnie (o Boze! I któż mnie spytać o to może!), Gdzie jest ten ogród, gdzie te swiaty. Do których wszystkie tęsknią kwiaty I wszystkie dusze snem ozdobne, Co są do kwiatów tak podobne! I skąd ta powieść moja zwiewna! I czym jest cudna ta królewna! Bo choć mi serce rozpłomienia - Już nie pamiętam jej imienia! I choć mi zawsze taka bliska - Już nie pamiętam Jej nazwiska! Lecz wiem, ze ogród ten istnieje, Że tai własne moje dzieje, Ach! dzieje straszne, niezbadane, Zaczarowane, obłąkane, Bo mi mówili aniołowie, Co znają prawdę, skrytą w słowie, Ze tam, gdzie wisząc nad przestrzenią, Brzegi wieczności się zielenią, Przedarłszy czasu mdłe osłom. Wzgórzami tęsknot otoczony, Zakw ita ogród niezbadana, Zaczaroway, obłąkany! Zaczarowany skonem zorzy I obłąkana mgłą bezdroży! Bolesław Leśmian [prwdr. "Chimera" 1901, t I, z 2] Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 23.08.03, 03:54 Dżananda Szedł Dżananda tym lasem, gdzie bywać snem mogę, A miał drogę Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Miłość 23.08.03, 11:09 Była podobna do śmierci - w smaku słodka, żelazna w dotknięciu, mówiła słowa wolniutkie w półśnie, w drapieżnym ziewnięciu; była podobna do głębi przybrzeżnej w wartkim potoku, miała oczy ciemnym mułem nabiegłe, miała włosy z wonnego mroku. Trzymała mnę związaną za ręce, trzymała mię przykutą za barki, zgasiła wszystkie myśli półszeptem jak struchlałe pod czaszką ogarki i złożyła mi głowę - ciężką jak ołowiu głaz - na kolanie, przysięgając, że nie pójdzie przenigdy, że od kolan moich już nie wstanie. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Straszydlaczek 23.08.03, 11:13 Taki jesteś znajomy, znajomy, masz chodaczki, chodaczki ze słomy, słoma kłuje, gdy się ciebie całuje, ale to nic, bo się tego nie czuje. Prześpiewałeś ze świerszczami do świtu, spadłeś teraz ze środka sufitu potargany, połaman, szurpaty, w sukieneczce w jagody i kwiaty. Śpij we włosach, niech nikt cię nie trąca, zaśnij prędko, nim przyjdzie służąca z dzbankiem, z miotłą, z światłem, z mokrym drzewem, z głośnym stukiem i radosnym śpiewem. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Opuszczenie 23.08.03, 11:23 Miłość naszą doczesną, śmiertelną, krótkotrwałą, Bóg wyniósł mocą swoją i dał jej w wieczności ciało; w czasie była jak motyl, w bezkresie jest wyraźną muzyką, przez której kryształ przeczysty boża słoneczność przenika. Lecz myśmy - jak puste muszle, opuszczone łuski owadu, siwa nicość naigrawa się z nas i piaskiem na serca nam pada. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 24.08.03, 00:42 Gwiazdy Tej nocy niebo w dreszczach od gwiazd mrugawicy Kołysało swój bezmiar w sąsiednie bezmiary, To w próżnię swe radosne unosząc pożary, To zbliżając je znowu ku mojej źrenicy. Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom, A światy roziskrzone - zaledwo na mgnienie Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom, Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie. Odsłaniają swe jary, wzgórza i parowy, Już z jednego szum borów płonących dolata, Z drugiego - cisza grobów, a z trzeciego świata - Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy. Zasłuchany, wpatrzony stoję tak do świtu, Aż niebo wron zbudzonych przesłoni gromada, Gwiazdy giną w jaśnistych roztopach błękitu, I gąszcz rosy na rzęsach zbłyskanych osiada. Skroń znużoną pochylam do stogu na łące, Garścią rozcwierkanego rojem świerszczów siana Rzeżwię oczy, smugami gwiazd jeszcze gorące, I do snu odniałego padam na kolana. I śni mi się i trwogą uderza do głowy Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:43 Ćmy Przychodzą nieustannie z tamtej strony ciszy Psy, wierzby, nagłe sady, ćmy białe, ćmy szare I próżnię zapełniają, gdzie czasem brak myszy, By zasklepić czymkolwiek w świat wyziorną szparę. Przychodzą potłumione zielenią otchłanie I dziewczęta, co w oczach dźwigają los nieba - I obłoków nad ziemią srebrne górowanie, I ta wiara, że właśnie tak trzeba, tak trzeba... I przychodzą modlitwy o większą tęsknotę, Źli bogowie, złe wiosny i mgła zagrobowa, Bzy bez jutra, bez wczoraj, ćmy czarne, ćmy złote I ty co tak się smucisz, gdy piszesz te słowa... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:44 Noc zimowa Skrzeń tajemnica, Rozzłoceń mus! We mgle księżyca Jarzy się mróz! Okruchy śniegu Siecią swych fal Zasnuły w biegu Bezbronną dal. Gmatwając loty, Tamując dech - Obsiadły płoty, Jak siwy mech. Do szyb się garną, Jak białe ćmy, Tchnąc w izbę parną: "To - my! To - my!" Z karczmy, w zakrzepły Rozwartej świat, Dym bucha ciepły I blask, i czad! Zaprzepaszczony W ciemni bez dróg - Drzewom przez szrony Złoci się - Bóg. Sad wśród topieli Śnieowych głusz W śmierci się bieli Bez róż - bez zórz! W swej pysze pawiej, Łez tłumiąc znój, Wśród śnieżnych zawiej Sen kroczy mój... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:45 Lalka Jam - lalka. W mych kolczykach szkli się zaświat dżdżysty Suknia jawą atłasu ze snem się kojarzy. Lubię fajans mych oczu i zapach kleisty Farby, rumieńcem śmierci młodzącej mat twarzy. Lubię leżeć, gdy pokój słonecznieje czynnie, Na strojnego dywana narożnej purpurze, Gdzie irys obok sarny kwitnie bezroślinnie, A z wieczności pluszowej unoszą się kurze. Dziewczynce, co się moim bawi nieistnieniem, Wdzięczna jestem, gdy w dłonie mój niebyt porywa, I mówi za mnie wszystko, różowa natchnieniem, I udaje, że wierzy w to, iż jestem żywa. Pilnie wróży mi z ręki, że w najbliższym maju W świat wyruszę, a w drogę wezmę chleb i zorze, By piechtami wędrując po Znaszlitymkraju, W ustach chłopca-włóczęgi całować bezdroże. Ubezdrożyć się muszę na ziemi i niebie, By w chwili, kiedy najmniej spodobam się losom, Znaleźć się niespodzianie, na przekór niebiosom, W położeniu - bez wyjścia - bez śmierci - bez siebie. Mam stały wyraz twarzy, niby Człowiek Śmiechu. Znam tę powieść i inne. Ta sama dziewczynka Uczyła mnie czytania, jak się uczy grzechu, I jestem pełna wiedzy, jak do listów skrzynka. Mam zamiar pisać powieść, której bohaterką Jest Praścieżka, wiodąca urwiskami w Prałaś, Gdzie ukryła się lalka - i nikt jej nie znalazł! Duszę ma z macierzanki i patrzy w lusterko. Mówi tylko dwa słowa: Papa albo Mama, Mama - mówi do śmierci, a Papa - do grobu, I śmieje się... Sen chwieje łbem u próżni żłobu, A ona śmiechu swego nasłuchuje sama... Koniec mojej powieści jest ten, że Praścieżka Odbiera sobie życie... W mgle o tym są wzmianki... Ginie świat... Z rodzicami znika lalka - śmieszka. Nic nie ma, prócz lusterka i prócz macierzanki. Wartoż pisać tę powieść? Baśń wyszła już z mody, Jak krynolina z tęczy!... Módl się do korala O wiersz barwny!... Zszarzały dusze i ogrody, A mnie wkrótce do lalek poniosą szpitala! Wyrwę w biodrach zasklepią, brew wznowią nad okiem, Wargom uśmiech narzucą taki, że aż zbrzydnie, I na pokaz wystawią, abym się bezwstydnie Do przechodniów łatanym mizdrzyła urokiem. Stracę wartość. Nastąpią cen spadki i zniżki. I wówczas, gdy już mroki poczuję w pobliżu, Wyciągnę dłonie ścisłe i wklęsłe, jak łyżki, Do Boga, co nie za mnie umierał na krzyżu! On, wiedząc, jak mi trudno, choć sen się snem łata, Grać rolę siebie samej na życia arenie, Dla prób nieśmiertelności, po zniżonej cenie Nabędzie mnie - za jedną łzę z tamtego świata! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:46 Otchłań Kiedy wnoszę do lasu znój mego żywota I twarz tak niepodobną do tego, co leśne, Widzę otchłań, co skomląc w gęstwinie się miota I rozrania o sęki swe żale bezkreśne. Rozedrgana zielonym, pełnym rosy płaczem. Przerażona niebiosów ułudnym pobliżem. Kona z męki i tęskni nie wiadomo za czem. I cierpi, że nie może na ziemię paść krzyżem. I nie wie, do jakiego snu ma się ułożyć, I szuka. węsząc bólem. parowu lub jaru, Aby go dopasować do swego bezmiaru I zamieszkać na chwilę, i w ciszę się wdrożyć. Czuję rozpacz jej nagą, czuję głód jej bosy, Jej bezdomność. gałęzi owianą szelestem. I oczy, które we mnie przez mętne szkła rosy Widzą kogoś innego niż ten, który jestem. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:47 Metafizyka Kraina, gdzie żyć łatwiej i konać mniej trudno - Gdzie wieczność już nie tajnie wystawa na straży Trosk doczesnych - gdzie bardziej jest bosko niż ludno - I gdzie każdy za wszystkich nie cierpi - lecz marzy! Są tu sady bez wyjścia i groble, nad szybą Owej rzeki wyśnione, co kiedyś wytryśnie - I niejeden tu pałac w zagąszczu ci błyśnie, Godny tego, by nie był niczyją siedzibą! Są tu w lasach mrowiska wzniesione nad drogą, Gdzie wre praca snów rojnych - odwieczna i bratnia - I jest tu owa cisza błękitna, ostatnia Z tych, co jeszcze na uśmiech zdobywać się mogą. Tylko czasem na polu jakiś krzyż skrzydlaty Wiatraka mielącego mgły marzeń i ciernie, Brakiem Boga na sobie zlękniony niezmiernie, Szaleje i skrzydłami uderza w zaświaty! Bywalec tych uroczysk, powabnych swym tronem, Umie błysków najmniejszą wyśledzić nieznaczność I w szczelinie pomiędzy istnieniem a zgonem Dojrzeć gwiazdę niezgorszą, lub niezłą opatrzność... Lecz się nigdy nie strwoży, rozumnie zbłąkany, Bezkrólewiem w niebiosach lub własnego cienia Zgubą w jarach - lub zbytnią łatwością zamiany Jednych cudów na drugie... Niech cud się też zmienia! Jego tylko tu nęci nie zwiedzona grota Lub kwiat jeszcze nie znany, lub muszla co rzadsza - I na wszelki przypadek wtórego żywota Duszę swoją w te dziwy chętnie zaopatrzą... On tu przyszedł sam przez się, by własne szaleństwo Karmić strawą najlepszą na ziemi i niebie - I nad brzegiem przepaści wytańczyć dla siebie Jeden lęk drogocenny lub niebezpieczeństwo!... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:48 Pantera Ani mię zgnębią zórz krwawe zawiście, Ni złote groźby słoneczej potęgi! Grzbiet mój w złość słońcu czerni się plamiście W przeciwsłoneczne, przeciwzłote pręgi!... Gotowam słońce rozszarpać na ćwierci! Na ziemi - ryk mój, milczenie me - w niebie... Z nieznanych światów czaję się na ciebie Ja - rozpląsana dookoła śmierci! Przeciwzłocącą się - porwij w ramiona, Bym z ciebie życia wyżarła niemoce, Bym czuła nozdrzem ten szał, że ktoś kona W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę! W róże mię uwieńcz, w zmierzch winnicy prowadź, W pałaców głębie - na marmur i kwiaty, Gdzie win purpura i śmiechu szkarłaty Chcąc falę życia od dna rozfalować! Wśród dziewcząt -jedna jest tylko w żałobie, Niepewna losu... zapatrzona w cienie... Jej ciało - biały sen o samej sobie, Tym snem objęta - czeka na skinienie. Rzuć ją w mą żądzę, w puchy mego łona, Na okamgnienie - nie na długie noce, Bym nozdrzem czuła szał, że miłość kona W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!... Ten, kto mię stworzył dla krwi i pieszczoty, Dał mi skok zwinny, co w śmierć mię przerzuca, Kły moje wygiął w kształt własnej tęsknoty I własnym rykiem natężył me płuca! On we mnie ryczy, szaleje zbłąkany W moich żył sieci i kości gęstwinie! Raniąc mię, sobie zadaje te rany, Które mi w gniewu przeznaczył godzinie! On razem ze mną hen - w dzikim ostępie Z wiecznym się głodem w zapasach szamoce, A ja z nim wspólnie zmorę życia tępię, I z nim się wspólnie słońcu przeciwzłocę! Kimkolwiek jesteś - czy Lwem niewidzialnym, Czy wszechobecnym raczej Jaguarem - Węszę twe tropy w błękicie upalnym I kuszę ciała wonnego wyparem!... Wyjdź na swe żery z jaskini lazurów! Otom - gotowa!... śnij uczty weselne! Chcę być radością dla twoich pazurów, Chcę krwią upoić twe kły nieśmiertelne - I chcę cię zdradzić, gdy przywrzesz do łona, Pokąsać w strzępy twą wieczność, twe moce, By chłonąć nozdrzem ten szał, że Bóg kona W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:49 Bajka indyjska Sandałem wonny i brązem ciała, wjedwabiu szat, ten Jedyny perłami w uszach dźwięczy przy tańcu i depcze kwiaty bez winy. Hari na łące w rozkoszy śnie tańcząc przetańcza noce i dnie. Drżącą zagrodą ramion otoczy kochanki pierś, krąg księżyca. Oddechem słodszym niż kwiaty tila usta kochanki zaszczyca. Tysiąc bajader przed nim się gnie, kołysząc ciał swych palmowe pnie. Bażanty w kratę złotą z niebieskim słuchają brzmień czarofletni. Bóg się rozpasał w kole kobiecych brzuchów, wiosennych i letnich. Hari na łące w rozkoszy śnie tańcząc przetańcza noce i dnie. Piersi wzburzone, białe z tęsknoty, wznoszą się w krąg Jedynego. Hari, Gowinda, Madana, Kama - oto imiona są jego. Tysiąc bajader przed nim się gnie, kołysząc ciał swych palmowe pnie. Słonie podchodzą, wiankiem stanęły wśród gąszcza drzew Wrindawany. Wąż objął szyję skwitłej Keatki, kołysząc się zasłuchany Hari na łące w rozkoszy śnie tańcząc przetańcza noce i dnie. Mnie jak malajską stokrotkę tańcem wdeptali w grunt i murawę Mnie jak gazelę młodą spłoszyli, wpatrzoną w boga Madhawę. Tysiąc bajader przed nim się gnie, kołysząc ciał swych palmowe pnie. Na sercu bóstwa, w rękach miłości, innych się krew rozsłodycza Snieżnozębaty nie raczył ku mnie zwrócić lotosu - oblicza Hari na łące w rozkoszy śnie tańcząc przetańcza noce i dnie. Zadeptał nogą w górę wzniesioną, sklepioną w łuk na podbiciu. ramion fontanny, oczu lotosy i usta słodkie w użyciu. Tysiąc bajader przed nim się gnie, kołysząc ciał swych palmowe pnie. Wdeptał w proch ręce, srebrne piersi jak śpiew powstrzymany i tańczy na mnie, obce całując kolana, swój taniec boga Madany. Hari na łące w rozkoszy śnie tańcząc przetańcza noce i dnie. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska "Świat" 1929 nr l Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 24.08.03, 00:50 Schadzka Czy nie słyszysz, jak obłok porusza się senny? Jak noc cisza pogłębia dna ciekawy strumień? A w alejach szeleści niepokój płomienny Księżycowych powikłań i nieporozumień... Śpiesz się, dziewczę spragnione pieszczoty bezkresnej! Śmierć i miłość zna tryumf umówionych godzin! Twój kochanek cię czeka od dnia swych narodzin, Wierny tobie współtrwogą, tęsknotą - rówieśny! Niech twe lico dla niego zakwitnie różowiej, Niech osłabną ramiona, białych piersi stróże! Burza włosów upojnych marzenia mu owiej, By miał w życiu tę jasną nie wrogą mu burzę! Lecz nie nie mów o sobie - czemu tak nieznana? Skąd przybywasz i dokąd odejdziesz za chwilę? I dlaczego twe nogi tak we krwi i w pyle, Że całować je mało od nocy do rana? Ani jego nie pytaj, dlaczego spotkanie Tak opóźnił? Dlaczego oczyma nie śledzi Twych oczu? I czy kocha? Bo wszelkie pytanie Jest wrogiem mimowolnym własnej odpowiedzi!... Milcz i całuj! Milczeniem pieszczota się krzepi I niezgorsze wesele tkwi w dobrej żałobie! Wszak nie można się kochać żarliwiej i ślepiej Jak tak właśnie: nie nie wiedząc o sobie! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Drzewo przy drodze 24.08.03, 21:22 Drzewo, całe oblepione drobnym cierpkim owocem, stoisz tuż przy tej drodze, gdzie przebiegam tak często nocą. Piaszczyste tamtędy pociągnięte koleje, niedaleko rozłożysta wioska bieleje. Wartko rzeka niesie skoszone trawy i stadka gęsie i kacze... Wydzieram się z ciała, biegnę tamtędy, obejmuję cię, znajoma jabłonko dzika, i płaczę. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Urocznica 24.08.03, 21:25 A jaka jest, kiedy zasypiasz?... Różowa, różowa, jak niesłychana suknia, jak kora sosnowa, jak małe ręce migotliwe, pieszczotliwe... jak blade usta, nareszcie szczęśliwe... A jaka jest w tańcu?... Jak płomyk na głowie. A jaka - kiedy kochasz?... Tego się nie wypowie! Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Tanecznice 24.08.03, 21:31 "A czy będzie cztery, pięć, dziesięć, dwadzieścia tysięcy?" "Będzie więcej, będzie więcej! Mrugające oczy zasłonią, zaciemnią powietrze, a od stopek wiewających murawy staną się bledsze, kwiaty się połamią pod ciężarem oddechów, ciężkich od oczekiwania." "A czy będą skrzypce grały?" "Będą grały do rozstania jak do śmiechu, jak do łkania, jak złotą nitką po wstążce zielonej, jak przez słoneczne struny latający ptak czerwony... Będą grały, zamierały, całowały, dotykały... całowały, dotykały." Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Miłość i obecność boża 24.08.03, 21:40 Nie wiem, czyli w szatana jestem sferze, czy pod cieniem krzyża! Miota mną prąd dwojaki - dźwigająca fala, która mię do miłości i do Boga zbliża, i odpływ, co od Boga i od ciebie mię oddala, najmilszy mój, od Boga i od ciebie mię odpycha i zasypia... I z falą martwą razem jak płaz jestem cicha. Jeśli boża obecność w nas jest tym, co ma nas zbawić, jeśli jest iskrą, która nas rozpala, jeśli jest duchem, co nami oddycha, jak może w obecności tej chorzeć i krwawić niedoskonały twór, dziedzictwo sprzed potopu, miłość, ostatnie z monstrów pozostałe pod błękitem stropu. Lecz jeśli w tępym śnie zmysłów i ducha z zaświata jedna miłość jak źródło wybucha, jeśli w pustce zarosłej sennością i zielskiem ona budzi człowieka wołaniem anielskiem, jeśli dzięki niej w głębi grubych kości i krwi gęstej zwierza nadprzyrodzonym biciem głos boży uderza - jak może moc ta, jakimkolwiek odezwie się echem, być nie porywem ku świętości, ale grzechem? Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 26.08.03, 01:37 Mak Za chruścianym stanęła witakiem. A boginiak już czyhał za krzakiem Pogiął kibić, zagarnął twarz białą I mięśniami pościskał jej ciało! A ty śpiewaj, śpiewulo - A ty zgaduj, zgadulo! I mięśniami pościskał jej ciało. Tchem się swoim do tchu jej przedostał. Dreszczem nagłym dreszczowi jej sprosta Sponiewierał wargami w ustroniu. Obezdolił pieszczotą na błoniu! A ty śpiewaj, śpiewulo A ty zgaduj, zgadulo! Obezdolił pieszczotą na błoniu. I wykochał jej nogi i ręce. I Wykochał oddechy dziewczęce. I z chichotem odrzucił na siano Tę dziewczynę, przez niego ospaną! A ty śpiewaj, śpiewulo - A ty zgaduj, zgadulo! Tę dziewczynę, przez niego ospaną. "Dokąd pójdę - na które cmentarze? Jak się Bogu na oczy pokażę? Ni mi klęknąć na grzeszne kolano. Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną." A ty śpiewaj, śpiewulo - A ty zgaduj. zgadulo! "Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną". Wsponinając jego wargi ssące. Mak czerwony zerwała na łące. Pełna lęku i wstydu, i zmazy. Przeżegnała się makiem trzy razy! A ty śpiewaj, śpiewulo - A ty zgaduj, zgadulo! Przeżegnała się makiern trzy razy. Rozewrzyjcie na nieba rozstaju Wszystkie wrota do mego wyraju. Bo ja w niebie dziewczynę mieć muszę Tę, co makiem przeżegnała duszę! A ty śpiewaj, śpiewulo A ty zgaduj, zgadulo! Tę, co makiem przeżegnała duszę. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:38 * * * Dłoń zanurzasz w śnie, W zagrobowym cieniu. Nie znajdujesz - mnie, Wołąsz po omieniu! A ja - leżę tu, Gdzie ma być nas - dwoje... Brak mi tylko - tchu, Oto - ciało moje... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:39 Tarcza Prócz mnie - nie będziesz miał oblubienicy, Prócz mnie - nie ujmiesz innego zwierciadła. Byś w nim się własnej odeśnił źrenicy, Do mosiężnego podobien widziadła! Żadne ci dziewczę różanym brzemieniem Kruchego ciała - ramion nie obarczy Ni warg znikomym nie skala imieniem - Rycerzu! wiernym pozostań swej tarczy! Ja ci przechowam, odbite w mym łonie, Doliny, góry, jeziora, niebiosy - Ja wrażych mleczów pogróżki i ciosy W spiżowe hymny dla ciebie rozdzwonię! Twój sen lękliwy uzbroję swą chwałą. Aby mógł śnić się bez trwogi, bez skazy! Obronię ciebie miłością wytrwałą Od złego ognia, od rdzawej zarazy! Obronię ciebie od wszelkiej tęsknoty I od uroku zatrutych strumieni - Od burzy czarnej, szkarłatnej i złotej, I od tej, co się po grobach zieleni! Od niepamięci błękitnych pocisków, Których się orły w niebie nie ustrzegą! Od zemsty bożej, od ciebie samego I od mych własnych ku tobie rozbłysków! A gdy już w ciszy, pod moją obroną, Pierś twa dojrzeje w kw^iat wielki i wonny, Wtedy jej żadną nie kalaj osłoną I bądź mi - nagi, i bądź mi - bezbronny! Nie poskąp krwi swej ni serca, ni ciała Pazurom bogów, aniołów lub sępów! Nie wzbraniaj światu, co tęskni i pała, Nieprzeliczonych do duszy dostępów! Choćby cię zgrają opadły zaciężną Wylęgłe w słońcu upiory i płazy, Ty - pierś, śpiewowi na wieki przysiężną, Odsłoń na ognie, na rdzawe zarazy, Odsłoń ją nagle na wszelka tęsknotę I na uroki zatrutych strumieni, Na burze czarne, szkarłatne i złote, I na tę, co się po grobach zieleni!... Na odtrąconych ukochań powrotność, Na różobrańczą wichury swawolę, Na wrzaski orle, na żądze sokole I rozszalałą istnienia samotność! Często o tobie sny miew am mosiężne I o tej chwili - i mojej, i twojej - Gdy bezbronnością wyzwoleń ze zbroi, Dosięgniesz tego, co nie jest dosiężne! Gdy żaden odzew prawdziwy lub mylny Nie ujdzie twojej stubramnej gościnie I gdy świat cały, ku tobie pochylny, W zaświecić twoim, jak w morzu, zaginie! Gdy spłonion ku mnie zniechęcą słoneczną I przytakując zadumie brwią ciemną, Mnie - już spełnioną, czarownic zbyteczną - Ciśniesz o ziemię w niepamięć nikczemną! A ja się z jękiem u stóp twych rozpadnę Na ognie błędne, na rdzawe zarazy, Na dzwonnej śmierci ostatnie rozkazy I zanieśpiewań lamenty kaskadne! Na wszelką niemoc, na wszelką tęsknotę I na uroki zatrutych strumieni, Na burze czarne, szkarłatne i złote, I na tę, co się po grobach zieleni!... Na mchy i bluszcze, wypełzło odziemnie Ku podeptanej mych spiżów ruinie, l na to wszystko, co zginać ma we mnie, I na to wszystko, co w tobie nic zginie! Bolesław Leśmian [prwdr. "Chimera" 1907, t. X, s. 28/30] Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:40 Schadzka spóźniona Pójdziemy śladem cienia i szelestu Po ścieżce, która wzdłuż rosą połyska. Popod drzewami sztywnego agrestu Pachną na słońcu świeże kretowiska. W powiędłych liściach, pokurczonych chłodem. Lśnią srebrne resztki wczorajszej ulewy, Nad zapuszczonym od dawna ogrodem Słychać gawronów trzepoty i śpiewy. Obok jabłoni - przypadkowa sosna Swe igły w bladym zanurza błękicie. O, jakże prędko przeminęła wiosna Pozostawiając przelęknione życie! Coraz to mocniej otulasz się w chustę, W której pierś twoja jak w gnieździe się chowa. Trzeba nam było rzec dawniej te słowa, Co dzisiaj zabrzmią - spóźnione i puste! Trzeba nam było spleść dłonie uparte I z zamkniętymi iść w słońce oczyma! Dzisiaj te oczy zostaną - otwarte, Dzisiaj się warga w pół drogi zatrzyma... Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:41 O zmierzchu Gdy zmierzch na oknie naszym już dosięga kwiatów, My, w cień wspólny związani na znajomej ścianie - Myślami do dwu rożnych odbiegamy światów, Dłońmi zwarci w tym ziemskim, jak na pożegnanie. Wędrówka myśli naszych, stroniących od ciała, Każe pod grozą straty trwać w znieruchomieniu - Dech przy tchu, skroń przy skroni, ramie przy ramieniu, I unikać wszystkiego, co szumi lub pala... Czuję ucho twe miękkie - zgrzane przy mym uchu, Lecz go nie śmiem ochłodzić wilgotnych warg brzegiem, By dreszczem nieobacznym lub pieszczot zabiegiem, Nie skłócić nabytego od zmierzchów bezruchu. Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:42 Dziwożona Co sto lat tu zlata ptaszek, Złoty ptaszek, Gregoraszek, Puka w dąb: niech w dębu szparze Dziwożona się pokażę! Stuk, puk! z dziupła wypłoszona, W świat wybiega Dziwożona, O, już tańczy zwijanego. Gonionego, wyrwanego. Leśnej bajce dając wątek. Pośród modrych tańczy łątek, Gra jej ciepła trzcin muzyka, O, ucieka już, już znika. Pobiegnijmy za nią w ślady, Na wywiady, na wybadv, Zanim dąb się zamknie za nią, Za tańczącą Złotopanią! Bo ptak złoty lubi zwlekać, Więc sto lat będziemy czekać, Na drzwi dębu otworzone Znów pokażą Dziwożonę. Bolesław Leśmian J. Balicki i S. Maykowski, Mówią wieki, cz. II, Lwów 1934 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:43 Ubóstwo miłości * * * Rozchwiane brzozy nad rzeki błękitem Zieleniejącym zwieszają się cieniem - Słońce, złocistym wabiąc oddaleniem, Wyiskrza fale rozproszonym świtem. Trzciny szeleszczą najeżonym szczytem, Echo mej duszy, owiane westchnieniem, Ginie hen - w dali - pod samym sklepieniem!... Serce drży cicho jak kwiat przed rozkwitem... Marzę, wpół leżąc na polnej przestrzeni Pod lazurową nicbiosów altaną, Która się gubi w gęstwinie promieni Jak w gęstwie bluszczów... Falą rozszeptaną Powietrze spada na oczy i skronie, Ach! i na serce, co w zieleni tonie... * * * Oko się własnym patrzeniem napawa, Wzrok, ni to ptaszę, leci spod powieki, By siąść na dębie, co szumi - daleki - I na tle nieba postać swą wykrawa! Nad widnokręgiem chmurka wisi mgława, Ukoralona łzą słonecznej spieki. Po morzu trawy smug się kładzie lekki, Niby przed chwilą płynęła tu nawa... Każdy kwiat drobny, chwiejąc się w milczeniu, To w cień się czerni, to w blask znowu śnieży - A na przejrzystym kwiatów podniebieniu Olbrzymia perła rosy ciężko leży. I jeno czasem przelotne motyle Na szarfie słońca zawisną przez chwilę... * * * Zaprawne ciszą, od górskiej przełęczy Płyną wietrzyków woniejące duchy I jeno jakiś liść, przedwcześnie suchy, Zadrży, migocąc kolorami tęczy. Orkiestra szumów w takt serca mi brzęczy! To - pszczoły pędzą strzelistymi ruchy Na rośnych kwiatów tajemnicze puchy! Gdy która siądzie na kwiat, rzekłbyś - klęczy... I rozpierzchnięte po szelcstnym lanie, W złotych futerkach kryjąc skrzydeł żagle, Piją sok wonny. Owo - miodobranie! Czasami jedna wzwyż pofrunie nagle I tak w powietrzu zazłoci się właśnie, Jak drobny płomyk złocisty, gdy gaśnie! * * * I naraz w oka mojego bezdrożu Dziwnie błysnęły wędrujące pszczoły, Jak jakieś pszczelne, złociste anioły, W nieskończoności niknące bezdrożu!... A kwiaty - łodzie na zieleni morzu, Ładowne w puchów najsłodszych popioły, Szepczą z uśmiechem i łzami na poły: "My - łodzie, łodzie więdnące na morzu!" Na to wietrzyki: "My - wasi żeglarze, Wieczni tułacze w pól smętnych obszarze!" I słońce rzecze w bezdennej otchłani, Zbroczone strugą zranionego złota: "A jam - tęsknota, jam - wasza tęsknota! Złocisty sztandar w błękitnej przystani!" * * * I oto łąka w dal zafalowała, Chwieją się dębów zielone bandery I, zda się, jakieś niewidzialne stery Głąb traw nurtują, aż drży ziemia cała! Módl się! Godzina objawień nastała! Tam - z krańców łąki, skąd lasów chimery Z piersi ogromne wyrzucają szmery, Wybiega nawa, od słońca aż biała! A ta, co żagiel trzyma w swojej dłoni, Ma aureolę promienną na skroni! I łódź szelestów rozbrzmiewa się echem I traw zielone kotłuje odmęty! Zdyszany anioł - pędzi żagiel wzdęty! Kwiaty się chylą pod jego oddechem... * * * Bieg wciąż się zwalnia... żagiel już nie dysze... Stanęła drżąca! Na złotym pokładzie Widzę ją! Dłonie na piersi swej kładzie I razem z łodzią blada się kołysze! Widzę ją - głos jej za chwilę usłyszę... Promienie włosów wiążą się w nieładzie W krzyże i koła i, jako w kaskadzie, U stóp - spokojne wpływają już w ciszę... Piersi jej glorią promienieją świętą, Broni je tarczą zawstydzonej dłoni I patrzy na mnie źrenicą przymkniętą, Która spojrzenie, jak łzę marzeń, roni. Znam cię i niechaj wola twa się czyni, Pani serc naszych. Miłości bogini! * * * I wyszła z łodzi - łódź osierocona, Jak pierś, gdy dusza nagle ją odleci, Cicha, bezduszna spoczęła wśród kwieci, Cicha, bezduszna i tęskna... a ona Od żaglowania różowe ramiona Wplotła w warkocza pozłociste sieci I szła, i nagle, jak ptak, co nie leci, Tuż się koło mnie wstrzymała - zjawiona! I tak tu stała - blada i okuta W złote kajdany własnego warkocza! Serce mi drżało i była minuta Dziwna, tajemna, straszna i urocza, Gdym ujrzał, pełen słodkiego zdumienia, Ze ona w oczach moich się przemienia! * * * I coraz inne postacie przybiera Tych wszystkich, którem ukochał na