kataryna.kataryna
22.01.04, 23:15
Jerzy Urban przypomniał sobie, że w sierpniu widział kartkę Rywina do
Kwaśniewskiego, pokazał mu ją sam Kwaśniewski. Okazuje się, że formalne
przeszkody, które uniemożliwiły Majestatowi wspomnienie o kartce
prokuratorowi i komisji śledczej nie obowiązywały w kontaktach z redaktorem
Nie, któremu prezydent notatkę bez oporów pokazał.
Sam Urban o kartce wcześniej nie wspominał ani komisji, ani prokuratorowi bo
nie chciał prezydenta mieszać w sprawę. Skąd my to znamy. Urban - kolejny
redaktor naczelny stroniący od gry głową państwa w piłkę nożną.
Jakby ośmielony tym wszystkim Solorz też zatopił się we wspomnieniach i
odgrzebał w zakamarkach zawodnej pamięci spotkanie na którym usłyszał 'Co
możemy dla ciebie zrobić', czemu swego czasu zdecydowanie zaprzeczał.
Ciekawie brzmią też zeznania Halbera, któremu Rywin opowiadał dlaczego Rywina
prezesura w Polsacie będzie dobra dla Halbera i jego kolegów co to im chwała.
Michnik jest w tym wszystkim coraz śmieszniejszy. Nie wierzę, że pisząc
artykuł nie wiedział, że Urban wie o notatce do Kwasa, a tym samym
tłumaczenia Smoleńskiego dlaczego o niej nie wspomniano w artykule są
żałosne. Niestety, precyzyjny plan o czym się powie a co zatai wziął w łeb bo
Miller sypnął Kwaśniewskiego. Gdyby Miller milczał, pewnie nigdy byśmy się
nie dowiedzieli o tym o czym Kwaśniewski powiedział Millerowi, Michnikowi i
Urbanowi, ale nie mógół powiedzieć prokuratorowi i komisji bo "formalne
procedury" - jak zeznał Szymczycha.
Żałosny jest ten spektakl bardzo.