wieki, Widzę ich piersi, usta i powieki, Każda z nich, milcząc, ożywa - umiera, Każda z nich inne ramiona rozwiera, Każda inaczej patrzy w świt daleki, Innymi łzami - falą innej rzeki - Ku brzegom wspomnień uderza i wzbiera! Każda mi niesie nowe pieszczot czary, Nowe rozkosze i nowe nadzieje! I tak przechodzą te anielskie mary, A każda jeno przez chwilę istnieje. I znika - razem smętna i weselna... Sama bogini trwa, bo - nieśmiertelna! * * * Więc ją chwyciłem w szalone objęcia, Więc spróbowałem warg jej swymi wargi, Więc jej szeptałem tęsknoty i skargi, I wszystkie serca mojego zaklęcia! Jak ten, co czuje dreszcze wniebowzięcia, Tak jam wyczuwał tych pieszczot zatargi, Gdy od warg moich odrywała wargi, By znów je oddać przez włosów opięcia! Aż wpółomdlała, rozkoszą zatruta, Znicruchomiona, bo uściskiem skuta, Piersi mi boskim paliła oddechem! "Mój ty - śmiertelny!" szeptała z uśmiechem I tak pieściła, aż mi piersi zbroja Pękła, i wołam: "Nieśmiertelna moja!" * * * A ona, moim więziona ramieniem, Coraz innymi kształtami rozkwita, Coraz to innym wzrok mój ogniem świta I coraz innym pieszczę ją imieniem! I wiem, że nie jest prochem albo cieniem Ta pierś jej zmienna, wargą mą zdobyta! Dłoń ma co chwila w roztęsknieniu chwyta Jej dłoń wciąż innym ozdobną pierścieniem! Tak tulę mary, zaledwie uchwytne, Całuję ciała znikome, ogniste I oczy czarne, to znowu błękitne, I włosy czarne, to znowu złociste! Tu - marzeń moich, snów moich ostoja! "Mój ty śmiertelny!" "Nieśmiertelna moja!" * * * I nagle, tętniąc krwią, widzialną w skroni, Jako wąż z krzaków, z ramion mych wypadła Wyprostowana, ponura, wybladta, Cała w warkocza złocistej ustroni! Koło niej blaski fruwają po błoni I różnobarwne motyli widziadła, Nad nią - niebiosów błękitne zwierciadła I chmur obrazy w ich błękitnej toni! "Pragnęłam - rzekła - spowiedzią wzajemną Rozjaśnić dusze, zanim w bólu posną - A od twych pieszczot aż w oczach mi ciemno, A od twych szcptań aż w sercu mi głośno! Nędzniejsza jestem od własnego cienia!" (Tak mówiąc, w oczach moich wciąż się zmienia!) * * * "O! płyń na marzeń rozognionej fali I szukaj słodkiej bachantck nagości! Nic naszej piersi bogowie nic dali, Ach! nic nie dali prócz tylko miłości! A tej miłości - tej perle jedynej, Co ma zastąpić wszystkich snów klejnoty, Nic już nie dano z niebieskiej krainy, Ach! nic nie dano prócz tylko pieszczoty! Więc ty, gdy staniesz u miłości proga, Nimfo serc ludzkich, mów: "0tom - uboga!" I ty, przed miłą gdy zginasz kolanu, Mów jej, strwożony bezmiarem tęsknoty: "Niebo chcę posiąść! Lecz nic mi nie dano, Ach! nic nie dano prócz tylko - pieszczoty!" * * * "Otom - uboga, ścigana męczeństwem, Ubóstwo moje - najcięższym jest grzechem, Jest - dusz cierpieniem, kochanków przekleństwem I rozczarowań bezowocnym śmiechem! Otom jest zmienna jak wąż ideału, Co gryząc serce, z piersi się wymyka! I otom wieczna jako skrzydła szału, Goniące marę błędnego ognika! Kochaj mię! Całuj, jak grzesznik wyklęty, Zjawioną szatę bóstw nic istniejących! Kochaj nic tylko szałów mych odmęty, Burze mych zjawień i pieszczot gorących, Nie tylko ramion splecione powoje, Lecz zmienność moją i odejście moje!" * * * "Odchodzę... w słońcu wieczór się czerwieni. Odchodzę... łąka w stronę zórz się chyli, Fi[j]olct drży już na końcach promieni, Gniazd szuka stado bezdomnych motyli. Odchodzę - za mną pójdzie serc tęsknota, Załamująca dłonie swe urocze, I pójdzie mara rozczarowań złota, Cierniami czesząc skrwawione warkocze! I sen twój blady, i sen twój skrzydlaty, Co płynie w górę i w pierś Boga wnika Jak anielskiego hymn modlitewnika, ' Sen twój przez jary, strumienie i kwiaty Też pójdzie za mną, za ócz mych skinieniem, Jak motyl wierny za słońca promieniem!" * * * I wnet umilkła - a łódź, jak pantera, Skoczyła ku niej w nurt zielonej rzeki I na grzbiet wzięła, by nieść w kraj daleki! I westchnął żagiel... Zorza z chmur wyziera - A ona ks Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:45 Poranek Kto na Święta Zielone, dal kusząc, rwie kwiaty - Mówią o nim: "Deszcz zrywa!" - że niby to właśnie W ślad za kwiatem - wszemrany w pijanych wód baśnie Deszcz nadbiegnie - wesoły, kropliście skrzydlaty! Miedzą w zieleń idziemy. Najskrytszym źdźbłem dłoni Wzywaj się w kwiat, oślepły od słońca i rosy! Deszcz zrywamy! Pod wierzbą przykucnął wiatr bosy! Ciszom, spadłym z zaświatów, do ucha świerszcz dzwoni! W trawie - świateł, wznak ległych, czujne próżnowanie... Deszcz zrywamy! Dość westchnąć, a śpiew się już słyszy! Spójrz w obłoków różowe w niebie pączkowanie, Gdy ich ruchom - barw zmiana, niechcąc, towarzyszy... My dwoje - iluż dalom stąd widni i światom! Któryż z rzędu nam błękit uderza do głowy? Zrywamy deszcz! Idź wolniej i śnij się tym kwiatom... Deszcz zrywamy! O, dłuż ,się, poranku czerwcowy! Bolesław Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:46 Park w śniegu Przytłoczon śniegiem i miesiącem, Park srebrno kwitnie na obszarze, Aleje idą w świetle drżącem, Jak marmurowe korytarze, Szlaki na białym śnią postaniu, W wiecznym błąkają się rozstaniu!... Jak czarodziejskiej rzeki dno, Park głębin swych rozwiera świat! Po drzewach błyski pną się, pną, Srebrząc zmarzniętej rosy grad! Na ziemi cień - stubarwny cień, A na księżycu - biały dzień! Śród drzew ustronia puste wiszą, Jak jakie wyspy powietrzane. Gniazda bez ptaków się kołyszą, Zsypując bladą śniegów pianę, A pustych ławek szereg długi Stoi, wiązany w blasków smugi! Zda się, za chwilę świt zapłonie I pusty ogród się zaludni, Zaszumią gniazda i ustronie, A każdy kąt, jak most, zadudni, Z hałasem, śmiechem poprzez wrota Szatanów ciżba wpadnie złota! Lecz głucho w krąg - i mrok, i chłód, Milczący blask i niemy czar. Nie skrzypnie rdza odwiecznych wrót, Nie zagrzmi śmiech wesołych mar; Na ziemi cień, stubarwny cień, A na księżycu biały dzień. Bolesław Leśmian "Nasz Kraj" 1907, t. III, z. 15 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:48 moje zaduszki wyprowadzam królów szeregi mają szaty zorzanozłote ja nad falą ładogi oniegi zluite szaty fałduję młotem przeznaczenie to moje umarli wam krokami pożarów grać aiunie wzywać na grobów darni słów muzyką ku wam je gnać a w tym kraju inaczej świta łuski wodne u kryp się łamią gwiazdę bladą przez kraty widać glosy fabryk ramią i kłamią o piwiarnio w której się budzę obnażane konary lip ci pijani ubodzy ludzie dorożkarska szkapa u szyb wolno kładę na kartach rękę trudno śpiewać śpiewaniem pisać zziębli z torów zbierają węgiel węgiel brudzi listopad liszaj lepię tęcze na rudej darni królów gonię na złoty bieg to co stworzę wesprzyjcie zmarli może przetrwa i nas i brzeg Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:49 narzeczona wszedł na fale tucznik jutrzni pięść wparł w głąb ściakal długo zlotą strugą migotał w łuskach w ciemnym złocie liśćmi ociekł jak strugą dąb w ciemnym świcie wichru wyoie i pustka a cóżeście to tak wodę zmącili czemu kuźnia pod dębami nie dzwoni noc zesuwa się niebieska jak kilim w czarnym krzyku gniazd wronich wychodziły białe chaty na ług jeszcze stoi wielka rosa na ziołach wyjdźże młoda przestąp próg spojrzyj w ranek malowany spojrzyj bystro dokoła ukochany nie wołaj mam na oczach marę senną piękniejszą a cóżeście to tak dymy rozwiedli że w ainosd tej nie widać wsii cdiej świtam rankiem słońce sunie spod jedlin jak twarz moja zuchwałe ustawiały się rzędem ploty chochołami róż kołysał zły wiatr wyjdźże młoda na jehianne zaloty spojrzyj chłopak u ściany ozarnooki czeka swat ukochany me zaloty sen tęskliwy mara której nie znasz Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:50 ta chwila ręko smagła otwórz okno dnia z podwórka utocz i nalało się jak w dzbanek soku godzina zimnych oddech gęstwin równomierny deszczu tupot przyspiew rynny to jest w kuchni dom na pradze niedaleko remiz tramwajami co za ozarwień ulice się dławią a zły odblask bije zorzą po kamieniach i doszoz i doazcz i doazoz i doszcz i deszcz oczy patrzcie senna topiflł szyby w siwym dreszczu tęczy szabla kropel magia chmur ciężkie delfiny upadają na twarz ziemi cieniem wieszczym srebrnym hymnem srebrnym hymnom doszcz i daszoz i doszcz i deszcz Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:51 toruń tu tyle lip gubiących kwiat taki zapachów odmęt wieże w księżyou srebrne pochodnie na kościołach podobnych do tratw odptywa miasto pod niebem z ciemnego szkła popychają je strzały na czarnych tarczach zegarów cisza i mgła i obłok także płynący do nocnych jarów falują gotyckich okien szramy które odbłysk na kratach rozgwieżdża suną ceglane mury bramy jedna schyliła się nawet jak maszt w bramach Wisła na przestrzał brzeszczot to srebrem chłodny rzuciła go po ciepłym dniu otarłszy ostrze o zmierzch i o ruń rzuciła go wiosenna noc pogodna sobie do nóg pod toruń Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:52 Knajpa Tłumnie mijały się auta cętkowane kręgami lamp wracano z rautu Nagie ramiona w bransoletach pochylały się nad brukiem równolegle poziomo i w ukos z gestów dam wynikało że chcą spędzić wieczór w gabinetach pić wesoło i długo Błysła zabawa Nie było gwiazd nic wiadomo było czy noc już schodzi w czterech jedwabnych ścianach nie ma ulic miast nikt nic przechodził Głosy w pijaństwie gasły głaskały się coraz dalej smukły pan całował ażurowe pantofelki jedna para tańczyła spadała komenda pij nalej z ust panienki w sukience lila gulgotały nad kieliszkami butelki Nagle zaczęły się przesuwać kąty gabinetu żeby nie upaść musieli usiąść czarne nocne okno błądziło ze ściany na ścianę kwadraty posadzki goniły za daleką metą wydęte banie portier wirowały nad stołów oceanem Usiedli usnęli gabinet jak wagon pomknął ku świtowi głowy pijane odrzucili w tył żyły im nabrzmiewały krwią i alkoholem a z niemocy tych głów z gorączki żył realizuje się fantom-Golem Byłby może zmiażdżył tę gromadę ale oto w liryce dalekiego tanga zaczął warczeć codzienny motor zmieniło się niebo blade w jaskrawy prześwietlisty hangar Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:53 wąwozy czasu siedemnastego maja o siódmej godzinie złoty wieczór się kładzie na siwym lublinie lampy na smukłych słupach biją jak wodotryski płynące złotem szemra o zachodzie okna ulic klingi placów regularne dyski futra skwerów zlał blask tego ognia tak w śródmieściu się pali dzień dogasający inaczej tu o milę od murów za sitowiem zapada słońce jak ciężka szala wagi na której zmierzch urósł czas wieczność czasu szare wąwozy czasu czas ścieka w kroplach urasta otchłanie zapełnia wieje chaosem rzeczy co są lecz się topią w obłokach oiapłych noc dzień przepadły zupełnie półbrzask jedynie wisi mętny szary popiół obrazy marcoussisa pionin sen kruk sztandar świeca morze pociski przyjaciółki ukłon katalog róg ulicy pieśń mej matki żandarm wszystko hurgoce w chmurach mgieł sztywnych jak sukno krzyczący wir wybuchem znienacka uderza wir niepokoju powstał może z przeczytanych książek zagmatwał strugę czasu spruł ją wskroś i przeżarł szczelinę wydrażył przez ręka wiru smagła uczyniony wytom widać jak w teleskopie gwiazdę to co było z daleka namiot cyrku z bliska transatlantyk zasłonił nieba niebieski fajans od ryku osypały się urwisk żółte kanty mastodont stąpa zagniewany rozpycha wieczór skórę tak wieczorem chłodzi nagle zwinęły się liście paprotne po gajach zaszumiały piana to nic to ta chwila odchodzi w chmurnej szczelinie inna sprzed tysiącoleci pyłem drobnym jak petit na szpaltę nadleci wiatr nurt zgrzebny dymem odurza gwiezdny jakże piękny jest ognisk purpurowy żużel za obozem kołysały się wzgórza grzbietami wielkich wołów drewniane niezdarne łamały szuwar koła i tu chaos mosiężne ręce miecze karki naszyjniki z krzemieni oczy w ogniu jarkin. oto burza postaci w skórach i kożuchach stosy rozbijające płomieniami łun nów aż znowu zaszumiało w szumach pólbrzask bucha pochłania miękka paszcza obłoku tłum hunnów potem się w nowych światłach powoli rozchyla ) jak balon nad miastem niedawna tkwi chwila muł w rzekach kolczastego drutu wśród bomb ginących twarze zluszczyl je ból jak belki łuszczy płomień w pożarze ziemia i pułki butów dnie stojące na płytkich okopach mitraliez kaszle i świsty na ogniach nocny popas niebo ogniste miasto mdlejące przestrzeń która rzyęi armaty rozpalone rwące się z uwięzi w ogniach nicość nagle odmęt białawy zawrzał w glos zanucił jeslesmy pod lublinem który zorzą plunie dzień dzisiejszy powrócił powrócił jak syn marnotrawny ucałujmy jego skronie bo gdaic spojrzeć jak dawniej budynki w oddalaniu lśniące a tu o milę od murów za trzciną i sitowiem zagubią sic słońce jak ciężka szala wdgi na której zmierzch uróst czas wieczność czasu szare wąwozy czasu czas wizje nie nasycają są zawiłym haftem czy z tego alfabetu co będzie odczytam po cóż czytać i tak wiem chyba to jest prawdą pytania odpowiedzą brzmią jak odpowiedzi pytań Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:54 Modlitwa żałobna że pod kwiatami nie ma dna to wiemy wiemy gdy spłynie zórz ogniowa kra wszyscy uśniemy będzie się toczył wielki grom z niebiańskich lewad na młodość pól na cichy dom w mosiężnych gniewach świat nieistnienia skryje nas wodnistą chustą zamilknie czas potłucze czas owale luster Póki się sączy trwania mus przez godzin upływ niech się nie stanie by ból rósł wiążąc nas w supły chcemy śpiewania gwiazd i raf lasów pachnących bukiem świergotu rybitw tnących staw i dzwonów co jak bukiet chcemy światłości muzyk twych dźwięków topieli jeść da nam takt pić da nam rytm i da się uweselić którego wzywam tak rzadko Panie bolesny skryty w firmamentu konchach nim przyjdzie noc ostatnia od żywota pustego bez muzyki bez pieśni chroń nas. Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:55 wigilia kolędo czarujesz a łowisz jak niewód a rośruBsz jed liczny a żywiczny bór jak nadaiśmy cackom i świeczkom i drzewu co z gęstwin przybyło w zieleni piór lulajże Jezuniu lulajże lulaj a ty go Matuniu w płaczu utulaj królowie i święci w kamiennych portalach czuwają noc każe natężyć słuch muzyką syknęło z wysoka i z dala zachrzęścil jak perły pierwszy ruch lulajże Jezuniu widziadło śnieżycy wyszydza to świszczę dłoń trędowatą raniące o głóg Wiesz w łunie wigilii śpiewają chórmistrzc krzewino zaiste zrodait się bóg lulajże Jezuniu lulajże lulaj ty nigdy nie będziesz chodził o kulach ach ślepi ach głodni nakryci gu/etą po bramach śpią ludzlie centurie chór im sianem stajenki jest asfalt i beton z ciał niożna ułożyć piękny wzór lulajże człowieku lulajże lulaj ulubione pieścidełko samotności Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:56 ze wsi tych kijanek tych praczek u potoczka kujawiak kujawiaozok siwe oczko śpij bura burza od boru i jak bór dudni piorun rzucili na wodę zlocisty kij pogryzł deazicz widnofcręgi niedobry pies w glinie zburzył krople rude mokra wťe& wieczna wSe§ tafcie dno zielonego świata znad wisien ozeresien zmyło blękit spij dziecko niazabudok no śpij w okno patrzysz a po cóż to znasz niepogoda na uwroaiu opłakała trawkę mam ja za obrazom grający kij mam ja ligawkę kujawiak kujawiaczuk w muzyce śpij Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:57 Dawno już ucichł Dawno już ucichł złoty kogucik i królik biały kwiatów nie depcze. Ogromna Wisła pod niebo wyszła, z gwiazdami szepcze... Gliniany konik wszedl na wazonik, by się spokojnie zdrzemnąć do świtu. Synku maluśki, do twej poduszki i ty się przytul... Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:58 Eros i Psyche na morzach nocy odpływ szumi pianą jak w szkło w pustkę srelirnawą przenika poranek chce wydobyć z topieli dom moi miasto wzgórza słaby l bardzo szary próżno skrzydła trudzi mimo ze świt z mórz nocy świat się nie wynurza z zorzy bez horyzontu głosy dwojga ludzi słowa toczcie się do me) powiedzcie znowu serce myśl miłuję wracajcie jego słowa wonne hzepnijcie mu ode mnie to samo miłuję jedno to jest od wieków głód zagłada l ty jedno to jest od wieków głód zagłada l ty wiatr wieje z siwej nicości świt nieznany ma zimny oddech aleś ty jak woda rzeźwiąca a my razem |ak miecz i dłoń płaczę miłość smutek wspólne to drzewo jak chmura i grzmot pod ręką czuję twe serce smuci się równie oczy ci łzami zaszły wargi drżą tak skrzydła złamane trzepocą to ból nie smutek nie myśl bo może dlatego płaczę żeś nic widział nigdy moich łez nie słuchaj serca bo może goniłem ku tobie z prędkości miłowania zmęczyło się zapomnij o przeszłych i przyszłych opuść błyskawice szalone cóż że gwiazdę na której się unosimy niebo uroni wkrótce zapomnienie to ty ty jesteś przy mnie więc nie czeka mnie nic i nie żegna przede mną ni za mną ty wieczność głębiej szerzej niż sądzisz jcsteś sprzed sił które czas wydarły z łona bogów mocna miłuję miłuję na morzach nocy odpływ szumi pianą jak w szkło w pustkę srebrnawą przenika poranek szarość stoi na lądach beznadziejną ścianą ziemia drży chce otrząsnąć się z tej tępej krzywdy po coś słuchał człowieku rozmowa dwojga zgasła w konstelacjach sekund mogłoby nic być jej nigdy Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:58 Kościół Świętej Trójcy na Zamku Jeszcze po dniu gorącym wr&tbi mur nie ostygł; blanki ten blady wieczór bodą jak osty, a za wieżą zamkową, w kościoła oknie na płask, błysnął wodą stojącą księzyca błahk. W ciemnym wnętrzu jest smugą białawego szkliwa. Nie wiadomo, jak taka barwa się nazywa. Chodzi, chodzi w ciemnościach ruchomy światła korytarz, jakby noc palcom srebrnym wodziła niebieska po gotyckich luków smuklosoi, po freskach. Dziecko tak palcem wodzi po książce, gdy czyta. Tu skały malowane są tronem Dziewicy, gdzie indziej zaś podwójny Chrystus ciemnolicy w dwa kielichy odmierza wino. Święci z pustelni, Mario surowa, kwiaty kapiące z wnęk odrzwi, nisz, archaniele, pancerzem jasny - o czym w promieniu śnisz? Jakie apokalipsy śnią się smokom, orłom? Żadna trąba nie woła. Księżyc palce swe cofa w mroku kościoła. Za szybą migoce Orion. Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 01:59 żal głowę która siwieje a świeci jak swiecznik kiedy srebrne pasemka wiatrów przefruwają niosę po dnach uliczek jaskółki nadrzeczne świergocą to mało idźże tak chodzie tak oglądać sceny sny festyny roztrzaskane szybki synagog płomień połyskujący grube statków liny płomień miłości nagość tak wysłuchiwać ryku głodnych ludów a to jest inny glos niż ludzi głodnych płacz zniża slię wieczór Świata teR'o nozdrza wietrzą czerwony udój z potopu gorącego zapytamy się wzajem ktoś zacz rozmnnożony cudownie na wszystkich nas będę strzelał do siebie i marł wielokrotnie ja gdym z pługiem do bruzdy przywarł ja przy foliałach jurysta zakrztuszony wołaniem gaz ja śpiąca pośród jaskrów i dziecko w żywej pochodni i bombą trafiony w stallach i powieszony podpalacz ja czarny krzyżyk na listach o żniwa żniwa huku i blasków czy zdąży kręta rzeka z braterskiej krwi odrdzdwiec nim się kolumny stolic znów podźwigną nudę mną nadleci wtedy jaskółek zamieć swiśnie u głowy skrzydło poprzez ptasią ciemność idźże idź dalej Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:09 dawniej szły lipy gubiły kwiat mały byłam żaglem łez nakryty ale to się chyba nie zmieści w rymami szytej opowieści szły liipy gubiły kwiat uśnij nuciły sprzętów skrzypy bębenek mój drewniany koń w globusie zaklęty świat nocą bezsenną naprzeciw łóżka poruszało się duże okno wędrowało zapadała się w otchłań poduszka wichr porywał leżące olało wszyscy spali nie spały lęhi z lustra wynurzały się suche jak patyk hyczały maleńki rnaleńfci będziesz jak ojciec w KiZputalu wariatów nic można było budzić mamy żeby powiedzieć to straszne dobre lipy chodzą pod domom sypia kwiatami jeśli zasypią przerażenie zasnę tak z głowa żaglem łez nakryta płynąłem ciężko do świtu a świt otwierał mi oczy kwitł świat cóż mi globus konik bębenek malowany oto słońce świeci na tapczany świeci matka siostra i brat Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:10 ja karabin zapomniałem piękny sierpniu od wczoraj jak drzwi kina otworzyła się ta pora mur spękany nad tapczanem rozkwitł srebrnie znowu głowa będzie gwiazdą niepotrzebnie artylerio z betonowych łożysk ryknij dosyć zmierzchów fałszowanych i jutrzni cedzi stówo bardzo mądre dzień zwykły w muszlę uszu których ja znów jestem uczniem słodko wiersze w cieczy cisz tych się wazą jak trzmiel czarny w tunelowym garażu tylko taki czas odmienny chciałbym poznać w którym ludu karabinom będę z wiosną Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:11 dzisiaj verdun samochody planety świecące deszcz stał ukosem przechodnie w melonikach melonik czarny owoc cienie rzeczy ulica czarniejszym mruczały głosem tylko tramwaj uparciuch błyskał na drucie różowo nad jezdnią latarnie wisiały mleczne obłoki wieczór a mleczne obłoki lecz wyżej było ciemno kanciaste bryły kamienic w żałobie mroku po kim a dach zupełnie jak balon w górę gdzieś zemknął no powiedz czy nie spokojne ciche miasteczko stolica a przecież na trotuarze nowy świat trzydzieści dwa moknę na deszczu marząc jak podchmielony policjant samotny w tłumie ja zlikwidowano wojnę spętano paktów powrozem na próano ba my wciąż na froncie bijemy się patosom dział świszczących bomb grozą jestem wciąż na pustyniach verdun deszcz na asfalt światło na krzyk warszawy .uczy miana na kolumnę ogłoszeń bo ona z chlebem od wewnątrz czuje mózg wojenną czerwoną prawdę rozumiesz cóż po chlebie kiedy nie smarowany niebem Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:12 Hymn Szumiąca chorągwi czarnych armią łopotem ogni śpiewem chwytasz znienacka za gardło serce roztrącasz zimnym zalewem żyjemy błądzimy kołują na zegarach godziny za nikogo chyba płacze późną jesienią szyba do kogo się śmieje maj z wierzbiny mówiący słowo kwiatowe wieczornym cieniom kiedy ptak znad bystrzycy ulatuje wzwyż ziemia cała spada ciężką kroplą ścieżki pokrywa zieloność drogi się kładą na krzyż woda ucicha za groblą biegną do swoich wnętrz puszyste knieje i malejące kształty domostw ty jedna olbrzymiejesz złoty na czole nocy nabrzmiewa znak twej mocy żyła piorunu potężnymi stopami wychodzi z mroku drżeniem napełniający ciemną zatoką falujący grom wielbi cię siła człowieczej giiny śmierci winna bez winy ginąc na lądach w powietrzu płonąc jak zorze niespodziewane przywaleni w kopalniach gruzu kolanem śpiewamy głodem żelazem wybuchami ogniem i gazem tobie grożąca tobie nieunikniona królowo nocnego słońca nienasycona. Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:13 Front Ludzle w białycn domacn mówią to pole chwały w nledziele chodzą do kościoła il na białe procesje ulicami czystymi w słońcu przebiega pies biały w białym kwitnącym parku Zakochana czyta poezje Ale tutaj nie ma wcale białości w szarej ziemi rowy pdnc brudnych żołnierzy dym siny i różowy proechodzi do nas przez rzekę nie białe żółte są kości armatniego ataku ognisty prąd na niebie nieustannie leży to front to zstąpienie do piekieł Odcinek 212 l wzgórze 105 we dnie szturmy l strzały a w nocy przaz dym przedzierają się reflektory po drutach kolczastych biegają błyski żywe jak rtęć wszystko ma wtedy inne kolory Gdy cieho zbłąkana kula wsiiźnie się w białe czoło znienacka zrobi się biało (nawet na froncie) biała niedziela biały park piesek biały zatańczą wkoło Pole chwały Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:14 Koniec rewolucji Marszczyła się ceglasta woda przygnębiały ją domy ceglaste żeglowała czarna lodź niepogoda nad miastem Dudnił deszcz o deseczki i deszozulhi na dziedzińcach tartaków zaśmieconych wilgotną trociną na niebie było ciemno chmurno jak w zaułku za niebem było sino Mokro biły pomokłe sztandary dymy zataczały się na bruku spitym mglastorudawym pożarem gIędaH z parkanów gruby druk Z dalekiej drogi mlask btota salwy drą zmierzch koło koszar a przedmieściem przesuwało się już w piosence gawrosza w nieustannych mitraliez terkotach Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:15 przez kresy monotonnie koń głowę unosi grzywa spływa raz po raz rytmem koła koła zioła terkocąc senne półżycie drożyna leśną łąkowa dołom dołem polem nad wieczorem o rżyska zawadza księżyc ciemny czerwony wołam złoty kołacz nic nie ma nawet snu tylko kół skrzyp mgtawa noc jawa rozlewna wołani kołacz zloty wołam koła dołem polem kołacz złoty Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:16 światło po południu stań w zatoce posłuchaj woda śpiewa pierś marynarza wypukła jest jak i morze samo ponad masztów pionami za chmur szarą bramą słońce złotym sztandarem powiewa no a barbi zrozumiawszy tan sygnał kołyszą chudymi rej ramionami i ja wiem otulił się snów maligną dnia lazurowy kamień tragarz pasiasty jak bąk fajkę pali stóp ciemnych mu dotyka zwinięte skrzydło fali cień leje się na bulwar fioletem i ciszą tylko dźwigi portowe jak suchotnik dyszą tylko gwiżdże ton malarz na boku fregaty zawieszony malując liter smutne kwiaty tylko ty mocną rękę zwijając jak linę przeciągasz się dziwaczną rzucasz w lazur linię strzeż się drogi strzeliste i ostre jak promień echem dzwonią z dalekości żagli trójkąty strome ciche są jak pościg strzeż się słuchaj zatoki popołudnie w światłach nie śpi w lenistwie tak słonecznym idą czyjeś kroki strzeż się tajemnicze a rześkie Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:17 przedświt pół globu wypływa spod nocnych gwiezdności śpiący już ręce unoszą a zasiani są gęsto jak sieć przedświt schodzii łagodnie ma moc uspokoić uprościć lecz zginie gdy się w niebo wleje płonąca miedź północ sączyła udrękę cóż z tego zabłysła woda można choć konno uciec uciec wydłuż niskich wierzb tu koń tu na wprost drogą pachnie jesienna uroda zaranna rosa liże po rękach jak zwierz jest wybawienie kupcy cieśle prorocy złodzieje patrzeć młodo widnokrąg ugnie się niby rzemień zanim rozdnieje strzemię powietrze rwiesz to pęd ro pęd u czoła wiatr i wiatr u pięt promienie wierzb unosi wiatr i wiatrem koń w czerwony pęd w niebieski pęd w zliolony pęd ha w wodospadach pagórków tętent lotnej pogoni najbliżsi nienawistni na koniach smolistych i rydzych chcesz czy nie chcesz zaliczonyś do nich widzisz w świtaniu pałającym przewala się tłum jeźdźców a oddalając się rosną o klęsko dno zawrzały jednocześnie noc północ świt i wieczór droga strumień wierzbiny burzą się wirują grzmią a konie jak urastają gniotąc ogromem jasień w potwornych obłoków leju znikasz i ty i oni i wszystko i nie wiadomo gdzie się ozwaia trąbka żołnierska grając opadłym z wierzb listkom Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:18 obłoki obłoki przyjaciele pastuszego świtania nad wioską biały wionięć u strzech i kalenic umilknij mokre niebo dosyć modrego grania obłoki nam ukażą galop i uciszenie obłoki silą dźwiga spoza namiotów jodeł bór obalają rdzawy ku wodzie bruzdy szklącej biją jak cichy werbel powracającoj roty obłoki czeremchowe chłodne płynne i rącze obilofei srebmy łopuch na firmamaentów dunaju chłoną się drą i dzielą i rosną w zakosach te kamienie bez wagi skądś z fruwających krajów czy może tuman pyłu po niewidzialnych wozach obłoki ujrzeć z góry to ujrzeć niw rozłogi świat z białymi dziurami niby książka we śnie oazy się iuepofaoiją wtedy szukają drogi bo oczy plam nie lubią ślepoty ani pleśni jest droga pod olbrzymim niebem nisko na którym obłoki obłoki obtobi drogą idzie staruszka tobołek niesie w ręce ciemnej spracowanej Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:19 nic więcej niepokój z ognia siwobiały wodospad rozwiane włosy matki gdy je rzesze rozcięły na poi smutek wlatuje przez okna dośnić dospać dosięgnąć katedr ostatnim obrotem kół jak tło mozaiki spękana ręka na trzonie łopaty moja może być zbrodnia i dobry dar Janku Joanno anna szepcze jesienny badyl skądże to w oczach wilgotnych rudy żar tak naznaczyło mnie signum tonąc widzę w odmęcie widzę kto dni me ciosa z bólu i cyfr niczego nie rozstrzygną stupy płomienne w rzędzie kładą się jest kosa będzie wichr Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:21 Przemiany Żyjesz i jesteś meteorem lata całe tętni ciepła krew rytmy wystukuje maleńki w piersiach motorek od mózgu biegnie do ręki drucik nie nerw Jak na mechanizm przystało myśli masz ryte w metalu krążą po dziwnych kółkach (nigdy nie wyjdą z tych kółek) jesteś system mechanicznie doskonały i nagle się coś zepsuło Oto płaczesz po kątach trudno znaleźć przeszły tydzień linie proste falują - zamiast kwadratów romby w każdym głosie słychać w całym bezwstydzie Ostatecznego Dnia trąby Otworzyły się oczy niebieskie widzą razem witrynę sklepową i Sąd przenika się nawzajem tłum - archanioły i ludzie chmurne morze faluje przez ląd ulicami skroś tramwaje w poprzek suną mgliste rydwany pod mostami różowe błyskawice choć grudzień Otworzyły się oczy niebieskie widzisz siebie-marynarza w Azji a zarazem 3-letniego 5-letniego chłopca na warszawskim podwórku i siebie przed maturą w gimnazjum namnożyło się tych postaci stoją ogromnym tłumem a wszystko to ty nie możesz tego objąć szlifowanym w żelazie rozumem Myśli proste falują światy zaćmiewa wichura gdzie wiatr dmie - gasną latarnie trąba w ciemności ponura i wołasz WŁADYKO PRZYGARNIJ Otóż i jesteś umarły w mechanizmie poruszają się kółka ale nie te przez zepsucie się małej sprężynki spadłeś piękny meteorze na zupełnie inną planetę Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:31 w boju przez mokre oka sieci horyzont padało są chmury i obłoki szrapneli po ulewie dzień świeci ryzo burzy podjudza zblakłą zieleń młodziku a tobie żal że wsparty o koło jaszcza chorąży zamknął powieki książka o to jest złote widmo zbłąkanym w bitwie u rzeki każdy ją strzał zaprzepaszcza młodziku widzisz bój ale tak jakoś płasko strzelają broczą biegną krzyczą pocisków ptactwo nad okolicą w grzmocie bliskiej baterii opada za liściem liść na hełmy na niski okop kto piosnki nuci po cichu odgania o śmierci mysi to ważne gdy spotka się ją oko w oko nie myśleć jezu nie myśleć a dobrze to utonie w przypominaniu wizyj które się nie wyśniły pierwsza pod białym portykiem pałacu pałac plonie dziewczęta w nimbach zarzynają łabędzia srebrem pity druga skrzypce świergocą ze strun czterech do słońca wysnuwa się jasność w nitkach samogłos je potrąca muzyka parzy pod sercem jak kula w trzeciej wizji mocarze stanęli na planetach stanęli globy w krzepkie ujęli ręce rzucił planetą on zamierzyła się i kobieta przez chmurę otchłań pociskiem spruła spłosz wizje wypłyń z tej przędzy uważaj odstrzał przelot granat uderza tuż i oddudnilo w gruncie i ziemia nagle w górę płomienie klaszczą w powietrzu pionowymi deskami z róż i już nic więcej Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:32 pod dworcem głównym w warszawie z okien bryzgało blaskiem królował w niklach bufet biły pod sufit płaska fontanny kwiatów kruche są tam firanki płyną dają tło cieniom sytych czy to nocną godziną czy szronowym przedświtem alkoholu symfonie fugi jarzyn i mięsa ciszej grajcie w agonii żywy głód nie wałęsa jeden głód kaszle szczeka drugi głód palce łamie na cóż trzeci głód czeka drżąc we wnęce przy bramie wielookie zaroste Twarze głodów człowieczych to są biedne księżyce spusfaiszałych wszechrzeczy dyszą kaszlają w runo wytartego szalika mówić wam przez nie runą mocne twierdze jerycha. Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:33 Wieniawa Ciemniej Pagóry, zagaje, podłęża nie sypią się wiankami na oczy. Ciemniej Z nieb czeluści otwartej na ścieżaj bieg na ciche niedźwiedzie nocy. Nad ulicami, rzędem, czarne, kosmate, będą się tarzać po domach do chwili, gdy księżyc wybuchnie zza chmur, jak krater, świat ku światłu przechyli. Blachy dachów dudnią bębnom. W dół, w górę, nierówno się kładzie perłowy lampas: w prostopadłej gromadzie przedmieścia lampy. Przeciw niedźwiedziom to mało! Gną się, kucają domki, zajazdy, bóżnice pod mroku cichego łapą. Ach, trzasnęłyby niskie pułapy - ale już zajaśniało. Pejzaż. Wieniiawa z księżycem. Józef Czechowicz Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:34 Bajka o miłości Z myślenia długich godzin, wypatrzeń zachwytnych, Z dławiących piersi, tęsknych spoglądań po niebie, Moja wielka się miłość zrodziła do ciebie, Jak lotna mgła eteru w przestrzeniach błękitnych. Nic jeszcze nie wiedzących pożądań zadatkiem Na oczy rozkochane w powietrzu się kładła, Rzucając srebrny tuman na wodne zwierciadła, Z tajemnych leśnych gęstwin patrząca ukradkiem. Płynęła lekka, senna, rozlana po ciszach, Płacząca, smutna, tęskna, zaklęta we grzmotach, Jak bajka wciąż się rwąca w wieczornych chichotach, Jak światło, co w klasztornych przyczaja się niszach. Piastunka snów i marzeń, majaczeń na jawie, Świetlików świętojańskich zielone miriady - Cyt! Słyszę! Ponad wodą przechodzi cień blady, I coś się poruszyło i żyje coś w trawie. Nie miała żadnych kształtów, kolorów i woni, I kędy się zwróciłem, widziałem ją wszędzie, Jak srebrne babie lato w powietrzu rozprzędzie, Jak wieczór chodzi lasem, na łące w dzień dzwoni. Jak nocą po księżycu na ziemię się zsuwa I srebrny warkocz poświat nad skały rozplata, Jak w młynach bezrobotnych jękliwie kołata I razem z tajemnicą mnie także wykuwa. Zacząłem do niej tęsknić i chciałem ją zdradnie wieczorem zadumanym lub nocą świetlistą W ramiona obolałe od tęsknot wziąć czystą I tulić, aż z niej rosa jak perły opadnie. Aż trawa się rozsrebrzy perłami drogiemi I księżyc jej pod głowę podścielę się drżący, I nic nie mówiąc, wszystko opowiem tęskniący O wszystkim, co mi dziwne się zdało na ziemi. I miałem oczy we mgłach i małej pasterce, Co łąką idącemu zaśmiała się płocha, Rzuciłem kwiat, spojrzałem jak człowiek, co kocha, I miłość zabłąkaną przyjąłem w me serce. To była ona właśnie! W tej jednej zaklęta, Tej jednej ufająca, że wszystko mi zdradzi, I odtąd szedłem za nią, gdy rankiem prowadzi Na dawne moje łąki - srebrzyste jagnięta. I nawet nie wiedziałem, że oczy ma piwne, Ze idzie od jej włosów gorącość dusząca, 2e kiedy wiatr o białą koszulę jej trąca, Potrąca odslonione jej piersi oliwne. I byłem dziwnie cichy radością spokojną, Wierzący, żem ją posiadł z tajemnic skradzioną, I lilie raz przyniósłszy, nazwałem ją żoną, I woń poczułem w głowie od kwiatów upojną. A moja się pasterka zaśmiała srebrzyście I w wodzie z lekka maczać poczęła swe stopy, Aż woda jak zaklęta sypnęła ukropy- 1 z wierzby na tę wodę rozsuły się liście. Tak całą moją wiedzę ujrzałem znów kłamną I zamęt dzikich myśli rozpętał się we mnie, Wiec padłem w trawy płacząc, zdradzony nikczemnie, Przez miłość, co jak złodziej, powlokła się za mną. Ze nic nie chciałem więcej, niż tylko powrócić Jedynej mojej prawdy odbicie na świecie, I lilie postawiłem na stole w bukiecie, A rankiem, gdym je poczuł - kazałem wyrzucić. A nocą wiatr potrącił firanki przy oknie, I deszcz uderzył w szyby i cicho zadzwonił: Wiem teraz, że z firanką i pierś jej odsłonił, I czułem, że nad stawem usiadła i moknie, Ze czeka i wygląda przez oczy mnie piwne I śmieje się do wody jak deszcze cichutko, Więc w deszcz i w wiatr, i w burzę porwałem ją łódką - Drgające, rozszalałe stworzenie oliwne. Na brzeg rzuciłem nagą, we włosy zwikłaną, Krwawiącą moje wargi krwią bioder i łona, I świt mnie od niej zabrał. Leżała zmęczona, Bezmyślnie zapatrzona w pogodę rozlaną. Z płynącej szarym niebem różowej zórz wstęgi, Gdy ptaki obudzone poczęły świergotać, Jak cisza, która smutek przychodzi omotać, Tajona wstała radość mej młodej potęgi. I nowa moja wiedza o szczęściu zgubionym Tajemnic mi odkryła zaklęcia nieznane, Rozśmialem się, dziewuchy ujrzawszy rumiane, Pachnące czarnym chlebem i sianem skoszonym. Tak wszystko mi w te) chwili przestało być tajne, I wszystkie odróżniałem - kolory i wonie, Wsłuchany w głos ze stajni, gdzie rżały me konie, Pieniące się radością na siano zwyczajne, Powietrzem upojony, rozśmiany do słońca, Wtulony w miękkie trawy z cichutkiej muzyki, Zielonych, polnych świerszczów łowiłem ton dziki Miłości bez pamięci, początku i końca. Aż tamtą znów poczułem godzinę zazdrosną, Znużony zimnym wiatrem i żarem kochania, Ze jest mi jak mgławica, co wszystko przesłania, Jak tuman, co znad stawu podnosi się wiosną. I w własnych mych ogrodach począłem się gubić, Oparem opętany, co zmącił mi duszę, Poczułem, że na nowo odnaleźć ją muszę, By żywą jak tę pierwszą marzoną poślubić. Jak pierwszą, rozpryśniętą w tysiącznych przebłyskach, Rozlaną po eterach, pierzchliwą i lotną, I świat mi się tą jedną wydawał stokrotną Czującą się we wszystkich miłości nazwiskach. Więc serce mi poczęło zalewać się łzami I jakąś mi nie znaną Hardzieją dziecięcą, Żem w dłoniach twarz ukrywał, gdy koła się kręcą Po stawie, co jak skarga się rozlał przed nami. Aż oczy jej poczęły też łzami zachodzić, I czułem, że ją dusza wypięknia i niesie Ku rękom mym tęskniącym, jak echo co w lesie Powraca tam, skąd wyszło, by piękniej się zrodzić. poczułem, że mi ręce położy na skronie, przystanie środkiem ścieżki i spojrzy się smutnie, I powie coś tak cicho, jak kiedy o lutnię Potrąci róża, schnąca w jesiennym wazonie, Nadeszła. Popołudnia cichością jesienna, Gdy krwawe jarzębiny poczęły z drzew spadać, Spojrzała w moje oczy, nie chcąca nic gadać, I wtenczas zobaczyłem, że była brzemienna. Do ust mych przycisnąłem czerwone jej wargi, Aż włosy spadły z ramion, pachnące jabłkami, A jam z jej oczu drogich wypijał ze łzami. Jej smutek, co mi mądrość powrócił bez skargi. I odtąd chodzi cicha po moim ogrodzie, Błękitne karmi łątki lub stanie przy stawie, I długo, milcząc, patrzy, jak pasą się pawie, Jak jesień liść pożółkły rozrzuca po wodzie. Więc ledwie dojrzę szatę z oddali błękitną - A cichość mi skroś serce przepływa jak strumień Tajemnic odgadnionych i wielkich zrozumień, Tych rzek, co w kwiatach płyną i kwiaty z nich kwitną, I wiem, że ty nią jesteś, jak byłaś tęsknotą Powietrzną, lotną falą, nie znaną z nazwiska, I jabłek czuję zapach, gdy drżąca i bliska Do ust się moich tulisz z dziecinną pieszczotą. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:36 Żegnając się z matką Jak do Ciebie będę pisał pochylony nad sobą w żalu. Serce chłodne świeci jak kryształ i choć wczoraj się z Tobą rozstałem, jak Ci słowo do dłoni podam badający uparcie ciemność, skoro mówisz: lekka jest młodość chociaż ognia bukiet nad ziemia, skoro mówisz: ciąłem człowieczym trzeba schodzić nisko, najniżej, bo radosna w locie tym wieczność jest kołyska zrodzona na krzyżu. Jak Ci sercem odpowiem jak źródłem wykuty głosem śpiewnym, kiedy tłum przerażonych jaskółek niosą po ręce lewej, jak mych ust niewyczutych graniem mam zawołać bohaterski i bliski, gdy po mej ręce prawej drży ojczyzny pogięta kołyska i piosenka wieczorna leży jak owocu zniszczone grono, dalej niebo, dom mój i księżyc opuszczony jak Ty i młodość. Tadeusz Gajcy Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:37 W leśniczówce Tu, gdzie się gwiazdy zbiegły w taką kapelę dużą, domek z czerwonej cegly rumieni się na wzgórzu: to leśniczówka Pranie nasze jesienne mieszkanie. Chmiel na rogach jelenich usechł już i się sypie; w szybach tyle jesieni, w jesieni tyle skrzypiec, a w skrzypcach, bylr tknięte, lament gada z lamentem. Za oknem las i pole las - rozmowa sosnowa; minął dzień i na stole stoi lampa naftowa, gadatliwa promienna jak ze stołu Szopena. W nocy tu tyle nuceń i śpiewań, aż do rana. Księżyc w srebrnej peruce gra jak Bach na organach i płynie koncert wielki przez dęby i przez świerki - to leśniczówka Pranie: nocne koncertowanie. Chodzi wiatr nad jeziorem znów zaświecamy lampy; o, leśniczówko Pranie: lamp lśnienie, migotanie księżyc na każdej ścianie, nocne muzykowanie. Gwiazdy jak śnieg się sypią, do leśniczówki wchodzą każdą okienną szybą, każdą wrześniową nocą, w twoim małym lusterku noc świeci gwiazdą wielką. Konstanty Ildefons Gałczyński Wrzesień 1952 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:38 A ja tobie bajki opowiadam A ja tobie bajki opowiadam, szeptów moich słuchasz bardzo rada. Lśnień dodaję twym oczom i włosom, jesteś cała jak srebrny posąg, a ja biję przed tobą pokłony, zakochany, zazdrosny, spragniny, i nazywam ciebie srebrną nocą, srebrną różą z ręki zwisającą. Loki twoje mrok barwi na modro i spokojna jest twoja mądrość. Konstanty Ildefons Gałczyński 1953 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:39 Bajka o drewnianej głowie Na Nowym Świecie, w świetle latarni, leżała głowa w antykwarni, możze dziwoląg etnograficzny, a może przyrząd do sztuk magicznych, zewnątrz toczona, wewnątrz drążona, głowa-curiosum, fikcja szalona, w każdym bądź razie zwyczajne drewno, drewno, drewno. Na pewno. Że lubię rzeczy wyjątkowe, nabyłem ową drewnianą głowę, niosę~ do domu, rozwijam papier, a żona patrzy i łza jej kapie, w końcu monolog: "Och, moje złoto, po coś to kupił, na co ci toto? Ja mam wydatki: i to, i owo, a ty do domu nagle z tą głową. O biedna jestem ja, losu pastwa, jak ty co zrobisz - same dziwactwa; gdy patrzę na nie, ból mnie przeszywa, zabierz tę głowę, dość mam tych dziwactw". (Monolog rośnie, słowo do słowa, a między nami drewniana głowa.) Żeby więc nieco błysnąć dialogiem, tak się odzywam: "Prawdą a Bogiem, to mną kierował rozsądek zdrowy, wnet pojmiesz sekret drewnianej głowy". I żeby dowód poszedł za słowem, lekko nadziewam głowę na głowę. Wchodzi kolega (z drewnianą głową), co dawniej patrzył na mnie surowo. Widząc, że też mam drewnianą kulę, zaczyna do mnie przemawiać czule, mówi: "Mój kotku!" Siedzi do rana. Drewniana głowa. Głowa drewniana. Nazajutrz o mej drewnianej głowie Wieść się roznosi jak ryki krowie, chwalą w południe, wieczór i rano drewniane głowy głowę drewnianą, kariera rośnie, szacunek wzrasta, jestem na ustach całego miasta, duch mnie nie męczy apollinowy. mam święty spokój. Z powodu głowy. Niech żywe głowy budują, a ja tylko oceniam, tylko zagajam, tutaj postoję, tam się powiercę, tu coś uzgodnię, tam coś zatwierdzę, rozkoszny dzionek strzela jak z bicza. O, głowo moja! o, tajemnicza! którą znalazłem gdzieś w antykwarni? Na Nowym Świecie? W świetle latarni? Czysty przypadek. I cóż wy na to? Jestem szczęśliwym biurokratą. Konstanty Ildefons Gałczyński 1951 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:40 Bajka o słowikach "Były takie sobie zarośla nad brzegiem takiej sobie rzeki, w rzece żyły raki i ślimaki w muszlach, a w zaroślach, w zaroślach mieszkały słowiki; kilka prawdziwych z pierza i z mięsa, reszta z tektury, tak! "No, cóż, tektura także swój sens ma - jak wyraził się pewien rak - z tym zastrzeżeniem, proszę ja kogo, że tektury śpiewać nie mogą." I rzeczywiście: Nocka za nocką, gdy miękko, a energicznie jaśmin perfumo- wał noc szopenowską, słowiki śpiewały ślicznie, lecz te z tektury ni be, ni me, Tviec pyszne były i złe. W dodatku czasem z majowej chmury, folgując potrzebie swej, deszcz spadał i wtedy w słowikach z tektury rozklejał się jakiś klej, dzioby im odpadały i nóżki też - o, podły, śmieszny deszcz! tyle z niego, że sika; każdy przyzna, że sikanie to intelektualna płycizna, dżdżyste to jakieś takie, pluszcze i szumi cości - jedna z tych przyrodniczych idiotyczności. Lecz prawdziwe słowiki były innego zdania. Nawet w grad nie przerywały śpiewania. I tak mijały noce, przemijały deszcze, wiatr mruczał w murawach i w darniach - zaś słowiki z tektury były zawsze pierwsze, gdy księżyc wypłacał honoraria. Księżyc pytał się, za co - niby, za jakie pieśni, a słowiki z tektury: "Ba! my śpiewać nie umiemy. Lecz geniusze jesteśmy". "Jak, przepraszam?" "Geniusze." "Ahaa." Konstanty Ildefons Gałczyński 1951 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:44 Dzika róża Za Dzikiej Róży zapachem idź na zawsze upojony wśród dróg - będzie clę wiódł jak czarodziejski flet i będziesz szedł, i będziesz szedł, aż zobaczysz furtkę i próg. Dla Dzikiej Róży najcięższe znieś i dla niej nawiewaj modre sny. Jeszcze trochę. Jeszcze parę zbóż. I te olchy. Widzisz. I już - będzie: wieczór, gwiazdy i łzy. O Dzikiej Róży droga śpiewa pieśń i śmieje się, złoty znacząc ślad. Dzika Różo! Świecisz przez mrok. Dzika Różo! Słyszysz mój krok? Idę - twój zakochany wiatr. Konstanty Ildefons Gałczyński Obóz Altengrabow, 1943 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:45 A cup of tea Zbombardowanym, bezdomnym, rannym... Któż nad wami zapłacze? Nie John i nie MAry Ni też Percy lub Wiliam, Nie Gladys, nie Sybil, W zimnie zahartowani i twardzi jak mewy, Lecz smutna krakowianka, rodem spod Wawelu, Z kraju, gdzie bujnie płakać uczyły nas brzozy, Raszki w parkach i Chopinm i czeremchy sypkie, Z kraju wielkiej kultury łez, z kraju rzewności... Filiżanką herbaty wznosząc Wasze zdrowie, Służę Wam moim żalem - czym kraj mój bogaty! Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 02:47 Księżyc Rzucony dla łaknących Na pusty nieba step, Księżyca bochen leży, okrągły, srebrny chleb Zazdrośnie lunatycy Patrzą spod drżących rzęs, Jak każda noc ukradkiem Odgryza z niego kęs Lecz nim go nów pomnoży Ponad snem wsi i miast, Zostaje głodomorom Dwanaście koszów gwiazd. Leopold Staff Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:14 Alfabet morza Tęskniąc za ziemią fala głosi swe rozpacze Surm i trąb wrzawą, skrzypiec żalami i fletu, Szumi, szemrze, szeleści, szepcze, łka i płacze, Jęczy, wzdycha wszystkimi dźwięki alfabetu. Aż gdy na śmierć znużona przewlekłą rozłąką, W objęciach lądu wreszcie omdlała przylega, Kona wzdłuż brzegu długą pian srebrnych koronką, Pisząc w piasku: omega, omega, omega. Leopold Staff Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:15 A gdy przyszedł A gdy przyszedł już nareszcie jako prawda, nie jak sen, podścieliła mu pod nogi swoich włosów zwiewny len, przytuliła jego głowę do swej piersi, do swych rąk, by pragnienia nie znał lęku, by czekania nie znał mąk, Wszystkie róże swych ogrodów, gdy dla niego w szczęściu rwie, on porzuca ją na zawsze - bo jej nie mógł wołać w śnie. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:16 * * * Ach, to nie było warte by sny tym karmić uparte by stawiać duszę na kartę ach to nie było warte. Ach, to nie było warte by nosić łzy nie otarte i by mieć serce wydarte to wcale nie było warte... Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:17 Barwy Oto jest fiolet - drzewa cień idący żwirem, fiolet łączący miłość czerwieni z szafirem. - Tam brzóz różowa kora i zieleń wesoła, a w jej ruchliwej sukni nieb błękitne koła. A we mnie biało, biało, cicho, jesnostajnie - bo noszę w sobie wszystkich barw skupioną tajnię. - O jakże się w białości mojej bieli męczę - chcę barwą być - a któż mnie rozbije na tęczę? Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:18 Ballada Lilie o żółte lilie w krwawnikowe cienie - mówi młoda księżniczka o włosach w pierścienie - wraca ten co mą duszę skuł kiedyś w cierpienie i pytam się was lilie w krwawnikowe cienie co się stanie gdy wejdzie pod zamku sklepienie czy kwitnących lip jasność śćmi welon tęsknicy a piękny rycerz Nemrod o zielonym piórze wypatrzy prawdę smętną w mej trwożnej źrenicy i rzuciwszy mi do nóg dostane dziś róże odjedzie precz za lasy w spuszczonej przyłbicy? Odrzekły: co zgasło już się nie rozżarzy i smutek nie zawiśnie w lip szumiącym kole nie rozstąpim się w wietrze na kształt wirydarzy przed rumakiem rycerza puszczonym na wolę - bo się nigdy sen jeden raz wtóry nie marzy Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 26.08.03, 03:19 Blue sky... Także się wdzięczy nieba dzisiaj bławat! Jakby chciał oczy i serca przebłagać; Jakby zaprzeczał, że w jego przestworach Ludzi na ludzi szerzy się obława... Maria Pawlikowska - Jasnorzewska Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Niechby ta jedna nić 26.08.03, 12:40 Kiedy trzeba będzie iść w daleką ciemność, niechby ta jedna nić została ze mnie. Niech oderwie się cała reszta i spadnie w przepaść - to jedno niech trwa na wieczność dźwięczne, choć ślepe. Bo tym co za życia żyło żywe najbardziej - nieśmiertelna za grobem miłość nie pogardzi. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Cudowny kołacz 26.08.03, 12:47 Zabrała się duszyczka z ziemi bezdrożnej, zostawiła klejnoty, odzienie różne... Uniosła się leciutka, wesoła jak jaskółka, zostawiła suknie, stroje przyjaciółkom: tej najmniej miłej - perły i diamenty, tej średniej, kochanej - domy i okręty, a tej trzeciej, najwierniejszej - kołacz napoczęty. Pierwsza się przyodziała jak królowa, druga liczy, rachuje, nigdy nie gotowa... ...A ta trzecia, tamtym nierówna, przekonała się, że ten kołacz - cudowny. Już od rana kawał sobie ukraje, roześmiana cała w oknie staje. Cała okolica zadziwiona, patrzą, leci ptactwo z każdej strony, lecą gile, kraski, kuropatwy... A ta trzecia, innym nierówna, łamie, kruszy, dzieli kołacz cudowny. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois W pierścieniu 26.08.03, 12:51 Anioł i ptak zwinęły skrzydła pod głową, studnia i księżyc szepcą ściszoną mową, siłą nasycone najświętszą nieruchomieje wnętrze. Jak dziwnie kłaść się spać bez płaczu, w pierścieniu, co nas, sennych, otacza, i wiedzieć, że podobnych zasypiań bez liku pełna jest nieśmiertelność, która nas przenika. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Cudo 26.08.03, 12:57 Przynieśli ją na liściu, położyli do klatki, za pręty, nie wiedzieli, co jej dać, i dali jej masła, i miodu, i mięty, i wsunęli wróblęce gniazdeczko, żeby miała łóżeczko, i trochę wody w krysztale, tak mało - że nie było jej widac wcale. A ona wstała rano, podeszła do tej solniczki, żeby umyć oczy, stopy i policzki... I śpiewała, włosem trzepotała, o wielkie srebrne lustro wołała; tłukła się o pręty, wyglądała przez dziurki i wołała o nożyczki, żeby przyciąć pazurki, o świecidełka z pudełka, żeby przystroić skrzydełka! Nikt jej nie słyszał, tylko ją szelest liści zza okna uciszał. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Drugie przyjście 26.08.03, 13:05 Kołując coraz to szerszą spiralą, Sokół przestaje szukać sokolnika; Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze; Czysta anarchia szaleje nad światem, Wzdyma się fala mętna od krwi, wszędzie wokół Zatapiając obrzędy dawnej niewinności; Najlepsi tracą wszelką wiarę, a w najgorszych Kipi żarliwa i porywcza moc. Tak, objawienie jakieś się przybliża; Tak, Drugie Przyjście chyba się przybliża. Drugie Przyjście! Zaledwie wyrzekłem te słowa, Ogromny obraz rodem ze "Spiritus Mundi" Wzrok mój poraża: gdzieś w piaskach pustyni Kształt o lwim cielsku i człowieczej głowie, Z okiem jak słońce pustym, bezlitosnym, Dźwiga powolne łapy, a wokoło krążą Pustynnych ptaków rozdrażnione cienie. Znów mrok zapada; lecz teraz już wiem, Że dwadzieścia stuleci kamiennego snu Rozkołysała w koszmar dziecinna kolebka - I cóż za bestia, której czas wreszcie powraca, Pełznie w stronę Betlejem, by tam się narodzić? William Butler Yeats Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois * * * 26.08.03, 15:02 Nie pomoże nic - ani zęby zacięte, ni zaciśnięte pięści... Jedna Matka Boska wie o moim nieszczęściu: zebrała wszystkie skargi w połę błękitnego płaszcza i w niebo poszła jak światłości rzeka po miłosierdzie Boże. A ja Nią czekam. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Z nurtem 26.08.03, 22:34 Kołysze mnie wieczność ramionami, z szklanym chrzęstem dzień powszedni się łamie, lecą w skrach małe znajome przedmioty skruszałe, zwietrzałe, przepalone na złoto. Zmienione sposobem magicznym mijają czarne smutki niby sny prześliczne, leje się gorzkie wino, ścieka grzech ognistymi łzami... Dłoń świetlistą, bezważką, kładzie mi Wieczność na ramię. Po chrzęstliwych, kolorowych szczątkach prowadzi mnie, tłumaczy wszystko od początku: odrabia stracone dnie, prostuje garbate wspomnienia i odnajduje, i opromienia mnie - tobie i ciebie - mnie. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Maria i Marta 26.08.03, 22:41 Jak Marta gorycz piłam powszedniego dnia, a tyś słodycz Marii wraz z jej duszą miał. Nie przerabiałam świata na kroplisty miód, a tyś każdą jagodę w czas jej własny zgniótł i zbierałeś kolory i kształty miłośnie, gdy mnie gnał głód gwałtowny i zdobywczy pośpiech. Chodziłeś gładką drogą pod jasnym błękitem, mnie słońce tliło tylko gwiazdą niedosytów, i miesiąc - czy kulisty, czy podwójnorożny - był mi jak wróg nad głową, głupi, ale możny. Otwartymi ramiony zapraszałeś miłość, lecz jam szczęście umiała zdobyć tylko siłą, i miłość, która truje, i żar, co kaleczy, nosiłam w chorym sercu na kształt wielu mieczy. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 27.08.03, 01:53 B-moll Wieje między aleje wiatr listopadowy, Zawiewa śnieg, co zimnem do głębi przenika, Ach! ileż mi to razy już przyszło do głowy, Ze to jest właśnie polska prawdziwa muzyka. I czuję was jak wczoraj, o powiewy wiatru, Widzę płomień czerwony i trójnóg ozdobny, I słyszę jak z balkonu Wielkiego Teatru Orkiestra gra powoli polski marsz żałobny. I jego ton ostatni przypominam sobie. Ten akord przeraźliwy, co chwilę wyraża, Gdy wszyscy się powoli rozchodzą z cmentarza I tylko jeden człowiek zostaje przy grobie. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 01:55 Aria z kurantem Smutek taki mnie chwycił, że zda się, aż skomli, Ani przed kim się żalić, kto wie, kiedy minie. Gdybyż to było można usiąść przy kominie I czytać sobie stare wiersze Syrokomli! I marzyć, jakbyś pocztą wędrował podróżna. O owych lasach, rzekach, tych dworach, tym zdroju, I myśleć, że są wszyscy w przyleglym pokoju, Od których ciągle listów wyglądasz na próżno. Cóż znajdę, jeśli wyjdę takiego wieczoru? Tu wszyscy obcy i każdy gdzieś śpieszy. Ach żadna mnie muzyka dziś nie pocieszy, Chyba "Aria z kurantem" ze "Strasznego Dworu". Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 01:56 Bajka warszawska Wczoraj nocą (wszystko ściśle Z najlepszego źródła wiem) Szedł jegomość przez Powiśle Za Starego Miasta tłem. W meloniku, kurtka krótka, Wśród nadbrzeżnych zniknął traw. Wzrok zamglony, siwa bródka: Krótko mówiąc: Poldzio Staff. Senna Wisła nagle drgnęła, I w księźycu, z srebrnych wód Cudna panna wypłynęła Z rybią łuską koło ud. I szepnęła: "Mój chłopczyku, Nic się nie bój! Daj mi dłoń! Tak jak stoisz, w meloniku Pójdź gdzie mieszkam, w Wisły toń. "Co się wahasz? Nikt cię nie zji, Znasz mnie przecież z twoich snów. Pogadamy o poezji, I do miasta wrócisz znów. "Pomarzymy o przeszłości, Co pod gruzem miasta śpi. Nie mam, widzisz, znajomości Wśród tych ludzi z nowych dni". Chlupnął Poldzio, i spod fali Wyjrzał tylko jego nos. Po czym całą noc gadali Zaplatani w nimfy włos. A nad ranem, gdy świt ściera Mroki z sennych nieba lic, Poldzio znów był u Fukiera Suchy jakby nigdy nic. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:02 Biografia Z mych marzeń nie spełnionych, z me) dumy dziecięcej, Z leź wylanych ukradkiem, o których nikt nie wie, Ze wszystkiego, com kochał - zostanie nie więcej Niż imię, scyzorykiem wyryte na drzewie. Więc czegom nie powiedział - niech będzie ukryte, Mych listów i pamiątek niech płonie stos cały! I tylko jeszcze wytnę me serce przebite I przy moim imieniu - twoje inicjały. Jan Lechoń "Wiadomości" 1955 nr 46 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:03 Co noc, gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia Co noc, gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia, Gdy czczość jałową w myśli, w sercu pustkę mamy, Wypluwa nas na miasto knajpa lub kawiarnia I błądzimy bez celu po zamknięciu bramy. A potem: łomotanie czasem półgodzinne, Nim wreszcie stróż zaspany obudzić się raczy, I myśl: zabłądzić w końcu przed drzwi jakieś inne, Co prowadzą do "Lepiej" lub choćby "Inaczej". Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:05 Fioretti Słyszę oto na ścieżce skrzyp piasku i szyszek, Ktoś skrada się po cichu i furtkę odmyka. Wyjrzałem i co widzę? To święty Franciszek Zdjął sandały i boso wchodzi do kurnika. Darmo trzepot radosny uciszyć się stara: Już kogut bije w skrzydła i pieśń swą zaczyna. I słyszę głos: "O bracie, ty co od zegara Wiesz lepiej i na pewno, która jest godzina". Jan Lechoń "Wiadomości" 1955 nr 46 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:06 Duch na seansie Oto firanka u okna się słania, Komety wlokąc za sobą liliowe. On idzie. Księżyc znad czoła odgania, Co seledynem oblewa mu głowę, Nieme z ust naszych biorący pytania, Wieczystych tęsknot podźwięki echowe. Na płaszczu jego gwiazd srebrnych tysiące, Przystanął. Z płaszcza otrząsa je drżące. Znieruchomieliśmy wtenczas słuchacze Mów pięknobrzmiących i dysput wygodnych, Bo się nam zdało, że oto już płacze Harfa, co wężów usypia głód głodnych, Ze oto trąbią na trąbach trębacze, Szwedów gotowi gnać z Rusi precz, szkodnych. Woń się fijołków rozlała po sali - On stał. A myśmy na Słowo czekali. Spirytystyczne pogasły wnet krzyże, I sznur rąk opadł z stolika bezradnie. Łowimy uchem, jak serca nam niże Na bicz korali krwawiący, jak zdradnie Wszystkie zamilkło porusza w nas spiże I ból prawdziwy niemocy w nie kładnie, Jak się w nas samych z nas samych zaśmiewa, Tłukąc nam w serce - poezji ulewa. Więceśmy w pierwszej tej chwili myśleli, Ze widmo pragnie obudzić w nas - siebie, Ze on nam wstąpi do duszy - Anhelli, Płaczący, milcząc, na matki pogrzebie, Że ból na tysiąc nas w Polsce rozdzieli, Duchem rosnących w Ojczyzny potrzebie, I z naszych wątpień nam ołtarz postawi, Przez klucz strzeżony swych - z wierszy - żurawi. I tak poczęło w nas męką coś gadać, Ofiarną chustą z Chrystusa odbiciem, Gdy z jego płaszcza jął tysiąc gwiazd spadać, W doniczkach kwiatów rodzący się życiem. Kłosy porosły z ziarn których chleb zjadać Będziem a które nawożą się gniciem, I Balladyny z nich malin rósł dzbanek, Które ma żywy zjeść wieczór kochanek. Drzwi biblioteki żelazem okute Pchnął cicho, wchodząc do ciemnej izdebki, I książki począł przerzucać: zatrute I te, od których szedł w naród duch krzepki, I te żołnierskie, pisane na nutę Bojowej w polu Moskala zaczepki, I wszystkie książki przepalał rękami, Uśmiechem strojny - stojący przed nami. Oto nad szablą zawisnął na ścianie Księcia Józefa konterfekt sczerniały - Ku niemu idzie! Ma w oczach kochanie, Żar niewygasły pochodni, zapały, I kiedy w gardle się zrywa nam łkanie Żołnierskich pieśni - drze portret w kawały I w onych pieśni przepada nam jęku, Czującym pęki kwitnących ziół w ręku. Patrzajcie! Patrzcie! Skroś okno odpływa, Na rydwan siada ciągniony przez pawie, Aloes koła mu wozu okrywa, Drogę sznurami wskazują żurawie, Firmament nocą na niebie przerywa Biczem, świecącym w gwiazd srebrnej siklawie - Jedzie gdzieś, myśli płomieniem objęty, Ten, co chciał z czynu na ziemi być święty. Którzyśmy Słowa czekali stęsknieni, Kłosy widzimy ubogie a żytnie, Z lamp rozświetlonych w pokoju promieni, Jak słońce jasne, pszeniczny dzień kwitnie, Z łąk Horsztyńskiego kosiarze strudzeni Idą ze śpiewką radośnie a bitnie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Księcia Józefa konterfekt sczerniały Na ziemi leży podarty w kawały. Jan Lechoń 1920 przypisane Mieczysławowi Grydzewskiemu Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:13 Emigracja Witoldowi Małcużyńskiemu Na paryskim poddaszu huczy wiec wygnańczy, Siedzą starzy wodzowie w wspomnień dym zasnuci, Podkówki krzeszą ognia, cała sala tańczy, Biała panna wspomina kogoś, kto nie wróci. Za oknem deszcz mży cicho, listów z Kraju nie ma, W oddali kulawego milknie krok żołnierza. I tylko to zostaje, co w dźwiękach zatrzyma Ten, co teraz u krawca modny frak przymierza. Jan Lechoń "Wiadomości" 1955 nr 46 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:14 Wiersz mazowiecki Cóż to przyszło ci do głowy? Cały Łowicz kolorowy, Białe włosy małych dzieci I jabłoni biały pąk, Raźny powiew z tamtej strony, Baby niosą feretrony. Cóż to w oczach twoich świeci? Książka leci z drżących rąk. Nie gardenie ani lilie, Nie Italie, nie Brazylie, Tylko jaskry, tylko mlecze Wśród zielonych trawy smug. Chcemy, chcemy, utrudzeni, Tamtych kwiatów i zieleni, I tej drogi, co się wlecze Pod ubogi, stary próg! Jak patrzało kiedyś dziecko Na wieś biedną, mazowiecką, Na zorane kartofliska, Na wiślany biały piach, Tak i dzisiaj - jak daleki! - Spod znużonej mej powieki Widzę ciebie, widzę z bliska W każdej myśli, wszystkich snach. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:21 Gniew Ty masz różne miłości, ja tylko - otchłanie, W które coraz mnie głębiej twa nieczułość strąca. A jednak tyś jest światłość, tym mrokom świecąca. Gdy cię kochać przestanę - co się ze mną stanie? Złe myśli w moim sercu jak zgłodniała lwica, Jak pod wzrokiem pogromcy cichną pod twym wzrokiem. O! wstępuj w moje serce kochaniem głębokiem, W dzień jak słońce palące, w noc - jak blask księżyca. Mówisz, że gniew mam w oczach. Bo po nocy błądzę I darmo wzrok mój światła w ciemnościach wygląda. Bo tyś jest razem piekło, gdzie rodzą się żądze, I niebo, w którym miłość niczego nie żąda. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:22 Chorału Bacha słyszę dźwięki Chorału Bacha słyszę dźwięki, Na niebo ciągną szare mgły, I wszystko mi już leci z ręki: Miłość i rozkosz, prawda, sny, I w którąkolwiek pójdę stronę, Wszędzie jesienny chrzęści chrust A jeszcze nic nie załatwione I nie odjęte nic od ust. Patrz! Dzikiej róży krzak serdeczny W wichurze zeschły traci liść. Ach! I Sąd jeszcze Ostateczny, Na który trzeba będzie iść. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:23 Hymn Polaków na obczyźnie Jedna jest Polska, jak Bóg jeden w niebie, Wszystkie me siły jej składam w ofierze Na całe życie, które wziąłem z Ciebie, Cały do Ciebie, Ojczyzno, należę. Twych wielkich mężów przykład doskonały, Twych bohaterów wielbię święte kości, Wierzę w Twą przyszłość pełną wielkiej chwały, Potęgi, dobra i sprawiedliwości. Wiem, że nie ucisk i chciwe podboje, Lecz wolność ludów szła pod Twoim znakiem, Ze nie ma dziejów piękniejszych niż Twoje I większej chluby niźli być Polakiem. Jestem jak żołnierz na wszystko gotowy I jak w Ojczyźnie, tak i w obcym kraju Czuwam i strzegę skarbu polskiej mowy, Polskiego ducha, polskiego zwyczaju. Z narodem polskim na zawsze związany O każdej chwili to samo z nim czuję, Do wspólnej wielkiej przyszłości wezwany Wszystkim Polakom braterstwo ślubuję. Jan Lechoń "Polacy Zagranicą" 1936 nr 5 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:24 Harfa w nocy Ażeby mnie umocnić w wierze, Wzbudzić marzenie, złamać lęk, Przez całą noc w kaloryferze Dzwonił dziś cudny harfy dźwięk. Nikt nie dociecze, z jakich przyczyn Tajemnych sił przyrody mózg W najdoskonalszy sztuki wyczyn Zmienił rytmiczny wody plusk. Więc któż uwierzyć mi zabroni, Ze to był dla mnie koncert ten, Ze to Stróż Anioł z harfą w dłoni Przerwał mi gramem groźny sen? Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:25 Herostrates Czyli to będzie w Sofii, czy też w Waszyngtonie. Od egipskich piramid do śniegów Tobolska Na tysiączne się wiorsty rozsiadła nam Polska, Papuga wszystkich ludów - w cierniowej koronie. Kaleka, jak beznodzy żołnierze szpitalni, Co będą ze łzą wieczną chodzili po świecie, Taka wyszła nam Polska z urzędu w powiecie I taka się powlokła do robót - w kopalni. Dziewczyna, na matczyne niepomna przestrogi, Nieprawny dóbr sukcesor, oranych przez dzieci, Robaczek świętojański, co w nocy zaświeci, Wspomnieniem dawnych bogactw żyjący ubogi. A dzisiaj mi się w zimnym powiewie jesieni, W szeleście rdzawych liści, lecących ż kasztanów, Wydała kościotrupem spod wszystkich kurhanów, Co czeka trwożny chwili, gdy dało odmieni. O! zwalcież mi Łazienki królewskie w Warszawie, Bezduszne, zimnym rylcem drapane marmury, Pokruszcie na kawałki gipsowe figury A Ceres kłosonośną utopcie mi w stawie. Czy widzisz te kolumny na wyspie w teatrze, Co widok mi zamknęły daleki na ścieżaj? Ja tobie rozkazuję! W te słupy uderzaj I bij w nie, aż rozkruszysz, aż ślad się ich zatrze. Jeżeli gdzieś na Starym pokaże się Mieście I utkwi w was Kiliński swe oczy zielone, Zabijcie go! - A trupa zawleczcie na stronę I tylko wieść mi o tym radosną przynieście. Ja nie chcę nic innego, niech jeno mi płacze Jesiennych wiatrów gędźba w półnagich badylach; A latem niech się słońce przegląda w motylach, A wiosną - niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę. Bo w nocy spać nie mogę i we dnie się trudzę Myślami, co mi w serce wrastają zwątpieniem, I chciałbym raz zobaczyć, gdy przeszłość wyżeniem, Czy wszystko w pył rozkruszę, czy... Polskę obudzę. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:26 Alina Wiatr wiosenny z ulicy porwał garstkę śmieci I niesie strzępy gazet z otwartych lufcików. Nad ściekiem, gdzie się z krzykiem bawią brudne dzieci, Przystanął biedny wózek z pękami goździków. Jak welon płynie za mną smuga lekkiej woni I staje się znów żywe, co spało tajemnie. Powracasz znów, umarła, i widzę w twej dłoni Goździki, któreś wtedy dostała ode mnie. W mym sercu jak w bursztynie na zawsze przetrwały, Choć ziemią przywalone: twych włosów ozdobny Kask złoty i kształt cudny twojej ręki białej I głos twój do żadnego w świecie niepodobny. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:27 Apokryf Twych ust przeciągła słodycz, smak nie do nazwania, Twych oczu głąb bezdenna, smutek przeraźliwy, I głos twój monotonny, głęboki a tkliwy, To wszystko mnie ku tobie, zwątpiałego skłania. I kiedy twoje usta ustami otwieram, Czuję jakbym mej duszy znów otwierał blizny, I piję z nich te słodkie, duszące trucizny, Z których moc mam do życia, od których umieram. Lecz czego chcę najwięcej, umykasz mi zdradnie I kiedy jestem z tobą o szarym wieczorze, Całuję twoje oczy i widzę w nich morze. Serce twe jak perła. Leży w morzu na dnie. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:35 * Kiedy nocą śpi scena, śnią maszyny huczne I umilkły pioruny, burze, deszcze sztuczne, Kiedy teatr bez widzów, jak kościół bez wiernych, Jest tylko świętym domem tajemnic niezmiernych Ci, co słońcem zrobili blask ramp migotliwy I świat stworzyli bardziej niż życie prawdziwy, Których wiecznie trwać będą miłość i cierpienie, Schodzą się jako duchy i stają na scenie. Was wzywam! Nasze bowiem słowa są ułomne I nie dosyć są wielkie, i za mało skromne, Nie dość żeśmy cierpieli, za mało walczyli, Byśmy mogli cośkolwiek powiedzieć w tej chwili. Ale ty, któryś poszedł za granicę świata Wezwać pomsty na przemoc, co naród przygniata, I słowa znalazł takie, żeś temi samemi Od nas mówił do nieba, od nieba do ziemi, I ty coś nie znał ziemskich pożądań marności, Tylko cuda początku i słońce przyszłości, Coś nad w grobie leżącą stał jak anioł złoty I krew i łzy jej wszystkie przemieniał w klejnoty - Wy mówcie! Ty, o którym nie wierzymy sami, Jak to? On żył naprawdę i był między nami, Ty, który w czas bez wiary i na wszystko głuchy Przyszedłeś dać świadectwo, że są jeszcze duchy, Patrz! Mroki się rozpierzchły i w otchłani giną, Jakaś ręka spuszczoną targnęła kurtyną, Konrada jakaś postać prowadzi bezglosa. Kto to? Może robotnik albo dziewka bosa. We wszystkich domach światła rozbłysły wśród nocy. Uradujcie się w grobach, wolności prorocy! Gdzie kat zaciskał stryczek wkoło dumnej głowy, gdzie stała szubienica, jest krzyż Chrystusowy! Płyniesz teraz przeszłości niewstrzymana falo! Oto się nad Krakowem złote blaski palą, Król Zygmunt milcząc patrzy, jak Wisła się wije, I wtedy dzwon uderzył! Ten sam, co dziś bije! Bij! I porwij nas w swoje chyboty ogromne, Wołaj: "Bądźcie jak tamci, to was nie zapomnę, A. wtedy ci, co przyjdą, gdy się wiek wasz prześni, O was także pomyślą, słuchając mej pieśni, A Ty, który jedyny możesz stać w tym dźwięku I w Tobie jednym serce nie zadrży od lęku, Bo kiedyś Ty go słuchał - to nienadaremno I sam jeden powstałeś w niewoli noc ciemną, Budź ospałych: niech głosem Twoim mówi cały Tysiąc lat krwi i potu, i tej ziemi chwały, I marzenia poetów, mogiły żołnierzy!". Niech więc głowę pochyli, kto w cuda nie wierzy, Ten, który umiał cierpieć, a radość go trwoży, Kto nie stargał na szyi niewoli obroży, I kto chce przyszłość wstrzymać, i kto przeszłość plami, Niechaj wyjdą tą nocą. Bo dziś pod gwiazdami Jakieś cienie po polach, po mieście się snują I wśród płaczu padają. I ziemię całują. Jan Lechoń "Kurier Poranny" 1928 nr 314 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:36 Ballada o Lordzie Byronie Nadchodzi noc bezrozumna, w której się nawet nic nie śni. Wkoło nas same są cienie, lampy mdły płomień już kona. Usta niegodne całować i usta niegodne pieśni! Zapomnieliśmy zbyt rychło bladego lorda Byrona! Już gwiazdy nocy pogasły, dzień się z niej jakiś wytaszcza I koń już bije na bruku podkową mocno podkutą. O dzieci! Czyż te ciemności to nie jest cień jego płaszcza? On tego konia popędza swoją angielską szpicrutą. O! nie jedź tędy! Fontanny zatrute wszystkie w twych zamkach, Koniom wydarto wnętrzności a klawikordom klawisze! W twoich komnatach są ludzie, co się wieszali na klamkach, Ach! myśmy liście jesienne, którymi wicher kołysze. Tylko w nas pamięć została jakichś umarłych niebiosów, Gdzie chrzęści wata obłoków i pieśni płyną kastratów, Szelestu sukni niemodnej i pukla jedwabnych włosów, Które czesałaś przy lampie, owiana muzyką światów. Zmurszałe świętych posągi schodzą z katedry wieżycy, Głaszczą po pyskach chimery i patrzą w dół zamyśleni. Skąd dzikie wycie Murzynów bucha gardzielą ulicy I miasto w niebo wystrzela słońcem ze sztucznych promieni. Wstąpmy do sklepu po suknie, po jakieś dobre uczynki, A później, ciepłym wieczorem, pełnym Maneta koloru, Idźmy posłuchać, jak czarny Hamlet, pobladły od szminki, Woła stu nagim tancerkom: "Ofelio! Idź do klasztoru!". W kącie kaplicy więziennej, gdzie dyszy nędza i zbrodnia, Przyklęknął święty Franciszek, i pierś mu łkanie rozdziera. Patrz! Rzeka płynie! Wyrzuca trup nieznanego przechodnia, Który nikogo nie kochał, ani nie czytał "Werthera". Na chwałę świętej Teresy przed damą śpiewa ktoś pean. To najmodniejszy poeta, co róż jej szczyci się listkiem. Chodź. Z młodym pięknym lotnikiem, który przeleciał Ocean, Pójdziemy opium zapalić i zapomnimy o wszystkiem. Już klony żółkną i buki stoją w czerwonym pożarze, Na wody stawów zeschniętych liści osypał się wieniec. W taką to noc, jak ta właśnie, kiedyś w ogrodzie w Weimarze Człowiek, co wszystko zrozumiał, zatęsknił niby młodzieniec. Pod burz chmurami, na fali mórz wichurami pędzonej, Czeka cię czarny twój okręt, któremu dość już przystani. Do Grecji płyńmy! Do Fedry i do Kasandry szalonej, Przez morze, bite rózgami, i w głosy syren wsłuchani. Ten grzmot kamieni - to Syzyf! Ten ryk - to Hekuba szczeka. "To tu jest Grecja! - wołają. - Ten stadion gdzie tłumy biega. A tam jest Muza Tragiczna". Krzyczą: "Tam nic cię nie czeka!". Wiec płyńmy! Nic mnie nie straszy. Bo człowiek powstał z niczego. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:37 Erynie Wiedziałem, o Erynie, że kiedyś przyjdziecie, Lecz myślałem że takie jak wiedźmy w "Makbecie", Spodziewałem się gromów, wichrów dzikich świstu, A tutaj nagle z kartki zapomnianej listu, W kapeluszach z wstążkami, w rękach niosąc cynie, Pod ogrodu drzewami stajecie. Erynie! To mojego dzieciństwa jarzębiny krwiste, I te już nie noszone szale powłóczyste, I owo romantyczne głowy pochylenie, O którym nie ma mowy już nawet na scenie; Z klonów liście się sypią, a wy w moją stronę Idziecie, o Erynie, wołając: "Stracone!". Stracone, choćby jeszcze dni przyszły łaskawsze, Pogrzebane, stracone, stracone na zawsze. Coraz bardziej zamglone, z coraz większej dali, Wiem z korali jarzębin, z powłóczystych szali, Z granej w dali gdzieś starej francuskiej muzyki, Z gęsi lotu, co teraz podniosły krzyk dziki, I (skąd one się wzięły?) z żurawi, co sznurem Płyną teraz nad wami, gdy wołacie chórem: "Stracone, więc nadzieję porzuć bezrozumną!" I ruszacie powoli jak za moją trumną. O! Dobrze żeście w kwiatach, żeście się przybrały, Bo przecież tak niedawno przykuty do skały O dwa palce od serca czułem sępa szpony! Jeszcze widzę tę chwilę, gdy padłem zemdlony Pod głazem, którym darmo wtoczyć chciał pod górę. To przecież ledwo wczoraj na całą naturę Padła groza mnie strasznej przypisanej zbrodni I idąc wpośród blasku płonących pochodni, Przez puste oczodoły widziałem noc ciemną, I tylko Antygona jedna była ze mną. I wszystko to, pomyślcie, w pysznych kolumn cieniu, Wszystko na oczach łudzi, lecz wszystko w milczeniu. Choć wszystkie razem brzękły gitary Grenady, Ja jeden w czarnym płaszczu przechodziłem blady I wśród masek tańczących szedłem w gaj oliwny, Słysząc tylko za sobą: "Co za człowiek dziwny!". Patrząc w lustro na twarz swą, zrytą wieczną troską, Ten człowiek mówił sobie: "Milcz na miłość boską, Dociskaj tej przyłbicy, którąś wdział dla świata, I trzymaj mocno konia, o Gattamelata, A tylko czasem nocą gdy wszystko śpi wokół, Mów o sobie tym wichrom co biją w twój cokół!" Piasek skrzypi, i grabarz idzie między pinie, Ale kto tyle milczał, co ja, o Erynie, Tego żadne milczenie więcej już nie straszy, A zresztą widzę z szalów, nawet z twarzy waszej, Z uśmiechu, z ukwieconych waszych kapeluszy, Ze jeśli teraz pochód z mego domu ruszy I złoży pod cyprysem ciężką czarną skrzynię, Będzie ona tam leżeć przez dwa dni jedynie. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:38 Do wielkiej osoby O Ty, coś się na chwilę nie rozstawał z chwałą! Pamiętam maj w Paryżu i wieczór upalny, Gdy nie chciał nikt uwierzyć w to, co już się stało, I kiedy szedłem płakać pod Łuk Tryumfalny. Jam odtąd nigdy Twego nie wzywał nazwiska, Lecz Jak Cię dziś nie wołać, gdv Wilno się pali I milion znów bagnetów wśród dróg naszych błyska. I słychać znów w Warszawie armaty Moskali. Więc znowu idź przed nami. Ogromna Osobo I patrzaj w ciemną przyszłość przez swe oczy siwe. A my znowu w nieszczęściu idziemy za Tobą, Ażeby znowu czynie rzeczy niemożliwe. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:44 Grób Agamemnona Czarna cyprysu dłoń wzniesiona I rozkruszonych kolumn piach, Grobowe płyty potrzaskane I ksieżyc, który padł na ścianę. Czy widzisz grób Agamemnona? Elektrę nad nim całą w łzach? Oto żołnierze bez nadziei, Co krwią zbroczeni padli w pyle, Pobladłą, trupią kryjąc twarz. Ty, któryś szedł na Termopile, Czy słyszysz wicher Cheronei, Którego odtąd słuchać masz? Siądź tutaj ze mną w cząbrów woni, Trzymaj Elektry dłoń w twej dłoni, Wsłuchany w łąki nocny śpiew! Na tego grobu usiądź płyty - Patrz! Jakiś orzeł znakomity Ze srebrnych skrzydeł trzęsie krew. O, nie myśl teraz: "To kto inny!". Padnij i wołaj: "Jam jest winny!", Ja, którym marzył, którym spał. I tylko wtedy w gąszczu pinii Zobaczysz kształt klasycznych linii, Ateng złotą pośród skał. Patrz! Oto światła smuga drżąca Ginie i schodzi w mroczny Ereb. Niech cię nie straszy jego gląb! I niechaj stopa twa potrąca Na drodze twej rubaszny czerep, I na dno samo śmiało zstąp! Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:45 Duch Boya Poezja to wyzłoci, czas wszystko to zatrze, I zniknie w końcu wszystko, co jeszcze was dzieli: Ciebie, coś go oglądał wygodnie w teatrze, Od niego, więzionego w bazyliańskiej celi. I wtedy ktoś cierpieniem papierowym wzgardzi I myśląc, jak okrutnie byłeś nieszczęśliwy, 0 tobie może powie: "Ach! on cierpiał bardziej, Poznał wszystko co ludzkie. Oto człowiek żywy!". Ty jeden, jak to dziwne, spośród nas tak wielu, Coś strzegł się słów podniosłych jak skazy, co plami, Ty najmniej patetyczny, drogi przyjacielu, Jesteś właśnie, jak Konrad, za pan brat z duchami. Oto wstajesz znad biurka w warszawskim pokoju Jak wczoraj! Ale co to? Skąd ta rana krwawa? Chciałbym tobie powiedzieć: "Jak się masz, mój Boyu Lecz czuję, że już teraz nie mam tego prawa, I słyszę cię, jak mówisz słowami cichemi: "Żadna mi nie jest obca małość i pokusa, Zmierzyłem to co wzniosłe i nędzne na ziemi, Jak Piotr, co kiedyś przecież zaparł się Chrystusa". Lecz jemu powiedziano: "Będziesz z prawej strony Przed tym, co nie znał wahań i skruchy, i lęku!". I stoisz oto. Boyu, bardzo zawstydzony, Trzymając pióro w jednym, palmę w drugim ręku! Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:47 Don Juan Ciężki brąz po nocy dzwoni, Głucho chrzęszczą miecz i kask: Niepotrzebny Coleoni Przez miesięczny wjeżdża blask. Stoję w oknie i laurami Na ten wieczór zdobię skroń. Uciekajcie! Cień za wami Wyciągniętą wznosi dłoń! Kto to krzyknął: "Już jest pora!", Świeca zgasła, słychać stuk. O! posągu Komandora, Wejdź nareszcie za mój próg! Ponad wino, dźwięk gitary Wolę płaszcza twego gest. Oto czekam twojej kary, Abym wiedział, żeś ty jest. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:48 Do Szekspira Szekspirze, któryś zstąpił do dusz naszych głębi I znasz krwi naszej żądze i nasz lęk gołębi, Znasz nas od dna do szczytu! Coś zszedł w noce bezsenne władców krwią pijanych I w marzenia promienne kobiet zakochanych, Stęsknionych do błękitu! Przed którym groby żadnych nie miały tajemnic, Ileż duchów dla ciebie z mrocznych wyszło ciemnic, Z posłań swoich się zwlekło! I niebo uchylało przed tobą obłoków I tobie wydawało część swoich wyroków, A zbrodnie swoje - piekło! Kto rzekł, żeś ty przeminął? Inne stroje jeno! Dla twojego teatru cały świat dziś sceną, Twojego głosu żąda! I każdy z nas, niepomny, czym jego istnienie, Nagle teraz znów widzi swoje przeznaczenie, Znowu w niebo pogląda. I oto Ryszard Trzeci opuszcza swe łoże, Jakieś światło się świeci nocą w Elsinorze, Cezar wstał o północy, Patrzy na swoją gwiazdę, co w dali dogasa, I żałośnie zabrzmiały trąby Fortynbrasa, Wzywające pomocy. Szekspirze! Ty, którego nic tu nie przeraża, Chodź! Weźmy jakąś czaszkę w wielkiego cmentarza, W który świat dziś zmieniony, I patrząc w nią, słuchajmy, jako szumią drzewa I ptak wśród nich ukryty jak po nocy śpiewa Dla kochankow z Werony! Daj głos władcom wygnanym, ogarniętym trwogą, Skamieniałym z rozpaczy, co płakać nie mogą, I własnej klęski sprawcy! I tym, co jak król Anglii w deszczu ognia stoją, Uśmiechnięci, bo ufni w dobrą sprawę swoją I w miłosierdzie Zbawcy. Będziemy iść za tobą spokojnie, bo któż by Wątpił, że się spełniają proroctwa i wróżby? I nie potop ze stali, Ale ten ma zwyciężyć, który pysznych kruszy, I beędzie, że z "Makbeta" las jak wojsko ruszy I mordercę powali. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:49 Do malarza Oto już spływa na platany I wodą snuje się świetlistą Liliowy welon. Znad Sekwany Mgła się podnosi. Patrz, artysto! Patrz kiedy w górze się rozrasta Blask niby zorzy borealnej I wszystkie światła tego miasta Pod Łuk wpływają Tryumfalny. Poczekaj ranka. Mgły się przedrą, Blask w górę wzbije się różowy, I ponad chimer szare głowy Słońce rozbłyśnie nad katedrą. I tak dzień cały w gwarze, chrzęście, Ty myśl o jednym; szukaj wzoru! I goń jedynie pewne szczęście Boskiego kształtu i koloru. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:49 Do Madonny Nowojorskiej Madonno nowojorska, mniej znana od innych, Bo nie masz swych posągow i swoich ołtarzy, Przed którą nie brzmią chóry sopranów niewinnych I oliwne, mistyczne światło się nie żarzy. Do której polnych kwiatów dobra woń nie płynie, Przed którą prosty człowiek nie upada czołem, Nie znana kalendarzom - też masz swą świątynię: Stu wież podniebnych miasto jest Twoim kościołem! Jak na szczytach gotyckiej starej Europy, Głoszących Twoją chwalę spiżowymi dzwony, Na domach stupiętrowych opierasz swe stopy I kominów fabrycznych słuchasz antyfony! Z dna potwornych kanionów huczy Ci ulica, Której głos ginie w górze jak dalekie gęśle, A nocą Twoja szata poprzez sierp księżyca Na mostów fantastycznych lekko spływa przęśle. Nie każdy Cię zobaczy, bo Cię kryje nocą Jako dymy kadzideł czerwonych łun szaniec, Lecz ja widzę po gwiazdach, kiedy się trzepocą, Że to Ty Twój wieczorny przebierasz różaniec. I zanim dzień zamglony noc czarna zwycięża I księżyc blednie z wolna za fabrycznym dymem, Widzę stopę Twą małą, która ściera węża, Dłoń swiętą, co krzyż czyni nad miastem-olbrzymem. I w ciszy, kiedy tylko spóźnionych przechodni Krok pospieszny jak dzwonek na alarm kołata, Wśród przepychu i nędzy, miłości i zbrodni, Ja modlę się o cudy dla siebie i świata. Jan Lechoń "Wiadomości" 1955 nr 14 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:50 Sielanka Rozwalony opłotek i stary kołowrotek, Na trawie suszę len. Na łące aż różowo od malutkich stokrotek, A wszystko to jak sen. Ktoś tam płacze nad nami, ach! prawdziwymi łzami, I strugi słychać chlup. Idę między kwiatami, czerwonymi malwami, Gdzie przy kościele grób. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:51 Hosanna Nie w tym pierwsza chwała Panu, Ze mu dzwonią z Watykanu, Ze w Piętrowej bazylice Pyszną ma stolicę. I nie temu Pan odwdzięczy, Co nad świętą księgą ślęczy, I nie temu się pokaże Matka Boska w tęczy. Ale temu, który w trwodze Widzi ciemność na swej drodze, Temu wskaże srebrną gwiazdę, Temu poda wodze. Ro dopiero niebo pęka, Kiedy wielki grzesznik klęka; Wtedy radość wśród aniołów, Wtedy Pańska ręka. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:52 Iliada Czytelniku wybredny, który śnisz o Troi I chciałbyś widzieć wszystko na miarę Homera! Ślepy człowiek w Warszawie na ulicy stoi I śpiewa "Warszawiankę", i grosz w czapkę zbiera. Cóż tobie po Hekubie? Ilion dawno minął. Spójrz na tego staruszka, który stanął w bramie, Podaj dłoń mu i powiedz: "O dobry Pryjamie, Znałem syna twojego, co we Wrześniu zginął." Lecz wtedy w jego oku nie błyski rozpaczy, Ale ujrzysz nadzieję i szepnie po chwili: "Na końcu będzie wszystko wyglądać inaczej. Ja dawno już mówiłem: Kasandra się myli." Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:53 Jabłka i astry Ileż razy tak samo wychodziłeś w pole, Wdychałeś mocny zapach z już wygrzanej błoni! Ten wiatr, to przecież dawne, znane ci Eole, Ten sam co i przed laty daleki Favoni! Tak samo bije para znad wilgotnej uzdy I szumią stare klony nad kamienną bramą, Wielkie ptaki jesienne skaczą poprzez bruzdy, A przecież nic w tej chwili już nie jest to samo. I wiedz, że kiedy wrócisz w te jedyne strony, By tamte ujrzeć liście jak wiatr je porywa, Tak samo będziesz chodził jak tu zamyślony I słuchał tej jesieni, co już jest prawdziwa. Co kiedyś twe spojrzenie muskało przelotnie, Tym dzisiaj się napieścić nie może twe oko. Te same mógłbyś kwiaty oglądać stokrotnie I zieleń, co wciąż bardziej zda ci się głęboką. Z odmętu niepamięci jakiś powiew żenię Dźwięk słów na pozór błahych jak pożółkłe wstążki, Których teraz dopiero rozumiesz znaczenie Jak za wcześnie czytanej bardzo mądrej książki. Więc patrząc na zniszczenie, co święci swe dzieło, Na drzewa już bez liści i na chmury czarne, "Wszystko - mówisz - com kochał, jak wichry minęło, Lecz przecież nic w mym sercu nie poszło na mamę". Wokoło tylko trwogi i troski tak liczne, Ale ty się nie buntuj przeciw przeznaczeniu: Spokojnie pisz do końca swe wiersze klasyczne, Które wtedy są dobre, gdy cierpisz w milczeniu. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:54 Jacek Malczewski Srebrzyste mają skrzydła, kąpane w zórz tęczach, Nabrzmiałe mlekiem piersi i jurną pogodą, W południa ciche, letnie, po łąkach tan wiodą, Wirując lekko, sennie w ogromnych obręczach. Przychodzą do mnie latem przez okna otwarte, Popsutych koła młynów ruszają z chichotem, Muskają twarz mi skrzydłem i włosów swych złotem, Z żołnierzy szydząc moich stawianych na warte. Parobków przewalają leniwych po łąkach, Spętane karę konie roznoszą pastwiskiem; Do dziewuch, starych faunów rozśmieją się pyskiem, Umilkną zasłuchane w podniebnych skowronkach. Skoszonym pachną sianem, kwiatami i miętą, W czuprynach mają brudnych okruchy ze słomy, Gdzie mogą, wszystko kradną - i rzadkie są domy, Jak dom mój niegościnny - strojone na święto. Jak moja skąpa chata, gdzie w kątach się smuci Swój brud i swoja podłość a ściany powleka Grzech wielki malowany narodu i czeka Dom pusty gospodarza, co kiedyś powróci. W żołnierskim przyjdzie palcie, podszytym zgnilizną, Przez oczy patrząc ślepe, promienne tęsknicą. Da wiatrom siwą brodę - a wiatry ją chwycą, W jej każdy włos się siwy wgryzając Ojczyzną. Nie będziesz do mej chaty wstępował, Derwidzie, Jak pielgrzym, dziad ubogi, co przyszedł do zdroju. Złocistą lamą ściany obiję w pokoju I nawet psom z łańcucha dziś powiem: "Król idzie". Zamknąłem wszystkie okna, przez które się wkrada Srebrzyste skrzydło jurnej dziewuchy o świcie, Cykanie szarych świerszczów, ukrytych gdzieś w życie, I faun obrosły, głupi, co bajki mi gada. Zielone zgonię żuki, drzemiące na różach, Motyle porozganiam i ptaki wypłoszę; Niech cicho będzie u mnie. Tę ciszę przynoszę, Mój ból, chorobę w polskich nabytą podróżach, Mój pierwszy dzień - mą wiosnę, gdy z traw się podnosi Niepokój letnich skwarów od ziemi gorącej, Mój drugi dzień - me lato, mój zegar bijący, Mój trzeci dzień - mą jesień, co zeschły łan kosi, Mój czwarty dzień - mą zimę, gdy wszystko minione Swym szklistym patrzy wzrokiem i mówi ci zdradnie: "Błogosław życie swoje z oddali, co kradnie Nadzieje młode wiosny, jesienią skoszone!". Prastare wyjmę miody, zostałe po tryźnie, Chowane po piwnicach na Twoje tu przyjście. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Hej słyszę! Już w ogrodzie otrąca wiatr liście, I Derwid idzie ślepy, wrócony Ojczyźnie. Po drodze tupią fauny, trzaskają z kopyta, Taraszą miękką trawę i gościa w dom wiodą. Derwidzie! Hej! Derwidzie! Złe czeka nad wodą. Bezmyślna, jurna dziewka, bezwstydnie odkryta, Tęczami sennych skrzydeł po czole go muska, Do ust mu lepkie wargi przykłada czerwone. Hej! Młyny! Idą młyny - i woda w nich pluska . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Na dzień dla żywych, dla mnie - na wszystko skończone Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 02:57 Jan Kazimierz Chwalcie usta Pannę Marię! Już więcej nie wierzę Ani w działa, ni w husarię, W zbroje, ni w pancerze. Za nic wszystkie mi potęgi, Wojsk ogromnych chmura, Za nic perły, złoto, wstęgi I strusiowe pióra. Padłem krzyżem, zapłakałem, Złożyłem koronę I pas słucki przewiązałem Na żałobną stronę. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:01 Jan Potocki Jesień już idzie, i odejść mi pora, Nic nie wyczekam, nie wyśnię nic więcej, Z rozsnuwającej się nici pajęczej Tępa mi patrzy bezmyślność, jak zmora. Głuchym się bije po salach odgłosem, Z twarzy portretów się śmieje straszliwie, Kos śpiewnym brzękiem odzywa przy żniwie, W zegarze bije raz po raz mym losem. Służba się moja na palcach podkrada I nic nie mówiąc, zastawia mi stoły, Po nocach cicho się snują anioły W komnatach, w których spiskuje ma zdrada. Nie zasłoniona żadnymi zasłony, Zła rzeczywistość - kobieta bez twarzy - 0 sobie samej zimnicy sal gwarzy, Własną swą pustką od wieków zdziwionej. Po nocy schodzą z portretów hetmani I wszystkie moje prababki w robronie I senny wiodą polonez w salonie, Cicho, bezmyślnie w swą pustkę wsłuchani. Raz, dwa! trzy, cztery! Słyszycie? Już wali Zegar popsutą gardzielą charczący. Dwanaście! Idzie polonez milczący, I księźyc wchodzi przez okno do sali. Martwota trzaska z drewnianych korpusów;, A złoto z delii i srebro im kapie. O! słyszysz teraz? Tu do mnie się złapie I wilgoć wlecze smrodliwą z lamusów. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Gasi mi świecę i ściany dotyka, Skostniałą ręką chrobocze po murze - A później cicho zaśmieje się w chórze Głupich puszczyków. Zaśmieje i znika. Władne na mojej zdobycznej nicości I na nicości króluję dziedzicznej - Nie śmiej się ze mnie, jesienny dniu śliczny, I zasiądź ze mną przy stole dla gości. Kastanietami zatrzaskaj, a żywo, A roztańczże się w bolero szalone, Rozsnuj mi szale hiszpańskie czerwone - Taniec mi zatańcz: mą młodość szczęśliwą. 0 tak, tak właśnie - przeginaj się w skręty, Co nic nie znaczą, a wszystkim być pragną. Czerwonouste Carmeny niech nagną Ust rozchylonych, tęsknoty mej świętej! Niechaj przez ogród przeleci wiatr ranny, By jak trybularz parował kwiatami, Niech hiacyntowa mnie bajka omami I kryształowe spryskają fontanny. Nóg z alabastru mnie dławi pieszczota I bioder czuję omdlałe gorąco, Na wiatr wychodźmy z miłością dymiącą Tłuc o kamienie puchary ze złota. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Otośmy wreszcie zostali się sami Z zadumą cichą rozlana w naturze, Wsłuchani w światów obroty tam w górze, Nad pożółkłymi schyleni księgami. Ze zbóż pogwaru, z ptasiego szczebiotu, Z pluskania wody przy łące w krynicy - O, graj mi, wietrze! graj marsz tajemnicy, Dostojną, mądrą melodię odwrotu. - Idziemy nocą, trzymając latarnie Gwiazd zapalonych nad ziemi nicością, Jak łzą, zdławieni przeczutą mądrością I ciszą wielką, co w siebie nas garnie. O! pola, łąki podchodzą już ku mnie - Widzę, na ścianę jak moja krew chlusta. Dwa wielkie srebrne anioły przy trumnie W milczeniu palce składają na usta. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:02 Jękły smętnych trąb orkiestry Jękły smętnych trąb orkiestry I zawodzą z ciężkich wieź. Agamemnon - Kłitemnestry, A ty siebie sam się strzeż. W tobie samym tylko zguba, Kleopatry w tobie wąż. Patrz na zloty miecz Cheruba I za światłem jego dąż. Patrz jak tamci są okropni, Których mieczem strącił w dół. Jeszcze tylko parę stopni, I już potem Pański stół. Jan Lechoń "Wiadomości" 1955 nr 6 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:03 Kniaźnin i żołnierz W czarnym stroju, kwiatkami dziwacznie przybrany, Nad woda, w starym parku, przy pasterskiej chacie, Snuł się niegdyś w Puławach Kniaźnin obłąkany. Który rozum postradał po Ojczyzny stracie. Goniąc wzrokiem motyle świecące się w słońcu, Wpatrzony w małe ziółka i ślimaków różki, Dożywał dni, nieświadom, co było na końcu, Ani cierpień rodaków, ni losu Kościuszki. Aż kiedyś, powracając z dalekiej swej drogi, Gdy tamten oszalały po alejach błądził, Ujrzał młody go żołnierz, co sunął bez nogi, Popatrzał nań i szepnął: "Dobrześ się urządził". Jan Lechoń przypisane Kajetanowi Morawskiemu Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:04 Kolęda Myślał wczoraj coś Pan Bóg z zasępionym czołem, A potem się zamknęli z wielkim Archaniołem I w największym sekrecie coś radzili o świecie: Archanioł wracał z nieba z obliczem wesołym. Pyta więc Archanioła ten i ów z aniołów: "Zali może Bóg ruszy po gwiazdy na połów? Może nowe zakwitną oceany błękitno Albo nowe Karpaty wydźwigniemy z dołów?". Archanioł długo milczał, nic im nie chciał gadać, Jeno kazał fornalom sześć koni zakładać, I pomknęli po szosie, rankiem szarym o rosie, Zadudniło, aż gwiazdy jęły z nieba spadać. Wieźć się kazał Archanioł o milkę do wioski, Przed dworem, przed bielonym, stanął Aiatki Boskiej, Patrzy w okno komnaty: w oknie kwiaty i kwiaty! Matka Boska przy krosnach haftuje bez troski. Stanął we drzwiach i rzeknie głośno: "Pochwalony! Witaj cudna Waćpanno! Z górnej idę strony! Wielka Tobie nowina! Będziesz Panno mieć syna! Bóg każe Ci Królową polskiej być Korony!" Upuściła Panienka haft, zmieszana srodze, Archanioł pomógł usiąść na krześle niebodze. Srebrnym skrzydłem Jej skronie dla ochłody owionie, A Panna dała słodkim łzom radości wodze. Święty Józef chciał gościa prosić na kusztyczek, Na miód stary, z rodowych wyjęty piwniczek, I mówi o splendorze: "Gość taki w biednym dworze!". panna szyje pieluszki z bielutkich spódniczek. Rano Pan Bóg jej posłał pereł pełną skrzynię, Na dwór dać Chrystusowi kazał ochmistrzynię. Matka Boska giezłeczko szyje złotą igłeczką I śpiewa Chrystusowi: "Płynie Wisła, płynie". Jan Lechoń przypisane Cecylii Burr Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:05 Laur Kapitolu Na schodach Kapitolu z ręką na temblaku Stał żołnierz, co był całe cztery lata w polu, I patrzał w wschodnią stronę. O! młody Polaku! Ileż rzeczy jest droższych niż laur Kapitolu. Widziałeś Colosseum i kościół Piętrowy I wszystkim cudom sztuki przyjrzałeś się pilnie, A przecież wciąż pamiętasz pochylenie głowy Matki Boskiej, co świeci na ulicy w Wilnie! Ledwo słuchasz, choć nocą ktoś tak pięknie śpiewa, Nie patrzysz, choć w księżycu Rzym utonął stary, Nad laury Kapitolu - wolisz nasze drzewa, Co szumią jak podarte zwycięskie sztandary. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:06 Legenda Wszystkie słowa-podniosłe, któreś znał ze szkoły, Muzyka starych pieśni, wolności anioły, Książę Józef na koniu, wiszący nad biurkiem, I olbrzymi Batory w małej czapce z piórkiem, I młodzieniec z Grottgera, co żegna swą miła, Pocztówka z Białym Orłem - wszystko to ożyło! I oto między nimi jako brylant krwawy Świeci mur zburzonego katedry ołtarza, Leży kamień zwyczajny z ulicy Warszawy, Stara chustka służącej, czapka gazeciarza. Wśród stalowych husarzy skrzydlatego szyku Widzisz pana niskiego w czarnym meloniku. A dalej, gdzie więzienia gruby mur i wieże, Generała Kleeberga podniesiona głowa I słyszysz - (czyś mógł myśleć?) - równie piękne słowa Jak tamte, które kiedyś umilkły w Elsterze. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:07 Lenistwo Bezmyślna moich grzechów nikczemność mnie nucba Nie mogę nimi zapić mej duszy goryczy, Nie umiem sam być z sobą, uciekam od ludzi. A nuż jest Pan Bóg w niebie i wszystko to liczy? Jak ptak chcę lekko złożyć poranione skrzydła, Przeklinam mój początek, a nie pragnę końca. O! połóż mnie przed sobą na promienie słońca, Ciało moje mnie męczy, dusza mi obrzydła. Ach! Pan Bóg jest na pewno i nikczemnych sądzi A ufnych wyprowadza na gwiaździstą drogę. I nie wie nikt, gdzie zajdzie, gdy po ziemi błądzi. Lecz teraz chcę spoczynku. Modlić się nie mogę. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:08 Lutnia po bekwarku Jakże mocno w południe pachną lipy w parku I jaki chłód od rzeki, jak jej rzeźwość wabi! Teraz siano skoszone na łące się grabi. Nastarej ławce leży lutnia po Bekwarku. Świerszcz zagrał, i na lutni drgnęła struna czysta, Widzę, że padł na ławkę złoty słońca promień. O lutnio! Nie chcę szczęścia, ani oszołomień, Lecz chcę cię dotknąć ręką, niegodny lutnista. Już zmilkły sarabanda i włoska pawana, Wzeszły gwiazdy na niebo, jest cisza dokolna. I wtedy Jan de dotknął. I pod ręką Jana Zadrgałaś jak plusk rzeki, jak muzyka polna. W lasach zwierz się przemyka, w wodach od ryb czarno, Pełne ludu gościńce, słońca biją łuny, Organami brzmi kościół, rynki - ciżbą gwamą, A on pogląda w niebo i stroi twe struny. Kto jesteś, o młodzieńcze, który oto nocą, Strząsając pył księżyca z uwieńczonej głowy, Jak senny suniesz, w struny bijesz z całą mocą, Goniąc znikły w alei cień sukni balowej? Ktoś bzu gałąź pod oknem poruszył liliową. Fo powiał wiatr wiosenny i okno odmyka. Stoję w oknie i słucham, jak płynie muzyka. Myślałem, że zapomnę. Pamiętam na nowo. Jan Lechoń Przypisane Ludwikowi Hieronimowi Morstinowi Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:09 Łakomstwo Na zło się i na siebie darmo człowiek godzi. Wciąż w nim męka istnienia jako morze wzbiera I patrzy w tajemnicze oczy Lucyfera, Jak w gwiazdy, które świecą zabłąkanej łodzi. Na takie jeszcze miłość nie stać słodkie dreszcze; Jeszcze dziwnych się pieszczot długo uczyć musi, Nim głód ten nienazwany w naszych sercach zdusi, Abyśmy, mając wszystko, nie pragnęli jeszcze. O! boskie, o tragiczne łakomstwo Adama! O! grzechu pierworodny, mądry i głęboki! Czyż jest jaśniejsze słońce niż te wieczne mroki, Gdzie nie ma ukojenia, tylko żądza sama? Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:10 Manon Wśród burz, co już szaleją i co grożą z dali, Kiedy wszystkie się siły rozprzęgły w naturze, Ocalić można wszystko, jeśli się ocali To co nas robi ludźmi: nasze własne burze. Więc patrzą j nieulękły, jak czyha zatrata Na tyle miast wspaniałych i świat cały płonie, I nie łam rąk, gdy widzisz, że się łączą dłonie I usta, niepamiętne ginącego świata. Czy słyszysz? Gdy w gruz pada, co wznosiły wieki, W Weronie pod bombami, w ogromnym płomieniu Do Julii Capuletti Romeo Aiontecchi Wśród nocy, utęskniony, woła po imieniu. Szimeno! Której szarfa bohaterów wieńczy, Jak nic cię nie zmieniły te wojny wciąż krwawsze! O Fedro, Mario Stuart, o Beatrix Cenci! Wśród świata, co się pali, cierpicie jak zawsze. Więc ty na nic nieczuła, zawsze nieostrożna, Manon, której się serce co chwila odmienia, Spójrz na mnie ty, dla której jednego spojrzenia Przebaczę, czego nigdy przebaczyć nie można! Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:11 Marsz II Korpusu Przez te same doliny, tymże Tybru brzegiem Znów idą jak przed laty ściśniętym szeregiem, I płynie ta, co tutaj kiedyś się zrodziła, "Piosenka stara, wojsku polskiemu tak miła". Jakąż drogę odbyłaś, aby raźnym chórem Znów dźwięki Twe zabrzmiały pod włoskim lazurem, By mógł Cię żołnierz tułacz na nowo zanucić, Przez ileż przeszłaś granic, ażeby tu wrócić? Od śniegów szłaś Sybiru do pomarańcz gaju I teraz z żołnierzami powracasz do Kraju, I żadna siła złego ni przemoc olbrzyma, Stająca Ci na drodze - dojść Cię nie powstrzyma. Nowe kości się kładą na tych, co już leżą, Przesiąknięta krwią ziemia krwią nasiąka świeżą, Ktoś upadł i do Kraju wyciąga swą rękę, Lecz inni idą dalej, śpiewając piosenkę. I kiedy trakt Cezara pod ich krokiem dudni, Słyszą dzwonek na nieszpór i żuraw u studni I niosą dniem i nocą sztandary niezdarte, I przejdą, przejdą Tyber i Wisłę, i Wartę. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:12 Matejko Ach! nic się nie zmieniło. Wszystko jest tak samo, Tak samo stoi Wawel wśród śnieżnej zamieci, I wieczorem tak samo nad Floriańska bramą Na niebie granatowym srebrny księżyc świeci. Ten sam co tyle razy powiew wiatru świeży Nagle w rynek powionął, wiosnę wróżąc rychłą. Więc, pełna jeszcze wspomnień, każesz by ucichło Sercu, co ciągle kocha i w nic już nie wierzy. Nie chcesz, by mógł je złudzić jakiś hejnał chmurny, Jakiś z brązu bohater, owinięty w bluszcze, Nie chcesz trąb słuchać hucznych ni widzieć koturny Pod którymi jak zawsze spieniona krew pluszcze. I tylko czasem nocą trzeszczą stare graty, I jakieś wielkie płótno blask rzuca złotawy, I widzisz: mały człowiek, Aiatejko garbaty, Maluje "Starzyńskiego na murach Warszawy". Jan Lechoń przypisane Niusi [Annie Jackowskiej] Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:55 Pan Twardowski Raz, dwa, cztery, dwanaście. Cóż to dziś się dzieje? Zegary biją północ, a tu kogut pieje, Jest kogut. Jaki wielki! Grzebień ma jak grzywę I pióra szmaragdowe, ostrogi prawdziwe. Zapia przed samym domem. Trzeba z tym się zgodzić: Lepiej jeździć kogutem niż piechotą chodzić. Widzę cię. Widzę znowu! Ty jesteś jak zdrowie! Te same baby wiejskie na Rynku w Krakowie. I dziad przed Panną Marią siwą chyli głowę. Masz tu, dziadku, dolara! Za dusze czyśćcowe, Za wszystkich, którzy umrą od otwartej blizny, I za tych, co nie wrócą nigdy do ojczyzny. Kogoś tu miałem spotkać! Jakiś ważne sprawy... To było już tak dawno!! Jegomość kulawy, Któremum coś obiecał, więc będzie się zżymać, Bo właśnie nie mam żadnej ochoty dotrzymać. No! Nie trzaskaj kopytem! To nie żadna sztuka. O biedny polski diable! Każdy cię oszuka. O! rozpustny Kmicicu, najmężniejszy z mężnych! Widziałem ja na świecie szatanów potężnych, Nie nadętych pyszałków, ale bosko dumnych I niczym nie ugiętych, i bardzo rozumnych. Tobie z nimi się mierzyć - toż komedia czysta! Nigdy z ciebie, Boruto, nie będzie Mefista. Jedno co możesz czynić - to gusła i czary We mgle błękitno-srebrnej, którą ja tak lubię. Ale chcę coć nowego. Nie wzywaj Barbary Ni Zygmunta Augusta w sobolowej szubie, Ni Janów, ni Batorych z starych sarkofagów, Bo na to nie potrzeba żadnych wielkich magów. Tylko ze świeżych grobów, z dołów śmierci tajnych, Gdzie nikt nawet ich imion nie umiał oznaczyć, Wywołaj paru ludzi zupełnie zwyczajnych, O których ja wciąż myślę i chcę ich zobaczyć. Nie chcesz? Jak to? Nie możesz? Takież twoje sztuki? Na toż skrycie świętoszek wciąż ku tobie zerka? I wartoż było takiej zasięgać nauki, Ażeby się okazać głupim jak ekierka? Chodźmy do karczmy na wino! Ja za ciebie płacę. A tamci... Requiescant! Requiescant in pace! Dziewczyno, która tęsknisz w półmroku szynkwasu I zwracasz ku mnie teraz swoje oczy łzawe, Pytasz o wielkie miasta? Ogromnie ciekawe, Lecz podróże mnie męczą od pewnego czasu. Znam zorze nad dalekich oceanów głębią I puszcze storczykowe o duszącej woni, Stolice, gdzie się tłumy jak mrowiska kłębią, I znam wieczór nad Wisłą. I powracam do niej. Jaśminów woń z ogrodu bije mi do głowy, Jak mleko blask księżyca leje się na drogę. Ta karczma ăRzymŇ się zowie? Nie bądź drobiazgowy! Nic nie mam oprócz duszy. Więc dać jej nie mogę. Mój kogut zapiał znowu! Lećmy, mój koniku! Leć tam, nad Pannę Marię! Na tym rogaliku, Którego srebrne smugi tak zawsze mnie nęcą, Co teraz wszedł na nieba wielką płachtę ciemną, Będę siedział i patrzał, jak się gwiazdy kręcą, Będę widział Warszawę i Kraków pode mną. I wpośród woni z dołu i wśród nocy cienia Będą ku mnie ku górze płynęły wspomnienia, Jak mgły się będą snuły w księżycowej bieli, A ja, w niebo wpatrzony, do świata ostatka Będę mówił pacierze, jak uczyła Matka. A resztę, co tu gadać, wszystko diabli wzięli. Jan Lechoń przypisane Kazimierzowi Wierzyńskiemu Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:56 Mędrca szkiełko Trawy takiej zielonej, chmur tak czarnych nie ma, Jeżeli na nie spojrzeć zwykłymi oczyma, Ni świętych barokowych jak z pogiętej blachy, Nie znajdziesz Berniniego płaczącej Teresy, Jak łamie swoje ręce w mistyczne floresy, I nigdy sie nie chwiały jak z El Greca gmachy. Nie było go: Adama cudnego bez winy, Co wznosi dłoń bezwolną znad stropu Syskstyny, Ni jeńców zapatrzonych w swoje boskie ciało. A są tacy, co wątpią, czy w najpierwsze rano Płynął nad nami starzec z brodą rozechwianą, I mówią, że to wszystko samo tak sie stało. Wszystkoś mi wytłumaczył w tej wyższej algebrze, Że Adam na Zatybrzu, dłoń podnosząc, żebrze, Że domy stoją prosto z odwiecznego planu, Że nie ma żadnych cudów, zmarły wszystkie święte. Ale są jeszcze przecież rzeczy niepojęte Jak zapach heliotropu i kolor szafranu. Jan Lechoń przypisane Zofii Kochańskiej Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 03:57 Mickiewicz zmęczony Powróciwszy do domu od Sekwany strony, Mickiewicz się rozebrał z splamionej czamary I położył na łóżku. Nie był jeszcze stary, Lecz bardzo wiele cierpiał i był już zmęczony. I oto ledwo zasnął a w tej samej chwili Zobaczył starą ławkę nad srebrnym jeziorem I w sukni, którą miała pamiętnym wieczorem, W lekkiej woni akacji spłynął cień Maryli. Jej wargi wyszeptały: "Nasza miłość - cmentarz, Między nami jest morze rozlane ogromnie, I za dnia tylko bitwy i wodzów pamiętasz, Lecz kiedy zamkniesz oczy, zawsze myślisz o mnie". Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:00 Modlitwa Gwiazd siewco i księżyców, co w eterze wiszą, O! Panie nad deszczami i Panie nad skwarem! Porównaj nas zmęczonych z milczącym obszarem, Niebiosa ku nam nachyl i napój nas ciszą. O! utop nas w Twych światów bezmiernej głębinie, Posrebrzaj nas jak gwiazdy, rozpuszczaj jak morze, Nalewaj nas powietrzem w błękitne przestworze, Nastrajaj nas jak echo i słuchaj, jak ginie. Bladym uczyń nas rankiem, wschodzącym na niebie, Obłokiem, co w południe leniwo przepływa, Woalem czarnej nocy, co ziemię nakrywa - Oswobódź nas od duszy i wybaw od siebie. Jan Lechoń 1924 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:01 Rozmowa z aniołem Dziś we śnie mnie nawiedził anioł polskiej doli I płakał, szumiąc w mroku skrzydłami srebrnemi, Jak gdyby chciał powiedzieć: "Umierasz powoli, Samotny, tak daleko od rodzinnej ziemi". - "Daleko? Co ty mówisz? Mnie wszystkie zapachy Ogrodów i pól naszych co dzień niosą wiatry, We mnie, we mnie jest wszystko: mazowieckie piachy, I jeziora litewskie i Wisła i Tatry" Jan Lechoń "Wiadomości" 1955 nr 46 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:04 Pycha Z ogrodów, z których płyną fale dziwnych woni, Z pałaców o przepyszne opartych kolumny, Z twoich oczu błękitnych i twej białej dłoni, Ze siebie, ze wszystkiego, jak Bóg jestem dumny. Pod kołdrą się gwiaździstą do snu dzień ułożył, Patrzę w ogród przez okno: w ogrodzie jest ciemno. I myślę: jestem człowiek, którego Bóg stworzył, O każdej dnia godzinie śmierć wisi nade mną. Zła ziemia będzie żarła moje białe kości, Lecz gdzież odejdzie dusza, ten człowiek prawdziwy? Jeśli Bóg jest nicością, pójdzie do nicości, Do nieba - jeśli dobry; do piekła - gdy mściwy. Jan Lechoń 1924 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:08 Malczewski W jarze światło zabłysło. W ogrodzie, w altanie Ktoś skryty tęskną dumkę gra na teorbanie. Pachną sady wiśniowe w stepu bujnym szumie. Konia mego karego podaj mi, Kozacze! Nikt tutaj mnie nie kochał, więc nikt niech nie płacze. Nikt ze mną tu nie cierpiał, nikt mnie nie rozumie. Pędź koniu! Zobaczymy, czy jest inne życie, Czy bliżej jest do nieba na Mont Blancu szczycie? Czy Ocean nieczuły jak Dniestr u nas płynie? Czy można coś zapomnieć nocą na gondoli? Czy zawsze się wspomina, wszędzie serce boli I pusto, smutno, tęskno, jak na Ukrainie? Jan Lechoń "Wiadomości" 1955 nr 6 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:09 Męczennicy Wszyscy święci z ołtarzy, z obrazów, z pomników, Ze światłami nad głowa i z ranami w boku, Wszystkie święte o cudnym panieńskim uroku Wychodzą na spotkanie naszych męczenników. Wśród śpiewów gregoriańskich idą mleczną drogą Anieli w złotych zbrojach z srebrnymi skrzydłami, Pomagają iść rannym, co sami nie mogą, I mówią do nich cicho: "Módlcie się za nami". I oto wśród trąb grania pękają lazury, I widać Matkę Boską przy Świętej Dziecinie, A oni przystanęli, aby spojrzeć z góry, Jak idzie polskie wojsko i jak Wisła płynie. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:10 Mochnacki W r. 1832 Maurycy Mochnacki koncertował w Metzu Mochnacki jak trup blady siadł przy klawikordzie I z wolna jął próbować akord po akordzie. Już ściany pełnej sali w żółtym toną blasku, A tam w kącie kirasjer w wyzłacanym kasku, A tu bliżej woń perfum, dam strojonych sznury, A wyżej na galerii - milcz serce! - mundury. Tylko jeden krok mały od sali go dzieli, Krok jeden przez wgłębienie dla miejskiej kapeli - On wie, że okop hardy w tej przepaści rośnie, Więc skrył się za okopem i zagra o wiośnie. Rozpędził blade palce świergotem w wiolinie, I mały, smutny strumień spod ręki mu płynie. Raz w raz rosa po białej pryska klawiaturze, I raz po raz w wiolinie kwitną polne róże. Rosną. Większe, smutniejsze, pełniejsze czerwienią, Coraz niżej i niżej, uschną, w bas się zmienią! Nie. Równo, równo rosną w jakiś smutny taniec. Rozdrganą klawiaturę przebłagał wygnaniec, I nagle się rozpłakał po klawiszach sztajer, Aż poszedł szmer po sali, sali biedermeier. Głupio, sennie, bezmyślnie kręci się i kręci. Jakieś myśli chce straszne wyrzucić z pamięci, Do piersi jakąś białą przytulił pierś drżącą I czuje tuż przy piersi nieznośne gorąco, I tysiąc świateł w oczach, w czyjejś twarzy dołki, I zapach białej sukni, ubranej w fijołki. Magle złoty kirasjer poruszył się w kącie, Sto myśli, jak kanonier, stanęło przy loncie, Stu spojrzeń obcej sali przeszyły go miecze, Wstyd idzie ku estradzie - czuje, jak go piecze. Więc do basu ucieka i tępo weń tłucze, Po tym tańcu szalonym niech ręce przeplucze, Z tych czerwonych, duszących róż otrząsa płatki, Rozsypuje po sali w tysiączne zagadki, W sto znaków zapytania, sto szmerów niechęci, Nie pyta. Już jest w basie. Już tam się wyświęci. Raz, dwa, trzy, cztery - wali. Niechaj mu otworzą, Niechaj wyjdą z chorągwią, wyjdą z Matką Bożą, Niech mu końskie kopyta przelecą po twarzy I niechaj go postawią gdziekolwiek na straży: Na ulicy stać będzie z karabinem w dłoni... ...Słyszy sala: ktoś idzie, ostrogami dzwoni - Ostrogą spiął melodię, a akompaniament Szaleje, krzyczy w basie, rośnie w straszny zamęt - Ku sali bagnetami już mierzy, już blisko - I ton jeden uparcie wybija - nazwisko!!! Wciąż czyste, w rozszalałe wplątuje się głosy I wali, wali w basie murem Saragossy, Oszalałych Hiszpanów wyciem, darciem, jękiem I znów wraca ku górze załzawionym dźwiękiem - W mazurze - nie - w mazurku idą wszystkie pary, By całą klawiaturę owinąć w sztandary. Zatrzymali się wszyscy w srebrzystych kontuszach, A klawikord im ducha rozpłomienia w duszach I wzdłuż długich szeregów przewija pas lity, Tysiąc głów podgolonych podnosi w błękity I wszystkie karabele jedną ujął dłonią I uderzył w instrument tą piekielna bronią. Aż struna się ugięła, ta w górze, płaczliwa. I cisza jest w wiolinie. Cisza przeraźliwa. Po martwej, głupiej strunie, po fijołków woni, Po czyichś smutnych oczach, jakiejś białej dłoni. Jakichś światłach po nocy i szeptach w komorze, Po księży cu, po gwiazdach - mój Boże! mój Boże! - Gdzieś się gubi i zwija, przeciera pas lity, Po księży cu, po gwiazdach, po Rzeczpospolitej. Po sali idzie cisza przeraźliwa, blada I obok tęgich boszów w pierwszym rzędzie siada. Wzrok wlepia martwy, ślepy, w jakiś punkt na ścianie I patrzy w Mochnackiego, kiedy grać przestanie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . A on, blady jak ściana, plącze, zrywa tony I kolor spod klawiszy wypruwa - czerwony, Aż wreszcie wstał i z hukiem rzucił czarne wieko I spojrzał - taką straszną, otwartą powieką, Aż spazm ryknął, strach podły i z miejsc się porwali: "Citoyens! Uciekać! Krew pachnie w tej sali!!!" Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:11 Mój Sylwester Miałem dziś zostać w domu. Ktoś puka. Puk właśnie. "Ubieraj się - powiada. - Jazzowa orkiestra Tak brzęczy, że choć chciałby, nikt teraz nie zaśnie. Tytania z Oberonem proszą na Sylwestra." "Kto będzie?" - "Sami swoi. Po prostu: Ateny! Proszono małe kółko, lecz wieść się rozniosła. Królową Hipolitę pamiętasz ze sceny, Wybaczysz, że Tytania zaprosiła osła. Nie zostawaj samotny ani w miejskim huku, Odetchniesz wonią lasu i powrócisz wcześnie. Amazonki podwiozą." - "Idę z tobą, Puku. Co będziemy tam robić?" - "To samo co we Śnie". Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:14 Nad ranem Od mego serca do twego droga jak listek długa, a przecież budzii nas echo grając w nas jak kukułka: ciebie o dowo za późno, mnie o pół nuty za wcześnie, więc w twarz ci paitrząc jak w lustro podwojony sam sobie jestem: Wiewiórczy ogień mnie znaczył i kropla żelaza lecąc krzyżyk nad czołem jak dzwonek wieszała, albo jak pieczęć, abym dotknięty ogniem dłonie zacierał obie jedną o młodość za późno, drugą za wcześnie o wieczność. I obłdk, co się zatrzymał we mnie jak w sennej rzece albo w wieczornej roślinie ciemność łagodną przedzie, abym jak ryba świecąc w powietrzu błądził i ustom słowo dla cieblie - zbyt wczeame podawał - albo za późno. Od mego ciała do twego droga jak ręka prosta, lecz ciągle dzieli nas echo w sercu podwójnym i głosach, bo dym, co niebo przybliżył jak kogut nad snem moim pieje o żałość twoją - za późno, za wcześnie o moją nadzieję. Tadeusz Gajcy Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:16 Noc Czy w śnie daremnym, w przypomnieniu leżę pod światłem, co jak koral stacza się prędko? Oto pora, gdy cienie kwiatów w faliwartkiej pływają ciężkie niby karpie w księżżycu srebrne. Owad równy jest człowiekowi, ptak zwierzęciu, gdy niebo budząc nas jak struny albo ściszając swym dotknięciem odchodzi ciemne pod powiekę. Żebym pamiętał: równy jestem łunie różowej, któa przestrzeń w drzewo kolorów nagłych zmienia. Żebym rozumiał: nawet salwie, gdy przez powietrze idzie lekkie jak dzwon od chłodnych drzwi milczenia. I żebym mówił : równy jestem sam sobie leżąc w śnie jak wyspa, gdy niebo białe jest jak papier, a ziemia wciąż nierzeczywista i zarys kwiatów dnem przechodząc tężeje w kamień, w kość woskową; a ja w daremnym przypomnieniu dzieciństwa kształt przybliżam jasny; obłoków góra, nad nią księżyc i wiatr gołębi ponad lasem, woda wesoła, szelest ryby wśród lilii wodnych. Przecież wiem: daremny serca strumień jest, przebytym snom nie będę równy. Lecz noc mnie czeka wciąż odobna do tamtych nocy, kiedy koral światłą się zniżał. Cień w obłokach jest cieniem moim jak olbrzyma, a przecież ręka jest pokorna i ciało kruche leży płasko. Żebym pamiętał: jest ojczyzna w gałązce dymu, w ognia blasku, a ja nakryty śniegiem chhmury ziemi tej skąpej jestem równy. Tadeusz Gajcy Grom powszedni, 1944 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:17 Portret Choćbym co dzień rozmnażał się liczny, mną mową przemawiał - tkliwszą, choćbym w światło zmieniany lub w liście spadał kruchy pod sierp błyskawicy, choćbym język miał martwy i oczy zaświatowym oddane znakom - powiem: w niebie różowym jak w wianku świeca dom mój palący się w nocy. Choćbym wrócić już nigdy nie zdołał, ani odajść już nie mógł drogą, gdzie zmęczone wracają na kotach łąki ranne, wiatraki świergocą, choćbym trwał jak trwa mrówka lub glista sercem klaszcząc przy ziemi wiotkim, każda chwila mi będzie jak wystrzał, każda barwa jak siarka i ogień. Nie oszuka mnie dzwonów dudnienie, choć łagodne i ciężkie od woni, jeszcze raz rzucę mocno kamieniem w twarz zawziętą nad snem mym zwieszoną i nie uśpi wracając do pasiek pszczoła mądra warczącym swym lotem, bo powstanę zbratany z żelazem nim śpiącego zaskoczy zły motor, Choćbym mówił: pokocham, zostanę, choćbym słowa jak trumnę zbijał, ty nie ufaj. I zabierz mi pamięć, ciało sprostuj, na czoło daj promień jasny jak uśmiech lub lilię, Ale wtedy zobaczysz wśród gwiazd ciemiłe nasze żegnane przez brzask odchodzące od siebie i inne. Tadeusz Gajcy Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:19 Przed odejściem Porasta jesienną mgłą mój kraj jak włosem siwym. Lecz nim pożegnam go dłonią z męczeńskiej gliny, lecz nim się zgodzę z koroną cierniowych lip i wezmę w bok mój i serce bezbronne ciemność jak ostre narzędzie, niech błyskawicy lament znów mnie na wieczność wywoła, bym uniósł sam siebie jak palmę i płomień poczuł u czoła. Po kościach zdeptanych idąc porównam żywioł z żywiołem, gwiazdę zawistną nazwę, co nad mą głową czeka, młodość przywrócę i miłość snom niewinnego człowieka, nad którym wół i osiołek i anioł smutny się zwiesza. Nogą ognistość przejdę jak ptak przez obłok przechodzi, aby pod brzozą zwęgloną mrówkę pochować nieżywą - I dłonie rzucę do wody, aby nie mogły zapłonąć, gdy przyjdzie spocząć pod krzyżem. Tadeusz Gajcy Utwory zebrane, 1952 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:20 Miłość bez jutra Mój sen śmiertelny ciałem spełniasz i słowem płochym w śnie poczętym, puszysta włosów twoich perła jak promień krągły w pościel spływa, gdzie dłoń pierzasta jak z igliwia rozdziela cienie ciał od lęku. Mówimy szeptem krwi łagodnej słuchając w sobie: niech w nas płynie, niech niesie - światło jak w roślinie prześwietli serc planety małe i obudzimy się słuchając szelestu chmur i grania wody. Bo tyle tylko jest w nas ciepła, co dłoń zdziwiona objąć zdoła i trwogi tyle, co zakrzepła wyryje w twarzy łza jak z ognia i głosu w nas, co wydać może w kielichu warg języka ostrze. Niech płynie w nas - mówimy jeszcze ten szmer ciemności, póki księgę obłoków wiatr przegina miękką. Bo tyle tylko wiary w pieśni, ile obrazu pod powieką ziemi odbitej ostatecznie. Tadeusz Gajcy Grom powszedni, 1944 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:21 Modlitwa za rzeczy Uspokój serca zegarów, zmęczone są - żarówkom przygaś powieki, za długo patrzą na nas, tramwajom pozwól odpocząć, niechaj nie drepcą wciąż i domom zabroń się wspinać w miastach obłych jak w dzbanach. Zdyszanym kołom pociągów kwietny spocznek nakaż, płuca motorów napełnij ciszą wonną od gwiazd, trupim wydechem spalin niech się więcej nie żali kominów wysoki pochód w nieodgadniony czas. Sprzętom naszym milczącym głos zamarły wyzwól, piórom ześlij wytchnienie, papier zostaw bez liter, niech przemówią znad półek ksiażki kurzem przybite, krajobrazy więzione na płótnach niech zejdą w pokoje nasze - Za wszystkie rzeczy smutne, za wszystkie serca maszyn prosimy cię Panie. Tadeusz Gajcy Utwory wybrane, 1968 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:22 Wezwanie Już noc lub daień jak wody ziarno wydzielasz mi z uśmiechem patrząc, gdy ciała mego smutny barok zawile trwa pod Twoją gwiazdą. Nie świecisz we maie i nie śpiewasz, mym ustom ogień zamiast kwiatu, a dłoni ostrze dajesz teraz jak obiecałeś sen i światło. Prowadzisz mnie, czy tylko stoję jak stoi drzewo pod przelotem. czystego nieba, albo płomień nad krajem niebu niepodobnym? Przemawiasz do mnie czy szyderczy pociskiem godzisz, by zakrakał nad nierozumnym moim sercem jak kiedyś liść lub jak fujarka? Zstępujesz Ty, czy ja wyrastam ponad swój głos i niemy pejzaż i czyja dłoń ma kształt żelaza i czyje słowo jest jak z serca? Nie powiesz mi, a ja nie zgadnę ni jagnię Tobie, ani pasterz i tylko nad milczeniem naszym to samo słońce chmury kładzie. Tadeusz Gajcy Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:23 Z listu Krok twój rześki w powietrzu słonym dzwoni jak w wierszu moim asonans; lecz nawet takim jasnym i rześkim krokiem nie ujdziesz czasom bez pieśni; choćby zuchwały był lub kołyską nosił twe ciało - nie schroni przyszłości od smutku tego co za wodopój ma nas i niebo. Zostało dla mnie: piórem jak skrzydłem trawę, kwiat, kamień po których idziesz głaskać i imię dawać najczulsze słowem, co minie, słowem, co przyjdzie. Tadeusz Gajcy "Nowa Kultura" 1957, 3 Utwory wybrane, 1968 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:25 Kantyczka wołania pełna Gwiazdy niejasnej prowadzony wzorem po napój sięgam i jadło. Który ognistą koronę na czoło sczerniałe kładziesz, nad rąk pochyłością senną innego nie buduj domu, jeśli nie zdołasz z kamienia głosu ludzkiego wydobyć. Który przeczuty choć ciemny nad wodą dymiącą stałeś nie schylaj nieba ku ziemi jak ptaka schylasz nad gałąź, nie wódź nas dźwiękiem i rzeczą i barwie pióro świecące odejmij - jeśli twa wieczność łunę zapomni i pocisk. Po napój sięgam i jadło, który daleki niebu znaki tajemne kładę i kamień dzielę od chleba, zabierz mi snów kwiecistość i w węgiel zamień mą pracę, jeśli jak gwiazda kosmiczny wiekiem niewdzięcznym pogardzę. Tadeusz Gajcy Grom powszedni, 1944 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:26 Groteska bardzo smutna Niby kosmiczny delfin niebem, które nazywasz różnie przebywa ziemską przestrzeń apokalipsy ciało duże. Zaiste, straszne jest, gdy w oko spojrzy nagle i jak twój głos i cień wytrwałym pójdzie śladem. Gdy ręką dotknie zimną blasku chwiejnego pełną... na próżno mówisz: siło, niech ci otworzę niebo, przepadnij, zostaw nas u rzek niebiańskich ściegu, nie chcemy twoich gwiazd i ognistego wieku. Powracaj. Kiedyś w książce na liter strojnym łańcuchu stałaś grożąca jak Mojżesz z gromem napiętym na łuku... Czytelnik srebrny pod drzewem święty - jak mówi pismo - kruszył w śpiewaniu wersety i wzywał: apokalipso. Teraz - ty w górze straszna, my - nisko, ty nas nie odczytasz, - my ciebie i wspólne nasze nazwisko ku jakiej drodze nas wiedzie? Jeśli nad ciałem gromnicznym wołać nam wolno i ręce składać na kolbę i krzyżyk, czas kamienować niewdzięcznie - nie daj, strzegący kresu, by potem w kraju pszenicznym nasze rumiane dzieci bawiły się w apokalipsę. Tadeusz Gajcy Grom powszedni, 1944 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:27 Legenda o Homerze Na wzorzystym jarmarku, gdzie farby nierówne korali i lusterek - tam kupił drewniany instrument pełen dzwoniących gam. Lutnię podobno. Więc uczył struny niezwykle cienkie wielu łagodnych nutek przejęty bólem i lękiem. Na wybrzeżu, gdzie chudy chart nozdrza podał ku górze i smyczę ściągał twardo - on grał i uciszał rośliny nieliczne. Tańczyła sól. Wiatry krzepły, ptaki zaczęły płonąć, wielkie łodzie pękały jak miażdżone orzechy i zsuwała się ziemia ku domom. Ptak uderzył o wodę, gdzie Odys wracał wsparty plecami o maszt, a już wtedy płonęła młodość i żałosny lament wśród miast. Wrzask obłoków krążył nad głową, falowało powietrze, kamień, bursztyn w rzęsach sosen pionowo spadał hucząc i trawy łamał. Więc zatrzymał struny i przez wybrzeże szedł o wyspach śniąc foczych; tylko wiatr grał na smyczy, gdy pies jak ster prowadził mu oczy. Tadeusz Gajcy Widma, 1943 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:28 Droga tajemnic Błękitniejący umarłych proch rośnie w ziemi mocny jak żywioł i na oczach pisze co noc kręte znaki jak mróz na szybie. Białą czaszką kołysze księżyc stosy planet utkanych z kości, zagubisz się, pomylisz - w tym tokowisku zwierząt szklistym włosem porosłych. Łasi się grom i ciemność do twych stóp: skuś się tylko i poddaj, a zarośniesz jak liściem - ziemią i zaleje cię ogień i woda. Usta z lęku zwiotczałe jak gąbka schylisz, poznasz: misterny znak pisza w oczach ręką jak lotka, który kości umarłych zna. Będzie syczeć wapno i fosfor, każdy ślad twój pokryje węgiel, aż gwiazdy w kopule nocy wzejdą bliskie i jakże piękne. I wywiedzie cię z trwogi gęstej, w zimnej skórze zamkniętego jak w łusce, który ognia lub kwiatu szlestem sen odmyka - jakże obcy i pusty. Tadeusz Gajcy Widma, 1943 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:29 1942. Noc wigilijna Wieczorny szatan monetę zimną ważył na dłoni... Parzyła izby zamieć świeczek, kiedy śmieszne figurki zatargały jak w dzwonnicach sznurkiem, uniosły stopy na bojaźliwy centymetr - nie mogły odlecieć. Wplatał lepkie palce w oczy śnieg, no i szeptał, uporczywie szeptał; szatan załkał w szubienicę jak w flet i rozwiesił płacz w drzewie jak szkiełka. Więc choinka. - A na sznurku pajacyk, kolędować Małemu, niech krzepnie, pójdź - złóż dary - nie wystarcza popatrzeć - drzewko smutne, a u ciebie świece. Lulajże w powrozie, lulajże na haku, niech się wyśni obrus biały i błyszcząca jodła. Szept przygarnął - z tego szeptu twój opłatek i ojczyzna ciemniejąca w nagłych gwiazdach z ognia. Tadeusz Gajcy "Nowa Polska" 1942, 54 Utwory wybrane, 1968 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:30 Młodym uwaga Za igraszkę śmierć poczyta, Gdy z grzybami rydze chwyta: Na dęby Ma zęby, Na szczepy Ma sklepy. Cny młodziku, Migdaliku, Czerstwy rydzu, Slepowidzu, Kwiat mdleje, Więdnieje. Być w kresie, Czerkiesie. Ej, dziateczki! Jak kwiateczki Powycina, Was pozrzyna Śmierć kosą Z lat rosą: Gdy wschody, Zachody. Wszak poranek od wieczoru Niedaleki bez pozoru, Dzień z nocą Karocą Taż dąży, Świat krąży. Dniem niedługo słońce parzy, Cienią chmury, gdy się żarzy: Noc mściwa Sposzywa Blask szczyry W swe kiry. Po zachodzie kwiat w ogrójcu Płakać musi jak po ojcu: Łzy rosi, Są głosy "Do nieba Bez Feba". Śliczny Jasiu, Mowny szpasiu, Mój słowiku, Będzie zyku. Szpaczkujesz, Nie czujesz? Śmierć jak kot Wpadnie w lot! Aza nie wiesz, Ze śmierć jak jeż? Ma swe głogi, W szpilkach rogi? Ukoli Do woli. Aż jękniesz I pękniesz. Czy ty głuszec, czy ty wrona? Dusznych sępów chwyci szpona! Twa główka Makówka, W swywoli Nie boli. Tobie w głowie skoki, tany, Charty, żarty na przemiany: Śmierć kroczy, Utroczy Jak ptaszka, Nie fraszka! W ślepą babkę gdy śmierć skacze, O czy jeden młodzik płacze! Jej dygi Złe figi Niestrawne, Dość dawne. Łasyś zbytnie na cukierki, Jabłka, gruszki i węgierki: Śmierć jawna, Niestrawna Połyka Młodzika. Świat gomuika, tyś pigułka, Ale smaczna szczurom skórka: Gdy zwleką, Opieką, Wywędzą Łez nędzą. Tyś jak pączek czy pąpuszek Od łabędzich twych poduszek: Spisz długo, Śmierć sługą. Pościele W popiele. Młodzieniaszku W adamaszku, W aksamity Zbyt uwity, Twe lamy Od jamy Nie skryją, Zaryją. Świat na morzu, tyś w korabiu, Śmierć robaczek jest w jedwabiu: Patrz tchórzu, Na morzu Złe cale, Złe fale! Kawalerze W pięknej cerze, Na twe stany Chcesz odmiany? Odmiana, Żeś z Pana, Brat łata, Gdy fata! Kawalerów śmierć szyderca Zrywa gwałtem i z kobierca: Łopata Przeplata Wesele W łez wiele. Nie bądź sadłem czy jak masło: Niejednemu życie zgasło! Wszak mówią, Ze łowią Tak dudków Bez skutków. Żywe srebro, paliwoda, Na igraszki czasu szkoda: Czas drogi! Sąd srogi! Co minie, Upłynie. Nie dopędzisz wczora cugiem, Nie wyorzesz jutra pługiem. Minęło, Zniknęio! Bez zwrotu, Powrotu. Józef Baka Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:31 Niebo Śniło mi się dziś niebo: zaraz je poznałem Po zapachu koniczyn i śpiewie skowronka. Cykały w trawie świerszcze, falowała łąka, I wiem że był tam Pan Bóg, choć go nie widział Nie widziałem aniołów, ale nad ugory Z szumem białe swe skrzydła podniosły bociana I były jeszcze jakieś buki i jawory, Które w wiatru poszumie grały jak organy. A później, niby wielki robak świętojański, Srebrny księżyc rozświetlił Akropolu gruzy, Nad którymi wysoko stal Paweł Kochański I grał w tej boskiej ciszy "Źródło Aretuzy". Jan Lechoń przypisane Zosi [Kochańskej] Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:32 Tuwim Widzę włosy Twe siwe i twarz Twoją ostrą, I rękę, co jak wiosło, odbija od jawy, Snujesz oto się nocą, nieszczęsny Cagliostro, Pustymi ulicami nie Twojej Warszawy. Od wichury wieczności porwanymi zmysły Chcesz wchłonąć z nowych ulic czar zmarłych zapachów, Wśród świateł nowych latarń, co na nich rozbłysły, Wznosisz wzrokiem szalonym cienie dawnych gmachów. I płaczesz, bo deszcz, słyszysz, ciecze z starej rynny, I sam jeszcze nie wierząc, że nikt Ci nie wzbroni - Wyciągasz dłoń swą w mroku, przestępco niewinny, Do podanej z daleka znowu bratniej dłoni. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:33 Na śmierć Conrada Twój ojciec też miał pogrzeb wspaniały i chmurny, Szli za nim mrocznym miastem dostojni i prości, O bruk stukały buty jak greckie koturny, I wiedli go z niewoli do wiecznej wolności. Mową twardą i prostą, chropowatą mową, Mówili doń Polacy i cicho płakali, Nakryli go ojczyzną, jak czapką wojskową, A później się rozeszli i bili się dalej! A teraz ciebie wicher zaświatów ogarnia, I ten tułacz bezsenny, zorany przez blizny, Twój ojciec tam cię woła językiem Ojczyzny, Gdzie wszystkim świeci morzom ta sama latarnia. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:34 Święty Antoni Ty masz wysoko oczy Tam, gdzie śpiewa skowronek, Więc widzisz, gdzie się toczy Zagubiony pierścionek, A że trzymasz na ręku Maleńkiego Chrystusa, Dojrzysz, kto kona w lęku I skąd czyha pokusa. Twój brunatny samodział Widzę: idziesz po niebie. Popatrz, gdziem się zapodział, Bo zgubiłem sam siebie. "Niech się święci chwała Twoja, Niech się znajdzie zguba moja!" Amen! Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:35 Nokturn Cóż ja jestem? Liść tylko, liść, co z drzewa leci. Com czynił - wszystko było pisane na wodzie. Liść jestem, co spadł z drzewa w dalekim ogrodzie, Wiatr niesie go aleją, w której księżyc świeci. Jednego pragnę dzisiaj: was, zimne powiewy! Wiec nieś mnie, wietrze chłodny, nie pytając po co, Pomiędzy stare ścieżki, zapomniane krzewy, Które wszystkie rozpoznam i odnajdę nocą. W ostatniej woni lata, w powiewie jesieni Niech padnę pod strzaskany ganek kolumnowy, By ujrzeć te, com widział, podniesione głowy Wśród teraz pochylonych, zamyślonych cieni. Uciszaj, srebrna nocy, całą ziemię śpiewną! A ja padnę na trawę wilgotną od rosy, Lub będę muskał cicho niegdyś złote włosy, Których dziś już koloru nie poznałbym pewno. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:37 Nie-Boska Komedia Płynie włoskie jezioro lazurową wodą, Piosenka gdzieś zabrzmiała wśród ciasnej uliczki, Hrabia Zygmunt ubrany romantyczną modą Krwawą różę przez białe zrywa rękawiczki. A za riim zachód słońca i żółte ruiny, I nagle od lekkiego zefiru powiewu Jedwabny szal się z ramion osunął Delfiny I zaplątał w gałązkach cierniowego krzewu. I wtedy on wyszeptał: "Ach, to koniec lata". I więcej już w ten wieczór nie mówili z sobą. A w nocy ujrzał nagle okryte żałobą Okopy Świętej Trójcy i ruiny świata. Jan Lechoń przypisane Juliuszowi Sakowskiemu Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:38 Piosenka Droga Warszawo mojej młodości, W której się dla mnie zamykał świat! Chcę choć na chwila ujrzeć w ciemności Dobrej przeszłości Popiół i kwiat. Zanim mnie owa ciemność pochłonie, Twoich ogrodów chcę poczuć woń. Niechaj twych ulic wiatr mnie owionie, Połóż twe dłonie Na moją skroń! Jak kiedyś zapach bzowych gałązek Wśród kropli rosy i słońca lśnień, Tak inny z Tobą rn.u-zę dziś związek: Starych Powązek Głęboki cień. Marzę, że Ty mi zamkniesz powieki, Lecz choćbym z ciężkich nie wrócił prób, Będę Ci wierny, wierny na wieki Aż po daleki Wygnańczy grób. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 04:49 Rio de Janeiro Natura jako słońce stanęła w zenicie, Ziemia, niebo i morze razem wznoszą pean. Jak dywan srebrnej piany, błyszczący w błękicie, Rozwija się i zwija przepyszny ocean. Pośród kwiatów jak drzewa i ptaków jak kwiaty Zapachów tajemniczych tren płynie bogaty, W powietrzu różnobarwnych rój zawisł motyli. Więc wzrok swój utęskniony podnosisz do góry I wtedy widzisz niebo, prawdziwe, bez chmury, I wszystko coś przecierpiał, zapomnisz w tej chwili. A wieczór, kiedy zmroku zapada zasłona, Otwarte widzisz nagle ogromne ramiona, Co z nieba błogosławią smugami srebrnemi Tę ziemię czarodziejską, jak ogród zaklęty, To miasto fantastyczne i błędne okręty, Co wiozą smutnych ludzi wygnanych z swej ziemi. Jan Lechoń "Tygodniowy Przegląd Literacki Koła Pisarzy z Polski" 1942 nr 4 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:14 Niki Nike Grunwaldu, rosła krakowska dziewczyna, Wyszła nocą na pole pod skłębione chmury, Za zbroję szmelcowaną modre chabry wpina I podniósłszy przyłbicę, wzniosła się do góry. A za nią lekką stopą wznosząc się od ziemi Płynie Nike spod Wiednia skrzydły husarskiemi. Słuckie pasy jak wstęgi wkoło niej się plotą, A ona dmie przeciągle w długą surmę złotą. I kiedy przelatują nad laurów szpalery, Nagle szum w wawrzynowej podniósł się gęstwinie, Srebrny orzeł wypłynął i wysoko płynie Na wzniesionym ramieniu Nike Somo-Sierry. We świetle księżycowym to świecą, to giną, Aż wreszcie nad Italią swe skrzydła rozchwiały I teraz sypią kwiaty ze wszystkich pól chwały Na groby i na Nike spod Monte Cassino. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:15 Polonez artyleryjski To major Brzoza kartaczami w moskiewskie pułki wali! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Siew pada w ziemię szrapnelami, I dym. l grom, i bura) z nami, Piekielny deszcz ze stali Na firmamencie chmury chmurzą Brunatne z armat dymy. Raz po raz ziemia jęknie burzą, Ślepia się dziko armat mrużą. Przy których my stoimy Od ognia czarni dymem syci I wiecznie czuwa|ący Armaty - grom i ból, i wici - Bateria ryknie w głos, gdy chwyci Wasz szept zmartwychwstający Miarowo dudni, z cicha, z cicha, Bez przerwa, bez ustania! Na miły Bóg? Czy ziemia wzdycha? To artyleria nasza licha Dziś puka od świtania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . To major Brzoza kartaczami w moskiewskie pułki wali! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Czy przeciw nam wy, czy tez z nami? Gadamy do was kartaczami. Nie dusi dym i krew nie plami. I jeno ogień pali Za nami będą mówić ciszą I łzami, i modlitwą Armatom ognia!! Niechaj dyszą! Hej! ognia! ognia! Słyszy, słyszą, Że w bitwie idziem bitwą Konnicy koniem, zbrojną ręką Po swoje iść piechocie Jaką grał Bem pod Ostrołęką, Taką nam zagrać dziś piosenką I w pułk moskiewski rozwinięty Chrzest siać piekielny chrzest i święty. Kapłanom przy robocie Dudni nam ziemia, dudni, dudni, Radujcie się, majorze' Tako się Polska nam rozcudm, Gdy skwarny przyjdzie czas południ Na nasze krwawe zboże Słyszycie! Z cicha, z cicha, z cicha Warkotem, bez ustania Na miły Bogi Czy ziemia wzdycha? Pułk się za pułkiem w śmierć przepycha . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . To artyleria nasza licha Dziś puka od świtania Ani się pyta. kto dziś z nami, Bateria wścieklej stali To major Brzoza kartaczami w moskiewskie pułki wali! Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:16 Poeta niemodny Mówią mi: "Nic nie wskrzesi czasu, co przeżyty, Wkrótce o nim i pamięć wśród młodych się zatrze. Zabiera) sobie swoje stare rekwizyty, Bo nową będą grali sztukę na teatrze". Cóż robić? Trzeba upić ambrozji się flachą, Co jeszcze mi została z młodzieńczych bankietów. Wychodzę z różą w ręku, z księżycem pod pachą, A resztę pozostawiam dla nowych poetów. Jan Lechoń "Wiadomości" 1955 nr 46 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:17 Plato Śniegi drogi zaniosły, gdzieśmy się spotkali, Łzy nasze dawno oschły, przeminęły szały. Jak przez mgłę widzę tylko z coraz większej dali Te którem niegdyś kochał, które mnie kochały. Lecz nigdy nie zgodzony z miłości utrata, Patrzę jako powoli obraca się scena I zamiast tych straconych, przychodzą: Erato, Kalliope, Polihymnia, Talia, Melpomena. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:20 Poezja Ogród, z którego jesień wszystkie zdarła wdzięki, Drzew wierzchołki strzaskane, bielejące kości, Marmurowy Apollo bez głowy i ręki I podarte sztandary szumiące w ciemności. Miłość, która jak wicher przez dusze przewiała, Łzy piła, jak zwierz była, co krew naszą chłeptał, Wiarołomne przysięgi, któreś mi szeptała, Zaklęcia, w którem wierzył i sam je podeptał. A nad ową otchłanią, gdzie się razem stacza Zło i dobro i w trupiej rozkłada się pleśni, Glos się wznosi, co wszystko wskrzesza i przebacza; "Ach! musi umrzeć w życiu, co ma powstać w pieśni". Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:21 Rzym Deszcz pada w Rzymie smugą nieustanna. Ja jestem pielgrzym. Tylko że ja nie przyszedłem tu na Santo Anno Ja jestem zupełnie sam. I tylko myśl mam ciężka tak jak ołów To by było za łatwo. Nie dla ciebie są pociechy kościołów. Jakąż mam myślą wielką i tylko Bogu oddaną Zrozumieć cię, o miasto, coś jest wielkością wezbraną Ten ręki łagodny ruch, którym Marek Aureliusz jadąc przez Kapitol, wita I kopułę Piotra, I ten rododendron, który w Villa Borghese rozkwita. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:22 Rozmowa z weteranem Z sześćdziesiątego roku siwym weteranem, Kiedy w świetle się lampy blask dzienny rozpłynie I głośniej cyka zegar w nakryciu swem szklanem, Rozmawiać lubię czasem o szarej godzinie. Ma dla mnie jakiś urok rozkosznie leniwy Poduszek białych sterta na łóżku w izdebce, Kot szary cicho mruczy lub mleko wychłepce, Figurki z porcelany gadają mi dziwy. Weteran mój powiada, że liczne brał rany, 2e w bitwie padł pod konia pokłuty lancami, A wtenczas, jak mgłą, oczy zachodzą mu łzami; Wiem, że w czasie tej bitwy spał w karczmie pijany. I cieszę się, że jeśli w nim także się zbudzi Nieufność dla tych cudów, co co dzień mu kłamię, Pozwoli, bym mu łzy swe wypłakał na ramię, A jutro znów w niezwykłych zabawim się ludzi. Zasiądziem. Stół włóczkową przykryty serwetą, Raz po raz cyka zegar w nakryciu swem szklanem. I czujem się: staruszek - prawdziwym ułanem, Ja, biedny, głupi kłamca - prawdziwym poetą. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:23 * * * Złowrogi jest wieczorny chłód, Ten wiatr wyjący jakby w trwodze, I tajemniczy słychać chód Jak trwożny tupot nóg na drodze. Dogasający zorzy pas Jak przypomnienie bólów życia, Widomy znak, że zamknął nas Fatalny krąg, nie do rozbicia. Jan Lechoń z Aleksandra Błoka Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:24 Toast Nic nie ma prócz tych liści, co na drzewach zmarły, Nic nie ma prócz tych wichrów, którymi przewiało, Nic prócz śladów świetności, co się już zatarły. Nie stanie się nic więcej. Już wszystko się stało. Jest jeszcze tylko księżyc, który cicho spływa Na czarną krepę nocy i srebrzy ją dumną Jako brylant baldachim rozpięty nad trumną, W którą ziemia zmęczona na wieki spoczywa. Kielichy wznieśmy w górę i pijmy na stypie, Bo żal nasz byłby śmieszny, a skarga daremna, Niech nas trupio spokojnych pochłonie noc ciemna, A łopata grabarza milczących zasypie. Ach! ileż jest spoczynku w tym słowie: tak trzeba! Jak nam ziemi, tak ziemi trzeba naszych kości. Szaleńcy, wzrośniem kiedyś kłosami mądrości, Powszednim, czarnym chlebem dla zjadaczy chleba. Jan Lechoń 1924 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:25 Wiersz dla Warszawy Kiedy śnieg cicho prószył zimową pogodą I smutnie nad dachami gasło słońce krwawe, Z pomnika wzniesionego za najeźdźcy zgodą, Mickiewicz zamyślony patrzał na Warszawę. Owiany zimnym wiatrem, wiejącym od Wisły, Wonią liści zeschniętych i trupiego gnicia, Przenikał wszystkich ludzi najskrytsze zamysły I mury, których nigdy nie widział za życia. Patrząc w Zamku królewską, potrzaskaną głowę, W kościotrupy kościołów jak potworne sztolnie, Mierzył to, co zrobiło Herculanum nowe, Które na śmierć męczeńską poszło dobrowolnie. Ujrzał łunę nad miastem i więzienne kraty, Okrucieństwa nie znane ludzkiej wyobraźni I słyszał, kiedy cichły moskiewskie armaty, Ażeby swym milczeniem dopomóc tej kaźni. I jako Bóg w dzień Sądu mieczem Archanioła, Wodząc wieszcza swą ręką na lewo i prawo, Oddzielił tych, co milcząc nie ugięli czoła, Od tych, co są narodu skorupą plugawą. I wtedy w sercu z brązu zadrgał wielki temat, Którego nikt poza nim godnie nie wypowie I w tym wichrze od Wisły rozpoczął poemat: "Warszawo wiecznie wolna, Ty jesteś jak zdrowie". (przypisane Zofii i Stefanowi Korbońskim) Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:26 Zazdrość Jest mi dzisiaj źle bardzo, jest mi bardzo smutno, Myśli mam zwiędłe, chore, jak kwiaty na grobie, Za oknem wisi niebo niby szare płótno. Nie mogę cię dziś kochać i myśleć o tobie. Między nami jest przepaść, przepaść niezgłębiona, I choćbyśmy wykochać po brzeg dusze chcieli, To wszystko, co nas łączy, jest miłość szalona, A wszystko, co jest prawdą, na wieki nas dzieli. Wiem teraz: to jest jasne jak słonce na niebie, I musi skonać serce pod ciężką żałobą, Bo nigdy cię nie wezmę na wieczność dla siebie. Ty nigdy mną nie będziesz, a ja nigdy tobą. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:27 Norwid Imię twoje jak czarne i strzeliste cyprysy, A wkoło - greckie kolumny. Słowa twe - odskrobane starożytne napisy. Ty - dumny! Gdzie idziesz - głęboki aksamit traw Malachitowy, W ręku twoim - księga praw, Sowa u głowy. Historia układa fałdy swych szat Nad wodami potoku. Kraj nasz - ziemia, Tysiąc lat - Jednego roku. Skąd masz róże? Ziemia leży Śniegiem pokryta. Idziesz, gdzie Kopernik w szubie w mróz na wieży Z gwiazd czyta. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:27 Wymówki Nigdym nie mógł się oprzeć wojskowej muzyce, Więc i teraz wybiegam, choć wiersze mam w głowie, Bo znów wojsko z orkiestrą jedzie przez ulicę: Joanna d'Arc z chorągwią i szwoleżerowie. Potem patrzę, z kasztana jak liśde wiatr zgania, Jak przed bramą latarnia na wietrze się tłucze. Masz ci los! Znów nie mogę wrócić do mieszkania, Bo gdzieś mi się podziały wiolinowe klucze. Jan Lechoń Józefowi Wittlinowi Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:35 * * * Wzrok wznosząc pod zimowym rozgwieżdżonym stropem Z sercem od twego serca rozgrzanym płomieni, Śród śnieżnej Cię, bezbrzeżnej szukamy przestrzeni, Któredyś od nas poszedł skropiony hyzopern? I twojej się nauce przysięgamy szczytnej, A jak drogie pamiątki po zmarłych się chowa - W obie ręce bierzemy Twoje pyszne słowa, Niby czarny, żałobny żupan aksamitny. Prosimy Cię, w czas Wilii, gdy dzwony uderzą, I sanie pójdę raźno lodu lustrem gładkiem, Ażebyś nie pogardził tą naszą wieczerzą I jak zawsze się z nami przełamał opłatkiem. Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:36 Skowronek Padł granat i rozburzył ten stary kantorek, Przy którym płakał Gustaw po stracie kochanki, Spłonął w Września płomieniach kolumnowy dworek, Ten z czarnym fortepianem dworek z "Warszawianki". Ciche domy dzieciństwa, gdzie się błogo śniło, Książki niegdyś czytane z płomieniem na twarzy, Wszystko, wszystko co nasze, do kości z cmentarzy, Wydane na zagładę lub w proch się zmieniło. I tylko tak jak zawsze, kiedy błyśnie dzionek, Nad rolę we mgłach całą i nad stare drzewa, Wysoko, aż do nieba wznosi się skowronek I tę samą co zawsze piosnkę swoją śpiewa. O! ptaszku, który śpiewasz w Żelazowej Woli! Niech głos twój dzwoni ciągle nad wiosenną ciszą, Nad każdym który cierpi, nad wszystkim co boli - Szczęśliwi, ach, szczęśliwi, którzy ciebie słyszą! Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:46 Teatr na Wyspie Jeżeli z twoich ruin coś jeszcze zostało W tym mieście, które całe jest ruiną nową, Jeżeli groźną, chmurną ocieniony chwałą, Stoisz jeszcze na wyspie w noc listopadową I jeśli greckie bóstwa tych dni się nie zlękły, Jeśli Niki w przestrachu nie złożyły skrzydeł I Arcs od podniebnych nie zadrżał straszydeł, A Kora i Demeter przed wrogiem nie klękły, To ja wiem, co się teraz gra na twojej scenie: Widzę łunę i milion podniesionych dłoni I słyszę chór, co woła przy Pallas Atenie: "Przekleństwo tym, co Polsce odmówili broni!" Jan Lecho Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:47 Spokojność Zbudzić się, zerwać, uchylić firanek, Wyjrzeć w kwietniowy, błękitny poranek, Gdzie tylko wierzby kwitnące się złocą I tylko brzozy białym pniem migocą - A na toń niebios, wiosenną i bladą, Fijoletową sieć gałązek kładą... Obejść kasztany, których pąki, lśniące Nowymi soki, łowią chciwie słońce I główki śmiało w przestrzeń prą błękitną, Czując, że jutro w śnieżną kiść zakwitną... Chodzić po słońcu - powoli - jak we śnie, Wokoło sadu, gdzie kwitną czereśnie, U węgła domu przystanąć - posłuchać, Bo już gołębie zaczynają gruchać I wilga gwiżdże w południe nad sadem, Gdy owad w trawie goni się z owadem. A w wieczór, kiedy gwiazdy wyjdą z toni Błękitnej, słowik pieśń swą ślubną dzwoni, Dziwiąc się wielkiej księżycowej łodzi, Co z białym żaglem na Ocean wschodzi. Słuchać tej pieśni, która pierś rozpiera Ogromnej ziemi i w niebie zamiera, Ginąć w tej woni sadów i błękicie. Pić to wokoło budzące się życie I czuć z wszechświatem, nie pragnąc dla siebie Serca na ziemi ni gwiazdy na niebie Nic nie zamarzyć, nie kochać, nie żądać. W przeszłość się tęsknym okiem nie oglądać Ani nie czekać, czy z tą nową wiosną Z mogił zaklęslych niezabudki wzrosną... I wierzyć tylko, że gdy płomyk zgaśnie, Serce na wieczność - jak na zimę - zaśnie Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:49 Amor i Psyche Psyche uciekła z domu, gdy w ramiona Wziął ją raz Amor, i dziś, jego żona, Mieszka wśród bogów, lecz się z nimi nudzi, Rwie do dzieciństwa, do swoich, do ludzi. Dzfeń cały błąka się niema, ucieka, Gdy męża ujrzy, i tylko gwiazd czeka, By udać ciche spanie, bo skrzydlaty Małżonek w szale wpada do komnaty. Gdyby dziś mogła na ziemię powrócić, Już by nie chciała, miłosnych powieści Słuchać, marzeniem snów dziewiczych kłócić, Ni kochać w duszy białej i niewieściej. Dzisiaj już Psyche to wie, jaką zgubną Silą jest miłość, złą i samolubną, Wie, że kochaną, kochającą duszą Tylko się ciała pożądliwe kuszą, Że kiedy między dwojgiem istot padnie Raz słowo "kocham" i zwiąże je żdradnie, To już w Astarty tajemnym obrzędzie Jedna ofiarą, druga katem będzie. Gdyby tak uciec skrytą, cichą nocą! Lecz mąż jej pragnie i więzi przemocą, A patrząc na jej bladość, w głuchym gniewie, Trwa i klnie ślepe wyroki, bo nie wie, Czego tej dziwnej kobiecie potrzeba, Kiedy ją kocha on, jasny bóg z nieba? Nie wie, że kiedy bierze ją w ramiona, Jest najsmutniejsza i osamotniona. I tak w tęsknocie żyje nieustannej Psyche, a pierś jej wzbiera ciężkie łkanie, Gdy ze smug fali drżącej Helios ranny I mąż jej z łoża nareszcie powstanie. Z gór wtedy śledzi: nad rzekami ziemi Puch piór łabędzich smugami srebrnemi Zaległ, i Psyche tęsknie, pilnie patrzy, Jak jej odsłania ziemię coraz rzadszy Pomrok. I naraz wstrząsa nią znów całą, Dreszcz, jako dzieckiem, co długo płakało. Chciałaby o tym zapomnieć, co bylo, Jak sen odgarnąć lub nakryć mogiłą. Helios już górą, bogów tłum się roi I Psyche idzie wzdłuż świętych podwoi, Słuchając, czy jej jaki głos - nie zbudzi, Nie powie: "wolnaś, powracaj do ludzi". Aż nie wstrzymana niczym, zapłakana, Pada przed wielkie bogi na kolana I tak przed nimi w rozpaczy się żali: "Na toż - to moja piękność nie więdnąca, Czyście mi na to nieśmiertelność dali, Bym od miłości cierpiała bez końca?" Ale się bogi śmieją, w jasny ranek Od swoich ziemskich wracając kochanek, I Psyche próżno w oczach bogiń czyta, Czy nie odezwie się w której kobieta. Więc wraca w gorzkiej i samotnej dumie, Że nikt wśród niebian skarg jej nie rozumie. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:49 * * * Biada tym ustom, które miłość kłamią, Bo kiedy przyjdzie, wiosenna i nowa, I wargi młode pocznie żądzą palić, Nieskalanego nie odnajdą słowa, które się prosić umiało i żalić I więdnąc będą czuć, że choć wre łono, Już od nich inne wargi nie zapłoną, Że niekłamaną boleść tylko splamią - Nieszczęsne usta, które miłość kłamią. Biada tym oczom, co na rozkaz płaczą, Bo kiedy przyjdzie ból, co mózgi trawi, I może z piersi młodość wyssać z cicha, Kamienna żałość, gdzie tylko płacz zbawi, To łez kłamliwych krynica wysycha. Jak u szaleńców, suche i ogromne, W śmierć zapatrzone, dawno snu niepomne, Świecą się głuchym strachem i rozpaczą - Przeklęte oczy, co na rozkaz płaczą. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:51 * * * Błądziłem więcej niż cierpiałem, I bóle za mną w ślad iść muszą; Spraw niechaj odtąd cierpię ciałem - Nie duszą. Ukorz mię w dumie najboleśniej, Każ na barłogu się położyć, Lecz pozwól duszy mojej, pieśni, Znów ożyć. Gdybym, na cudzym żebrząc progu, Miał Tobie bluźnić bezprzytomnie, Wstań: jak do Joba na barłogu, Mów do mnie! Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:52 * * * Persicos odi, puer, apparatus... Chłopcze, nie szukaj wśród złotej jesieni, Czy się gdzie późna róża nie czerwieni, Co mi po strojach, po perskim przepychu, Gdy w sadzie piję wino, śniąc po cichu? Lecz narwij mirtów, masz ich pełno wszędzie. W mirtowych wiankach do twarzy nam będzie, Tobie, co w męża urastasz chłopczyno, I mnie staremu, co śnię, pijąc wino. Konstanty Maria Górski (z Horacego) Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:53 * * * Quis desideris sit puder aut modus... Dlaczegóż bronić się łzom, w nędznym wstydzie Nic krzyknąć? Druh mój do umarłych idzie. Na cóż ci bogi dały głos i lutnię, Muzo, gdy po nim nie zapłaczesz smutnie? Więc nas porzucił i już mu na wieki Sen nieprzespany obciążył powieki? Szła przed nim w życiu Szczerość, Prawda naga, Dawniejszych Rzymian Wierność i Powaga. Wszyscy szlachetni brata w nim stracili, Tyś najbiedniejszy ze wszystkich, Wergili! Biedny poeto, myślisz, że go wrócisz Na jasną ziemię i pieśnią ocucisz... Skoro go Hermes zagnał raz do cieni, Krwią mu się młodą twarz nie zarumieni. Choćbyś go wołał, jak Orfeusz żony, Nie wyrwiesz druha z objęć Persefony. Nam go bogowie na krótki czas dali, Ucisz się wieszczu, próżno pieśń się żali. Ból na nas ciężki przyszedł i żałoba - Tak nielitosnym bogom się podoba, Żal, płacz ni skarga już go nic ożywi, Musimy cierpieć, bądźmy więc cierpliwi. Konstanty Maria Górski (z Horacego) Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:55 Jesienne popołudnia Jesienne popołudnia kładą Na gładki przestwór pól łagodną Jasność różaną, ale bladą; Mnie chłodno. Drzewa się smutnie mienią w złoto I w czerwień stroją różnorodną, Patrzą na własny blask z tęsknotą; Mnie chłodno. Wśród uciech sam się myślą straszę, Gdy lecą gwiazdy w noc pogodną, Że przyszedł koniec na dni nasze; Mnie chłodno. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:55 Na pomoście Wstają z morza wały coraz nowe I pryskają w słońcu jasną tęczą. Niosą piany pasy marmurowe I padając na brzeg twardy, jęczą. Śledzę długo za polotem fali, Jak się w górę podnosi i kłębi. Dusza mi się zrywa z większej dali I upada do smutniejszej głębi. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:56 Wiosenne ukojenie Wszystkie moje łzy i smutki Pochłonęły niezabudki. Z moich pragnień i tęsknoty Powyrastał jaskier złoty. Iłem szału znał przed laty, Przeszło w pełnych róż szkarłaty. W czyste lilie się zamienia Zwątpień ból i przebaczenia. Oto wstaje wiatr i zwieje Marne troski i nadzieje. I nad serca mego ciszą Śpiewne już skowronki wiszą. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 05:58 Krakowski obrazek Gdy żołnierski prosty pogrzeb przechodzi ulicą I w takt stąpa rzesza zbrojna, w takt bagnety świecą, Nagle w duszy mi się zrywa dziwna chęć i dzika: Niech i po mnie zagra także wojskowa muzyka! Już nie mogę dalej wytrwać w biednym życiu takiem, Rzucę wszystko i ucieknę, zostanę żołdakiem. Nadto mię dziś żalów nęka, nadto wspomnień boli I na piersi mi się głowa opuszcza powoli. Z żalów moich, trosk codziennych i ze zwątpień skrytych Nadto mi się w sercu lęgnie gadów jadowitych. Ni o sławę nie dbam marną, ni o pomnik z głazu... Będę sobie żył bezmyślnie - i umrę od razu. Towarzysze mię do ziemi, gdzieś przy drodze, złożą: Rola, zlana krwią rycerską, będzie ziemią Bożą. I zagrają marsz żałobny, muzyką mię spłacą... Tak bym zginął, ale nic mam, nie mam ginąć za co. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:00 Melodia Wskazała na piersi palcem, swoim palcem, królem w pierścieniu, i prosiła, żeby wierszem, żeby walcem umuzycznić ją, rzewnie znieśmiertelnić. Więc dotknąłem klawiszów palcami dla tych rzęs, dla tych ust, dla tej ręki, pod oknami i za onami zadźwięczały tony piosenki. I pół świata stało się moim, kiedym takty strof doskonalił - o tych palcach pachnących powojem, o wieczornych rzęsach Natalii. Konstanty Ildefons Gałczyński 1934 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:01 Ranek nad morzem Cicho dziś zamiera w blasku Morze jednym rąbkiem piany I zostawia ślad na piasku, Połysk szklany i różany. Chodzą ranne mgły po fali I prześwieca blado słońce... Gdzieś wysoko, gdzieś w oddali, Wielkim skrzydłem bielejące, Płyną z wolna wielkie łodzie, Wielkie lodzie rozmarzone I po sennej, gładkiej wodzie W niewiadomą idą stronę. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:02 Rzym wieczorem Od cienistego schodziłem klasztoru... W dole, na Forum, chłodny cień wieczoru. Na Kapitolu - ostatni błysk słońca! Na Palatynie zieleń ciemniejąca Na tle niebiosów jasnych, przypomina Półfantastyczne obrazy Boecklina. Niżej kolumny pośród ciętych cisów, Białe z marmuru i czarne z cyprysów. Nad całym miastem mrok i fiolety, Po Corso stępem wracają karety Z Villa Borghese. Wśród zgiełku i wrzawy W oczy dam rzymskich patrzy tłum ciekawy. Szare ulice purpurą swą plami Collegium z wolna idące parami, I nad niepokój wieczornego miasta Kopuła, wznosząc złoty krzyż, urasta. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:04 Powrót Oto mi widny rodzinnego boru Rąbek sinawy. Za borem wschodzi miesiąc w mgłach wieczoru Wielki i krwawy. Pierwsza się gwiazda wśród mgławicy budzi, Drobna i złota, I w sercu wstaje do dalekich ludzi Dziwna tęsknota. Patrzę ku stronie, gdzie światło za chwilę Z okien mi błyśnie. Bolesnych wspomnień naraz mi się tyle Do duszy ciśnie... Patrzę, jak gdybym się tych okien domu Nie mógł doczekać, A w sercu chce się płakać po kryjomu, Płakać - uciekać! Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:05 Krajobraz flamandzki Usypiają już wiatraki, Majaczeją ledwo wieże, I noc sieje na wybrzeże Taką ciszę, urok taki! Rozespanych stawów lica Mdławo świecą wśród zieleni; Za mgłą gęstą, bez promieni, Idzie złota tarcz księżyca. Bielejące sine domy Pod kapturem dachów drzemią: Taka senność ponad ziemią, Taki spokój nieświadomy... Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:06 Wieczorem Idę nad morzem, co nieukojone, Posłuszne tchnieniom złotego miesiąca, Wiecznie pierś swoją rzuca w jedną stronę I o brzeg jeden roztrąca. I choć przychodzi taki czas, że nocą, Na nowiu księżyc pozbędzie promieni, Fale tak samo próżno się szamocą, A miesiąc w górze się mieni. I żal mój koi ta ciągła wód praca I chcę być jako fala niewiedząca, Co w głąb się wiecznie cofa i powraca, Posłuszna tchnieniom miesiąca. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:07 Anińskie noce Korale twoje przestań nizać, wiatrowi bardziej jestem rad, bo jak muzyka Albeniza przewraca nas na łóżko wiatr. Księżyc diamentem szyby tnie, na zachód pędza ptaki, pająk nad łóżkiem zwiesza się - szkoda, że nie baldachim. Upiorny nonsens polskich dni kończy się nam o zmroku. Teraz jak wielki saksofon brzmi noc taka srebrna naokół. I wielkim, bezkresnym wachlarzen wachluje nas chłopiec nieduży, szmaragdy w uszach ma, on jest Murzyn, a my nazywamy go Nocą. Konstanty Ildefons Gałczyński 1937 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:08 * * * Widzę oknem same śnieżne dachy, Lecz na oknie hiacynty rosną, I dokoła wstają mi zapachy - Jakby wiosną. Dawno mię już odbiegały piosenki, Aż tu w piersiach, nagle, bez powodu, Rozbudziły mi się jakieś dźwięki - Jak za młodu. Zawsze patrzeć na kwiatów kielichy, Zawsze takie dźwięki słyszeć w sobie I być światu tak obcy i cichy - Już jak w grobie. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:10 * * * Na wodzie srebrnej, cichej i milczącej, Na wodzie lśniącej, gładkiej i drzemiącej, Leżały góry jasne i zamglone Jak duchy czaru zaklęciem uśpione. Dochodził z lasu sosen szmer żałosny Odmawiający Dawidowe psalmy. A złotym liściem szepcząc śpiew miłosny Na brzegu chwiejne hajdaly się palmy. W dolinie kwitły czereśnie, migdały, Na polu dzieci anemony rwały. Wietrzyk przynosił woń pomarańczową, Ziemia się wiosną zieleniła nową. Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:11 Wieczór w Salamance Jeszcze wczoraj ostatnie żegnały mnie wonie Lata, co lekkim wiewem róż rabaty muska, I słuchałem fontanny, co w klasztorze pluska, I widziałem znajome, załamane dłonie: Widzę Burgos jak stary grobowiec uśpione I księźyc jak trup srebrny, co stał w murów blance, I nagle oto dzisiaj - wieczór w Salamance - Pojąłem, że to prawda. Ze wszystko skończone. A jednak nawet teraz, na dalekim bruku, Jakby stolic gnębionych aż tu doszły dreszcze, Czujesz drżenie podziemne i łudzisz się jeszcze, Ze mówi ktoś do ciebie w dział milknących huku. Ręką sunąc po liściach, co nie znały rosy, Śnisz cienie i ten strumień, co się wije w jarze, Nad którym o tej porze siedzi chłopiec bosy I gra prostą piosenkę na wiejskiej fujarze. Oto dym długą smugą podniósł się z ogniska, I widzisz swe dzieciństwo tym dymem zasnute, Dziewuchy motykami biją w kartofliska, I czujesz wonne zioła: lawendę i rutę. Jakżeż się to te wszystkie polne kwiaty zwały? Te drzewa, co wieczorem za oknem szumiały? Gdzież się owe podziały zapomniane krzewy, Co się gięły i chwiały śród letniej ulewy? To właśnie twoja ziemia, gdzieś chciał spocząć w końcu Pod liśćmi zbutwiałymi, co pachną tak mocno. Ktoś cię woła: "Poczekaj! Przetrwaj porę nocną, A jutro ujrzysz Rynek i Wawel we słońcu!" Ileż to razyś patrzał gdy, zdało się, płoną Dachy łuną zachodu zalane czerwoną, I wtedy z Panny Marii, spod złotej korony Dźwięk zrazu przyciszony starego hejnału, Coraz czystszy, pełniejszy szedł na wszystkie strony, A ty, milcząc, słuchałeś, jak ginął pomału. lak cicho! Nikt nie przejdzie przez puste krużganki I żadna się nie bieli koronkowa kreza, Ani żadna Infantka w stroju Velazqueza Nie zjawi się na starych murach Salamanki. I tylko powiew nocy, co cicho się zbliża, Zaledwo pożegnane przypomniał platany, I patrzysz na plac pusty, księżycem oblany, Tym samym, który płynie po niebie Paryża. Co teraz śni to niebo, co marzą te mury? Kto idzie pośród parku aleją uśpioną? I jakie teraz burze wstrząsają twe łono, 0 miasto, któreś było jak siła natury? Znów wraca zapach wiosny i siła twych czarów, Jak kiedyś, moje serce na nowo odmienia. Zrzuć z głowy swojej popiół spalonych sztandarów. Czy słyszysz tę muzykę? I moje westchnienia? Pójdź ze mną w świat prawdziwy, na zawsze umarły, Patrz, kwiaty z drzew otrząsa wiosenna ulewa, Małego się hotelu drzwi nagle otwarły, A z okna naprzeciwko walc stary rozbrzmiewa. Niech tylko cień ten w oknie zamglony popieszczę, Co teraz ponad lampą gasnącą się słania: "Nie dałaś mi na jutro godziny spotkania, Czy będziesz o mnie myśleć? Spotkamy się jeszcze?" I nagle dzwon jak w studnię o ciszę uderzył, I tylko palma cicho szeleści jak pióro. O! weź mnie w swe ramiona, milcząca naturo, Ażebym znów pokochał i znowu uwierzył! Jan Lechoń Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:34 * * * Widziałem świat, kochałem świat, Pisałem tak, jak widzę. Żem po malarsku farby kładł, Tego się dziś nie wstydzę. Wstyd mi, że z serca ciekła krew, A tego nie czuć w pieśni. Czemuż, gdyblady miał być śpiew, Cierpiałem najboleśniej? Konstanty Maria Górski Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:35 Jesień Jabłka świecą na drzewach jak węgle w popiele, wiatrak pęka ze śmiechu i powietrze miele. Jak na fryzie klasycznym dziewczyny dostojne z różowymi żądzami mężną wiodą wojnę. Już kasztan się osypał i ochłodły ranki; o, młody przyjacielu, poszukaj kochanki z małym domkiem, ogródkiem, sennym fortepianem, która by włosy twoje czesała nad ranem, z którą byś po śniadaniu czytał Mickiewicza - niech będzie silna w ręku, a piękna z oblicza, jak jesień zamyślona, jak Jesień śmiertelna i jako jabłka owe cierpka i weselna. Konstanty Ildefons Gałczyński "Droga" 1926 nr 11 Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To co piekne 27.08.03, 06:36 Noc l Noc straszliwa, straszliwa, wiatr drzewami potrząsa, noc jest taka świstliwa, noc jest taka gorąca, płynie miłość pod korą, płynie miłość po liściach i ptaki gubią pióra jak ja me rękopisy. Bo noc jest, noc jak walc. 2 Na most, na most wybiegnij, ach, trzymaj mocno bukiet, by ci go wiatr nie wyrwał. Twe imię jest ze szmaragdu. Wiatr twoje włosy porusza - znam ich tajemny alfabet, linie pierścieni i pukli, i loków. Do świtu jeszcze daleko. Słyszysz, jak płynie noc? przygrywa jak stare zegary na wieżach miast zatopionych - twe imię jest z wiatru. 3 A kiedy noc otworzy się jak brama i sennych rzeźb rozwinie wzór na bramie, ty będziesz znów jak wczoraj taka sama, zadźwięczy głos, który nie kłamie. Na jasną dłoń upadnie ciemność słodka i włosów puch dębowych liści dotknie. Pochwalmy noc, że jest jak otchłań, że spadać w nią jest tak cudownie. A kiedy świt zastanie nas znużonych, bitych przez wiatr i chorych jak od wina, znów jak fortepian będzie potłuczony ta noc, ta noc, wciąż głębsza rwąca rana. Konstanty Ildefons Gałczyński 1946 Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Zwycięstwo 27.08.03, 10:37 Wróciłam do ciebie z zatrutej męką czeluści, Nie widziałeś, gdziem była, aleś mi wszystko odpuścił. Cierpiałam, łańcuch gryzłam, głazy dźwigałam. Z radością witałeś mnie: "Jednegoś mnie tylko kochała." Zdarłam młodość do krwi, uśmiech przeżarła włóczęga. Nigdyś do mego piekła promienną myślą nie sięgał. Wydobyłam się, ręce wzniosłam nie wierząc skowronkom i niebu... W jasnej, szczęśliwej pewności czekałeś mię u wrót Erebu. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Każdej żyjącej rzeczy na okrasę 27.08.03, 11:46 To, co z nas jest śmiertelne, ziemia sprawiedliwie podzieli, rozsądzi. To jaskrom na własność, a tamto - jesionom pożyczka. Ziemia mądrze, bez pomyłki, pooblicza: ty i ja - dwa oblicza, dwa serca dzwoniące w swych klatkach jak w pudłach od skrzypiec... Rozsypie się to, rozsypie, wespnie się w listeczki ciemne, włączy sie w kwiatuszki jasne... Ziemia mądrze, sprawiedliwie rozsądzi, jak rachmistrz pooblicza. Każdej żyjącej rzeczy na okrasę rozda ciebie wraz ze mną - dwa serca, dwa oblicza - moje, twoje, nasze... Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Błękitna chwila 27.08.03, 16:06 Zniknie za brzegiem, ujdzie za skały żagiel, w błękicie jak skrzydło biały, na rozpalonym zboczu rozściele wiatr przedwieczorny pachnące ziele, niską buczyną, ostrym jałowcem wstrząśnie nad dzikim górskim manowcem. Dom jest daleko, świat jest daleko, za zapomnienia górą i rzeką: nic nam nie grozi, nikt o nas nie wie; ptak w migdałowym ukryty drzewie potrząsa skrzydłem i gwiżdże z cicha, zdeptany piołun wonią oddycha. Połóż mi rękę pod senną głowę. Wczoraj - zginęło, dzisiaj - jest nowe, jutro - pod żaglem białym na głębi ściga lecące stado gołębi. Jesteśmy wolni, jesteśmy sami śród ziół pachnących, pod błękitami. Koniki polne w kamieniach dzwonią... Serce zamiera jak ptak pod dłonią. Czas coraz pustą napełnia czaszę... Wczoraj - zginęło, dzisiaj - jest nasze, a jutra nie chcą widzieć za mgłami oczy zamknięte pocałunkami. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Do kolargola 27.08.03, 23:27 Drogi kolargolu, dziękuję Ci za wiersze. Moje wiersze lubią rozmawiać z Twoimi. Na skromną miarę, na swój sposób:))) serdecznie pozdrawiam sainbois Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Zwycięstwo IP: 66.213.109.* 27.08.03, 22:26 Bardzo ladny watek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Zwycięstwo IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:01 Palec mi zdobi swierszcz wysokokaratowy Jerzy Harasymowicz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:12 Wiosenne slonce Ogrzewa zeschniety lisc - znak po jesieni Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:14 Choc mroz juz zelzal ja nadal siedze w barze ciagle samotny Caveman Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:15 Niczym zolnieze Wyprostowane dumnie Rosna sloneczniki Caveman Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:20 Niedaleko gor zatrzymal mnie na chwile narcyz przekwitly Tadeusz Zurawek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:21 tylko ten swierszcz u stop zielonej gory noc przywoluje Tadeusz Zurawek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:23 Biala brzoza pusta galezia Wiatr wita Jesienny zmierzch zamyka okno. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:28 cichym krokiem przychodzi mgla gdy ktos krzyczy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:27 sciemnia sie lecz roza pachnie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Zwycięstwo IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:32 sainbois napisała: > witaj, rozalio > sainbois Witaj, ja tez chce dolozyc swoja cegielke do tego pieknego watku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Zwycięstwo IP: 66.213.109.* 27.08.03, 23:36 cisza gleboka z Malego Stawu tylko kamien wystaje Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Haiku 28.08.03, 11:43 three raindrops and three or four fireflies Issa Kobayashi Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Re: Haiku 28.08.03, 11:47 body and soul - lilies blooming skylark singing Issa kobayashi Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Re: Haiku 28.08.03, 11:51 the closer I get to my village, the more pain... wild roses Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Re: Haiku 28.08.03, 11:57 even wild roses of a downtrodden land reach enlightenment Issa Kobayashi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:36 Zachodzace slonce dodaje odwagi swiecy zapomnianej w piwnicy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:38 Przy pelni ksiezyca jaszczurka moze wyrzezbic znak w drzewie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:38 Trzask pioruna urodzil kwiat malwy w skale Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:39 Jesli okolica jest plaska deszcz urodzi gory Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:40 Gdy slonce wydluza cienie dzwiek stoi w powietrzu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:41 Kwiat chce tylko zyc Kamien toczy sie w dol Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:53 Wiosna piesci mnie zielony robaczek na mej prawej rece Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:54 Prozne marzenie wsrod dojrzalych orzechow serce usycha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 01:55 Zima wieczorem w cichym barze przy piwie pale ma fajke Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: Haiku IP: 66.213.109.* 29.08.03, 02:00 Staruszka wrona na chybotliwej galezi kraczaca zima Tadeusz Zurawek Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Róże 29.08.03, 12:25 I skojarzą się róże czerwone z białemi, ale niziutko, niziutko przy ziemi, i gałęzie się przeplotą, i listeczki przeplączą, ale już się nie rozejdą, ale już się nie rozłączą. I zostaną zawsze razem, i rozrosną się razem wiernie, ale będą kryły głęboko wbite piersią w pierś wzajemne ciernie. Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Wątpliwość 29.08.03, 12:29 Łuk rzeki, nie wiem, czy mnie wiąże, czy też dzieli od łąk tych. I ta najzieleńsza zieleń, co w niebo wrasta tam, kędy się kończy, nie wiem: czy z niebem kłóci mnie, czy łączy? Chmury się pasą, drzemie piach pod lasem... Nie wiem: czy stale kocham wszystko to, czy tylko czasem? Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Miłość 30.08.03, 13:58 Przez dni jesiennych słodkie zamieranie, przez dymy ognisk, jarzębin różaniec, przez jaskółczane krótkie "do widzenia", które wiatr wczoraj w ciepły deszcz pozmieniał - proszę cię, święta i wieczna jesieni, niech się już moje serce nie odmienia! Przez liści tuman, co się w parku kręci, przez szron na miejscach letnich sianożęci, przez oddalenia i przez niepamięcie, przez śmierć, co zawsze jest nie do pojęcia - proszę cię, wierna i boża służebno, niech zginie serce, jeślić jest potrzebne! Jeśli tak trzeba i jeśli nie żal ci rozkwitu lata, skoś to, coś skazała - czy kłos, czy owoc, czy kwiat niedojrzały - wytnijcie ogród mój, a dom podpalcie... Ale przez obietnice i przez wypełnienia, przez lęk miłości i mękę rodzenia zaklinam ciebie, o święta jesieni, niech się już moje serce nie odmienia! Kazimiera Iłłakowiczówna Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: Haiku 26.02.04, 01:38 Gość portalu: rozalia napisał(a): > Staruszka wrona > na chybotliwej galezi > kraczaca zima > > Tadeusz Zurawek Dzieki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bratek seks IP: *.biaman.pl 30.08.03, 14:47 seks Jadę Wilton Avenue nagle jakaś mniej więcej piętnastolatka w ciasnych niebieskich dżinsach które ściskają jej tyłek jak dwie dłonie wychodzi na jezdnię tuż przed moim wozem zatrzymuję się, żeby dać jej przejść kiedy przyglądam się jej falującym kształtom rzuca przekrwione spojrzenie przez przednią szybę prosto na mnie wydyma największą różową kulę balonówy jaką w życiu widziałem a ja przez radio w samochodzie słucham Beethovena. wchodzi do sklepiku spozywczego i już jej nie ma a ja zostaję z Ludwigiem. Charles Bukowski o marzeniach i możliwościach Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois 30 centów, dwa bilety, miłość 05.09.03, 15:17 Myśląc o tobie bez przerwy, wsiadłem do autobusu i zapłaciwszy należne 30 centów poprosiłem kierowcę o dwa bilety, zanim odkryłem, że byłem sam. Richard Brautigan Odpowiedz Link Zgłoś
elodia Re: 30 centów, dwa bilety, miłość 06.09.03, 02:57 Piękne , nie znałam tego wiersza ani nie słyszałam i jego autorze :) Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Każda dziewczyna powinna mieć wiersz 06.09.03, 11:56 Każda dziewczyna powinna mieć wiersz napisany specjalnie dla niej, nawet jeśli mamy wywrócić ten cholerny świat do góry nogami. Richard Brautigan dla elodii:))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bratek Re: 30 centów, dwa bilety, miłość IP: *.biaman.pl 13.09.03, 19:00 piękna odpowiedź, piękny wiersz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jkb Re: To, co piękne... - eec IP: *.ds.pg.gda.pl 13.09.03, 16:28 Take for example this: if to the colour of midnight to a more than darkness (which is myself an Paris and all things) the bright rain occurs deeply, beautifully and i (being at a window in this midnight) for no reason feel deeply completely conscious of the rain or rather Somebody who uses roofs and street skillfully to make a possible and beautiful sound: if a (perhaps) clock strikes, in the alive coolness, very faintly and finally through altogether delicate gestures of rain a colour comes, which is morning, O do not wonder that (just at the edge of day) i surely make a millionth poem which will wholly miss you; or if i certainly create lady, one of the thousand selves who are your smile. ee cummings Jest sobie bardzo piękne tłumaczenie tego wiersza, autorstwa bodajże S. Barańczaka. Nie dysponuję nim, a pamiętając jego urok nie chcę nikogo dręczyć własnym przekładem. Jeśli ktoś posiada Barańczakowy - bardzo proszę o zamieszczenie. Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Chociażby to na przykład: 13.09.03, 18:38 jeśli barwie północy, czemuś co jest więcej niż mrokiem (co jest mną i Paryżem i wszystkim naokoło) jasny deszcz przydarza się głęboko i pięknie a ja (stojąc u okna o tej północy) czuję się bez powodu głęboko i całkowicie świadomy deszczu czy też raczej Kogoś, kto posługuje się zręcznie dachami i ulicami, aby wytwarzać prawdopodobny i piękny szmer: jeśli jakiś (chyba) zegar bije, w pełnym życia chłodzie, ledwie słyszalny i jeśli nareszcie poprzez najzupełniej delikatne poruszenia deszczu przebija się barwa, która jest porankiem, O, nie dziw się, że (na samej krawędzi dnia) z pewnością piszę milionowy z rzędu wiersz, który nie całkiem cię pominie; lub niezawodnie tworzę, pani, jedno z tysiąca tych ja, które są twoim uśmiechem. proszę, oto przekład autorstwa S. Barańczaka, przesłany nie bez kłopotów:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leszek Re: To, co piękne... IP: *.homenet.ohio-state.edu 01.01.04, 02:25 Bardzo ladny watek. Gratuluje. Odpowiedz Link Zgłoś
institoris1 sie mie wlasnie przypomnialo.... 01.01.04, 03:09 synek do mnie mowi (pokazujac na mokra karuzele)- patrz tata, deszcz na karuzeli lezy. patrze na ksiezyc (w nowiu) i se mysle- no, fajn by bylo jakbys morde te swojo calo pokazal. Za dni kilka (czy kilkanascie) jest akurat na odwrot, i moje zyczenia o 180 stopni odwrotne...sie spelniaja. I tak nieodmiennie na nowo... Czy to nie piekne, ze taki ksiezyc mnie jeszcze nigdy nie zawiodl? (pozdrowienia Panu Twardowskiemu przy okazji tej) ide se ulicom przy ktorej mieszkam w kierunku do gory...i wiem, ze zara skrzyzowanie bedzie. Czy to nie piekne miec swiadomosc, ze mozna na lewo albo prawo za chwile (dla zdesperowanych na wprost). Chwala budowniczym krzyzujacych sie ulic!!! Albo wezmy takiego nalogowego palacza jak ja...wypalam papierosa ostaniego z paczki....i zadna tragedia- kupuje sobie zapobiegawczo nowa. Czy to nie wspaniale? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Leszek Re: To, co piękne... IP: *.homenet.ohio-state.edu 18.03.04, 21:32 Bardzo ciekawy watek. Gratuluje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: To, co piękne... IP: *.worthingtonlibraries.org 18.03.04, 23:34 przemyka za oknem jak kolorowa gasienica pociag podmiejski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: To, co piękne... IP: *.worthingtonlibraries.org 18.03.04, 23:36 kropla na szybie pioro zatrzepotalo w tle jarzebina Fred Goldstein Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: To, co piękne... IP: *.worthingtonlibraries.org 18.03.04, 23:37 woda w miseczce golebica nieruchoma dlon sypie ziarna fred Goldstein Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: To, co piękne... IP: *.worthingtonlibraries.org 18.03.04, 23:45 w deszczowej szacie znieruchomiala w sobie wierzba placzaca Fred Goldstein Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: To, co piękne... 19.03.04, 08:00 Chłopiec podchodzi do białego konia, żeby nałożyć mu uzdę koń spogląda na niego w milczeniu. Tacy są milczacy-jakby w innym świecie. David Herbert Lawrence przełożył Leszek Engelking Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: To, co piękne... IP: *.worthingtonlibraries.org 20.03.04, 16:09 Bardzo ladne, dziekuje. Odpowiedz Link Zgłoś
homosovieticus Re: To, co piękne... 20.03.04, 17:32 Gość portalu: rozalia napisał(a): > Bardzo ladne, dziekuje. bliża się wiosna. Pora wschodzącego nasienia życia. Daj mi Boże kropelkę wypuscić. ps. Całusy z krainy nierozumem pięknej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lubię tu zaglądać Re: To, co piękne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.04, 13:31 *** Więc można kochać i nie wiedzieć o tem? Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniu Dłoń sobie wzajem podać w pożegnaniu I w dusz spokoju odejść - z bezpowrotem... Lecz już nazajutrz, ledwo po rozstaniu, W dzień ów zabłądzić pamięci przelotem I stając, jakby przed czemś cudnem, złotem, Uczuć się nagle sercem - na wygnaniu! I odtąd wracać wstecz, wciąż i na próżno, Przesiewać przeszłość wspomnienia przetakiem, By coś w niej znaleźć, co było żywotem! Lecz smęt mży jeno szarym suchym makiem, Jak proch w klepsydrze, co szemrze: "Za późno!..." Ach, można kochać i nie wiedzieć o tem! (Leopold Staff) Odpowiedz Link Zgłoś
mogiliani Villon 06.05.04, 16:33 Podwójna ballada w tymże samym przedmiocie LXV Bdyby ta, której'm niegdy służył Z wiernego serca, szczerej woli, Przez którą'm tyle męki użył I wycierpiałem moc złej doli, Gdyby mi zrazu rzekła szczerze, Co mniemam (ani słychu o tem!) Ha, błbym może te więcierze Przedarł i nie lazł już z powrotem LXVI Co bądź jej jeno kładłem w uszy, Zawżdy powolnie mnie słuchała - Zgodę czy pośmiech mając w duszy - Co więcej, nieraz mnie cierpiała, Iżbych się przywarł do niej ciasno I w ślepka patrzał promieniste, I prawił swoje... Wiem dziś jasno, Że to szalbierstwo było czyste. LXVII Wszystko umiała przeinaczyć, mamiła mnie, niby przez czary; Zanim człek zdołał się obaczyć, Z mąki zrobiła popiół szary; Na żużel rzekła, że to ziarno, Na czapkę, że to hałm błyszczący, I tak zwodziła mową marną, Zwodniczem słowem rzucającym LXVIII Na niebo, że to misa z cyny, Na obłok, ze to cielęca skóra, Na ranek, że to wieczór siny, Na głąb kapusty, że to góra; Na stary fuzel, że moszcz młody, Na świnie, że to młyn powietrzny, Na powróz, że to włosek z brody, Na mnicha, że to rycerz grzeczny... LXIX Tak oto miłowanie Odmienne było i zdradliwe; Nikt tu się ponoć nie ostanie, By zwinny był jak srebro żywe; każdy, ścirpiawszy kaźń nieznośną, Na końcu będzie tak zwiedzony Jak ja, co wszędy zwą mnie głośno: "Miłośnik z hańbą przepędzony". Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol Re: To, co piękne... 27.08.04, 23:48 kolargol napisał: > Dlaczego przestaliscie pisac? ? Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois Dry Salvages, T. S. Eliot 28.08.04, 09:35 Czasem się zastanawiam, czy to miał Kriszna na myśli - Wśród innych myśli - czy jako jedną z form wyrażenia tej samej sprawy: Że przyszłość to zwiędła pieśń, Róża Królewska lub gałązka lawendy Zadumanego żalu nad tymi, których tu jeszcze nie ma, by wzbudzać żal, Zgnieciona wśród pożółkłych kartek książki nigdy nie otwartej, A droga w górę jest drogą w dół, droga przed siebie drogą wstecz. tłum. Krzysztof Boczkowski, Szepty nieśmiertelności Odpowiedz Link Zgłoś
palnick Klerykał :) 12.05.05, 22:54 Zaangazowany klerykal Wściekły i zawzięty, , Zły, podstępny, wredny, ohydny i mściwy, Zielony z zawiści, strzykający jadem, Goni co sił w nogach inkwizycji śladem. Marzy by nareszcie porozpalać stosy, Torturować bliźnich, obalać etosy. Nieustannie myśli - piątek to, czy świątek - O pięknej i krwawej rzezi niewiniątek. I całymi dniami - czy zmierzcha czy dnieje - Pianę toczy z pyska, nienawiścią zieje. A po nocach pisze - długo, do świtania - Listy kandydatów do wymordowania. Jak temu zaradzić? Nie mamy wyboru! Na pomoc wzywamy znów ludzi honoru. By Polska nie sczezła w nienawiści szale Ciebie dziś prosimy: „Ratuj, Generale!”. Ocal Ty nas przed nim - miły panie bracie - Osadź go w areszcie, albo w internacie, Niechaj zgnije w pudle, albo i w gułagu... Kłaniam się z szacunkiem. Ślusarz z Pafawagu. Powyższy wierszyk napisał witek.bis Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: J.R. Shakespeare (oryg.) IP: *.ifw-kiel.de 09.09.04, 18:23 wersja oryginalna. moze ktos ma tlumaczenie baranczaka? My mistress' eyes are nothing like the sun; Coral is far more red than her lips' red; If snow be white, why then her breasts are dun; If hairs be wires, black wires grow on her head. I have seen roses damask'd, red and white, But no such roses see I in her cheeks; And in some perfumes is there more delight Than in the breath that from my mistress reeks. I love to hear her speak, yet well I know That music hath a far more pleasing sound; I grant I never saw a goddess go; My mistress, when she walks, treads on the ground. And yet, by heaven, I think my love as rare As any she belied with false compare. William Shakespeare Odpowiedz Link Zgłoś
kolargol To co piekne 04.10.04, 23:57 still awake my thoughts drifting with the stars Suezan Alkins Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Niemowa 20.11.04, 10:46 Nie mówię, Nie otwieram ust, Bo juz mi niewymownie żal Moich do ciebie słów. Wagony słów! Węglarki słów! Prawdziwe złoto, Diamenty, perły, Bardzo niewieleSztucznej biżuterii! Miłości bujnej,cudnej kuźnie I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię! Nie mówię, Nie otworzę ust, Żeby już nie było mi żal Moich do ciebie słów. Wagony słów! Węglarki słów! Prawdziwe złoto, Diamenty, perły, Bardzoniewiele sztucznej biżuterii! Miłości bujnej, cudnej kuźnie I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię! I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię! I wszystko w próżnię, w próżnię, w próżnię! Edward Stachura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kafar Re: To, co piękne... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.11.04, 13:32 Tren VIII Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim, Moja droga Orszulko, tym moździerzem swoim! Pełno dymu, a jakoby chaty nie było: Jedna maluczka salwą tak wiele ubyło. Krótko celowawszy, nagleś wystrzeliła, Wszystkiś w domu kąciki zawżdy rozwaliła. Nie dopuściłaś swojej matce kosztowności schować Ani ojcu samochodu wprzódy przeparkować. Ni z tego, ni z owego cyngiel obłapiajac, Pocisk walnął w sufit, pięknie wybuchając. Teraz wszystko umilkło, szczere pustki w domu, Nie masz zabawki, nie masz zbierać co nikomu. Z każdego kąta dziura pobłyskuje, I całej ściany darmo wypatruje. Odpowiedz Link Zgłoś
palnick Nim stanie się tak jak gdyby nigdy nic nie było :) 15.03.05, 01:00 Myślę sobie, że Ta zima kiedyś musi minąć Zazieleni się Urośnie kilka drzew Niedojedzony chleb W ustach zdąży się rozpłynąć A niedopity rum Rozgrzeje jeszcze krew. Zimny poniedziałek Gorącą stanie się niedzielą To co nie pozmywane Samo zmyje się Nieśmiały dotąd głos Odezwie się jak dzwon w kościele A tego czego mało Nie będzie wcale mniej... Choć mało rozumiem A dzwony fałszywe Coś mówi mi, że Jeszcze wszystko będzie możliwe Nim stanie się tak Jak gdyby nigdy nic nie było Nim stanie się tak JAK GDYBY NIGDY NIC ------------------ Voo-voo Odpowiedz Link Zgłoś
marmullo Re: Nim stanie się tak jak gdyby nigdy nic nie by 13.05.05, 00:32 Taka sobie wpadka... Luno,Luneczko,dobrze żeś wróciła Mrożnej nocy więzione słoneczko. Z ramion zrzuciła bieluchny kożuszek I jedno com ujrzał to cudowny brzuszek Nad nim zaś piersi dumnie sterczące, Poniżej wzgóże i uda lekko drżące Porwałem ją na ręce i myślę gdzie łóżko, Z piersi chce się wyrwać jej małe serduszko Padamy w pościele przywarci do siebie Na Lucyfera myślę będzie nam jak w niebie Usta jej rozchylone i prześliczne nogi Dłonie chwytają Behemota rogi Z oczu półprzymkniętych bije głębia modra Kładzie łeb Behemota między białe biodra Przyciska z rozkoszą do swojego wzgórza, Kędy poniżej rozkwita jej pąsowa róża Rozkwitła,rozchylona,ale nieduża Oczy diabelskie sycę tym widokiem A mija Luneczka ukłADA SIĘ BOKIEM Leb mój diabelski przyciska do prawego uda Lewe podnosi ku górze,bym głębiej przeżył te cuda Wie dobrze me białe słoneczko tej nocy Ze Ramzes nie wstanie bez wzroku pomocy. Ramzes jak Cyklop powstał,łeb uniósł ku górze Chętnie by się schował pod Luneczki wzgórze.... Wtem mocno mnie pchnęła,upadłem na wznak, Nad brzuchem mi sterczał obnażony hak Luna,wyprostowała się na piętach przysiadła Odrzuciła w tył jasną grzywę i lekko pobladła Potem uśmiech zagościł na jej bladej twarzy O takim uśmiechu każdy facet marzy. U nasady Ramzesa w dłonie pochwyciła I na łbie napęczniałym wargi swe złożyła Potem głębiej i głębiej wessała go w siebie I mogę powiedzieć,że już byłem w niebie. Ja Behemot król piekieł,ciemności Poczułem przez gardło mej Luny wnętrzności..... Lecz co to, przerwała,ledwie co w pół drogi Otworzyłem oczy,ujrzałem jej nogi Rączką główkę Ramzesa wciskała w swą różę, A piersi jej były nabrzmiałe i duże. Powoli delikatnie w dół się osunęła I gdy była już na dnie cichutko westchnęła Zwarliśmy się z sobą ,jak dolar z złotówką Uderzałem jej koniec Ramzesową główką, Jak jachty przez morze,płynęliśmy z Luną Przez miłości łoże,Ona jak żagiel Dumnie wyprężona, na chwilę osłabła, Padła w me ramiona, Ramzesa dyskretnie wyrzuciła z siebie No i nie było mi juz jak w niebie. Lecz oto nowa fala nadchodzi, Luna leży na plecach,Behemot w nią wchodzi Plecami o poduszki silnie zaparta A brama dla kochanka szeroko otwarta, Atłasowe ramiona oplatają me barki Luna mnie wpuszcza do nasłodszej szparki, Szybciej i mocniej...głębiej -krzyczy mi do ucha JEEEEEEST...na jej rozkaz mój Ramzes wybucha. W zwolnionym uścisku padliśmy obok siebie. Wiesz co Behemot-cicho zamruczała-było mi jak w niebie. Wtem głos budzika obwieścił nowy dzień, O jasna cholera znowu to był sen..... Odpowiedz Link Zgłoś
palnick Re: To, co piękne... 04.06.05, 13:14 Kiedy Pan stworzył kobietę, był to już jego 6 dzień pracy i w dodatku po godzinach... Pojawił się anioł i spytał: Czemu tyle czasu ci to zajmuje, Panie? Pan mu odpowiedział: -Widziałes zamówienie? Musi być całkowicie zmywalna, ale nie plastykowa, ma 200 ruchomych częsci, wszystkie wymienne, działa na kawie i resztkach jedzenia, ma łono, w którym się miesci 2 dzieci naraz, ma taki pocałunek, który leczy każdą rzecz: od startego kolana do złamanego serca. Anioł starał się powstrzymać Pana: - To jest za dużo pracy na jeden dzień, lepiej poczekać ze skończeniem do jutra. - Nie mogę, powiedział Pan. Jestem tak blisko skończenia tego dzieła, które jest tak bliskim memu sercu. Anioł zbliżył się i dotknał kobiety: - Ale zrobiłeś ją taką miękką, Panie? - Ona jest miękka, ale zrobiłem ją także twardą. Nawet nie wiesz ile może zniesć lub osiagnać. - Będzie myśleć? - spytał anioł Pan odpowiedział: - Nie tylko będzie mysleć, ale rozumować i negocjować. Anioł zauważył coś, zbliżył i dotknął policzka kobiety. - Wydaje się, że ten model ma skazę. Powiedziałem Ci, że starałeś się dać za wiele rzeczy. - To nie jest skaza - sprzeciwił się Pan - to jest łza. - A po co są łzy? zapytał anioł. Pan powiedział: - Łza to jest forma, którą ona wyraża swoją radosc, wstyd, rozczarowanie, samotnosć, ból i dumę. Anioł był pod wrażeniem. - Jestes Panie geniuszem, pomyslałeś o wszystkim, to prawda, że kobiety są zdumiewajace. - Kobiety maja siłę, która zdumiewa mężczyzn. Mają dzieci, przezwyciężaja trudnosci, dzwigaja ciężary, ale obstają przy szczęściu, miłości i radości.Usmiechają się kiedy chcą krzyczeć, spiewają kiedy chca płakać, płaczą, kiedy są szczęsliwe i smieją się kiedy sa zdenerwowane. Walczą o to w co wierzą, sprzeciwiaja się niesprawiedliwosci, nie zgadzaja się na "nie" jako odpowiedz, kiedy wierzą, że jest lepsze rozwiazanie. Nie kupią sobie nowych butów, ale swoim dzieciom tak...Idą do lekarza z przestraszonym przyjacielem, kochaja bezwarunkowo, płaczą kiedy ich dzieci osiagają sukcesy i cieszą się kiedy przyjaciele odnosza sukcesy. Łamie się im serce kiedy umiera przyjaciel, cierpią kiedy tracą członka rodziny, ale są silne kiedy nie ma skąd wziać siły. Wiedzą, że objęcie i pocałunek może uzdrowić zranione serce. Kobiety sa różnych wielkości, kolorów i kształtów. Prowadzą, latają, chodzą lub wysyłają ci maile żeby powiedzieć ci, że cię kochają. Serce kobiety jest tym co powoduje, że swiat się kręci. Przynoszą radosć i nadzieję, współczucie i ideały. Kobiety maja wiele do powiedzenia i do dania. Tak, serce kobiety jest zadziwiajace. Wyslij to , mój Aniele do kobiet... Żeby zwiększyć ich samoocenę i piękno! Wyslij to do mężczyzn... Żeby zwiększyć ich szlachetność! I żeby umieli kochać kobietę kiedy ta zapuka do ich drzwi i żeby nie pozwolili jej odejsć........ ----- Autor nieznany Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Piotr Macierzyński 13.08.05, 21:11 Piotr Macierzyński dziewięć sekund na sześćdziesiąt metrów cztery dobre wiersze w życiu i zarozumialstwo myśli że Bóg się z takimi będzie cackał może jeszcze kogoś nabierze na tę swoją wrażliwość tę jedną dziewczynę która w nim widzi Humphreya Bogarta cztery dioptrie wyobraźni ją trochę tłumaczą ale ja mu to mówię to się skończy i to już niedługo i nie będzie potrzeba bomby atomowej i powrotu lodowca wystarczą karciane długi i wódka i nie uratuje go Bóg bo jeśli jest to nie jest taki głupi jak ta dziewczyna która się w nim kocha żeby lokować w niepewny interes i niech nie myśli że się powoła na lata pracy zmarnowany talent i przegrane życie i że mu się za to coś należy i wcale mu nie wierzę w te opowieści że wszystko mogło być inaczej bo jeśli się biega sześćdziesiąt metrów w dziewięć sekund to nie ucieknie się swojemu przeznaczeniu * * * jeśli to nic dla ciebie nie znaczy to mnie nie dotykaj jeśli dajesz mi pluszowego jeża albo mówisz chciałabym posłuchać twoich wierszy od razu się w tobie zakocham ale mi nie ufaj jeśli nie byłaś ze mną na wódce nic o mnie nie wiesz jeśli nie jechałaś ze mną w nocy na korytarzu w pociągu na trasie Bydgoszcz-Gdynia w takim tłoku że trudno sięgnąć po butelkę którą się ma we własnej kieszeni i nie widziałaś mojej rozpaczy gdy po dwudziestu minutach walki z rurkami od namiotu wydawało mi się że zrobiłem jej kilka centymetrów miejsca do spania ale było to tylko złudzenie i jeśli nie spałaś ze mną w jednym pokoju i nie słyszałaś mojego kaszlu tłumionego w płucach żeby jej nie obudzić nie wiesz że potrafię być romantyczny chociaż przychodzi mi to z dużym trudem słucham "Zmokniętych psów" z muzyką Toma Waits'a w wykonaniu Mariusza Lubomskiego i czuję się jak na Dworcu Centralnym gdy pierwszy raz ojciec wyrzucił mnie z domu podobno pierwszy raz jest zawsze najlepszy jeśli moja złość jest większa niż twoja dobroć nawet się do mnie nie zbliżaj kiedyś na zawsze zaufałem jednej kobiecie i to wystarczyło żeby psychiatra wojskowy uznał mnie za swoje najciekawsze odkrycie "lecz póki nosy lśnią nie ufaj człeku psom zmokniętym bo choć skulone są rozszarpać mogą dłoń na strzępy" jeśli to nic dla ciebie nie znaczy spróbuj mnie dotknąć * * * miss Ciechocinka gdy jeździ na koniu trochę marzy lubi jesień i żołędzie kocha wodę ponton i wszystko co z gumy panna z Krakowa wierzy w gwiazdy i kocha babcię chce być samowystarczalna ma już wibrator numer 11 czyta Norwida trochę podróżuje chce być szczęśliwa lubi orzeszki numer 35 pisze wiersze jeździ na rowerze sama biega obiecała zdjąć majtki duże brawa miss Sieradza dziękuje wszystkim którzy głosowali na jej cycki żyję w epoce w której przeszczep serca to kwestia znalezienia dawcy żyję w epoce w której wystarczy pokazać cycki żeby wygrać samochód czy mogłem lepiej trafić * * * ten płyn usuwa nawet najgorszy brud a wszyscy wiemy że najgorszy brud jest najgorszy teraz nie muszę już o nim myśleć mówi urocza pani domu płyn myśli za mnie moja nowa suszarka robi mi takie rzeczy że normalna szczotka nie dałaby rady cyfrowy aparat sam wykonuje tak udane zdjęcia że mnie w ogóle mogło by tu nie być zapamiętuje moje najlepsze chwile robimy wszystko żeby nie myśleć mamy to co kiedyś wydawało się być osiągalne dopiero po śmierci * * * podobno 20% Polaków nie rozumie tego co czyta ch.. z nimi __________________________________________________________________________ o kurna, ale lata lecą Odpowiedz Link Zgłoś
sainbois O, żyć zawsze, zawsze umierać! 23.08.05, 23:54 O, pogrzeby mnie dawnego i obecnego. O, ja, gdy kroczę naprzód, materialny, widzialny, władczy tak jak zawsze: O, ja, tym czym byłem przez lata, a teraz martwy (nie lamentuję, jestem zadowolony); O, uwolnić siebie od swych własnych trupów, które odrzucam i patrzę, gdzie je porzuciłem, Iść dalej! (O, żyć! zawsze żyć!) i zwłoki zostawiać za sobą. Walt Whitman, tł. Krzysztof Boczkowski Odpowiedz Link Zgłoś
palnick Gaj 02.12.05, 18:05 W splątanym gaju rąk i nóg szepczemy słowa święte, jak szeptał kiedyś Młody Bóg bogini niepojętej. Ole, ole, ole, ola, oli, bogini niepojętej. Ole, ole, ole, ola, oli, bogini niepojętej. W czerwonym żarze rzewnych żądz płoniemy jak pochodnie i opadamy w niebo, śniąc niewinnie i łagodnie. Cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, niewinnie i łagodnie. Cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, cyt, niewinnie i łagodnie. W żałobnym chłodzie znanych ust szukamy pocieszenia, słuchając, jak nam stygnie puls i mylą się znaczenia. To nic, to nic, to nic, to nic, to nic, to mylą się znaczenia. To nic, to nic, to nic, to nic, to nic, to mylą się znaczenia. Dopóki demon smutku śpi, niech żyją młode żądze. Dopóki życie w nas się tli, dopóki są pieniądze. To nic, to nic, to nic, to nic, to nic, niech żyją młode żądze. To nic, to nic, to nic, to nic, to nic dopóki są pieniądze. Ole, ole, ole, ola, oli, niech żyją młode żądze Ole, ole, ole, ola, oli, dopóki są pieniądze. Ole, ole, ole, ola, oli, dopóki są pieniądze. Ole, ole, ole, ola, oli, dopóki są pieniądze. słowa: Agnieszka Osiecka Odpowiedz Link Zgłoś
palnick Re: To, co piękne... 16.10.05, 11:51 Mistyka jest jak kobieta obejmująca nogami ziemię i rozkładająca ramiona w kontemplacji nieba. A życie jest oczekiwaniem aż Bóg jak śmierć rozerwie jej ciało na światło Aneta Parys Odpowiedz Link Zgłoś
palnick Re: To, co piękne... 16.10.05, 12:30 LESZEK DŁUGOSZ DZIEŃ W KOLORZE ŚLIWKOWYM Po czerni jeżyny Po liściu kaliny - Jesień, jesień już Po ciszy na stawie Po krzyku żurawi - Jesień, jesień już Po astrach, po ostach To widać, to proste że - Jesień, jesień już I po tym że wcześniej Noc ciągnie ze zmierzchem - Jesień, jesień już Po pustym już polu Po pełnej stodole - Jesień, jesień już Strachowi na wróble Już nad czym sie trudzić? - Jesień, jesień już I po tym że w górze Wiatr wróży kałuże, tak - Jesień, jesień już I po tym że przecież Jak zwykle, po lecie - Jesień, jesień już Ach, ten dzień w kolorze śliwkowym - Berberysu i głogu ma smak... Stawia drzewom pieczątki - Żeby było w porządku Że już pora Że trzeba iść spać... A my tak - po kieliszku, po troszeczku Popijamy calutki ten dzień - Próbujemy nalewki Z dzikiej róży, z porzeczki Żeby sprawdzić - czy zima To wypić się da? - To się w głowie nie mieści Że tak szumi szeleści Tak bliziutko, o krok, prawie tuż Głębokimi rzekami, pachnącymi szuwarami Idzie jesień I prosto w nasz próg... - Ale co tam! przecież taka jesień złota Nie jest zła! - Ale co tam! Przecież taka jesień złota Niechaj trwa... Odpowiedz Link Zgłoś
palnick Re: To, co piękne... 16.11.05, 20:29 Napisalam kiedys o sobie wierszyk: Gdybym była bardzo piękna to bym mogła być modelką. Lecz spódnica na mnie pęka, bo mam dupę taką wielką. Gdybym rozum chociaż miała to bym miała doktoraty. Ale ze mnie durna pała, więc mam jeno w portkach łaty. Gdybym miała dobre serce to pomogłabym ludzkości. Lecz zepsuta jestem wielce, chyba aż do szpiku kości. Gdybym była sympatyczna to bym miała przyjaciółkę. Lecz ja jestem wręcz kostyczna - kawę pijam z psem, na spółkę. Gdyby było gotowanie czymś, co mnie uczyła mama, może bym wśród chłopów branie miała, zamiast siedzieć sama. Gdybym czasem się umyła balsam wtarła w swoje ciało, to bym ludzi nie straszyła i by z gęby nie śmierdziało. Gdybym może pospłacała chociaż cząstkę swoich długów, to bym palic nie musiała dziennie czterech paczek szlugów. Gdyby coś w mym durnym życiu miało chociaż trochę sensu, nie oddałabym się piciu łażąc w kólko do kredensu. Gdybym choć (na Boga rany!) coś wiedziała o poezji, to ten wierszyk tu spisany nie był stekiem by herezji... wilma.flinstone Odpowiedz Link Zgłoś